background image

 

Pamiętniki 

Wampirów 

 
 
 

Księżycowa Pieśń 

 
 
 
 

Tłumaczenie: ma_dzik00 2 

background image

Drogi Pamiętniku,  
Tak się boję.  
Serce mi wali, mam sucho w ustach i trzęsą mi się ręce. Zmierzyłam się z 
tyloma rzeczami i przeżyłam: wampiry, wilkołaki, upiory. Rzeczy, w których 
istnienie nie wierzyłam. Teraz jestem przerażona. Dlaczego? 
 
Tylko dlatego, że wyjeżdżam z domu.  
I wiem, że to jest kompletnie niedorzeczne. Tak naprawdę, to ledwo 
opuszczam dom. Jadę do college’u oddalonego zaledwie o kilka godzin od 
tego ukochanego domu, w którym mieszkałam od kiedy byłam dzieckiem. 
Nie, nie zacznę znowu płakad. Będę w pokoju razem z Bonnie i Meredith, 
moimi dwiema najlepszymi przyjaciółkami na całym świecie. W tym samym 
akademiku, tylko kilka pięter dalej, będzie mój ukochany Stefan. Od mojego 
innego najlepszego przyjaciela, Matta będzie dzielił mnie tylko krótki spacer 
przez kampus. Nawet Damon będzie w mieszkaniu w pobliskim miasteczku. 
 
Tak szczerze, nie mogłabym czud się bardziej jak w domu, chyba że w ogóle 
nigdy bym się stąd nie wyprowadziła. Jestem takim mięczakiem. Ale wydaje 
mi się, że dopiero odzyskałam mój dom, moją rodzinę, moje życie po 
wygnaniu na tak długo, a teraz nagle znowu muszę wyjechad. 
 
Podejrzewam, że częściowo tak się boję, bo te ostatnie tygodnie lata były 
cudowne. Cieszyliśmy się i bawiliśmy przez te trzy tygodnie tak jakbyśmy robili 
to przez ostatnie miesiące- gdyby nie walka z kitsune, podróżowanie do 
Mrocznego Wymiaru, walka z upiorem zazdrości, i z powodu innych 
Wyjątkowo Nie Fajnych rzeczy, które robiliśmy. Urządzaliśmy pikniki, imprezy z 
noclegiem, chodziliśmy pływad i robid zakupy. Pojechaliśmy do hrabstwa na 
jarmark, gdzie Matt wygrał dla Bonnie wypchanego tygrysa i zrobił się cały 
czerwony, kiedy ona zapiszczała i rzuciła mu się w ramiona. Stefan nawet 
mnie pocałował, gdy siedzieliśmy na szczycie koła młyoskiego, tak jak 
zrobiłby to każdy normalny facet ze swoją dziewczyną w piękną, letnią noc. 
 
Byliśmy tacy szczęśliwi. Tak normalni, w sposób, o który już nas nie 
podejrzewałam. 
 
Myślę, że to właśnie mnie przeraża. Boję się, że te ostatnie kilka tygodni było 
jasną, złotą przerwą, a teraz coś się zmieni i wrócimy do ciemności i horroru. 
Tak jak w tym wierszu, który czytaliśmy na angielskim ostatniej jesieni: 
„Nietrwałe co złote jest. Nie dla mnie.” 
 
Nawet Damon…  
Tupot stóp w korytarzu na dole rozproszył ją i długopis Eleny Gilbert zwolnił. 
Spojrzała na ostatnie kilka pudeł porozkładanych w jej pokoju. Stefan i 
Damon musieli już po nią przyjechad.  

background image

Ale chciała dokooczyd swoją myśl, wyrazid tą ostatnią obawę, która 
prześladowała ją podczas tych ostatnich, idealnych tygodni. Obróciła się z 
powrotem do pamiętnika, pisząc szybko, by móc pozbyd się tych myśli zanim 
będzie musiała wyjechad.  
Damon się zmienił. Od kiedy pokonaliśmy upiora zazdrości, jest bardziej… 
uprzejmy. Nie tylko dla mnie, nie tylko dla Bonnie, do której zawsze miał 
słabośd, ale nawet dla Matta i Meredith. Nadal potrafi byd bardzo irytujący i 
nieprzewidywalny- bez tego nie byłby Damonem- ale nie ma już w sobie tej 
okrutności. Nie taką jaką miał. 
 
Wydaje się, że on i Stefan doszli do porozumienia. Wiedzą, że kocham ich 
obu, a mimo to, nie pozwolili by zazdrośd stanęła między nimi. Są ze sobą 
blisko, zachowują się jak prawdziwi bracia w sposób, jakiego nigdy wcześniej 
nie widziałam. Istnieje między naszą trójką delikatna równowaga, która 
utrzymywała się przez cały koniec lata. I boję się, że każdy błąd z mojej strony 
wszystko zepsuje, i że tak jak ich pierwsza miłośd, Katherine, rozdzielę braci. A 
wtedy stracimy Damona na zawsze. 
 
Ciocia Judith zawołała niecierpliwie.- Elena!  
- Idę!- Odpowiedziała Elena. Szybko dopisała jeszcze kilka zdao w swoim 
pamiętniku.  
Mimo to, nadal istnieje szansa, że to nowe życie będzie cudowne. Może 
znajdę wszystko, czego szukałam. Nie mogę cały czas trzymad się liceum i 
mojego życia tutaj. I kto wie? Może tym razem złote okaże się trwałe. 
 
- Elena! Twoja podwózka czeka!  
Ciocia Judith z pewnością była już zestresowana. Chciała sama zawieśd 
Elenę do szkoły. Ale Elena wiedziała, że nie da rady pożegnad się ze swoją 
rodziną bez płaczu, więc zamiast tego poprosiła Stefana i Damona. Będzie 
mniejszym wstydem okazanie emocji tutaj niż podciąganie nosem przez całą 
drogę do kampusu Dalcrest. Odkąd Elena zdecydowała się jechad z bradmi 
Salvatore, ciocia Judith zadbała o każdy najmniejszy szczegół, bojąc się, by 
początek kariery Eleny w college’u nie zaczął się bez jej nadzoru. Elena 
wiedziała, że to wszystko dlatego, że ciocia Judith ją kocha.  
Elena zatrzasnęła pokryty niebieskim aksamitem pamiętnik i wrzuciła go do 
otwartego pudła. Wstała i skierowała się ku drzwiom, ale zanim je otworzyła, 
odwróciła się by po raz ostatni spojrzed na swój pokój.  
Był taki pusty, na ścianach nie wisiały już jej ulubione plakaty, a połowa 
książek zniknęła z jej regału. Tylko kilka ubrao zostało w komodzie i szafie. 
Wszystkie meble zostały na swoim miejscu. Ale teraz, kiedy pokój był 
pozbawiony większości jej rzeczy, wydawał się bardziej bezosobowym 
pokojem hotelowym niż przytulnym rajem jej dzieciostwa.  
Tyle się tutaj wydarzyło. Elena pamiętała jak przytulała się do swojego taty na 
ławeczce okiennej, gdy czytali razem kiedy była małą dziewczynką. Ona, 

background image

Bonnie, Meredith i Caroline- która też była kiedyś dobrą przyjaciółka, spędziły 
tu przynajmniej ze sto nocy  

background image

dzieląc się swoimi sekretami, ucząc się, przebierając na imprezy i po prostu 
spędzając razem czas. Stefan pocałował ją tutaj wczesnym rankiem i zniknął 
szybko, kiedy ciocia Judith weszła żeby ją obudzid. Elena pamiętała okrutny, 
triumfalny uśmiech Damona, kiedy zaprosiła go do środka po raz pierwszy, 
wydawało się, że to było milion lat temu. A nie tak dawno temu, pamiętała 
swoją radośd kiedy pojawił się tutaj jednej ciemnej nocy, po tym jak wszyscy 
myśleli, że jest martwy.  
Usłyszała ciche pukanie do drzwi, które potem się otworzyły. Stefan stał w 
progu i przyglądał się jej.  
- Gotowa?- Powiedział.- Twoja ciocia trochę się niepokoi. Myśli, że nie 
będziesz miała wystarczająco dużo czasu na rozpakowanie się przed 
rozpoczęciem zajęd, jeśli zaraz nie wyjedziemy.  
Elena podeszła i objęła go. Pachniał czystością i lasem, ułożyła głowę na 
jego ramieniu.- Już idę- powiedziała.- Po prostu ciężko jest się pożegnad, 
wiesz? Wszystko się zmienia.  
Stefan odwrócił się do niej i pocałował ją delikatnie w usta.- Wiem- 
powiedział, gdy pocałunek się skooczył i delikatnie przesunął palcem wzdłuż 
jej dolnej wargi.- Zaniosę te pudła na dół i dam ci jeszcze chwilę. Ciocia 
Judith poczuje się lepiej, kiedy zobaczy że zaczynamy pakowad coś do 
samochodu.  
- Ok. Zaraz zejdę.  
Stefan opuścił pokój z pudłami, a Elena westchnęła znowu się rozglądając. 
Zasłony w niebieskie kwiaty, które zrobiła dla niej jej mama, gdy Elena miała 
dziewięd lat, nadal wisiały na oknach. Pamiętała jak mama przytulała ją ze 
łzami w oczach, kiedy jej mała córeczka powiedziała, że jest już za duża na 
zasłony z Kubusiem Puchatkiem.  
Teraz oczy Eleny wypełniły się łzami i założyła swoje włosy za uszy dokładnie 
tak samo jak robiła jej mama, kiedy bardzo nad czymś myślała. Elena była 
taka młoda, gdy zmarli jej rodzice. Może gdyby żyli, ona i jej mama byłyby 
teraz przyjaciółkami, uważałyby siebie za równe, nie tylko za mamę i córkę.  
Jej rodzice też chodzili do Dalcrest. Właściwie tam się poznali. Na dole, na 
pianinie, stało ich zdjęcie w togach, na słonecznym trawniku przed biblioteką 
Dalcrest, śmiali się i byli nieprawdopodobnie młodzi.  
Może studiowanie w Dalcrest przybliży Elenę do nich. Może dowie się więcej o 
ludziach jakimi byli, nie tylko mamą i tatą, których znała kiedy była mała. 
Może odnajdzie swoją utraconą rodzinę w neoklasycznych budynkach i 
szerokich, zielonych trawnikach college’u.  
Tak naprawdę nie wyjeżdżała. Szła naprzód.  
Elena zacisnęła szczęki i wyszła z pokoju wyłączając po drodze światło.  

background image

Na dole, ciocia Judith, jej mąż, Robert i pięcioletnia siostrzyczka Eleny, 
Margaret zebrali się w korytarzu czekając, patrząc na Elenę schodzącą po 
schodach.  
Ciocia Judith oczywiście panikowała. Nie potrafiła się uspokoid; ciągle 
splatała ręce, przygładzała włosy albo bawiła się swoimi kolczykami.- Eleno,- 
powiedziała- jesteś pewna, że   

background image

spakowałaś wszystko, czego potrzebujesz? Jest tyle rzeczy do zapamiętania- 
zmarszczyła brwi.  
Oczywisty dla wszystkich niepokój jej cioci sprawił, że Elenie łatwiej było 
uśmiechnąd się zapewniająco i przytulid ją. Ciocia Judith trzymała ją mocno, 
relaksując się na chwilę i podciągnęła nosem.- Będę za tobą tęsknid, 
kochanie.  
- Ja za tobą też- powiedziała Elena i ścisnęła ją mocno, czując że jej własne 
wargi zaczynają się trząśd. Próbowała się zaśmiad.- Ale wrócę. Jeśli czegoś 
zapomnę albo zatęsknię za domem, od razu przybiegnę z powrotem na 
weekend. Nie muszę czekad do Święta Dziękczynienia.  
Stojący obok nich Robert, przestępował z nogi na nogę i odchrząknął. Elena 
puściła ciocię Judith i obróciła się do niego.  
- Wiem, że studenci mają dużo wydatków- powiedział- i nie chcemy żebyś 
martwiła się o pieniądze, więc założyliśmy ci konto w sklepie studenckim, 
ale…- Otworzył portfel i podał Elenie plik banknotów.- Tak na wszelki 
wypadek.  
- Och,- powiedziała Elena, wzruszona i trochę podenerwowana- Bardzo 
dziękuję Robercie, ale naprawdę nie musisz.  
Niezręcznie poklepał ją po ramieniu.- Chcemy żebyś miała wszystko, czego 
potrzebujesz- powiedział stanowczo. Elena uśmiechnęła się do niego z 
wdzięcznością, zwinęła banknoty i włożyła je do kieszeni.  
Obok Roberta stała Meredith, która cały czas wpatrywała się swoje buty. 
Elena uklęknęła przed nią i chwyciła rączki swojej małej siostrzyczki.- 
Margaret?- Nakłaniała ją.  
Wielkie, niebieskie oczy spojrzały w jej własne. Meredith zmarszczyła brwi i 
pokręciła głową, jej usta były zaciśnięte w cienką kreskę.  
- Będę za tobą bardzo tęsknid, Meggie- powiedziała Elena przysuwając ją 
bliżej, jej oczy znowu wypełniły się łzami. Mięciutkie niczym dmuchawce, 
włoski jej młodszej siostry otarły się o policzek Eleny.- Ale wrócę na Święto 
Dziękczynienia i może będziesz mogła przyjechad i odwiedzid mnie na 
kampusie. Bardzo bym chciała pochwalid się moją małą siostrą przed 
wszystkimi nowymi znajomymi.  
Margaret przełknęła.- Nie chcę żebyś jechała- powiedziała cichym, 
mizernym głosikiem.- Zawsze wyjeżdżasz.  
- Och, kochanie- powiedziała bezradnie Elena, przytulając ją mocniej.- 
Zawsze wracam, prawda?  
Elena zadrżała. Po raz kolejny zastanawiała się ile Margaret pamięta z tego, 
co naprawdę wydarzyło się w Fell’s Church w ciągu ostatniego roku. Strażnicy 
obiecali zmienid wspomnienia wszystkich o tych mrocznych miesiącach, 
kiedy wampiry, wilkołaki i kitsune omal nie zniszczyły miasta- i kiedy Elena 
sama umarła i zmartwychwstała- ale wydawało się, że istnieją wyjątki. Caleb 

background image

Smallwood pamiętał, a czasem niewinna twarzyczka Margaret wyglądała na 
dziwnie świadomą.  
- Eleno,- powiedziała znowu ciocia Judith zachrypniętym i płaczliwym 
głosem- lepiej już jedźcie.  

background image

Elena jeszcze raz przytuliła swoją siostrę zanim ją puściła.- Ok- powiedziała 
wstając i podnosząc swoją torbę.- Zadzwonię do was wieczorem i opowiem 
jak się aklimatyzuję.  
Ciocia Judith skinęła głową i Elena jeszcze raz ją ucałowała zanim wytarła 
oczy i otworzyła frontowe drzwi.  
Słooce na zewnątrz było tak jasne, że musiała kilka razy zamrugad. Damon i 
Stefan opierali się o ciężarówkę, którą Stefan wynajął, jej rzeczy były 
zapakowane do tyłu. Kiedy podeszła bliżej, w tym samym momencie oboje 
na nią spojrzeli i uśmiechnęli się.  
Och. Byli tacy piękni, że widząc ich drżała, nawet po tak długim czasie. 
Stefan, jej ukochany Stefan, jego zielone niczym liście oczy, błyszczące kiedy 
na nią patrzyły. Był cudowny, z tym swoim klasycznym profilem i słodkim, 
kształtem dolnej wargi, którą ciągle by całowała.  
I Damon- świecąca, blada cera, czarne, aksamitne oczy i jedwabiste włosy- 
był pełen wdzięku, a równocześnie przerażał. Jego wspaniały uśmiech 
powodował, że coś w środku niej naprężało się i mruczało niczym pantera 
rozpoznająca swojego partnera.  
Obie pary oczu patrzyły na nią kochająco i z chęcią posiadania.  
Bracia Salvatore byli teraz jej. Co ma zamiar z tym zrobid? Ta myśl 
spowodowała, że zmarszczyła czoło i nerwowo zwiesiła ramiona. Potem 
odgoniła zmarszczki ze swojego czoła, zrelaksowała się i odwzajemniła ich 
uśmiech. To co przyjdzie, co przyjdzie.  
- Czas jechad- powiedziała i skierowała twarz do góry, w kierunku słońca. 

 
 Rozdział 2  
Meredith trzymała przyrząd do pomiaru ciśnienia przy zaworze lewego koła. 
Ciśnienie było w porządku. Ciśnienie we wszystkich czterech kołach było w 
normie. Odmrażacz, olej i płyn do automatycznej skrzyni biegów były 
uzupełnione, akumulator nowy, lewarek i zapasowa opona były w idealnym 
stanie.  
Powinna była się tego domyślid. Jej rodzice nie należeli do tych, którzy 
zostawali w domu zamiast iśd do pracy żeby zobaczyd jak wyjeżdża do 
college'u. Wiedzieli, że nie potrzebuje tulenia, ale okazali jej swoją miłośd 
upewniając się, że wszystko było przygotowane, że byłą bezpieczna i gotowa 
na to, co może się zdarzyd. Oczywiście też nie powiedzieliby jej, że wszystko 
sprawdzili; chcieli żeby nadal sama się ochraniała.  
Teraz nie pozostało jej nic innego jak wyjechad.  
I to byłą jedyna rzecz jakiej nie chciała zrobid.  
- Jedź ze mną- powiedziała nie patrząc w górę, gardząc lekkim drżeniem 
jakie usłyszała w swoim głosie.- Tylko na kilka tygodni.  

background image

- Wiesz, że nie mogę- powiedział Alaric kiedy delikatnie głaskał ją po 
plecach.- Nie chciałbym wyjechad gdybym z tobą pojechał. Tak będzie 
lepiej. Będziesz cieszyła się tymi kilkoma pierwszymi tygodniami college'u jak 
każdy nowy student i nikt nie będzie ci w tym przeszkadzał. Potem przyjadę i 
niedługo cię odwiedzę.- Meredith obróciła się żeby na niego spojrzed i zdałą 
sobie sprawę, że Alaric patrzy na nią. Ścisnął usta, prawie niezauważalnie, a 
potem znowu je rozluźnił. Zaledwie po kilku tygodniach razem, żadne z nich 
nie chciało się rozstawad. Wychyliła się i pocałowała go.  
- To i tak lepiej niż jakbym pojechała na Harvard- mruknęła.- O wiele bliżej.  
Kiedy lato się skooczyło, ona i Matt zdali sobie sprawę, że nie mogliby 
zostawid swoich przyjaciół i wyjechad do coleg'u poza stan, tak jak 
planowali. Tyle razem przeszli i chcieli zostad razem żeby nawzajem się 
ochraniad niż jechad gdziekolwiek indziej.  
Ich dom już raz został zniszczony więcej niż raz i tylko szantaż Eleny na 
Niebiaoskim Sądzie naprawił to i uratował ich rodziny. Nie mogli wyjechad. 
Nie kiedy tylko oni stawali na przeciw ciemności, ciemności, która już na 
zawsze będzie przywoływana do Mocy magicznych linii, które przecinały 
tereny niedaleko Fell's Church. Dalcrest na tyle blisko żeby mogli wrócid 
gdyby niebezpieczeostwo znowu im zagrażało.  
Musieli chronid swój dom.  
Więc Stefan wybrał się do dziekanatu w Dalcrest i użył swoich wampirzych 
zdolności. Nagle Matt znowu miał stypendium z futbolu na Dalcrest, które 
odrzucił wiosną, a Meredith nie tylko została przyjęta na pierwszy rok, ale też 
została zakwaterowana w trzyosobowym pokoju w najlepszym akademiku 
kampusu, razem z Bonnie i Eleną. Nadprzyrodzone zdolności im pomogły, tak 
dla odmiany.  
Mimo to, musiała odrzucid kilka swoich marzeo żeby się tu dostad. Harvard. 
Alarica u jej boku.  
Meredith potrząsnęła głową. Te marzenia i tak nie były kompatybilne. Alaric 
nie mógł pojechad z nią na Harvard. Alaric chciał zostad w Fell's Church żeby 
badad pochodzenie wszystkich nadprzyrodzonych zjawisk jakie zaszły w 
historii miasteczka. Szczęśliwie, Uniwersytet Duke pozwalał mu to zaliczyd do 
jego badao paranormalnych. I w tym samym czasie będzie mógł 
monitorowad zagrożenie w miasteczku. Na razie muszą się rozdzielid, nie 
ważne gdzie Meredith by poszła, ale przynajmniej do Dalcrest nie było tak 
daleko.  

background image

Skóra Alarica była lekko opalona i złote piegi uwidoczniły się na jego 
policzkach. Ich twarze były tak blisko siebie, że czuła ciepło jego oddechu.  
- O czym myślisz?- Jego głos był cichy.  
- O twoich piegach- powiedziała.- Są wspaniałe.- Potem wzięła oddech i 
odsunęła się.- Kocham cię- powiedziała Meredith, a potem ruszyła się, zanim 
ogarnęłoby ją uczucie tęsknoty.- Muszę jechad.- Podniosła jedną z walizek 
leżących obok samochodu i wrzuciła ją do bagażnika.  
- Ja też cię kocham- powiedział Alaric, chwycił ją za rękę i trzymał przez 
chwilę patrząc jej w oczy. Potem puścił ją, włożył ostatnią walizkę do 
bagażnika i zatrzasnął go.  
Meredith pocałowała go szybko i mocno i popędziła do siedzenia kierowcy. 
Kiedy już siedziała bezpiecznie, zapięta w pasy, silnik był włączony, pozwoliła 
sobie znowu na niego spojrzed.  
- Cześd- powiedziała przez otwarte okno.- Zadzwonię dzisiaj wieczorem. 
Każdego wieczoru.  
Alaric potaknął. Jego oczy były smutne, ale uśmiechnął się i podniósł rękę na 
do widzenia.  
Meredith ostrożnie cofnęła się z podjazdu. Jej ręce ustawione były na 
godzinę dziesiątą i drugą, nie spuszczała wzroku z drogi i starała się równo 
oddychad. Nie musiała spojrzed żeby wiedzied, że Alaric stał na podjeździe i 
patrzył jak samochód znika z pola widzenia. Ścisnęła usta. Była Sulez. Była 
łowcą wampirów, doskonałą uczennicą i umiała sobie poradzid w każdej 
sytuacji.  
Nie musiała płakad, w koocu znowu zobaczy Alarica. Niedługo. W 
międzyczasie, będzie prawdziwą Sulez: gotową na wszystko.  
Dalcrest było piękne, pomyślała Elena. Oczywiście, była tu wcześniej. Ona, 
Bonnie i Meredith przyjechały tu na przyjęcie dla pierwszego roku 
organizowane przez bractwo, kiedy Meredith chodziła z chłopakiem z 
college'u. Mgliście pamiętała też, że jej rodzice przywieźli ją tutaj na zjazd 
absolwentów kiedy byłą mała.  
Ale teraz była częścią szkoły, teraz kiedy to będzie jej dom na najbliższe cztery 
lata, wszystko wyglądało inaczej.  
- Całkiem wytworny- skomentował Damon kiedy ich samochód przejechał 
przez żelazną bramę wjazdową i przejechał obok budynków zrobionych z 
podróbek gregoriaoskich cegieł i neoklasycznego marmuru.- Jak na 
Amerykę, oczywiście.  
- Cóż nie wszyscy możemy dorastad we włoskich pałacach- powiedziała 
nieobecnie Elena, bardzo świadoma lekkiego ucisku jego biodra na swoim. 
Siedziała z przodu ciężarówki między Stefanem i Damonem, było bardzo 
mało miejsca. Bliskośd ich obu była okropnie rozpraszająca.  

background image

Damon przewrócił oczami i wycedził do Stefana:- Cóż, jeśli musisz bawid się w 
człowieka i znowu chodzid do szkoły, mały braciszku, to przynajmniej nie 
wybrałeś zbyt ohydnego miejsca. I, oczywiście, towarzystwo nadrobi za 
wszelkie niedogodności- dodał uprzejmie, patrząc na Elenę.- Ale nadal myślę, 

ż

e to strata czasu.  

- A mimo to, jesteś tutaj- powiedziała Elena.  
- Jestem tu tylko po to żeby trzymad was z dala od kłopotów- odpowiedział 
Damon.  
- Musisz wybaczyd Damonowi- powiedział Stefan do Eleny.- On nie rozumie. 
Został wyrzucony ze studiów dawno temu.  
Damon zaśmiał się.- Ale za to bardzo dobrze się bawiłem kiedy tam byłem- 
powiedział.- Było wiele rodzajów przyjemności jakim mógł oddad się majętny 
mężczyzna na studiach. Chociaż chyba trochę się teraz pozmieniało.  
Wbijali sobie szpile, Elena wiedziała o tym, ale nie było w tym tego gorzkiego 
zacięcia co wcześniej. Damon uśmiechał się kpiąco do Stefana nad głową 
Eleny, a palce Stefana były rozluźnione i zrelaksowane na kierownicy.  

background image

Położyła rękę na kolanie Stefana i ścisnęła. Damon spiął się obok niej, al kiedy 
spojrzała na niego, patrzył do przodu przez przednią szybę z neutralną twarzą. 
Elena zabrała rękę z kolana Stefana. Ostatnim czego chciała, było 
zakłócenie tej kruchej równowagi między ich trójką.  
- I jesteśmy- powiedział Stefan, podjeżdżając pod pokryty bluszczem 
budynek.- Dom Pruitta.  
Akademik jaśniał nad nimi, był to wysoki ceglany budynek z wieżą z jednej 
strony, jego okna błyszczały w popołudniowych słoocu.  
- To ma byd najładniejszy akademik na kampusie- powiedziała Elena.  
Damon otworzył swoje drzwi i wyskoczył, a potem obrócił się i przez dłuższą 
chwilę patrzył na Stefana.- Najlepszy akademik na kampusie, tak? Czy 
używałeś swojej mocy przekonywania dla osobistych korzyści, młody 
Stefanie?- Potrząsnął głową.- Twoja moralnośd się rozpada.  
Stefan wysiadł po swojej stronie i podał rękę Elenie żeby pomóc jej zejśd na 
dół.- Możliwe, że w koocu twoje zachowanie przeszło na mnie- powiedział do 
Damona, jego usta lekko uśmiechnęły się w rozbawieniu.- Jestem w wieży w 
jedynce. Mam balkon.  
- Jak miło, dla was- powiedział Damon, a jego oczy przeskakiwały między 
nimi.- To akademik koedukacyjny? Grzechy nowoczesnego świata.- Jego 
twarz przez wydawała się zamyślona; potem uśmiechnął się szeroko i zaczął 
wyjmowad bagaże.  
Przez tą chwilę wydawał się Elenie samotny, co było niedorzeczne. Damon 
nigdy nie czuł się samotny, ale ten krótki wyraz twarzy wystarczył żeby 
powiedziała impulsywnie:- Mógłbyś chodzid z nami do szkoły, Damonie. Nie 
jest jeszcze za późno jeśli użyjesz swojej Mocy żeby się wkręcid. Mógłbyś 
mieszkad z nami na kampusie.  
Poczuła, że Stefan znieruchomiał. Potem wziął spokojny oddech i wślizgnął się 
obok Damona, sięgając po stos kartonów.- Mógłbyś- powiedział zwyczajnie.- 
Szkoła może byd bardziej rozrywkowa niż ci się wydaje, Damonie.  
Damon pokręcił głową szydząco.- Nie, dziękuję. Moja współpraca z 
akademią zakooczyła się kilka wieków temu. Będę o wiele szczęśliwszy w 
moim mieszkaniu w mieście, gdzie będę mógł mied was na oku bez 
konieczności tłoczenia się ze studentami.- On i Stefan uśmiechnęli się do 
siebie w sposób, który wyglądał na całkowite zrozumienie.  
Racja, pomyślała Elena z dziwną mieszanką ulgi i rozczarowania. Nie widziała 
jeszcze nowego mieszkania, ale Stefan zapewnił ją, że Damon jak zwykle 
będzie mieszkał w luksusie, przynajmniej takim na jaki jest w stanie zapewnid 
najbliższe miasteczko.  
- Chodźcie, dzieciaczki- powiedział Damon podnosząc bez wysiłku kila 
walizek i kierując się do akademika. Stefan posniósł swój stos kartonów i 
podążył za nim.  

background image

Elena wzięła karton i poszła za nimi, podziwiając ich naturalną grację i 
elegancką siłę. Kiedy przeszli obok kilku otwartych drzwi, usłyszała jak jakaś 
dziewczyna zawyła niczym wilk, a potem chichotała ze swoją 
współlokatorką.  
Jeden z kartonów z ogromnej kupki Stefana, przechylił się i zaczął spadad 
kiedy Stefan zaczął wchodzid po schodach i Damon złapał go mimo swoich 
walizek. Stefan skinął głową w podziękowaniu.  
Spędzili wieki jako wrogowie. Pozabijali się. Przez setki lat nienawidzili siebie, 
byli związani żalem, nieszczęściem i zazdrością. Katherine im to zrobiła 
próbując mied ich obu kiedy każdy z nich chciał tylko jej.  
Teraz wszystko wyglądało inaczej. Przeszli długą drogę. Od kiedy Damon 
umarł i wrócił z powrotem, od kiedy walczyli i pokonali upiora zazdrości, zostali 
partnerami. Było między nimi ciche porozumienie, że będą współpracowad 

ż

eby ochronid małą grupkę ludzi. Ale było coś więcej: ostrożne, ale bardzo 

prawdziwe, uczucie między nimi. Polegali na sobie, będzie im przykro jeśli 
znowu siebie stracą. Nie rozmawiali o tym, ale ona wiedziała, że taka była 
prawda.  

background image

Elena zacisnęła na moment oczy. Wiedziała, że obaj ją kochają. Oboje 
wiedzieli, że ona kochała ich. Mimo to, poprawiał ją jej umysł, Stefan jest 
moją prawdziwą miłością. 
Ale coś innego w niej, ta pantera w wyobraźni, 
rozciągnęła się i uśmiechnęła. Ale Damon, mój Damon...  
Pokręciła głową. Nie mogła ich rozdzielid, nie mogła pozwolid żeby o nią 
walczyli. Nie zrobi tego, co zrobiła Katherine. Jeśli nadejdzie czas wyboru, 
wybierze Stefana. Oczywiście.  
Na pewno? Pantera zamruczała leniwie i Elena próbowała odepchnąd od 
siebie ten obraz.  
Wszystko tak łatwo mogło się rozpaśd. Od niej zależało żeby ta sytuacja na 
pewno nigdy się nie powtórzyła. 

 
  
 
 Bonnie przytrzymywała swoje czerwone loki kiedy pędziła przez trawnik 
Dalcrest. Było tu tak ładnie. Małe ścieżki przecinały trawnik, prowadząc do 
różnych akademików i budynków dydaktycznych. Kolorowe kwiaty: petunie, 
niecierpki, stokrotki, rosły wszędzie, przy dróżkach i przed budynkami.  
Ludzka sceneria też była niezła, pomyślała Bonnie przyglądając się ostrożnie 
zbrązowionemu mężczyźnie leżącemu na ręczniku blisko krańca trawnika. Nie 
wystarczająco ostrożnie- facet podniósł swoją ciemną czuprynę i mrugnął do 
niej. Bonnie zachichotała i przyspieszyła, jej policzki zapaliły się. Ale tak 
szczerze, czy on nie powinien się teraz rozpakowywać albo meblować 
swojego pokoju czy coś? A nie leżeć tu na pół nagi i mrugać do 
przechodzących dziewczyn jak jakiś duży... flirciarz.  
Torba z rzeczami, które Bonnie kupiła w księgarni kampusu, lekko zaklekotała 
w jej ręce. Oczywiście nie mogła jeszcze kupić książek, bo dopiero jutro będą 
wpisywać się na przedmioty. Okazało się jednak, że księgarnia sprzedaje też 
mnóstwo innych rzeczy. Kupiła kilka niesamowitych rzeczy: kubek z logo 
Dalcrest, misia noszącego własną malutką koszulkę z Dalcrest i kilka innych 
rzeczy, które się przydadzą: dobrze zorganizowana kosmetyczka pod prysznic 
i kolekcja długopisów we wszystkich kolorach tęczy. Musiała przyznać, że 
była bardzo podekscytowana, że zaczynała college.  
Bonnie przełożyła siatkę do drugiej ręki i rozprostowała bolące palce prawej 
ręki. Podekscytowana czy nie, wszystkie rzeczy, które kupiła były ciężkie.  
Ale potrzebowała ich. To był jej plan: w college'u będzie zupełnie inną 
osobą. Nie całkowicie nową osobą- no może nie całkowicie, właściwie lubiła 
siebie. Ale stanie się bardziej przywódcza, bardziej dojrzała, będzie osobą, o 
której ludzie mówią: "Zapytaj Bonnie" albo "Zaufaj Bonnie" niż "Och, Bonnie", 
które było zupełnie czymś innym.  

background image

Była gotowa wyjść z cienia Meredith i Eleny. Rzecz jasna, obie były wspaniałe, 
jej najlepsze przyjaciółki, ale nawet nie zdawały sobie sprawy, że zawsze 
muszą wszystko kontrolować. Bonnie sama chciała stać się wspaniałą 
przywódczynią.  
I może też spotka naprawdę specjalnego faceta. To byłoby fajne. Właściwie 
Bonnie nie mogła winić Meredith czy Eleny za to, że w liceum miała wielu 
chłopaków, ale nikogo na poważnie. Ale faktem jest, że nawet kiedy wszyscy 
uważają, że jesteś urocza, a twoje dwie najlepsze przyjaciółki są piękne, 
mądre i potężne, to facet, który chciał się zakochać, może cię uważać za 
trochę ... puszystą... w porównaniu.  
Mimo to, musiała przyznać, że poczuła ulgę kiedy dowiedziała się, że będzie 
mieszkała z Meredith i Eleną. Może nie chce być w ich cieniu, ale nadal były 
jej najlepszymi przyjaciółkami. I, w końcu...  
Uderzenie. Ktoś wpadł w Bonnie z boku i kompletnie zgubiła tok swojego 
myślenia. Zatoczyła się do tyłu. Duże, męskie ciało znowu na nią naskoczyło, 
lekko miażdżąc jej twarz swoją klatką piersiową, potknęła się wpadając na 
kogoś innego. Z każdej strony otaczali ją faceci, przepychając się, żartując i 
kłócąc się. W ogóle nie zwracali na nią uwagi dopóki nagle silna ręka nie 
podtrzymała jej pośród wiru ciał.  
Kiedy już znalazła swoje stopy, grupka odchodziła, pięć czy sześć męskich 
ciał przepychających się nawzajem, nawet nie zatrzymali się żeby przeprosić, 
tak jakby w ogóle jej nie zauważyli, jakby była tylko nieistotną przeszkodą na 
ich drodze.  

background image

Z wyjątkiem jednego. Bonnie odkryła, że gapi się na znoszony niebieski t-shirt i 
smukły tors z dobrze umięśnionymi ramionami. Wyprostowała się i wygładziła 
włosy, a ręka która ją trzymała, zwolniła uścisk.  
- Wszystko w porządku?- Zapytał niski głos.  
Byłoby lepiej gdybyście prawie mnie nie zmiażdżyli, chciała powiedzieć 
Bonnie jadowicie. Nie mogła złapać oddechu, jej siatka była ciężka, a ten 
facet i jego koledzy powinni byli uważać gdzie idą. Potem spojrzała w górę i 
spotkała jego oczy.  
Wow. Facet był niesamowity. Jego oczy były czyste, jasnoniebieskie, kolor taki 
jak niebo o świcie w letni poranek. Jego rysy były ostre, wygięte brwi, wysokie 
kości policzkowe, ale jego usta były zmysłowe i miękkie. I nigdy wcześniej nie 
widziała takiego koloru włosów oprócz małych dzieci, taki czysty, biały blond, 
który kojarzył jej się z tropikalną plażą pod letnim niebem...  
- Wszystko w porządku?- Zapytał głośniej, zmarszczka niepokoju przekreśliła 
jego idealne czoło.  
Boże. Bonnie poczuła, że zaczyna się rumienić aż po końcówki włosów. 
Właśnie gapiła się na niego z otwartą buzią.  
- Nic mi nie jest- powiedziała próbując się pozbierać.- Zdaje się, że nie 
patrzyłam gdzie idę.- Uśmiechnął się do niej szeroko i Bonnie przeszył prąd. 
Jego uśmiech też był niesamowity i rozświetlał całą jego twarz.  
- Miło z twojej strony, że tak mówisz- powiedział- ale myślę, że to my 
powinniśmy patrzeć gdzie idziemy, zamiast rozpychać się po całej ścieżce. 
Moi przyjaciele są czasem trochę... hałaśliwi.  
Spojrzał za nią i Bonnie odwrócił się przez ramię. Jego przyjaciele zatrzymali 
się i czekali na niego kawałek dalej. Kiedy Bonnie tak patrzyła, jeden z nich, 
ciemny i wysoki facet, zdzielił drugiego przez głowę, a po chwili znowu się bili i 
przepychali.  
- Taa, widzę- powiedziała Bonnie, a cudny jasnowłosy chłopak roześmiał się. 
Jego śmiech powodował, że Bonnie też zaczęła się śmiać i znowu zwróciła 
uwagę na te oczy.  
- W każdym razie, proszę, przyjmij moje przeprosiny- powiedział.- Bardzo mi 
przykro- wyciągnął do niej rękę.- Mam na imię Zander.- Jego uścisk był 
przyjemny i stanowczy, jego duża dłoń ogrzewała jej rękę. Bonnie poczuła, że 
znowu się rumieni, przerzuciła swoje czerwone loki za ramię i podniosła 
wysoko brodę. Nie będzie się tak zachowywała. I co z tego, że był super 
przystojny? Przyjaźniła się- w pewnym sensie- z Damonem. Powinna już być 
uodporniona na przystojnych facetów.  
- Jestem Bonnie- powiedziała uśmiechając się.- To mój pierwszy dzień. Też 
jesteś pierwszoroczniakiem?  
- Bonnie- powiedział zamyślony, wymawiając jej imię tak jakby je kosztował.- 
Nie, jestem tu już od jakiegoś czasu.  

background image

- Zander... Zander- zaczęli skandować chłopacy, ich głosy były coraz 
głośniejsze i coraz szybsze.- Zander... Zander... Zander.  
Zander zamrugał i jego uwaga zaczęła opuszczać Bonnie.- Przepraszam, 
Bonnie. Muszę lecieć- powiedział.- Mamy coś w rodzaju...- Zamilkł na chwilę.- 
klubu i musimy coś zrobić. Ale tak jak powiedziałem, bardzo przepraszam, że 
prawie cię znokautowaliśmy. Mam nadzieję, że w krótce znowu się spotkamy, 
dobrze?  
Jeszcze raz uścisnął jej dłoń, uśmiechnął się leniwie i odszedł nabierając 
tempa gdy zbliżał się do kolegów. Bonnie patrzyła jak dołącza do paczki. 
Kiedy już mieli skręcić za akademikiem, Zander spojrzał na nią, błysnął tym 
swoim zabójczym uśmiechem i pomachał.  
Bonnie też podniosła rękę i przez przypadek uderzyła się siatką w bok kiedy 
on się odwracał.  
Niesamowity, pomyślała wspominając kolor jego oczy. Chyba się zakochuję.  

background image

Matt opierał się o chwiejący stos walizek, które były ustawione przy wejściu do 
jego pokoju.- Cholera- powiedział kiedy próbował przekręcić klucz w zamku. 
Dali w mu w ogóle właściwy klucz?  
- Hej- powiedział głos za nim. Matt podskoczył przewracając walizkę na 
podłogę.- Ups, sorry. Jesteś Matt?  
- Taa- powiedział Matt, po raz kolejny próbując przekręcić klucz i drzwi w 
końcu się otworzyły. Obrócił się uśmiechając.- Jesteś Christopher?- W szkole 
powiedzieli mu jak ma na imię jego współlokator. Wiedział też, że również był 
w drużynie futbolowej, ale nigdy wcześniej się nie spotkali. Był dużym facetem 
o budowie obrońcy, przyjacielskim uśmiechu i krótkich włosach w kolorze 
piasku, które drapał ręką kiedy cofał się by zrobić miejsce wesołej parze w 

ś

rednim wieku, która szła za nim.  

- Hej, ty musisz być Matt- powiedziała kobieta, która niosła zrolowany dywan i 
proporczyk ze znakiem Dalcrest.- Jestem Jennifer, mama Christophera, a to 
jest Mark, jego tata. Tak miło cię poznać. Są tu twoi rodzice?  
- Emm, nie, przyjechałem sam- powiedział Matt.- Moje rodzinne miasteczko, 
Fell's Church jest niedaleko stąd.- Chwycił swoje walizki i wepchnął je do 
pokoju, spiesząc się by zejść z drogi rodzicom Christophera.  
Ich pokój był bardzo mały. Wzdłuż jednej ściany ciągnęło się piętrowe łóżko, 
było trochę wolnego miejsca na środku pokoju, a przy przeciwległej ścianie 
stały dwa biurka i komody.  
Dziewczyny i Stefan bez wątpienia mieszkali w luksusie, ale Mattowi nie 
wydawało się fair żeby Stefan używał swojej Mocy by Matt mógł dostać 
dobre miejsce w akademiku. I tak nie podobało mu się to, że zabrał komuś 
miejsce jako student, a komuś innemu miejsce w drużynie futbolowej.  
Stefan namówił go tylko do tego.- Posłuchaj, Matt- powiedział- rozumiem jak 
się czujesz. Ja też nie lubię manipulować ludźmi by zdobyć to czego chcę. 
Ale faktem jest, że musimy trzymać się razem. Z liniami Mocy przebiegający 
przez tą całą część kraju, musimy mieć się na baczności. Tylko my o tym 
wiemy.  
Matt musiał się zgodzić kiedy Stefan tak to ujął. Odrzucił propozycję 
zamieszkania w szpanerskim akademiku, którą zaproponował mu Stefan i 
wziął to, co przydzielił mu dziekanat. Musiała trzymać się resztek honoru. W 
dodatku gdyby był w tym samym akademiku co Stefan, nie mógłby 
odmówić bycia współlokatorem Stefana. Lubił Stefana, ale myśl, że miałby z 
nim mieszkać, oglądania go z Eleną, dziewczyną którą stracił i nadal kochał 
mimo wszystkiego co się wydarzyło, to było zbyt wiele. I fajnie będzie poznać 
nowych ludzi, rozszerzyć trochę swoje horyzonty po całym życiu spędzonym w 
Fell's Church.  
Ale pokój był okropnie mały.  

background image

A wydawało się, że Christopher ma mnóstwo rzeczy. On i jego rodzice 
kursowali po schodach, taszcząc sprzęt muzyczny, małą lodówkę, telewizor i 
konsolę Wii. Matt wrzucił swoje trzy walizki do kąta i pomógł im.  
- Oczywiście będziemy się dzielić lodówką i rozrywką- powiedział do niego 
Christopher patrząc na torby Matta, które zawierały tylko ciuchy, może kilka 
prześcieradeł i ręczników.- Jeśli znajdziemy miejsce żeby to wszystko upchnąć.  
Mama Christophera krzątała się po pokoju dyrygując jego tatą co gdzie 
postawić.  
- Świetnie, dzięki-- zaczął mówić Matt, ale tata Christophera, któremu w 
końcu udało się ustawić telewizor na szczycie komody, obrócił się do Matta.  
- Hej,- powiedział- właśnie to do mnie dotarło- jeśli jesteś z Fell's Church, to 
byliście mistrzami stanu w zeszłym roku. Musisz być z ciebie niezły gracz. Na 
jakiej grasz pozycji?  
- Emm, dzięki,- powiedział Matt- jestem rozgrywającym.  
 

background image

- W pierwszym rzędzie?- Zapytał go tata Christophera.  
Matt zarumienił się.- Tak.  
Teraz wszyscy się na niego patrzyli.  
- Wow- powiedział Christopher.- Bez urazy, ale czemu jesteś w Dalcrest? To 
znaczy, ja jestem podniecony faktem, że w ogóle mogę grać w piłkę 
college'u. Ale ty mogłeś iść do pierwszej ligi.- Matt zakłopotany wzruszył 
ramionami.- Musiałam zostać blisko domu.  
Christopher otworzył usta żeby powiedzieć coś jeszcze, ale jego mama 
delikatnie pokręciła głową i zamknął się. Świetnie, pomyślał Matt, teraz 
pewnie myślą, że mam problemy rodzinne. 
 
Chociaż musiał przyznać, że trochę go to ucieszyło, być z ludźmi, którzy 
zdawali sobie sprawę co poświęcił. Dziewczyny i Stefan tak naprawdę nie 
rozumieli futbolu. Mimo, że Stefan sam grał razem z nim w liceum, jego sposób 
myślenia nadal pochodził z renesansowej europejskiej arystokracji: sport był 
sposobem na utrzymywanie ciała w dobrej formie. Stefanowi tak naprawdę 
nie zależało.  
Ale Christopher i jego rodzina rozumieli co znaczyło dla Matta poświęcenie 
szansy na grę w najlepszej drużynie futbolu.  
- Więc,- powiedział Christopher, trochę zbyt nagle, jak gdyby szukał sposobu 
na zmianę tematu- które chcesz łóżko? Mi jest wszystko jedno czy na górze 
czy na dole.- Wszyscy spojrzeli na piętrowe łóżko i wtedy Matt zobaczył to po 
raz pierwszy. Musiało przyjść kiedy pomagał z bagażem Christophera. Na 
dolnym łóżku leżała kremowa koperta z drogiego papieru- jak na weselne 
zaproszenia. Była zaadresowana: Matthew Honeycutt.  
- Co to takiego, kochanie?- Zapytała zaciekawiona mama Christophera.  
Matt wzruszył ramionami, ale zaczynał czuć przypływ podniecenia w piersi. 
Coś słyszał o tym, że niektórzy ludzie w Dalcrest dostawali takie zaproszenia. 
Pojawiały się w tajemniczy sposób, ale zawsze myślał, że to mit.  
Kiedy obrócił kopertę, zauważył niebieską woskową pieczęć, na której odbita 
była litera "V".  
Hmm. Przez chwilę patrzył na kopertę, potem złożył ją i włożył do tylnej 
kieszeni spodni. Jeśli to było to, co myślał, to powinien otworzyć ją w 
samotności.  
- Myślę, że wszechświat próbuje nam powiedzieć, że dolne łóżko jest twoje- 
powiedział przyjacielsko Christopher.  
- Taa- powiedział Matt z roztargnieniem, jego serce biło szybko.- Wybaczycie 
mi na chwilę?  
Wyszedł na korytarz, wziął głęboki oddech i otworzył kopertę. W środku było 
więcej grubego papieru wypełnionego kaligraficznym pismem i kawałek 
czarnego materiału. Przeczytał:  
Fotis Aeturnus  

background image

Od wielu pokoleń, najlepsi studenci Uniwersytetu Dalcrest  
zostają wybierani do przyłączenia się do Stowarzyszenia Vitale.  
W tym roku, ty zostałeś wybrany.  
Jeśli chcesz przyjąć ten zaszczyt i zostać jednym z nas, przyjdź jutro o ósmej 
wieczorem do głównej bramy kampusu. Musisz mieć zawiązane oczy, ubiór 
taki jak na poważne okazje. 
 
Nie mów nikomu.  
Podniecenie w piersi Matta wzrosło tak, że mógł słyszeć bicie swojego serca 
w uszach. Oparł się o ścianę i zsunął w dół. Wziął głęboki oddech.  
Słyszał historie o Stowarzyszeniu Vitale. Duża grupa sławnych aktorów, 
znanych pisarzy i wielkich generałów Wojny Domowej, których wychowało 
Dalcrest, było podejrzewanych o  

background image

członkostwo. Przynależenie do tego legendarnego stowarzyszenia miało ci 
zapewnić sukces, powiązać cię niesamowitą siecią kontaktów, które pomogą 
ci w życiu.  
Ponad to, mówiło się o tajemniczych dobrach, o sekretach powierzanych 
tylko członkom. I podobno mieli niesamowite imprezy.  
Ale to były tylko plotki, bajki o Stowarzyszeniu Vitale i nikt nigdy nie powiedział 
wprost, że do niego należał. Matt zawsze uważał, że sekretne stowarzyszenie 
to mit. Sam uniwersytet tak gorliwie zaprzeczał istnieniu Stowarzyszenia Vitale, 

ż

e Matt myślał iż władze uczelni sami to wszystko wymyślili żeby college 

sprawiał wrażenie bardziej ekskluzywnego i tajemniczego niż był naprawdę.  
Ale właśnie teraz patrzył na kremowy papier, który ściskał w rękach. To był 
dowód, że te wszystkie historie mogą być prawdą. To mógł być żart, sztuczka, 
na którą nabierali kilku pierwszoroczniaków. Jednak jemu nie wydawało się to 

ż

artem. Pieczęć, wosk, drogi papier- za dużo zachodu jak na fałszywe 

zaproszenie.  
Najbardziej ekskluzywne, najbardziej sekretne stowarzyszenie w Dalcrest było 
prawdziwe. I chcieli jego. 

 
 
 - No popatrz, Bonnie spotkała fajnego faceta pierwszego dnia w college'u- 
powiedziała Elena. Ostrożnie przejechała pędzelkiem od lakieru do paznokci 
po dużym palcu u stop Meredith, malując go na różowo. Spędziły wieczór na 
wprowadzeniu dla pierwszoklasistów z resztą ludzi z akademika i teraz jedyne 
czego chciały, to trochę relaksu.- Jesteś pewna, że taki miał być ten kolor?- 
Zapytała Meredith Elena.- Nie wygląda mi to na letni zachód słońca.  
- Mi się podoba- powiedziała Meredith, zwijając palce.  
- Ostrożnie!- Nie chcę lakieru na mojej nowej narzucie- ostrzegła Elena.  
- Zander jest boski- powiedziała Bonnie, rozciągając się leniwie na swoim 
łóżku po drugiej stronie pokoju.- Poczekajcie aż go poznacie.  
Meredith uśmiechnęła się do Bonnie.- Czy to nie wspaniałe uczucie? Kiedy 
dopiero co kogoś poznałaś i czujesz, że pomiędzy wami iskrzy, ale nie jesteś 
pewna co się wydarzy?- Westchnęła głośno i przewróciła oczami teatralnie 
jakby miała zemdleć.- Chodzi o oczekiwanie i jesteś podniecona, że w ogóle 
go zobaczysz. Kocham tą część.- Jej ton był lekki, ale w jej twarzy ukazało się 
pewna samotność. Elena była pewna, że mimo iż Meredith była spokojna, to 
już tęskniła za Alariciem.  
- Pewnie- powiedziała przyjacielsko Bonnie.- To niesamowite, ale chociaż raz 
chciałabym przejść na następny etap. Chcę być w związku gdzie będziemy 
naprawdę siebie znali, poważnego chłopaka a nie tylko flirt. Chciałabym tak 
jak wy. To nawet lepsze, prawda?  

background image

- Tak myślę- powiedziała Meredith.- Ale nie powinnaś przyspieszać etapu 
"dopiero się poznaliśmy", bo masz tylko określony czas na cieszenie się z niego. 
Prawda, Eleno?- Elena oczyszczała wacikiem do uszy skórki wokół 
pomalowanych paznokci Meredith i pomyślała o tym jak po raz pierwszy 
spotkała Stefano. Przez wszystko co się wydarzyło, ciężko jej było uwierzyć, że 
poznali się zaledwie rok temu.  
Najbardziej pamiętała swoją determinację. Musiała mieć Stefano. Nie ważne 
było co stanie jej na drodze, wiedziała na pewno, że będzie do niej należał. 
A potem, na samym początku kiedy już był jej, było pięknie. Czuła jak 
brakująca część jej duszy trafiła w końcu na miejsce.- Tak- odpowiedziała w 
końcu na pytanie Merediith.- Potem sprawy stają się bardziej skomplikowane.  
Na początku Stefano był nagrodą, którą Elena chciała wygrać: 
wyrafinowaną i tajemniczą. Był też nagrodą, która chciała wygrać Caroline, 
a Elena nigdy nie pozwoliła by Caroline ją pokonała. Ale potem Stefano 
pozwolił Elenie zobaczyć ból i pasję, uczciwość i godność, które trzymał w 
sobie, a ona zapomniała o zawodach i zakochała się w Stefano całym 
sercem.  
A teraz? Nadal kochała Stefano wszystkim co miała, a on kochał ją. Ale 
kochała też Damona i czasami go rozumiała: knującego, manipulującego, 
niebezpiecznego Damona. Zdarzało się, że rozumiała go bardziej niż Stefano. 
Damon był do niej podobny: on też zrobił by wszystko żeby dopiąć swego. 
Ona i Damon byli połączeni, pomyślała. Instynktownie czuła, że Stefano był 
za dobry, zbyt honorowy by go zrozumieć. Jak można kochać dwie osoby w 
tym samym czasie?  
- Skomplikowane- szydziła Bonnie.- Bardziej skomplikowane niż nigdy nie mieć 
pewnością czy ktoś cię lubi czy nie? Bardziej skomplikowane niż czekanie przy 
telefonie, bo nie masz pewności czy będziesz miała randkę w sobotę czy nie? 
Jestem gotowa na skomplikowane. Wiecie, że czterdzieści dziewięć procent 
wykształconych kobiet spotkało swoich przyszłych mężów na kampusie?  
- Zmyśliłaś te statystyki- powiedziała Meredith wstając i kierując się w stronę 
swojego łóżka uważając by nie rozmazać sobie lakieru.  

background image

Bonnie wzruszyła ramionami.- Ok, może i tak. Ale i tak założę się, że to jest 
duży odsetek. Czy twoi rodzice nie spotkali się tutaj, Eleno?  
- Tak- powiedziała Elena.- Myślę, że mieli razem zajęcia.  
- Jak romantycznie- powiedziała radośnie Bonnie.  
- Cóż, jeśli masz zamiar wziąć ślub, to musisz gdzieś poznać swojego 
wybranka- powiedziała Meredith.- A w college'u jest wielu kandydatów.- 
Zmarszczyła brwi kiedy spojrzała na jedwabną narzutę na swoim łóżku.- 
Myślicie, że paznokcie wyschną mi szybciej, jeśli potraktuje je suszarką do 
włosów? Czy zepsuje je? Chcę iść spać.  
Oglądała suszarkę ze skupieniem jak gdyby był to punkt kulminacyjny 
jakiegoś eksperymentu naukowego. Bonnie patrzyła na nią do góry nogami, 
jej głowa zwisała z łóżka, a jej czerwone loki zamiatały podłogę. Energicznie 
tupała nogami w ścianę. Elena poczuła przypływ nagłej miłości do swoich 
przyjaciółek. Przypomniała sobie nieskończoną liczbę nocy, które razem 
spędziły, zanim ich życia stały się takie... skomplikowane.  
- Strasznie się cieszę, że jesteśmy tu razem- powiedziała.- Mam nadzieję, że 
cały rok taki będzie.  
Właśnie wtedy usłyszały syreny policyjne.  
Meredith zajrzała przez zasłony próbując dociec, co działo się na zewnątrz 
Domu Pruitta. Karetka i kilka samochodów policyjnych było zaparkowanych 
po drugiej stronie ulicy. Ich światła migały cicho na czerwono i niebiesko. 
Wszędzie było pełno policjantów  
- Myślę, że powinnyśmy tam pójść- powiedziała.  
-Żartujesz?- Zapytała Bonnie za jej plecami.- Dlaczego miałybyśmy to robić? 
Jestem w piżamie.  
Meredith spojrzała do tyłu. Bonnie stała z rękami na biodrach, jej brązowe 
oczy były oburzone. Rzeczywiście, miała na sobie słodką piżamę w rożki od 
lodów.  
- Cóż, włóż szybko jakieś jeansy- powiedziała Meredith.  
- Ale dlaczego?- Zapytała Bonnie ze skargą.  
Meredith spojrzała w oczy Eleny, która stała po drugiej stronie pokoju. Szybko 
pokiwały głowami.  
- Bonnie- powiedziała cierpliwie Elena- mamy obowiązek sprawdzić co się 
dzieje. Może chcemy być normalnymi studentkami, ale znamy prawdę o 

ś

wiecie. Prawdę, z której inni ludzie nie zdają sobie sprawy. Nie widzą o 

wampirach, wilkołakach, potworach. Musimy się upewnić, że to co się tam 
dzieje nie jest częścią tej prawdy. Jeśli to ludzki problem, policja sobie z tym 
poradzi. Ale jeśli to jest coś innego, to jest to nasza odpowiedzialność.  
- Naprawdę- wybąkała Bonnie sięgając po ciuchy- obie macie kompleks 
ratowania ludzi czy coś. Kiedy skończę zajęcia z psychologii, zdiagnozuję was.  
- I wtedy będziemy żałować- powiedziała Meredith.  

background image

Wychodząc z pokoju, Meredith zabrała długi, aksamitny futerał, w którym 
trzymała swoją włócznię. Włócznia była wyjątkowa, zaprojektowany do walki 
z ludźmi i osobnikami nadprzyrodzonymi. Został stworzony wedle wskazówek 
przekazywanych w jej rodzinie od pokoleń. Tylko Sulez mogli mieć coś 
takiego. Pogładziła ją przez futerał, poczuła ostre kolce na obu ich końcach, 
zrobione z różnych materiałów: ze srebra- na wilkołaki, z drewna- na wampiry, 
z białego popioły- na Starszych, z żelaza- na inne przerażające istoty, małe 
igły wypełnione truciznami. Wiedziała, że nie może wyciągnąć włóczni na 
dziedzińcu, nie kiedy jest tam pełno policjantów i niewinnych gapiów. Ale 
czuła się silniejsza, gdy czuła jej ciężar w rękach.  
Na zewnątrz, ciepło sierpniowego słońca Virginii poddało się chłodowi nocy, 
więc dziewczyny ruszyły szybko w kierunku tłumu na dziedzińcu.  
 

background image

- Musimy wyglądać jakbyśmy szły prosto w tamtą stronę- szepnęła Meredith.- 
Udawajcie, że idziemy do jednego z budynków. Na przykład do centrum 
studenckiego.- Skręciła lekko jak gdyby chciała przejść przez sam środek 
dziedzińca. Potem poprowadziła je bliżej spoglądając na policyjną taśmę 
otaczającą trawę. Udawała zaskoczenie całym tym zamieszaniem wokół. 
Elena i Bonnie wzięły z niej przykład i zaczęły rozglądać sie z szeroko otwartymi 
oczami.  
- Mogę w czymś paniom pomóc?- Zapytał jeden z ochroniarzy kampusu 
stając im na drodze.  
Elena uśmiechnęła się do niego zachęcająco.- Właśnie szłyśmy do centrum 
studenckiego i zobaczyłyśmy to wszystko.- Co się dzieje?  
Meredith wychyliła głowę żeby spojrzeć za niego. Była w stanie zobaczyć 
tylko grupę policjantów rozmawiających ze sobą i jeszcze więcej ochroniarzy 
kampusu. Niektórzy policjanci klęczeli przeszukując trawę. Technicy kryminalni, 
pomyślała żałując, że nie wiedziała więcej o procedurach policyjnych niż to, 
co znała z telewizji.  
Ochroniarz przesunął się w bok żeby zablokować jej pole widzenia.  
- Nic poważnego, dziewczyna wpadła w małe kłopoty spacerując tutaj 
sama- uśmiechnął się pokrzepiająco.  
- W jakie kłopoty?- Zapytała Meredith próbując sama dojrzeć.  
Poruszył się po raz kolejny blokując jej pole widzenia.- Nie ma się czym 
martwić. Tym razem wszyscy z tego wyjdą.  
- Tym razem?- Zapytała Bonnie marszcząc czoło.  
Odchrząknął.- Po prostu trzymajcie się razem w nocy, dobrze? Upewnijcie się, 

ż

e chodzicie parami albo grupami kiedy chodzicie po kampusie, a wszystko 

będzie dobrze. Podstawowe zasady bezpieczeństwa, dobrze?  
- Ale co się stało tej dziewczynie? Gdzie ona jest?- Zapytała Meredith.  
- Nie ma się czym martwić- powiedział, tym razem bardziej stanowczo. Jego 
oczy zatrzymały się na czarnym, aksamitnym futerale w ręce Meredith.- Co 
tam masz?  
- Kij do bilardu- skłamała.- Chcemy pograć w bilard w centrum studenckim.  
- Bawcie się dobrze- powiedział.  
- Będziemy- powiedziała słodko Elena. Położyła rękę na ramieniu Meredith. 
Meredith otworzyła usta żeby zadać kolejne pytanie, ale Elena odciągała go 
od ochroniarza w kierunku centrum studenckiego.  
- Hej- zaprotestowała cicho Meredith kiedy już nie mógł już ich usłyszeć.- Nie 
skończyłam zadawać pytań.  
- Nic więcej by nam nie powiedział- powiedziała Elena. Jej usta były 
zaciśnięte.- Założę się, że wydarzyło się o wiele więcej niż małe kłopoty. 
Widziałyście karetki?  

background image

- Tak naprawdę nie idziemy do centrum studenckiego, prawda?- Zapytała 
oburzona Bonnie.- Jestem za bardzo zmęczona.- Meredith pokręciła głową.  
- Lepiej okrążmy te budynki i wróćmy do naszego akademika. Byłoby 
podejrzane gdybyśmy od razu wróciły tą samą drogą.  
- To było straszne, prawda?- Powiedziała Bonnie.- Myślicie- zamilkła na chwilę, 
a Meredith zauważyła, że przełyka ślinę.- Myślicie, że stało się coś naprawdę 
złego?  
- Nie wiem- powiedziała Meredith.- Powiedział, że dziewczyna wpadła w 
małe kłopoty. To mogło oznaczać wszystko.  
- Myślisz, że ktoś ją zaatakował?- Zapytała Elena.  
Meredith spojrzała na nią znacząco.- Może- powiedziała.- A może coś.  
- Mam nadzieję, że nie- powiedziała Bonnie trzęsąc się.- Miałam 
wystarczająco dużo "cośów" na całą wieczność.  
 

background image

Skręciły za budynkiem nauk ścisłych w ciemniejszą, bardziej opuszczoną 

ś

cieżkę i zawróciły z powrotem do akademika. Jego jasne zewnętrzne światło 

było dla nich pokusą. Wszystkie trzy przyspieszyły kierując się w stronę światła.  
- Mam klucz- powiedziała Bonnie przeszukując kieszenie jeansów. Otworzyła 
drzwi i razem z Eleną wbiegły do akademika.  
Meredith zatrzymała się i spojrzała na zatłoczony dziedziniec, a potem dalej, 
na ciemne niebo nad kampusem. Jakikolwiek "kłopot" się wydarzył i czy był 
on spowodowanyprzez człowieka czy coś innego, wiedziała, że musi być w 
jak najlepszej formie, gotowa do walki.  
Prawie słyszała głos swojego ojca: "- Koniec zabawy, Meredith." Nadszedł 
czas na skupienie się na treningach, czas na skupienie się na jej 
przeznaczeniu. Na bycie Sulez, obrońcą niewinnych ludzi przed ciemnością. 

 
  
 Słońce było zbyt jasne. Bonnie osłaniała oczy jedną ręką i nerwowo 
rozglądała się wokół idąc przez dziedziniec w kierunku księgarni. Wczoraj 
długo nie mogła zasnąć po powrocie do pokoju. Co jeśli jakiś wariat krążył po 
kampusie?  
Jest dzień, powiedziała sobie. Wszędzie są ludzie. Nie ma czegoś się bać. Ale 
złe rzeczy mogą się zdarzyć także w ciągu dnia. Dziewczyny były wciągane 
do samochodów przez strasznych mężczyzn albo uderzane w głowę i 
zabierane w mroczne miejsca. Potwory czaiły się nie tylko w nocy. W końcu 
znała kilka wampirów, które krążyły za dnia przez cały czas. Damon i Stefan 
nie przerażali jej, już nie, ale były też inne potwory. Chociaż raz chcę się czuć 
bezpieczna, 
pomyślała z tęsknotą.  
Podchodziła już do terenu, który wczoraj przeszukiwała policja. Nadal pełno 
tam było żółtej taśmy. Studenci stali nieopodal w dwu i trzyosobowych 
grupach mówiąc szeptem. Bonnie zauważyła czerwonobrązową plamę na 

ś

rodku ścieżki, która mogła być krwią. Przeszła obok niej szybko.  

Coś poruszyło się w krzakach. Bonnie przyspieszyła jeszcze bardziej 
wyobrażając sobie oprawcę o dzikich oczach ukrywającego się pod 
roślinami. Rozejrzała się nerwowo. Nike nie patrzył w jej kierunku. Czy ktoś jej 
pomoże jeśli krzyknie?  
Zaryzykowała kolejne spojrzenie na krzaki, może powinna zacząć uciekać? 
Zatrzymała się zawstydzona przez szaleńcze bicie jej serca. Mała, urocza 
wiewiórka wyskoczyła niepewnie spod gałęzi. Powąchała powietrze, potem 
ruszyła przez ścieżkę i na drzewo za policyjną taśmą.  
- Naprawdę, Bonnie McCullough, jesteś kretynką- wymamrotała Bonnie do 
siebie. Idący w drugim kierunku chłopak, usłyszał ją i prychnął, przez co 
Bonnie wściekle zaczęła się rumienić.  

background image

Udało jej się przejąć kontrolę na rumieńcem kiedy dotarła do księgarni. 
Karnacja normalna dla rudowłosych nie była niczym przyjemnym- wszystko 
co czuła od razu ujawniało się w rumieńcu albo bladości jej skóry. Może 
chociaż uda jej się jakoś pójść do księgarni bez upokorzenia.  
Bonnie zapoznała się trochę z księgarnią, gdy wczoraj pohulała sobie z 
zakupami, ale tak naprawdę nie prześledziła części z książkami. Dzisiaj miała 
już listę książek na zajęcia, na które się zapisała. Musiała przygotować się na 
naprawdę poważną naukę. Nigdy nie była wielką fanką szkoły, ale może w 
college'u będzie inaczej. Uniosła dumnie ramiona, z determinacją odwróciła 
się od błyskotek i ruszyła w stronę podręczników.  
Lista książek była okropnie długa. Znalazła grube "Wprowadzenie do 
psychologii". Czuła pewną satysfakcję: to na pewno da jej wystarczającą 
dawkę informacji by zdiagnozować jej przyjaciół. Seminarium z angielskiego 
dla pierwszego roku, na które była zapisana, pokrywała ogromną liczbę 
nowel. Krążyła po sekcji z prozą wybierając z półek "Czarne i Czerwone", 
"Olivera Twista" i "Wiek niewinności".  
Okrążyła regał w poszukiwaniu "Do latarni morskiej" do jej rosnącej kupki 
książek i zamarła.  
Zander. Piękny, piękny Zander stał obok półki z książkami. Jego blond głowa 
pochylona była nad podręcznikiem. Jeszcze jej nie zauważył, więc Bonnie 
momentalnie cofnęła się do ostatniej alejki.  
Przylgnęła do ściany głośno oddychając. Czuła, że jej policzki znowu robią się 
gorące.  
Ostrożnie zajrzała za zakręt. Nie zauważył jej, nadal czytał intensywnie. Dzisiaj 
miał na sobie szarą koszulkę, a jego miękkie włosy lekko podwijały się na 
końcu szyi. Jego twarz wyglądała na trochę smutną z tymi przepięknymi 
niebieskimi oczami schowanymi za długimi rzęsami. Nie było śladu tego 
bajecznego uśmiechu. Pod oczami miał ciemne cienie.  

background image

Pierwszym odruchem Bonnie było wymknięcie się. Mogła poczekać i 
poszukać książki Virginii Woolf jutro. I tak by jej dzisiaj nie czytała. Naprawdę 
nie chciała żeby Zander pomyślał, że go śledzi. Lepiej by było gdyby spotkał 
ją gdzieś kiedy ona się tego nie spodziewa. Jeśliby do niej podszedł, 
wiedziałaby, że mu się podoba.  
W końcu, może nie był zainteresowany Bonnie. Flirtował ją kiedy na siebie 
wpadli, ale wtedy prawie ją przewrócił. Co jeśli był po prostu miły? Co jeśli 
nawet nie pamiętał Bonnie?  
Nie, lepiej teraz odpuścić i poczekać aż będzie lepiej przygotowana. Nie 
miała na sobie nawet eyelinera na miłość Boską. Zdecydowawszy, Bonnie 
stanowczo się odwróciła.  
Ale z drugiej strony...  
Bonnie zawahała się. Przecież była między nimi jakaś nić porozumienia, 
prawda? Poczuła coś kiedy ich oczy się spotkały. A on uśmiechnął się do niej 
jakby naprawdę ją widział, przez jej puszystość i podenerwowanie.  
A co z wczorajszym postanowieniem podjętym wczoraj kiedy szła do 
akademika właśnie z tej księgarni? Jeśli miała się stać cudowna, pewna 
siebie i wyjść z cienia, to nie mogła uciekać za każdym razem kiedy widziała 
chłopca, który jej się podobał.  
Bonnie zawsze podziwiała sposób w jaki Elena zdobywała to czego chciała. 
Elena po prostu szła za tym i nic nie było w stanie stanąć jej na drodze. Kiedy 
Stefano po raz pierwszy przyjechał do Fell's Church, nie chciał mieć nic 
wspólnego z Eleną. A już na pewno, nie chciał rzucić się w jej ramiona i 
rozpocząć jakiś niesamowity, wieczny romans. Ale Eleny to nie obchodziło. 
Chciała Stefano, nawet jeśli miałoby ją to zabić.  
I przecież ją zabiło, prawda?  
Bonnie zadrżała. Bonnie lekko pokręciła głową. Chodziło jej o to, że jeśli 
chcesz znaleźć miłość, to nie możesz bać się próbować, prawda?  
Z determinacją uniosła brodę. Przynajmniej już się nie rumieniła. Jej policzki 
były tak zimne, że pewnie była blada jak bałwan, ale na pewno już się nie 
rumieniła. A to już było coś.  
Zanim znowu zmieniła zdanie, wyszła szybko zza regału w alejkę gdzie stał 
czytający Zander.  
- Cześć!- Powiedziała trochę piszczącym głosem.- Zander!- Spojrzał w górę i 
ten niesamowity, piękny uśmiech znowu pojawił się na jego twarzy.  
- Bonnie!- Powiedział z entuzjazmem.- Hej, naprawdę się cieszę, że cię widzę. 
Myślałem o tobie wcześniej.  
- Naprawdę?- Zapytała Bonnie i momentalnie chciała się kopnąć za to jaka 
była entuzjastyczna.  
- Taa- powiedział łagodnie.- Myślałem.- Jego niebieskie oczy patrzyły na nią.- 

Ż

ałowałem, że nie wziąłem twojego numeru telefonu.  

background image

- Naprawdę?- Zapytała znowu Bonnie i tym razem w ogóle nie obchodziło jej 
jak brzmiała.  
- Jasne- powiedział. Szurał stopą po dywanie jakby był trochę 
zdenerwowany. Ciepło rozkwitło wewnątrz Bonnie. Denerwował się kiedy z 
nią rozmawiał!- Pomyślałem- kontynuował Zander- że może moglibyśmy 
kiedyś coś razem zrobić. To znaczy, jeśli miałabyś ochotę.  
- Och,- powiedziała Bonnie- to znaczy: tak! Chciałabym. Jeśli ty też byś 
chciał.  
Zander znowu się uśmiechnął i wydawało się jakby ten sektor księgarni zalało 

ś

wiatło. Bonnie musiała uważać żeby nie zacząć się cofać, on był taki piękny.  

- Może w ten weekend?- Zapytał Bonnie, a ona nagle poczuła się jakby 
unosiła się w powietrzu i uśmiechnęła się do niego.  
Meredith postawiła lewą nogę za siebie, podniosła prawą piętą ,ostro 
podniosła ręce, zacisnęła je w pięści wracając do pozycji blokującej. Potem 
poruszyła nogą na boki w pozycji ataku i uderzyła pięścią lewej ręki. 
Uwielbiała ćwiczyć pozycje taekwondo. Każdy ruch był dokładnie  

background image

wyreżyserowany i wystarczyło tylko ćwiczyć i ćwiczyć dopóki całe ciało nie 
było modelem precyzji, gracji i kontroli. Pozycje taekwondo były perfekcyjne, 
a Meredith uwielbiała perfekcję.  
Najlepszą rzeczą w nich było to, że znała te pozycje tak dobrze iż było dla niej 
naturalne jak oddychanie. Była gotowa na wszystko. W walce, będzie w 
stanie wyczuć następny ruch przeciwnika i bez namysłu zareagować 
blokiem, kopnięciem albo uderzeniem.  
Obróciła się szybko, zrobiła wysoki blok prawą ręką i nisko lewą. Meredith 
wiedziała, że chodziło o przygotowanie. Jeśli była tak przygotowana, że jej 
ciało mogło wyczuć jaki musi teraz wykonać ruch bez udziału jej mózgu, to 
będzie w stanie naprawdę bronić siebie i wszystkich wokół.  
Kilka tygodni temu, gdy ona i jej przyjaciele zostali zaatakowani przez upiora i 
zwichnęła sobie kostkę, tylko Stefano ze swoją Mocą był w stanie bronić Fell's 
Church.  
Stefano, wampir.  
Usta Meredith zacisnęły się automatycznie kiedy wykonała wykop w przód 
prawą stopą, weszła w pozycję tygrysa i zablokowała lewą ręką.  
Lubiła Stefano i ufała mu, naprawdę, ale i tak... Wyobraziła sobie jak 
pokolenie po pokoleniu, każdy Sule przewraca się w grobie i przeklina ją. 
Gdyby tylko wiedzieli, że zostawiła siebie i i swoich przyjaciół tak 
bezbronnych. Pozwoliła by podczas zagrożenia stał wśród nich wampir. 
Wampiry były wrogami.  
Oczywiście, nie Stefano. Mimo całego swojego szkolenia, wiedziała że może 
zaufać Stefano. Ale za to Damon... Choć Damon był bardzo pomocny w kilku 
bitwach, choć przez kilka ostatnich tygodni zachowywał się w miarę 
przyzwoicie i szczerze mówiąc, zupełnie nie jak on, to i tak nie była w stanie 
mu zaufać.  
Ale jeśli będzie ciężko trenowała, jeśli będzie idealna jako wojownik to nie 
będzie musiała. Ponownie stanęła w atakującej pozycji, ostro i czysto, a 
następnie uderzyła w przód prawą ręką.  
- Ładne uderzenie- powiedział głos za nią.  
Meredith obróciła się i zobaczyła krótko obciętą, czarnoskórą dziewczynę 
opierającą się o drzwi pokoju ćwiczeń.  
- Dzięki- powiedziała zaskoczona Meredith.  
Dziewczyna weszła do pokoju.- Czym jesteś,- zapytała- czarnym pasem?  
- Tak- powiedziała Meredith i dodała dumnie:- w taekwondo i karate.  
- Hmm- powiedziała dziewczyna ze świecącymi oczami.- Sama trenuję 
taekwondo i aikido. Mam na imię Samantha. Szukam partnera do sparingu. 
Wchodzisz w to?- Pomimo jej zwyczajnego tonu, Samantha podskakiwała na 
palcach stóp z figlarnym uśmiechem. Meredith przymrużyła oczy.  
- Jasne- powiedziała lekko.- Pokaż, co potrafisz.  

background image

Uśmiech Samanthy pogłębił się. Zrzuciła buty i weszła na matę obok 
Meredith. Stanęły twarzą w twarz i zaczęły się oceniać. Była o głowę niższa 
od Meredith, chuda, ale zwarta, ładnie umięśniona i poruszała się niczym kot.  
Wyczekiwanie w oczach Samanthy, zdradziło jej przekonanie, że Meredith 
będzie łatwa do pokonania. Myślała, że Meredith jest jedną z tych 
trenujących, którym chodzi tylko o technikę i formę, bez prawdziwego 
instynktu do walki. Meredith dobrze znała ten rodzaj wojowników, często 
spotykała ich na zawodach. Jeśli tak właśnie myślała o Meredith, to się zdziwi.  
- Gotowa?- Zapytała Samantha. Kiedy Meredith potaknęła, momentalnie 
wymierzyła cios podnosząc przeciwległą nogę dookoła by zwalić Meredith z 
nóg. Meredith zareagowała instynktownie. Zablokowała cios i uniknęła stopy, 
a potem wymierzyła własne kopnięcie. Samantha uniknęła go uśmiechając 
się z czystą przyjemnością.  
Wymieniły jeszcze kilka ciosów i kopnięć i wbrew woli, Meredith była pod 
wrażeniem. Dziewczyna była szybka, szybsza niż większość wojowników z 
jakimi miała do czynienia, nawet na poziomie czarnego pasa i o wiele 
silniejsza niż wyglądała.  
 

background image

Ale była zbyt próżna, agresywny wojownik zamiast obronny: pokazał to 
sposób w jaki spieszyła się by wykonać pierwszy cios. Meredith mogła obrócić 
tę próżność przeciwko niej.  
Samantha przerzuciła swój ciężar i Meredith wślizgnęła się w jej obronę 
wykonując wykop z półobrotu. Uderzył Samanthę mocno w biodro. Cofnęła 
się trochę, a Meredith szybko uciekła z jej zasięgu.  
Twarz Samanthy zmieniła się momentalnie. Teraz była zła, Merdith widziała to- 
to też była słabość. Miała zmarszczone czoło, zaciśnięte usta, gdy Meredith 
zachowywała swoją bez emocji. Pięści i stopy Samanthy poruszały się szybko, 
ale straciła dokładność kiedy przyspieszyła.  
Meredith udawała się, że poddaje się atakowi. Chciała dać mylne wrażenie 
przeciwnikowi, pozwalając by Samantha zapędziła ją do kąta. Kiedy już 
prawie była przy ścianie, zablokowała ramieniem pięść Samanthy. 
Zatrzymała ją nim była w stanie wymierzyć pełny cios i wepchnęła nogę pod 
jej stopę.  
Samantha potknęła się, zaskoczona niskim kopnięciem Meredith i upadła 
ciężko na matę. Leżała tam i przez chwilę patrzyła na Meredith oniemiała. 
Meredith stała nad nią, nagle pełna niepewności. Czy zraniła Samanthę? Czy 
dziewczyna będzie zła i ucieknie?  
Potem twarz Samanthy przerodziła się w szeroki, onieśmielający uśmiech.- To 
było niesamowite!- Powiedziała.- Możesz pokazać mi ten ruch? 

 
  
 Matt ostrożnie szukał ścieżki nogą, dopóki nie znalazł trawy. Potem przesunął 
się w jej stronę z wyciągniętymi do przodu rękami aż dotknął szorstkiej kory 
drzewa. Prawdopodobnie nie było wielu ludzi, którzy krążyli po nocy wokół 
bramy kampusu. Cieszył się, że nikt go nie widział, z opaską na oczach, 
ubranego w swój garnitur i krawat na wesela i pogrzeby. Był pewny, że 
wyglądał jak idiota.  
Z drugiej strony, chciał żeby ktokolwiek miał po niego przyjść, mógł go 
zauważyć. Lepiej wyglądać teraz jak idiota i zostać członkiem Stowarzyszenia 
Vitale niż ukrywać się i spędzić tę noc z zawiązanymi oczami chowając się w 
krzakach. Matt po omacku doszedł z powrotem w miejsce gdzie powinna 
być brama i potknął się. Wymachując rękami, udało mu się odzyskać 
równowagę.  
Nagle zaczął żałować, że nie powiedział nikomu gdzie szedł. A co jeśli ktoś 
inny, nie Stowarzyszenie Vitale, zostawiło ten list? Co jeśli to był plan żeby 
dorwać go samego, jakiś rodzaj pułapki? Matt włożył palec pod swój zbyt 
ciasny kołnierzyk. Po tych wszystkich rzeczach, które przytrafiły mu się w 
zeszłym roku, nic nie mógł poradzić na to, że popadał w paranoję.  

background image

Jeśli by teraz zniknął, jego przyjaciele nigdy nie dowiedzieliby się, co mu się 
stało. Pomyślał o śmiejących się, niebieskich oczach Eleny, o jej czystym, 
uważnym spojrzeniu. Tęskniłaby za nim dyby zniknął, wiedział o tym, nawet 
jeśli nigdy nie kochała go tak jak chciał. Śmiech Bonnie straciłby swoją 
beztroskość jeśli Matt by zniknął, a Meredith stałaby się bardziej spięta i 
zacięta, zaczęłaby jeszcze więcej od siebie wymagać. Zależało im na nim.  
Ale zaproszenie od Stowarzyszenia Vitale mówiło wyraźnie: "nie mów nikomu". 
Jeśli chciał wejść do gry, musiał grać według ich reguł. Matt rozumiał zasady.  
Ktoś, dwa ktosie- z ostrzeżenia złapali go za ramiona po obu stronach. Matt 
instynktownie zaczął się szarpać i usłyszał pomruk rozdrażnienia od osoby po 
prawej stronie.  
- Fortis aeturnus- szepnęła osoba po jego lewej stronie niczym hasło, jej 
oddech ogrzał ucho Matta.  
Matt przestał walczyć. Taki slogan był na liście od Stowarzyszenia Vitale, 
prawda? Był pewny, że to po łacinie. Żałował, że nie miał czasu, by 
sprawdzić co to znaczyło. Pozwolił trzymającym go ludziom poprowadzić się 
przez trawę i dalej, na jezdnię.  
- Podnieś nogę- powiedział ten po lewej i Matt ostrożnie przesunął się do 
przodu, wspinając się na coś, co wydawało się być tylnim wejściem vana. 
Silne ręce pchnęły jego głowę w dół żeby nie uderzył w dach vana. Mattowi 
przypomniał się ten okropny czas zeszłego lata, kiedy został aresztowany, 
oskarżony o atak na Caroline. Policjanci właśnie tak pchnęli jego głowę, gdy 
pakowali go w kajdankach do policyjnego wozu. Na to wspomnienie, 

ś

cisnęło go w żołądku, ale otrząsnął się. Strażnicy wymazali wspomnienia 

wszystkich o fałszywych oskarżeniach Caroline, tak jak zmienili wszystko inne.  
Ręce poprowadziły go na siedzenie i zapięły go w pasy bezpieczeństwa. 
Wydawało się, że po obu jego stronach siedzieli ludzie. Matt otworzył usta 

ż

eby coś powiedzieć, tak naprawdę nie wiedział co.  

- Nie ruszaj się- szepnął tajemniczy głos i Matt grzecznie zamknął usta. Zmrużył 
oczy żeby przebić się przez opaskę, chciał zobaczyć chociażby przebłysk 

ś

wiatła i cienia, ale wszystko było ciemne. Słyszał stukot kroków na podłodze 

vana; potem drzwi się zatrzasnęły, a silnik zapalił.  
Matt oparł się o siedzenie. Próbował zapamiętać ilość skrętów vana, ale po 
kilku minutach stracił rachubę ile było skrętów w prawo, a ile w lewo. Zamiast 
tego usiadł cicho, czekając co się teraz wydarzy.  
 

background image

Po około piętnastu minutach, van zatrzymał się. Ludzie po obu stronach 
Matta usiedli prościej, a on spiął się. Usłyszał jak otwierają się i zamykają 
frontowe drzwi, a potem kroki dookoła vana zanim tylne drzwi zostały 
otwarte.  
- Nadal milczcie- rozkazał głos, który wcześniej już do niego przemawiał.- 
Zostaniecie pokierowani do następnego etapu waszej wędrówki.  
Osoba obok Matta otarła się o niego kiedy wstawała i Matt usłyszał, że 
potknęła się na czymś co brzmiało jak żużel. Nasłuchiwał uważnie, ale kiedy 
ta osoba już wyszła, Matt słyszał tylko nerwowe podnoszenie się pozostałych 
ludzi. Podskoczył kiedy ręce ponownie złapały go za ramiona. W jakiś sposób 
znowu się do niego zakradły- niczego nie słyszał.  
Ręce pomogły mu wysiąść z vana, a potem poprowadziły go przez jakiegoś 
rodzaju chodnik na dziedzińcu, gdzie jego buty szeleściły o żużel, a potem 
chodnik. Jego przewodnicy pokierowali go na całą serię schodów, przez 
jakiegoś rodzaju korytarz, a potem znowu w dół. Matt naliczył trzy serie 
schodów w dół zanim ponownie go zatrzymano.  
- Poczekaj tutaj- powiedział głos, a potem jego przewodnicy odeszli.  
Matt próbował domyślić się gdzie jest. Słyszał ludzi, prawdopodobnie swoich 
towarzyszy z vana, którzy poruszali się cichutko, ale nikt się nie odezwał. 
Oceniając po echo jakie produkowały ich małe ruchy, znajdowali się w 
olbrzymiej przestrzeni: sala gimnastyczna? Piwnica? Prawdopodobnie 
piwnica, po tych wszystkich schodach w dół.  
Usłyszał za nim ciche kliknięcie zamykanych drzwi.  
- Możecie teraz zdjąć opaski- powiedział nowy, głęboki i pewny siebie głos.  
Matt rozwiązał swoją opaskę i rozejrzał się wokół mrugając, bo jego czy 
jeszcze nie przyzwyczaiły się do światła. To było słabe światło, co 
podtrzymywało jego teorię z piwnicą, ale jeśli to była piwnica- to 
najwymyślniejsza jaką widział.  
Pokój był ogromny, drugi jego koniec ginął w mroku, a podłogi i ściany były 
pokryte ciemnym, ciężkim drewnem. Łuki i kolumny podtrzymywały sufit o jakiś 
czas. Były na nich wyrzeźbione rzeźby: na filarze sprytna, wykrzywiona twarz 
kogoś, kto mógł być chochlikiem; figura biegnącego jelenia rozciągnięta na 
łuku.  
Pokryte czerwonym aksamitem krzesła i ciężkie, drewniane stoły ciągnęły się 
wzdłuż ścian. Matt i inni stali przodem do wielkiego, centralnego łuku 
zakończonego ogromną, rzeźbioną literą "V". Była zrobiona z wielu rodzajów 
połyskujących, wypolerowanych metali. Pod "V" było umieszczone to samo 
motto, które było na liście: fortis aeturnus.  
Spoglądając na ludzi obok niego, Matt zauważył, że nie on jeden czuje się 
zmieszany i pełen obaw. Stało tam może jeszcze z piętnaście osób i 

background image

wydawało się, że pochodzą z różnych roczników: nie było mowy żeby wysoki, 
przygarbiony facet z brodą był z pierwszego roku.  
Oko Matta przyciągnęła mała dziewczyna o okrągłej twarzy i krótkich, 
brązowych lokach. Uniosła brew patrząc na niego i otworzyła usta w 
przesadnym geście zaskoczenia. Matt uśmiechnął się do niej i poczuł się 
lepiej. Przybliżył się do niej i właśnie otwierał usta żeby się przedstawić kiedy 
mu przerwano.  
- Witajcie- powiedział głęboki, autorytatywny głos, który wcześniej kazał im 
zdjąć opaski. Młody mężczyzna stanął pod centralnym łukiem, bezpośrednio 
pod ogromnym "V". Za nim weszła grupa innych, prawdopodobnie mieszanka 
dziewczyn i chłopców. Wszyscy ubrani byli na czarno i nosili maski. Matt 
pomyślał, że takie przebieranki to było przegięcie, ale zamaskowane 
postacie właściwie wyglądały tajemniczo i powściągliwie. Matt prawie 
zadrżał.  
Facet pod łukiem był jedynym, który nie nosił maski. Był trochę niższy od 
otaczających go postaci. Miał ciemne, kręcone włosy i uśmiechał się ciepło 
kiedy wyciągnął ręce w kierunku Matta i pozostałych.  
- Witajcie- powiedział ponownie- w sekrecie. Mogliście słyszeć pogłoski o 
Stowarzyszeniu Vitale, najstarszym i najznakomitszej organizacji Dalcrest. O 
stowarzyszeniu tym najczęściej mówi  
 

background image

się szeptem, ale o którym nikt nie wie prawdy. Nikt, poza jego członkami. 
Jestem Ethan Crane, obecny prezes Stowarzyszenia Vitale i jest mi niezmiernie 
miło, że zechcieliście przyjąć nasze zaproszenie.- Umilkł na chwilę i rozejrzał 
się.- Zostaliście zaproszeni do zaprzysiężenia, bo jesteście najlepszymi z 
najlepszych. Każde z was ma inne mocne punkty.- Wskazał na wysokiego, 
zarośniętego mężczyznę, którego Matt już wcześniej dostrzegł.- Stuart 
Covington jest jednym z najdoskonalszych naukowych umysłów na ostatnim 
roku, może jednym z najbardziej obiecujących w kraju. Jego artykuły o 
biogenetyce zostały już opublikowane wielu czasopismach.  
Ethan wszedł w tłum i zatrzymał się koło Matta. Z tej odległości Matt zobaczył, 

ż

e oczy Ethana miały złoto- orzechowy kolor i były pełne ciepła.- Matt 

Honeycutt rozpoczyna naukę w Dalcrest jako nowy gracz drużyny futbolowej, 
po tym jak w zeszłym roku poprowadził swoje liceum do mistrzostwa stanu. 
Miał ogromny wybór college'ów z programami futbolowymi i wybrał 
Dalcrest.- Matt skinął głową i Ethan ścisnął go za ramię zanim podszedł do 
uroczej dziewczyny o okrągłej twarzy.  
- Studentka trzeciego roku, Chloe Pascal. Dla tych, którzy udali się na 
zeszłoroczną wystawę sztuki kampusu, wiedzą, że najbardziej utalentowana 
artystka na kampusie. Jej dynamiczne, zapierające dech w piersiach rzeźby 
zapewniły jej nagrodę Gershnera przez dwa lata z rzędu.- Poklepał Chloe po 
ramieniu, a ona zarumieniła się.  
Ethan szedł dalej, przechodząc od jednego członka ich małej grupy do 
drugiego, wyliczając zasługi. Matt słuchał tylko jednym uchem kiedy 
rozglądał się po wyrazach twarzy innych kandydatów. Był pod wrażeniem 
różnorodności ich talentów i rzeczy samej, to była zbiórka najlepszych z 
najlepszych, zespół najlepiej zapowiadających się ludzi kampusu. Zdawało 
się, że jest jedyną osobą z pierwszego roku.  
Czuł, że Ethan ma w sobie zapaloną świeczkę: on, Matt, który był najmniej 
wyjątkowym wśród swoich przyjaciół, został w końcu doceniony.  
- Jak widzicie- powiedział Ethan, wracając na przód grupy- każdy z was ma 
inne umiejętności. Umysł, kreatywność, wysportowanie, umiejętność w 
przewodzeniu innymi. Te wartości, zebrane razem, mogą zrobić z was 
najbardziej elitarną i najpotężniejszą grupę. Nie tylko na kampusie, ale przez 
całe życie. Stowarzyszenie Vitale jest organizacją z długą historią i kiedy raz 
zostaniecie jej członkami, jesteście nimi do końca życia. Na zawsze.- Podniósł 
palec w geście ostrzeżenia, jego twarz zrobiła się poważna.- Jednakże, to 
spotkanie jest dopiero pierwszym krokiem na drodze stania się Vitale. A jest to 
trudna droga.- Znowu się do nich uśmiechnął.- Wierzę- my wierzymy- że 
wszyscy macie to, czego potrzeba by zostać Vitale. Nie zostalibyście 
zaproszeni do zaprzysiężenia gdybyśmy nie myśleli, że jesteście tego warci.  

background image

Matt wyprostował ramiona i podniósł wysoko głowę. Najmniej niezwykły ze 
swojej grupki znajomych czy nie, on uratował świat- a przynajmniej swoje 
rodzinne miasto- i to więcej niż raz. Nawet jeśli był wtedy tylko członkiem 
drużyny. Był pewny, że poradzi sobie ze wszystkim co narzuci mu 
Stowarzyszenie Vitale.  
Ethan uśmiechnął sie wprost do niego.- Jeśli jesteście przygotowani na 
złożenie przysięgi Stowarzyszeniu Vitale, na dochowanie naszych tajemnic i 
zdobycie naszego zaufania, wystąpcie teraz do przodu.  
Matt bez wahania zrobił krok do przodu. Chloe i brodacz- Stuart, podeszli 
razem z nim. Rozejrzawszy się, Matt zobaczył, że wszyscy razem wystąpili do 
przodu.  
Ethan podszedł do Matta i chwycił klapę jego marynarki.- Proszę- powiedział, 
szybko coś do niej przypinając i puszczając Matta.- Noś to przez cały czas, ale 
dyskretnie. Twój związek ze Stowarzyszeniem musi pozostać tajemnicą. 
Skontaktujemy się z tobą. Gratuluję.- Uśmiechnął się do Matta krótko, ale 
szczerze i z tymi samymi słowami, przeszedł do Chloe.  
Matt obrócił swoją klapę i spojrzał na małe, ciemnoniebieskie "V", które Ethan 
do niej przypiął. Nigdy za bardzo nie myślał o bractwach, sekretnych 
stowarzyszeniach czy innych  
 
organizacjach, które nie wspierały drużyn sportowych. Ale to, bycie jedynym 
pierwszoroczniakiem, którego chciało legendarne Stowarzyszenie Vitale, było 
czymś innym. Coś w nim widzieli, coś specjalnego. 

 
  
 - Ciężko byłoby znaleźć mniej odpowiednią grupę osadników do budowania 
nowej kolonii niż tych stu pięćdziesięciu mężczyzn, którzy przypłynęli rzeką z 
zatoki Chesapeake w 1607 roku i odkryli Jamestown.- Wykładał profesor 
Campbell.- Jeśli było wśród nich kilku ślusarzy, murarzy, kowali i może tuzin 
robotników, to byli nieliczni. Zostali przytłoczeni przez samozwańczych 
dżentelmenów, którzy stanowili prawię połowę ekspedycji.  
Umilkł i uśmiechnął się sarkastycznie.- "Dżentelmeni" w tym wypadku 
oznaczają mężczyzn bez zawodu czy rzemiosła. Wielu z nich było leniwymi, 
bezrobotnymi facetami którzy przyłączyli się do Londyńskiej ekspedycji w 
nadziei na łatwy zarobek. Nie zdawali sobie sprawy ile tak naprawdę pracy 
trzeba będzie włożyć w fundowanie kolonii Nowego Świata. Osadnicy 
przypłynęli wiosną, a do końca września już połowa była martwa. Do 
stycznia, gdy kapitan Newport powrócił z zapasami i jeszcze większą liczbą 
kolonistów, pozostało tylko trzydziestu ośmiu kolonistów z pierwotnej grupy.  
Leniwi i bezradni, napisała Elena w swoim zeszycie, Martwi w mniej niż rok.  

background image

Historia Południa była jej pierwszym wykładem i college już dowiódł, że jest 
doświadczeniem otwierającym oczy. Jej licealni nauczyciele zawsze kładli 
duży nacisk na odwagę i przedsiębiorczość, gdy mówili o wczesnych 
osiedleńcach Virginii, nie wspominali jacy byli bezradni.  
- W czwartek porozmawiamy o legendzie Johna Smith'a i Pocahontas. 
Przedyskutujemy fakty i jak różnią się one od punktu widzenia Smith'a, który 
miał tendencję do autopromocji- ogłosił profesor Campbell.  
- Zadane teksty są w sylabusie, więc proszę, przyjdźcie przygotowani na żywą 
dyskusję.- Był okrągłym, energicznym małym człowieczkiem, którego małe, 
czarne oczy spojrzały na klasę i zatrzymały się na Elenie:- Eleno Gilbert? Zostań 
proszę na chwilę po zajęciach. Chciałbym z tobą porozmawiać.  
Miała czas żeby nerwowo zastanowić się skąd wiedział, że to akurat ona, 
podczas gdy reszta klasy opuszczała pomieszczenie. Kilku zatrzymało się żeby 
zadać mu jakieś pytania. Nie odzywała się podczas jego wykładu, a w klasie 
było z pięćdziesięciu studentów.  
Kiedy już ostatni z jej kolegów wyszli drzwiami, podeszłą do jego biurka.  
- Elena Gilbert- powiedział dobrodusznie, a jego jasne spojrzenie szukało jej 
oczu.- Przepraszam, że zabieram ci czas. Ale kiedy usłyszałem twoje imię, 
musiałem zapytać- zamilkł i Elena odpowiedziała obowiązkowo:- Zapytać o 
co, profesorze?  
- Widzisz, ja znam nazwisko Gilbert- powiedział- a im bardziej się tobie 
przypatruję, tym bardziej przypominasz mi pewną osobę- dwie osoby- które 
kiedyś były moimi bardzo dobrymi przyjaciółmi. Czy to możliwe, że jesteś 
córką Elizabeth Morrow i Thomasa Gilberta?  
- Tak, jestem- powiedziała powoli Elena. Powinna spodziewać się, że może 
tutaj spotkać kogoś, kto znał jej rodziców, ale dziwnie było usłyszeć ich 
imiona.  
- Ach!- Splótł ręce na brzuchu i uśmiechnął się z satysfakcją.- Jesteś tak 
podobna do Elizabeth. Zaniepokoiło mnie to kiedy weszłaś do klasy. Ale jest w 
tobie też coś z Thomasa, możesz być tego pewna. Myślę, że to coś w twoim 
wyrazie twarzy. Widzenie cię przypomina mi czasy kiedy sam się tu uczyłem. 
Twoja matka była uroczą kobietą, po prostu uroczą.  
- Chodził pan tutaj do szkoły razem z moimi rodzicami?- Zapytała Elena.  
- No pewnie- małe, czarne oczka profesora Campbella rozszerzyły się.- Byli 
tutaj moimi najlepszymi przyjaciółmi. Dwójką najlepszych przyjaciół, jakich 
kiedykolwiek miałem. Niestety straciliśmy siebie z oczu przez lata, ale 
słyszałem o wypadku.- Rozplótł palce i niepewnie dotknął jej ramienia.- Tak 
mi przykro.  
 

background image

- Dziękuję- Elena przygryzła wargę.- Nigdy za wiele nie opowiadali o latach 
studenckich. Może chcieli kiedy będę starsza...- Jej głos zanikł i zdała sobie 
sprawę, że jej oczy wypełnione są łzami.  
- Och, moja droga, nie chciałem cię zmartwić- Profesor Campbell poklepał 
się po kieszeniach spodni.- I nigdy nie mam chusteczki kiedy jest potrzebna. 
Och, proszę, nie płacz.  
Jego komicznie zestresowany wyraz twarzy spowodował, że Elena 
uśmiechnęła się przez łzy. Rozluźnił się i odwzajemnił uśmiech.- No, od razu 
lepiej- powiedział.- Wiesz, jeśli chciałabyś usłyszeć więcej o swoich rodzicach i 
jacy wtedy byli, to z chęcią ci o nich opowiem. Znam wiele historii.  
- Naprawdę?- Powiedziała z nadzieją Elena. Czuła płomyk podniecenia. 
Ciocia Judith czasami opowiadała Elenie o jej matce, ale były to głównie 
wspomnienia z dzieciństwa. Elena tak naprawdę nie wiedziała wiele o 
przeszłości swojego ojca: był jedynakiem, a jego rodzice nie żyli.  
- Oczywiście, oczywiście- powiedział radośnie profesor Campbell.- Przyjdź na 
mój dyżur, a opowiem ci jacy byli twoi staruszkowie za dawnych czasów. 
Jestem tam w każdy poniedziałek i piątek od trzeciej do piątej i wystawię dla 
ciebie powitalną matę. Oczywiście, w przenośni. Zaserwuję ci trochę 
okropnej, wydziałowej kawy.  
- Dziękuję, profesorze Campbell- powiedziała Elena.- Bardzo chętnie.  
- Mów mi James- powiedział- to nic takiego. Wszystko, co mogę zrobić żebyś 
poczuła się w Dalcrest jak w domu.- Przekrzywił głowę na jedną stronę i 
spojrzał na nią zagadkowo, a jego oczy były tak jasne i ciekawe jak u 
małego zwierzątka.- W końcu, jeśli jesteś córką Elizabeth i Thomasa, to musisz 
być bardzo wyjątkowa.  
Olbrzymi kruk siedzący na drzewie na zewnątrz otwartego okna sali 
wykładowej, pochylał się w przód i w tył. Zaciskał i rozluźniał swoje potężne 
szpony wokół gałęzi, na której siedział.  
Damon chciał z powrotem wrócić do swojej wampirzej postaci, wspiąć się 
przez okno i odbyć krótkie, aczkolwiek efektywne przesłuchanie z tym 
profesorem.  
Ale Elenie by się to nie spodobało.  
Była tak naiwna, do cholery.  
Tak, tak, była jego uroczą, błyskotliwą, sprytną księżniczką, ale była też 
niedorzecznie naiwna; wszyscy byli. Damon z irytacją doprowadził swoje pióra 
do mieniącego się połysku. Byli tacy młodzi. W tym momencie, Damon był w 
stanie spojrzeć w przeszłość i powiedzieć, że nikt nie uczył się niczego w życiu 
przez pierwsze kilka stuleci. Musi być naprawdę nieśmiertelny żeby mieć czas 
by nauczyć się jak właściwie o siebie zadbać.  
Na przykład Elena, tak ufnie patrząca na swojego profesora. Po wszystkim, co 
przeszła, po wszystkim co widziała, tak łatwo wpadała w zadowolenie- facet 

background image

musiał tylko pomachać przed nią obietnicą opowiedzenia o jej rodzicach. 
Teraz, ona szczęśliwie poleci spotkać się z nim w jego biurze, kiedy ten sobie 
tego zażyczy. Sentymentalna ciamajda. Co też takiego ten facet może jej 
opowiedzieć co byłoby naprawdę ważne? Nic nie sprowadzi z powrotem jej 
rodziców.  
Najprawdopodobniej jednak, profesor nie był zagrożeniem. Damon 
przeskanował go Mocą, poczuł jedynie migający, ludzki umysł, żadnej 
mrocznej chmury od tego małego człowieczka. Żadnej brutalności czy 
niepokojących emocji. Ale nie mógł być pewny, prawda? Moc Damona nie 
była w stanie wykryć każdego potwora, nie mogła przewidzieć każdego 
zachowania w ludzkim sercu.  
Ale, tutaj prawdziwym problemem była Elena. Najwyraźniej zapomniała, że 
straciła całą swoją Moc, że Strażnicy znowu zrobili z niej kruchą, ludzką 
dziewczynę. Miała mylne przeświadczenie, że potrafi sama siebie ochronić.  

background image

Oni wszyscy tacy byli. Na początku, kiedy Damon powoli zdał sobie sprawę, 

ż

e zaczynał czuć, iż oni wszyscy są jego ludźmi, był wściekły. Nie tylko jego 

urocza Elena i czerwona ptaszynka, ale oni wszyscy: wiedźma pani Flowers, 
łowca i mięśniak. Ta ostatnia dwójka nawet go nie lubiła, ale kusiło go żeby 
mieć na nich oko, zapobiec by nie zrobili sobie krzywdy przez swoją wrodzoną 
głupotę.  
To nie Damon chciał tu być. Nie, pomysł: " wszyscy złączmy ręce i razem 
przetańczmy drogę naszej dalszej edukacji", nie był jego i traktował go z 
należytą pogardą. Nie był Stefanem. Nie miał zamiaru tracić czasu na 
udawaniu, że jest śmiertelnikiem.  
Ale ku swojej konsternacji, odkrył też, że nie chciałby ich stracić.  
To było żenujące. Wampiry nie były zwierzętami stadnymi jak ludzie. Nie 
powinno mu zależeć na tym, co się z nimi stanie. Te dzieci powinny być 
ofiarami, pożywieniem i niczym więcej.  
Ale bycie martwym i zmartwychwstanie, walka z upiorem zazdrości i 
uwolnienie się od chorej zazdrości i niedoli, które więziły go odkąd był 
człowiekiem, zmieniło Damona. Kiedy ta twarda kula nienawiści zniknęła z 
jego klatki piersiowej gdzie mieszkała tak długo, poczuł się lżejszy. Prawie 
jakby mu... zależało.  
Wstydliwe czy nie, zadziwiająco przyjemne było posiadanie tego 
przywiązania do małej grupy ludzi. Ale umarłby jeszcze raz jeśli miałby to 
przyznać na głos.  
Kilka razy kłapnął dziobem kiedy Elena pożegnała się z profesorem i wyszła z 
klasy. Potem Damon rozpostarł skrzydła i poleciał w dół, na drzewo stojące 
blisko wejścia do budynku.  
Nieopodal, chudy chłopak przyklejał do innego drzewa papierowe 
ogłoszenie ze zdjęciem dziewczyny. Damon podleciał żeby mu się bliżej 
przyjrzeć. Zaginęła studentka mówił nagłówek, a pod zdjęciem znajdowały 
się szczegóły dotyczące nocnego zaginięcia: żadnych wskazówek, żadnych 
poszlak, żadnego pojęcia gdzie dziewiętnastoletnia Taylor Harrison może być. 
Podejrzenie morderstwa. Obietnica nagrody za informacje, które pomogą jej 
bezpiecznie wrócić do domu, od jej zaniepokojonej rodziny.  
Damon zakrakał ochryple. Coś było tutaj nie tak. Ale już wcześniej o tym 
wiedział- czuł coś podejrzanego na tym kampusie kiedy tylko przyjechał tu 
dwa dni temu. Tylko, że nie wiedział co. Z jakiego innego powodu tak się 
martwił o swoją księżniczkę?  
Elena wyszła z budynku i zaczęła iść przez dziedziniec. Założyła za uszy swoje 
długie, złote włosy, nieświadoma czarnego kruka, który nad jej głową 
przelatywał z jednego drzewa na drugie. Damon miał zamiar dowiedzieć się, 
co się tu działo. I miał zamiar zrobić to zanim to coś dotknie którekolwiek 
jego ludzi.  

background image

Zwłaszcza Elenę. 

 
  
 - Fuj, myślę, że w tym bufecie nie ma ani jednej rzeczy, której zjedzenie bym 
rozważała- powiedziała Elena do Stefano.- Połowy tych rzeczy nie mogę 
nawet zidentyfikować.- Stefano cierpliwie patrzył jak przechodzi do baru 
sałatkowego.  
- To nie jest o wiele lepsze- powiedziała, podnosząc łyżkę serka wiejskiego i 
pozwalając mu z powrotem spaść do pojemnika.- Myślałam, że jedzenie na 
studiach będzie bardziej jadalne niż w naszej szkolnej kafeterii, ale 
najwidoczniej się myliłam.  
Stefano wydał z siebie mruknął w zgodzie i rozejrzał się za miejscem do 
siedzenia. Nie jadł. Ludzkie jedzenie teraz już nie miało dla niego smaku. Rano 
użył swojej Mocy żeby przywołać gołębia na swój balkon. To zapewni mu 
wystarczającą ilość krwi do wieczora, potem znowu będzie musiał 
zapolować.  
Kiedy Elena w końcu zrobiła sobie sałatkę, poprowadził ją do pustego stolika.  
Pocałowała go zanim usiadła i przebiegł go dreszcz rozkoszy, gdy ich umysły 
się dotknęły. Ich znajome połączenie było na miejscu i poczuł radość Eleny, 
jej zadowolenie, że może być z nim w ich nowym, prawie normalnym życiu. 
Pod tymi uczuciami poczuł też element podekscytowania i wysłał do niej 
mentalne pytanie, zastanawiając się, co też się wydarzyło od kiedy widzieli się 
tego poranka.  
Elena przerwała pocałunek i odpowiedziała na jego nie wypowiedziane 
pytanie.  
- Profesor Campbell, mój profesor od historii, znał moich rodziców kiedy byli w 
college'u- powiedziała. Jej głos był spokojny, ale oczy błyszczały i Stefano 
mógł wyczuć jakie to było dla niej ważne- Był ich bardzo dobrym 
przyjacielem. Może opowiedzieć mi historie o nich, o części ich życia, której 
nigdy nie znałam.  
- To świetnie- powiedział Stefano, ciesząc się.- Jak było na zajęciach?  
- W porządku- powiedziała Elena, zaczynając jeść swoją sałatkę.- 
Rozmawiamy o kolonialiźmie przez pierwsze tygodnie- spojrzała w górę, jej 
widelec zatrzymał się w powietrzu.- A u ciebie? Jak było na zajęciach z 
filozofii?  
- Dobrze- Stefano umilkł. "Dobrze" nie było czymś, co naprawdę miał na myśli. 
Dziwnie było siedzieć znowu na sali wykładowej. Uczęszczał na studia już kilka 
razy podczas swojego długiego życia, widział jak zmieniała się edukacja. Na 
początku, jego koledzy byli starannie wyselekcjonowaną grupą bogatych 
młodych mężczyzn, teraz był to bardziej zróżnicowana mieszanka chłopców i 

background image

dziewczyn. Ale w tych wszystkich doświadczeniach była ta sama 
esencjonalna jednostajność. Profesor wykłada, studenci są albo znudzeni 
albo podnieceni. Pewne roztargnienie myśli, ktoś nieśmiały bojący się 
eksponować swoje głębsze uczucia.  
Damon miał rację. Stefano tutaj nie pasował: znowu tylko grał pewną rolę. 
Zabijał trochę czasu swojego niekończącego się życia. Ale Elena- spojrzał na 
nią, jej świecące niebieskie oczy patrzyły na niego- ona tutaj pasowała. 
Zasłużyła na szansę na normalne życie, a on wiedział, że bez niego nie 
wyjechałaby na studia.  
Czy może jej to wszystko powiedzieć? Nie chciał przygasić podniecenia w 
tych oczach o kolorze lapis lazuli, ale przysiągł sobie, że zawsze będzie wobec 
niej uczciwy, będzie traktował ją jak równą sobie. Otworzył usta, mając 
nadzieję, że uda mu się wytłumaczyć co czuł.  
- Słyszałyście o Danielu Greenwaterze?- Zapytała dziewczyna obok. Jej głos 
był wysoki z ciekawości kiedy razem ze swoimi przyjaciółkami zajęły puste 
krzesła na drugim końcu stołu. Stefan zamknął usta i obrócił głowę żeby 
posłuchać.  
- Kim jest Daniel Greenwater?- Zapytał ktoś inny.  
 

background image

- Zobaczcie- powiedziała pierwsza dziewczyna rozwijając gazetę, którą 
trzymała. Stefano dostrzegł, że była zrobiona na kampusowym papierze.- Jest 
pierwszoroczniakiem i właśnie zniknął. Wyszedł z centrum studenckiego 
wczoraj wieczorem kiedy zamykali i jego współlokator mówi, że nie wrócił do 
pokoju. To naprawdę podejrzane.  
Stefano i Elena spojrzeli na siebie przez stół, a ona podniosła brew z 
zamyśleniem. Czy to jest coś czemu powinni się przyjrzeć?  
Inna dziewczyna na przeciwległym końcu stołu, wzruszyła ramionami.- Może 
się po prostu zestresował i wrócił do domu. A może jego współlokator go 
zabił. Wiecie, zachowujecie się automatycznie tak JAKBY wasz współlokator 
umarł.  
- To mit- powiedział nieobecnie Stefano, a dziewczyny spojrzały na niego z 
zaskoczeniem.- Mógłbym na chwilę zobaczyć tą gazetę?  
Podały mu ją i Stefano zaczął studiować zdjęcie na frontowej stronie. 
Uśmiechało się do niego zdjęcie ze szkolnego albumu, chudy chłopak o 
potarganych włosach z lekko okrągłą twarzą i przyjaznych oczach. 
Rozpoznał tą twarz. Wydawało mu się, że to nazwisko brzmi znajomo.  
- Mieszka w naszym akademiku- powiedział łagodnie do Eleny.- Pamiętasz go 
z wprowadzenia? Wydawał się szczęśliwy, że tu jest. Nie wydaje mi się że 
wyjechałby, nie z własnej woli.  
Elena spojrzała na niego, jej oczy rozszerzyły się z niepokoju.- Myślisz, że stało 
mu się coś złego? Coś dziwnego działo się na dziedzińcu pierwszej nocy- 
przełknęła.- Powiedzieli, że dziewczyna wpadła w jakieś kłopoty, ale gliniarze 
nie chcieli nam niczego powiedzieć. Myślisz, że to może być powiązane ze 
zniknięciem Daniela Greenwatera?  
Nie wiem- powiedział krótko Stefano- ale martwię się. Nie lubię niczego co 
odbiega od normalności.- Wstał.- Jesteś gotowa? Możemy już iść?- Elena 
potaknęła, choć połowa jej lunchu nadal była na tacy. Stefano grzecznie 
oddał gazetę dziewczynom i podążył za Eleną na zewnątrz.  
- Może jesteśmy przewrażliwieni, bo przyzwyczailiśmy się do okropnych rzeczy- 
powiedziała Elena kiedy byli na ścieżce prowadzącej na wzgórze, w kierunku 
ich akademika.- Ale ludzie znikają przez cały czas. Dziewczyny są czasami 
wykorzystywane albo atakowane. To nieszczęścia, ale to nie znaczy, że coś 
nadprzyrodzonego za tym stoi.  
Stefano zatrzymał się wpatrując w ulotkę przyczepioną do drzewa obok 
kafeterii. "Zaginęła studentka", mówił nagłówek, a pod nim było zdjęcie 
dziewczyny.- Obiecaj mi, że będziesz ostrożna, Eleno- powiedział.- Powiedz 
też Meredith i Bonnie. I Mattowi. Żadne z was nie powinno wałęsać się 
samotnie po kampusie. W każdym razie, nie w nocy.  

background image

Elena pokiwała głową z bladą twarzą wpatrującą się zdjęcie na ulotce. 
Stefano poczuł ostre uderzenie żalu poprzez swój niepokój. Była taka 
podekscytowana, gdy spotkali się na lunch, a teraz ten entuzjazm zniknął.  
Objął ją ramieniem w talii chcąc ją trzymać, zapewnić bezpieczeństwo.- 
Może wyjdziemy gdzieś dzisiaj wieczorem?- Powiedział.- Muszę iść na zebranie 
grupy naukowej, ale to nie powinno potrwać długo. Moglibyśmy wybrać się 
na kolację poza kampusem. Może mogłabyś zostać na noc? Lepiej bym się 
czuł, gdybym wiedział, ze jesteś bezpieczna.  
Elena spojrzała na niego, a jej oczy nagle świeciły z rozbawienia.- Och, 
dopóki to jest jedyny powód, dla którego chcesz mnie w swoim pokoju- 
powiedziała uśmiechając się.- Nie zniosłabym myśli, że masz jakieś plany 
wobec mojej cnoty.  
Stefano pomyślał o kremowej skórze Eleny i jej jedwabistych złotych włosach, 
o jej cieple, o bogatym bukiecie jej krwi. Myśl o niej, znowu w jego ramionach, 
bez jej cioci Judith czy jego pani domu, pani Flowers na końcu korytarza, była 
odurzająca.  
- Oczywiście, że nie- wymamrotał pochylając głowę w jej kierunku.- Nie mam 

ż

adnych planów. Żyję tylko po to, by ci służyć.- Znowu pocałował Elenę, 

wysyłając do niej całą swoją miłość i tęsknotę.  
 

background image

Nad ich głowami Stefano usłyszał krakanie i trzepot skrzydeł. Jego usta 
zamarły na ustach Eleny i zmarszczył brwi. Wydawało się, że Elena wyczuła 
jego nagłe napięcie i odsunęła się od niego. Powiodła za jego wzrokiem w 
kierunku czarnego kruka krążącego nad nimi.  
Damon. Obserwujący ich, obserwujący Elenę, jak zawsze.  
- Doskonałość- głos Ethana poniósł się po boisku do koszykówki umieszczonym 
na dworze, gdzie zebrali się kandydaci do zaprzysiężenia. Prawie świtało i nie 
było tu nikogo poza Ethanem i zaspanymi kandydatami.- Jak wiecie z 
naszego pierwszego spotkania, każde z was wykazuje doskonałość w jednym 
lub kilku dziedzinach. Ale to nie wystarczy- umilkł, patrząc po kolei na każdą 
twarz.- Nie wystarczy, by każdy z was miał tylko kawałek ideału. Możecie 
pojąć wszystkie te atrybuty. Podczas kursu okresu zaprzysiężenia, będziecie 
odkrywać w sobie inne światy. Światy, których nigdy sobie nie wyobrażaliście.  
Matt potarł adidasami po asfalcie i próbował utrzymać sceptyczny wyraz 
twarzy. Wiedział, że osiągnięcie przez niego szczytu w nauce albo sztuce, 
było czymś bardzo mało prawdopodobnym.  
Nie był szczególnie skromny, ale był realistą i potrafił wyliczyć swoje najlepsze 
strony: sportowiec, dobry przyjaciel, honorowy facet. Nie był też głupi, ale jeśli 
doskonałość intelektu i kreatywności były obowiązkowe, by stać się częścią 
Stowarzyszenia Vitale, to może od razu się poddać.  
Rozejrzał się po innych kandydatach masując kark ręką. Pocieszające było 
to, że większość twarzy wyglądało na ledwo powstrzymujących panikę: 
najwyraźniej: " pojęcie wszystkich tych atrybutów", nie było czymś czego się 
spodziewali. Chloe, urocza dziewczyna o okrągłej twarzy, którą zauważył na 
pierwszym zebraniu, spojrzała na niego i mrugnęła. A on uśmiechnął się do 
niej, czując się dziwnie szczęśliwy.  
- Dzisiaj- ogłosił Ethan- popracujemy nad kondycją fizyczną.- Matt odetchnął 
z ulgą. Sport był czymś, co był w stanie przetrwać.  
Wokół siebie zobaczył, że ludzie się załamali. Intelektualiści, liderzy, kreatywni 
geniusze- oni nie czekali na sprawdzanie swojej kondycji sportowej. Rozległy 
się ciche pomruki buntu.  
- Nie dąsajcie się- powiedział śmiejąc się Ethan.- Obiecuję wam, że do czasu 
kiedy zostaniecie członkami stowarzyszenia, każde z was dosięgnie szczytu 
fizycznej perfekcji. Po raz pierwszy poczujecie, co to znaczy naprawdę być 

ż

ywym.- Jego oczy zalśniły.  

Ethan zaczął wyliczać zadania kandydatów. Mieli zacząć dwudziestoma 
pięcioma kilometrami biegu z licznymi przeszkodami.- Przygotujcie się na 
pobrudzenie- powiedział radośnie.- Ale to będzie cudowne. Kiedy 
skończycie, osiągnięcie coś nowego. Ale bądźcie świadomi, jeśli nie 
ukończycie biegu w trzy godziny, nie zostaniecie zaproszeni na następny 

background image

etap.- Uśmiechnął się.- Tylko najlepsi mogą zostać członkami Stowarzyszenia 
Vitale.  
Matt rozejrzał się i zauważył, że kandydaci, nawet ci, którzy wyglądali jak 
gdyby nigdy nie wyszli z laboratorium czy biblioteki, ponownie wiązali buty, 
rozciągali się i przybierali zdeterminowany wyraz twarzy.  
- Ja sunę- powiedział głos niego. To był ładny głos, pełny prawdy, głos który 
pochodził z miejsca wysuniętego bardziej na południe niż Virginia. Matt 
uśmiechał się już zanim się obrócił i zobaczył Chloe.- Domyślam się, że jesteś 
tu jedyną osobą, która nie będzie miała z tym dużych problemów- 
powiedziała.  
Była taka urocza. Kiedy się uśmiechała, na jej policzkach pojawiały się 
dołeczki, a jej krótkie, ciemne włosy opadały w lokach za uszy.- Hej, jestem 
Matt- powiedział Matt szczerząc się do niej.  
- Wiem- powiedziała radośnie.- Jesteś naszą gwiazdą futbolu.  
- A ty jesteś Chloe, niesamowita artystka- powiedział.  
 

background image

- Och,- zarumieniła się- tego nie wiem.  
- Chciałby kiedyś zobaczyć twoje prace- powiedział, a jej uśmiech powiększył 
się.  
- Jakieś wskazówki co do dzisiaj?- Zapytała.- Ja nigdy nie biegam, chyba że 
jestem spóźniona na autobus i chyba tego pożałuję.  
Jej twarz była tak ponętna, że Matt momentalnie poczuł jakby ją przytulał. 
Ale zamiast tego, z zamyśleniem zmarszczył czoło i spojrzał w niebo.- W tych 
warunkach- powiedział- najlepiej będzie jak ustawisz swoje ramiona w kącie 
pięćdziesięciu stopni w stosunku do ziemi i pobiegniesz lekko podskakując.- 
Chloe patrzyła na niego przez chwilę, a potem zaczęła chichotać.- Nabijasz 
się ze mnie- powiedziała.- To nie sprawiedliwe. Nie mam o tym bladego 
pojęcia.  
- Pomogę ci- powiedział Matt czując się dobrze.- Możemy to zrobić razem. 

ROZDZIAŁ 9 
- Gdzie jesteś?- niecierpliwiła się Elena. Stefan miał przyjść po nią ponad 
dwadzieścia minut 
temu. Czy na pewno jego ćwiczenia już się skończyły? Była głodna. 
Chodziła po pokoju, od czasu do czasu zerkając na ciemne gałęzie drzew za 
oknem. 
Wyglądało na to, że Stefan się spóźni. Sprawdziła swój telefon. Jest za 
wcześnie, żeby 
próbować zadzwonić do niego ponownie. 
Na zewnątrz coś ciemnego poruszyło się i Elena drgnęła. Potrząsnęła głową. 
To były tylko 
gałęzie drzewa, poruszane wiatrem. Przysunęła się bliżej, starając się 
wypatrzyć coś w 
refleksach za szybą. Ich pokój był na trzecim piętrze; nie mogło tam być 
nikogo siedzącego 
tak wysoko. Przynajmniej nie człowiek. Elena zadrżała. 
- Eleno- powiedział chłodny, jasny głos za zewnątrz. Elena pisnęła, jak 
przerażony królik , 
cofnęla się do tyłu, przyciskając jedną rękę do walącego serca. Po chwili 
podeszła do okna i 
otworzyła je. 
- Damon- powiedziała- Wystraszyłeś mnie na śmierć. Co Ty tam robisz? 
Białe zęby błysnęły w ciemności. Szyderczy ton zabrzmiał w jego odpowiedzi. 
- Czekam, aż zaprosisz mnie do swojego pokoju, oczywiście. 
- Nie potrzebujesz zaproszenia- powiedziala Elena- Pomagałeś mi się tu 
przecież 
wprowadzać. 

background image

- Wiem- powiedział Damon z uśmiechem- Chciałem być gentelmanem. 
Elena zawahała się. Ufała Damonowi, oczywiście że tak, ale wydawało jej się 
to tak intymne. 
Damon spowity w ciemność, Elena sama w sypialni, w pobliżu nie było jej 
współlokatorek, 
ani jej ciotki Judith i Roberta na dole. 
Zastanawiała się, czy Stefanowi by to przeszkadzało, że jest tu sama z 
Damonem, ale 
odrzuciła tą myśl. Ufał Elenie i to tylko się liczyło. 
- Eleno- głos Damona był miękki, ale natarczywy- Wpuść mnie zanim spadnę. 
Przewracając oczami, powiedziała: 
- Ty nigdy nie upadasz. A nawet jeśli, to i tak polecisz. W każdym razie możesz 
wejść. 
Miękko, w mgnieniu oka, Damon nagle staną obok niej. Cofnęła się o krok. 
Czarne jak noc 
oczy i włosy, blada skóra, idealne rysy. On zawsze przyjemnie pachniał. Jego 
usta wyglądały 
tak miękko… 
Elena złapała się na tym, że nachyla ku niemu swoje usta, odsunęła się. 
- Przestań- powiedziała. 
- Przecież ja nic nie robię- powiedział niewinnie Damon. 
Kiedy Elena uniosła sceptycznie brwi, wzruszył ramionami i rzucił jej krótki, 
genialny 
uśmiech. 
„ To właśnie powód- pomyślała Elena- dla którego Stefan miałby coś 
przeciwko obecności 
tutaj Damona”. 
- Och, w porządku. Tylko się drażnię. 
Rozejrzał się po pokoju i uniósł brew. 
- Dlaczego Eleno.- powiedział- Jestem niemal rozczarowany. Ty i Twoje 
przyjaciółki 
naprawdę napracowałyście się, żeby urządzić ten pokój po swojemu. 
Elena śledziła jego oczy. W pokoju, po stronie Bonnie był bałagan- sterta 
wypchanych 
zwierzątek, porozrzucane ubrania i rekwizyty Dalcrest. Natomiast po stronie 
Meredith było 
schludnie, książki ułożone były alfabetycznie, jeden srebrny długopis leżał na 
biurku obok 
smukłego, srebrnego laptopa, jej łóżko schludnie przykryte jedwabną kołdrą 
w subtelne szarobiałe 

background image

wzory. Jej komoda i szafa byłe zamknięte, ale Elena wiedział, że w środku 
ciuchy 
Meredith ułożone były według rodzaju, koloru i pory roku. 
Damon miał rację: po prostu patrząc na ich części pokoju, można by 
powiedzieć, że Meredith 
jest racjonalna, wyrafinowana, powściągliwa i dyskretna, podczas gdy Bonnie 
była dziecinna, 
kochająca zabawę i chaotyczna. 
A co z rzeczami Eleny? Co o niej mówiły? Spojrzała na swoje rzeczy 
krytycznym okiem. 
Oprawione odbitki artystyczne z jej ulubionych zbiorów, srebrna szczotka i 
grzebień w 
rzędzie na komodzie, ciemnoniebieska pościel, która współgrała z jej oczami i 
włosami. 
Czyżby była kimś, kto trzyma się tego co lubi i nie zmienia się zbyt łatwo? 
Kimś, kto był bardzo świadomy tego, co posiada? Nie była tego pewna. 
Damon uśmiechnął się do niej ponownie, bez szyderstwa tym razem. 
- Nie myśl o tym, księżniczko- powiedział pieszczotliwie- Jesteś ponad to 
wszystko. 
- Dzięki- powiedziała krótko Elena- Wszedłeś tu przez okno, żeby powiedzie mi 
cześć? 
Wyciągnął rękę i schował zabłąkany kosmyk włosów za jej ucho. Stali bardzo 
blisko siebie i 
Elena cofnęła się odrobinę. 
- Myślałem, że może teraz, kiedy jesteś studentką, moglibyśmy wyjść gdzieś 
dziś wieczorem i 
dobrze się zabawić. 
- Zabawić?- spytała Elena, rozproszona przez jego usta- Jak to zabawić? 
- Och, no wiesz- powiedział- Tylko jakaś kolacja, kilka drinków. Takie 
przyjacielskie rzeczy. 
Nic więcej. 
- Jasne- powiedziała stanowczo Elena- To brzmi miło. Ale dziś nie mogę. 
Idziemy ze 
Stefanem na kolację. 
- Oczywiście- powiedział. Ukłonił jej się mocno i oczywiście dołączył do 
ukłonu wspierający 
uśmiech tak, ze musiała stłumić chichot. Wsparcie, przyjacielskość i skromność 
nie było 
naturalnym wyrazem twarzy Damona. 
Tak bardzo próbował być jej przyjacielem mimo, że wszyscy wiedzieli, że było 
między nimi 

background image

coś więcej. 
Odkąd umarł i powrócił , próbował zmienić swoje relacje ze Stefanem i z 
Eleną, być z nimi w 
inny sposób, niż dotąd. Niełatwo było być biednym Damonem, próbującym 
być dobrym. To 
nie było w jego zwyczaju. 
Telefon Eleny zadzwonił. Przeczytała wiadomość od Stefana: 
„Przepraszam. Ćwiczenia skończą się później. Myślę, że to potrwa co najmniej 
godzinę. 
Spotkamy się później?” 
- Jakiś problem?- Damon patrzył na nią z niewinnym i przyjaznym uśmiechem 
na twarzy, a 
uczucie do niego przepłynęło przez Elenę. Damon był jej przyjacielem. 
Dlaczego nie miałaby 
z nim wyjść? 
- Zmiana planów- powiedziała energicznie- Wyjdziemy, ale tylko na chwilę. 
Muszę tu 
wrócić, żeby spotkać się ze Stefanem za godzinę. 
Napisała szybko do Stefana, żeby wiedział, że wyszła coś zjeść i spojrzawszy w 
górę, ujrzała 
triumfalny uśmiech na twarzy Damona, kiedy zamierzał wziąć ją za rękę. 
Bonnie szła przez kampus, praktycznie podskakując w rytm melodii szczęścia 
brzmiącej w jej 
głowie. Randka z Zandarem, la la la la la. Było tam też coś o czasie. 
Niecierpliwie czekała 
cały tydzień, żeby znów zobaczyć się z Zandarem i chociaż rozmawiali przez 
telefon, to nie 
spotkała go dotąd na terenie kampusu mimo, że go wypatrywała. W końcu 
miała się z nim 
zobaczyć. La la la la la. Piękny, wspaniały Zandar. 
Miała na sobie jeansy i srebrny, drapowany top. To jest dobry strój, pomyślała, 
odpowiedni 
na takie wyjście, ale też trochę elegancki. Na wypadek, gdyby w ostatniej 
chwili zdecydowali 
się pójść do jakiegoś klubu lub gdzieś indziej. 
Zandar nie powiedział jej co planował, tylko poprosił, żeby spotkała się z nim 
koło uczelni. 
La la la la la, zanuciła. 
Bonnie zwolniła kroku i melodia w głowie zamarła, kiedy zobaczyła 
migoczące światła, 

background image

oświetlające grupę ludzi z przodu. Zebrali się na dziedzińcu przed jednym z 
akademików. 
Zbliżając się, zdała sobie sprawę, że to grupa dziewcząt, trzymających 

ś

wiece. 

Trzepoczące światło świec tworzyło cienie na ich poważnych twarzach. Były 
tam wsparte 
o ścianę akademika trzy wygięte zdjęcia dwóch dziewczyn i jednego 
chłopaka. Wszędzie 
przed nimi, na trawie porozrzucane były kwiaty, listy i pluszowe misie. 
Wahając się czy przerwać milczenie, Bonnie dotknęła ramienia jednej z 
dziewczyn. 
- Co się stało?- szepnęła. 
- To jest czuwanie przy świecach w intencji zaginionych osób- odszepnęła 
dziewczyna. 
Zaginionych osób? Bonnie przyglądała się twarzom na fotografiach. Byli to 
młodzi, 
uśmiechnięci ludzie, w jej wieku. 
- Czy oni wszyscy studiowali tutaj?- spytała przerażona- Co im się stało? 
- Nikt tego nie wie.- powiedziała dziewczyna z poważnym wzrokiem- Po prostu 
zniknęli. Nie 
słyszałaś o tym? 

Ż

ołądek Bonnie się skurczył. Wiedziała tylko, że dziewczyna została 

zaatakowana, czy coś, 
na dziedzińcu pierwszej nocy, ale nie wiedziała o jakichkolwiek zaginięciach. 
Nic dziwnego, 

ż

e jej instynkt ostrzegał ją, żeby nie spacerowała po kampusie. Mogła być w 

niebezpieczeństwie. 
- Nie- powiedziała powoli- Nic nie słyszałam. 
Przymknęła oczy, pochyliła głowę i w ciszy wyraziła gorącą nadzieję, że tych 
troje, 
wyglądających na szczęśliwych, ludzi się odnajdzie. 
W oddali zaczęła zawodzić syrena. 
- Coś się stało. 
- Myślisz, że ktoś został zaatakowany? 
Bełkot przerażonych głosów wzrósł wraz ze zbliżaniem się dźwięku syreny. 
Dziewczyna 
stojąca blisko Bonnie, zaczęła szlochać. Poczuła ból, usłyszała przerażający 
dźwięk. 
- Dobra, co się tutaj dzieje?- powiedział nowy, autorytatywny głos i Bonnie 
spojrzawszy w 

background image

górę, zobaczyła dwóch funkcjonariuszy kampusowej policji, torujących sobie 
drogę przez 
tłum. 
- My… Hm…- dziewczyna, która rozmawiała z Bonnie, wskazała na zdjęcia i 
kwiaty pod 

ś

cianą- Zorganizowaliśmy czuwanie. Dla zaginionych ludzi. 

- Po co te syreny?- zapytała inna dziewczyna uniesionym głosem. 
- Nie stało się nic, czym należałoby się martwić- odparł oficer, ale jego twarz 
złagodniała, 
gdy spojrzał na zapłakaną dziewczynę. Bonnie uświadomiła sobie, że był 
niewiele starszy od 
niej. 
- Panienko?- zwrócił się do zapłakanej dziewczyny- Pomożemy Ci dotrzeć do 
domu. 
Jego partner spojrzał na tłum. 
- Już czas się rozejść.- powiedział surowo- Trzymajcie się razem i bądźcie 
ostrożni. 
- Myślałam, że nie ma się czym martwić- powiedziała inna dziewczyna ze 
złością- Czy nie to 
nam pan powiedział? 
- Nie dzieje się nic, o czym byś już nie wiedziała- powiedział mężczyzna 
cierpliwie- Ludzie 
znikają. Ostrożności nigdy za wiele. 
Jeśli nie ma czym się martwić, dlaczego musimy być ostrożni? Zastanawiała 
się Bonnie, ale 
okiełznała tę myśl i pospieszyła w dół drogi, w kierunku uczelni, gdzie była 
umówiona z 
Zandarem. 
W jej umyśle zakiełkował pomysł, żeby za pomocą swoich wizji spróbować 
dowiedzieć się 
czegoś o zaginionych ludziach, ale odsunęła od siebie tę myśl. Nienawidziła 
tego. 
Nienawidziła tej utraty kontroli, kiedy zagłębiała się w swoje wizje. 
W każdym razie, było mało prawdopodobne, żeby to zadziałało. Jej wizje 
zawsze dotyczyły 
ludzi, których znała i problemów z nimi związanych. Nie znała żadnej z 
zaginionych osób. 
Przygryzła wargę i przyspieszyła kroku. Podniecenie związane z jej randką 
minęło i nie czuła 
się teraz bezpiecznie. W każdym razie, kiedy dotrze do Zandara nie będzie 
sama. 

background image

Gdy dotarła do uczelni, Zandara tam nie było. Bonnie zawahała się i 
rozejrzała nerwowo. Ten 
zakątek kampusu wydawał się być opuszczony. 
Spróbowała otworzyć drzwi uczelni, ale były zamknięte. Cóż, przecież nie 
było o tej porze 
zajęć. Bonnie szarpnęła drzwi sfrustrowana. Sięgnęła do torebki, a następnie 
jęknęła, kiedy 
się zorientowała, że zostawiła telefon w pokoju. 
Nagle poczuła się bardzo zagrożona. Policjanci mówili, żeby trzymać się 
razem, nie tułać się 
samotnie nocą, a teraz ona jest tu zupełnie sama. Chłodny wietrzyk 
rozwiewał jej włosy i 
zadrżała. Było strasznie ciemno. 
- Bonnie, psst, Bonnie! 
Głos Zandara. Ale gdzie on jest? 
Bonnie widziała tylko ciemny dziedziniec, latarnie rzucające małe kręgi 

ś

wiatła na ścieżki. 

Nad nią liście szeleściły na wietrze. 
- Bonnie! Tutaj. 
Patrząc w górę, w końcu dostrzegła Zandara na dachu, spoglądającego w 
dół w jej stronę, 
jego blond włosy niemal świeciły w świetle księżyca. 
- Co Ty tam robisz?- spytała zdezorientowana. 
- Chodź na górę- zaprosił, wskazując schody przeciwpożarowe z boku 
budynku. Zostały 
opuszczone do zaledwie kilku stóp nad ziemią. 
- Serio?- powiedziała z powątpiewaniem Bonnie. 
Podeszła do schodów. Mogła wejść po schodach, była tego pewna, ale 
wyglądałaby 
niezgrabnie i niezręcznie wdrapując się na nie. A co, jeśli zostanie złapana? 
Nie czytała 
dokładnie regulaminu kampusu, ale czy wspinanie się po schodach 
przeciwpożarowych na 
dach zamkniętego budynku, nie było łamaniem przepisów? 
- Chodź, Bonnie- zawołał Zandar. Jego stopy wydawały głośny dźwięk ,kiedy 
schodził po 

ż

elaznych stpniach, zbiegł w dół schodów przeciwpożarowych i skoczył na 

ziemię, lądując 
jak kot na nogach obok niej. Klęknął na jednym kolanie i złożył ręce. 
- Podsadzę Cię i dasz radę wejść na schody. 

background image

Bonnie przełknęła ślinę, a potem stanęła na rękach Zandara, żeby wdrapać 
się na schody. 
Zamachnęła się nogą i udało jej się trafić nią na najniższy schodek- bułka z 
masłem- choć 
lekko zardzewiały metal był zbyt szorstki dla jej dłoni. Podziękowała wszystkim 
siłom tego 
wszechświat za to, ze zdecydowała się założyć jeansy zamiast spódnicy. 
Zandar wspinał się za nią po schodach, aż w końcu dotarli na dach. 
- Wolno nam tutaj być?- nerwowo spytała Bonnie. 
- Cóż- powiedział powoli Zandar- prawdopodobnie nie. Ale przychodzę tu 
cały czas i jeszcze 
nikt mi nie powiedział, że mi nie wolno- posłał jej wspaniały, ciepły uśmiech i 
dodał: 
- To jest jedno z moich ulubionych miejsc. 
Widok był stąd ładny, musiała przyznać. Pod nimi rozciągał się kampus, 
liściasty i zielony, 
no i tajemniczy. 
Wolałaby, żeby randka odbyła się gdzieś indziej, a nie na dachu, gdzie 
musiała się wspinać po 
zardzewiałych schodach przeciwpożarowych. Bo to chyba była randka? 
Momentalnie zamarła 
w panice, próbując sobie dokładnie przypomnieć, co Zandar powiedział, 
kiedy zaproponował 
jej spotkanie tutaj. Nie pamiętała dokładnie słów, jakich użył, ale na pewno 
dał jej odczuć, że 
to ma być randka: nie była dzieckiem, wiedziała takie rzeczy. 
A Zandar był taki uroczy, że warto było podjąć ten wysiłek. 
- Tu jest całkiem ładnie- powiedziała niezdarnie, a następnie rozglądając się 
dookoła po 
płaskim brudnym betonie- To znaczy, jest tak wysoko. 
-Jesteśmy bliżej gwiazd- powiedział Zandar i wziął ją za rękę- Chodź tutaj. 
Jego ręka była ciepła i silna i Bonnie chwyciła ją mocno. Miał rację, gwiazdy 
były piękne. 
Fajnie było móc je zobaczyć wyraźniej stąd, ponad drzewami. 
Zaprowadził ją na róg dachu, gdzie był rozścielony nędzny, stary koc, a na 
nim leżało 
pudełko z pizzą i puszki z piciem. 
- Czym chata bogata- powiedział. Potem spokojnie dodał: 
- Wiem, że to może niezbyt fajna randka, Bonnie, ale chciałem się z Tobą tym 
podzielić. 
Pomyślałem, że potrafisz docenić to miejsce. 

background image

- Ależ oczywiście że doceniam- powiedziała skwapliwie. Jej wątpliwości 
zostały rozwiane. 
Hurra! Zandar jednak zaprosił ją na rankę! 
Wkrótce Bonnie znalazła się blisko Zandara, jej ramię było obok jego ramienia 
i jedli gorącą, 
pyszną pizzę, patrząc na gwiazdy. 
- Przychodzę tu często sam- powiedział Zandaar- Kiedyś, w zeszłym roku, po 
prostu tu 
leżałem i oglądałem jak wielki, tłusty księżyc w pełni zasłaniany był przez cień 
Ziemi, aż do 
całkowitego zaćmienia. Prawie nie było widać światła księżyca, ale mogłem 
jeszcze zobaczyć 
na niebie jego ciemnoczerwony kształt. 
- Wikingowie myśleli, że zaćmienie było sprawka dwóch wilków, jednego, 
który chciał zjeść 
słońce i drugiego, który chciał zjeść księżyc- powiedziała beznamiętnie 
Bonnie- Nie 
pamiętam, który z nich chciał jeść księżyc, ale zawsze, kiedy było słonecznie 
albo było 
zaćmienie, ludzie robili dużo hałasu, żeby odstraszyć wilki. 
Zandar spojrzał na nią. 
- To tylko zdawkowe informacje- uśmiechał się, kiedy to mówił. 
Bonnie zadrżała z zachwytu pod wrażeniem jego uśmiechu. 
- Interesuję się mitologią- powiedziała- Głownie Druidami i Celtami, ale 
generalnie mitami i 
opowieściami. Druidzi znali księżyc: całą astrologię opierali na kalendarzu 
księżycowym. 
Wyprostowała się ciesząc się z pełnego podziwu wyrazu twarzy Zandara. 
- Teraz, na przykład, pod koniec sierpnia i na początku września, jest 
księżycowy Miesiąc 
Artysty. Ale za kilka tygodni będzie miesiąc Umierającego Księżyca. 
- Co to znaczy?- zapytał Zandar. Był bardzo blisko niej, patrząc jej prosto w 
oczy. 
- Cóż, to znaczy, że jest to czas końca- powiedziała- To wszystko o śmierci i 

ś

nie. Rok 

Druidów rozpoczyna się po Halloween. 
- Hmm- Zandar wciąż obserwował ją uważnie- Skąd tak dużo wiesz, Bonnie 
McCullough? 
Mały uśmieszek grał na jego ustach. 
- Hm, moi przodkowie byli Druidami i Celtami- powiedziała Bonnie i zmieszała 
się- Moja 

background image

babcia powiedziała mi, ze pochodzimy od druidzkich kapłanek i dlatego 
czasem widzę różne 
rzeczy. Tak jak moja babcia. 
- Ciekawe- powiedział cicho Zandar. Jego ton stał się lżejszy. 
- Więc widzisz różne rzeczy, prawda? 
- Tak, to prawda- powiedziała poważnie Bonnie, patrząc na niego. 
Nie powinna była mu o tym mówić. Nie chciała go tak zaskakiwać, ale 
również nie chciała go 
oszukiwać, nie na pierwszej randce. 
Takie niebieskie. Oczy Zandara były tak głębokie, jak morze i ona tonęła w 
nich głębiej i 
głębiej. Nie było nic ponad nią, nic poniżej, czuła, jakby nieustannie, 
delikatnie spadała. 
Szarpnięcie wyrwało Bonnie z oczu Zandara. 
- Przepraszam- powiedziała, kręcąc głowa- To było dziwne. Myślę, że 
przysnęłam na chwilę. 
- Nie martw się tym- powiedział Zandar, ale jego twarz była spięta i dziwna. 
Potem błysnął 
tym ciepłym, czarującym uśmiechem i wstał. 
- Chodź, chcę Ci coś pokazać. 
Bonnie wstała powoli. Czuła się wciąż trochę dziwnie i przycisnęła na chwilę 
rękę do swego 
czoła. 
- Tędy- powiedział Zandar, ciągnąc ją za drugą rękę. Poprowadził ją do rogu 
dachu i wszedł 
na wąski gzyms prowadzący wokół budynku. 
- Zandar- powiedziała Bonnie przerażona- Zejdź! Możesz spaść! 
- Nie spadniemy- powiedział Zandar uśmiechając się do niej- Wejdź tutaj. 
- Oszalałeś?- powiedziała. 
Nigdy nie lubiła wysokości. Pamiętała, jak musiała przekroczyć wysoki, wysoki 
most wraz z 
Damonem i Eleną. Musieli wtedy uratować Stefana, ale nigdy nie byłaby w 
stanie tego zrobić, 
gdyby Damon nie użył swojej mocy i przekonał ją, że jest akrobatką, 
linoskoczkiem, dla 
którego taka wysokość była niczym. Kiedy jego urok przystał działać po 
przejściu mostu, ze 
strachu ogarnęły ją mdłości. 
Mimo wszystko przeszła ten most, nieprawdaż? I obiecała sobie, że będzie 
bardziej pewna 
siebie, silniejsza, od kiedy znalazła się w collegu. 

background image

Spojrzała na Zandara, który się do niej uśmiechał słodko, z niecierpliwością 
wyciągając rękę. 
Chwyciła go za nią i pozwoliła mu pomóc sobie wejść na gzyms. 
- Ach- powiedziała, kiedy już tam była. Poniżej ziemia wirowała, a ona 
oderwała wzrok od 
tego widoku.- Och, Nie, to nie jest dobry pomysł. 
- Zaufaj mi- powiedział i wziął ja za drugą ręką tak, żeby była bezpieczna- Ja 
nie pozwolę Ci 
spaść. 
Bonnie spojrzała w te jego niebieskie oczy ponownie i poczuła się lepiej. Było 
coś szczerego i 
bezpośredniego w jego spojrzeniu. 
- Co powinnam zrobić?- spytała i była dumna, że jej głos nie drżał. 
- Zamknij oczy- powiedział i kiedy to zrobiła dodał: 
- I podnieś prawą nogę z gzymsu. 
- Co?- zapytała Bonnie i prawie otworzyła oczy. 
- Zaufaj mi- powtórzył Zandar i tym razem nie było w jego głosie słychać 

ś

miechu. 

Niepewnie Bonnie podniosła nogę. 
Właśnie wtedy zerwał się wiatr, a Bonnie poczuła, jakby zgarnął ją z gzymsu i 
wyrzucił w 
niebo jak latawiec, który zerwał się ze sznurka. Zacisnęła uścisk na ręce 
Zandara. 
- W porządku- powiedział uspokajająco- To niesamowite, Bonnie, uwierz. Po 
prostu poddaj 
się. Życie nic nie jest warte bez ryzyka. 
Wciągając głęboko powietrze, a następnie powoli je wydychając, Bonnie 
spróbowała się 
zrelaksować. Wiatr rozwiewał jej loki w każdą stronę, gwizdał w uszach, 
szarpał jej ubranie. 
Podniosła nogę. Kiedy się zrelaksowała, poczuła, jakby była delikatnie 
podnoszona w niebo, 
jakby powietrze ją podpierało z każdej strony. To było jak latanie. 
Bonnie zdała sobie sprawę, że śmiała się z czystą radością i otworzyła oczy, 
patrząc prosto w 
oczy Zandara. On też się śmiał i trzymał ją mocno, kiedy ona prawie 
poleciała. Nigdy nie była 
tak świadoma przepływu krwi w swoich żyłach, każdym nerwem czuła 
powietrze wokół 
siebie. Nigdy nie czuła się tak żywa. 

background image

ROZDZIAŁ 10 
Pub do którego poszli Elena i Damon tętnił życiem i był pełen ludzi, ale 
Damon oczywiście 
sprawił, że nie musieli czekać na stolik. Rozłożył się na całej kanapie, po 
jednej stronie ich 
stolika, wyglądając jak arogancki i zrelaksowany wielki kot i słuchał ze 
spokojem tego, co 
mówiła Elena. 
Elena opowiadała mu wesoło, o wszystkim, co do tej pory wydarzyło się w 
kampusie z 
najdrobniejszymi szczegółami, o tym, jak dowiedziała się, że profesor 
Campbell znał 
osobiście jej rodziców, o innych studentach z jej roku, których poznała. 
- Winda była naprawdę zatłoczona i powolna, a moja partnerka z zajęć 
laboratoryjnych stała 
tyłem do przycisków. Jakimś cudem przypadkowo nacisnęła przycisk 
alarmowy i włączyła 
alarm- Elena łyknęła napoju- Nagle jakiś głos pojawił się znikąd: ‘Czy macie 
awarię?’. A ona 
powiedziała: „Nie, to był wypadek”, a głos powiedział: „Co? Nie słyszę Cię.” I 
powtórzyło 
się to kilka razy, w końcu zaczęła krzyczeć; „Wypadek!”. 
Damon przestał stukać palcem w swoją oszronioną szklankę i spojrzał na nią 
przez rzęsy, jego 
usta wykrzywiły się w uśmiechu. 
- Kiedy drzwi się otworzyły, na parterze stało czterech ochroniarzy z apteczką.- 
kończyła 
opowiadać Elena- Nie wiedziałyśmy, co mamy zrobić, więc po prostu 
przeszłyśmy obok nich. 
Kiedy wyszłyśmy z budynku zaczęłyśmy biec. To było żenujące, ale nie 
mogłyśmy przestać 
się śmiać. 
Uśmiech Damona z powściągliwego przekształcił się w szeroki- nie było to 
takie zwykłe 
wygięcie warg, czy jego krótki, błyskotliwy i tajemniczy, pojawiający się i za 
moment 
znikający uśmiech, ale szczery, z całego serca, łącznie z roześmianymi 
oczami. 
- Lubię, kiedy taka jesteś- powiedział nagle. 
- To znaczy jaka?- spytała. 

background image

- Zrelaksowana, jak sądzę. Odkąd się poznaliśmy, byłaś wciąż w trakcie 
jakiegoś kryzysu i 
czy czegoś podobnego. 
Podniósł rękę i odsunął z jej twarzy kosmyk włosów, delikatnie dotykając jej 
policzka. 
Elena, jak przez mgłę zauważyła, że kelner stoi przy stoliku, czeka patrząc na 
nich, a ona 
odparła, dotykając Damona z odrobiną kokieterii. 
- Och, i przypuszczam, że nie miałeś z tym nic wspólnego? 
- Nie powiedziałbym, że jestem jedynym, który był temu winny, nie- Damon 
powiedział 
chłodno, jego uśmiech zbladł. Spojrzał w górę, jego oczy stały się ostre i 
obce. 
- Cześć Stefan. 
Elena zamarła ze zdumienia. To nie był kelner, tylko Stefan. Rzuciła jedno 
spojrzenie na 
niego i skrzywiła się, jej żołądek podskoczył. Jego twarz była jak wyrzeźbiona z 
kamienia. 
Patrzył na ręce Damona, które wciąż wyciągnięte były nad stołem w kierunku 
Eleny. 
- Hej- powiedziała niepewnie- Jak było na ćwiczeniach? 
Stefan spojrzał na nią. 
- Eleno, wszędzie Cię szukałem. Dlaczego nie odbierasz telefonu? 
Wyciągając swój telefon, Elena zobaczyła trzy nieodebrane połączenia i 
wiadomość od 
Stefana. 
- Och, nie, przepraszam.- powiedziała- Nie słyszałam, że dzwoni. 
- Mieliśmy się spotkać- powiedział sztywno Stefan- Poszedłem do Twojego 
pokoju, a Ty po 
prostu zniknęłaś. Eleno, zaginęli ludzie z kampusu. 
Był przerażony, obawiał się, że może jej się stać coś strasznego. Jego oczy 
wciąż pokazywały 
niepokój. Chciała go jakoś pocieszyć. Fakt, że tak szybko straciła swoją moc, 
był trudny do 
zaakceptowania przez Stefana, wiedziała o tym. Uważał, że jej śmiertelność 
czyni ją kruchą 
i bał się , że ją straci. Powinna była pomyśleć, żeby zostawić mu więcej 
wiadomości, niż ten 
szybki sms, mówiący, że wróci wkrótce. 
Zanim zdążyła go dotknąć, Stefan skierował swoje spojrzenie na Damona. 

background image

- Co się dzieje?- spytał brata, jego głos był pełen frustracji- To dlatego 
przyjechałeś z nami do 
College? Żeby zdobyć Elenę? 
Zbolały wyraz twarzy Damona był tylko subtelnym cieniem i zniknął tak 
szybko, że Elena nie 
była całkiem pewna, czy rzeczywiście to widziała. Jego rysy przybrały wyraz 
lekkiej pogardy, 
a Elena zesztywniała. Porozumienie między braćmi było tak kruche- wiedziała 
to- a ona 
jeszcze pozwoliła Damonowi flirtować ze sobą. Była taka głupia. 
- Ktoś musi ją chronić, Stefanie- przeciągnął się Damon- A Ty byłeś zbyt zajęty 
udawaniem 
człowieka, prawda? Swoimi ćwiczeniami- uniósł brwi pogardliwie- Jestem 
zaskoczony, że 
już nawet nie zauważasz, że coś się dzieje na terenie kampusu. Czy wolałbyś 
zostawić Elenę 
samą i zagrożoną, niż to, żeby ona spędziła czas ze mną? 
Wokół ust Stefana utworzyły się napięte linie. 
- Mówisz, że nie masz żadnych ukrytych zamiarów?- spytał. 
Damon machnął ręką lekceważąco. 
- Wiesz, co czuję do Eleny. Elena wie, co czuję do niej. Nawet ten zakochany 
w sporcie Mutt 
wie, jak się mają rzeczy między nami. Ale problemem nie jestem ja, braciszku, 
tylko Ty i 
Twoja zazdrość. Twoje mrzonki, że będziesz „zwykłym człowiekiem”- Damon 
wykonał 
cudzysłów palcami- i chęć ciągłego opiekowania się Eleną, która jest 
zwyczajnym 
człowiekiem. Chcesz mieć swoje ciastko i jednocześnie zjeść ciastko. Nie 
zrobiłem nic złego. 
Elena nie przyszłaby tu za mną, gdyby tego nie chciała. 
Elena skrzywiła się ponownie. Czy tak będzie zawsze? Czy każde drobne 
wykroczenie z jej 
strony będzie powodowało, że Damon i Stefan będą się sobie rzucali do 
gardeł? 
-Stefan… Damon- prosiła, ale zignorowali ją. 
Wpatrywali się w siebie nawzajem. Stefan podszedł bliżej, zaciskając pięści, a 
Damon 
zacisnął szczęki, prowokując Stefana, żeby wykonał ruch. Po raz pierwszy 
Elena zobaczyła 
podobieństwo między nimi. 

background image

- Nie mogę tego zrobić- powiedziała. Jej głos brzmiał niedosłyszalnie w jej 
uszach, ale obaj 
bracia Salvatore usłyszeli ja i odwrócili głowy w jej stronę z nadludzka 
prędkością. 
- Nie mogę tego zrobić- powtórzyła głośniej i bardziej zdecydowanie tym 
razem- Nie mogę 
być Katharine. 
Damon skrzywił się. 
- Katharine? Uwierz mi, kochanie, nikt tutaj nie chce, żebyś była Katharine. 
Twarz Stefana zmiękła i powiedział: 
- Eleno, kochanie…- Elena przerwała mu. 
- Słuchajcie mnie- otarła oczy- Zachowywałam się tak, jakbym obchodziła się 
z zepsutym 
jajkiem, starając się, żeby to, co jest między naszą trójka, nas nie rozdzieliło. 
Jeśli jest coś 
dobrego, co wynikło z tego wszystkiego, co się do tej pory wydarzyło, to to, 

ż

odnaleźliście się w końcu, zaczęliście znów tak naprawdę być braćmi. Nie 
mogę- wziąwszy 
głęboki oddech próbowała znaleźć sensowny, rzeczowy głos gdzieś 
wewnątrz siebie. 
- Myślę, że powinniśmy zrobić sobie przerwę- powiedziała stanowczo. 
- Stefanie, tak bardzo Cię kocham. Jesteś moją bratnią duszą. Wiesz o tym- 
spojrzała na niego 
błagalnie, cicho błagając go o zrozumienie. 
Potem jej oczy skierowały się obok niego, na Damona, który patrzył na nią ze 
zmarszczonymi 
brwiami. 
- A Damon, jesteś teraz częścią mnie. Ja…czuję do ciebie… 
Spojrzała na nich po kolei, ściskając ich ręce. 
- Nie mogę stracić żadnego z Was. Ale muszę się dowiedzieć, kim jestem 
teraz, po 
wszystkim co się stało, i muszę to zrobić bez obawy o to, że zniszczy to relacje 
między 
Wami. I Wy także powinniście się dowiedzieć, jak możecie być przyjaciółmi 
nawet, jeśli 
będę obecna w życiu Was obu. 
Damon warknął sceptycznie, ale Elena mówiła dalej. 
- Zrozumiem- przełknęła ślinę- jeśli nie będziecie na mnie czekać. Ale zawsze, 
zawsze będę 

background image

Was kochać. Was obu. W inny sposób. Ale teraz, nie mogę być z Tobą. Ani z 
Tobą- była 
rozdarta, a jej ręce drżały kiedy ocierała oczy. 
Damon pochylił się nad stołem, a mały wykręcony uśmiech pojawił mu się na 
ustach. 
- Eleno, chcesz po prostu rzucić nas obu? 
Łzy obeschły jej natychmiast. 
- Damon, nigdy z tobą nie byłam na randce- powiedziała ze złością. 
- Wiem- odpowiedział i wzruszył ramionami- Ale nie zmienia to faktu, że 
zostałem 
porzucony- spojrzał na Stefana, a potem szybko zamknął się w sobie. 
Stefan spojrzał zdruzgotany. Przez chwilę jego twarz była tak ponura, że nie 
trudno było 
uwierzyć, że ma ponad pięćset lat. 
- Cokolwiek chcesz, Eleno- powiedział. Zaczął wyciągać swoją rękę do niej, 
ale po chwili 
zabrał ją z powrotem- Nie ważne, co się wydarzy, zawsze będę Cię kochał. 
Moje uczucia się 
nie zmienią. Będę czekał tyle czasu, ile tylko potrzebujesz. 
- Dobrze- powiedziała Elena. Wstała chwiejnym krokiem, Czuła się, jakby 
miała być chora. 
Jakaś część jej chciała przyciągnąć do siebie Stefana i pocałować go, zanim 
odejdzie z tym 
złamanym wyrazem twarzy. Ale Damon obserwował ją swoją nieprzeniknioną 
twarzą i 
dotykając któregokolwiek z nich poczułaby się…źle. 
- Muszę chwilę pobyć sama- powiedziała im. 
Kiedy indziej, wiedziała to, obaj sprzeciwialiby się pomysłowi, żeby sama 
spacerowała po 
kampusie. Spieraliby się, poszli za nią, gdyby nie chciała iść z nimi- robiliby 
wszystko, żeby 
była bezpieczna pod ich opieką. 
Teraz jednak, Stefan odsunął się na bok, aby pozwolić jej wyjść zza stolika, z 
pochyloną 
głową. Damon siedział nieruchomo i patrzył jak odchodzi, z przesłoniętymi 
oczami. 
Elena nie obejrzała się na nich, kiedy podeszła do drzwi. Jej ręce drżały, a 
oczy po raz kolejny 
były pełne łez. Ale czuła się też tak, jakby przed chwilą niosła coś bardzo 
ciężkiego i 
ostatecznie udało jej się to odłożyć. 

background image

To najlepszy wybór jakiego dokonałam w ciągu długiego, długiego czasu, 
pomyślała. 
Drogi pamiętniku, 
Wciąż pamiętam wyraz twarzy Stefana, kiedy powiedziałam mu, że 
potrzebuję przestrzeni i 
moje serce krwawi. To tak, jakbym nie mogła oddychać. 
Nigdy nie chciałam skrzywdzić Stefana. Nigdy. Jak bym mogła? Jesteśmy 
tacy bliscy sobie, 
tak pochłonięci sobą, że jest on, jak kawałek mojej duszy- bez niego, nie 
jestem kompletna. 
Ale… 
Kocham także Damona. To mój przyjaciel- moje ciemne odbicie- mądry, 
spiskujący, to też 
ktoś, kto zrobi wszystko, aby zdobyć to, co chce, ale ma w sobie głęboką 

ż

yczliwość, którą nie 

wszyscy widzą. Nie wyobrażam sobie życia bez Damona. 
Stefan chce trzymać mnie tak mocno. 
On troszczy się o swego brata- naprawdę- i Damon także dba o niego, a 
mając mnie między 
sobą, mogą to wszystko stracić. Cała nasza trójka trzymała się razem podczas 
wszelkich 
kłopotów, kiedy mieliśmy do czynienia z niedawną moją śmiercią i 
odrodzeniem, atakiem 
Klausa, powrotem Damona z objęć śmierci, atakiem Upiora- każdy ruch, jaki 
zrobiliśmy, 
każda myśl, jaką mieliśmy, było ściśle powiązane z nimi. Nie może być tak 
dalej. 
Wiem, ze słusznie postąpiłam. Beze mnie między nimi, staną się znów braćmi. 
I w końcu mogę uporządkować moje poplątane relacje z nimi, nie martwiąc 
się, że każdy 
ruch, jaki zrobię, może rozerwać tą wątłą więź między nimi. 
To jest dobra decyzja. Ale nadal się czuję, jakbym umierała powolną 

ś

miercią. 

Jak przeżyję bez Stefana? Wszystko co mogę zrobić, to starać się być silna. 
Nie mogę po 
prostu się poddać przez ten czas. I w końcu, wszystko będzie cudownie. Musi 
być. 

ROZDZIAŁ 11 
- Kawy, moja droga?- zapytał profesor Campbell. „James”, przypomniała 
sobie Elena. 

background image

Na jej skinienie, okręcił się na stopach i zakrzątał się przy maleńkim ekspresie, 
umiejscowionym na stosie papierów. Przyniósł jej filiżankę kawy, ze śmietanką i 
cukrem i 
siadł szczęśliwy na swoim krześle, wpatrując się w nią przez swoje zasypane 
biurko z 
niewinną przyjemnością. 
- Myślę, że mam kilka ciasteczek- zaproponował- Nie domowej roboty, ale są 
dość smaczne. 
Nie? 
Elena pokręciła grzecznie głową i popijała kawę. 
- Jest bardzo dobra- powiedziała się i uśmiechnęła się do niego. 
To było kilka dni po tym, jak powiedziała Stefanowi i Damonowi, że 
potrzebuje zrobić sobie 
od nich przerwę. 
Po sesji szlochania z Bonnie i Meredith, robiła wszystko, żeby żyć normalnie- 
chodziła do 
szkoły, jadała lunch z przyjaciółmi, przybrała maskę dzielności. Częścią tej 
normalności była 
spotkanie z Jamesem w jego biurze, gdzie mogła dowiedzieć się więcej o 
swoich rodzicach. 
Mimo, że było to niewielkie pocieszenie, dawało jej jakąś pociechę. 
- Mój Boże!- zawołał James- Masz twarz Elizabeth, a wtedy, kiedy się 
uśmiechasz, masz taki 
sam dołeczek w policzku, jak Thomas. Dokładnie, jak on- po tej samej stronie. 
To dodawało 
mu łobuzerskiego uroku. 
Elena zastanawiała się, czy ma podziękować Jamesowi. W pewien sposób 
prawił jej 
komplementy, ale te komplementy były tak naprawdę skierowane pod 
adresem jej rodziców i 
trochę zrozumiałe było być za nie wdzięcznym. Powiedziała pewnie: 
- Cieszę się, że myślisz, że wyglądał jak moi rodzice. Pamiętam, że myślałam, 
gdy byłam 
mała, że byli bardzo eleganccy- wzruszyła ramionami- Myślę, że wszystkie 
małe dzieci 
uważają, że ich rodzice są piękni. 
- Cóż, Twoja matka na pewno była- powiedział James- Ale to nie jest tylko 
Twój wygląd. 
Twój głos brzmi jak jej, a Twoje komentarze prowadzone w klasie w tym 
tygodniu 

background image

przypomniały mi Twojego ojca, on powiedziałby dokładnie to samo, co Ty. 
Był bardzo 
spostrzegawczy. 
Zagłębił się w szufladach biurka i odrobinę pogrzebał, po czym wyciągnął 
puszkę ciasteczek 
maślanych. 
- Na pewno nie masz ochoty? Ach, dobrze. 
Wybrał jedno dla siebie i ugryzł. 
- Tak, jak mówiłem, Elizabeth była bardzo piękna. I nie nazwałby Thomas 
piękny, ale miał 
urok. Może dlatego udało mu się w końcu zdobyć serce Elizabeth. 
- O- Elena mieszała swoją kawę z roztargnieniem- Spotykała się wtedy z 
innymi facetami? 
To było śmieszne, ale nie potrafiła myśleć inaczej, niż że jej rodzice zawsze byli 
razem. 
James się zaśmiał. 
- Była łamaczką serc, wyobraź sobie, moja droga. 
Nieszczęśliwie Elena pomyślała o miękkich, zlęknionych, zielonych oczach 
Stefana. Ona 
nigdy nie chciała go zranić. I o Macie, z którym umawiała się w liceum, a 
który tak spokojnie 
ją sobie odpuścił. On się nie podkochiwał, on był w nie naprawdę 
zakochany, jak nikt inny 
przedtem. Łamaczka serc, tak. James obserwował ją jasnymi, ciekawskimi 
oczami. 
- Nieszczęśliwa łamaczka serc, tak?- powiedział cicho. 
Elena spojrzała na niego ze zdziwieniem, a on postawił filiżankę kawy z 
delikatnym 
brzękiem. Wyprostował się. 
- Elizabeth Morrow- powiedział rześkim, rzeczowym głosem- była na 
pierwszym roku, kiedy 
ją poznałem. Zawsze tworzyła różne rzeczy, szczególnie niesamowite 
kostiumy, które 
projektowała dla działu teatralnego. Twój ojciec i ja byliśmy studentami 
drugiego roku w tym 
czasie- byliśmy w tym samym bractwie i byliśmy też najlepszymi przyjaciółmi- i 
on nie 
przestawał mówić o tej niezwykłej dziewczynie. Któregoś razu poznałem ją, 
mnie również 
oczarowała. 
Uśmiechnął się. 

background image

- Thomas i ja, każdy z nas, miał w sobie coś specjalnego: byłem 
utalentowanym naukowcem, 
a Thomas mógł mówić z kimkolwiek o czymkolwiek. Ale obaj byliśmy 
kulturalnymi 
barbarzyńcami. Elizabeth nauczyła nas wszystkiego o sztuce, o teatrze, o 

ś

wiecie spoza 

małych miast południa, gdzie wyrośliśmy. 
James jadł kolejne ciastko, z roztargnieniem zlizując cukier ze swoich palców, 
po czym 
westchnął głęboko. 
- Myślałem, że będziemy przyjaciółmi na zawsze- powiedział- Ale w końcu 
nasze drogi się 
rozeszły. 
- Dlaczego- zapytała Elena- Czy coś się stało? 
Jego jasne oczy unikały jej wzroku. 
- Oczywiście, że nie- powiedział lekceważąco- Po prostu życie, jak sądzę. Ale, 
gdy idę przez 
korytarz na trzecim piętrze, nie mogę przestać patrzeć na nasze zdjęcie. 
Nieświadomie uśmiechnął się do siebie, klepiąc swój żołądek. 
- Głównie przez próżność, jak sądzę. Łatwiej jest dostrzegać na nim swoje 
młode ja, niż 
widzieć w lustrze tłustego staruszka. 
- Co Ty mówisz?- Elena zapytała zdezorientowana- Korytarz na trzecim 
piętrze? 
Usta Jamesa ułożyły się w okrągłe O zaskoczenia. 
- Oczywiście, jeszcze nie znasz wszystkich tradycji college. Długi korytarz na 
trzecim piętrze 
tego budynku obwieszony jest zdjęciami z różnych okresów historii Dalcrest- w 
tym, ładnym 
zdjęciem Twoich rodziców. 
- Muszę to sprawdzić- Elena powiedziała, czując się trochę podekscytowana. 
Nie widziała zbyt wielu zdjęć rodziców sprzed czasów, kiedy byli 
małżeństwem. 
W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi i po chwili zajrzała mała 
dziewczyna w 
okularach. 
- Och, przepraszam- powiedziała i zaczęła się wycofywać. 
- Nie, nie, moja droga- powiedział jowialnie. 
- Elena i ja po prostu rozmawiamy starych znajomych. Musimy poważnie 
porozmawiać o 

background image

Twojej pracy najszybciej, jak to możliwe. Wejdź, wejdź- posłał Elenie mały 
ukłon- Eleno, 
musimy odłożyć tą rozmowę na później. 
- Oczywiście- powiedziała Elena i wstała, potrząsając podaną przez Jamesa 
ręką. 
- Mówiąc o starych znajomych- powiedział od niechcenia, aż się do niego 
odwróciła- 
Spotkałem Twoją znajomą, Dr Celię Cnnor, tuż przed początkiem semestru. 
Wspominała, że 
przebędziesz tutaj. 
Elena spojrzała na niego pytająco. Poznał Celię? Obrazy wypełniły umysł 
Eleny: Celia w 
ramionach Stefana, poruszała się szybciej, niż jakikolwiek człowiek, kiedy 
desperacko 
ratował jej życie; Celia odpierająca Upiora w pomieszczeniu pełnym 
płomieni. Ile James wie? 
Co Celia mu powiedziała? 
James uśmiechnął się do niej dobrotliwie. 
- Ale porozmawiamy później- powiedział. 
Elena skinęła głową i skierowała się do wyjścia, a jej umysł galopował. 
Dziewczyna, która 
czekała, otworzyła jej drzwi. 
Na korytarzu, Elena oparła się o ścianę i zaczęla się zastanawiać. Czy Celia 
powiedziała 
Jamesowi o Stefanie i Damonie, że są wampirami, a nic o Elenie? 
Prawdopodobnie nie. Celia 
stała się przyjacielem pod koniec ich walki z fantomem. Musiała zatrzymać 
swoje tajemnice. 
Dodatkowo, Celia była bardzo bystrym naukowcem. Ona nie powiedziałaby, 

ż

e poznała 

wampiry, swoim kolegom, którzy uznaliby ją za szaloną. 
Elena otrząsnął myśli i niepokój, który poczuła pod koniec jej rozmowy z 
Jamesem. Wspięła 
się po schodach na trzecie piętro, by sprawdzić, czy mogła znaleźć to, o 
czym mówił James. 
Okazało się , ze znaleźć "korytarz na trzecim piętrze", to nie żaden problem. 
Podczas, gdy na 
drugim piętrze był labirynt połączonych korytarzy i biura wydziału łączone 
jeden z drugim, to 
kiedy wyszła z klatki schodowej na trzecim piętrze odkryła bardzo długi hol, 
który biegł od 

background image

jednego końca budynku do drugiego. 
W przeciwieństwie do jazgotu na drugim piętrze, trzecie wydawało się 
opuszczone, ciche i 
ciemne. Zamknięte drzwi znajdowały się w regularnych odstępach wzdłuż 
korytarza. Elena 
zajrzawszy przez szybę w drzwiach do jednego z pokoi, zobaczyła, że jest on 
pusty. 
Wszędzie na ścianach do samego dołu, między drzwiami, wisiały fotografie. 
Blisko klatki 
schodowej, gdzie zaczęła szukać, ludzie wyglądali, jakby byli z przełomu 
wieków; młodzi 
mężczyźni zaczesani na bok i w kombinezonach uśmiechali się sztywno; 
dziewczyny w 
bluzkach zapiętych po samą szyję i długich spódnicach z włosami 
zaczesanymi na górze 
głowy. W jednym z rzędów dziewczyny niosące girlandy kwiatów na jakąś 
zapomnianą 
okazję. Były zdjęcia wyścigów łodzi i pikniki, pary przebrane za tancerzy, 
zdjęcia grupowe. 
Na jednym zdjęciu uwieczniony był rzut pewnego studenta- może z 1920 lub 
30 roku XX 
wieku, dziewczyny z gontowym cięciem klap, chłopaki w zabawnych butach- 

ś

miejący się 

wesoło na scenie, z otwartymi ustami i rękami w powietrzu. Nieco dalej, grupa 
młodych 
mężczyzn w mundurach wojskowych patrzyła na nią poważnie z zaciśniętymi 
szczękami, 
zdeterminowanymi oczami. 
Im dalej przesuwała się w głąb korytarza, tym bardziej widoczne były zmiany-
zdjęcia 
zmieniały się z czarno- białych na kolorowe; ubrania stawały się mniej 
formalne; fryzury 
rosły dłuższe lub krótsze; od bałaganu po elegancję. 
Mimo, że większość ludzi na zdjęciach wyglądało na szczęśliwych, coś w nich 
wywoływało 
w Elenie smutek. Może to była świadomość tego, jak szybko mija czas: 
wszyscy oni byli w 
wieku Eleny, byli jak ona studentami z ich własnymi lękami i radościami i 
złamanymi 
sercami, a teraz albo są starymi ludźmi, albo już nie żyją. Pomyślała szybko o 
butelce 

background image

schowanej głęboko w szafie jej domu, zawierającej wodę wiecznego życia, 
którą ukradła 
Strażnikom. Czy to była odpowiedź? Odrzuciła tę myśl. To nie była żadna 
odpowiedźwiedziała 
to- postanowiła nie myśleć teraz o butelce, nie podejmować żadnej decyzji, 
nie 
teraz. Miała jeszcze czas, miała większą możliwość do normalnego życia, 
zanim zacznie 
sobie zadawać takie pytania. 
Zdjęcie, o którym mówił James było umieszczone w głębi korytarza. Na nim jej 
ojciec i 
James siedzieli na trawie pod drzewem na dziedzińcu. Jej rodzice byli 
pochyleni ku sobie 
zatopieni w rozmowie, a James- w znacznie szczuplejszej wersji z twarzą nie do 
poznania, z 
rzadką brodą- siedział z tyłu i przyglądał im się z twarzą ostrą i rozbawioną. 
Jej matka wyglądała niesamowicie młodo, jej twarz była miękka, oczy 
szerokie, uśmiech 
duży i jasny, ale była dokładnie taka, jaką ją Elena pamiętała. 
Elena poczuła w sercu ból, ale też szczęście na jej widok. Jej ojciec był 
bardziej niezdarny, 
niż wybitny tata jakiego znała- i ta jego pastelowa wzorzysta koszula była 
katastrofą - ale tak 
wyglądała ówczesna moda. To sprawiło, że Elena się uśmiechnęła. 
Zauważyła jakąś odznakę na jego tragicznej patelowej koszuli. Początkowo 
pomyślała, że to 
jakiś cień, ale pochylając się do przodu, zauważyła że to była mała, 
ciemnoniebieska litera V. 
Przyglądając się uważnie dalej, zauważyła, że jej matka i James mieli takie 
same odznaki, 
matka przysłoniętą przez opadające długie złote loki. 
Dziwne. Przejechała powoli palcem po szkle na zdjęciu, dotykając tych liter V 
po kolei. 
Powinna zapytać Jamesa o te znaczki. Czy on przypadkiem nie wspominał, 

ż

e on i jej ojciec 

należeli do jakiegoś bractwa? Może to ma z tym coś wspólnego. 
Coś w jej umyśle zakołatało. Czy nie widziała gdzie takiej samej odznaki? Ale 
nie mogła 
sobie przypomnieć gdzie, więc tylko wzruszyła ramionami. Cokolwiek to było, 
to nie 

background image

wiedziała tego o swoich rodzicach, to był inny aspekt ich życia, który mogła 
poznać tutaj. Nie 
mogła się doczekać, kiedy dowie się więcej. 

ROZDZIAŁ 12 
- Niezła forma- powiedział Christopher, zatrzymując się obok Matta, kiedy 
znaleźli się w 
szatni. 
- Masz niezłe ruchy, człowieku. 
- Dzięki- powiedział Matt, spoglądając na swoje buty, które zakładał. 
- Nieźle sobie poradziłeś. 
O Christopherze można było powiedzieć, że był solidnym zawodnikiem, 
facetem, który 
dobrze odwalał swoją robotę i skupiał się na tym, co robił, starał się 
pomagać reszcie zespołu. 
Był też świetnym współlokatorem, wspaniałomyślnym i wyluzowanym. Nawet 
nie chrapał. 
- Może odpuścimy sobie dziś stołówkę i zamówimy pizzę?- zapytał 
Christopher- Czuję, że to 
będzie moja noc i pokonam Cię w Gitar Hero. 
Matt roześmiał się. Od kilku tygodni mieszkali razem i Matt z Christopherem 
przebrnęli przez 
wszystkie gry, jakie Christopher przywiózł ze sobą do szkoły. 
- Dobra. Widzimy się w pokoju. 
Christopher klepnął go po plecach, uśmiechając się szeroko. 
Po odejściu Christophera, Matt powoli zbierał swoje rzeczy, pozwalając innym 
facetom 
wyjść z szatni przed nim. Czuł, ze po powrocie do akademika, chciałby 
pobyć trochę sam. 
Była tam paczka fajnych facetów, ale czuł się obolały i zmęczony. Przedtem, 
kiedy tyle nie 
trenował i nie udzielał się w bractwie Vitale, jego ciało nie pracowało tak 
ciężko. 
To było dobre. 
Czuł się dobrze. Nawet najgłupsze z działań Vitale- a niektóre z nich były dość 
głupie: jednej 
nocy musieli ,na przykład, w zespołach budować domy z gazety- były 
rodzajem zabawy i 
dawały możliwość poznania niesamowitych ludzi. Ethan miał rację. Rekruci 
byli inteligentni, 

background image

zdeterminowani, utalentowani, wszystko, czego można oczekiwać. A on był 
jednym z nich. 
Jego zajęcia też były interesujące. W szkole średniej dostawał w miarę dobre 
stopnie, ale robił 
to głównie po to, żeby zdać do następnej klasy. Obrona, cywilna, geometria, 
chemia, 
wszystkie te przedmioty były, jakby wkomponowane w tło jego życia łącznie z 
przyjaciółmi i 
sportem. Część tego, co robił w Dalcrest też takie było, ale w większości 
swoich zajęć 
zaczynał widzieć powiązanie. Rozumiał już, że historia, język, nauka i literatura 
były 
właściwie częścią jedności- pokazywały, w jaki sposób ludzie myśleli i jak 
opowiadali 
historie- i to było bardzo interesujące. Możliwe, pomyślał Matt z uśmiechem 
autoironii, że w 
college „rozkwita”, tak jak jego doradca w liceum przepowiedział. 
Nie było jeszcze zupełnie ciemno, ale robiło się późno. Matt przyspieszył, 
myśląc o pizzy. 
Nie było zbyt wielu ludzi włóczących się po terenie kampusu. Matt domyślił 
się, że byli albo 
w kawiarni, albo zaszyli się w swoich pokojach. Nie martwił się. Wiedział, że 
bardziej jest 
narażony na ryzyko, będąc graczem footballu. 
Zerwał się wiatr, machając gałęziami drzew na dziedzińcu i unosząc zapach 
trawy. Wciąż 
pachniało latem. W krzakach, kilka świetlików mrugało świecąc i gasnąc. 
Rozprostował 
plecy, ciesząc się rozciąganiem po długim treningu. 
Nagle ktoś krzyknął. „Facet”, pomyślał Matt. Krzyk urwał się nagle. Zanim 
zdążył nawet 
pomyśleć, Matt biegł już w kierunku tego dźwięku. Jego serce waliło, a on 
próbował zmusić 
jego zmęczone nogi, żeby poruszały się szybciej. „To był dźwięk czystej 
paniki”, pomyślał 
Matt. Wytężył słuch, ale nie usłyszał niczego, poza własnym urywanym 
oddechem. Kiedy 
szedł dookoła budynku gospodarczego, ciemna postać pochylała się nad 
czymś w trawie, po 
czym wystartowała, a jej długie nogi prawie leciały. Ten ktoś poruszał się 
szybko, a jego 

background image

twarz ukryta była pod kapturem. Matt nie mógł nawet zobaczyć, czy to 
facet, czy dziewczyna. 
Zerwał się do pogoni za tajemniczą postacią w czerni, ale nagle zatrzymał go 
jakiś kształt w 
trawie. 
Nie tylko kształt. Przez chwilę umysł Matta nie mógł pojąć tego, co widzi. 
Czerwono-złoty 
sweter drużyny footballowej. Mokry, gęsty płyn spływał po nim. Znajoma 
twarz. 
Teraz wszystko do niego dotarło. Upadł na kolana. 
- Christopher, och nie, Christopher! 
Krew była wszędzie. Matt gorączkowo sprawdzał klatkę piersiową 
Christophera,, próbując 
dowiedzieć się, w którym miejscu musi ucisnąć, żeby zatrzymać krwawienie. 
Wszędzie, 
wszędzie, krwawił zewsząd. Całe ciało Krzysztofa trzęsło się, a Matt uciskał 
rękami 
zakrwawiony footballowi sweter, starając się utrzymać Christophera przy 

ż

yciu. 

Ś

wieża krew płynęła grubymi, szkarłatnymi strumieniami przez jasnoczerwony 

materiał 
swetra. 
- Christopher, człowieku, trzymaj się, będzie dobrze. Nic Ci nie będzie- 
powiedział Matt 
i wyciągnął telefon, aby wybrać 911. 
Jego ręce były pokryte krwią, a telefon był oślizgły, kiedy trzymał go przy 
uchu. 
- Proszę- powiedział, a jego głos drżał- Jestem przy college Dalcrest , w 
pobliżu budynku 
gospodarczego. Mój współlokator, ktoś zaatakował mojego współlokatora. 
On bardzo 
krwawi. Jest nieprzytomny. 
Operator numeru alarmowego zaczął zadawać mu pytania i Matt starał się 
skupić. Nagle 
Christopher otworzył oczy, biorąc głęboki oddech. 
- Christopher- powiedział Matt, rzucając swój telefon- Chris, wysyłają karetkę, 
trzymaj się. 
Christopher zaczął się jeszcze bardziej trząść, jego ręce i nogi wibrowały w 
szybkim rytmie. 
Jego oczy zatrzymały się na twarzy Matta, a usta otworzyły. 
- Chris- powiedział Matt, starając się utrzymać go, starając się być delikatnym. 

background image

- Kto to zrobił? Kto Cię zaatakował? 
Christopher znów zaczął dyszeć, wydając chrapliwy dźwięk. Potrząsanie się 
skończyło, 
a Christopher był bardzo spokojny. Jego powieki osunęły się. 
- Chris, proszę, trzymaj się- błagał Matt- Oni jadą. Pomogą Ci. 
Złapał go, potrząsnął nim delikatnie, ale Christopher nie ruszał się, nie 
oddychał. 
W oddali zawyły syreny, ale Matt już wiedział, że pogotowie przyjechało za 
późno. 

ROZDZIAŁ 13 
Bonnie przyciskała bananowo- orzechową mufinkę do piersi, jakby to miała 
być jakaś święta 
ofiara. Po prostu nie mogła się przemóc, żeby zapukać do drzwi Matta. 
Zamiast tego zwróciła 
swoje duże, błagające, brązowe oczy na Meredith i Elenę. 
- Och, Bonnie- Meredith wymamrotała, przykładając bułki i karton z sokiem 
pomarańczowym do jednej ręki i zastukała głośno do drzwi. 
- Nie wiem, co powiedzieć- odszepnęła udręczona Bonnie. 
Wtedy otworzyły się drzwi i pojawił się w nich Matt- blady, z czerwonymi 
oczami. Wydawał 
się jakiś mniejszy i bardziej zgarbiony niż zwykle. Bonnie nigdy go takim nie 
widziała. 
Zdjęta litością zapomniała o swoim rozterkach i objęła go swymi ramionami, 
puszczając przy 
tym mufinkę. 
- Tak mi przykro- zakrztusiła się, łzy spływały jej po twarzy. 
Matt trzymał się jej mocno, pochylając się i chowając swoją głowę w jej 
ramionach. 
- Już dobrze- powiedziała w końcu rozpaczliwie, głaszcząc go po głowie- To 
znaczy, nie, to 
nie ... oczywiście nie jest ... ale kochamy cię, jesteśmy tutaj. 
- Nie mogłem mu pomóc- powiedział Matt tępo, z twarzą wciąż wciśniętą w 
ramię Bonnie- 
Robiłem, co w mojej mocy, ale on i tak umarł. 
Elena i Meredith dołączyły do nich, obejmując Matta swoimi ramionami z 
każdej strony. 
- Wiemy- Elena powiedziała, pocierając jego plecy. 
Matt wydostał się z ich ramion i wskazał cały pokój. 
- Wszystkie te rzeczy są jego- powiedział- Jego rodzice nie są jeszcze gotowi, 

ż

eby zabrać te 

background image

wszystkie rzeczy, tak powiedział policjant. Dobija mnie to, że wszystko to jest 
tutaj, kiedy 
jego już nie ma. Myślałem o tym, żeby spakować go za jego rodziców, ale 
możliwe, że 
policja będzie chciała przyjrzeć jego rzeczy. 
Bonnie wzdrygnęła się na myśl o tym, co rodzice Christophera muszą 
przechodzić. 
- Masz coś do jedzenia- powiedziała Meredith- Założę się, że nie miałeś nic w 
ustach od 
wieków. Może dzięki temu poczujesz się lepiej. 
Wszystkie trzy dziewczyny krzątały się po pokoju, ustawiając śniadanie 
przyniesione dla 
Matta, potem przekonywały go, żeby cokolwiek zjadł. 
Wypił trochę soku i zabrał się za bułkę z opuszczoną głową. 
- Spędziłem na posterunku całą noc- powiedział- Musiałem w kółko 
powtarzać, co się stało. 
- A co się stało?- zapytała niepewnie Bonnie. 
Matt westchnął. 
- Sam chciałbym wiedzieć. Po prostu widziałem kogoś ubranego na czarno, 
kto uciekał od 
Christophera. Chciałem go ścigać, ale Chris potrzebował mojej pomocy. A 
potem umarł. 
Próbowałem, ale nie mogłem nic zrobić- zmarszczył czoło, marszcząc brwi. 
- Ale najdziwniejsze jest to- powiedział powoli- że choć widziałem jak ktoś 
ucieka, policja 
powiedziała, że Christopher został zaatakowany przez jakieś zwierzę. On był… 
bardzo 
poharatany. 
Elena i Meredith wymieniły alarmujące spojrzenie. 
- Wampir?- powiedziała Meredith- A może wilkołak? 
- Zastanawiałem się nad tym- Matt przyznał- To ma sens. 
Nawet nie zauważył, kiedy skończył jeść bułkę i Elena skorzystała z jego 
nieuwagi, aby 
wsunąć część owoców na jego talerz. 
Bonnie objęła się ręką. 
- Dlaczego?- zapytała- Dlaczego jest tak, że gdziekolwiek pójdziemy, dziwne, 
straszne rzeczy 
dzieją wokół nas? Myślałam, że kiedy wyjechaliśmy z Fell’s Chuch wszystko 
będzie inaczej. 
Nikt nie polemizował z nią. Przez chwilę siedzieli w ciszy i Bonnie poczuła się, 
jakby zebrali 

background image

się razem po to, żeby chronić się przed czymś zimnym i strasznym. 
Wreszcie, Meredith sięgnęła po pomarańczę i zaczęła ją kroić na talerzu 
Matta. 
- Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, to zbadać tą sprawę i próbować 
dowiedzieć się, czy 
te ataki i zaginięcia są nadprzyrodzone- żuła w zamyśleniu- Nienawidzę tego 
mówić, ale 
powinniśmy włączyć Damona do tej sprawy. Jest dobry w tego typu 
rzeczach. I Stefan też 
powinien wiedzieć, co się dzieje- spojrzała na Elenę, jej głos złagodniał- 
Porozmawiam z 
nimi, okay, Eleno? 
Elena wzruszył ramionami. Bonnie mogłaby powiedzieć, ze starała się ukryć 
uczucia, ale jej 
usta drżały. 
- Oczywiście- powiedziała po chwili- Jestem pewna, że oni obaj sprawdzą to 
tak, czy inaczej. 
Wiesz jacy są przewrażliwieni. 
- Nie bez powodu- powiedziała Meredith sucho. 
Oczy Matta były mokre. 
- Cokolwiek się zdarzy, przyrzeknijcie mi coś- powiedział- Proszę , bądźcie 
ostrożne… Nie 
mogę- nie straćmy nikogo więcej, okay? 
Bonnie przysunęła się bliżej niego, kładąc swoją dłoń na jego dłoni. Meredith 
sięgnęła i 
położyła swoją dłoń na obu ich, a Elena dołączyła do nich, kładąc swoją na 
samej górze 
„stosu”. 
- Będziemy dbać o siebie nawzajem- powiedziała Elena. 
- Ślubowanie- powiedziała Bonnie próbując się uśmiechnąć- Będziemy 
zawsze uważać na 
siebie nawzajem. Będziemy upewniać się, że każdy jest bezpieczny. 
W chwili, kiedy szeptali zgodnie obietnicę, była pewna, że tak właśnie będzie. 
Meredith obróciła się i zrobiła krok do przodu, kołysząc swoim kijem do 
przodu, żeby 
uderzyć w zabezpieczone ochraniaczami kolana Samanthy. 
Samantha uniknęła ciosu, a następnie dźgnęła własnym kijem w kierunku 
głowy Meredith. 
Meredith zablokowała cios, potem trafiła kijem w klatkę piersiową Samanthy. 
Samantha 
zatoczyła się do tyłu i straciła grunt pod nogami. 

background image

- Wow", powiedziała, pocierając obojczyk i patrząc na Meredith z mieszaniną 
niechęci i 
uznania. 
- To boli, nawet z wyściółką. Nigdy wcześniej nie trenowałam z kimś tak silnym. 
- Och, cóż- powiedziała Meredith skromnie, czując niedorzeczne 
zadowolenie- Ja dużo 

ć

wiczę. 

- Aha- powiedziala Samantha, spoglądając na nią- Zróbmy sobie przerwę. 
Opadła na matę, a Meredith z kijem bujającym się w jednej ręce, usiadła 
obok niej. 
To nie była jej włócznie, oczywiście, nie jej sprzęt do polowania. Nie mogła 
przynieść swojej 
broni na siłownię- zbyt jednoznacznie wyglądała jak zabójcza broń. Ale była 
zachwycona, 
kiedy dowiedziała się, że Samantha umie walczyć czterometrowym kijem i 
robi to dobrze. 
Samantha była szybka, inteligentna i silna- jeden z najlepszych sparing 
partnerów, jakich 
kiedykolwiek miała. Walcząc, Meredith była w stanie zapomnieć na chwilę o 
uczuciu 
bezbronności, jakie ogarnęło ją w pokoju Matta dziś rano. Było coś tak 
patetycznego w 
widoku tych wszystkich rzeczy Christophera, które czekały gotowe, żeby ich 
użył, a on już 
przecież nie wróci. Miał na biurku jedną tych dziwacznych podróbek ogrodu 
Zen, za to z 
porządnie zadbanym piaskiem. Może po prostu dzień wcześniej, Christopher 
trzymał w ręku 
małe grabki i wygładził piasek, a teraz już nie może niczego dotknąć. 
I to była jej wina. Meredith ścisnęła swój kij, aż jej kłykcie zbielały. Powinna to 
zaakceptować. Jeśli miała moc bycia potężną siłą przeciw ciemności, 
myśliwym i pogromcom 
potworów, miała też obowiązki. Wszystko, co dotarło i zabiło kogoś na jej 
terytorium było 
jej porażką i wstydem. Powinna pracować ciężej. Ćwiczyć więcej, 
patrolować kampus, 
czuwać nad bezpieczeństwem ludzi. 
- Czy wszystko w porządku?- głos Samanthy przerwał myśli Meredith. 
Zaskoczona, Meredith 
zobaczyła Samanthę patrzącą na nią, stojącą z zaciśniętymi zebami i 
pięściami, szerokimi, 

background image

uroczystymi, ciemnymi oczami. 
- Nie do końca- powiedział Meredith sucho. Czuła że musiała wytłumaczyć 
swoją srogość. 
- Słyszałaś tym, co się stało ostatniej nocy, o tym, że zginął chłopak? 
Samantha powoli skinęła głową, jej uczucia były nieczytelne. 
- Więc, on był współlokatorem mojego dobrego przyjaciela. A ja byłam z 
moim przyjacielem 
dzisiaj, starając się mu pomóc. To było…przykre. 
Twarz Samanthy wydawała się twardnieć, a ona podniosła się z kolan. 
- Słuchaj, Meredith- powiedziała- Obiecuję ci, że to się więcej nie powtórzy. 
Nie ma mojej 
zmianie. 
- Na Twojej zmianie?- Meredith zapytała łagodnie. Nagle jej oddech stał się 
ciężki. 
- Mam pewne zobowiązania- powiedziała Samanta. Rzuciła spojrzenie na jej 
ręce- Mam 
zamiar złapać tego mordercę. 
- To trudne zadanie- powiedziała Meredith. Czy to było niemożliwe? 
Ale Samantha była naprawdę dobrym zawodnikiem, i co miała 
powiedzieć… Dlaczego ona 
myśli, że jest odpowiedzialna za powstrzymanie zabójcy? 
- Dlaczego myślisz, że możesz to zrobić?- zapytała. 
- Wiem, że trudno w to uwierzyć, a ja nie powinnam o tym mówić, ale 
potrzebuję Twojej 
pomocy- Samanta patrzyła prosto w oczy, z wibrującą powagą. 
- Jestem łowcą. I jestem przeznaczona do… Mam posłannictwo. Cała moja 
rodzina od 
pokoleń walczyła przeciw złu. Jestem ostatnią z nas. Moi rodzice zostali zabici, 
gdy miałam 
trzynaście lat. 
Meredith dyszała, w szoku, ale Samantha potrząsnęła głową gwałtownie, 
odrzucając 
współczucie Meredith. 
- Nie zdążyli do końca mnie wyszkolić- kontynuowała- I potrzebuję Cię, żebyś 
pomogła mi 
być lepszą, szybszą. Nie jestem wystarczająco silna, jeszcze. 
Meredith spojrzała na nią. 
- Proszę, Meredith- powiedziała Samantha- Wiem, że to brzmi jak szaleństwo, 
ale to prawda. 
Ludzie są zdani na mnie. 
Meredith nie mogła się powstrzymać i zaczęła się śmiać. 

background image

- To nie żart- powiedziała Samanta, przestępując z nogi na nogę z 
zaciśniętymi pięściami- To 
jest… Nie powinnam była nic mówić- ruszyła w kierunku drzwi z 
wyprostowanymi plecami, 
jak u żołnierza. 
- Samanta, czekaj- powiedziała Meredith. 
Samantha odwróciła się ku niej z furią na twarzy. Meredith oddychała szybko i 
próbowała 
rozpaczliwie sobie coś przypomnieć, coś, czego nauczyła się, jako dziecko, 
ale nigdy nie 
miała okazji wykorzystać. Wyginając małe palce, przygotowała swoje kciuki, 

ż

eby zrobić 

trójkąt, tajemny znak powitania łowców. 
Samantha tylko na nią patrzyła podbladła. Meredith zastanawiał się, czy 
pamiętała znak 
poprawnie. Czy rodzina Samanty w ogóle ją tego nauczyła? Meridith 
wiedziała, że to była 
inna rodzina niż jej, ale ona nigdy nie poznała nikogo z nich wcześniej. Jej 
rodzice opuścili 
społeczność łowców, zanim się urodziła. 
Potem Samantha poruszając się tak szybko, jak robiła to podczas treningu, 
stanęła przed nią 

ś

ciskając jej ramiona. 

- Naprawdę?- powiedziała Samantha- Mówisz poważnie? 
Meredith skinęła głową i Samantha zarzuciła swoje ramiona wokół niej, 
chwytając ją mocno. 
Jej serce biło tak mocno, że Meredith mogła je poczuć. Meredith 
początkowo sztywna- nie 
była typem wylewnym, mimo że od lat były najlepszymi przyjaciółkami z 
szalenie wrażliwą 
Bonnie- ale potem złagodniała w uścisku, czując szczupłe ciało Samanty w 
ramionach, tak jak 
jej własne. Miała przedziwne uczucie zażyłości, jakby straciła, a potem z 
powrotem w końcu 
odnalazła swoją rodzinę. Meredith wiedziała, że nigdy nie mogła w ten 
sposób o nikim 
powiedzieć i czuła się trochę, jakby zdradzała Elenę i Bonnie tylko przez samo 
myślenie w 
ten sposób, ale nie mogła na to nic poradzić. 
Samantha odsunęła się uśmiechnięta i zapłakana, wycierając oczy i nos. 
- To głupie- powiedziała- ale to jest najlepsza rzecz, jaka mi się przydarzyła. 

background image

- Razem możemy to pokonać- posłała histeryczne spojrzenie Meredith 
ogromnymi, 
błyszczącymi oczami. 
- Czuję się jakbym zdobyła nowego najlepszego przyjaciela- powiedziała. 
- Tak- powiedziała Meredith nie płacząc, nie śmiejąc się, chłodno, ale w 

ś

rodku czuła 

szczęście- Tak, myślę że masz rację. 

ROZDZIAŁ 14 
Matt pochylił nieszczęśliwie ramiona. Przyszedł na spotkanie rekrutów, bo nie 
chciał być sam 
w pokoju, ale teraz jednak wolałby być sam. Unikał Eleny, Meredith i Bonnie- 
to nie była ich 
wina, ale tak wiele przemocy działo się wokół nich w minionym roku, tyle 

ś

mierci. Pomyślał, 

ż

e może lepiej będzie pobyć z innymi ludźmi, ludźmi, którzy nie widzieli, ile 

ciemności jest 
na tym świeci, ale się mylił. 
Czuł się prawie, jakby był spowity jakimś bąbelkowym, gęstym, mętnym 
szalem. Patrzył i 
słyszał innych rekrutów, ale czuł się wyobcowany; wszystko wydawało się 
stłumione i słabe. 
Czuł się, że gdyby usunął tą warstwę ochronną, mógłby się rozpaść. 
Kiedy tak stał w tłumie rekrutów, podeszła do niego Chloe i stanęła obok 
niego, dotykając 
uspokajająco jego ramienia swoją małą, silną ręką. Pojawiła się luka w 
bąbelkowym szalu i 
mógł naprawdę poczuć jej obecność. Położył swoją dłoń na jej dłoni i ścisnął 

wdzięcznością. 
Spotkanie odbywało się w podziemnym, drewnianym pomieszczeniu, w 
którym spotkali się 
po raz pierwszy. Ethan zapewnił ich, że to tylko jedna z wielu tajnych kryjówek, 
inne zostaną 
ujawnione tylko zaprzysiężonym członkom bractwa. 
Matt odkrył już, że nawet ten pokój miał kilka wejść: jedno w starym domu na 
obrzeżach 
kampusu, którym wprowadzili ich tutaj pierwszego dnia, następne w szopie w 
pobliżu boiska, 
a kolejne w piwnicy biblioteki. 

background image

Podziemia kampusu musiały wyglądać jak plaster miodu, skoro był tam cały 
system tuneli, 
które kończyły się w jednym miejscu, pomyślał, wyobrażając sobie studentów 
spacerujących 
na słońcu ogrzewającym trawę, i niekończące się ciemne tunele pod nimi. 
Ethan mówił, a Matt wiedział, że zwykle chłonąłby każde jego słowo. Dziś 
jednak głos 
Ethana spływał po nim, a Matt skierował wzrok na czarno odziane, 
zamaskowane postaci 
członków Vitale, którzy chodzili po pomieszczeniu za Etanem. Tępo 
zastanawiał się nad 
nimi, nad tym, że maski dobrze ukrywały ich twarze i że nie był pewien, czy 
kiedykolwiek 
rozpoznałby ich na terenie kampusu. Któregokolwiek z nich oprócz Ethana, 
oczywiście. Matt 
zastanawiał się ciekawie, co sprawiło, że ten przywódca był zwolniony z 
zasłaniania twarzy. 
Podobnie jak w tunele pod kampusem, anonimowości Vitales była nieco 
niepokojąca. 
Ostatecznie spotkanie zakończyło się, a rekruci zaczęli opuszczać 
pomieszczenie. Kilkoro z 
nich poklepało Matta po plecach lub mruknęło słowa współczucia, a on 
poczuł ciepło, gdy 
uświadomił sobie, że troszczyli się o niego, jakby stali się przyjaciółmi po tym, 
jak 
wykonywali razem te głupie czasem zadania. 
- Poczekaj chwilę, Matt- Etan pojawił się obok niego nagle. 
Na spojrzenie Ethana, Chloe ścisnęła rękę Matta ponownie i odeszła. 
- Do zobaczenia później- szepnęła. Matt patrzył, jak przeszła przez salę i 
wyszła za drzwi, jej 
włosy podskakiwały na karku. 
Kiedy spojrzał na Ethana, tamten był przechylony na bok, jego złoto-brązowe 
oczy uważne. 
- Dobrze widzieć Ciebie i Chloe tak blisko- Etan oświadczył, i Matt wzruszył 
niezręcznie 
ramionami. 
- Tak, cóż…- powiedział. 
- Wiesz, że członkowie Vitale są tymi, którzy zrozumieją Cię najlepiej- 
powiedział Etan- 
Tymi, którzy będą przy Tobie przez cały College i przez resztę Twojego życia- 
uśmiechnął 

background image

się- Przynajmniej, tak się stało ze mną. Przyglądałem Ci się, Matt. 
Matt zesztywniał. Coś w Etanie przecięło bąbelkowy szal uczuć, ale nie w tak 
delikatny 
sposób, jak zrobiła to Chloe. Teraz Matt czuł się zagrożony, zamiast chroniony. 
Być może 
ostrość jego wzroku, lub sposób, w jaki Etan zawsze przemawiał powodował, 

ż

e mocno 

wierzył w to co mówił. 
- Tak?- powiedział ostrożnie Matt. 
Ethan uśmiechnął się. 
- Nie patrz tak paranoidalnie. To dobra rzecz. Każdy rekrut Vitale jest 
wyjątkowy, dlatego są 
oni wybrani, ale co roku jest jeden, który jest jeszcze bardziej wyjątkowy, który 
jest liderem 
wśród liderów. Widzę, że w tej grupie, to Ty, Matt. 
Matt odchrząknął. 
- Naprawdę?- powiedział, schlebiało mu to i nie wiedział zupełnie, co 
powiedzieć. Nikt nigdy 
wcześniej nie nazwał go liderem. 
- W tym roku mam wielkie plany co do Bractwa Vitale - powiedział Etan, a 
jego oczy 
błyszczały.- Zamierzam przejść do historii. Mam zamiar być bardziej aktywny, 
niż to do tej 
pory było. Nasza przyszłość jest jasna. 
Matt uśmiechnął się półgębkiem i skinął głową. Kiedy Etan mówił tym swoim 
ciepłym i 
przekonującym głosem, ze złotymi oczami utkwionymi w Macie, Matt mógł 
też zobaczyć tę 
przyszłość. Vitale rządzące nie tylko w kampusie, ale pewnego dnia, na 
całym świecie. Matt 
sam zostanie zmieniony ze zwykłego faceta- zawsze był kimś przekonującym, 
o jasnym 
spojrzeniu- w lidera liderów, jak powiedział Etan. Mógł sobie to wyobrazić. 
- Chcę, żebyś był tutaj moją prawą ręką, Matt- powiedział Etan- Możesz mi 
pomóc 
zrealizować moje plany. 
Matt skinął głową ponownie i, pod spojrzeniem Ethana, poczuł przypływ 
dumy, pierwszą 
dobrą rzecz, jaką czuł po śmierci Chrisa. Mógł prowadzić Vitale, stojąc u boku 
Ethana. 
Wszystko byłoby lepsze. Droga ku przyszłości była jasna. 

background image

„Rzeczywiście, Keynes zakładał, że aktywność gospodarcza była określana 
przez 
zagregowany popyt.” 
Po raz piętnasty w ciągu pół godziny, Stefan przeczytał zdanie, nie mogąc 
pojąć jego sensu. 
To wszystko po prostu wydawało się być bez sensu. Starał się odwrócić swoją 
uwagę od 
morderstw w kampusie, ale to tylko uczyniło go bardziej niespokojnym, bo nie 
mógł być u 
boku Eleny, pilnując, żeby była bezpieczna. Zamknął książkę i ukrył głowę w 
swoich 
dłoniach. Bez Eleny, co on tu robi? Poszedłby za nią wszędzie. Była tak 
piękna, że bolało go 
czasami patrzenie na nią, jak boli gapienie się w słońce. Ona jaśniała. jak 
słońce ze swoimi 
złotymi włosami i lapis lazuli oczami, jej delikatną kremową skórą, która 
wyglądała, jakby 
była delikatne muśnięta różem. Ale było w niej coś więcej niż jej uroda. Sama 
jej uroda nie 
trzymałaby go przy niej tak długo. W rzeczywistości, jej podobieństwo do 
Katharine trochę 
go zniechęcało. Ale pod jej chłodnym zewnętrznym pięknem był błyskotliwy 
umysł, który 
wciąż pracował nad tworzeniem planów i nasłuchiwał, czy nie ma potrzeby 
ostro chronić 
osób, które kochała. 
Stefan spędził całe wieki szukając czegoś, co pozwoliłoby mu znów poczuć 
się żywym i 
nigdy nie czuł się pewny niczego tak bardzo, jak Eleny. Ona była tą jedyną. 
Dlaczego ona też nie mogła być pewna jego? Bez względu na to, co Elena 
powiedziała o tym, 

ż

e Stefan był tym jedynym dla niej, faktem pozostaje, że tylko dwie 

dziewczyny kochał w 
swoim długim, długim życiu i kochał je nie tylko Stefan, ale też i jego brat. 
Stefan zamknął oczy i przetarł grzbiet nosa palcami, potem odsunął się od 
biurka. Może był 
głodny. Po kilku szybkich krokach, które wykonał po swoim białym, 
malowanym 
pomieszczeniu, w którym były pomieszane jego eleganckie rzeczy i tanie 
meble szkolne, 

background image

wyszedł na balkon. Na zewnątrz noc pachniała jaśminem i spalinami. Stefan 
wysłał swoje 
nitki mocy w noc, szukając, czując… coś… tam. Maleńki umysł przyspieszył w 
odpowiedzi 
na jego umysł. Jego słuch, ostrzejszy niż człowieka, wyłapał słabe skomlenie i 
mały, futrzany 
nietoperz wylądował na balustradzie balkonu, przywołany przez jego moc. 
Stefan podniósł 
go, trzymając w górze, starając się łagodnie przejąć władzę nad umysłem 
nietoperza i spojrzał 
na jego małą zaalarmowaną lisią twarz. 
Stefan spuścił głowę i pił uważając, żeby nie wypić zbyt wiele z małego 
potwora. Skrzywił 
się od smaku, a potem uwolniony nietoperz zatrzepotał niepewnie trochę 
oszołomiony, 
następnie przyspieszył i zniknął w ciemności nocy. 
Nie był strasznie głodny, ale krew oczyściła jego umysł. Elena była taka 
młoda. Musiał o tym 
pamiętać. Była jeszcze młodsza niż kiedy on stał się wampirem i 
potrzebowała czasu, aby 
doświadczyć życia, zanim jej ścieżka doprowadzi ją z powrotem do Stefana. 
Mógł poczekać. 
Miał mnóstwo czasu. Ale brakowało mu jej tak bardzo. Zbierając siły, skoczył z 
balkonu i 
wylądował lekko na ziemi. Dotarło do niego, że ścielił się tam kwiecisty 
dywan, kiedy poczuł 
płatki miękkie jak jedwab. Stokrotki, świeże i niewinne. Zerwał je i poszedł z 
powrotem do 
akademika, tym razem wykorzystując wejście do domu. 
Przed drzwiami Eleny, zawahał się. Słyszał lekkie dźwięki kiedy poruszała się, 
czuł jej 
charakterystyczny, odurzający zapach. Była sama, a on miał ochotę po 
prostu zapukać. Może 
za nim tęskniła, tak jak on bardzo tęsknił za nią. Czy, jeśli zostaną sami, ona 
zatopi się w jego 
ramionach, pomimo swego postanowienia? 
Stefan potrząsnął głową, zacisnął mocno usta. Musiał uszanować życzenie 
Eleny. Jeśli 
potrzebuje czasu, by pobyć sama, powinien jej go dać. Patrząc na białe 
stokrotki, powoli 

background image

ułożył je na klamce drzwi Eleny. Znajdzie kwiaty i będzie wiedziała, że są od 
niego. Chciał, 

ż

eby wiedziała, że on może na nią czekać, jeśli to jest to, czego ona 

potrzebuje, ale też, że 
zawsze o niej myśli. 

ROZDZIAŁ 15 
Kiedy skierowała się do drzwi swojego pokoju, Elena pogrzebała w torebce, 
sprawdzając jej 
zawartość: portfel, klucze, telefon, błyszczyk, eyeliner, szczotka do włosów, 
identyfikator. 
Kiedy machnęła otwartymi drzwiami, coś spadło na ziemię. To były idealne, 
białe stokrotki. 
Elena schyliła się i podniosła je. Obracając je w dłoni, poczuła nagły, ostry 
ból w klatce 
piersiowej. 
Boże, tęsknię za Stefanem. Nie miała wątpliwości, stokrotki były od niego. To 
było tak, 
jakby chciał jej dać znać, że myślał o niej podczas, gdy wciąż szanował jej 
przestrzeń. Ból w 
klatce piersiowej powoli zastępowało słodkie, świecące uczucie. To 
wydawało się tak głupie i 
sztuczne, że musiała unikać rozmów ze Stefanem. Kochała go. A poza tym, 
był jednym z jej 
najlepszych przyjaciół. 
Elena wyciągnął swój telefon, żeby do niego zadzwonić. A potem stanęła. 
Biorąc głęboki 
oddech, włożyła telefon z powrotem do torebki. Jeśli z nim porozmawia, 
będzie chciała się z 
nim zobaczyć. Jeśli go zobaczy, będzie chciała go dotknąć. Jeśli dotknie go, 
to wszystko się 
skończy. Powinna najpierw odnaleźć siebie uwikłaną w tę miłość. A potem 
zobaczy ciemne 
niezgłębione oczy Damona, będzie w nie patrzeć i czuć pociąg do niego. A 
potem bracia 
spojrzą na siebie i miłość, ból i wściekłość przejdą po ich twarzach i wszystko 
zacznie się od 
nowa. A od czasu, kiedy ich nie widuje, Elena czuła w sobie spokój. 
Nie była szczęśliwa, dokładnie, to było, jakby była pokryta siniakami, a jeśli 
nie będzie 

background image

ostrożna, ból zaleje ją, kiedy będzie rozpamiętywała to, co zrobiła. Ale 
również czuła się, 
jakby wstrzymywała oddech przez kilka tygodni, a teraz była na wydechu. 
Wiedziała, że 
Stefan będzie czekał na nią, kiedy będzie gotowa zmierzyć się z nim 
ponownie. Czy nie to 
właśnie mówią stokrotki? Schowała kwiaty do torebki i ruszyła w dół korytarza, 
jej obcasy 
stukały głośno. 
Elena wychodziła z przyjaciółmi, szła się bawić, a nie myśleć o Stefanie, czy 
Damonie, czy 
nawet o zaginięciach lub śmierci Christophera. Elena westchnęła pod 
ciężarem tego 
wszystkiego. Przez kilka dni byli w żałobie i jej przyjaciele potrzebowali teraz 
powrócić do 
normalnego życia. Oni zasłużyli na wieczór wolności. Potrzebowali 
przypomnieć sobie, o co 
walczą. 
- Tam jest- Elena usłyszała głos Bonnie, kiedy weszła przez zatłoczony bar. 
- Elena! Tutaj! 
Bonnie, Meredith i dziewczyna, której Elena nie znała, siedziały przy małym 
stoliku obok 
parkietu. Poprosiły Matta, żeby z nimi wyszedł, ale on powiedział, że musi się 
uczyć. Mimo 
uprzejmości na jego twarzy, wiedziały, że nie był jeszcze gotowy i że 
potrzebuje trochę 
czasu, żeby pobyć sam. 
Meredith, pełna wdzięku i zrelaksowana, posłała Elenie miły pozdrawiający 
uśmiech i 
przedstawiła swoją przyjaciółkę Samanthę. Samantha była chuda, o jasnych 
oczach, i czujna. 
Zdawało się, jakby rozpierała ją energia, bujała się z boku na bok, jakby stała 
na czatach. 
Bonnie była dziś wyluzowana i zaczęła mówić, jak tylko Elena podeszła do 
stolika. Bonnie 
była odważna, pomyślała Elena. Śmierć Christophera zszokowała ją, a ona 
martwiła się o 
Matta jak każda z nich, ale wysunęła podbródek i uśmiechała się i 
plotkowała i próbowała 
przejść do normalności tak ciężko, jak tylko mogła, bo zdecydowała, że 
właśnie dziś będzie 

background image

początek nowego życia. 
- Mam dla Ciebie colę- powiedziała Bonnie. 
- Wiesz co?- zatrzymała się dramatycznie- Zadzwoniłam do Zandera, a on 
powiedział, że 
zdecydowanie spróbuje przyjść tutaj dzisiaj. Nie mogę się doczekać, kiedy go 
poznacie. 
Bonnie praktycznie podskakiwała na swoim krześle z podniecenia, rzucając 
czerwonymi 
lokami dookoła. 
- Kto to jest Zandar?- zapytała Samantha niewinnie. 
Meredith rzuciła Elenie przebiegłe spojrzenie. 
- Wiesz, nie jestem pewna- powiedziała z udawanym zmieszaniem- Bonnie, 
powiedz nam o 
nim. 
- Tak- Elena dodała uśmiechając się- Nie uważasz, że nie wspomniałaś o nim 
wszystkim? 
- Zamknij się- Bonnie powiedziała uprzejmie i, pochylając się nad stołem do 
Samanthy, 
zaczęła wychwalać wszystkie cnoty Zandara, swojej nowej publiczności. 
Elena pozwoliła swojemu umysłowi odpłynąć. Słuchała o wszystkim, noc w 
noc w ich 
akademiku: o oczach Zandara, o uśmiechu Zandara, o wstydliwym uroku 
Zandara, o bardzo 
gorącym ciele Zandara (słowa Bonnie). Jak Zander i Bonnie uczyli się razem 
schowani 
w rogu biblioteki i Zander przyniósł Bonnie potajemnie przekąski mimo, że to 
było zupełnie 
sprzeczne z zasadami biblioteki. Sposób, w jaki rozmawiali przez telefon każdej 
nocy, długie 
aksamitne przerwy, kiedy wydawało się, że Zander był na krawędzi szeptu, 
coś intymnego, 
coś, czego nikt poza Bonnie nie mógł wiedzieć, a potem opowiadał jej jakiś 

ż

art, wywołując u 

Bonnie szalony śmiech. 
Było coś słodkiego w zakochanej Bonnie. Elena naprawdę miała nadzieję, że 
ten facet był jej 
wart. 
- On nie pocałował mnie jeszcze- Bonnie dodała z szeroko otwartymi oczami- 
Ale mam 
nadzieję, że wkrótce to zrobi. 

background image

- Pierwszy pocałunek- powiedziała Samanta i poruszyła brwiami- Być może 
dziś wieczorem? 
Bonnie tylko zachichotał w odpowiedzi. 
Ból w klatce piersiowej Eleny pojawił się ponownie, a ona przycisnęła rękę do 
mostka. 
Podczas jej pierwszego pocałunku ze Stefanem, świat zniknął daleko i było 
tylko ich dwoje, 
ich usta i dotykające się dusze. Wszystko wydawało się wtedy tak proste. 
Wzięła głęboki 
oddech i powstrzymała łzy. Nie będzie dziś tego rozpamiętywała; będzie po 
prostu miło 
spędzać czas z przyjaciółmi. Zorientowała się, że obecność Samanthy jej w 
tym pomoże. 
Gdyby Elena byłaby tylko z Meredith i Bonnie, skończyłoby się to dyskusją na 
temat 
morderstwa Christophera i zaginięć na terenie kampusu, obsesyjnym 
roztrząsaniu znanych 
faktów i teoretyzowaniu na temat wszystkich pozostałych faktów, których nie 
znały. Ale przy 
Samancie musiały trzymać się zwyczajnych tematów. 
Bonnie jakoś zeszła z tematu wspaniałego Zandara na temat czytania z dłoni. 
- Spójrz- powiedziała do Samanthy- Widzisz tą linię, która przecina Twoją dłoń 
w dół przez 
trzy inne linie? To linia przeznaczenia, nie każdy ją ma. 
- Co to znaczy?- powiedziała Samantha, patrząc na jej własną dłoń z wielkim 
zainteresowaniem. 
- Cóż- powiedziała Bonnie marszcząc czoło- To kierunek zmian losu- widzisz 
tutaj?- to 
oznacza, że Twoje przeznaczenie zmieni się z powodu siły zewnętrznej, 
wpływającej na 
Ciebie. 
- Hmm- powiedziała Samanta- A co z miłością? Spotkam kogoś 
niesamowitego dziś 
wieczorem? 
- Nie- powiedziała Bonnie powoli, a jej głos się zmienił, przybierają płaski, 
prawie 
metaliczny wydźwięk. Elena szybko spojrzała na Bonnie i zauważyła, że 

ź

renice Bonnie były 

rozszerzone, oczy patrzące z dala od dłoni Samanthy, gdzieś w przestrzeń- Nie 
dziś. Ale jest 
ktoś, kto czeka na Ciebie, kto zmieni wszystko. Poznasz go niedługo. 

background image

- "Bonnie- Meredith powiedziała ostro- Dobrze się czujesz? 
Bonnie zamrugała, a jej oczy powróciły do rzeczywistości. 
- Oczywiście- powiedziała, jakby się nad czymś zastanawiała- Co masz na 
myśli? 
Elena i Meredith wymieniły spojrzenia- czy Bonnie miała wizję? Zanim zdążyły 
ją o to 
zapytać, przy ich stole pojawiła się grupa roześmianych, krzyczących i 
przeklinających 
facetów. Elena skrzywiła się na ich widok. 
- Cześć przepiękna- powiedział jeden z nich, wpatrując się w Elenę- 
Zatańczymy? 
Elena zaczęła trząść głową, ale inny z chłopaków wskoczył na siedzenie obok 
Bonnie i objął 
ją ramieniem. 
- Hej- powiedział- Tęskniłaś za mną? 
- Zandar!- zawołała Bonnie z zaróżowionymi policzkami. 
Więc to był Zandar, pomyślała Elena i obserwowała ukradkiem jego, jak i 
jego bardzo 
rozbawionych, robiących ogromny hałas podczas przeciągania krzeseł i 
siadających koło 
dziewczyn, trzech przyjaciół. 
Zandar był przystojny, pewnie, musiała to przyznać. Blade blond włosy i 
piękny uśmiech. 
Nie podobał jej się sposób, w jaki przyciągną Bonnie do siebie, obracając jej 
głowę w swoją 
stronę, jak jego ręce poruszały się niespokojnie po jej plecach nawet, kiedy 
mówił coś nad jej 
głową do swoich przyjaciół. Wyglądał wtedy na zaborczego faceta, który 
nawet jej jeszcze 
nie pocałował. 
Elena spojrzała na Meredith, żeby sprawdzić, czy myślała tak samo. Meredith 
słuchała jednak 
z rozbawionym uśmiechem faceta obok niej- Marcusa, bo tak miał na imię- 
przyjaciela 
Zandara, o włochatych brązowych włosach. 
- Szkło- powiedział zwięźle inny przyjaciel Zandara stawiając tacę pełną 
kieliszków- 
Zagramy w ćwiartki. 
Bonnie zachichotała. 
- Nie wszystkim tutaj się one przydadzą. Jesteśmy niepełnoletnie. 
Facet uśmiechnął się. 

background image

- Wszystko w porządku. Ja za nie zapłaciłem, a nie Ty. 
- Zatańczymy?- Spencer, który poprosił Elenę kilka minut wcześniej, powtórzył, 
prosząc tym 
razem Samanthę. 
- Jasne!- powiedziała i skoczyła na nogi, po czym oboje szybko zniknęli w 
tłumie na 
parkiecie. 
- Boże, jaki byłem pijany ostatniej nocy- powiedział Jared, facet obok Elena, 
przechylając się na dwóch nogach swego krzesła patrząc na nią wesoło. 
Jego przyjaciel, sidzący po drugiej jego stronie, popatrzył na niego chwilę, po 
czym wylał 
zawartość kieliszka na jego kolana. 
- Hej!- w jednej chwili byli na nogach i patrzyli na siebie nawzajem- facet, 
który wylał drinka 

ś

miejąc się, a Jared wściekły, czerwony na twarzy. 

- Przestańcie, chłopaki- powiedział Zandar- Nie chcę, żeby stąd też nas 
wyrzucili. 
„Też?” Elena uniosła brwi. Ten facet i jego przyjaciele byli zdecydowanie zbyt 
dzicy dla 
niewinnej, małej Bonnie. 
Elena znowu porozumiewawczo spojrzała na Meredith, ale ona wciąż była 
pogrążona w 

ś

wiecie zapalonego sportowca, który właśnie dawał jej wykład na temat 

najlepszych 
sposobów trenowania siłowego sztuk walki. 
Bonnie piszczała ze śmiechu, bo udało jej się trafić monetą do jednego z 
kieliszków. Wszyscy 
faceci się cieszyli. 
- I co teraz?- powiedziała z błyszczącymi oczami łapiąc oddech. – Teraz 
wybierasz kogoś, kto 
będzie pił- powiedział facet, który przyniósł drinki. 
- Zandar, oczywiście- powiedziała Bonnie, a Zandar posłał jej długi, powolny 
uśmiech i 
nawet Elena musiała przyznać, że był olśniewający. Wypił, a potem mrugnął 
do niej, a ona 
znów się śmiała. 
Bonnie wyglądała…na naprawdę szczęśliwą. Elena nie pamiętała, kiedy 
ostatni raz widziała 
ją tak śmiejącą się. To musiało być jakiś rok temu, przed tym szaleństwem, 
które rozpętało się 
w Fell ’s Chuch. 

background image

Elena westchnęła i rozejrzała się po stole. Ci faceci byli chuliganami- 
szarpiącymi się 
i popychającymi się nawzajem- ale byli przyjaźni. I to mieli być ludzie, 
reprezentujący 
College? Jeśli jednak to miało uczynić Bonnie szczęśliwą, Elena powinna 
przynajmniej 
postarać się ich tolerować. 
Samantha i Spencer wrócili do stołu, oboje się śmiejąc, a Samantha opadła 
w swoje krzesło. 
- Nigdy więcej- powiedziała podnosząc ręce w obronnym geście- Potrzebuję 
wody. Jesteś 
szalony, wiesz? 
- Może teraz Ty pójdziesz ze mną zatańczyć?- Spencer powiedział błagalnie 
do Eleny, z 
szeroko otwartymi, dużymi, brązowymi, psimi oczami. 
- On będzie próbował Cię podnosić- ostrzegła Samanta- I kręcić Tobą, Ale 
nie martw się, ja w 

ż

adnym wypadku nie wrócę na parkiet. 

- Bardzo proszę?- Spencer mówił, robiąc przy tym jeszcze bardziej żałosną 
minę. 
Bonnie zaśmiał się triumfalnie, kiedy znów trafiła monetą do szklanki. 
Taniec z grupą przyjaciół nie był zdradą, pomyślała Elena. Poza tym, była 
teraz singlem. W 
pewnym sensie, w każdym razie. Ona powinna cieszyć się College’em, 
korzystać z życia. Czy 
to nie było właśnie zamierzeniem tego wieczoru? Wzruszyła ramionami. 
- Jasne, czemu nie? 

ROZDZIAŁ 16 
Kiedy Stefan znów poszedł do pokoju Eleny, stokrotki zniknęły, a subtelny 
zapach jej 
cytrusowego szamponu czuć było na korytarzu. Bez wątpienia wyszła z 
Meredith i Bonnie i 
mógł być pewien, że z Meredirh będzie bezpieczna. 
Zastanowił się, co będzie, jeśli Damon obserwował je i zbliży się do Eleny. 
Gorzka nić 
zazdrości rozwinęła się w żołądku Stefana. Tak ciężko jest czasem być 
dobrym, kimś, kto 
przestrzega zasad, podczas, gdy Damon robił, cokolwiek tylko chciał. 
Oparł się plecami o drzwi pokoju Eleny. Na korytarzu było okno i kiedy 
popatrzył na zimny 

background image

sierp księżyca, który żeglował wysoko po niebie, pomyślał o swoim cichym 
pokoju, o 
książkach do ekonomii i filozofii, które tam na niego czekały. 
Nie. Nie miał zamiaru tam wracać. Nie mógł być z Eleną. ale nie musiał być 
samotny. Na 
zewnątrz było zimne powietrze, po raz pierwszy, od kiedy zaczęła się szkoła; 
duszne gorące 
lato Wirginii ostatecznie ustąpiło jesieni. Stefan skulił ramiona i wetknął ręce w 
kieszenie 
dżinsów. Nie bardzo wiedząc, dokąd idzie, wyszedł z kampusu. Przyszedł mu 
na myśl 
niejasny pomysł zapolowania w lesie, ale nie był głodny, jedynie niespokojny i 
zawrócił ze 

ś

cieżki, która tam właśnie prowadziła. Zamiast tego, powędrował ulicami 

miasteczka wokół 
uczelni. 
Nie było tam zbyt wiele do zrobienia. Było kilka barów tanecznych z 
dzieciakami z college’u 
i kilka restauracji, już zamkniętych. Stefan nie wyobrażał sobie, że wciśnie się 
teraz do 
dusznego i zatłoczonego baru. Chciał być wśród ludzi, być może, ale nie 
wśród tłumu, nie za 
blisko, nie na tyle blisko, aby wyczuć krew pulsującą pod ich skórą. Kiedy był 
nieszczęśliwy, 
jak dzisiaj, czuł coś brutalnego i niebezpiecznego rodzącego się wewnątrz 
niego, a on 
wiedział, że musi uważać na potwora, który był wewnątrz niego. Zrezygnował 
z wejścia do 
innego budynku, wsłuchując się w miękki odgłos jego własnych kroków na 
chodniku. Pod 
koniec ulicy, słaby odgłos muzyki pochodził ze zniszczonego budynku, na 
którym brzęczący 
neon oznajmiał, że to „Bilard u Eddiego”. 

Ż

aden z kilku samochodów na parkingu nie miał nalepki parkingowej 

Dalcrest. Oczywiście to 
był bar dla miejscowych, a nie studentów. Gdyby Stefan nie czuł tego 
pieczenia, gniewnej 
samotności wewnątrz siebie, nie wchodziłby tu. Wyglądał jak student- był 
studentem- a to nie 
wyglądało, jak miejsce, w którym studenci są mile widziani. Ale brzydkie 
rzeczy w nim 

background image

mieszały mu w głowie, że być może miał powód, żeby kogoś sprowokować i 
zadać cios lub 
dwa. 
Wnętrze baru było dobrze oświetlone, ale obskurne, powietrze było tam gęste 
i niebieskie od 
dymu. 
Stara rockowa piosenka leciała z szafy grającej, stojącej w rogu. Sześć stołów 
bilardowych 
stało po środku pomieszczenia, po bokach poustawiane były małe okrągłe 
stoliki, a na samym 
końcu był bar. Dwa stoły bilardowe i kilka okrągłych stolików zajęte były przez 
miejscowych, którzy obrzucili go neutralnym wzrokiem. Odwrócił się. 
Przy barze Stefan zobaczył znajome plecy, elegancką ciemną głowę. Mimo, 

ż

e był pewny, że 

Damon śledzi Elenę, nie był zaskoczony, że go tu zobaczył. Stefan miał 
ograniczoną moc, 
koncentrując się na własnej niedoli, ale zawsze był w stanie wyczuć swego 
brata. Jeśli by 
tylko o tym pomyślał, wiedziałby, że Damon tam będzie. 
Damon, również nie był zaskoczony, odwrócił się i przechylił kieliszek do 
Stefan z delikatnie 
ironicznym uśmiechem. Stefan podszedł do niego. 
- Cześć, braciszku- Damon powiedział cicho, kiedy Stefan usiadł- Nie 
powinieneś się gdzieś 
zaszyć i płakać nad stratą pięknej Eleny? 
Stefan westchnął i opadł na stołek barowy. Opierając łokcie na barze, oparł 
głowę na rękach. 
Nagle był strasznie zmęczony. 
- Nie rozmawiajmy o Elenie- poprosił- Nie chcę walczyć z Tobą, Damon. 
- To nie walcz- klepiąc go po ramieniu, Damon wstał ze swojego siedzenia- 
Zagrajmy w 
bilard. 
O życiu przez setki lat Stefan wiedział jedno- masz czas, żeby nauczyć się 
robić dobrze 
pewne rzeczy. Różne wersje bilarda towarzyszyły im od tak dawna, jak on i 
Damon tylko 
pamiętali, choć najbardziej lubił nowoczesną wersję, lubił zapach kredy i 
skrzypienie 
końcówki skóry na kiju. Myśli Damona wydawały się podążać w tym samym 
kierunku. 

background image

- Pamiętasz, jak byliśmy dziećmi i graliśmy w bilard na trawniku pałacu Ojca?- 
zapytał kiedy 
zgarnął bile. 
- Pomyśl, to była całkiem inna gra- powiedział. 
Mógł to sobie wyobrazić, jak we dwóch wygłupiali się podczas, gdy wszyscy 
dorośli byli w 

ś

rodku, popychali piłki na trawie w kierunku swoich celów ciężkimi 

maczugami, grając w 
grę, która była połączeniem nowoczesnego bilarda i krokieta. 
W tamtych czasach, Damon był dziki, skłonny do walk ze statecznymi 
chłopakami i nocami 
grasował po ulicach, ale nie był jeszcze taki zły, jaki mógłby być w czasach, 
kiedy wyrastali 
na młodych mężczyzn. Przedtem pozwalał swemu uwielbianemu, bardziej 
nieśmiałemu 
młodszemu bratu podążać za sobą i mieć udział w swoich przygodach. 
Elena miała rację co do jednego, przyznał. Lubił ponownie spotykać się z 
Damonem, jak 
bracia. Kiedy spostrzegł Damona przy barze, poczuł niewielkie światełko w 
jego samotności, 
kiedy miał go w pobliżu. Damon był jedyną osobą, która pamiętała go jako 
dziecko, jedyną 
osoba, która pamiętała go żywego. 
Może mogliby być przyjaciółmi bez Katherine lub Eleny między nimi. Może coś 
dobrego 
mogłoby z tego wyjść. Bilard czy coś innego, Damon zawsze lubił grać. Był 
lepszy od 
Stefana, a po setkach lat praktyki, Stefanowi też nic nie brakowało. I dlatego 
Stefan był 
bardzo zaskoczony, kiedy Damon wybił bile, a one zaczęły wirować wesoło 
po całym stole, 
ale żadna nie trafiła do łuzy. 
- Co jest?- zapytał przekrzywiając brwi na Damona, kiedy tamten pocierał 
swój kij kredą. 
- Obserwowałem tubylców- Damon powiedział cicho- Tu jest kilku gładkich 
naciągaczy. 
Chcę przyciągnąć ich uwagę. My naciągniemy ich dla odmiany. No dalej…- 
Damon dodał 
szybko, gdy Stefan zawahał się- To nic złego naciągnąć naciągaczy. To jak 
kara śmierci dla 
mordercy. 

background image

- Twój moralny kompas jest poważnie wypaczony- Stefan odpalił, ale nie 
mógł powstrzymać 
się od śmiechu- Dwie bile w łuzie- dodał głośno. Uderzył i zatopił dwie bile 
przed celowym 
chybieniem i cofnął się żeby ustąpić teraz miejsca Damonowi. Udawali, że 
grają całkiem 
dobrze, ale nie bardzo dobrze, zachowując ostrożność, aby wyglądać jak 
para zarozumiałych 
dzieciaków z College’u, które potrafiły grać, ale nie były wyzwaniem dla 
zawodowca. 
Udawana frustracja Damona, kiedy nie trafiał, rozbawiła Stefana. Stefan już 
zapomniał, jak 
zabawnie było brać udział w intrygach Damona. Stefan wbił kilka bil i Damon 
pokonany, 
wyciągnął portfel pełen pieniędzy. 
- Pokonałeś mnie- powiedział lekko pijanym głosem, który nie brzmiał 
zupełnie jak jego 
własny i wyciągnął dwudziestkę. 
. Stefan spojrzał na niego. 
„Weź ją” Damon skierował swoje myśli do Stefana. 
Sposób, w jaki Damon ułożył szczękę przypomniał Stefanowi te czasy, kiedy 
byli dziećmi 
i Damon kłamał Ojcu na temat swoich niepowodzeń pewny, że Stefan go 
poprze. 
Damon ufał mu nawet się nad tym nie zastanawiając, uświadomił sobie 
Stefan. 
Stefan uśmiechnął się i wsunął dwudziestkę do tylnej kieszeni. 
- Zagramy jeszcze raz?- zasugerował i też obniżył swój głos, żeby wydawał się 
bardziej 
młody, pijany, niż naprawdę był. 
Zagrali ponownie, a Stefan oddał dwudziestkę z powrotem. 
- Jeszcze raz?- spytał. 
Damon zaczął rozbijać bile, a potem jego ręce zwolniły. Śmignął spojrzenie w 
górę na 
Stefana i z powrotem na bile. 
- Słuchaj- powiedział, biorąc głęboki oddech- Przepraszam za to, co dzieje się 
z Eleną. 
Gdybym… - zawahał się- Nie mogę po prostu przestać czuć tego, co czuję 
do niej, ale ja nie 
chciałem, aby przez to, wszystko stało się trudniejsze dla Ciebie. Lub dla Niej. 

background image

Stefan spojrzał na niego. Damon nigdy nie przepraszał. Czy mówił to 
poważnie? 
- Ja…dziękuję- powiedział. 
Damon spojrzał obok niego i jego usta drgnęły nagle w jego przebiegłym, 
promiennym 
uśmiechu. 
-Przynęta chwyciła- powiedział cicho. 
I po serdecznych chwilach braci. 
Dwóch facetów szło w ich kierunku. Jeden z nich był niski i chudy, o 
piaszczystych włosach, 
drugi wielki, przysadzisty i ciemny. 
- Cześć- powiedział ten niski- Zastanawialiśmy się, czy nie chcielibyście, 
chłopaki, zagrać w 
zespołach. 
Jego uśmiech był jasny i prosty, ale jego oczy bystre i czujne. Oczy 
drapieżnika. 
Nazywali się Jimmy i Dawid i byli prawdziwymi zawodowcami. Grali 
umiarkowanie, aż po 
trzeciej kolejce zaproponowali, żeby trochę podnieść stawkę. 
- Sto?- Jimmy zaproponował od niechcenia. 
- A może więcej?- powiedział Damon pijanym głosem- Stefan, masz wciąż te 
pięć stów w 
portfelu? 
Stefan nie miał, nawet nic koło tego, ale nie sądził, że będzie musiał 
zapłacić. Skinął głową, 
ale po wymianie spojrzeń z Damonem, udał niechętnego. 
- No nie wiem, Damon ...- powiedział. 
- Nie martw się o to- powiedział Damon wylewnie- Łatwa forsa, prawda? 
Jimmy obserwował ich czujnym wzrokiem. 
- Pięć stów może być- zgodził się z uśmiechem. 
- Do dzieła- powiedział Damon i przeszedł do działania. Po chwili Stefan oparł 
swój kij 
o ścianę. Damon nie dał szansy żadnemu z nich; poruszał się z precyzją 
zegarka, wbijając 
jedną bilę za drugą. Nie robił żadnego wysiłku, aby ukryć, że on i Stefan 
chcieli ich 
naciągnąć, a twarze Jimmiego i Davida pociemniały niebezpiecznie, kiedy 
ostatnich kilka bil 
zadzwoniło wpadając do łuz. 
- Płaćcie- Damon zażądał ostro, odkładając swój kij. 
Jimmy i David ruszali wściekli w ich kierunku. 

background image

- Myślicie, ze jesteście sprytni?- warknął David. 
Stefan stał gotowy do walki lub ucieczki, w zależności od tego, co postanowi 
Damon. 
Nie mieliby żadnego kłopotu z odparciem ataku tych facetów, ale po 
ostatnich zaginięciach i 
atakach w kampusie, woleli raczej nie zwracać na siebie uwagi. 
Damon, chłodny i zrelaksowany, spojrzał na Jimmy'ego i Dawida, jego ręce 
otworzyły się. 
- Myślę, że chcecie zapłacić nam pieniądze, które jesteście winni- powiedział 
spokojnie. 
- Tak myślisz?- Jimmy powiedział sarkastycznie. Ścisnął swój kij i teraz trzymał 
go bardziej, 
jak broń. 
Damon uśmiechnął się i rozlał falę Mocy po pomieszczeniu. Nawet Stefan, 
który stał 
w oczekiwaniu, zamarł, kiedy Damon zrzucił na chwilę maskę człowieka, a 
jego czarne oczy 
stały się zimne i zabójcze. Jimmy i David zachwiał się do tyłu, jakby zostali 
popchnięci przez 
niewidzialne ręce. 
- Dobra, nie denerwuj się- powiedział Jimmy trzęsącym się głosem. 
David stał z niewidzącym wzrokiem, jakby dostał po twarzy mokrym 
ręcznikiem 
i nie wiedział, co się stało. 
Jimmy otworzył portfel i odliczył pięćset dolarów i podał je Damonowi. 
- Czas iść do domu- powiedział cicho Damon. 
- Być może nie masz ochoty grać w tej chwili w bilarda- Jimmy skinął głową i 
wydawało się, 

ż

e nie był w stanie zatrzymać kiwania głową. 

On i David wycofali się, idąc szybko w kierunku drzwi. 
- Straszne- skomentował Stefan. 
Wciąż było puste miejsce w jego obolałej duszy, bo brakowało mu Eleny, ale 
poczuł się 
lepiej pierwszy raz od czasu, kiedy go zostawiła. Dzisiejszej nocy, zdał sobie 
sprawę 
w lekkim szoku, nieźle się bawił z Damonem. 
- Och, jestem przerażający- Damon zgodził się lekko, zgarniając wszystkie 
pieniądze. 
Stefan uniósł brew na niego. Nie dbał o pieniądze, ale to było typowe dla 
Damonaprzekonanie, 

ż

e wszystko należy do niego. 

background image

Damon uśmiechnął się. 
- Chodź, młodszy braciszku, postawię Ci drinka. 

ROZDZIAŁ 17 
- To było niesamowite! Poważnie- Bonnie powiedziała radośnie, podskakując, 
trzymana za 
rękę przez Zandara- Jestem jak Królowa Ćwiartek. Kto wiedział, że mam ten 
ukryty talent? 

Ś

miejąc się, Zander objął ramieniem jej ramiona i przyciągnął ją bliżej. 

- Jesteś dość niesamowita- zgodził się- Gry, wizje, astrologia. Czy masz jeszcze 
jakieś 
umiejętności, o których powinienem wiedzieć? 
Przytulając się do niego, Bonnie zmarszczyła brwi z udawaną koncentracją. 
- Nic więcej nie potrafię teraz wymyślić. Wystarczy, że będziesz miał 

ś

wiadomość mojej 

wszechstronnej wspaniałości. 
Jego T-shirt był miękki i przechodzony, a Bonnie przechyliła głowę, żeby dać 
jej odpocząć, 
przytulając swój policzek do jego koszulki. 
- Cieszę się, że byliśmy z naszymi przyjaciółmi razem- powiedziała- Myślę, że 
między 
Meredith i Markusem coś zaiskrzyło, nie sądzisz? Nie romantycznie, co jest 
dobre, ponieważ 
Meredith ma super-poważnego chłopaka, ale to było, jakby nadawali na 
tych samych falach. 
Może uda nam się jeszcze kiedyś wyjść taką grupą. 
- Tak, Meredith i Marcus naprawdę połączyło zainteresowanie ich treningami- 
zgodził się 
Zandar, ale było w jego głosie jakieś wahanie i Bonnie zatrzymała się i 
spojrzała na niego 
ostro. 
- Czyżbyś nie lubił moich przyjaciół?- spytała zraniona. 
Ona, Meredith i Elena zawsze były jak siostry. Jeśli ktoś skrzywdzi jedną z nich, 
dwie 
pozostałe pojawią się, by ją chronić. Zandar miał je lubić. 
- Nie, lubię je bardzo- zapewnił ją Zandar. Zawahał się, po czym dodał:- Elena 
wydawała się 
być jakaś nieswoja. Może nie jesteśmy rodzajem ludzi, których lubi? 
Bonnie zesztywniała. 
- Czy Ty nazywasz moją najlepszą przyjaciółkę snobem?- zapytała. 
Zandar pogłaskał ją. 

background image

- Coś w tym rodzaju, tak myślę. To znaczy, jest miła, ale po prostu rodzaj 
snoba. 
Najfajniejszy rodzaj snoba. Po prostu tak ją odebrałem. 
-Ona nie jest snobem- powiedziała z oburzeniem Bonnie- A nawet jeśli by 
była, miałaby ku 
temu wiele powodów. Ona jest piękna i mądra i jest jedną z najlepszych 
przyjaciółek, jakie 
kiedykolwiek miałam. Zrobiłabym dla niej wszystko. A ona zrobiłaby także 
wszystko dla 
mnie. Więc to bez znaczenia, czy jest snobem- stwierdziła patrząc na niego. 
- Chodź tutaj- powiedział Zandar. 
Byli blisko budynku, z którego dobiegała muzyka, a on przyciągnął ja do niszy 
przed 
drzwiami. 
- Usiądziesz ze mną?- zapytał siadając na schodach z cegły i szarpnął ja za 
rękę. 
Bonnie usiadła, ale zdecydowała nie przytulać się do niego. Zamiast tego, 
trzymała dystans 
między nimi i patrzył uparcie w noc, zaciskając szczękę. 
- Słuchaj, Bonnie- Zander powiedział, odgarniając truskawkowy lok z jej oczu- 
Jestem gotów 
poznać Elenę lepiej i jestem pewien, że ją polubię. I ona może polubi mnie. 
Wiesz, dlaczego 
mam zamiar poznać ją lepiej?. 
- Nie, dlaczego?- powiedziała Bonnie, niechętnie patrząc na niego. 
- Bo chcę poznać lepiej Ciebie. Planuję spędzić z Tobą mnóstwo czasu, 
Bonnie McCullough. 
Trącił ją delikatnie ramieniem i Bonnie rozpłynęła się. Oczy Zandara były tak 
niebieskie, 
niebieskie, jak bardzo wczesny wakacyjny poranek. Była w nich inteligencja i 

ś

miech z 

odrobiną dzikiej tęsknoty. 
Pochylił się bliżej i Bonnie była pewna, że już chciał ją pocałować, ich 
pierwszy pocałunek w 
końcu. Pochyliła głowę do tyłu, aby spotkać jego usta, zamknęła, trzepocząc 
rzęsami, oczy. 
Po chwili czekania na pocałunek, który nie nadszedł, otworzyła oczy. Zander 
patrzył obok 
niej, w ciemności kampusu, marszcząc brwi. 
Bonnie odchrząknęła. 
- Och- powiedział- Przepraszam, Bonnie, byłem roztargniony przez chwilę. 

background image

- Roztargniony?- Bonnie powtórzyła z oburzeniem- Masz na myśli… 
- Poczekaj chwilę. 
Zander położyć palec na jej ustach. 
- Słyszysz coś?- zapytała niespokojnie czując mrowienie na plecach. 
Zander wstał. 
- Przepraszam, ja po prostu przypomniałem sobie, że mam coś do zrobienia. 
Znajdę Cię 
później, ok? 
Energicznie, nawet nie patrząc na Bonnie, popędził w ciemność. 
Bonnie otworzyła usta. 
- Czekaj!- powiedziała podrywając się na nogi- Tak po prostu mnie tu 
zostawisz…- Zandar 
zniknął- …samą?- skończyła słabym głosem. 

Ś

wietnie. Bonnie wyszła na środek drogi, spojrzała wokół, i czekała chwilę, czy 

nie było 

ż

adnych oznak, że Zandar wraca. Ale nie było nikogo w zasięgu wzroku. 

Nie mogła nawet już słyszeć jego kroków. Były tam kręgi światła rzucane 
przez latarnie na 

ś

cieżkę, ale nie sięgały zbyt daleko. 

Wiatr powiewał, szeleszcząc liśćmi drzew na dziedzińcu i Bonnie zadrżała. 
Nie ma sensu stać tutaj, pomyślała i zaczęła iść. Przez pierwszych kilka kroków 
w dół ścieżki 
w kierunku jej akademika, Bonnie była naprawdę zła, rozgniewana i 
upokorzona. 
Jak Zandar mógł się tak zachować? Jak on mógł zostawić ją samą w środku 
nocy, zwłaszcza 
po tych wszystkich atakach i zaginięciach na terenie kampusu? Kopnęła 
zaciekle kamyk 
leżący na jej drodze. 
Kilka kroków dalej, Bonnie przestała być taka zła. Była zbyt przerażona, strach 
wyparł z niej 
gniew. Powinna była wrócić do akademika z Meredith i Eleną, ale zapewniła 
je wesoło, że 
Zandar ją odprowadzi. Jak on mógł tak ją zostawić? Owinęła ramiona wokół 
siebie ciasno i 
poszła tak szybko, na ile jej tylko pozwalały te głupie buty na wysokim 
obcasie, szczypiące i 
robiące odciski na jej stopach. 
Było naprawdę późno, większość ludzi mieszkających w kampusie pewnie już 
była w swoich 
łóżkach. 

background image

Cisza była niepokojąca. 
Kiedy usłyszała za sobą odgłos czyichś kroków, było jeszcze gorzej. W 
pierwszej chwili, nie 
była pewna, czy tak naprawdę je słyszy. 
W końcu jednak przekonała się, że w oddali ktoś porusza się lekko i szybko. 
Zatrzymała się i 
słuchała, a kroki stawały się coraz głośniejsze i jeszcze szybsze. 
Ktoś biegł w jej kierunku. 
Bonnie przyspieszyła, potykając się w pośpiechu. Jej buty poślizgnęły się na 
luźnym 
kamieniu i upadła na ręce i kolana. Ostre kłucie kamieni wbijających się w 
ciało, 
spowodowało, że do jej oczu napłynęły łzy, ale zdjęła i wyrzuciła swoje buty, 
nie dbając o to, 

ż

e zostawia je tutaj. Zerwała się i pobiegła szybciej. 

Kroki jej napastnika były teraz głośniejsze, zaczynał ją doganiać. Ich rytm był 
dziwny: 
głośne, cykliczne, z szybszymi uderzeniami lżejszych pomiędzy nimi. Bonnie 
zdała sobie 
sprawę z przerażeniem, że goni ją więcej, niż jedna osoba. Jej noga wpadł w 
poślizg 
ponownie, a ona ledwo złapała równowagę, zataczając się na boki kilka 
kroków, żeby nie 
spaść. 
Ciężka ręka rąbnęła Bonnie w plecy, a ona krzyczała i wymachiwała 
pięściami dookoła w 
rozpaczliwej próbie obrony. 
- Bonnie- Meredith dyszała, ściskając Bonnie za ramiona. 
- Co Ty robisz tu sama?- Samanta przeszła obok nich, niosąc buty Bonnie z 
dyszącym 
oddechem. 
- Jesteś zbyt szybka dla mnie, Meredith- powiedziała. 
Bonnie przełknęła szloch z ulgą. Teraz, kiedy była bezpieczna, poczuła jak 
siada i opada z 
niej histeria. 
- Przestraszyłyście mnie- powiedziała. 
Meredith spojrzała wściekła. 
- Pamiętasz, jak obiecaliśmy trzymać się razem?- szare oczy Meredith były 
wzburzone- 
Miałaś być z Zandarem i wrócić bezpiecznie do domu. 

background image

Bonnie miała ochotę wyrzucić z siebie, ze to nie był jej wybór, żeby być tutaj 
sama, ale nagle 
zamknęła usta i pokiwała głową. 
Jeśli Meredith dowiedziałaby się, że Zandar zostawił tu Bonnie samą, nigdy, 
ale to przenigdy, 
by mu tego nie wybaczyła. Bonnie też była wściekła na Zandara, że ją 
zostawił, ale nie była 
aż tak szalona, aby nastawiać Meredith przeciwko niemu. Może miał powód. 
A ona wciąż 
pragnęła tego pocałunku. 
- Przykro mi- powiedziała nikczemnie Bonnie, wpatrując się w swoje stopy- 
Masz rację, 
powinnam wiedzieć to lepiej. 
Meridith pogłaskała Bonnie po plecach. Samantha cicho wręczyła Bonnie jej 
buty, a Bonnie 
włożyła je z powrotem. 
- Chodźmy więc odprowadzić Samantę do jej akademika a potem pójdziemy 
razem do domupowiedziała 
wybaczającym tonem- Z nami będziesz bezpieczna. 
W rogu korytarza niedaleko jej pokoju, Elena opadła i oparła się na chwilę o 

ś

cianę. To była 

długa, długa noc. Były drinki i tańce z ogromnym kudłatym Spencerem, 
który, jak ostrzegała 
Samanta, próbował ją podnosić i przechylać i okręcać dookoła. 
Myśli miała głośne i dokuczliwe, a jej serce cały czas cierpiało. Nie była 
pewna, czy chce 
przejść przez życie bez Stefana. 
To tylko chwilowe, powiedziała sobie, prostując się i poruszając z trudem. 
- Cześć księżniczko- powiedział Damon. 
Elena zesztywniała zszokowana. 
Wylegując się na podłodze przed jej drzwiami, Damonowi jakoś udawało się 
wyglądać 
elegancko i doskonale przygotowanym na to, co dla kogoś innego byłoby 
niezręczną sytuacją. 
Kiedy już ochłonęła z szoku, że on tutaj był, Elena była zaskoczona 
wybuchem radości, który 
się pojawił w jej piersi na jego widok. 
Starając się zignorować ten wybuch szczęścia wewnątrz niej, powiedziała 
stanowczo: 
- Mówiłam Ci, że nie chcę Cię widzieć przez jakiś czas, Damon. 
Damon wzruszył ramionami i wstał wdzięcznie na nogi. 

background image

- Kochanie, nie jestem tutaj, aby prosić o rękę. 
Jego wzrok spoczął przez chwilę na jej ustach, a potem przybrał suchy ton. 
- Sprawdzam po prostu Ciebie i małą rudą ptaszynę, upewniając się, że nie 
zniknęłyście, jak 
to się tu ostatnio zdarza. 
- U nas wszystko w porządku- Elena powiedziała krótko- Ja jestem tutaj, a 
Bonnie 
odprowadza do domu jej nowy chłopak. 
- Nowy chłopak?- zapytał Damon, unosząc brew. 
Zawsze miał jakąś słabość do Bonnie, Elena o tym wiedziała, i zgadywała, że 
jego ego nie 
było przygotowane na to, że jej sympatia do Damona mogła odejść w 
zapomnienie. 
- A Ty, jak wróciłaś do domu?- spytał cierpko Damon- Zauważyłem, że nie 
wybrałaś nowego 
chłopaka, który by Cię chronił. W każdym razie, jeszcze nie wybrałaś. 
Elena poczerwieniała i przygryzła wargę, ale nie dała się sprowokować. 
- Meredith wlaśnie poszła patrolować kampus. Zauważyłam, że nie pytałeś o 
nią. Nie chcesz 
się upewnić, że jest bezpieczna? 
Damon prychnął. 
- Współczuję upiorowi, który stanie jej na drodze- powiedział z nutą podziwu w 
głosie- Czy 
mogę wejść? Zauważ, że byłem uprzejmy czekając tutaj na Ciebie, na tym 
obskurnym 
korytarzu, zamiast wylegiwać się w Twoim łóżku. 
- Możesz wejść na chwilę- powiedziała niechętnie Elena i otworzyła torebkę w 
poszukiwaniu 
kluczy. 
Och. Poczuła nagłe ukłucie w sercu. W górnej części torebki, zgniecione i 
zwiędłe, leżały 
stokrotki, które znalazła wieczorem przy drzwiach pokoju. Dotknęła ich 
delikatnie, niechętnie 
przesuwając na bok w poszukiwaniu kluczy. 
- Stokrotki- powiedział Damon sucho- Bardzo słodkie. Nie wydaje Ci się, że 
powinnaś o nie 
bardziej dbać? 
Celowo ignorując go, Elena chwyciła klucze i zamknęła torebkę. 
- Więc uważasz, że zaginięcia i ataki są sprawką jakichś upiorów? Czy masz na 
myśli coś 

background image

nadprzyrodzonego?- spytała otwierając drzwi- Czego się dowiedziałeś, 
Damon? 
Wzruszając ramionami, Damon poszedł za nią do pokoju. 
- Niczego- odpowiedział ponuro- Ale na pewno nie myślę, że zaginione 
dzieciaki zwiały do 
domu albo na Daytona Beach, czy coś takiego. Myślę, że trzeba być 
ostrożnym. 
Elena usiadła na łóżku, wyciągnął kolana do góry i oparła podbródek na 
nich. 
- Użyłeś swojej mocy, aby spróbować dowiedzieć się, co się dzieje?- 
zapytała- Meredith 
powiedziała, że poprosi Cię o to. 
Damon usiadł obok niej i westchnął. 
- Ukochana, mimo, że trudno się do tego przyznać, nawet moja moc ma 
swoje granicepowiedział- 
Jeśli ktoś jest znacznie silniejszy ode mnie, tak jak był Klaus, może ukrywać się. 
Jeśli ktoś jest znacznie słabszy, bez trudu mogę go odnaleźć i już teraz 
wiedziałbym, kim on 
jest. I z jakiegoś śmiesznego powodu - skrzywił się- nigdy nie mogę wyczuć 
wilkołaka. 
- Więc nie możesz pomóc?- powiedziała Elena przerażona. 
- Och, tego nie powiedziałem. 
Damon dotknął luźny kosmyk złotych włosów Eleny jednym palcem. 
- Piękne- powiedział z roztargnieniem- Lubię Twoje włosy odgarniać jak teraz. 
Elena drgnęła, odsuwając się od niego, a on zabrał swoją rękę. 
- Tylko się przyglądam- jego oczy błyszczały- Dawno porządnie nie 
polowałem. 
Elena nie była pewna, czy powinna się z tego cieszyć, ale się cieszyła, w jakiś 
straszny 
sposób. 
- Będziesz wtedy bezwzględny?- zapytała trochę dziecinnie, a on skinął z 
półprzymkniętymi 
powiekami. 
Była bardzo senna i czuła się szczęśliwsza teraz, kiedy widziała Damon, 
chociaż wiedziała, że 
nie powinna była pozwolić mu wejść. Tęskniła za nim także. 
- Powinieneś już iść- powiedziała, ziewając- Daj mi znać, jak się czegoś 
dowiesz. 
Damon stał, wahając się, na końcu jej łóżka. 
- Nie lubię zostawiać Cię tutaj samej- powiedział- Nie po wszystkim, co się 
stało. Gdzie są Ci 

background image

Twoi przyjaciele? 
- Będą tutaj- Elena powiedziała. Coś w niej kazało jej dodać: 
- Ale jeśli tak bardzo się martwisz, możesz spać tutaj, jeśli chcesz. 
Brakowało jej go, a on potrafił być doskonałym dżentelmenem. I musiała 
przyznać, że ona 
czuje się bezpieczniej z nim w pobliżu. 
- Mogę?- Damon wygiął chytrze brwi. 
- Na podłodze- Elena powiedziała stanowczo- Jestem pewna, ze Bonnie i 
Meredith także będą 
Ci wdzięczne za ochronę. 
To było kłamstwo. 
Choć Bonnie byłaby wstrząśnięta widząc go tutaj, była szansa, że Meredith 
skopałaby go, jak 
tylko weszłaby do pokoju. Mogłaby nawet włożyć specjalne szpiczaste buty, 

ż

eby to zrobić. 

Elena wstała i wyciągnęła zapasowy koc z jej szafy dla niego, potem poszła 
umyć zęby i się 
przebrać. Kiedy wróciła przygotowana do snu, Damon leżał na podłodze, 
zawinięty w koc. 
Jego oczy zatrzymały się na chwilę na jej szyi wiodącej wprost do jej 
koronkowej koszuli 
nocnej, ale nie powiedział nic. Elena wspięła się na łóżko i zgasiła światło. 
- Dobranoc, Damon- powiedziała. 
Chłodne usta połaskotały jej policzek, a następnie zniknęły. 

ROZDZIAŁ 18 
Następnego ranka, kiedy Elena się obudziła, Damona już nie było, jego koc 
leżał porządnie 
złożony w nogach jej łóżka. Meredith z zaspanymi oczami, cicho ubierała się 
na poranny 
trening i jedynie skinęła Elenie głową; Elena nauczyła się dawno temu, że 
Meredith była nie 
do życia przed swoją pierwszą filiżanką kawy. 
Bonnie, która nie miała zajęć, aż do popołudnia, wyglądała jak guz, 
zakopana pod swoją 
pościelą. 
Z pewnością Meredith powiedziałaby coś, gdyby zobaczyła Damona na 
podłodze, pomyślała 
Elena, kiedy upuściła bułkę na stołówce, którą chwyciła przed zajęciami. 
Może Damon 

background image

jednak nie został w ich pokoju. Elena przygryzła wargę, myśląc o tym i kopiąc 
małe kamienie 
po drodze na zajęcia. Myślała, że chciał zostać po to, żeby czuwać nad jej 
bezpieczeństwem. 
Czy to w porządku, że jej się to podobało, a potem, kiedy odszedł, na samą 
myśl o tym, czuła 
jeszcze większy ból w sercu? Przecież nie chciała, żeby Damon był w niej 
zakochany, 
nieprawdaż? Czy to nie było częścią powodu, dla którego zawiesiła swój 
romans ze Stefanem, 
po to, żeby ona i Damon mogli wyplątać się z ich wzajemnych relacji? Ale… 
Jestem okropnym człowiekiem, zdała sobie sprawę. 
Zastanawianie się nad swoją sytuacją zajęło Elenie całą drogę na zajęcia z 
historii południa, 
gdzie gryzmoliła w zeszycie do czasu, kiedy profesor Campbell- James- 
wszedł do klasy. 
Odchrząknął głośno, gdy szedł do przodu klasy, a Elena niechętnie odwróciła 
swą uwagę od 
jej problemów. 
James wyglądał inaczej. Niepewny siebie, Elena wywnioskowała. Jego oczy 
nie wydawały 
się tak jasne, jak to zwykle bywało, a on wydawał się jakiś mniejszy. 
- Było kolejne zaginięcie- powiedział cicho. 
Niespokojny bełkot przebiegł po klasie, a on podniósł rękę. 
- Tym razem ofiarą, i myślę że w tym momencie możemy już mówić o 
ofiarach, to nie był 
jakiś tam student mieszkający w kampusie, ale niestety to student z tej klasy. 
Courtney 
Brookes zaginęła; ostatnio była widziana zeszłej nocy, kiedy wracała do 
akademika. 
Rozglądając się po klasie, Elena próbowała sobie przypomnieć, która to była 
Courtney 
Brookes. 
Wysoka, cicha dziewczyna z włosami w kolorze karmelowym, pomyślała, i 
zauważył puste 
miejsce dziewczyny. James podniósł rękę ponownie, uciszając rosnącą 
wrzawę 
przestraszonych i podekscytowanych głosów. 
- W związku z tym- powiedział powoli- Myślę, że dzisiaj musimy odłożyć naszą 
dyskusję o 
czasach kolonialnych i opowiem Wam trochę o historii College’u Dalcrest. 

background image

Rozejrzał się po zdezorientowanych twarzach studentów. 
- Widzicie, to nie pierwszy raz, kiedy niezwykłe rzeczy dzieją się w tym 
kampusie. 
Elena zmarszczyła brwi i patrząc na swych kolegów, widziała zamieszanie 
odzwierciedlone 
na ich twarzach. 
- Uczelnia Dalcrest, jak wielu z was niewątpliwie wie, została założona w 1889 
roku przez 
Simona Dalcrest, z myślą o edukacji synów bogatej powojennej arystokracji 
Południa. 
Simona Dalcrest chciał, żeby Dalcrest zostało uznane za „Harvard Południa”, i 

ż

e on i jego 

rodzina będą stali na czele intelektualizmu i nauki w zbliżającym się nowym 
stuleciu. Tak to 
bardzo często jest opisywane w oficjalnej historii uczelni. Mniej znany jest fakt, 

ż

e nadzieje 

Simona zostały rozwiane w 1895 roku, kiedy jego dziki dwudziesto jednoletni 
syn, William 
Dalcrest, został znaleziony martwy z trzema innymi osobami w tunelach pod 
szkołą. 
Wyglądało to na samobójstwo. Niektóre materiały i symbole znajdujące się w 
tunelach 
sugerowały pewne związki z czarną magią. Dwa lata później żona Szymona, 
Julia Dalcrest, 
została brutalnie zamordowana w budynku, w którym obecnie znajduje się 
administracja; 
Tajemnica otaczająca jej śmierci nigdy nie została wyjaśniona. 
Elena rozejrzał się po swoich kolegach z klasy. Skąd mieli o tym wiedzieć? 
Broszury uczelni 
wspominały, kiedy i przez kogo szkoła została założona, ale nic o 
samobójstwach i 
morderstwach. Tunele pod szkołą? 
- Julia Dalcrest jest jednym z co najmniej trzech różnych duchów, które 
nawiedzają kampus. 
Inne duchy to duch siedemnastoletniej dziewczyny, która utonęła, znowu w 
tajemniczych 
okolicznościach, podczas wizyty na potańcówce w 1929 roku. Mówi się, że 
ona wędruje, 
zawodząc po korytarzach McClellan House, pozostawiając kałuże wody 

ś

ciekającej z niej. 

background image

Trzecim, jest dwudziesto jednoletni chłopiec, który zniknął w 1953 roku i 
którego ciało 
znaleziono trzy lata później w piwnicy biblioteki. Jego ducha podobno 
widziano 
wchodzącego i wychodzącego z pomieszczeń w bibliotece, biegającego i 
oglądającego się z 
przerażeniem, jakby ktoś go ścigał. Istnieją także pogłoski o kilku innych 
tajemniczych 
zdarzeniach: w 1963 roku zniknęła na cztery dni studentka i pojawiła się, 
mówiąc, że została 
porwana przez elfy. 
Nerwowy chichot przebiegł przez klasę, a James machając palcem 
upomniał swoją widownię. 
Wydawało się, że ożywił się trochę, stał się na chwilę tamtym starym 
Jamesem. 
- Chodzi o to- powiedział- że Dalcrest to miejsce niezwykłe. Poza elfami i 
duchami, doszło tu 
do mnóstwa udokumentowanych nadzwyczajnych zdarzeń, a każdego roku 
powstaje coraz 
więcej plotek i legend na temat kampusu. Tajemnicze zgony. Tajne 
stowarzyszenia. 
Opowieści o potworach. 
Zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na nich. 
- Błagam Was, nie stańcie się częścią legendy. Bądźcie mądrzy, jest 
niebezpiecznie, 
trzymajcie się razem. Zajęcia skończone. 
Studenci spojrzeli po sobie niepewnie, zaskoczeni nagłym zwolnieniem ich z 
pozostałej pół 
godziny zajęć. Niezależnie od tego, zaczęli zbierać swoje rzeczy i wychodzić z 
klasy parami 
lub trójkami. Elena chwyciła torebkę i pobiegła do przodu sali. 
- Profesorze- powiedziała- James. 
- Ach, Elena- powiedział- Mam nadzieję, że uważałaś na moich zajęciach 
dzisiaj. To ważne, 
aby młode dziewczyny miały się na baczności. Młodzi mężczyźni także, 
oczywiście. Bez 
względu na wszystko, uczelnia nikogo nie dyskryminuje. 
Z bliska wyglądał blado, był zmartwiony i wydawał się starszy, niż był na 
początku 
semestru. 

background image

- Byłam bardzo zainteresowana tym, co opowiadałeś o historii Dalcrest- 
powiedziała- Ale nie 
mówiłeś nic o tym, co dzieje się teraz. Jak sądzisz, co tu się dzieje? 
Twarz profesora Campbella była pomarszczona, a jego jasne oczy patrzyły 
obok niej. 
- Cóż, moja droga- powiedział- trudno powiedzieć. Tak, bardzo trudno- 
oblizał nerwowo usta- 
Spędziłem dużo czasu w tej szkole, wiesz, lata. Ale nie wystarczająco, żebym 
mógł w to 
wszystko uwierzyć. Po prostu nie wiem- powiedział cicho, jakby mówił do 
siebie. 
- Jest coś jeszcze, o co chciałam zapytać- powiedziała Elena, a on spojrzał 
na nią uważnie- 
Poszłam obejrzeć zdjęcie, o którym mi mówiłeś. Twoje i moich rodziców, kiedy 
byliście 
studentami. Na tym zdjęciu, mieliście wszyscy taką samą odznakę. Była 
niebieska i w 
kształcie litery V 
Była na tyle blisko Jamesa, że czuła, jak jego ciało wstrząsnęło się z 
zaskoczenia. Jego twarz 
straciła ponure zamyślenie i zrobiła się pusta. 
- Och, tak?- powiedział- Obawiam się, że nie mogę sobie przypomnieć, co to 
było. Pewnie to 
Elizabeth coś takiego nam zrobiła. Zawsze była bardzo twórcza. Teraz, moja 
droga, naprawdę 
muszę iść. 
Pożegnał się i uciekł pospiesznie z klasy pomimo, że kilku studentów 
próbowało go 
zatrzymać pytaniami. 
Elena przyglądała się jak odchodził, czując, jak jej brwi same podnoszą się z 
zaskoczenia. 
James wiedział więcej, niż mówił, to było pewne. Jeśli nie chciał jej 
powiedzieć- a ona się nie 
poddawała tak po prostu- dowie się tego gdzie indziej. Te odznaki były 
znaczące, jego reakcja 
to potwierdziła. 
Jaka tajemnica może być związana z odznakami? James wspominał coś o 
tajnych 
stowarzyszeniach? 
- Po śmierci moich rodziców- Samantha opowiadała Meredith- Mieszkałam z 
ciotką. Ona 

background image

także pochodziła z rodziny łowców, ale nic o nich nie wiedziała. Ona chyba 
nie chciała 
wiedzieć. Trenowałam sztuki walki i wszystko, czego mogłam nauczyć się 
samodzielnie, ale 
nie miałam nikogo, kto by mnie trenował. 
Meredith świeciła latarką po ciemnych krzakach przed budynkiem 
muzycznym i pomachała 
dookoła. Nie było niczego, poza roślinami. 
- Odwaliłaś kawał dobrej roboty, ucząc się sama- powiedziała do Samanthy- 
Jesteś mądra, 
silna i ostrożna. Musisz tylko zaufać swojemu instynktowi. 
To był pomysł Sananthy, żeby razem patrolować kampus po zachodzie 
słońca, aby sprawdzić 
miejsca, w których zaginiona dziewczyna Courtney, była widziana ostatniej 
nocy, sprawdzić, 
czy czegoś nie znajdą. 
Na początku wieczoru, Meredith czuła się silna, gotowa do walki u boku 
swojej siostry 
łowcy. Ale teraz, choć to było ciekawe patrolować z Samanthą, zobaczyć 

ż

ycie łowcy jej 

oczami, zaczynała się czuć, jakby po prostu wędrowały bez określonego celu 
i rezultatu. 
- Policja znalazła jej sweter gdzieś tutaj- powiedziała Samantha- Musimy 
poszukać tu 
wskazówek. 
- Okay- Meredith powstrzymała się od powiedzenia, że policja była tu już z 
psami, szukając 
wskazówek i to byłoby ogromne szczęście, gdyby one coś znalazły. 
Skierowała światło 
latarki na trawę i ścieżkę- Może lepiej by było, gdybyśmy tu przeszły w dzień, 
kiedy lepiej 
widać. 
- Chyba masz rację- powiedziała Samantha, wyłączając swoją latarkę- 
Dobrze, że jesteśmy tu 
w nocy, nie sądzisz? Możemy chronić ludzi podczas patrolowania. Mamy 
sytuację pod 
kontrolą. Ubiegłej nocy, na przykład, odprowadziłyśmy bezpiecznie Bonnie. 
Meredith poczuła migotanie niepokoju. Co, gdyby nie przyszły? Czy Bonnie 
mogłaby być tą, 
która zaginęła, zamiast Courtney? 
Samantha spojrzała na Meredith, słaby uśmiech pojawił się w kąciku jej ust. 

background image

- To nasze przeznaczenie, prawda? Po to przyszłyśmy na świat. 
Meredith uśmiechnęła się do niej, zapominając o jej chwilowym niepokoju. 
Kochała entuzjazm Samanthy w stosunku do polowania, jej ciągłe dążenie, 
do bycia lepszą po 
to, żeby walczyć z ciemnością. 
- Nasze przeznaczenie- zgodziła się. 
Gdzieś na końcu dziedzińca, ktoś krzyknął. 
Meredith zaczęła biec bez chwili zastanawiania. Samantha była kilka kroków 
za nią, starając 
się nadążyć. 
Musi popracować nad swoją szybkością, skomentowała w myślach ta część 
Meredith, która 
zawsze robiła notatki. 
Krzyk, przeraźliwy i przestraszony, nadszedł ponownie, trochę z lewej strony. 
Meredith 
zmieniła kierunek i popędziła w tamtą stronę. Gdzie? Była blisko, ale nie 
mogła nic zobaczyć. 

Ś

wieciła swoją latarka po ziemi, szukając jakichchś śladów. Tam. W pobliżu, 

na ziemi, dwie 
ciemne postaci pokładały się, jedna przygwoździła drugą do ziemi. 
Wszyscy zamarli na chwilę, a następnie Meredith popędziła w ich kierunku, 
krzycząc: 
- Przestań! Puszczaj! Puszczaj!- i sekundę później ten, który przygwoździł drugą 
postać do 
ziemi, wstał i zaczął uciekać w ciemność. 
- Czarna bluza z kapturem, czarne dżinsy- powiedziała cicho, zapamiętując 
fakty- Nie można 
stwierdzić, czy to chłopak, czy dziewczyna. 
Osoba, która leżała, dziewczyna, wzdrygnęła się i krzyczała, kiedy Meredith 
przebiegła obok 
niej, ale Meredith nie mogła się zatrzymać. Samantha z nią była, więc jej 
pomoże. Meredith 
musiała złapać uciekającą postać. Jej długie kroki pokonywały odległość, 
ale nie była 
wystarczająco szybka. Nawet, kiedy biegła najszybciej, jak tylko mogła, 
człowiek w czerni 
był szybszy. Zobaczyła przebłysk jakiejś bladości, kiedy tamten człowiek 
spojrzał na nią, 
oglądając się, a potem zniknął w ciemności. Meredith pobiegła dalej, 
szukając go, ale nic nie 

background image

mogła znaleźć. W końcu zatrzymała się. Dysząc, próbując złapać oddech, 
przejechała 

ś

wiatłem latarki po ziemi, szukając jakiegoś tropu. Nie mogła uwierzyć, że jej 

się nie udało, 

ż

e pozwoliła napastnikowi uciec. 

Nic. Żadnego śladu. Była tak blisko, a wciąż wszystko co wie, to to, że osoba, 
która 
zaatakowała dziewczynę, miała czarne ubrania i szalenie szybko biegała. 
Meredith zaklęła 
i kopnęła w ziemię, a potem zaczęła wracać. Zbliżała się spokojnie do ofiary. 
Podczas, gdy Meredith gonił napastnika, Samantha pomogła dziewczynie się 
podnieść, a teraz 
tamta przylegała skulona do Samanthy, wycierając oczy chusteczką. 
Potrząsając głową w 
stronę Meredith, Samantha powiedziała: 
- Ona niczego nie widziała. Myśli, że to był człowiek, ale nie widziała jego 
twarzy. 
Meredith zacisnęła pięści. 
- Nie widziałam niczego. Był zbyt szybki…- jej głos się urwał w chwili, gdy 
uderzyła ją jakaś 
myśl. 
- Co jest?- spytała Samantha. 
- Nic- powiedziała Meredith- On uciekł. 
Odtwarzała w swoim umyśle ten chwilowy przebłysk bladych włosów, jaki 
zauważyła, kiedy 
napastnik na nią spojrzał. 
Ten odcień bladości- widziała go gdzieś bardzo niedawno. 
Przypomniała sobie Zandera, jego twarz zwróconą ku Bonnie. Jego biało-
blond włosy były w 
tym samym niezwykłym odcieniu. To nie był wystarczający powód, żeby o 
tym powiedzieć 
wszystkim. Chwilowe spostrzeżenie przez nią tego koloru, jeszcze o niczym nie 

ś

wiadczy. 

Meredith odepchnęła tę myśl, ale kiedy popatrzyła znów w ciemność, 
owinęła się ramionami, 
czując nagły chłód. 

ROZDZIAŁ 19 
Nikt nie będzie kłamać Elenie Gilbert i uciekać od niej. Elena maszerowała 
wzdłuż ścieżki do 

background image

biblioteki, oburzona, trzymając wysoko głowę. Więc James myślał, że może 
udawać, że nie 
pamięta niczego na temat tych odznak w kształcie litery V? Sposób w jaki 
unikał jej wzroku, 
to, jak jego pulchne policzki zbladły, wszystko w jego zachowaniu krzyczało, 

ż

e było coś, coś 

tajemniczego w życiu jego i jej rodziców, o czym nie chciał jej powiedzieć. 
Jeśli on 
nie zamierza jej powiedzieć, ona dowie się tego sama. 
Biblioteka wydawało się logicznym miejscem do rozpoczęcia poszukiwań. 
- Elena- zawołał jakiś głos i przystanęła. Była tak skupiona na swojej misji, że 
przeszła 
prawie obok Damona, opierającego się o drzewo koło biblioteki. 
Uśmiechnął się do niej niewinnie, wyciągając swoje długie nogi przed siebie. 
- Co Ty tu robisz?- powiedziała nagle. 
To było tak dziwne, widzieć go tak po prostu w ciągu dnia na terenie 
kampusu, jakby był 
częścią jednego obrazu nałożonego na inny. Nie należał do tej części jej 

ż

ycia, nie, chyba że 

nosiła go sobie. 
- Cieszę się promieniami słońca- powiedział oschle Damon- I scenerią. 
Szerokim gestem pokazał drzewa, budynki kampusu i stadko ładnych 
dziewczyn 
chichoczących po drugiej stronie drogi. 
- Co Ty tu robisz? 
- Chodzę do tej szkoły- powiedziała Elena- więc to chyba nie dziwne, że to ja 
przebywała 
koło biblioteki. Nie sądzisz? 
Damon roześmiał się. 
- Odkryłaś mój sekret, Eleno- powiedział wstając- Miałem nadzieję, że Cię 
zobaczę. Albo 
kogoś z Twoich małych przyjaciół. Jestem taki samotny, wiesz, nawet Twój 
Mutt byłby mile 
widziany. 
- Naprawdę?- spytała. 
Rzucił jej spojrzenie swoimi ciemnymi, rozbawionymi oczami. 
- Oczywiście, zawsze chcę cię widzieć, księżniczko. Ale jestem tutaj z innego 
powodu. 
Miałem przyjrzeć się zaginięciom, pamiętasz? Więc, spędziłem trochę czasu w 
kampusie. 

background image

- Och, Dobrze- oficjalnie nie powinna przebywać w towarzystwie Damona w 
ogóle. Warunki 
jakie postawiła po to, aby podjąć decyzję, co do bycia lub zerwania ze 
Stefanem były takie, że 
nie zamierzała spotykać się z żadnym z braci Salvatore, dopóki nie rozwiążą 
własnych 
problemów i po to, żeby mieć czas ochłonąć z całej tej sytuacji, która była 
między ich trójką. 
Ale ona już złamała te warunki, pozwalając Damonowi spać na podłodze jej 
pokoju i było to 
coś o wiele większego, niż pójście z nim do biblioteki. 
- Po co tam idziesz?- spytał Damon- Mogę z Tobą pójść? 
Naprawdę, pójście razem do biblioteki powinno być dość niewinne. Elena 
myślała 
gorączkowo. Po tym wszystkim, Ona i Damon mieli być przyjaciółmi. 
- Próbuję się dowiedzieć czegoś o moich rodzicach- powiedziała- Chcesz 
pomóc? 
- Oczywiście, moja kochana- powiedział Damon, i wziął ją za rękę. 
Elena poczuła lekki niepokój. Ale jego palce działały na nią uspokajająco i 
odrzuciła swoje 
wahanie. 
Bibliotekarka w archiwum wyjaśniła, jak przeszukiwać bazę danych ewidencji 
szkoły 
i skierowała Elenę i Damona do komputera ustawionego w rogu. 
- Uch- powiedział Damon, szturchając pogardliwie klawisz- Nie jestem 
umysłem 
komputerowym, a książki i zdjęcia powinny być prawdziwe, a nie w jakiejś 
maszynie. 
- Ale w ten sposób każdy może je zobaczyć- Elena powiedziała cierpliwie. 
Miała taką rozmowę ze Stefanem wcześniej. braciaSalvatore może wyglądali 
na studentów, 
ale było kilka rzeczy we współczesnym świecie, których ich umysły nie 
ogarniały. 
Elena kliknęła w dział zdjęć w bazie danych i wpisała imię i nazwisko matki, 
Elizabeth 
Morrow. 
- Spójrz, jest kilka zdjęć- przeglądała je, szukając tego, które widziała na 
korytarzu. Znalazła 
kilka zdjęć obsad z różnych przedstawień teatralnych. James powiedział, że 
jej matka była 

background image

gwiazdą, jeśli chodzi o projekty, ale wyglądało na to, że brała też udział w 
niektórych 
produkcjach. Na jednym zdjęciu, matka Eleny tańczyła z głową odrzuconą 
do tyłu, 
z rozrzuconymi włosami. 
- Ona wygląda, jak Ty- Damon powiedział, przyglądając się zdjęciu z 
przechyloną głową, 
ciemnymi oczami- chociaż bardziej miękka tutaj, wokół ust- wskazał długim 
palcem- A jej 
twarz jest bardziej niewinna niż Twoja. 
Jego usta wygięły się złośliwie i rzucił jej spojrzenie z ukosa. 
- Milsza dziewczyna od Ciebie, myślę. 
- Ja jestem miła- powiedziała Elena zraniona i szybko klikała, by znaleźć 
zdjęcie, którego 
szukała. 
- Jesteś zbyt sprytna, aby być miła, Eleno- powiedział Damon, ale Elena 
ledwie go słuchała. 
- Jest- powiedziała. 
Zdjęcie było takie, jak je zapamiętała: James i jej rodzice pod drzewem, 
rozochoceni 
i nieprawdopodobnie młodzi. Elena powiększyła zdjęcie, najeżdżając na 
odznakę na koszuli 
ojca. 
Zdecydowanie V. Było niebieskie, głęboko ciemnoniebieskie, teraz mogła 
zobaczyć, że 
miało ten sam odcień, co lapis lazuli pierścieni Damona i Stefana, które 
chroniły ich przed 
słońcem. 
- Widziałem jedną z tych odznak wcześniej- powiedział nagle Damon. Skrzywił 
się. 
- Nie pamiętam gdzie. Przepraszam. 
- Widziałeś ją niedawno?- zapytała, ale Damon tylko wzruszył ramionami. 
- James powiedział, że moja mama zrobiła te odznaki dla nich- powiedziała 
powiększając tak, 

ż

e widać było tylko ziarnisty obraz odznaki- Nie wierzę mu. Ona nie robiła 

biżuterii, nie 
zajmowała się takimi rzeczami. I nie wygląda to na ręczną robotę, chyba, że 
było zrobione 
w jakiejś pracowni jubilerskiej. To jakiś rodzaj emalii na tym V, tak myślę. 
Wpisała w wyszukiwarkę V, ale nic nie znalazła. 
- Chciałabym wiedzieć, skąd to mają. 

background image

Z wdziękiem wzruszając ramionami, Damon sięgnął po myszkę i powiększał i 
pomniejszał 
różne fragmenty obrazu. 
Za nimi, bibliotekarka z głuchym dźwiękiem odłożyła książkę, a Elena obróciła 
się i spojrzała 
na nią, aby zobaczyć wzrok kobiety wpatrującej się w nich z niepokojącym 
natężeniem. Jej 
usta zaostrzyły się, kiedy spotkała wzrok Eleny, a potem odwróciła wzrok, idąc 
nieco dalej 
wzdłuż korytarza. Ale Elena miała jakieś dziwne wrażenie, że bibliotekarka 
wciąż na nich 
patrzy i słucha. 
Odwróciła się, żeby szepnąć o tym Damonowi, ale znów uderzyła ją jego 
bliskość. 
On po prostu nie pasował do szarej i zwyczajnej komputerowej biblioteki- to 
było, jak kazać 
dzikiemu zwierzęciu turlać się po biurku. Jakby czarny anioł przygotowywał 
płatki owsiane w 
kuchni. Czyżby nigdy wcześniej nie widziała go pod światło jarzeniówki? To 
oświetlenie 
wydobyło czystą bladość jego skóry, rzucając długie cienie wzdłuż jego kości 
policzkowych 
i wydobywało głębię z czarnych aksamitnych włosów i oczu. Kilka guzików 
jego koszuli 
było rozpiętych, a Elena była niemal zahipnotyzowana przez subtelne zmiany 
w mięśniach 
jego szyi i ramion. 
- Co to może być Towarzystwo Vital?- zapytał nagle wyrywając ją z zadumy. 
- Co?- spytała zdezorientowana- O czym Ty mówisz? 
Damon kliknął myszką i przesunął zoom, koncentrując się tym razem na 
notesie na kolanach 
jej matki. 
Ręce jej matki- piękne ręce, zauważyła Elena, ładniejsze niż jej własne, które 
miały lekko 
krzywe małe palce- były rozstawione na otwartej książce, ale między 
palcami, Elena mogła 
przeczytać: Tow stwo Vit le. 
- Zakładam, że to coś tłumaczy- Damon powiedział, wzruszając ramionami- 
Szukasz czegoś 
na literę V. To może być coś innego, oczywiście. Może to Vital Towarzysz? Czy 
Twoja 

background image

matka była społeczną królową pszczół jak Ty?- Elena zignorowała pytanie. 
- Towarzystwo Vitale- powiedziała powoli- Zawsze myślałam, że to mit. 
- Zostaw Towarzystwo Vitale w spokoju- syk pochodził zza ich pleców i Elena 
rozejrzała się 
dookoła. 
Bibliotekarka wydawała się osobliwie, imponująco wygięta z drugiej strony 
regału, pomimo 
jej tenisówek i pastelowego swetra. Jej jastrzębia twarz była napięta i 
wpatrywała się w Elenę, 
jej ciało było wysokie i Elena czuła instynktownie, że była groźna. 
- Co masz na myśli?- Elena zapytała.- Czy wiesz coś o nich? 
W obliczu bezpośredniego pytania, kobieta zdawała się kurczyć z groźnej 
postaci, jaką była 
jeszcze chwilę wczesniej, do zwykłej, starszej pani. 
- Ja nic nie wiem- mruknęła, marszcząc brwi- Wszystko co mogę powiedzieć 
to to, że nie jest 
bezpiecznie zadzierać z Vitale. Różne rzeczy dzieją się wokół nich. Nawet jeśli 
jesteś 
ostrożny. 
Zaczęła pchać swój wózek z książkami. 
- Czekaj!- Elena powiedziała, unosząc się- Jakie rzeczy? 
W co jej rodzice byli zamieszani? Oni nie zrobiliby nic złego, prawda? Nie 
Eleny rodzice. 
Ale bibliotekarka tylko przyspieszyła, koła jej wózka piszczały, kiedy znikała za 
rogiem, 
przechodząc do innego przejścia. 
Damon uśmiechnął się niskim głosem. 
- Ona nie powie niczego- powiedział, a Elena spojrzała na niego- Ona nic nie 
wie albo jest 
zbyt przerażona, aby powiedzieć, co wie. 
- To nie jest pomocne, Damon- Elena powiedziała mocno. Zacisnęła palce 
na skroniach. 
- Co teraz zrobimy? 
- Przyjrzymy się Towarzystwu Vitale, oczywiście- powiedział Damon. 
Elena otworzyła usta, aby zaprotestować, ale Damon uciszył ją, kładąc palec 
na jej ustach. 
Dotyk jego palca na jej ustach był miękki, a ona uniosła rękę w ich kierunku. 
- Nie martw się o to, co głupia stara kobieta ma do powiedzenia- powiedział- 
Jeśli jednak 
naprawdę chcesz się dowiedzieć coś o tych tajemnicach Towarzystwa, 
prawdopodobnie 

background image

musimy szukać gdzie indziej, niż w bibliotece. 
Wstał i wyciągnął rękę. 
- Idziemy?- zapytał. 
Elena skinęła głową i wzięła jego dłoń w swoje. 
Jeśli chodziło o rozwiązywanie jakichkolwiek tajemnic, o wydobywanie z ludzi 
tego, co 
chcieli ukryć, wiedziała, że na Damona zawsze można liczyć. 
- Odbierz, Zander- Bonnie mruczała do telefonu. 
Sygnał w słuchawce się urwał i precyzyjny, mechaniczny głos poinformował 
ją, że była 
proszona o zostawienie wiadomości na poczcie głosowej. 
Bonnie odłożyła słuchawkę. Opuściła już kilka wiadomości głosowych i nie 
chciała, żeby 
Zander pomyślał, że była szalona albo na tyle bezrozumna, że nie wie, że on i 
tak może 
sprawdzić listę nieodebranych połączeń. 
Bonnie była pewna, że przechodzi przez Pięć Etapów Porzucania. Prawie 
skończyła etap 
Wyparcia, kiedy to była przekonana, ze coś mu się przydarzyło i szybko 
przeszła do Gniewu. 
Później, wiedziała, przejdzie do Rokowań, Depresji i ostatecznie (miała taką 
nadzieję), do 
Akceptacji. 
Najwyraźniej jej zajęcia z psychologii już się na coś przydają. Minął dzień, 
odkąd nagle 
uciekł, zostawiając ją samą przed drzwiami budynku muzycznego. Kiedy 
okazało się, że 
dziewczyna zniknęła tej samej nocy, Bonnie najpierw była przerażona i 
wściekła na siebie. 
Zander zostawił ją samą. Co, jeśli Bonnie byłaby jedną z zaginionych? 
Potem zaczęła się martwić o Zandera, bać się, że był w tarapatach. 
Wyglądał tak słodko, że to 
prawie niemożliwe do uwierzenia, że będzie jej tak nagle unikał. 
Czy chociaż jego przyjaciele podnieśli alarm, że Zander zaginął? I kiedy o tym 
pomyślała, 
Bonnie zdała sobie sprawę, że nie wiedziała, jak skontaktować się z żadnym z 
tych facetów, 
nie widziała żadnego z nich na terenie kampusu od tamtej nocy. 
Bonnie patrzyła na telefon, a nowe zmartwienia, jak wąsy rosły i skręcały się 
wewnątrz niej. 

background image

Naprawdę wybrała sobie nieodpowiedni czas, żeby przejść do etapu 
Gniewu, kiedy nie była 
całkiem pewna, czy Zander jest bezpieczny. 
Zadzwonił telefon. 
Zander. To był Zander. 
Bonnie chwyciła swój telefon. 
- Gdzie byłeś?- spytała trzęsącym się głosem. 
Nastąpiła długa pauza na drugim końcu linii. Bonnie była prawie gotowa, 
aby się rozłączyć, 
kiedy Zander wreszcie się odezwał. 
- Tak bardzo Cię przepraszam- powiedział- Nie chciałem Cię wystawić. 
Miałem problemy 
rodzinne i musiałem się skontaktować z rodziną. Już jestem z powrotem. 
Bonnie wiedziała, że Elena i Meredith powiedziałyby teraz coś głębokiego i 
ciętego, coś, po 
czym Zander popamiętałby, że jej się tak nie traktuje, ale nie mogła się do 
tego zmusić. 
Głos Zandera brzmiał szorstko i tak, jakby był zmęczony, no i głos mu się 
urwał, kiedy 
powiedział, że przeprasza. To sprawiło, że miała ochotę mu wybaczyć. 
- Zostawiłeś mnie tam samą- powiedziała cicho- Tamtej nocy zaginęła 
dziewczyna. 
Zander smutno i długo westchnął. 
- Przykro mi- powiedział jeszcze raz- To było straszne, co zrobiłem. Ale ja 
wiedziałem, że 
będzie dobrze. Musisz w to uwierzyć. Nie zostawiłbym Cię w 
niebezpieczeństwie. 
- Jak?- Bonnie zapytała- Jak mogłeś to wiedzieć? 
- Po prostu zaufaj mi, Bonnie- powiedział Zander- Nie mogę teraz tego 
wytłumaczyć, ale nie 
byłaś tej nocy z niebezpieczeństwie. Opowiem Ci o tym, kiedy tylko będę 
mógł, dobrze? 
Bonnie zamknęła oczy i przygryzła wargę. Elena i Meredith nigdy nie 
przyjęłyby tak 
pokrętnych wyjaśnień, wiedziała to. Już nawet nie chodzi o wyjaśnienia, tylko 
o przeprosiny 
i oszustwo. Ale nie była taka, jak one, a Zander brzmiał szczere, więc 
rozpaczliwie uwierzyła 
mu. Miała do wyboru: zaufać mu albo go rzucić. 
- Dobrze- powiedziała- W porządku, wierzę ci. 
Zander po raz kolejny westchnął, ale brzmiało to tym razem jak ulga. 

background image

- Pozwól mi coś dla Ciebie zrobić- powiedział- Proszę? Może zabiorę Cię w ten 
weekend 
gdziekolwiek zechcesz? 
Bonnie zawahała się, ale po chwili uśmiechnęła się sama do siebie. 
- Jest impreza w akademiku Samanthy w sobotę- powiedziała- Spotkamy się 
tam 
o dziewiątej? 
- Coś dziwnego dzieje się w bibliotece- powiedział Damon i Stefan drgnął ze 
zdziwienia jego 
nagłym pojawieniem się. 
- Nie widziałem Cię tam- powiedział łagodnie, patrząc na swój ciemny 
balkon, gdzie Damon 
opierał się o balustradę. 
- Po prostu wylądowałem- Damon powiedział i uśmiechnął się- Dosłownie. 
Latałem wokół 
kampusu, sprawdzając go. To wspaniałe uczucie, jak jazda na bryzie w 
zachodzie słońca. 
Powinieneś kiedyś spróbować. 
Stefan pokiwał głową z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Obaj wiedzieli, że 
jedną 
z niewielu rzeczy, których zazdrościł Damonowi, była jego zdolność przemiany 
w ptaka. Ale 
za dużą cenę trzeba było za to zapłacić- musiałby regularnie pić ludzką krew, 

ż

eby mieć tak 

silną moc jak Damon. Twarz Eleny pojawiła się w jego wyobraźni i odepchnął 
jej wizerunek. 
Była jego zbawieniem, które łączyło go ze światem ludzi, które 
powstrzymywało go od 
zatonięcia w ciemności. Wiara, że ich rozstanie było tylko chwilowe, 
pozwalała mu się 
trzymać obranej drogi. 
- Nie tęsknisz za Eleną?- spytał Stefan, a twarz Damona natychmiast zrobiła się 
zamknięta, 
twarda i pusta. 
Stefan westchnął w duchu. Oczywiście Damon nie tęskni za Eleną, bo 
niewątpliwie cały czas 
ją obserwował. Wiedział, że Damon nie będzie przestrzegał zasad. 
- Co się stało?- zapytał Damon. Jego głos był niemal zatroskany i Stefan 
zastanawiał się, jak 
jego własna twarz wygląda, skoro Damon tak zareagował. Damon, który 
pewnie przed chwilą 

background image

widział Elenę. 
- Czasami jestem głupi- Stefan powiedział mu oschle- Czego chcesz Damon? 
Damon uśmiechnął się. 
- Chciałbym, żebyś stał się detektywem i pracował ze mną, braciszku. 
Naprawdę, wszystko 
jest lepsze, niż widzieć to dąsanie się i zmarszczone czoło na Twojej pełnej 
refleksji twarzy. 
Stefan wzruszył ramionami. 
- Dlaczego nie?- Stefan skoczył w dół z balkonu z gracją, a Damon podążył 
szybko za nim. 
Kiedy Damon prowadził ich do miejsca przeznaczenia, zapoznał Stefana ze 
szczegółami. 
Albo raczej, z niejasnym scenariuszem, który stworzył. Damon nigdy nie był 
kimś, kto 
w pełni ujawniał wszystko co wie. Wszystko, co Stefan wiedział to to ,że jakieś 
poszukiwania 
w bibliotece skłoniły starą bibliotekarkę do ostrzeżenia go. Stefan zaśmiał się 
w duchu na 
myśl o słabej starej kobiecie, grożącej Damonowi biblioteczną grzywną. 
- Czego szukałeś?- Stefan zapytał, starając się uzyskać więcej informacji- Od 
czego kazała Ci 
się trzymać z daleka? 
Poprawił się na nierównej gałęzi dębu, starając się usiąść wygodniej. 
Damon miał zwyczaj siedzieć na drzewach, pomyślał Stefan. Musiał to być 
efekt uboczny 
spędzania mnóstwa czasu pod postacią ptaka. Siedzieli w pobliżu biblioteki, 
ale czego 
dokładnie szukali, Stefan nie był pewien. 
- Tylko kilku starych zdjęć ze szkolnej historii- powiedział Damon- To nie ma 
znaczenia. 
Chcę tylko się upewnić, że ona jest człowiekiem. 
Spojrzał przez okno najbliżej ich drzewa, gdzie stara kobieta popijała herbatę 
i oglądała 
telewizję. 
Stefan zauważył z irytacją, że Damon czuł się dużo bardziej swobodnie na 
drzewie niż on. 
Był pochylony do przodu, opierając się wdzięcznie na jednym kolanie, a 
Stefan wyczuwał 
kierowanie nici jego mocy na kobietę, starając dowiedzieć się, czy było w 
niej coś 

background image

niezwykłego. Wydawało się, że wynik jego szpiegowania był strasznie 
niepewny i był 
całkowicie skupiony na starej kobiecie. Stefan podniósł się na gałęzi 
wyciągnął rękę i nagle 
odepchnął Damona. To było niezwykle satysfakcjonujące. Damon otrząsnął 
się ze skupienia, 
wydał stłumiony skowyt i spadł z drzewa. W powietrzu zmienił się w kruka i 
poleciał 
z powrotem do góry, przysiadł na gałęzi nad Stefanem i rzucił mu złowrogie 
spojrzenie. 
Damon głośno wykrakał swoją irytację. Stefan spojrzał przez okno ponownie. 
Wydawało się, 

ż

e kobieta nie usłyszała krakania Damona- przerzucała kanały. 

Kiedy spojrzał na Damona, jego brat odzyskał zwykłą formę. 
- Myślałem, że takie podstępne sztuczki są sprzeczne z Twoim cennym 
kompasem moralnympowiedział 
Damon, skrupulatnie wygładzając włosy. 
- Nie bardzo- Stefan powiedział, uśmiechając się- Nie mogłem się oprzeć. 
Damon wzruszył ramionami, jakby akceptując dobroduszne zabawy Stefana i 
spojrzał 
ponownie na bibliotekarkę przez okno. Właśnie wstawała zrobić sobie kolejną 
filiżankę 
herbaty. 
- Czujesz coś?- zapytał Stefan. Damon pokręcił głową. 
- Albo ona znakomicie ukrywa przed nami swoją prawdziwą naturę, albo po 
prostu jest 
osobliwą bibliotekarką. 
Odepchnął się od gałęzi i skoczył, lądując lekko na trawie poniżej. 
- Tak czy inaczej, mam dość- dodał cicho. 
Stefan ruszył za nim, lądując obok Damona pod drzewem. 
- "Nie potrzebujesz mnie do żadnej z tych rzeczy, Damon- powiedział- 
Dlaczego prosiłeś 
mnie, żebym przyszedł tu z Tobą? 
Uśmiech Damona błysnął w ciemności. 
- Po prostu pomyślałem, że trzeba Cię trochę ponieść na duchu- powiedział. 
Oczywiście nie specyficznymi działaniami bibliotekarki Stefan powinien się 
martwić. 

ROZDZIAŁ 20 
To gorsze niż tor przeszkód, pomyślał Matt. I budowa domu z gazet. I firewalk. 
Jest to 

background image

zdecydowanie najgorsze zadanie wyznaczone rekrutom. Przykręcił 
szczoteczkę do zębów w 
ręku, by dostać się do małej szczeliny, biegnącej wzdłuż dolnej części boazerii 
na ścianach 
pomieszczenia Towarzystwa Vitale. Wyciągnął ze szczeliny szczotkę do zębów 
czarną od 
zadawnionego brudu, ze zwisającymi z niej pajęczynami. Matt skrzywił się z 
obrzydzeniem. 
Jego plecy były obolałe od garbienia się. 
- Jak idzie, żołnierzu- zapytała Chloe, przykucając obok niego z ociekającą 
gąbką w ręku. 
- Szczerze mówiąc, nie jestem pewien, jak szorowanie tego pokoju pomoże 
nam zdobyć 
zaszczyty i zdolności przywódcze i wszystkie inne rzeczy, o których mówił Etan- 
powiedział 
Matt- Myślę, że to może po prostu jest sposób, aby zaoszczędzić kilka dolarów 
na sprzątaniu. 
- No cóż, mówią, że czystość jest zaraz po boskości- przypomniała mu. Chloe 
roześmiała się. 
On naprawdę lubił jej śmiech. To był rodzaj połączenia szampana i 
srebrzystości. 
Wewnętrznie oczywiście. Szampan i srebro. Miała piękny uśmiech, to wszystko, 
co miał na 
myśli. 
Spędzali razem dużo czasu po śmierci Christophera. Matt czuł, że nic nie 
może być gorsze od 

ż

ycia ze wszystkimi rzeczami Christophera, kiedy Christopher odszedł, ale 

potem przyjechali 
rodzice Chrisa i spakowali go, delikatnie klepiąc Matta na plecach, jakby 
zasłużył na jakąś 
sympatię, gdy stracili swojego jedynego syna. I ta pusta przestrzeń, która 
pozostała 
po rzeczach Chrisa, wydawała się być milion razy gorsza. 
Meredith, Bonnie i Elena próbowały go pocieszyć. Tak bardzo chciały, żeby 
poczuł się lepiej, 

ż

e czuł się winny, że tak nie było i to mu jeszcze wszystko utrudniało. 

Chloe przebywając z nim w jednym pomieszczeniu, wychodząc z nim do 
kawiarni lub 
gdziekolwiek indziej, pomagała mu utrzymać kontakt ze światem, kiedy czuł, 

ż

e zamyka się 

w sobie. Było to takie łatwe z nią. 

background image

Elena, jedyna dziewczyna, którą kiedykolwiek przedtem kochał, szepnęła 
część niego, 
wymagała więcej zabiegania o swoją osobę. Wzdrygnął się wewnątrz na 
własną nielojalność 
wobec Eleny, ale to była prawda. Teraz zaczynał się budzić i brać rzeczy w 
swoje ręce. I 
zauważył z zaskoczeniem uroczy dołeczek na prawym policzku Chloe albo 
też to, jak 
błyszczące są jej ciemne włosy, albo jakie ma zgrabne i ładne ręce mimo 
często 
pomalowanych paznokci. Do tej pory byli tylko przyjaciółmi. Być może ... być 
może 
nadszedł czas, aby to zmienić. Chloe pstryknęła palcami przed jego twarzą, 
a Matt zdał sobie 
sprawę, że patrzy na nią. 
- Wszystko w porządku, kolego?- spytała z lekką dezaprobatą, marszcząc 
czoło, a Matt 
musiał powstrzymać się od pocałowania jej. 
- Tak, po prostu zawiesiłem się- powiedział czując, jak jego policzki przybierają 
buraczkowy 
odcień. Uśmiechnął się głupkowato. 
- Pomóc Ci przy tych ścianach? 
- Jasne, czemu nie?- odpowiedziała Chloe- Namydlę część ściany, a Ty rób 
dalej, cokolwiek 
tam robisz tą małą szczoteczką. 
Pracowali wspólnie przez jakiś czas, a Chloe od czasu do czasu przypadkiem 
chlapała wodą z 
płynem na czubek głowy Matta. Gdy pracowali dalej czyszcząc boazerię, 
szczelina koło 
listwy przypodłogowej okazała się głębsza niż inne. Matt wsunął szczoteczkę 
pod spód tej 
szczeliny, żeby tam wyszorować- ludzie, ale tam brudno, i poczuł, że coś się 
przesunęło. 
- Pod tym coś jest- powiedział do Chloe, przyciskając rękami podłogę i 
pracując palcami w 
szczelinie. Wsunął ręce i szczoteczkę starając się podłożyć wszystko, co tylko 
się do tego 
nadawało ale nie mógł całkiem tego podważyć. 
- Spójrz- powiedziała po chwili Chloe- Myślę, że boazeria może przesunąć się 
tutaj. 

background image

Poruszyła kawałek drewna, aż wrzaskliwie zapiszczało i można było je 
wyciągnąć. 
- Ha- powiedziała zdziwiona- To coś, jak sekretna komnata. Wygląda, jakby 
od dawna nie 
była otwierana. 
Udało się zluzować boazerię i zobaczyli małą przestrzeń, wysoką i szeroką na 
długość stopy, 
głęboką na kilku centymetrów. Było tam pełno pajęczyn. Wewnątrz było coś 
prostokątnego, 
owiniętego w płótno, które prawdopodobnie kiedyś było białe, ale teraz 
poszarzało od kurzu. 
- To książka- powiedział Matt, podnosząc ją do góry. Brud na zewnątrz tkaniny 
był gruby 
i miękki i zostawał na rękach. Po rozpakowaniu, książka wewnątrz była czysta. 
- Wow- Chloe powiedziała cicho. 
Wyglądała na starą, bardzo starą. Pokryta była ciemną, łuszczącą się skórą, 
a krawędzie stron 
były szorstkie, jakby cięte ręcznie, a nie maszynowo. Przechylając ją lekko, 
Matt zauważył 
szczątki złoceń , które musiały kiedyś być tytułem, który teraz był zatarty. Matt 
otworzył ją w 
połowie. Wnętrze było odręcznie zapisane schludnym pismem, czarnym 
tuszem. I całkowicie 
nieczytelne. 
- Myślę, że to może być łacina- powiedział Matt- W ogóle znasz łacinę? 
Chloe potrząsnęła głową. Matt odwrócił książkę na pierwszą stronę i jedno 
słowo go 
uderzyło. Vitale. 
- Może to historia Towarzystwa Vitale- powiedziała Chloe- Albo starożytne 
tajemnice 
założycieli. Super! Powinniśmy dać to Etanowi. 
- Tak, jasne- powiedział Matt rozproszony. Odwrócił jeszcze kilka stron, a 
atrament zmienił 
się z czarnego, na ciemny brąz. Wygląda, jak zaschnięta krew, pomyślał i 
zadrżał, po czym 
odrzucił tę myśl. To pewnie były jakieś stare farby, które z czasem wyblakły. 
Jedno słowo rozpoznał, napisane trzy, nie, cztery razy na stronie: Mort. 
Oznaczało to śmierć, 
prawda? Matt prześledził słowo palcem, marszcząc brwi. Przerażające. 
- Pokażę to Etanowi- powiedziała Chloe skacząc w górę i biorąc od niego 
książkę. Przeszła 

background image

przez pokój i przerwała rozmowę Ethana z inną dziewczyną. Z drugiej strony 
pokoju, Matt 
obserwował twarz Ethana, na której pojawił się powolny uśmiech, kiedy wziął 
księgę. 
Po kilku minutach, Chloe wróciła, szczerząc zęby. 
- Ethan był bardzo podekscytowany- powiedziała- Powiedział, że powie nam 
wszystko o niej, 
kiedy znajdzie kogoś, kto przetłumaczy księgę. 
Matt skinął głową. 
- To wspaniale- powiedział, odpychając ostatni cień jego niepokoju w głąb 
siebie. To była 
Chloe, żywa, śmiejąca się Chloe, a on nie powinien myśleć o śmierci lub krwi, 
czy czymś 
takim, przy niej. 
- Hej- powiedział, odsuwając ciemne myśli, koncentrując się na złotym blasku 
jej ciemnych 
włosów- Idziesz na imprezę w McAllister House dziś wieczorem? 
Może lepiej będzie rozpuścić- pomyślała Elena, patrząc krytycznie na siebie w 
lustrze. 
Szarpała się z klamerką do włosów i pozwoliła swoim złotym, wygładzonym 
lokom opaść 
elegancko na ramiona. Znacznie lepiej. Wygląda dobrze, zauważyła, 
omiatając beznamiętnym 
wzrokiem swój wygląd. Jej krótka sukienka podkreślała jej różową, jak płatek 
skórę i blade 
włosy, a jej ciemne niebieskie oczy wydawały ogromne. 
Bez Stefana, pomyślała, jakie ma znaczenie, jak wyglądam? 
Patrzyła, jak jej usta wykrzywiły się w lustrze, kiedy odsuwała od siebie tę myśl. 
Bez względu na to, jak bardzo tęskniła za dotykiem ręki Stefana na jej ręce, 
jego ust na jej 
ustach, jak bardzo chciała z nim być, to teraz było to niemożliwe. Nie mogła 
być Katherine. 
A jej duma nie pozwoliła jej poddać się chandrze. To nie na zawsze, 
pomyślała ponuro. 
Bonnie podeszła i zarzuciła rękę na ramiona Eleny, przyglądając im się w 
lustrze. 
- Ładnie wyglądamy, prawda?- zapytała pogodnie- Gotowa? 
- Wyglądasz niesamowicie- powiedziała Elena, patrząc na Bonnie z uczuciem. 
Niższa 
dziewczyna praktycznie jaśniała z podniecenia- jej oczy błyszczały, uśmiech 
miała jasny, na 

background image

twarzy wypieki, bujne rude włosy pozornie zdawały się żyć własnym życiem- i 
ta jej czarna, 
krótka sukienka i buty na wysokim obcasie były urocze. 
Uśmiech Bonnie powiększył się. 
- Więc chodźmy- powiedziała Meredith. Wyglądała praktycznie w dżinsach i 
miękkiej szarej 
koszuli, w kolorze jej oczu. Trudno było zgadnąć, co Meredith myśli, ale Elena 
podsłuchała 
jej mruczenie do Alarica przez telefon późną nocą. Zorientowała się, że 
Meredith w głębi 
serca, nie miała nastroju do zabawy. 
Na zewnątrz, ludzie szli szybko, w dużych cichych grupach, rozglądając się 
nerwowo. Nikt 
nie zwlekał, nikt nie był sam. Meredith zatrzymała się w połowie kroku i 
zesztywniała, Nagle 
zdała sobie sprawę z potencjalnego zagrożenia. Elena rzuciła jej spojrzenie. 
Miała problem: 
jedna osoba była sama. Damon siedział na ławce poza ich akademikiem, z 
twarzą przechyloną 
ku niebu, jakby się opalał, mimo ciemności wieczoru. 
- Czego chcesz, Damon?- Meredith powiedziała ostrożnie. Jej głos nie był 
właściwie 
niegrzeczny- tak jak w przeszłości – ale też nie był przyjazny, a Elena mogła 
poczuć, jak się 
zjeżyła. 
- Eleny, oczywiście- Damon powiedział leniwie, wyciągając się i zgrabnie 
biorąc rękę Eleny. 
Bonnie patrzyła w tę i z powrotem na nich zdziwiona. 
- Myślałam, ze nie zamierzasz spędzać czasu z żadnym z nich- powiedziała do 
Eleny. 
Damon powiedział cicho do ucha Eleny. 
- To coś o Towarzystwie Vitale. Zrobiłem rozeznanie. 
Elena zawahała się. Ona nie powiedziała swoim przyjaciółkom o 
wskazówkach, jakie znaleźli 
z Damonem na temat Towarzystwa Vitale, że to może być coś więcej niż mit, 
ani o tym, że to 
może mieć jakiś związek z jej rodzicami. Nie wiedziała jeszcze nic 
konkretnego, a nie czuła 
się całkiem gotowa rozmawiać o tym, że jej rodzice mogli być zamieszani w 
jakiś mroczny 
sekret i o tym, co czuła, widząc ich zdjęcia, jak byli młodzi. 

background image

Zebrawszy myśli odwróciła się do Meredith i Bonnie. 
- Muszę iść z Damonem na minutę. To ważne. Wyjaśnię Wam to później. 
Zobaczymy się na 
imprezie za chwilę. 
Meredith zmarszczyła brwi, ale kiwnęła głową, i pociągnęła Bonnie w 
kierunku McAllister 
House. Kiedy odchodziły, Elena mogła usłyszeć, jak Bonnie mówiła: 
- Ale nie o to w tym wszystkim chodziło… 
Trzymając rękę mocno schowaną pod ramieniem Eleny, Damon poprowadził 
ją w 
przeciwnym kierunku. 
- Dokąd idziemy?- spytała, świadoma miękkości skóry Damona i siły jego 
uścisku. 
- Widziałem dziewczynę noszącą jedną z tych odznak ze zdjęcia- powiedział 
Damon- I 
poszedłem za nią do biblioteki, ale po tym, jak dostała się do środka, po 
prostu zniknęła. 
Szukałem jej wszędzie. A potem, po godzinie, wyszła drzwiami biblioteki. 
Pamiętasz, jak 
powiedziałem, ze musimy poszukać odpowiedzi gdzie indziej niż w 
bibliotece?- uśmiechnął 
się- Myliłem się. Tam się coś dzieje. 
- Może po prostu jej nie widziałeś?- Elena zastanawiał się głośno- To wielka 
biblioteka, 
mogła się schować w jakiejś separatce i tam się uczyć, czy coś takiego. 
- Ja bym ją znalazł- Damon powiedział krótko- Jestem dobry w odnajdywaniu 
ludzi- jego 
zęby zabłyszczały przez chwilę w świetle latarni. 
Problemem było to, że biblioteka była taka normalna. Kiedy byli w środku, 
Elena rozejrzała 
się po szarej podłodze wyłożonej wykładziną, beżowych krzesłach, rzędach 
regałów. 
Biblioteka tętniła życiem oświetlona lampami fluorescencyjnymi. To było 
miejsce do nauki. 
Nie wyglądało, żeby jakieś sekrety były tutaj ukryte. 
- Na górze?- zasugerowała. 
Wybrali schody zamiast windy i schodzili w dół z najwyższego piętra. 
Przeczesywali piętro 
po piętrze i znaleźli… Nic. Ludzie czytali i robili notatki. Książki, książki i jeszcze 
więcej 

background image

książek. W piwnicy było pomieszczenie z automatami i i małe stoliki do 
przerwy w nauce. 
Nic nadzwyczajnego. 
Elena zatrzymała się na korytarzu, prowadzącym do jakiegoś biura niedaleko 
automatu. 
- Niczego tu nie znajdziemy- powiedziała do Damona. 
Jego twarz wykrzywiła się z frustracją, a ona dodała: 
- Wierzę, że coś się tutaj dzieje, naprawdę, ale bez żadnych dodatkowych 
wskazówek, nawet 
nie wiemy, czego szukamy. 
Drzwi znajdujące się za nią, oznaczone jako Biuro Badań i Analiz, otworzyły się 
i wyszedł z 
nich Matt. 
Wyglądał na zmęczonego, a Elena poczuła szybki przebłysk winy. Po śmierci 
Christophera, 
ona, Meredith i Bonnie miały zamiar być blisko Matta. Ale On był zawsze 
zajęty footbalem 
lub zajęciami i wydawało się, że nie chce ich mieć blisko siebie. Zdała sobie 
zszokowana 
sprawę, że nie rozmawiała z nim od kilku dni. 
- Och, hej, Elena- powiedział Matt, patrząc zaskoczony- Idziesz na imprezę 
dziś wieczorem?- 
przywitał Damona niezręcznym skinieniem głowy. 
- Mutt- Damon odpowiedział z półuśmiechem i Matt przewrócił oczami. Gdy 
rozmawiali 
o imprezie i zajęciach i nowym chłopaku Bonnie, Elena układała swoje 
wrazenia na temat 
Matta. Zmęczony, tak- jego oczy były trochę przekrwione, a na jego ustach 
był smutek, 
którego nie było jeszcze kilka tygodni temu. Ale dlaczego On pachnie tak 
mocno z mydłem? 
Nie był szczególnie czysty, pomyślała, śledząc brudny szlak wiodący od 
policzka Matta, aż 
do jego szyi. Wyglądało to, jakby coś kapało mu na głowę. Wyglądało to 
prawie tak, jakby 
coś czyścił. Coś naprawdę brudnego. Uderzona nową myślą, spojrzała na 
jego piersi. Czy On 
nie miał wpiętej odznaki w kształcie litery V? Jakby wiedział, nad czym się 
zastanawia, Matt 
naciągnął kurtkę mocniej na siebie. 
- Co robiłeś w tym biurze?- spytała nagle. 

background image

- Uch- twarz Matta była pusta przez pół sekundy, a potem spojrzał na drzwi, 
na napis 
mówiący Biuro Badań i Analiz. 
- Badania, oczywiście- powiedział. 
- Muszę iść- dodał- Złapię Cię na imprezie później, w porządku, Eleno? 
Już miał się odwrócić, gdy Elena impulsywnie wyciągnęła rękę i złapała go 
za ramię. 
- Gdzie się podziewałeś, Matt?- spytała- Prawie nie widywałam Cię ostatnio. 
Matt uśmiechnął się, ale jego oczy były smutne. 
- Football- powiedział- Uniwersytecka drużyna to wielka sprawa. 
Delikatnie odsunął jej dłoń. 
- Do później Eleno. Damon. 
Przyglądali mu się, jak odchodziłm a potem Damon skinął głową w kierunku 
drzwi, 
z których wyszedł Matt. 
- Idziemy?- powiedział. 
- Idziemy gdzie?- spytała Elena zdziwiona. 
- Och, jak to nie było podejrzane…- powiedział Damon. Położył rękę na 
pokrętle, a Elena 
usłyszała trzask blokady, kiedy je otwierał. Wewnątrz był bardzo nudny pokój. 
Biurko, 
krzesło, mały dywan na podłodze. Może trochę zbyt nudny? 
- Biuro Badań bez książek? Lub nawet komputera?- zapytała Elena. 
Damon przekrzywił głowę na bok, zastanawiając się, a następnie, szybkim 
ruchem, pociągnął 
na bok dywan. Pod nim był jasny zarys zapadni. 
- Bingo- Elena oddychała. Podeszła do przodu, już się schylając i próbując ją 
podważyć, ale 
Damon pociągnął ją z powrotem. 
- Każdy, kto używa tego, może nadal tam być- powiedział- Matt właśnie 
wyszedł, i wątpię, że 
był sam. 
Matt. Cokolwiek się dzieje, Matt wiedział o tym. 
- Może powinnam z nim porozmawiać- powiedziała Elena. 
Damon zmarszczył brwi. 
- Poczekajmy, aż dowiemy się z czym mamy do czynienia- powiedział- Nie 
wiemy, w co 
Matt jest zaangażowany. To może być niebezpieczne dla Ciebie. 
Chwycił ją znowu za ramię i pociągnął delikatnie, wyprowadzając ją z biura. 
- Wrócimy tu później. 

background image

Elena pozwoliła mu się wyprowadzić, zmagając się z tym, co powiedział. 
Niebezpieczne? 
pomyślała. Czy na pewno Matt nie zrobi niczego, co mogłoby stanowić 
zagrożenie dla Eleny? 

ROZDZIAŁ 21 
- Co to tak długo trwa?- zapytała Bonnie przeskakując z nogi na nogę. 
- Przestań być taka nadwrażliwa- powiedziała Meredith z roztargnieniem, 
zadzierając szyję, 

ż

eby spojrzeć na tłum przed McAllister. Było jakieś wąskie gardło przy wejściu 

do 
akademika, które spowalniało przepływ ludzi. Zadrżała w swoim cienkim 
topie; zaczynało 
robić się zimno. 
- Ochrona jest przy drzwiach- powiedziała Bonnie , kiedy zbliżyły się do 
wejścia- Czy oni 
muszą tak utrudniać dostanie się ludziom do środka?- jej głos był piskliwy z 
oburzenia. 
- Oni po prostu sprawdzają, czy masz legitymację studencką- powiedział ktoś 
z tłumuupewniają 
się, że nie jesteś szalonym mordercą spoza kampusu. 
- Tak- jego przyjaciel powiedział- Tylko zabójcy z kampusu mają wstęp. 
Parę osób zaśmiało się nerwowo. 
Bonnie zamilkła, gryząc wargi, a Meredith zadrżała ponownie, tym razem z 
powodów, które 
nie miały nic wspólnego z zimnem. 
Kiedy wreszcie dopchały się do przodu, ochroniarz zerknął szybko na ich 
identyfikatory i 
pomachał, że mogą wejść. W środku było tłoczno i dudniła głośna muzyka, 
ale tak naprawdę 
wydawało się, że nikt nie był w nastroju do zabawy. Ludzie stali w małych 
grupach, 
rozmawiali z podtekstami i rozglądali się nerwowo. Obecność ochroniarzy 
przypomniała 
wszystkim o niewidocznym niebezpieczeństwie, czającym się w kampusie. 
Każdy może być 
winny, nawet ktoś na sali w tym momencie. Kiedy myślała o tym, spojrzenie 
Meredith na salę 
się zmieniło- pozostali studenci wokół niej, przemienili się z niewinny w 
złowrogich. 

background image

Wydawało jej się, że ten chłopak z kręconymi włosami w rogu sali stał, 
przyglądając się 
swojej pięknej towarzyszce z czymś więcej, niż zwykłą żądzą. Twarze obcych 
skręcone były 
wściekle, a Meredith wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić, aż znów 
wszyscy wyglądali 
normalnie. 
Samantha szła w jej stronę, niosąc w dłoni czerwony plastikowy kubek . 
- Masz- powiedziała, wręczając Meredith wodę. 
- Każdy jest dziś na krawędzi, to straszne. Lepiej zachować czujność i nie pić- 
powiedziała 
nadając dokładnie na tych samych falach, co Meredith. 
Bonnie ścisnęła rękę Meredith na pożegnanie i wystartowała w tłum, w 
poszukiwaniu 
Zandera. 
Meredith pociągnęła łyk wody i ostrożnie spojrzał na obcych, otaczających 
ją. 
Mimo ogólnego marazmu wiszącego nad imprezą, niektórzy ludzie byli tak 
pochłonięci sobą, 
ze udawało im się dobrze bawić. Patrzyła na całującą się parę, jak w pełni 
koncentrują się na 
siebie, jakby nie było nikogo innego na świecie, kto ma znaczenia. Nie 
martwili się atakami i 
zaginięciami na terenie kampusu, a Meredith poczuła ostre ukłucie zazdrości. 
Tęskniła za 
Alariciem, tęsknota za nim tkwiła w niej głęboko nawet, kiedy świadomie o 
nim nie myślała. 
- Zabójca może być tutaj, na tej imprezie- powiedziała nieszczęśliwie 
Samanta- Nie 
powinnyśmy być w stanie wyczuć coś? Jak możemy chronić kogokolwiek, jeśli 
nie wiemy, 
kogo mamy za przeciwnika? 
- Wiem- powiedziała Meredith. 
Tłum się rozrzedził i ujrzała twarz. Nie spodziewała się: Stefan opierając się, stał 
przy 
przeciwległej ścianie. Jego oczy zaświeciły, gdy zobaczył ją i spojrzał obok 
niej z nadzieją, 
z półuśmieszkiem tworzącym się na jego ustach. 
Biedny facet. Nieważne, co Meredith myślała o decyzji Eleny, żeby zrobić 
sobie przerwę- a, 

background image

dla ścisłości, Meredith myślała, że Elena postępuje słusznie; jej uwikłanie 
zarówno z jednym 
jak i drugim bratem Salvatore oznaczało, że wszyscy oni będą mieli kłopoty- 
nie mogła 
pomóc mu, litując się nad nim. 
. Stefan miał wygląd kogoś, kto przeżywa to samo ostre ukłucie samotności i 
pragnienia, jak 
Meredith, gdy myślała o Alaricu. On miał jeszcze gorzej, bo Elena była tak 
blisko i dlatego, 

ż

e wybrała rozstanie z nim, choć on sobie tego nie życzył. 

- Przepraszam na sekundę- powiedziała do Samanthy i podeszła do Stefana. 
Przywitał ją 
grzecznie i spytał o jej zajęcia i jej treningi, choć mogła przysiąc, że aż się 
palił, żeby zapytać 
o Elenę. Miał takie dobre maniery, zawsze. 
- Jej tu jeszcze nie ma, ale niedługo będzie- powiedziała przerywając jedną z 
jego 
uprzejmości- Miała coś do zrobienia w pierwszej kolejności. 
Jego twarz zaowocowała uśmiechem wdzięczności i ulgą, a potem 
zmarszczył brwi. 
- Elena przyjdzie tu sama?- zapytał- Po tych wszystkich atakach? 
- Nie- Meredith zapewniła go. Nie pomyślała o tym, a nie powinna 
powiedzieć mu, że Elena 
jest z Damonem. 
- Ona jest z innymi ludźmi- powiedziała stanowczo i była zadowolona, że jej 
odpowiedź 
wydawała się go usatysfakcjonować. Meredith pociągnęła łyk wody i miała 
ponurą nadzieję, 

ż

e Elena ma na tyle rozumu, że nie przyjdzie tu z Damonem. 

Matt zauważył Chloe na końcu sali. To ta noc, zdecydował. Dość zabawy, 
wystarczy 
wymiany spojrzeń i łagodnych, platonicznych uścisków. Chciał wiedzieć, czy 
czuła to samo 
co on, jeśli zaś czuła, że coś między nimi mogłoby być, musi to wiedzieć. 
Rozmawiała z kimś, facet, którego poznał w Vitale, a jej kręcone, brązowe 
włosy lśniły 
delikatnie w światłach nad głowami. 
Tyle było życia w Chloe: sposób w jaki się śmiała, to jak słuchała tego, co ten 
facet mówił, 
uważna i zaangażowana ze skupioną twarzą. Matt chciał ją pocałować. 
Bardziej niż 

background image

cokolwiek innego. 
Zaczął więc iść przez pomieszczenie w jej kierunku, kiwając po drodze głową 
ludziom, 
których znał. Nie chciał wyglądać na zbyt nudnego i podekscytowanego, 
nie jakby był 
manekinem wpatrzonym w nią, ale nie chciał się zatrzymywać i zgubić jej w 
tłumie. 
„Matt”. 
Nagle Matt szarpnął się tak, jakby został ukąszony, jakby został uderzony 
cichym 
pozdrowieniem. Obracając się, żeby dowiedzieć się, skąd to pochodziło, 
zobaczył Stefana 
stojącego tuż za nim i zmarszczył brwi gniewnie na niego. Nienawidził, kiedy 
Stefan właził 
do jego głowy. 
- Po prostu możesz powiedzieć „cześć”- powiedział Stefanowi tak łagodnie, 
jak tylko mógł- 
Wiesz, głośno. 
Stefan schylił głowę przepraszająco, jego policzki poczerwieniały. 
- Przepraszam- powiedział- To było niegrzeczne z mojej strony, ale chciałem 
tylko zwrócić 
Twoją uwagę. Jest tu tak głośno. 
Wskazał wokół, a Matt zastanawiał się, jak to czasami przedtem bywało, co o 

ż

yciu 

współczesnego nastolatka myśli wampir. Stefan przeżył więcej, niż Matt 
kiedykolwiek będzie 
miał okazję, ale głośna muzyka rockowa i ścisk ciał wydawały się dla niego 
niekomfortowe i 
robiły niejako pęknięcie w jego przebraniu za kogoś młodego. On starał się 
tak mocno, aby 
zasłużyć na miłość Eleny, Matt to wiedział. 
- Czekam na Elenę- Stefan powiedział- Widziałeś ją? 
Linie jego twarzy zależały, i tak po prostu, wyobrażenie Matta o Stefanie, jako 
o kimś zbyt 
starym, żeby tu być, prysło. Stefan patrzył, jak ktoś do bólu młody, samotny i 
zmartwiony. 
- Tak- powiedział Matt- Dopiero widziałem ją w bibliotece. Powiedziała, że 
przyjdzie tu 
później. 
Ugryzł się w język, żeby nie dodać, że widział ją tam z Damonem. Matt nie był 
pewien, co się 

background image

dzieje między Eleną a braćmi, ale zorientował się, że lepiej będzie, jeśli Stefan 
się nie dowie, 

ż

e Elena i Damon byli razem. 

- Miałem trzymać się od niej z dala- Stefan wyznał ze smutkiem- Bo ona czuje, 

ż

e weszła 

między Damona i mnie i potrzebuje trochę czasu, aby zdecydować, z którym 
z nas chce 
zostać. 
Spojrzał na Matta, niemal błagalnie. 
- Ale pomyślałem sobie, że skoro tutaj jest tylu ludzi, to nie będzie tak, 
jakbyśmy byli sami. 
Matt wziął łyk swojego piwa, jego umysł pracował wściekle. Teraz już 
wiedział, że miał rację 
nie wspominając, że Damon i Elena byli razem. W co Elena gra tym razem? To 
był dla niego 
szok, kiedy zdał sobie sprawę, jak bardzo był wyobcowany. Kiedy to wszystko 
się stało? Od 

ś

mierci Christophera, unikał przyjaciół, tak bardzo koncentrując się na 

Towarzystwie Vitale, 

ż

e nie orientował się, co działo się w życiu jego przyjaciół. O czym jeszcze nie 

wie? 
Stefan wciąż patrzył na niego, jakby szukał jakiegoś potwierdzenia, a Matt 
przetarł tylko kark 
i zaproponował: 
- Powinieneś z nią porozmawiać. Niech wie, jak nieszczęśliwy jesteś bez niej. 
Miłość jest 
warta, żeby dać jej szansę. 
Kiedy Stefan przytaknął, biorąc to pod uwagę, oczy Matta poszukiwały w 
tłumie Chloe. 
Faceta, z którym rozmawiała już nie było, a ona stała sama, przygryzając 
wargę, kiedy 
rozglądała się po sali. Matt miał już przeprosić Stefana i skierować się do niej, 
gdy inny głos 
przemówił do jego ucha. 
- Cześć, Matt, jak leci?- Ethan stanął obok niego, jego złoto- brązowe oczy 
skoncentrowały 
się na Macie. 
Matt poczuł, jak prostuje się i rozciąga ramiona, starając się patrzeć, jak 
lojalny i honorowy, 
obiecujący kandydat, jak tego wymagało Vitale. Matt widział taką postawę 
u Ethana i innych 

background image

rekrutów: cokolwiek Ethan chciał, żeby zrobili lub kimkolwiek byli, oni też tego 
chcieli. 
Niektórzy ludzie są po prostu urodzonymi przywódcami, zgadł. 
Rozmawiali przez chwilę, nie o Vitale oczywiście, nie w obecności Stefana, ale 
o zwykłych 
rzeczach- footbalu, o zajęciach i muzyce, która grała, a potem Ethan 
odwrócił się z ciepłym 
uśmiechem do Stefana. 
- Och… Ethan Crane, Stefan Salvatore- przedstawił ich sobie Matt, dodając- 
Chodziliśmy 
razem ze Stefanem do liceum. 
Stefan i Ethan zaczęli rozmawiać i Matt spojrzał na Chloe ponownie. Nie było 
jej tam, gdzie 
ją ostatnio widział i zaczął panikować, aż znalazł ją ponownie w tłumie, 
tańczącą. 
- I nie sposób nie zauważyć Twojego akcentu, Stefan- mówił Ethan- 
Pochodzisz z Włoch? 
Stefan uśmiechnął się nieśmiało. 
- Większość ludzi już tego nie zauważa- powiedział- Mój brat i ja wyjechaliśmy 
z Włoch 
dawno temu. 
- Och, a Twój brat też tu jest?- zapytał Ethan i Matt zauważył, że dobrze się ze 
sobą dogadują, 
więc postanowił ich zostawić razem. 
- Złapię Was później- powiedział. 
Biorąc kolejny łyk piwa, Matt ruszył przez tłum, prosto do Chloe. Jej oczy lśniły, 
a jej 
dołeczki były widoczne, i wiedział, że nadszedł odpowiedni czas. Jak 
powiedział Stefanowi, 
miłość była warta, żeby dać jej szansę. 

ROZDZIAŁ 22 
Bonnie wiedziała, kiedy Zander i jego przyjaciele przyszli na imprezę, bo 
poziom hałasu 
stanowczo się podniósł. Szczerze mówiąc, Zander był spokojniejszy, niż jego 
przyjaciele, 
w pewnym sensie, przynajmniej przy Bonnie, ale jako grupa, byli 
zdecydowanie zbyt dzicy. 
To było trochę irytujące. Ale kiedy Zander pojawił się obok niej i posłał jej 
długi, powolny 

background image

uśmiech, jej palce zwinęły się w wysokich butach i zapomniała o wszystkim, 
czym się 
denerwowała. 
- Cześć!- powiedziała- Czy wszystko w porządku? 
On uniósł brew na nią pytająco. 
- To znaczy, mówiłeś, że coś się stało w Twojej rodzinie i dlatego byłeś…zajęty. 
- A, tak- Zander pochylił głowę, żeby z nią porozmawiać, a jego ciepły 
oddech Bonnie 
poczuła na swojej szyi, kiedy zaczął mówić: 
- Moja rodzina jest dość skomplikowana- powiedział- Chciałbym czasem, 

ż

eby to wszystko 

było łatwiejsze. 
Popatrzył smutno, i Bonnie impulsywnie wzięła go za rękę, splatając swoje 
palce z jego 
palcami. 
- No, co się stało?- spytała, starając się przybrać ton rzetelny i pełen 
zrozumienia. Ton 
dziewczyny, na której można polegać. 
- Może uda mi się pomóc. Wiesz, świeże spojrzenie na problemy i te rzeczy. 
Zander zmarszczył brwi i przygryzł wargę. 
- Myślę, że to jest jak ... mam obowiązki. Moja cała rodzina musi dotrzymywać 
pewnych 
obietnic i są pewnie rzeczy, o które musimy dbać. I czasami to, co chcę 
zrobić i co muszę 
zrobić, nie idzie w parze. 
- Czy możesz mówić jaśniej?- Bonnie zapytała złośliwie i Zander rzucił jej 
uśmiech 
półgębkiem- Poważnie, co masz na myśli? Co musisz zrobić? Czego nie 
chcesz zrobić? 
Zander patrzył na nią przez chwilę, a potem jego uśmiech poszerzył się. 
- Chodź- powiedział, ciągnąc ją za rękę. 
Bonnie poszła z nim, przepychając się przez imprezowiczów, aż do schodów. 
Zander zdawał 
się dokładnie wiedzieć, dokąd idą; minęli parę pięter, a potem pchnął drzwi. 
W środku był 
pokój: para nędznych kanap, rozwalający się stół. Czyjś projekt artystyczny, 
duże płótno 
pokryte plamami farb, oparte o ścianę. 
- Mieszkasz w tym akademiku?- spytała Zandera. 
- Nie- powiedział, patrząc na jej usta. Przyciągnął ją do siebie i oparł ręce na 
jej biodrach. 

background image

A potem ją pocałował. 
To był najbardziej niesamowity pocałunek, jakiego Bonnie kiedykolwiek 
doświadczyła. Usta 
Zandera były miękkie, ale stanowcze i małe fajerwerki przebiegły przez całe 
ciało Bonnie. 
Uniosła rękę i dotknęła jego policzka, czując mocne kości twarzy i lekko 
zarysowany zarost 
pod swoją dłonią. Po raz kolejny poczuła się, jak na pierwszej randce, kiedy 
stojąc na dachu 
miała wrażenie, że leci. Tak wolna i z dziką radością szalejącą w niej. 
Przesunęła rękę do jego 
karku, czując blade włosy, jakby były blond szczotką do włosów, delikatnie 
dotykającą jej 
palców. 
Kiedy pocałunek się skończył, żadne z nich nie odzywało się przez chwilę, po 
prostu stali 
przytuleni, dysząc ciężko. Ich twarze były tak blisko, a błyszczące, niebieskie 
oczy Zandera 
utkwione były w jej oczach, ciepłe i przejęte. 
- W każdym razie, to jest to, co chcę zrobić, skoro pytasz. Czy chcesz- urwał 
na chwilę- Czy 
chcesz wrócić na imprezę? 
- Nie- odparła Bonnie- Jeszcze nie. 
I tym razem to ona pocałowała jego. 
- Och, dzięki Bogu- powiedziała Chloe, kiedy Matt podszedł do niej- 
Zaczęłam się czuć, jak 
największy kwiat na ścianie. 
Zmarszczyła atrakcyjnie nos. Jej nos, który poruszył się tylko trochę, obsypany 
był piegami, 
a usta były nieco zalotne. Miał ochotę chwycić delikatnie jej miękkie loki, jej 
brązowe loki, 

ż

eby zobaczyć, jak się prostują, a następnie wracają do pierwotnej postaci. 

- Co masz na myśli?- powiedział, starając przywołać się do porządku, choć 
boleśnie zdał 
sobie sprawę, że brzmi jak niedorozwinięty- Kwiat na ścianie? 
- Och, po prostu ...- machnęła rękę niejasno po tłumie- Mało kogo tu znam 
poza Tobą i 
Etanem. Cała ta impreza jest całkowicie nafaszerowana pierwszakami. 
Serce Matta zamarło. Zapomniał, że Chloe była starsza. To nie powinno mieć 
większego 

background image

znaczenia, prawda, nie powinno? Ale jej głos brzmiał, jakby myślała, że jest 
kimś lepszym od 
pierwszaków, czy coś. 
Jej ton był pogardliwy- tego słowa szukał do opisania jej tonu. 
- Myślałem, że impreza jest w porządku- powiedział słabo. 
Chloe zacisnęła wargi złośliwie, potem pogłaskała go delikatnie po ramieniu. 
- Cóż- powiedziała cicho- W moim życiu jest miejsce tylko dla jednego 
studenta pierwszego 
roku, prawda, Matt? 
To był bardziej optymistyczny znak. Problem w tym, zdał sobie sprawę Matt, 

ż

e jego 

jedynym doświadczeniem w zdobywaniu dziewczyn było rozmawianie z tymi, 
na których tak 
naprawdę mu nie zależało, albo po prostu zapraszanie jego potencjalnych 
randek na tańce, lub 
cokolwiek. 
Chyba, że była to Elena- z nią było inaczej. W tym wypadku zależało mu na 
niej ogromnie, 
ale znał ją przez długi czas i na tyle dobrze, że wiedział, kiedy powie mu tak. 
- Chloe- powiedział- Zastanawiałem się, czy byś…- Matt przerwał, bo 
dołączył do nich Etan, 
uśmiechając się szeroko. 
Po raz pierwszy, Matt poczuł błysk irytacji wobec niego. Ethan był tak 
mądrym 
człowiekiem. Czy nie widzi, że przerywa im ważną chwilę? 
- Podoba mi się Twój przyjaciel, Stefan- Ethan powiedział do Matta- Wydał mi 
się bardzo 
wyrafinowany, jak na studenta pierwszego roku, bardzo wygadany. Czy 
uważasz, że to 
dlatego, że jest Europejczykiem? 
Matt tylko wzruszył ramionami w odpowiedzi, a Ethan odwrócił się do Chloe. 
- Hej, kochanie- powiedział, kładąc rękę na jej ramieniu i całując ją delikatnie 
w usta. 
I, tak, wow, Etan specjalnie przerwał tę chwilę. To nie był długi pocałunek, 
ale był w nim 
powiew zaborczości i w jego ramieniu zarzuconym na ramiona Chloe również. 
Kiedy skończyli, Chloe uśmiechnęła się do Ethana, bez tchu, a oczy Ethana 

ś

mignęły na 

Matta tylko przez sekundę. Matt miał ochotę zlać się w jedność z lepką, 
zalaną piwem 

background image

podłogą, ale zamiast tego, uśmiechnął się wewnątrz siebie na myśl o tym, jak 
wylewa swoje 
piwo na Ethana. 
Chloe- urocza, słodka, zabawna, otwarta Chloe- miała chłopaka. Powinien 
był przewidzieć, 

ż

e nie będzie jedynym, który widział, jak niesamowita była. A Matt wycofałby 

się bez 
względu na to, kto był chłopakiem Chloe. Nie chciał być tym facetem, który 
rozwala związki; 
nigdy nie chciał taki być. A chłopakiem Chloe był Ethan. Ethan, przywódca 
Towarzystwa 
Vitale, który sprawił, że Matt czuł się, jak ktoś wyjątkowy, jakby był najlepszy. 
Ponieważ to 
był Ethan, Matt po prostu będzie musiał zacisnąć zęby i ignorować to uczucie 
pustki w jego 
piersiach. Musiał być silny i zatrzymać dla siebie to, co chciał powiedzieć 
Chloe i to, 

ż

e chciał z nią być. Były granice, których nie mógł przekroczyć. Nigdy. 

ROZDZIAŁ 23 
- Nie wiedziałam, że już tak późno- powiedziała po raz trzeci Elena, gdy 
pospiesznie szła w 
dół ścieżką przez dziedziniec- Bonnie i Meredith pewnie martwią się o mnie. 
- One wiedzą, ze jesteś ze mną- powiedział niewzruszony Damon, idąc obok 
niej. 
- Nie sądzę, że to je pocieszy- powiedziała wściekle z taką ekspresją, że 
Damon spojrzał na 
nią z ukosa. 
- Po tym wszystkim, kiedy tyle czasu spędziliśmy walcząc ramię w ramię, nadal 
mi nie 
ufają?- powiedział jedwabiście- Byłbym strasznie zraniony. Gdybym dbał o to, 
co o mnie 
myślą. 
- Nie wydaje mi się, żeby myślały, że mnie skrzywdziłeś- powiedziała Elena- Już 
nie. Albo, 

ż

e nie będziesz mnie chronił. Myślę, że się martwią o to, że Ty mógłbyś… 

mógłbyś 
przekroczyć granice albo coś w tym stylu. 
Damon zatrzymał się i spojrzał na nią. Potem podniósł rękę i trzymał ją, 
opuszczając jeden 

background image

palec na jej ramię, wykrywając żyłę, która prowadziła od nadgarstka aż do 
łokcia Eleny. 
- A jak Ty myślisz?- spytał uśmiechając się delikatnie. 
Elena wyrwała rękę, patrząc na niego. 
- Oczywiste jest, że mają rację- powiedziała- Skończ z tym. Mamy być tylko 
przyjaciółmi, 
pamiętasz? 
Wzdychając głęboko, Damon zaczął iść dalej, a Elena pospieszyła za nim. 
- Cieszę się, ze zdecydowałeś się pójść ze mną na imprezę- powiedziała w 
końcu- Będzie 
zabawnie. 
Damon strzelił jej aksamitne, czarne spojrzenie spod jego rzęsy, ale nic nie 
powiedział. 
Zawsze było zabawnie z Damonem, pomyślała Elena, wsłuchując się w 
klikanie własnych 
pięt i przyglądając się swojemu cieniowi, który pojawiał się i znikał, kiedy szli w 
pobliżu 
latarń. A przynajmniej zawsze było zabawnie, gdy Damon był w dobrym 
nastroju i nikt nie 
próbował go zabić, tej drugiej okoliczności chciałaby uniknąć. 
Stefan, słodki, kochany Stefan, był miłością jej życia. Nie miała żadnych 
wątpliwości co do 
tego. Ale Damon powodował u niej przyspieszony oddech i podniecenie. 
Przy Damonie czuła 
się wyjątkowa. I dziś wieczorem był bardziej zrelaksowany niż zwykle. Po 
odejściu Matta 
przeszukiwali jeszcze bibliotekę, a potem Damon zaserwował jej chipsy i wodę 
z automatu w 
piwnicy. Usiedli przy jednym z małych stolików i rozmawiali i śmiali się. To nie 
było nic 
fantazyjnego lub eleganckiego, nic takiego, jak na przyjęciach w Ciemnym 
Wymiarze, ale 
było wygodnie i przyjemnie, a kiedy spojrzała na swój telefon, była 
zaskoczona widząc, że 
minęła ponad godzina. 
A teraz Damon nawet dobrowolnie szedł na imprezę w akademiku. Może 
spróbuje dogadać 
się z jej przyjaciółmi. Może rzeczywiście mogliby być przyjaciółmi, może 
udałoby się jakoś 
ułożyć stosunki między Stefanem i nim. Kiedy Elena doszła do tego wniosku, 
nagle poczuła 

background image

straszne mrowienie, bo czuła, że jest obserwowana. Małe włosy na jej karku 
się najeżyły. 
- Damon- powiedziała cicho- Ktoś nas obserwuje. 

Ź

renice Damona rozszerzyły się, kiedy wciągnął powietrze nosem. Elena 

mogła powiedzieć, 

ż

e wysyła nitki swojej mocy, szukając odpowiedzi na to, kto ich obserwuje. 

- Nic- powiedział po chwili. 
Włożył rękę pod jej pachę, przyciągając ją bliżej. 
- To może być tylko Twoja wyobraźnia, księżniczko, ale będziemy ostrożni. 
Skórzana kurtka Damona była gładka po stronie Eleny, a ona przylgnęła do 
niego bardziej, 
kiedy zeszli z drogi dzielącej kampus. 
Tuż przed nimi, samochód, który stał na biegu jałowym przy krawężniku, 
dodawał gazu. Jego 
reflektory płonęły oślepiając Elenę. Ramiona Danona objęły jej talię, aż 
brakowało jej tchu. 
Opony samochodu zapiszczały i samochód wystrzelił w ich kierunku. 
Elena spanikowała- o Boże, o Boże, pomyślała bezradnie i zamarła. Potem 
płynęła 
w powietrzu, Damon trzymał ją tak mocno, że aż bolało. Kiedy uderzył w 
trawę po drugiej 
stronie drogi, Damon przerwał na chwilę ucieczkę, dostosowując swój uchwyt 
do Eleny, 
a ona spojrzała wstecz na samochód, który przejechał po miejscu, w którym 
stali jeszcze 
przed chwilą i wpadł w poślizg zawracając. Nie mogła niczego zobaczyć, ani 
co to za 
samochód, ani kim był kierowca. W świetle tych jasnych świateł, to był tylko 
zamazany, 
ciemny kształt. 
Zamazany, ciemny kształt, który zmienił kierunek na trawie i wracał do nich. 
Damon zaklął i 
pociągnął ją naprzód, biegnąc, zamiast lecieć tym razem, a nogi Eleny 
ledwo dotykały ziemi. 
Jej serce waliło. Mogła powiedzieć, że przez to, że ją za sobą ciągnął, 
Damon nie mógł 
rozwinąć całej swojej prędkości. Zniknęli za rogiem budynku i oparli się o 

ś

cianę, otoczeni 

krzakami. 
Samochód pędził przed siebie, po czym zawrócił na drogę, pozostawiając 
długie, ociężałe 

background image

ś

lady kół. 

- Zgubiliśmy ich- szepnęła Elena, dysząc. 
- Wkurzyłaś ostatnio kogoś księżniczko?- spytał Damon z ostrym wzrokiem. 
- Powinnam chyba Ciebie o to samo zapytać- odparła Elena. 
Następnie objęła się rękoma. Zrobiło jej się nagle zimno. 
- Czy uważasz, że mogło to być związane z Towarzystwem Vitale?- spytała 
drżącym głosem- 
Z nimi i moimi rodzicami? 
- Nie wiemy, kto lub co mogło być po drugiej stronie tej zapadni- Damon 
odpowiedział 
posępnie- A może Matt… 
- Nie, nie Matt- Elena powiedziała stanowczo- Matt nigdy by mnie nie zranił. 
Damon skinął głową. 
- To prawda. Jest śmiesznie honorowy, ten Twój Matt- rzucił jej krzywy uśmiech- 
A on Cię 
kocha. Wszyscy Cię kochają, Eleno. 
Zdjął swoją kurtkę i zarzucił jej na ramiona. 
- Jedna rzecz jest pewna. Jeśli kierowca tego samochodu myślał, że jestem 
człowiekiem, teraz 
wie, że jest inaczej. 
Elena naciągnęła kurtkę mocniej na siebie. 
- Uratowałeś mnie- powiedziała słabym głosem- Dziękuję. 
Oczy Damona były miękkie, kiedy ją obejmował. 
- Zawsze będę Cię chronił, Eleno- obiecał- Nie wiesz jeszcze tego? 
Jego źrenice się rozszerzyły, a on przyciągnął ją bliżej. 
- Nie mogę cię stracić- mruknął. 
Elena czuła, jakby spadała. Świat utonął w ciemnych oczach Damona, a 
ona była spowita 
wraz z nim w ciemność. Niewielka część jej mówiła nie, a mimo to pochyliła 
się ku niemu i 
spotkała się swoimi ustami z jego. 
Stefan postukał palcami w ścianę za sobą, spojrzał na wszystkich ludzi 
stłoczonych zbyt 
blisko siebie: rozmawiających, śmiejących się, pijących, tańczących. Pod 
jego skórą roiło się 
od lęku. Gdzie ona była? Matt powiedział, że widział ją w bibliotece ponad 
godzinę temu, że 
planowała przyjść na imprezę. Podjąwszy decyzję, Stefan zaczął torować 
sobie drogę do 
wyjścia. Może Elena i nie chce się z nim teraz kontaktować, ale ludzie tu 
umierają i znikają. 

background image

Warto było zaryzykować to, że będzie na niego zła, o ile będzie miał 
pewność, że nic jej nie 
jest. 
Znalazł Meredith, zatopioną w rozmowie z jej przyjaciółką i powiedział: 
- Idę szukać Eleny. 
Odniósł krótkie wrażenie, że zwątpiła i wyciągnęła rękę, żeby go zatrzymać, 
ale on odszedł. 
Pchnął drzwi i wyszedł na chłodne nocne powietrze. Ochrona była jeszcze 
przy drzwiach 
i sprawdzała legitymacje, ale pozwolili mu przejść bez żadnego komentarza, 
interesowali ich 
tylko ludzie, chcący wejść na imprezę. 
Na zewnątrz wiatr hulał w koronach drzew, a biały księżyc płynął wysoko nad 
budynkami 
wokół niego. Stefan wysłał swą moc dookoła siebie, próbując wyczuć ślady 
Eleny. Nie mógł 
wyczuć niczego, jeszcze nie. Nie było tu zbyt wielu ludzi blisko siebie i Stefan 
mógł tylko 
czuć splątane ślady tysięcy ludzi, ich emocje i siłę życiową zmieszanie w jeden 
wielki szum, 
z którego nie mógł z tej odległości, wybrać konkretnej osoby, nawet takiej jak 
Elena. Gdyby 
pożywił się ostatnio ludzką krwią, byłoby mu łatwiej. Stefan nie mógł przestać 
myśleć tęsknie 
o tym, jak jego moc była olbrzymia, kiedy regularnie pił krew swoich 
przyjaciół. Ale to było, 
kiedy Fell ’s Chuch potrzebowało go do obrony przed kitsune. Nie chciał pić 
ludzkiej krwi 
tylko dla przyjemności czy wygody. 
Stefan poszedł szybciej przez dziedziniec, nadal wysyłając swoją moc wokół 
siebie. Jeśli on 
nie może zlokalizować Eleny w ten sposób, to uda się tam, gdzie ostatnio ją 
widziano. 
Wyraził nadzieję, że kiedy zbliży się do biblioteki, jego moc będzie mogła 
wyłapać choć cień 
jej obecności. Całe jego ciało trzęsło się z niepokoju. Co jeśli Elena została 
zaatakowana, co 
jeśli ona tajemniczo zniknęła i nigdy nie wróci, zostawiając go z tej dziwnej 
otchłani, jako 
ostatnią pamiątkę po sobie? 

background image

Stefan przyspieszył. Był w połowie drogi do biblioteki, kiedy charakterystyczny 
zapach Eleny 
uderzył go jak cios. Gdzieś w pobliżu. Sprawdził po lewej i prawej, a potem ją 
zobaczył. 
Straszny ból przeszył jego klatkę piersiową, jakby naprawdę poczuł, jak jego 
serce pęka. Ona 
całowała Damona. Byli ukryci w cieniu, ale ich jasne ciała i blond włosy Eleny 

ś

wieciły. Byli 

skupieni tylko na sobie nawzajem, tak bardzo, że mimo swojej mocy, Damon 
nie był 

ś

wiadomy obecności Stefana nawet, gdy on podszedł do nich. 

- To dlatego chciałaś spędzić trochę czasu sama, Eleno?- spytał Stefan, a 
jego głos brzmiał 
pusto i odlegle. 
Wreszcie widząc go, oderwali się od siebie, twarz Eleny była blada i 
zelektryzowana. 
- Stefan- powiedziała- Proszę, Stefan, nie, to nie jest to, na co wygląda. 
Wyciągnęła rękę w jego kierunku, a potem cofnęła ją niepewnie. 
Wszystko wydawało się tak daleko od Stefana; miał świadomość, że się trząsł, 
jego usta były 
suche, ale czuł się prawie tak, jakby oglądał kogoś innego. 
- Nie mogę tego zrobić- powiedział- Nie znowu. Jeśli będę o Ciebie walczył, 
po prostu 
zniszczę nas wszystkich. Tak jak to było z Katharine. 
Elena potrząsając głową w przód i w tył, wyciągnęła błagalnie ręce ku 
niemu. 
- Proszę, Stefan- powiedziała. 
- Nie mogę- powiedział Stefan nieobecny, a jego głos był cienki i 
zdesperowany. 
Wtedy, po raz pierwszy, spojrzał na Damona i gorąca wściekłość uderzyła w 
niego, 
przesłaniając jego odrętwienie. 
- Wszystko co robisz, to tylko bierzesz- Stefan powiedział mu gorzko- To jest 
ostatni, ostatni 
raz. Nie jesteśmy już braćmi. 
Usta Damona na ułamek sekundy otworzyły się przerażone, jakby miał zamiar 
coś 
powiedzieć, a potem jego twarz stwardniała, jego usta wykręciły się 
pogardliwie, a on skinął 
głową na Stefana. 
Bardzo dobrze, mówił ten gest. 

background image

Stefan potknął się do tyłu, następnie odwrócił i pobiegł, wykorzystując 
wszystkie swoje 
nadprzyrodzone zdolności, tak szybko, jak tylko mógł, pozostawiając ich 
daleko w tyle 
nawet, kiedy Elena krzyczała: 
- Stefan! 

ROZDZIAŁ 24 
Chichocząc, Bonnie potknęła się schodząc ze schodów, z prawej nogi 
gubiąc but na wysokim 
obcasie. 
- Proszę Kopciuszku- powiedział Zander, podnosząc but i klękając przed nią. 
Pomógł jej 
założyć but, swoimi ciepłymi i mocnymi palcami. Bonnie dygnęła, tłumiąc 

ś

miech. 

- Dziękuję milordzie- powiedziała zalotnie. 
Czuła się wspaniale, tak silna i szczęśliwa. Czuła się prawie tak, jakby była 
pijana, ale wypiła 
tylko kilka łyków piwa. Nie, była pijana. Pijana od Zandera, od jego 
pocałunków, jego 
delikatnych rąk i jego dużych niebieskich oczu. Wzięła go za rękę, a on 
uśmiechnął się do 
niej, tym długim powolnym uśmiechem i Bonnie zadrżała. 
- Wygląda na to, że już po imprezie - powiedziała, kiedy dotarli na pierwsze 
piętro. Było 
naprawdę późno, prawie druga nad ranem. Zostało tylko kilka grup 
zatwardziałych 
imprezowiczów: kilku chłopaków z bractwa przy beczce piwa, kilka tancerek 
z wydziału 
teatralnego, para siedząca na dole schodów pogrążona w rozmowie. 
Meredith, Stefan, Samantha, i Matt zniknęli, a jeśli Elena się w końcu pokazała, 
to też już jej 
tu nie było. Przyjaciele Zandera albo poszli, albo zostali wyrzuceni. 
- Żegnajcie, żegnajcie- Bonnie podśpiewywała do tych nielicznych ludzi, 
którzy pozostali. 
Tak naprawdę nie miała okazji porozmawiać z żadnym z nich, ale wszyscy 
wyglądali na 
miłych. Może następnym razem, kiedy przyjdzie na imprezę, zostanie dłużej i 
nawiąże 
prawdziwe więzi z ludźmi, których wcześniej nie spotkała. Spojrzała na 
wszystkich nowych 

background image

przyjaciół, jej przyjaciół poznanych w kampusie. Pomachała do ludzi, których 
wcześniej 
widziała z Mattem- niskiemu facetowi, który jak myślała, miał na imię Ethan i 
tej 
dziewczynie z ciemnymi włosami i dołeczkami w policzkach. Nie z pierwszego 
roku. Dziś 
wieczorem kochała wszystkich, ale oni zasługiwali na to bardziej, bo oni 
wiedzieli, 
jak wspaniałym facetem jest Matt. Oni odmachali jej trochę niepewnie i 
dziewczyna 
uśmiechnęła się, a jej dołeczki się pogłębiły. 
- Wyglądają na naprawdę miłych- Bonnie powiedziała do Zandera, a on 
obejrzał się na nich, 
kiedy otworzył drzwi. 
- Hmmm- powiedział beznamiętnie i przez chwilkę spojrzenie w jego oczach 
wywołało 
u Bonnie dreszcze. 
- A nie są?- powiedziała nerwowo. 
Zander odwrócił się od nich, a potem z powrotem ku niej, a jego ciepły, 
błyszczący uśmiech 
rozjaśnił mu twarz. Bonnie zrelaksowana pomyślała, że ten chłód, który 
widziała w oczach 
Zandera to tylko gra świateł. 
- Oczywiście, że są, Bonnie- powiedział- Po prostu zamyśliłem się na chwilę. 
Objął ją ręką wokół jej ramion, przyciągając ją bliżej i pocałował w czubek 
głowy. 
Westchnęła z zadowoleniem, przytulając się do jego boku. 
Szli połączeni przez chwile. 
- Spójrz na gwiazdy- Bonnie powiedziała cicho. 
Noc była jasna i gwiazdy wisiały, świecąc na niebie. 
- To dlatego, że zaczynają się zimniejsze noce, możemy je zobaczyć tak 
dobrze. 
Zander nie odpowiedział, tylko wydał krótki gardłowy dźwięk „hmmm”, a 
Bonnie spojrzała 
na niego przez rzęsy. 
- Czy chcesz zjeść ze mną śniadanie?- spytała- W niedziele stołówka robi 
gofry na specjalne 
zamówienie z wieloma różnymi dodatkami. 
- Pyszne. 
Zander patrzył w dal z tym samym nieobecnym wyrazem twarzy, jak wtedy, 
gdy ostatnim 

background image

razem szli przez kampus. 
- Zander?- Bonnie zapytała ostrożnie, a on skrzywił się i przygryzał wargi w 
zamyśleniu. 
- Przepraszam- powiedział. Zabrał rękę z ramion Bonnie i cofnął się kilka 
kroków, 
uśmiechając się sztywno. Całe jego ciało było napięte, jakby miał zamiar 
zacząć biec. 
- Zander?- spytała ponownie zmieszana. 
- Zapomniałem o czymś- powiedział, unikając jej wzroku- Muszę wrócić na 
imprezę. 
- Och. Pójdę z Tobą- zaproponowała Bonnie. 
- Nie, w porządku- Zander zaczął przestępować z nogi na nogę, spoglądając 
na ramiona 
Bonni, jakby chciał być gdziekolwiek, tylko nie tu z nią. 
Nagle skoczył do przodu i pocałował ją niezgrabnie, uderzając swoimi 
zębami w jej zęby, 
potem odszedł do tyłu i odwrócił się, idąc w przeciwnym kierunku. Jego kroki 
się wydłużyły, 
jak tamtej nocy. Nie oglądał się za siebie. 
Bonnie zostając nagle sama, zadrżała, rozejrzała się, spoglądając w 
ciemność otaczającą ją ze 
wszystkich stron. Była tak szczęśliwa kilka minut temu, a teraz poczuła zimno i 
przerażenie, 
jakby została zlana lodowatą wodą. 
- Chyba żartujesz- powiedziała głośno. 
Elena trzęsła się tak mocno, że Damon bał się, że zemdleje. Owinął ręce 
wokół niej 
pocieszająco, a ona spojrzała na niego, niewidzącym, szklistym wzrokiem. 
- Stefan ...- jęknęła cicho, a Damon musiał zwalczyć ostre ukłucie irytacji. 
Stefan zareagował zbyt emocjonalnie. Co w tym nowego? Damon był tutaj, 
Damon był z nią i 
wspiera ją i Elena powinna zdawać sobie z tego sprawę. Miał ochotę 
chwycić Elenę mocno za 
podbródek i zmusić ją, żeby na niego spojrzała. 
W dawnych czasach to by wystarczyło. Do diabła, w dawnych czasach 
wysłałby podmuch 
swojej mocy na Elenę i byłaby posłuszna jemu tak, że nie pamiętałaby nawet 
imienia Stefana. 
Jego kły zaswędziały go tęsknie, po prostu na samą myśl o tym. Jej krew była 
jak wino. 

background image

Wcale nie dlatego, że Elena poddawała się potulnie jego władzy 
współpracowało im się 
razem tak dobrze, przyznał, uśmiechając się. Ale nigdy już tak nie będzie. I nie 
chciał jej 
w ten sposób. Próbował tak ciężko, chociaż nienawidził się do tego 
przyznawać nawet przed 
samym sobą, aby być godnym Elena. Aby być godnym nawet Stefana, 
gdyby przyszło co do 
czego. To byłoby pocieszające, gdyby w końcu jego braciszek spojrzał na 
niego z czymś 
więcej, niż tylko z nienawiścią i obrzydzeniem. Dobrze, że to się skończyło. 
Niepewny 
rozejm, początki przyjaźni, braterstwa, cokolwiek było między nim i Stefanem, 
skończyło się. 
- Chodź, księżniczko- mruknął do Eleny, pomagając jej wejść po schodach do 
jej drzwi- 
Jeszcze trochę. 
Nie mógł żałować tego pocałunku. Była taka piękna, pełna życia i drżała w 
jego ramionach. 
I tak dobrze smakowała. A on kochał ją, tak bardzo, na ile jego twarde serce 
było w stanie. 
Jego usta wykrzywiły się ponownie i poczuł swoje rozgoryczenie. Elena nigdy 
nie będzie 
jego. Nawet teraz, gdy Stefan odwrócił się od niej, jak obłudny idiota, był 
jedynym, o którym 
myślała. Wolna ręka Damona, którą nie podtrzymywał Eleny, zacisnęła się w 
pięść. 
Dotarli do pokoju Eleny i Damon zaczął grzebać w jej torebce, żeby znaleźć 
klucze. 
- Damon- powiedziała, odwracając się w drzwiach, żeby po raz pierwszy 
spojrzeć mu w oczy 
od czasu, kiedy Stefan przyłapał ich na całowaniu. Wciąż wyglądała blado, 
ale stanowczo jej 
usta zacisnęły się w linię. 
- Damon, to był błąd. 
Serce Damona upadło jak kamień, ale utrzymał jej wzrok. 
- Wiem- powiedział- Wszystko się jakoś ułoży, księżniczko, zobaczysz. 
Zmusił swoje usta, żeby przyjęły wyraz uspokajający i wspierający. Uśmiech 
przyjaciela. 
Potem Elena odeszła, drzwi jej pokoju zamknęły się za nią mocno. Damon 
obrócił się, 

background image

przeklinając i kopnął w ścianę za nim. Pękła i kopnął ją ponownie z kwaśnym 
zadowoleniem, 

ż

e rozbił tynk. Usłyszał stłumione narzekanie dochodzące zza innych drzwi na 

piętrze i 
usłyszał zbliżające się kroki kogoś, kto chciał sprawdzić, co to był za hałas. 
Jeśli ktoś się do 
niego teraz przyczepi , to pewnie go zabije. To nie byłoby dobrym pomysłem, 
bez względu na 
to, jak dobrze by się przy tym bawił, ale nie tutaj, obok Eleny. Udając się w 
kierunku 
otwartego okna korytarza, Damon płynnie zamienił się w kruka w powietrzu. 
To była ulga 
rozciągnąć swoje skrzydła, poddać się rytmowi latania i poczuć wiatr w 
swoich piórach, 
podnoszący go i wspierający. Wyleciał przez okno z kilkoma uderzeniami 
skrzydeł i rzucił się 
w noc. Łapiąc wiatr, wzniósł się lekkomyślnie wysoko, mimo ciemności nocy. 
Potrzebował 
pędzić z wiatrem przepływającym po jego ciele, potrzebował nie myśleć o 
niczym. 

ROZDZIAŁ 25 
Drogi pamiętniku. 
Nie mogę uwierzyć w to, jakim jestem głupkiem, niewiernym, 
bezwartościowym głupkiem. 
Nie powinnam nigdy całować Damona, ani pozwolić jemu się pocałować. 
Wyraz twarzy 
Stefana, gdy nas znalazł, był bolesny. Jego rysy były tak sztywne i blade, 
jakby były zrobione 
z lodu, a jego oczy lśniły od łez. A potem wydawało się, że zgasło światło 
wewnątrz niego, 
a on patrzył na mnie, jakby mnie nienawidził. Jakbym była Katherine. 
Nieważne, co się działo 
między nami, Stefan nigdy wcześniej tak na mnie nie patrzył. Nie mogę w to 
uwierzyć. 
Stefan nigdy nie mógł mnie nienawidzić. Każde uderzenie mojego serca 
mówi mi, że należymy 
do siebie, że nic nie może nas rozdzielić. Byłam takim głupcem, że zraniłam 
Stefana, mimo, 

ż

e to była jedyna rzecz, jakiej nigdy nie chciałam zrobić. Ale to nie koniec 

między nami. 

background image

Przeproszę go i wyjaśnię, że był świadkiem chwilowego szaleństwa i on mi 
wybaczy. 
Kiedy dotknę go ponownie, będzie wiedział, jak tego żałuję. To była tylko 
adrenalina z 
powodu nadchodzącej śmierci, kiedy ten samochód nas gonił. Ani Damon, 
ani ja tego nie 
chcieliśmy, ten pocałunek był tylko pod wpływem chwili. 
Nie, nie mogę kłamać. Nie tutaj. Muszę być uczciwa wobec siebie nawet, jeśli 
udaję przed 
wszystkimi innymi. Chciałam pocałować Damona. Chciałam dotknąć 
Damona. Zawsze 
chciałam. Ale nie muszę. Mogę się powstrzymać i to zrobię. Nie chcę tego, 
bo nie chcę 
sprawiać Stefanowi więcej bólu. Stefan zrozumie, zrozumie to, kiedy zrobię 
wszystko co mogę, 
aby uczynić go szczęśliwym, a wtedy mi wybaczy. To nie może być koniec. 
Nie pozwolę, żeby 
tak to się skończyło. 
Elena zamknęła pamiętnik i wybrała numer Stefana po raz kolejny, 
pozwalając telefonowi 
dzwonić, aż do włączenia się poczty głosowej, aż w końcu się rozłączył. 
Dzwoniła do niego 
kilka razy ostatniej nocy, a potem znowu i znowu tego rana. Stefan widział jej 
połączenia, 
wiedziała o tym. Zawsze miał włączony telefon. Zawsze odbierał, bo czuł jakiś 
obowiązek, 

ż

eby być dostępnym, kiedy tylko miał przy sobie telefon. Fakt, że nie odbierał, 

oznaczał, 

ż

e unika jej celowo. Elena pokręciła groźnie głową i ponownie wybrała 

numer. Stefan musiał 
jej wysłuchać. Ona nie zamierza pozwolić mu się zbyć. Kiedy wyjaśni mu 
wszystko, a on jej 
wybaczy, wszystko wróci do normy. Mogli zakończyć ten rozdział, który uczynił 
ich oboje 
nieszczęśliwymi- to nie była droga, która była jej przeznaczona. 
Właściwie, co ona dokładnie mu powie? Elena westchnęła i opadła na 
swoim łóżku, jej serce 
krwawiło. Adrenalina wywołana pościgiem samochodu, to wszystko, co 
naprawdę mogła 
powiedzieć na temat pocałunku z Damonem. To, że tego nie chciała, nie 
było do końca 

background image

prawdą. Chciała Stefana. Wszystko, co mogła mu powiedzieć, to to, że to nie 
było coś, czego 
oczekiwała albo co planowała. Że Damon nie był tym, którego chciała. Że 
zawsze wybrałaby 
Stefana. Tak powinno być zawsze. Elena zadzwoniła ponownie. Tym razem 
Stefan odebrał. 
- Elena- powiedział stanowczo. 
- Stefan, proszę , wysłuchaj mnie- Elena powiedziała z pośpiechem- Tak 
strasznie Cię 
przepraszam. Ja nigdy… 
- Nie chcę o tym rozmawiać- powiedział Stefan przerywając jej- Proszę, 
przestań do mnie 
wydzwaniać. 
- Ale, proszę, Stefan… 
- Kocham cię, ale ...- głos Stefana był miękki, ale zimny- Nie sądzę, żebyśmy 
mogli być 
razem. Nie wtedy, kiedy nie mogę Ci ufać. 
Rozłączył się. 
Elena odjęła telefon od ucha i patrzyła na niego przez chwilę, zaskoczona, 
zanim zdała sobie 
sprawę z tego, co się stało. Stefan, drogi, kochany Stefan, który zawsze był 
dla niej, który 
kochał ją bez względu na to, co zrobiła, zerwał z nią. 
Meredith wyciągnęła jedną nogą za swoimi plecami, trzymając ją w obu 
rękach, odetchnęła 
głęboko i powoli wyciągnęła nogę wyżej, rozciągając swoje mięśnie. Dobrze 
jej robiło 
rozciąganie, które poprawiło przepływ krwi po zarwanej nocy. Miała nadzieję 
na sparing z 
Samanthą. To był nowy ruch wymyślony przez Meredith, trochę natchniony 
kickboxingiem, 
dlatego pomyślała że spodoba się Sam, która była w szoku, kiedy została 
powalona przez 
Meredith po raz kolejny. Samantha była coraz szybsza i bardziej pewna siebie, 
od kiedy 
razem trenowały. 
Meredith zdecydowanie chciała utrzymać się na palcach. Będzie wspaniale 
sparować się z 
Samanthą, jeśli Samantha w ogóle przyjdzie. Meredith spojrzała na zegarek. 
Sam była prawie 

background image

dwadzieścia minut spóźniona. Oczywiście, one wróciły późno w nocy. Ale to 
nie było w stylu 
Samanthy nie przyjść, kiedy się umawiała. Meredith odwróciła się, żeby 
spojrzeć na telefon, 
czy nie dostała wiadomości, potem zadzwoniła do Samanthy. Nie odbierała. 
Meredith 
zostawiła krótką wiadomość na poczcie głosowej, następnie odłożyła 
słuchawkę i wróciła do 
rozciągania, starając się ignorować słabe dreszcz niepokoju, przebiegające 
przez jej ciało. 
Kręciła ramionami, wyciągnęła ręce za plecami. Może Samantha po prostu 
zapomniała 
i wyłączyła telefon. Może zaspała. Samantha była łowcą, nie była zagrożona 
atakiem kogoś 
lub czegoś polującego w kampusie. Wzdychając, Meredith zrezygnowała ze 
swojego 
rutynowego treningu. Nie będzie w stanie skupić się, aż nie sprawdzi, co się 
dzieje 
z Samanthą mimo, że pewnie z tą dziewczyną wszystko było w porządku. 
Niewątpliwie 
w porządku. Zabierając swój plecak, udała się do drzwi. Mogła biec po 
drodze. Świeciło 
słońce, powietrze było rześkie, a stopy Meredith wybijały na ścieżce regularny 
rytm, kiedy 
wmieszała się między ludzi spacerujących po kampusie. W czasie, kiedy 
biegła do pokoju 
Samanthy, myślała, że może Sam wolała pobiegać, zamiast iść na sparing. 
Posłuchała pod 
drzwiami Samanthy, po czym zawołała: 
- Wstawaj, śpiochu. 
Drzwi nie były zamknięte, dały się uchylić. 
- Samantha?- powiedziała Meredith , otwierając drzwi bardziej. 
W pierwszej kolejności uderzył ją zapach. Jak rdza i sól, pomieszane z 
zapachem 
początkowego rozkładu. To było tak silne, że Meredith zachwiała się do tyłu, 
zasłaniając nos 
i usta. 
Mimo zapachu, Meredith nie mogła w pierwszej chwili zrozumieć, co było na 
wszystkich 

ś

cianach. 

background image

Obraz? Zastanawiała się, jej mózg pracował leniwie i wolno. Po co Samantha 
miałaby 
malować? To było tak czerwone. Podeszła do drzwi powoli, ale coś w niej 
zaczęło krzyczeć. 
Nie, nie, uciekać. 
Krew. Krewkrewkrewkrew. Meredith nie czuła się już powolna i ociężała: jej 
serce waliło, 
w głowie wirowało, jej oddech stał się ciężki i szybki. W tym pokoju był trup. 
Musiała zobaczyć. Musiała zobaczyć Samanthę. Mimo, że każdy nerw w ciele 
nakłaniał ją do 
ucieczki, do walki, Meredith zaczęła posuwać się naprzód. Samantha leżała 
na plecach, łóżko 
pod nią przesiąknięte było krwią. Wyglądała jakby była rozrywana. Jej 
otwarte oczy patrzyły 
tępo w sufit, niewidząco. Była martwa. 

ROZDZIAŁ 26 
- Czy na pewno nie chcesz panienko, żebyśmy zadzwonili do Twoich 
rodziców? 
Głos ochroniarza z kampusu był gburowaty, ale miły i jego wzrok był 
zmartwiony. Przez 
chwilę Meredith wyobraziła sobie, jakiej reakcji chciałaby u swoich rodziców: 

ż

eby rzucili się 

na ratunek swojej córce, przytulili ją i zabrali do domu, dopóki obraz jej 
martwej przyjaciółki 
by nie wyblakł. 
Jej rodzice po prostu powiedzą jej, żeby zabrała się do roboty. Że każda inna 
reakcja była 
porażką. Jeśli pozwoli sobie na słabość, umrze więcej ludzi. Tym bardziej, że 
Samantha była 
łowcą, Z rodziny łowców, jak Meredith. Meredith wiedział dokładnie, co jej 
ojciec 
powiedziałby, gdyby do niego zadzwoniła. „Niech to będzie lekcja dla 
Ciebie. Nigdy nie 
jesteś bezpieczna.” 
- Nic mi nie będzie- powiedziała ochroniarzowi- Moje współlokatorki są na 
górze. 
Pozwolił jej odejść, obserwując jej wspinaczkę po schodach ze strapionym 
wyrazem twarzy. 
- Nie martw się panienko- powiedział- Policja złapie tego gościa. 

background image

Do Meredith dotarło jeszcze, jak on dużo wiary pokłada w działania policji, że 
znajdą jeszcze 
jakieś wskazówki, co do miejsca pobytu osób zaginionych lub rozwiązania 
sprawy 
morderstwa Christophera. Starał się tylko ją pocieszyć. Skinęła głową do 
niego i słabo mu 
pomachała. 
Nie mogła mieć większych sukcesów, niż policja, nawet z pomocą Samanthy. 
Nie próbowała 
wystarczająco mocno, zbyt rozproszyło ją nowe miejsce, nowi ludzie. 
Dlaczego teraz? Meredith zastanowiła się nagle. To nie przyszło do niej 
wcześniej, ale to był 
pierwszy zgon, atak, czy zniknięcie, które miało miejsce w pokoju akademika, 
zamiast na 
dziedzińcu, czy na ścieżce kampusu. Cokolwiek to było, przyszło specjalnie po 
Samanthę. 
Meredith przypomniała sobie ciemną postać, którą spłoszyła po 
zaatakowaniu dziewczyny, 
dziewczyny, która powiedziała, że nie pamięta niczego. Meredith 
przypomniała sobie błysk 
jasnych włosów, kiedy postać odwróciła się. Czy Samantha musiała umrzeć, 
bo znalazła się 
zbyt blisko mordercy? Jej rodzice mieli rację. Nikt nie był nigdy bezpieczny. 
Musiała 
pracować ciężej, wziąć się do roboty i kontynuować obserwacje. 
Na górze, łóżko Bonnie było puste. Elena spojrzała stamtąd gdzie leżała, 
skulona w swoim 
łóżku. Część Meredith zauważyła, że twarz Eleny była mokra od łez i 
wiedziała, że zwykle 
rzuciłaby wszystko, żeby pocieszyć przyjaciółkę, ale teraz musiała 
skoncentrować się na 
znalezieniu mordercy Samanthy. 
Meredith podeszła do swojej szafy, otworzyła ją i wyciągnęła ciężką, czarną 
torbę i 
pokrowiec ze swoją włócznią. 
- Gdzie jest Bonnie?- spytała, rzucając torbę na łóżko i zaczęła ją 
rozpakowywać. 
- Wyszła zanim wstałam- odpowiedziała Elena chwiejnym głosem- Myślę, że 
ma zajęcia 
analityczne dziś rano. Meredith, co się dzieje? 

background image

Meredith obróciła otwartą torbę i zaczęła wyciągać swoje noże i gwiazdy do 
rzucania. 
- Co się dzieje?- Elena zapytała ponownie, bardziej natarczywie, szeroko 
otwierając oczy. 
- Samantha nie żyje- powiedziała Meredith, testując krawędź noża kciukiem- 
Została 
zamordowana w swoim łóżku przez coś, co grasuje w kampusie, a my musimy 
to 
powstrzymać. 
Nóż mógłby być ostrzejszy- Meredith zostawiła nóż wyciągnięty z futerału i 
odnalazła w 
torbie kamień do ostrzenia. 
- Co?- powiedziała Elena- Och, nie, och, Meredith, jest mi strasznie przykro. 
Łzy zaczęły spływać jej po twarzy ponownie, a Meredith spojrzał na nią, 

ś

ciągając pokrowiec 

z włóczni. 
- W moim biurku jest mała, czarna skrzynka z małymi buteleczkami, z różnymi 
ekstraktami 
trucizn wewnątrz- powiedziała- Wilcza trucizna, werbena, jad węży. Nie wiem 
dokładnie, 
z czym mamy do czynienia, więc powinnaś natrzeć skórę kilkoma tymi 
rzeczami. Bądź 
ostrożna- dodała. 
Usta Eleny otworzyły się, a po kilku sekundach zamknęła je mocno i skinęła 
głową, 
wycierając policzki grzbietem dłoni. 
Meredith wiedziała, że jej przesłanie- płakać później, teraz wziąć się do 
działania- zostało 
przyjęte i Elena, jak zawsze, będzie z nią pracować. Elena położyła włócznię 
na swoim łóżku 
i znalazła pudełko z truciznami w biurku Meredith. Meredith patrzyła, jak Elena 
badała, jak 
wypełnić małe skórzane wypustki w żelazno- drewnianej włóczni, jej ręce 
mocno je 
wyciągały i ostrożnie otwierały. Gdy upewniła się, że Elena wiedziała, co robi, 
Meredith 
wróciła do ostrzenia swojego nóża. 
- Musieli przyjść po Samanthę celowo. Ona nie była przypadkową ofiarą- 
powiedziała 
Meredith patrząc na nóż, który rytmicznie ostrzyła kamieniem. 

background image

- Myślę, że musimy założyć, że ten ktoś wie, że na niego polujemy i dlatego 
jesteśmy 
w niebezpieczeństwie- zadrżała, kiedy przypomniała sobie ciało przyjaciółki- 

Ś

mierć 

Samanthy była brutalna. 
- Samochód próbował przejechać mnie i Damona ostatniej nocy- 
powiedziała Elena- 
Chcieliśmy zbadać coś dziwnego w bibliotece, ale nie wiem czy to dlatego. 
Nie mogłam 
przyjrzeć się kierowcy. 
Meredith zatrzymała się z ostrzeniem noża. 
- Mówiłam Ci, że Samantha i ja wypłoszyłyśmy kogoś, kto zaatakował 
dziewczynę w 
kampusie- powiedziała w zamyśleniu- Ale nie mówiłam Ci jednego, bo nie 
byłam pewna. 
Wciąż nie jestem tego pewna. 
Opowiedziała Elenie o swoich wrażeniach co do odzianej na czarno postaci, 
w tym 
o chwilowym wrażeniu bladej twarzy pod kapturem, z włosami prawie 
białymi. Elena 
zmarszczyła brwi, zwalniając uścisk palców na włóczni. 
- Zander?- zapytała. 
Obie spojrzały na nie pościelone łóżko Bonnie. 
- Ona naprawdę go lubi- powiedziała powoli Meredith- Czy ona nie powinna 
widzieć, czy coś 
złego się z nim dzieje? Wiesz… 
Zrobiła nieokreślony gest wokół jej głowy, starając się wskazać punkt widzenia 
Bonnie. 
- Nie możemy na to liczyć- Elena powiedziała, marszcząc brwi- A to 
dziewczyna nie pamięta 
tego, co widziała. Nie sądzę, że on powiedziałby prawdę Bonnie- 
kontynuowała. 
- On jest tak- to znaczy, jest przystojny i przyjazny, ale wydaje się jakiś dziwny, 
prawda? 
I jego przyjaciele są idiotami. Wiem, że to długa droga od przebywania z 
okropnymi 
przyjaciółmi do bycia na tyle niebezpiecznym, żeby zrobić coś takiego, ale 
nie ufam mu. 
- Możesz poprosić Stefana, żeby go obserwował?- spytała Meredith- Wiem, że 
zrobiłaś sobie 

background image

przerwę od randek, ale to jest ważne, a wampir jest najlepszy do trzymania go 
na oku. 
Stefan wyglądał tak smutno poprzedniej nocy, pomyślała. Dlaczego Elena 
nie zadzwoni do 
niego? Życie jest krótkie. Poczuła ostrze noża na swoim kciuku. Lepiej. 
Schowała naostrzony 
nóż, sięgnęła po następny. 
Elena nie odpowiedziała, a Meredith spojrzała w górę i zobaczyła Elenę 
patrzącą ciężkim 
wzrokiem, powstrzymującą drżenie ust. 
- Ja… Stefan nie będzie chciał ze mną rozmawiać- powiedziała jąkając się- 
Nie myślę… Nie 
wiem, czy będzie chciał nam pomóc. 
Zamknęła usta mocno, wyraźnie nie chcąc o tym rozmawiać. 
- Och- powiedziała Meredith. 
Trudno było sobie wyobrazić, że Stefan nie zrobi tego, czego chciała Elena, 
ale było jasne, że 
Elena nie chce go o to prosić. 
- Czy mogę zadzwonić Damona?- zasugerowała niechętnie. 
Starszy wampir był utrapieniem, a ona nie bardzo mu ufała, ale był na pewno 
dobry 
w intrygach. 
Elena nabrała powietrza, a potem kiwnęła głową energicznie. 
- Nie, ja do niego zadzwonię- powiedział- Poproszę Damona, żeby 
obserwował Zandera. 
Meredith westchnęła i oparła się plecami o ścianę, pozwalając spaść 
swojemu nożowi na 
łóżko. Nagle była strasznie zmęczona. Oczekiwanie na Samanthę w siłowni 
dziś rano, 
wydawało się, że wydarzyło się to milion lat temu, a nawet nie była jeszcze 
pora lunchu. 
Ona i Elena jednocześnie spojrzały ponownie na łóżko Bonnie. 
- Musimy porozmawiać z nią o Zanderze, nie?- Elena zapytała cicho- Musimy 
zapytać ją, czy 
był z nią całą noc. I musimy ją ostrzec. 
Meredith skinęła głową i zamknęła oczy, pozwalając odpocząć swojej 
głowie na chłodnej 

ś

cianie, potem otworzyła je ponownie. Była tak zmęczona, ze widziała obraz 

martwej 
Samanthy, który wracał do niej, kiedy tylko zrobiła sobie przerwę na moment. 
Nie miała czasu na odpoczynek, nie wtedy, gdy zabójca tam był. 

background image

- Ona nie będzie zadowolona. 

ROZDZIAŁ 27 
Odbicie 
Odbicie 
Odbicie 
Rzut 
Łapanie 
Odbicie 
Odbicie 
Odbicie 
Rzut 
Łapanie 
Stefan stał na linii rzutów wolnych pustego boiska do koszykówki, 
mechanicznie odbijając i 
rzucając piłką do kosza. 
Czuł się pusty w środku, jak automat do tworzenia doskonałych, identycznych 
rzutów. 
Tak naprawdę nie lubił koszykówki. Brakowało w niej zarówno 
satysfakcjonującego kontaktu 
footballu, jak i matematycznej precyzji bilarda. Ale miał coś do przemyślenia. 
Przez całą noc 
i cały ranek, miał dość niekończącego się łażenia po kampusie lub gapienia 
się w cztery 

ś

ciany swojego pokoju. 

Co miał zamiar teraz zrobić? Bez sensu było chodzić do szkoły bez Eleny przy 
jego boku. 
Próbował zablokować swoje wspomnienia o wiekach tułaczki przez świat 
samotnie, bez niej, 
bez Damona, które poprzedzały jego przybycie do Fell’s Church. Stłumił 
swoje emocje tak 
mocno, jak tylko mógł, zmuszając się do odrętwienia, ale nie bardzo mu to 
wychodziło, 
mgliście zastanawiał się, czy stulecia samotności miały znów stać się częścią 
jej przyszłości. 
- Do tego też masz talent- powiedział cień, krocząc od strony trybun- 
Powinniśmy zatrudnić 
Cię też do drużyny koszykarskiej. 
- Matt- poznał Stefan, wrzucając kolejny kosz, a potem odrzucił piłkę do 
Matta. 

background image

Matt wycelował starannie do kosza i rzucił, a piłka chwilę krążyła po obręczy, 
zanim spadła. 
Stefan czekał, aż Matt zbierze piłkę i odwrócił się do niego. 
- Szukałeś mnie?- spytał ostrożnie, starając się nie zapytać, czy to Elena go 
przysłała. 
Zaskoczony Matt pokręcił głową. 
- Nie. Lubię grać w kosza, kiedy mam coś do przemyślenia. Wiesz. 
- Co się dzieje?- Stefan zapytał. 
Matt przetarł kark zakłopotany. 
- Była taka dziewczyna, która mi się podobała i którą chciałem zapytać, czy 
czuje to samo, co 
ja. I, e…, okazuje się, że ona już ma chłopaka. 
- O- po chwili, Stefan uświadomił sobie, że powinien powiedzieć coś więcej- 
Przykro mi to 
słyszeć. 
- Tak- Matt westchnął- Ona jest naprawdę wyjątkowa. Pomyślałem- nie wiem, 
byłoby miło 
mieć coś, co Ty i Elena macie. Kogoś do kochania. 
Stefan skrzywił się. To było, jakby Matt wkręcał nóż w jego jelita. Cisnął piłkę 
do kosza, 
nie trafiając tym razem i odbijając ją z wielkim hukiem o tablicę. Matt skoczył, 

ż

eby ją 

złapać, a potem podszedł do Stefana, wyciągając rękę. 
- Hej, hej, Stefan. Wyluzuj. Co jest? 
- Elena i ja nigdy się już nie spotkamy- Stefan powiedział stanowczo, próbując 
zignorować 
ukłucie bólu wywołane tymi słowami- Ona… Widziałem, jak całowała 
Damona. 
Matt spojrzał na Stefana cicho, bo czuł to samo od dawna, jego 
bladoniebieskie oczy stały się 
współczujące. Stefan przypomniał sobie nagle, że Matt kochał Elena i że byli 
razem przed 
przybyciem Stefana. 
- Słuchaj- powiedział Matt w końcu- Nie możesz kontrolować Eleny. To, co 
wiem na pewno 
o niej- a znam ją całe życie- to to, że ona zawsze będzie robić to, co chce, 
bez względu na to, 
co stanie jej na drodze. Nie powstrzymasz jej. 
Stefan zaczął się kiwać, gorące łzy paliły jego oczy. 
- Ale- Matt dodał- Wiem też, że w końcu jesteś tym jedynym dla niej. Ona 
nigdy nie robiła 

background image

dla nikogo tego, co robi dla Ciebie. I, wiesz, ja zacząłem odkrywać, że istnieją 
jeszcze inne 
dziewczyny poza nią, ale nie sądzę, żebyś Ty też to zrobił. Cokolwiek stało się z 
Damonem, 
Elena wróci do Ciebie. A Ty będziesz idiotą, jeśli jej na to nie pozwolisz, bo ona 
jest tą 
jedyną dla Ciebie. 
Stefan potarł grzbiet nosa. Czuł się, jakby jego kości były łamliwe, wykonane 
ze szkła. 
- Nie wiem, Matt- powiedział zmęczonym głosem. 
Matt uśmiechnął się życzliwie. 
- Tak, ale ja wiem. 
Rzucił Stefanowi piłkę i Stefan złapał ją odruchowo. 
- Chcesz zagrać? 
Był zmęczony i jego serce cierpiało, ale kiedy kozłował piłkę i pomyślał, że 
musi dać 
Mattowi fory, poczuł iskierkę nadziei. Może Matt miał rację. 
- Oszalałyście?- krzyknęła Bonnie. 
Zawsze myślała, że „krew mnie zalewa”, było tylko metaforą, ale była tak 
wściekła, 

ż

e właśnie teraz wszystko widziała w odcieniu szkarłatu, jakby cały pokój 

skąpany był we 
krwi. 
Meredith i Elena wymieniły spojrzenia. 
- Nie mówimy, że coś jest nie tak z Zanderem- powiedziała Meredith 
delikatnie- Po prostu 
chcemy, żebyś była ostrożna. 
- Ostrożna?- Bonnie uśmiechnęła się nieco gorzko i przepchnęła się obok 
nich, żeby wyjąć 
swoją torbę z szafy. 
- Jesteście po prostu zazdrosne- powiedziała, nie patrząc nie. Otworzyła torbę 
i zaczęła 
wrzucać do niej swoje rzeczy. 
- Zazdrosne o co?- zapytała Elena- Nie chcę Zandera. 
- Zazdrosne, bo w końcu mam chłopaka- odparła Bonnie- Alaric wrócił do 
Fell’s Chuch, a 
Ty zerwałaś z oboma Twoimi chłopakami, i nie podoba Ci się, kiedy widzisz, że 
jestem 
szczęśliwa, kiedy Ty cierpisz. 
Elena zacisnęła usta tak mocno, że na jej policzkach pokazały się białe 
plamy i odwróciła się. 

background image

Patrząc na Bonnie, Meredith powiedziała ostrożnie: 
- Mówiłam Ci, co widziałam, Bonnie. To nic pewnego, ale obawiam się, że 
osobą, która 
zaatakowała tamtą dziewczynę mógł być Zander. Czy możesz mi 
powiedzieć, gdzie był po 
tym, jak opuściliście imprezę ostatniej nocy? 
Skupiając się na pakowaniu swoich ulubionych dżinsów do przepełnionej już 
torby, Bonnie 
nie odpowiedziała. Poczuła irytujące poczucie zdrady, rozprzestrzeniające się 
od jej szyi, 
aż do twarzy. Dobrze, wzięła chyba wystarczającą ilość ubrań. Swoją 
szczoteczkę do zębów i 
balsam mogła zabrać z łazienki po drodze na korytarz. 
Meredith podeszła do niej, z otwartymi, wyciągniętymi w uspokajającym 
geście ramionami. 
- Bonnie- powiedziała łagodnie- Chcemy, żebyś była szczęśliwa. Naprawdę. 
Ale chcemy też, 

ż

ebyś była bezpieczna i martwimy się, że Zander może nie być tym, za kogo 

go uważasz. 
Może mogłabyś się od niego trzymać z dala, chociaż przez jakiś czas? Dopóki 
tego 
nie sprawdzimy? 
Bonnie zamknęła swoją torbę, zarzuciła na ramię i udała się w kierunku drzwi, 
nawet 
nie patrząc na Meredith. Miała zamiar tak po prostu wyjść, ale w ostatniej 
chwili, obróciła się 
od drzwi twarzą do nich, postanawiając powiedzieć im, co o tym wszystkim 
myśli. 
- To co mnie tu zabija- powiedziała- to to, jakimi hipokrytkami Wy dwie 
jesteście. Nie 
pamiętasz już, jak pan Tanner został zamordowany? Albo włóczęgi, który 
został prawie 
zabity pod Mostem Wickery?- trzęsła się z wściekłości- Wszyscy w całym 
mieście myśleli, 

ż

e to Stefan był za to odpowiedzialny. Wszystkie dowody wskazywały na 

niego. 
Ale Meredith i ja nie wierzyłyśmy w to, ponieważ Elena powiedziała nam, że 
wie, że Stefan 
nie mógł tego zrobić, więc nie mógł tego zrobić i już. I wierzyłyśmy Tobie, 
nawet, jeśli 

background image

nie miałaś żadnych dowodów na to- powiedziała, wpatrując się w Elenę, 
która spuściła wzrok 
na podłogę- Myślałam, że powinniście zaufać mi w ten sam sposób. 
Spojrzała w tę i z powrotem na nie. 
- Fakt, że macie podejrzenia co do Zandara, chociaż stoję tu przed Wami i 
mówię Wam, że on 
nikogo by nie skrzywdził, świadczy jasno o tym, że mnie nie szanujecie- 
powiedziała 
chłodno- Być może nigdy nie szanowałyście. 
Bonnie wychodząc z pokoju, poprawiła pasek swojej torby na ramieniu. 
- Bonnie- usłyszała za sobą i odwróciła się, by obejrzeć się jeszcze raz. 
Meredith i Elena podążyły za nią z wyrazem identycznej frustracji na twarzach. 
- Idę do Zandera- Bonnie powiedziała im krótko. To powinno im pokazać, co 
ona myśli o ich 
podejrzeniach w stosunku do Zandera. 
Zatrzasnęła za sobą drzwi. 

ROZDZIAŁ 28 
- Oczywiście, że Bonnie jest zdenerwowana- powiedział Alaric- To jest jej 
pierwszy 
prawdziwy chłopak. Ale Wasza trójka przeszła wiele razem. Ona wróci do 
Was i wysłucha 
Was, kiedy już ochłonie. 
Jego głos był głęboki i kochający, a Meredith zacisnęła swoje zamknięte już 
oczy 
i przycisnęła telefon mocniej do ucha, wyobrażając sobie jego gabinet z 
przytulną brązową 
kanapą i mlecznymi regałami. Nigdy dotąd tak bardzo, jak teraz, nie chciała 
tam być. 
- A co jeśli coś jej się stanie?- powiedziała Meredith- Nie mogę czekać, aż 
Bonnie przestanie 
być na mnie zła, kiedy w każdej chwili może być w niebezpieczeństwie. 
Alaric zamilkł na chwilę, a Meredith mogła sobie wyobrazić, jak w tej chwili 
pociera czoło 
tak uroczo, jak robi to wtedy, kiedy analizuje problem z różnych perspektyw. 
- Cóż- powiedział w końcu- Bonnie spędziła mnóstwo czasu z Zanderem, 
prawda? Wiele 
czasu w spokoju? I do tej pory nic jej nie jest. Myślę, że możemy stwierdzić, że 
nawet, jeśli 
Zander jest jednym z atakujących w kampusie, nie planuje skrzywdzić Bonnie. 

background image

- Myślę, że Twoje rozumowanie jest trochę zwodnicze- powiedziała Meredith, 
czując się 
dziwnie, kiedy tak ogólnikowo ją pocieszał. 
Alaric wydał z siebie zaskakująco zirytowany śmiech. 
- Nie nazywaj mnie blefiarzem- powiedział- mam reputację człowieka 
logicznie myślącego. 
Meredith usłyszała skrzypienie krzesła przy biurku Alarica i wyobraziła go sobie 
odchylającego się do tyłu, przytrzymującego telefon ramieniem, z rękami za 
głową. 
- Jest mi bardzo przykro z powodu Samanty- powiedział trzeźwym głosem. 
Meredith poprawiła się w swoim łóżku, tuląc twarz do poduszki. 
- Nie mogę jeszcze o tym mówić- powiedziała, zamykając oczy- Muszę 
dowiedzieć się, kto ją 
zabił. 
- Nie wiem, czy to będzie przydatne- powiedział Alaric- ale już zacząłem robić 
badania na 
temat historii Dalcrest. 
- Jak duchy i inne dziwne tajemnice, dziejące się w kampusie, o których 
mówił profesor 
Eleny na zajęciach? 
- Cóż, jest nawet więcej tego w historii College, niż to, co on im opowiedział- 
powiedział 
Alaric. 
Meredith słyszała, jak szeleści papierami, prawdopodobnie przerzucał strony 
w jednym ze 
swoich notesów. 
- Dalcrest wydaje się być czymś w rodzaju punktu aktywności paranormalnej. 
W całej jego 
historii były przypadki, które wyglądają, jak ataki wampirów i wilkołaków i to 
nie pierwszy 
raz, kiedy zdarza się ciąg tajemniczych zaginięć na terenie kampusu. 
- Naprawdę?- Meredith usiadła- Jak uczelnia może być otwarta, skoro cały 
czas znikają tu 
ludzie? 
- To nie jest cały czas- odpowiedział Alaric- Ostatnia wielka fala zaginięć była 
w czasie II 
wojny światowej. Wtedy był duży przepływ ludzi i chociaż o zaginionych 
studentów martwili 
się przyjaciele i rodziny, policja zakładała, że młodzi mężczyźni, którzy zaginęli, 
uciekli, 

background image

ż

eby się zwerbować do wojska, a młode kobiety poślubiały żołnierzy albo 

zatrudniały się 
w fabrykach zbrojeniowych. Fakt, że studenci nigdy nie odnajdywali się, 
wydaje się być 
pomijany i nie były ze sobą te fakty w ogóle wiązane. 
- Super robota wydziału policji- Meredith powiedział cierpko. 
- Jest zbyt wiele dziwnych zachowań na terenie kampusu- powiedział Alaric- 
W latach 
siedemdziesiątych studenci praktykowali czarną magię i tego rodzaju rzeczy. 
- Czy jacyś z tych ludzi są tu nadal?- zapytała Meredith. 
- Nie jacyś konkretni- powiedział Alaric- ale to coś działa na umysł. W 
kampusie może być 
coś, co sprawia, że ludzie są bardziej skłonni do eksperymentowania z tym, co 
nadprzyrodzone. 
- Co to jest?- Meredith zapytała opadając ponownie na plecy- Jaką masz 
teorię, profesorze? 
- Cóż, to nie moja teoria- powiedział Alaric- Ale znalazłem w internecie kogoś, 
kto 
zasugerował, że może być gdzieś w Dalcrest duże stężenie skrzyżowań 
przemiennych linii, 
takich, jak w Fell’s Chuch. Cała ta część Wirginii ma wiele nadprzyrodzonej 
mocy, a niektóre 
części nawet więcej, niż inne. 
Meredith zmarszczyła brwi. Przemienne linie, mocne linie mocy ukryte pod 
powierzchnią 
ziemi, świeciły jak latarnie morskie dla świata nadprzyrodzonego. 
- A niektórzy ludzie uważają, że tam, gdzie przepływają linie przemienne, 
bariery pomiędzy 
naszym światem i Mrocznymi Wymiarami są cieńsze- kontynuował Alaric. 
Krzywiac się, Meredith przypomniała sobie stworzenia, które ona, Bonnie i 
Elena widziały w 
Mrocznym Wymiarze. Jeśli udało im się przedostać do tego świata i przybyć 
do Dalcrest, jak 
kitsune przybyły do Fell’s Chuch, każdy był w niebezpieczeństwie. 
- Nie mamy żadnych dowodów na to- Alaric powiedział uspokajająco, 

ś

piesznie wypełniając 

ciszę pomiędzy nimi. 
- Wszyscy wiemy, że Dalcrest ma historię związaną z działaniem sił 
nadprzyrodzonych. 
Nawet nie wiemy na pewno, w obliczu czego teraz stoimy. 

background image

Obraz pustych, martwych oczu Samanthy wypełnił umysł Meredith. Miała 
krew rozmazaną 
na policzku, poniżej prawego oka. Scena zabójstwa była tak makabryczna, a 
Samantha 
zginęła tak straszliwie. Meredith wierzyła w głębi serca, że teoria Alarica była 
trafna: nie było 
sposobu, żeby Samantha została zamordowana przez człowieka. 

ROZDZIAŁ 29 
- Powinniście być dumni- rekruci Vitale ustawieni byli w szeregu, w podziemnej 
sali 
konferencyjnej tak, jak to było pierwszego dnia, kiedy zdjęli opaski z oczu. 
Pod łukiem przed nimi, w czarnych maskach, członkowie Vitale obserwowali 
ich spokojnie. 
Ethan chodził wśród rekrutów z jasnymi oczami. 
- Powinniście być dumni- powtórzył- Towarzystwo Vitale oferuje Wam 
możliwości. Daje 
Wam szansę stania się jednymi z nas, przyłączenia się do organizacji, która 
może dać Wam 
ogromną władzę, pomóc na drodze do sukcesu. 
Ethan zatrzymał się i spojrzał na nich. 
- Nie wszyscy z was byli godni- powiedział poważnie- Obserwowaliśmy Was. . 
Nie tylko, 
kiedy byliście tutaj, czyli na spotkaniach rekrutów, ale przez cały czas. 
Kandydaci, którzy nie 
dawali sobie rady, którzy nie zasługują na wstąpienie w nasze szeregi, zostali 
wyeliminowani. 
Matt rozejrzał się. To prawda, było ich mniej, niż podczas ich pierwszego 
spotkania. Nie było 
tego starszego brodatego faceta, który był geniuszem biogenetyki. Tej 
chudej blondynki, 
którą Matt pamiętał, jak zawzięcie przygotowywała się do maratonu też nie 
było. Zostało 
tylko dziesięciu rekrutów. 
- Ci, którzy pozostają?- Ethan podniósł ręce, jakby dawał im jakieś 
błogosławieństwo- W 
końcu nadszedł czas, aby rozpocząć proces, w którym w pełni staniecie się 
członkami Vitale, 
abyście poznali nasze tajemnice, szli naszą drogą. 
Matt czuł, jakby trochę puchł z dumy, kiedy Ethan uśmiechnął się do nich 
wszystkich. 

background image

To było tak, jakby oczy Ethana dłużej zatrzymały się na Macie, niż na innych, 
jakby jego 
uśmiech do Matt był trochę cieplejszy. Jakby Matt, wśród tych wszystkich 
rekrutów, był kimś 
wyjątkowym. 
Ethan zaczął chodzić przez tłum i mówić ponownie, tym razem o 
przygotowaniach do ich 
inicjacji. Kazał kilku rekrutom przynieść róże i lilie do dekoracji Sali- brzmiało to, 
jakby 
oczekiwał, żeby wykupili wszystkie kwiaty z kwiaciarni- inni mieli znaleźć 

ś

wiece. Jedna 

osoba została przypisana do zakupu konkretnego rodzaju wina. Szczerze 
mówiąc 
przypominało mu to, jak Elena z dziewczynami przygotowywały się do 
potańcówki w liceum. 
- Okay- Ethan powiedział, wskazując na Chloe i długowłosą dziewczynę o 
imieniu Anna- 
Chciałbym, abyście Wy dwie poszły do sklepu z ziołami i zdobyły yerba matę, 
guaranę, głóg, 

ż

eń- szeń, rumianek i danshen. Chcecie to zapisać?- Matt wzdrygnął się 

trochę. Zioła były 
nieco mistyczne i tajemnicze, godne tajnego stowarzyszenia, choć żeń- szeń i 
rumianek 
właściwie przypomniały mu jego matkę, która piła z nich herbatę, kiedy 
miała katar. Etan 
odwrócił się od dziewczyn i zapatrzył w Matta i Matt już był przygotowany na 
to, że zaraz go 
wyśle w poszukiwaniu ponczu albo sosu do sałatek. Ale Ethan, zamykając 
oczy, pochylił 
głowę, wskazując, że chce porozmawiać z Mattem na osobności. Matt, nieco 
zaintrygowany, 
czuł z tego powodu zaszczyt. Czego Ethan nie może powiedzieć przy 
wszystkich? 
- Mam specjalne zadanie dla Ciebie, Matt- powiedział Ethan, zacierając ręce 
na samą myśl o 
tym, co planował- Chcę, żebyś poprosił swojego przyjaciela Stefana 
Salvatore, żeby do nas 
dołączył. 
- Słucham?- powiedział Matt, zdezorientowany. 
- Aby został członkiem Vitale- wyjaśnił Etan- Brakowało nam go, kiedy 
wybieraliśmy 

background image

kandydatów na początku roku, ale teraz kiedy go poznałem, myślę- myślimy- 
machnął ręką 
patrząc na zamaskowanych ludzi po drugiej stronie pomieszczenia- że będzie 
idealnie do nas 
pasował. 
Matt zmarszczył brwi. Nie chciał wyglądać, jak idiota przed Ethanem, ale coś 
w tym 
uderzyło go. 
- Ale on nie wykonywał żadnych zadań jako rekrut. Czy nie jest za późno, 

ż

eby dołączył do 

nas w tym roku? 
Ethan uśmiechnął się nieznacznie, zaledwie lekko wykrzywiając usta. 
- Myślę, że możemy zrobić wyjątek dla Stefana. 
- Ale- Matt zaczął protestować, ale zamiast tego, uśmiechnął się do Ethana- 
Zadzwonię do 
niego i zapytam, czy jest zainteresowany- obiecał. 
Ethan poklepał go lekko po plecach. 
- Dziękuję, Matt. Wiesz, jesteś urodzonym Vitale. Jestem pewien, że go 
przekonasz. 
Kiedy Ethan odszedł, Matt patrzył na niego, zastanawiając się, dlaczego ta 
pochwała 
wywołała u niego tym razem niesmak. 
To dlatego, że to nie ma sensu, pomyślał Matt, wracając do swojego 
akademika po spotkaniu 
rekrutów. Co było takiego szczególnego w Stefanie, że Ethan postanowił, że 
musieli go mieć 
w Towarzystwie już teraz, zamiast poczekać do przyszłego roku? Dobra, tak: 
wampir- to było 
wyjątkowe w Stefanie, ale nikt o tym nie wiedział. I był przystojny i 
wyrafinowany w ten 
lekko europejski sposób, że wszystkie dziewczyny w liceum leżały u jego stóp, 
ale to 
z pewnością nie było to, że był przystojny, poza tym na terenie kampusu było 
mnóstwo 
zagranicznych studentów. 
Matt zatrzymał się, jak wryty. Czy był zazdrosny? Może to nie było fair, że 
Stefan tylko się 
pokazał i natychmiast zaproponowano mu coś, na co Matt musiał 
zapracować i Matt miał na 
myśli tylko siebie. Ale co z tego? To nie była wina Stefana, że Ethan chciał go 
traktować w 

background image

specjalny sposób. Stefan cierpiał po rozstaniu z Eleną; może mu to dobrze 
zrobi, kiedy 
dołączy do Vitale. I byłoby fajnie mieć jednego ze swoich przyjaciół w 
Towarzystwie. Stefan 
na to zasłużył, naprawdę: był odważny i szlachetny, przywódczy, potrafił 
znaleźć wyjście 
z każdej sytuacji, Ethan i inni mogli o tym wiedzieć. Mocno odpychając od 
siebie inne 
drobiazgi, przemawiające za tym, że to nie fair, Matt wyciągnął telefon i 
zadzwonił do 
Stefana. 
- Hej- powiedział- Słuchaj, pamiętasz tego faceta Ethana? 
- Chyba nie rozumiem- powiedział Zander. 
Jego ramiona obejmujące Bonnie były silne i uspokajające, a jego koszulka, 
w którą schowała 
swoją twarz, pachniała czystością i płynem do płukania. 
- O co Ty i Twoje przyjaciółki walczyłyście? 
- Chodzi o to, że nie ufają mojemu osądowi- powiedziała Bonnie, przecierając 
oczy- Gdyby 
to chodziło o którąś z nich, nie wyciągnęłyby tak szybko wniosków. 
- Jakich wniosków?- zapytał Zander, ale Bonnie nie odpowiedziała. 
Po chwili Zander wyciągnął rękę i przebiegł palcem wzdłuż jej linii szczęki i 
ponad ustami, 
jego oczy utkwiły w jej twarzy. 
- Oczywiście możesz tu zostać tak długo, jak chcesz, Bonnie. Jestem do Twojej 
dyspozycjipowiedział 
dziwnie formalnym tonem. 
Bonnie rozejrzała się po pokoju Zandera z zainteresowaniem. Nigdy wcześniej 
tu nie była i 
musiała do niego zadzwonić, żeby dowiedzieć się, w którym akademiku 
mieszkał. Czy to nie 
dziwne, że dziewczyna nie wiedziała, gdzie mieszka jej chłopak? 
Inaczej wyobrażała sobie jego pokój- myślała, że jest tu brudno i bardziej, jak 
u chłopaków: 
stare pudełka po pizzy na podłodze, sterta brudnych ciuchów, dziwny 
zapach. Może jakiś 
plakat półnagiej kobiety. Ale w rzeczywistości było dokładnie odwrotnie. Było 
tu całkiem 
pusto i porządnie: na komodzie i biurko żadnych rzeczy, żadnych zdjęć na 

ś

cianach lub 

dywanu na podłodze. Łóżko starannie pościelone. 

background image

Pojedyncze łóżko. Na nim siedzieli ona i jej chłopak. Bonnie poczuła na 
twarzy rumieniec. 
Cicho przeklęła swoją skłonność do czerwienienia się- była pewna, że nawet 
jej uszy były 
jasno czerwone. Ona po prostu spytał chłopaka, czy może przenieść się do 
jego pokoju. I 
pewnie, był wspaniały i piękny i całowanie go było prawdopodobnie 
najbardziej 
niesamowitym doświadczeniem w jej życiu, ale zaczęła go całować zaledwie 
ostatniej nocy. 
Co jeśli pomyślał, że ona chce czegoś więcej? 
Zander przyglądał się w zamyśleniu zarumienionej Bonnie. 
- Wiesz- powiedział- Mogę spać na podłodze. Nie jestem- um- wymagający. 
Urwał i teraz on się zawstydził. 
Widok speszonego Zandera natychmiast pozwolił Bonnie poczuć się lepiej. 
Poklepała go po 
ramieniu. 
- Wiem- powiedziała- Powiedziałam Meredith i Elenie, że jesteś dobrym 
facetem. 
Zander zmarszczył brwi. 
- Co? Czy one myślą, że nie jestem? 
Kiedy Bonnie nie odpowiedziała, powoli puścił ją, odchylając się do tyłu, aby 
z bliska 
przyjrzeć się jej twarzy. 
- Bonnie? Kiedy toczyłyście tą wielką walkę z Twoimi przyjaciółmi, walczyłaś o 
mnie? 
Bonnie wzruszyła ramionami, obejmując się rękami. 
- Dobrze. Wow- Zander przejechał dlonią po włosach- Przykro mi. Wiem, że 
między Eleną 
i mną tak naprawdę nie było sympatii, ale jestem pewien, że dogadamy się 
lepiej, kiedy się 
poznamy nawzajem. To wszystko ucichnie z czasem. Nie watro przestawać się 
z nimi 
przyjaźnić. 
- To nie…- łzy napłynęły do oczu Bonnie. 
Zander był taki słodki i nie miał pojęcia, jak Elena i Meredith mogę go 
skrzywdzić. 
- Nie mogę Ci tego powiedzieć- powiedziała. 
- Bonnie?- Zander przyciągnął ją bliżej- Nie płacz. Nie może być tak źle. 
Bonnie zaczęła płakać mocniej, łzy spływały jej po policzkach, a on ją 
trzymał. 

background image

- Po prostu mi powiedz- powiedział. 
- To nie tak, że one Cię po prostu nie lubią, Zander- powiedziała szlochając- 
One myślą, że 
Ty możesz być mordercą. 
- Co? Dlaczego?- Zander cofnął się, prawie skacząc naprzeciwko niej na 
łóżku, z twarzą 
bladą i wstrząśniętą. 
Bonnie wyjaśniła, co Meredith myśli: że przegoniła zakapturzonego 
napastnika z włosami, 
jakie ma Zander. 
- To jest takie niesprawiedliwe- skończyła- ponieważ nawet, jeśli ona 
zobaczyła to, co myśli, 

ż

e widziała, to Ty nie jesteś jedyną osobą z bardzo jasnymi blond włosami w 

kampusie. One 
są śmieszne. 
Zander wziął długi oddech z szeroko otwartymi oczami i siedział spokojny i 
cichy przez kilka 
sekund. Potem wyciągnął rękę i położyć ją delikatnie pod brodą Bonnie, 
obracając jej twarz 
tak, aby mogli patrzeć sobie w oczy. 
- Nigdy bym Cię nie skrzywdził, Bonnie- powiedział powoli- Znasz mnie, spójrz 
na mnie. 
Czy myślisz, że ja jestem mordercą? 
- Nie- powiedziała Bonnie, jej oczy wypełniły się łzami- Nie myślę tak. Nigdy 
bym tak nie 
pomyślała. 
Zander pochylił się i pocałował ją swoimi miękkimi ustami, jakby 
przypieczętowując jakiś 
pakt. Bonnie zamknęła oczy i pochylił się do pocałunku. 
Wiedziała, że była zakochana w Zanderze. I pomimo faktu, że zostawił ją tak 
nagle w nocy, 
tuż przed morderstwem Samanthy, była pewna, że nie może być mordercą. 

ROZDZIAŁ 30 
- Cappuccino i rogalik?- powiedziała kelnerka, i na skinienie Eleny ustawiła je 
na stole. 
Elena pchnęła swój notes na bok, aby zrobić miejsce. Zbliżały się egzaminy 
na domiar tego 
wszystkiego, co działo się dookoła. Elena próbowała uczyć się w swoim 
pokoju, ale była zbyt 

background image

rozkojarzona na widok pustego łóżka Bonnie. Ona i Meredith czuły się źle bez 
Bonnie. 
Nie da rady zbyt wiele zrobić tutaj w kawiarni pomimo, że wybrała duży stół 
na zewnątrz, na 
którym mogła rozłożyć swoje książki. Próbowała, ale jej umysł wciąż krążył 
wokół śmierci 
Samanthy. Samantha była taką miłą dziewczyną, pomyślała Elena. Elena 
pamiętała, jak jej 
oczy błyszczały, gdy się śmiała i sposób, w jaki przestępowała z nogi na nogę, 
jakby biegała, 
tańczyła, zbyt pełna energii, żeby usiedzieć w miejscu. 
Meredith nie zaprzyjaźniała się tak łatwo, ale jej ostrożny chłód, z jakim zwykle 
odnosiła się 
do obcych, zupełnie znikał przy Samancie. 
Kiedy Elena opuszczała akademik, Meredith rozmawiała przez telefon z 
Alariciem. Być może 
będzie wiedział, co powiedzieć, jak ją pocieszyć. Nie chcąc przeszkadzać im 
w rozmowie, 
Elena zostawiła jej notatkę wskazującą, gdzie będzie, jeśli Meredith będzie jej 
potrzebowała. 
Mieszając kawę, Elena spojrzała w górę i zobaczyła Meredith zbliżającą się 
do niej. Wyższa 
dziewczyna usiadła naprzeciwko Eleny i obrzuciła ją swoimi poważnymi, 
szarymi oczami. 
- Alaric mówi, że Dalcrest jest punktem aktywności dla zdarzeń 
paranormalnychpowiedziała- 
Czarna magia, wampiry, wilkołaki, cały pakiet. 
Elena przytaknęła i dodała więcej cukru do swojej filiżanki. 
- Tak, jak profesor Campbell napomknął- powiedziała z namysłem- Mam 
wrażenie, że wie 
więcej, niż mówi. 
- Musisz go przycisnąć- powiedziała Meredith z naciskiem- Jeśli on tak bardzo 
lubił Twoich 
rodziców, będzie czuł, że musi powiedzieć Ci prawdę. Nie mamy czasu do 
stracenia. 
Podniosła i ułamała kawałek rogalika Eleny. 
- Mogę? Nic dziś nie jadłam i zaczynam mieć zawroty głowy. 
Patrząc na napięte linie twarzy Meredith, ciemne cienie pod oczami, Elena 
poczuła ostre 
ukłucie współczucia. 

background image

- Oczywiście- powiedziała, przesuwając talerz w jej kierunku- Właśnie 
dzwoniłam do 
Damona żeby się ze mną spotkał. 
Patrzyła, jak Meredith pochłaniała rogalika, wsypując jeszcze więcej cukru do 
jej kawy. 
Nie minęło dużo czasu, kiedy zobaczyły Damona, idącego spacerowym 
krokiem ulicą w ich 
kierunku z idealnymi, lśniącymi włosami, w całej okazałości- w niedbale 
eleganckich 
czarnych ciuchach, okularach. Ludzie się za nim oglądali i Elena wyraźnie 
widziała, jak jedna 
z dziewczyn zagapiła się tak, że straciła równowagę i potknęła się o 
krawężnik. 
- To było szybkie- powiedziała Elena, kiedy Damon odsunął krzesło i usiadł. 
- Jestem szybki- odpowiedział Damon- A Ty powiedziałaś, że to ważne. 
- Jest- powiedziała Elena- Nasza przyjaciółka Samanta nie żyje. 
Damon kiwnął głową potwierdzająco. 
- Wiem. Policja jest w całym kampusie. Jakby oni byli w stanie cokolwiek 
zrobić. 
- Co masz na myśli?- zapytała Meredith, patrząc na niego. 
- Cóż, te zabójstwa właściwie nie podlegają pod tą jednostkę policji, 
prawda? 
Damon wyciągnął filiżankę kawy z ręki Eleny. Wziął łyk, a potem zrobił mały 
grymas z 
niesmakiem. 
- Kochanie, to jest zbyt słodkie. 
Ręce Meredith zacisnęły się w pięści i Elena pomyślała, że lepiej będzie jak 
najszybciej 
przejść do rzeczy. 
- Damon, jeśli wiesz coś na ten temat, proszę powiedz nam- Damon wręczył 
jej z powrotem 
jej cappuccino i zasygnalizował kelnerce, żeby przyniosła jemu jego własną 
kawę. 
- Powiedzieć prawdę, kochanie, nie wiem zbyt wiele o śmierci Samanthy lub 
współlokatora 
Mutta, czy jak on tam ma na imię. Nie mogłem się dostatecznie zbliżyć do 
ciał, żeby zdobyć 
jakieś konkretne informacje. Ale znalazłem wyraźne dowody, że istnieją inne 
wampiry na 
terenie kampusu. Z rodzaju tych niechlujnych.- twarz wykrzywił w tym samym 
grymasie, jak 

background image

po degustacji kawy Eleny- Prawdopodobnie nowo przemienione, jak 
myślę…Bez ogłady. 
- Jakiego rodzaju dowody?- zapytała Meredith. 
Damon spojrzał zdziwiony. 
- Zwłoki oczywiście. Kiepsko ukrywane zwłoki. Płytkie groby, ogniska, tego 
typu rzeczy. 
Elena zmarszczyła brwi. 
- Więc ludzie, którzy zniknęli, zostali zabici przez wampira? 
Damon machał palcem na nią złośliwie. 
- Tego nie powiedziałem. Ciała, które zbadałem- i powiem Ci, że 
rozkopywanie płytkich 
grobów było dla mnie czymś nowym- nie należały do tych osób, które 
zniknęły z kampusu. 
Nie wiem, czy Wasi zaginięci studenci zostali zamordowani przez wampiry, czy 
nie, ale ktoś 
inny był. Kilka osób nawet. Starałem się odnaleźć te wampiry, ale jakoś nie 
miałem szczęścia. 
Jeszcze. 
Meredith, która normalnie naskoczyłaby na komentarz Damona na temat 
tego, że to był 
pierwszy raz kiedy kopał grób, spojrzała zamyślona. 
- Widziałam ciało Samanthy- powiedziała z wahaniem- Jak dla mnie, to nie 
wyglądało, jak 
typowy atak wampira. I z opisu ciała Christophera przez Matta, nie sądzę, 

ż

eby to wampiry. 

Oni byli- wzięła głęboki wdech- poszarpani. Porozdzierani. 
- Może to być paczka naprawdę wściekłych albo niechlujnych wampirów- 
powiedział 
Damon- Albo złośliwe wilkołaki. To bardziej w ich stylu. 
Kelnerka pojawiła się z jego cappuccino, a on podziękował jej łaskawie. Ona 
odeszła 
rumieniąc się. 
- Jest jeszcze jedna rzecz- Elena powiedziała, kiedy kelnerka nie mogła już ich 
usłyszeć. 
Spojrzała pytająco na Meredith, która skinęła jej głową. 
- Martwimy się o Bonnie i jej nowego chłopaka. 
Przedstawiła szybko powody, z jakich podejrzewały Zandera i reakcję Bonnie 
na ich obawy. 
Damon podniósł jedną brew, kiedy skończył pić kawę. 
- Więc myślisz, że zalotnik małego rudego ptaszka może być niebezpieczny?- 
uśmiechnął się- 

background image

Przyjrzę się temu, księżniczko. Nie martw się. 
Rzucając kilka dolarów na stół, wstał i przeszedł na drugą stronę ulicy, 
znikając w gaju 
klonów. Kilka minut później, duży czarny kruk z błyszczącymi, opalizującymi 
piórami, 
wzleciał ponad drzewami, trzepocząc potężnie skrzydłami. Wydał z siebie 
wrzaskliwe 
krakanie i odleciał. 
- To było zaskakująco pomocne z jego strony- powiedziała Meredith. 
Jej twarz była wciąż zmęczona, ale jej głos był zainteresowany. Elena nie 
musiała patrzeć, by 
wiedzieć, że jej przyjaciółka obserwowała ją spekulacyjnie. Spuszczając oczy, 
czując 
rumieniec zalewający jej policzki, wzięła łyk swojego cappuccino. Damon 
miał rację. Było 
zbyt słodkie. 

ROZDZIAŁ 31 
Dlaczego oni zawsze muszą być na szczycie budynków? Bonnie pomyślała z 
irytacją. 
Wewnątrz. Wewnątrz jest miło. Nikt nie spadnie i się nie zabije, jeśli są 
wewnątrz budynku. 
Ale są tutaj. Patrzeć w gwiazdy z góry budynku nauki podczas, gdy na 
codzień z Zanderem 
było romantycznie. Bonnie zniosłaby wszystko dla kolejnego małego, 
nocnego pikniku, tylko 
ich dwojga. Ale zabawa na innym dachu z grupą przyjaciół Zandera nie była 
romantyczna, 
ani trochę. 
Wzięła łyk napoju i zeszła z drogi nawet nie patrząc, kiedy usłyszała plaśnięcie 
ciał, 
uderzających o ziemię i pomruki facetów, uprawiających zapasy. Po dwóch 
dniach 
mieszkania z Zanderem, poznała imiona jego prostackich przyjaciół: Tristan i 
Marcus to byli 
ci, którzy tarzali się po podłodze z Zanderem. Jonasz, Camden, i Spencer robili 
coś, co 
nazywali parkour, a bardziej wyglądało na bieganie idiotów w kółko i prawie 
spadanie 
z dachu. Enrique, Jared, Daniel i Chad grali w rogu w jakąś skomplikowaną 
grę, związaną 

background image

z piciem. Było też kilku innych facetów, którzy czasami kręcili się wokół nich, 
ale to była 
stała grupa. Lubiła ich, tak, naprawdę. Przez większość czasu. Byli hałaśliwi, 
na pewno, ale 
byli dla niej zawsze bardzo mili: przynosili jej drinki, wręczali natychmiast swoje 
kurtki, 
kiedy było zimno, mówili jej, że nie mają pojęcia, co widziała w takim 
nieudaczniku, jak 
Zander, wyraźnie deklarowali, jak bardzo go kochają i byli szczęśliwi, że ma 
dziewczynę. 
Spojrzała na Zandera, który śmiał się, kiedy założył Tristanowi jakiś chwyt, 
blokując mu 
głowę i pocierając kostkami wierzch jego głowy. 
- Poddajesz się?- powiedział, i mruknął ze zdziwieniem, kiedy Marcus krztusząc 
się z radości, 
rozdzielił ich. 
Byłoby łatwiej, gdyby były tu inne dziewczyny i mogłaby je poznać. Jeśli 
Marcus (który był 
bardzo uroczy z tą gigantyczną kudłatą fryzurą w stylu Wielkiej Stopy) lub 
Spencer (który był 
pewnego rodzaju bogatym lalusiem, którego niektóre dziewczyny uważają za 
bardzo 
atrakcyjnego) mieliby stałą dziewczynę, Bonnie miałaby kogoś do 
wymieniania krzywych 
spojrzeń na to, jak faceci zachowywali się jak kretyni. Ale, choć od czasu do 
czasu, pojawiają 
się jakieś dziewczyny uczepione do ramienia któregoś z chłopaków, Bonnie 
nigdy 
nie widziała tych samych dziewczyn ponownie. Poza Bonnie, Zander 
wydawał się przebywać 
w towarzystwie niemal wyłącznie męskim. A po dwóch dniach macho 
parady po mieście, 
Bonnie zaczęła od nich robić się chora. Tęskniła za rozmową z dziewczynami. 
Tęskniła za 
Eleną i Meredith, w szczególności, choć wciąż była na nie wściekła. 
- Hej- powiedziała idąc w stronę Zandera- Chcesz się stąd wydostać na 
chwilę? 
Zander zarzucił swoją rękę na jej ramiona. 
- Um. Dlaczego?- zapytał, pochylając się, żeby pocałować jej szyję. Bonnie 
przewróciła 
oczami. 

background image

- Tu jest trochę za głośno, nie sądzisz? Moglibyśmy pójść na miły, spokojny 
spacer, czy coś 
takiego. 
Zander spojrzał zdziwiony, ale skinął głową. 
- Oczywiście, cokolwiek chcesz. 
Zeszli w dół po schodach przeciwpożarowych. Dogoniły ich krzyki przyjaciół 
Zandera, 
którzy myśleli, że oni idą po jedzenie i wkrótce wrócą z gorącymi skrzydełkami 
i tacos. 
Kiedy byli już oddaleni o przecznicę od imprezy na dachu, hałasy przycichły i 
było spokojnie, 
z wyjątkiem dalekiego, sporadycznego dźwięku jadącego samochodu po 
drodze w pobliżu. 
Bonnie wiedziała, że powinna czuć obawę chodząc nocą po kampusie, ale 
nie bała się. Nie z 
Zanderem u boku. 
- Ładny prawda?- powiedziała Bonnie, radośnie patrząc w górę na 
półksiężyc nad ich 
głowami. 
- Tak- Zander powiedział, kołysząc rękę między nimi. 
- Wiesz, chodziłem na długie spacery, biegi, z moim tatą w nocy. Wiejska 
droga w świetle 
księżyca. Uwielbiam być na zewnątrz nocą. 
- Och, to słodkie- Bonnie powiedziała- Czy wy wciąż to robicie, kiedy jesteś w 
domu? 
- Nie- Zander zawahał się i skulił ramiona, włosy opadły mu na twarz- mój tata 
... umarł. 
Jakiś czas temu. 
- Bardzo mi przykro- powiedziała szczerze Bonnie, ściskając jego dłoń. 
- W porządku- powiedział Zander wciąż patrząc na swoje buty- Ale wiesz, ja 
nie mam 

ż

adnych braci i sióstr i chłopaki są dla mnie jak rodzina. Wiem, że mogą 

czasem być 
męczący, ale to naprawdę dobre chłopaki. I są dla mnie ważni- spojrzał na 
Bonnie kątem oka. 
Patrzył pełen obaw i Bonnie poczuła ostre ukłucie miłości do niego. To było 
słodkie, 

ż

e Zander i jego przyjaciele byli tak blisko- to musiały być te problemy 

rodzinne, z którymi 
miał do czynienia drugiej nocy, kiedy się spotkali i tak nagle odszedł. Był 
lojalny, o ile 

background image

wiedziała. 
- Zander- powiedziała- Wiem, że są dla Ciebie ważni. Nie chcę Cię odebrać 
przyjaciołom, 
Ty głupcze. 
Wyciągnęła rękę, by zarzucić mu na szyję i pocałować po delikatnie w usta. 
- Może tylko na godzinę lub dwie, czasami, ale nie na długo, obiecuję- 
Zander oddał 
pocałunek z entuzjazmem. Przytuleni do siebie, poszli w kierunku ławki na 
drugiej stronie 
drogi i usiedli, żeby móc spokojnie się całować. Tak przyjemnie było go 
dotykać, Bonnie 
czuła wszystkie jego mięśnie i gładką skórę, głaskała go wzduż jego łopatki, 
wzdłuż ramion i 
w dół. Nagle Zander skrzywił się od jej dotyku. 
- Co się stało?- powiedziała, podnosząc głowę i odsuwając się od niego. 
- Nic- powiedział Zander, chcąc ją przyciągnąć- Wygłupiałem się po prostu z 
chłopakami, 
wiesz, oni grają ostro. 
- Pozwól mi zobaczyć- powiedziała, chwytając za rąbek koszuli, z 
zainteresowaniem i chęcią 
pomocy. On okazał się zaskakująco skromny, zważywszy na to, że dzielą 
jeden pokój. 
Krzywiąc się znowu, wciągając powietrze przez zęby, kiedy Bonnie uniosła 
jego koszulkę. 
Dyszała. Cała strona ciała Zandera pokryta była brzydkimi czarno- 
fioletowymi siniakami. 
- Zander- powiedziała przerażona- To wygląda naprawdę źle. Takie siniaki nie 
powstają 
podczas zwykłej zabawy. 
„To wygląda, jakbyś Ty albo ktoś inny walczył o życie”, pomyślała. 
- To nic. Nie martw się- powiedział Zander, szarpiąc koszulkę i obciągając ją w 
dół. Chciał ją 
objąć, ale ona odsunęła się, czując niejasne oburzenie. 
- Nalegam, żebyś powiedział mi, co się stało- powiedziała. 
- Przecież powiedziałem- Zander powiedział pocieszająco- Wiesz, jacy szaleni 
są ci faceci. 
To prawda, nigdy nie znała tak awanturniczych facetów. Zander przytulił ją 
ponownie i tym 
razem Bonnie zbliżyła się do niego, podnosząc twarz w górę do jego 
pocałunku. Kiedy ich 

background image

usta się spotkały, przypomniała sobie słowa Zandera: „Znasz mnie. „Znam 
go”, powiedziała 
do siebie. Mogła zaufać Zanderowi. 
Po drugiej stronie ulicy, Damon stał w cieniu drzewa, obserwując, jak Bonnie 
całuje Zandera. 
Musiał przyznać, czuł lekkie ukłucie, widząc ją w ramionach kogoś innego. 
Było coś tak 
słodkiego w Bonnie, ona była dzielna i inteligentna pod tym miękko- 
cukierkowym 
wyglądem. Poza tym ta wiedźma siedząca w niej, dodawała jej pikanterii. 
Zawsze uważał, że 
ona była jego. W końcu, czy ruda ptaszyna nie zasługiwała na kogoś jej 
godnego? Jak bardzo 
Damon ją lubił, nie kochał, tylko on wiedział. Widząc, jak twarz chudego 
chłopaka 
rozjaśniała się na jej uśmiech, pomyślał, że może to właśnie ten jedyny. 
Po kilku minutach Bonnie i Zander wstali i ruszyli, trzymając się za ręce w stronę 
akademika 
Zandera. Damon śledzil ich, trzymając się w cieniu. Zirytowany wydał z siebie 

ś

miech 

autoironii. Jestem coraz bardziej miękki na starość, pomyślał. W dawnych 
czasach już dawno 
pożywiłby się Bonnie bez namysłu, a teraz martwił się o jej życie uczuciowe. 
Mimo to, 
byłoby miło, gdyby mały rudzielec był szczęśliwy. Jeśli jej chłopak nie był 
zagrożeniem. 
Damon spodziewał się, że szczęśliwa para zniknie w akademiku razem. 
Zamiast tego, Zander 
pocałował Bonnie na pożegnanie i patrzył, jak wchodziła do środka, a 
potem ruszył z 
powrotem. Damon poszedł za nim, trzymając się w ukryciu, kiedy wracał na 
imprezę, gdzie 
byli wcześniej. Kilka minut później, Zander zszedł na dół z powrotem, otoczony 
przez stado 
jego hałaśliwej paczki. Damon drgnął zirytowany. Boże, chroń mnie od 
chłopców z uczelni, 
pomyślał. Wybierali się prawdopodobnie na tłuste żarcie do baru. Po kilku 
dniach 
obserwowania Zandera, był gotowy wrócić do Eleny i powiedzieć jej, że jeśli 
ten chłopak był 
winny czegokolwiek, to tylko tego, że jest nieokrzesany. 

background image

Zamiast skierować się do najbliższego baru, chłopaki przebiegli cały kampus, 
szybko 
i zdecydowanie, jakby mieli wyznaczony konkretny cel. Docierając do granic 
kampusu, 
skierowali się do lasu. Damon dał im kilka sekund, a następnie podążył za 
nimi. Był dobry 
w tym, bo był drapieżnikiem, naturalnym myśliwym, a i tak zajęło mu kilka 
minut 
nasłuchiwanie, wysyłanie swojej Mocy, w końcu bieganie po lesie, żeby się w 
końcu 
przekonać, że Zandera i jego kumpli nie było. Wreszcie, Damon zatrzymał się i 
oparł o 
drzewo, aby złapać oddech. Las był cichy, z wyjątkiem niewinnych dźwięków 
różnych 
leśnych stworzeń, zajętych swoimi sprawami i jego urywanego dyszenia. 
Paczka hałaśliwych, 
okropnych dzieciaków uciekła mu, znikając bez śladu. Zacisnął zęby i zastąpił 
swoją 
wściekłość z powodu, że ich zgubił, ciekawością, jak to zrobili. Biedna Bonnie, 
pomyślał 
Damon, kiedy skrupulatnie wygładzał i poprawiał swoje ubranie. Jedno było 
oczywiste,: 
Zander i jego przyjaciele nie do końca byli ludźmi. 
Stefan drgnął. To wszystko było po prostu trochę dziwne. Siedział w fotelu z 
aksamitnym 
oparciem w ogromnej sali podziemnej, gdzie studenci krzątali się, układając 
kwiaty i świece. 
Pokój był imponujący, Stefan określiłby go jako elegancka pieczara. Ale te 
małe aranżacje 
kwiatów wyglądały jakoś tandetnie i fałszywie, jak scenografia w Watykanie. 
A odziane na 
czarno, zamaskowane postacie, ukryte w końcu sali, przyglądające się, 
powodowały u niego 
tremę. Matt zadzwonił do niego, żeby powiedzieć o jakimś sekretnym 
towarzystwie, 
do którego należał i że jego przywódca chce, żeby Stefan również do nich 
dołączył. Stefan 
zgodził się z nim spotkać i porozmawiać o tym. Nie miał ochoty nigdzie się 
przyłączać, ale 
lubił Matta i musiał tu przyjść. To mogło odwrócić jego myśli od Eleny, 
pomyślał. Czaił się w 

background image

kompusie- czuł się jak przyczajony, kiedy widział Elenę, swoim wzrokiem mimo 
woli 
podązał za nią, jakby spiesznie ją namierzał- obserwując ją. Czasami była z 
Damonem. 
Paznokcie Stefana były poobgryzane. 
Usiłując się zrelaksować, zwrócił swoją uwagę z powrotem na Ethana, który 
siedział przy 
małym stole naprzeciwko Stefana. 
- Członkowie Towarzystwa Vitale zajmują bardzo szczególne miejsce w 

ś

wiecie- mówił 

uśmiechając się i pochylając do przodu- Tylko najlepsi z najlepszych mogą do 
nas należeć 
i walory, jakich poszukujemy, masz jak najbardziej Ty, Stefan. 
Stefan skinął grzecznie, a jego umysł zaczął ponownie dryfować. Tajne 
stowarzyszenia były 
czymś, o czym trochę wiedział. Szkoła Wieczorowa Sir Waltera Raleigh w 
elżbietańskiej 
Anglii zajmowała się tym, co było wówczas zabronione: nauka, filozofia, 
których kościół nie 
tolerował. 
Il Carbonari wrócili do Włoch w celu wszczęcia buntu przeciwko rządom 
poszczególnych 
miast-państw, dążąc do zjednoczenia całych Włoch. 
Damon, bawił się z członkami Hellfire Club w Londynie przez kilka miesięcy w 
1700 roku, 
aż wreszcie znudził się ich pozerstwem i dziecinnym bluźnierstwem. Wszystkie 
te tajne 
stowarzyszenia, przynajmniej miały jakiś cel. Buntując się przeciwko 
tradycyjnej moralności, 
prowadząc do prawdy, rewolucji. 
Stefan pochylił się do przodu. 
- Wybacz mi- powiedział grzecznie- ale jakie cele ma Vitale? 
Ethan wstrzymał w połowie swoją wypowiedź, patrząc na niego, potem 
zwilżył wargi. 
- Cóż- powiedział powoli- prawdziwe tajemnice i rytuały Towarzystwa nie 
mogą wydostać 
się na zewnątrz. Żaden z rekrutów nie zna naszych prawdziwych praktyk i 
celów, jeszcze nie. 
Ale mogę Ci powiedzieć, że istnieją niezliczone korzyści, wynikające z bycia 
jednym z nas. 
Podróże, przygoda, władza. 

background image

- Żaden z rekrutów nie zna prawdziwych celów?- zapytał Stefan. Jego 
naturalna skłonność do 
zachowania rezerwy nasiliła się- Dlaczego nie nosisz maski jak inni? 
Ethan spojrzał zdziwiony. 
- Jestem twarzą Vitale dla rekrutów- powiedział po prostu- Oni potrzebują 
kogoś, kto nimi 
pokieruje. 
- Przepraszam, Ethan- powiedział formalnie- ale nie sądzę, że byłbym 
odpowiednim 
kandydatem do Twojej organizacji. Doceniam zaproszenie- zaczął wstawać. 
- Czekaj- powiedział Ethan. Jego oczy były szerokie, złote i zachęcające. 
- Czekaj- powiedział, oblizując znowu wargi- My ... mamy kopię De Pico Della 
Mirandola 
„De hominis dignitate”.- jąkał się nad wymową, jakby nie bardzo wiedział, co 
mają- 
Najstarszą, z Florencji, pierwsza edycja. Mógłbyś ją przeczytać. Możesz to 
mieć, jeśli 
zechcesz. 
Stefan zesztywniał. Studiował prace Mirandola na temat rozumu i filozofii z 
entuzjazmem 
wtedy, kiedy jeszcze był żywy, gdy był młodym człowiekiem 
przygotowującego się na 
uniwersytet. Poczuł nagłą tęsknotę, aby poczuć starą skórę i pergamin, 
zobaczyć tą toporną 
księgę z pierwszych dni prasy drukarskiej, o wiele bardziej, niż ktoś, kto żyje w 

ś

wiecie 

komputerowych książek. Dziwne było, skąd Ethan wiedział, żeby 
zaproponować mu 
konkretnie tą książkę. 
- Dlaczego myślisz, że ja bym tego chciał?- syknął, pochylając się nad stołem 
w stronę 
Ethana. Czuł moc rosnącą w nim, podsycaną jego wściekłością. Ale Ethan 
nie podniósł na 
niego wzroku. 
- Ja ... mówiłeś mi, że lubisz stare książki, Stefan- powiedział i posłał mu trochę 
fałszywy 
uśmiech, patrząc na stół- Myślałam, że byłbyś zainteresowany. 
- Nie, dziękuję- Stefan powiedział niskim i złym głosem. 
Nie mógł zmusić Ethana, żeby spojrzał mu w oczy, nie z tyloma ludźmi 
dookoła, więc po 
chwili wstał. 

background image

- Odrzucam Twoją ofertę- powiedział krótko Ethanowi- Żegnam. 
Podszedł do drzwi, nie oglądając się, trzymając się prosto i dumnie. Kiedy 
dotarł do drzwi, 
spojrzał na Matta, który rozmawiał z innym studentem i kiedy Matt na niego 
spojrzał, 
wzruszył do niego ramionami i potrząsnął głową, próbując przeprosić go na 
migi. Matt skinął 
głową, rozczarowany, ale nie zły. Nikt nie próbował powstrzymać Stefana, 
kiedy wychodził z 
pokoju. Ale miał nerwowe uczucie w dołku. Coś tutaj było nie tak. Nie 
wiedział, jak 
zniechęcić Matta do przystąpienia do nich, ale postanowił mieć na to Vitale 
oko. Kiedy 
zamknął za sobą drzwi, mógł wyczuć wzrok Ethana na sobie. 

ROZDZIAŁ 32 
Blask księżyca lśnił w oknie, oświetlając toń łóżka Eleny. Przed chwilą Meredith 
rzucała się i 
walała się z boku na bok, ale teraz Elena słyszała jej miarowy oddech. 
Dobrze, że Meredith 
spała. Była wyczerpana: nauka, patrolowanie każdej nocy, utrzymywanie się 
w dobrej 
kondycji na treningach, dzika frustracja, że nie mogła znaleźć żadnych 
konkretnych 
wskazówek, co do tożsamości zabójcy. 
Elena była osamotniona w swojej bezsenności. Wyciągnęła nogi pod kołdrą i 
odwróciła swoją 
poduszkę na chłodniejszą stronę. Gałęzie stukały w okno i Elena poruszyła 
ramionami na 
materacu, starając się uspokoić zajęty umysł. Chciała, żeby Bonnie wróciła. 
Stukanie w okno powtórzyło się znowu i znowu, ostro i rytmicznie. W końcu 
Elenę olśniło, 

ż

e tam nie było żadnych drzew, których gałęzie dotykałyby okna. Serce 

zaczęło jej walić, 
usiadła, wstrzymując oddech. Oczy czarne, jak noc zaglądały w okna, widać 
też było skórę 
bladą, jak światło księżyca. Mózg Eleny zatrzymał się na chwilę, aby zacząć 
po chwili znowu 
pracować, a potem wyszła z łóżka i otworzyła okno. Był tak szybki i pełen 
wdzięku, że zanim 

background image

zamknęła okno i się odwróciła, Damon siedział już na łóżku, opierając się na 
łokciach, czując 
się zupełnie swobodnie. 
- Jakim ona jest łowcą wampirów- powiedział zimno, patrząc na Meredith, jak 
delikatnie 
chrapała w poduszkę. Jego spojrzenie było jednak niemal czułe. 
- To nie fair- powiedziała Elena- Ona jest wyczerpana. 
- Pewnego dnia jej życie może zależeć od jej czujności, nawet jeśli będzie 
wyczerpana- 
Damon powiedział dobitnie. 
- Dobrze, ale dzisiaj nie jest ten dzień- powiedziała Elena- Zostaw Meredith w 
spokoju i 
powiedz mi, czego dowiedziałeś się o Zanderze. 
Siedząc ze skrzyżowanymi nogami na łóżku obok niego, pochyliła się do 
przodu, żeby 
wysłuchać go z uwagą. 
Damon wziął ją za rękę, powoli splatając swoje palce z jej palcami. 
- Nie dowiedziałem się niczego konkretnego- powiedział- ale mam pewne 
podejrzenia. 
- Co masz na myśli?- powiedziała rozproszona Elena. 
Damon głaskał delikatnie jej ramię drugą ręką, a ona zdała sobie sprawę, że 
przygląda jej się 
uważnie, badając, czy ona ma coś przeciwko temu. Wewnątrz lekko się 
wzdrygnęła. Co za 
różnica, po tym wszystkim? Stefan ją zostawił, nie było powodu, żeby 
odpychać Damona. 
Spojrzała na Meredith, ale ciemnowłosa dziewczyna nadal głęboko spała. 
Ciemne oczy Damona błyszczały w świetle księżyca. Zdawał się wyczuwać, 
co myślała, bo 
pochylił się bliżej niej na łóżku, przyciągając ja do siebie. 
- Muszę trochę więcej powęszyć- powiedział Damon- Na pewno jest coś w 
nim i jego 
kolegach biegających z nim. Po pierwsze, są zbyt szybcy. Ale nie sądzę, że 
Bonnie jest w 
jakimś niebezpieczeństwie. 
Elena zesztywniała w jego ramionach. 
- Jaki masz na to dowód?- zapytała- Zresztą nie chodzi tylko o Bonnie. Jeśli 
ktokolwiek jest w 
niebezpieczeństwie, oni powinni być naszym priorytetem. 
- Będę ich obserwował, nie martw się- zaśmiał się sucho, intymnie- On i Bonnie 
są 

background image

zdecydowanie blisko. Ona wydaje się być zamroczona. 
Elena uwolniła się uważnie z jego rąk, czując lęk. 
- Jeśli on może być niebezpieczny, jeśli jest w nim coś, jak powiedziałeś, 
musimy ją ostrzec 
przed nim. Nie możemy po prostu siedzieć, obserwować i czekać, aż coś 
złego się stanie. Do 
tego czasu, może być za późno. 
Damon przyciągnął ją z powrotem do siebie, kładąc rękę na jej boku. 
- Już próbowałaś ostrzec Bonnie i to nie zadziałało, prawda? Dlaczego 
miałaby Cię posłuchać 
teraz, kiedy spędza tyle czasu z nim i nic złego się jej nie stało?- pokręcił 
głową- To nie 
zadziała, księżniczko. 
- Chciałabym tylko, żeby można było coś zrobić- Elena powiedziała żałośnie. 
- Gdybym tylko mógl spojrzeć na zwłoki- powiedział Damon zamyślony- może 
miałbym 
więcej pomysłów, co się za tym kryje. Przypuszczam, że włamanie do kostnicy 
jest 
wykluczone? 
- Myślę, że oni przekazali już zwłoki- powiedziała wątpiącym tonem- i nie 
jestem pewna, 
gdzie potem je przekażą. Czekaj!- usiadła prosto- Biuro Bezpieczeństwa 
kampusu powinno 
coś mieć, nie? Jakieś nagrania, a może nawet zdjęcia ciał Christophera i 
Samanthy? 
Ochroniarze zawsze byli na miejscu zdarzenia tuż przed policją. 
- Możemy to sprawdzić jutro, na pewno- Damon powiedział od niechcenia- 
Jeśli to sprawi, że 
poczujesz się lepiej. 
Jego głos i ekspresja były prawie bezinteresowne, wyzywające i po raz 
kolejny Elena poczuła 
dziwną mieszankę pragnienia i irytacji, które Damon wywoływał u niej. 
Chciała trzymać go z 
dala i przytulać jednocześnie. Prawie zdecydowała się odepchnąć go, kiedy 
zwrócił na nią 
wzrok. 
- Moja biedna Elena- powiedział kojącym szeptem, jego oczy lśniły w blasku 
księżyca. 
Przebiegł delikatnie ręką po jej ramieniu i szyi dochodząc łagodnie do linii jej 
szczęki. 

background image

- Nie możesz uciec od mrocznych stworzeń, prawda, Eleno? Nie ważne, jak się 
starasz. 
Przychodzisz w nowe miejsce, znajdujesz nowego potwora. 
Pogładził jej twarz jednym palcem. Jego słowa były prawie szydercze, ale 
jego głos był 
łagodny, a oczy błyszczały ze wzruszenia. 
Elena przycisnęła policzek do jego dłoni. Damon był elegancki i inteligentny i 
było w nim coś 
mrocznego. Nie mogła zaprzeczyć, że czuje do niego pociąg- zawsze go 
czuła nawet, kiedy 
spotkali się po raz pierwszy i przerażał ją. I Elena kochała go od tej zimowej 
nocy, kiedy 
obudziła się jako wampir, a on dbał o nią, chronił i uczył wszystkiego, co 
powinna umieć. 
. Stefan opuścił ją. Nie było żadnego powodu, dla którego nie powinna tego 
robić. 
- Nie zawsze chcę uciekać od mrocznych istot, Damon- powiedziała. 
Milczał przez chwilę, automatycznie głaszcząc jej policzek, a potem 
pocałował ją. Jego usta 
były jak chłodny jedwab i Elena czuła, jakby wędrowała przez wiele godzin 
przez pustynię 
i w końcu dostała zimną wodę. Pocałowała go mocniej, puszczając jego 
dłonie i głaszcząc 
jego miękkie włosy. Oderwawszy się od jej ust, Damon całował jej szyję 
delikatnie, czekając 
na pozwolenie. Elena odchyliła głowę do tyłu, aby zrobić mu lepszy dostęp. 
Usłyszała 
syczący oddech Damona i spojrzał w jej oczy z miękkim i bardziej otwartym 
wyrazem 
twarzy, niż kiedykolwiek u niego widziała, po czym opuścił swoją twarz na jej 
szyję. Ukłucie 
jego kłów bolało tylko przez chwilę, a potem ona ślizgała się w ciemności po 
wstęgach 
bolesnej przyjemności, która poprowadziła ją poprzez noc, do Damona. 
Czuła jego radość i 
podziw mając ją w ramionach bez poczucia winy, bez żadnych zastrzeżeń. W 
zamian dała mu 
poczuć jej szczęście z powodu tego, że pomimo jej rozterek, nadal go 
chciała, wciąż kochając 
Stefana, jej ból z powodu braku Stefana. Nie było poczucia winy, nie teraz, 
ale była ogromna 

background image

dziura w jej sercu po stracie Stefana i pozwoliła Damonowi to zobaczyć. 
„Wszystko jest w porządku, Eleno”, poczuła od niego, nie do końca w 
słowach, ale raczej jak 
mruczenie zadowolonego kota. „To jest wszystko, czego chcę”. 

ROZDZIAŁ 33 
Ethan, zauważył Matt, totalnie zwariował. Facet, który dotąd był zawsze 
pogodny i spokojny, 
teraz nadzorował przygotowania do inicjacji z intensywnością sierżanta. 
- Nie!- warknął na całą salę. Rzucił się i uderzył w nogę dziewczyny, która 
stała na krześle 
i przekładała róże przez zespawane z metalu V, w górnej części środkowej 
łuku. 
- Ała!- krzyknęła upuszczając róże na podłogę. 
- Ethan, o co Ci chodzi? 
- Nie kładziemy niczego na V, Lorelai - powiedział jej chłodno i pochylił się, 
aby zebrać 
kwiaty- Trzeba szanować symbole Towarzystwa Vitale. To jest sprawa honoru. 
Kiedy nasz 
lider w końcu dołączy do nas, musimy pokazać, że jesteśmy zdyscyplinowani, 

ż

e jesteśmy 

zdolni- wepchnął jej z powrotem róże do rąk- Nie zrobimy tego przez upinanie 

ś

mieci na 

całym symbolu naszej organizacji. 
Lorelai spojrzała na niego. 
- Przykro mi. Ale myślałam, że Ty jesteś liderem Vitale, Ethan. 
Wszyscy przestali pracować, aby zobaczyć reakcję Ethana. Widząc, że był w 
centrum uwagi, 
Ethan odetchnął głęboko, wyraźnie starając się odzyskać spokój. Wreszcie 
zwrócił się do nich 
wszystkich, wymawiał ostro słowa. 
- Staram się przygotować Was wszystkich i tą komorę na ceremonię inicjacji. 
Dla Was- jego 
głos podniósł się, kiedy spojrzał na nich dookoła- A teraz dowiaduję się, że 
mimo całego 
swego przyrzeczenia, jesteście bandą nieudaczników. Nie umiecie postawić 

ś

wieczki lub 

wymieszać kilku ziół bez mojej pomocy. Kończy nam się czas, a równie dobrze 
mogę po 
prostu robić wszystko sam. 

background image

Matt rozejrzał się po innych rekrutach. Ich twarze były zszokowane i uważne. 
Podobnie, jak 
on, cały czas byli wpatrzeni w Ethana, który do tej pory im schlebiał, wspierał 
ich 
pochwałami. Teraz wszystko się odwróciło i nikt nie wiedział, jak zareagować. 
Chloe, 
ustawiająca świece przy łuku, była niespokojna, mocno zacisnęła usta. 
Spojrzała szybko na 
Matta a potem dalej, w stronę Ethana. 
- Po prostu powiedz nam, co chcesz, żebyśmy zrobili, Ethan- powiedział Matt, 
krocząc do 
przodu. Starał się utrzymać swój głos i uspokoić Ethana- Dołożymy wszelkich 
starań, aby 
wszystko było idealnie. 
Ethan spojrzał na niego. 
- Nie potrafisz nawet skłonić swego przyjaciela Stefana, żeby do nas dołączył- 
powiedział z 
goryczą- Jedno proste zadanie i nawaliłeś. 
- Hej- powiedział Matt, obrażony- To nie fair. Miałem namówić Stefana na 
rozmowę z Tobą. 
Jeśli on nie jest zainteresowany, to jego decyzja. Nie miał do nas dołączyć. 
- Kwestionuję Twoją dbałość o Vitale, Matt- powiedział stanowczo Ethan- A 
rozmowa ze 
Stefanem Salvatore nie jest skończona. 
Stanął naprzeciw Matta, zerkając przelotnie na resztę rekrutów, skupionych 
wokół niego. 
- Nie mamy za dużo czasu. Wracać do pracy. 
Matt poczuł nadchodzący od skroni ból głowy. Po raz pierwszy, zastanawiał 
się, że może 
wcale nie chce przyłączyć się do Vitale po tym wszystkim. 
- Mógłbym otworzyć te drzwi w sekundę- Damon powiedział z irytacją- 
Zamiast tego, stoimy 
tu, czekając. 
Meredith westchnęła i ostrożnie poruszyła sworzeń w zamku. 
- Jeśli sforsujesz drzwi, Damon, będą wiedzieć od razu, że ktoś włamał się do 
biura ochrony 
kampusu. Przez podniesienie blokady możemy jak najmniej je uszkodzić. 
Okay? 
Wsuwka zatrzymała się na zapadce, a Meredith ostrożnie wsunęła ją do góry, 
starając się 

background image

wepchnąć do połowy zamka szpilkę i przekręcić go. Ale wsuwka się wygięła i 
straciła kąt. 
Meredith jęknęła i wykopała w torbie kolejną wsuwkę. 
- Dwadzieścia siedem broni- mruknęła- Przywiozłam dwadzieścia siedem 
różnych broni na 
studia, a nic do odblokowania drzwi. 
- Cóż, nie można być przygotowanym na wszystko- powiedziała Elena- A co z 
użyciem karty 
kredytowej? 
- Bycie przygotowanym na wszystko jest wpisane w moją robotę- 
wymamrotała Meredith. 
Usiadła na piętach i patrzyła na drzwi. Zamek był bardzo słaby: nie tylko 
Damon, ale ona 
albo Elena mogłyby łatwo zmusić go, żeby się otworzył. I tak, karta kredytowa 
lub coś 
podobnego prawdopodobnie zadziała. Wrzucając wsuwkę do otwartej 
torebki, wyjęła swój 
portfel i znalazła legitymację studencką. Legitymacja zjechała w prawo w 
szparze między 
drzwiami a futryną, powoli bujając się i, bingo, można było łatwo przesunąć 
do tyłu zamek i 
pchnąć drzwi. 
Meredith uśmiechnęła się przez ramię do Eleny, wyginając jedną brew. 
- To było dziwnie satysfakcjonujące- powiedziała. 
Kiedy byli w środku, a drzwi zamknęły się za nimi, Meredith upewniła się, że 
okna były 
zasłonięte, a potem zapaliła światło. 
Biuro ochrony było skromnie urządzone: białe ściany, dwa biurka, na każdym 
komputer, 
zapomniane pół kubka kawy na górze i na szafce. Na parapecie stała 
umierająca roślina 
z suchymi i brązowymi liśćmi. 
- Jesteśmy pewni, że żaden z ochroniarzy nie ma zamiaru pokazać się tu i 
złapać nas?- Elena 
zapytała nerwowo. 
- Mówiła Wam, sprawdziłam ich rozkład dnia- powiedziała Meredith- Po 
ósmej wszyscy, 
oprócz jednego dyżurnego ochroniarza, patrolują kampus. I ten dyżurny siedzi 
w holu na 
parterze budynku administracyjnego, utrzymując kontakt radiowy z innymi i 
pomaga 

background image

uczniom, którzy zatrzaskują się w swoich akademikach i takie tam. 
- Cóż, miejmy to za sobą- powiedział Damon- Nie mam ochoty szczególnie 
rozkoszować się 
spędzaniem całego wieczoru w tej ponurej małej dziurze. 
Jego głos brzmiał, jak dobrze wychowany i znudzony, jak zwykle, ale było w 
nim coś innego. 
Stał bardzo blisko Eleny, tak blisko, że jego ręka ocierała się o nią i, zauważyła 
Meredith, 
dotykał pleców Eleny opuszkami palców bardzo delikatnie. Na jego ustach 
było skryte 
wykrzywienie, jakby Damon był jeszcze bardziej zadowolony z siebie niż 
zwykle. 
- No i?- spytał, oglądając się na Meredith- Co teraz, łowco? 
Elena odsunęła się od niego i uklękła przed szafką koło Meredith, otwierając 
górną szufladę. 
- Jakie było nazwisko Samanthy? Jej kartoteka powinna być podpisana 
nazwiskiem- spytała 
Elena. 
- Dixon- powiedziała jej Meredith, otrząsając się z delikatnego szoku, którego 
doznawała, 
kiedy ktoś mówił o Samancie w czasie przeszłym. To dlatego po prostu, 

ż

e…ona była tak 

pełna życia- A Christopher nazywał się Nowicki. 
Elena pogrzebała w dokumentach w obu szufladach, wyciągając najpierw 
jedną grubą teczkę, 
a następnie drugą. 
- Mam ich- otworzyła teczkę Samanthy i wydała słaby gardłowy dźwięk. 
- To…gorsze, niż myślałam- powiedziała trzęsącym się głosem, patrząc na 
zdjęcia 
z morderstwa. Odwróciła kilka stron- A oto raport koronera. Mówi, że zmarła z 
powodu 
utraty krwi. 
- Pozwól mi zobaczyć- powiedziała Meredith. Wzięła teczkę i sama zaczęła 
przeglądać 
zdjęcia z miejsca zbrodni chcąc sprawdzić, czy niczego nie przegapiła, kiedy 
znalazła 
Samanthę. Uciekała wzrokiem od ciała bezbronnej Sam, więc przełknęła ślinę 

skoncentrowała się na obszarach z dala od ciała, czyli na podłodze, 

ś

cianach pokoju 

Samanthy. 

background image

- Utrata krwi, bo została zabita przez wampira? Albo dlatego, że jest tyle krwi 
wszędzie?- 
była dumna z tego, jak spokojny głos udało jej się zachować, w każdym razie 
bardziej 
spokojny, niż głos Eleny. Podała teczkę Damonowi. 
- Co myślisz?- zapytała. 
Damon wziął teczkę i studiował zdjęcia beznamiętnie, przerzucając kilka 
stron, żeby 
przeczytać raport koronera. Potem wyciągnął rękę do Eleny po teczkę 
Christophera i obejrzał 
również jej zawartość. 
- Nie mogę nic powiedzieć na pewno- powiedział po kilku minutach- Z tego 
co widzę, mogli 
zostać zabici przez wilkołaki, które są tak prymitywne. Albo przez niechlujne 
wampiry. 
Demony także. Nawet ludzie mogli to zrobić, jeśli byli wystarczająco 
zmotywowani. 
Elena wydała miękki dźwięk zaprzeczenia, a Damon błysnął swoim 
błyskotliwym 
uśmiechem. 
- Och, nie zapominaj, że ludzie mogą wymyślić bardziej kreatywne środki 
przemocy, niż 
kilka głodnych prostych potworów, kochanie. 
Poważne znów spojrzał na zdjęcia jeszcze raz. 
- Mogę powiedzieć jednak, że więcej niż jedna istota- lub osoba- to zrobiła. 
Jego palec prześledził linię na jednym zdjęciu, a Meredith zmusiła się, żeby 
tam spojrzeć. 
Krew opryskała szerokim łukiem pokój, za wyciągniętymi ramionami 
Samanthy. 
- Widzisz drogę krwi rozpryskanej tutaj?- zapytał Damon- Ktoś trzymał jej ręce, 
ktoś inny 
stopy, a jeszcze ktoś inny, a może więcej osób, zabiło ją. 
Otworzył ponownie teczkę Christophera. 
- Tu to samo. Może to być dowód, że to wilkołaki, bo one wędrują stadami, 
ale to nie jest 
mocny dowód. Wszystko może podróżować w grupie. Nawet wampiry: nie 
wszystkie są tak 
samowystarczalne, jak ja. 
- Ale przecież Matt widział tylko jedną osobę- lub cokolwiek- przy ciele Chrisa- 
zauważyła 
Elena- A dotarł tam dość szybko po tym, jak usłyszał jego krzyk. 

background image

Damon machnął ręką lekceważąco. 
- Więc to tylko oznacza, że są bardzo szybcy- powiedział- Wampir może 
zniknąć szybciej, 
niż człowiek zdąży krzyknąć. Prawie wszystkie istoty nadprzyrodzone to 
potrafią. Prędkość 
mają w wyposażeniu. 
Meredith zadrżała. 
- Cała grupa czegoś- powiedziała głucho- Czegoś tak złego. 
- Grupa jest znacznie gorsza- zgodził się Damon- Możemy już iść? 
- Lepiej sprawdzić i zobaczyć, czy jest coś jeszcze, a potem po sobie 
posprzątać- powiedziała 
Elena- Czy mógłbyś postać na zewnątrz na czatach? Czuję, że naprawdę 
kusimy los będąc 
tutaj tak długo. Możesz dać jakiś sygnał, jeśli zobaczysz, że ktoś nadchodzi. 
Użyj swojej 
mocy, aby się ich pozbyć. Proszę? 
Damon uśmiechnął się do niej zalotnie. 
- Będę Twoim psem tropiącym, księżniczko, ale tylko dla Ciebie. 
Meredith poczekała, aż wyszedł, żeby powiedzieć sucho: 
- Mówiąc o psach, pamiętasz, kiedy Damon zabił mopsa Bonnie? 
Elena otworzyła ponownie górną szufladę z dokumentami i zaczęła je znów 
przeglądać. 
- Nie chcę o tym mówić, Meredith. W każdym razie to Katharine zabiła 
Jangcy. 
- Po prostu nie sądzę, że zdajesz sobie sprawę z tego, w co się pakujesz- 
powiedziała 
Meredith- Damon nie jest dobrym materiałem na związek. 
Ręce Eleny zatrzymały się. 
- Ja nie ... to nie tak- powiedziała- To nie jest związek, nie chcę związku z 
nikim, poza 
Stefanem. 
Meredith zmarszczyła brwi, zdezorientowana. 
- Więc, co to jest w takim razie? 
- To skomplikowane- Elena powiedziała- Dbam o Damona, wiesz o tym. Zdaję 
sobie sprawę, 
jak mogą pójść jego sprawy. Jest coś między nami, zawsze było. Po odejściu 
Stefana- jej głos 
się załamał- Muszę dać temu szansę. Po prostu ... po prostu zostawmy to w 
spokoju na razie 
ok.? 

background image

Podniosła teczkę Samanthy, żeby włożyć ją do szuflady. Jej wargi drżały, a 
Meredith 
zastanawiała się dalej nad tematem: ona nie zostawi tego w spokoju. Nie, 
kiedy Elena była 
zdenerwowana i jakoś zaangażowana- bardziej zaangażowana, niż była 
wcześniej- z 
Damonem, niebezpiecznym wampirem. Ale Elena przerwała jej. 
- Ha- powiedziała- Jak myślisz, coto znaczy? 
Meredith zajrzała, żeby zobaczyć, o czym ona mówi i Elena pokazała jej. 
Na wewnętrznej stronie przedniej części teczki Samanthy było napisane duże 
czarne V. 
Podniosła teczkę Christophera. 
- Tu też to jest- powiedziała pokazując Elenie. 
- Wampiry?- zapytała Elena- Vitale? Co jeszcze zaczyna się na V i może być 
powiązane 
z tymi morderstwami? 
- Nie wiem- Meredith zaczęła mówić, gdy nagle usłyszały huk silnika 
samochodu, 
rozciągający się na zewnątrz budynku. Ochrypłe krakanie dało się słyszeć za 
oknem. 
- To Damon- powiedziała Elena, wciskając dokumenty Christophera z 
powrotem do szafki. 
- Jeśli nie chcemy ściągnąć tu wszystkich ochroniarzy, lepiej szybko stąd 
uciekajmy. 

ROZDZIAŁ 34 
- Podoba mi się Twoje mieszkanie- Elena powiedziała do Damona, 
rozglądając się. 
Była lekko zaskoczona, gdy zaprosił ją na kolację. Zwyczajna randka to nie 
było coś, co 
można by skojarzyć z Damonem, ale idąc do niego czuła mrowienie z 
podniecenia i 
ciekawości. Mimo, że mieszkała w tym samym pałacu, co Damon, w 
Mrocznym Wymiarze, 
nigdy nie widziała mieszkania, które on urządził samodzielnie. Dla wszystkich 
był 
zuchwałym Damonem, zdała sobie sprawę, strzegł swojej prywatności. 
Spodziewała się, że 
jego mieszkanie będzie urządzone w stylu gotyckim, utrzymane w czerni i 
czerwieni, jak 

background image

dwory wampirów, które odwiedzała w Mrocznym Wymiarze. Ale tak nie było. 
Zamiast tego 
było minimalistyczne, gustowne i eleganckie w swojej prostocie, z czystymi 
jasnymi 

ś

cianami, dużą ilością okien, meblami ze szkła i metalu w chłodnych, 

miękkich kolorach. W 
pewnym sensie pasowało to do niego. Jeśli nie patrzyło się zbyt głęboko w 
jego ciemne, 
starożytne oczy, mógł być przystojnym, młodym modelem albo architektem, 
ubranym w 
modny czarny kolor, mocno zakorzenionym w świecie współczesnym. Ale nie 
całkiem 
nowoczesnym. Elena zatrzymała się w salonie, podziwiając widok na miasto: 
gwiazdy 
błyszczały na niebie nad stonowanymi światłami domów i reflektorów 
samochodów na 
drogach. Na szklanym, chromowanym stole pod oknem, coś innego 
błyszczało jasnym 
blaskiem. 
- Co to jest?- spytała, podnosząc to do góry. Wyglądało to, jak złota piłka 
pokryta odłamkami 
diamentów, która mieściła się w jej dłoni. 
- Skarb- Damon powiedział, uśmiechając się- Sprawdź, czy znajdziesz zaczep z 
boku. 
Elena wyczuwała sferę starannie palcami, w końcu znalazła sprytnie ukryty 
haczyk i 
nacisnęła go. Piłka rozłożyła się w dłoniach, odsłaniając małą złotą figurkę. 
Koliber, odgadła 
Elena, złoty wysadzany rubinami, szmaragdami i szafirami. 
- Przekręć klucz- powiedział Damon stając za nią, kładąc swoje ręce na obu 
jej bokach. 
Elena znalazła mały klucz na grzbiecie ptaka i przykręciła go. Ptak wyciągnął 
szyję, rozwinął 
skrzydła, poruszając się powoli i sprawnie, a potem zaczął delikatnie grać 
melodię. 
- To piękne- powiedziała. 
- Zrobione dla księżniczki- powiedział Damon zapatrzony w ptaka- Gustowna 
zabawka 
z Rosji, sprzed rewolucji. Mieli tam wtedy rzemieślników. Zabawne miejsce, o ile 
nie byłeś 
chłopem. Pałace, biesiady i jazda po śniegu w saniach wyłożonych futrami. 

background image

- Byłeś w Rosji podczas rewolucji?- zapytała Elena. 
Damon roześmiał się sucho i trochę ostro. 
- Byłem tam przed rewolucją, kochanie. „Wynieść się zanim zacznie się źle 
dziać”. To 
zawsze było moje motto. Nigdy nie przywiązywałem wagi do tego, żeby 
zostać i patrzeć, jak 
pewne rzeczy doprowadza się do końca. Zanim spotkałem Ciebie, w każdym 
razie. 
Kiedy melodia przestała grać, Elena odwróciła się w połowie, chcąc 
zobaczyć twarz Damona. 
Uśmiechnął się do niej i wziął jej rękę, zamykając ptaka z powrotem w sferze. 
- Weź go- powiedział. 
Elena próbowała protestować- to z pewnością było bezcenne- ale Damon 
tylko lekko 
wzruszył ramionami. 
- Chcę, żebyś go miała- powiedział- Poza tym, mam mnóstwo skarbów. Masz 
tendencję do 
gromadzenia różnych rzeczy, gdy żyjesz przez kilka wieków. 
Wprowadził ją do jadalni, gdzie stał stół nakryty dla jednej osoby. 
- Jesteś głodna, księżniczko?- zapytał- Zamówiłem jedzenie dla Ciebie. 
Zaserwował jej niesamowitą zupę- coś czego nie znała do tej pory, była 
gładka i aksamitna w 
smaku, z odrobiną przypraw- potem małego pieczonego ptaka, któremu 
podczas rozdzielania 
go przez Elenę widelcem, z łatwością pękały drobne kości. 
Damon nie jadł, on nigdy nie jadł, ale popijał kieliszek wina, patrzył na Elenę, 
uśmiechając 
się, kiedy opowiadała mu o swoich zajęciach, kiwając poważnie głową, 
kiedy opowiadała mu 
o cenie, jaką płaci Meredith, biorąc na swoje barki conocne patrole. 
- To było wspaniałe- powiedziała w końcu, zajadając bogato posypaną 
czekoladą tartę, którą 
zamówił na deser. 
- Myślę, że to najlepszy posiłek, jaki kiedykolwiek jadłam. 
Damon uśmiechnął się. 
- Chcę dać Ci wszystko, co najlepsze- powiedział- Powinnaś mieć świat u 
swoich stóp, wiesz. 
Nagle coś Eleną wstrząsnęło. Odłożyła widelec i wstała, podeszła do okna, 
aby ponownie 
popatrzeć w gwiazdy. 
- Byliście wszędzie, prawda, Damon?- zapytała. Przycisnęła dłoń do szyby. 

background image

Damon pojawił się tuż za nią i przyciągnął jej twarz do swojej, delikatnie 
gładząc jej włosy. 
- Ach, Eleno- powiedział- Byłem wszędzie, ale istotą tego świata jest to, że 
nieustannie się 
zmienia, więc to wszystko jest zawsze nowe i ekscytujące. Jest tak wiele 
miejsc, które chcę Ci 
pokazać, zobaczyć je Twoimi oczami. Tam jest tak wiele, tak wiele życia do 
przeżycia. 
Pocałował ją w szyję, a jego kły przebiły się delikatnie przed żyły z boku jej 
szyi, a potem 
położył ręce na jej biodrach, odwracając ją z powrotem w stronę okna, gdzie 
blask gwiazd 
rozświetlał noc. 
- Większość ludzi nigdy nawet nie zobaczy jednej dziesiątej tego, co świat 
ludzki posiadawyszeptał 
jej do ucha- Podziwiaj go ze mną, Eleno. 
Czuła jego ciepły oddech na gardle. 
- Bądź moją księżniczką ciemności. 
Elena pochyliła się ku niemu, drżąc. 
Drogi pamiętniku, 
Nie wiem, kim jestem. Dziś, będąc z Damonem, mogłam niemal wyobrazić 
sobie moje życie, 
po tym, jak wzięłabym to, co on mi zaproponował i została jego „księżniczką 
ciemności”. My 
dwoje, w parze, silni, piękni i wolni. Zawsze miałabym wszystko na kiwnięcie 
palcem- od 
klejnotów, przez stroje, po wspaniałe jedzenie. Życie pełne obaw miałabym 
za sobą. 
Doświadczanie, oglądanie cudów, których nawet nie można sobie 
wyobrazić. 
Chociaż, musiałby to być świat bez Stefana.. Ale patrząc na mnie z 
Damonem- nie tylko 
całujących się, ale będąc istotą, którą chce, żebym była- mogłabym go 
zranić, wiem. I nie 
zniosę dłużej to robić. 
To tak, jakby były dwie drogi przede mną. Jedna idzie do światła dziennego i 
to zwykła 
dziewczyna, którą, jak myślę, chcę być: imprezy i zajęcia i ewentualnie praca 
i dom i 
normalne życie. Stefan chciał mi to dać. 

background image

Druga, jest drogę przez ciemność z Damonem i dopiero zaczynam zdawać 
sobie sprawę, jak 
wiele ten świat ma do zaoferowania i jak bardzo chcę doświadczyć 
wszystkiego, co posiada. 
Zawsze myślałam, że Stefan będzie ze mną na tej ścieżce w świetle dziennym. 
Ale teraz 
straciłam go i ta ścieżka jest taka samotna. Może ciemna droga naprawdę 
jest moją 
przyszłością. Może Damon ma rację i należę z nim do nocy. 
- Nie mogę się doczekać, by zobaczyć moją niespodziankę- Bonnie 
zachichotała, kiedy ona 
i Zander kroczyli, trzymając się za ręce, przez trawnik koło uczelni- Jesteś taki 
romantyczny. 
Poczekaj, aż powiem o tym chłopakom. 
Zander musnął lekkim, jak piórko pocałunkiem jej policzek, swoimi ciepłymi 
ustami. 
- Oni już wiedzą. Straciłem u nich wszystkie plusy przez Ciebie. Śpiewałem na 
karaoke 
z Tobą poprzedniej nocy. 
"Bonnie parsknęła. 
- Cóż, po tym, jak zaprowadziłam Cię na Dirty Dancing, musieliśmy zaśpiewać 
wielki duet, 
prawda? Nie mogę uwierzyć, że nigdy nie widziałeś tego filmu wcześniej. 
- To dlatego, że staram się być męski- przyznał Zander- Ale teraz widzę swój 
błąd. 
Posłał jej jeden ze swoich powolnych uśmiechów, a kolana ugięły się pod 
Bonnie. 
- To był fajny film. 
Dotarli do schodów przeciwpożarowych i Zander podsadził ją, a potem sam 
wspiął się za nią. 
Kiedy dotarli na dach Zander wskazał szerokim gestem scenerię przed nimi. 
- Z okazji naszego sześciotygodniowego bycia razem, Bonnie, odtworzyłem 
naszą pierwszą 
randkę. 
- Och! To takie słodkie!- Bonnie rozejrzała się. Był tam poszarpany koc, pokryty 
pudełkami 
pizzy i napojami. Gwiazdy świeciły nad głową, zupełnie tak samo, jak sześć 
tygodni temu. 
To był słodki, romantyczny pomysł, nawet jeśli ich pierwsza randka nie była 
do końca taka 

background image

niesamowita. Potem poprawiła się: to rzeczywiście był dość niesamowity 
dzień, choć to było 
zwyczajne. 
Usiadła na kocu, potem zajrzała do pudełka z pizzą i mimowolnie się 
uśmiechnęła. 
Z oliwkami, kiełbasą i grzybami. Jej ulubiona. 
- Widzę tu jedną poprawkę, przy odtwarzaniu. 
Zander usiadł obok niej i objął ręką jej ramiona. 
- Oczywiście, teraz już wiem, jaką pizzę lubisz- powiedział- Muszę dogadzać 
mojej 
dziewczynie. 
Bonnie przytuliła się pod jego ramieniem, a potem podzielili pizzę, patrząc na 
gwiazdy 
i rozmawiając przyjemnie o tym i owym. Kiedy cała pizza znikła, Zander otarł 
serwetką tłuste 
ręce, wziął obie ręce Bonnie w swoje. 
- Muszę z Tobą porozmawiać- powiedział poważnie, patrząc na nią swymi 
błękitnymi 
oczami. 
- Dobrze- Bonnie powiedziała nerwowo, błysk paniki pojawił się w jej brzuchu. 
Z pewnością Zander nie przyprowadziłby jej aż tutaj i ponownie stworzył 
nastrój ich 
pierwszej randki, gdyby miał zamiar ją teraz rzucić, prawda? Nie, to był 

ś

mieszny pomysł. 

Ale on wyglądał na uroczystego i zmartwionego. 
- Nie jesteś chory, prawda?- spytała przerażona pomysłem. 
Kąciki ust Zandera drgnęły w górę w uśmiechu. 
- Jesteś taka zabawna, Bonnie- powiedział- Po prostu mówisz, cokolwiek 
pojawia się 
w Twojej głowie. To jeden z powodów, dla których Cię kocham. 
Serce Bonnie podskoczyło jej do gardła i poczuła, jak się czerwieni. Zander ją 
kochał? 
Zander spoważniał ponownie. 
- To znaczy- powiedział- Wiem, że to naprawdę wcześnie i możesz nie 
wiedzieć, co 
chciałabyś mi odpowiedzieć, ale chcę, żebyś wiedziała, że zakochałem się w 
Tobie. Jesteś 
niesamowita. Nigdy nie czułem się tak wcześniej. Nigdy. 
Łzy szczęścia i zaskoczenia podeszły do oczu Bonnie, a ona pociągnęła 
nosem, ściskając 
mocno ręce Zandera. 

background image

- Czuję to samo- powiedziała słabym głosem- Tych ostatnich kilka tygodni 
było niesamowite. 
To znaczy, ja nie sądzę, bym kiedykolwiek tak dobrze się bawiła, jak z Tobą. 
Mamy siebie, 
wiesz? 
Całowali się, to był długi, powolny, słodki pocałunek. Bonnie przywarła do 
Zandera 
i westchnęła z zadowoleniem. Nigdy nie czuła się tak wspaniale. 
W końcu Zander odsunął się. Bonnie sięgnęła do niego, ale on wziął jej ręce i 
spojrzał 
w oczy. 
- To dlatego, że jestem zakochany w Tobie- powiedział powoli- muszę Ci coś 
powiedzieć. 
Masz prawo wiedzieć. 
Zacisnął na chwilę przymknięte oczy, potem otworzył je ponownie, patrząc 
na Bonnie, jakby 
chciał wejść do jej głowę i dowiedzieć się, jak ona zareaguje na to, co zaraz 
jej powie. 
- Jestem wilkołakiem- powiedział stanowczo. 
Bonnie siedziała zmrożona przez chwilę, jej umysł starał się zrozumieć. Potem 
krzyknęła i 
zabrała od niego ręce, skacząc na nogi. 
- O nie- dyszała- O mój Boże. 
Obrazy pędziły w jej umyśle: wykrzywiona twarz Tylera Smallwooda, 
groteskowo 
wydłużający się pysk, jego żółte, wąskie oczy, wpatrujące się w nią z 
obłędem, krwiożerczą 
nienawiścią. Metredith załamana, leżąca na swoim łóżku, jak opuszczona 
lalka, jej pusty 
wzrok, kiedy opowiadała o tym, jak poszarpane było ciało Samanthy. Błysk 
biało-blond 
włosów, jaki widziała Meredith, kiedy pobiegła na ratunek krzyczącej 
dziewczynie. Czarne 
siniaki na boku Zandera. 
- Meredith i Elena miały rację- powiedziała, odsuwając się od niego. 
- Nie! Nie, to nie tak, Bonnie, proszę- powiedział Zander skacząc na nogi tak, 

ż

e stali 

naprzeciwko siebie. 
Jego twarz była blada i napięta. 
- Jestem dobrym wilkołakiem, przysięgam, ja nie… my nie krzywdzimy ludzi. 

background image

- Kłamca!- Bonnie krzyknął z wściekłością- Znam wilkołaki, Zander. Aby się nim 
stać, trzeba 
kogoś zabić! 
Po tych słowach, opuściła schody przeciwpożarowe w taki sposób, żeby 
mogła bezpiecznie 
zejść na ziemię. 
„Nie oglądaj się, nie oglądaj się, łomotało jej w głowie, odejdź, odejdź”. 
- Bonnie!- krzyknął Zander z góry schodów i usłyszała jak schodził za nią. 
Bonnie zeskoczyła z kilku ostatnich stopni i wylądowała ciężko, potykając się. 
Wyprostowała 
się i zaczęła natychmiast biec. Musiała dostać się do środka, musiał znaleźć 
gdzieś, gdzie nie 
będzie sama. Kątem oka, dostrzegła ruch w cieniu budynku. Jared i Tristan i, o 
nie, duży 
muskularny Marcus. Wilkołaki, zdała sobie sprawę, zupełnie jak Zander, część 
jego paczki. 
Bonnie myślała, że porusza się tak szybko, jak tylko potrafiła, ale kiedy oni 
podeszli do 

ś

wiatła, popędziła jeszcze szybciej. 

- Bonnie- Jared krzyknął chrapliwie i zaczęliją gonić. 
Biegła szybciej, niż kiedykolwiek, bez tchu, szlochy wyrywały jej się z piersi, ale 
nie biegła 
wystarczająco szybko. Byli tuż za nią, słyszała ich ciężkie kroki tuż tuż. 
- Chcemy po prostu porozmawiać, Bonnie- powiedział Tristan spokojnym 
tonem. Nawet nie 
był zadyszany. 
- Stój- powiedział Marcus- Poczekaj. 
I mój Boże, on zbliżał się z jednej jej strony, a Tristan z drugiej, odcinając jej 
drogę. 
Bonnie zatrzymała się, kładąc ręce na kolanach, dysząc. Gorące łzy spływały 
po jej twarzy 
i kapały na podbródek. Złapali ją. Mogła biec i biec, tak szybko jak tylko 
potrafiła, ale nie 
była w stanie uciec. 
Trzej faceci chodzili wokół niej, okrążając ją z ostrożnymi twarzami. Oni 
udawali, że są jej 
przyjaciółmi, ale teraz wyglądali, jak myśliwi, okrążając ją. Oni kłamali, 
wszyscy. 
- Potwory- mruknęła jak przekleństwo i wyprostowała się, ciągle dysząc. 
Złapali ją, ale jeszcze jej nie pokonali. Była czarownicą, nie tak? Zacisnęła 
ręce w pięści 

background image

i zaczęła śpiewać pod nosem zaklęcia ochronne i obronne, których nauczyła 
ją pani Flowers. 
Nie sądziła, że mogłaby pokonać trzy wilkołaki, nie mając czasu, aby 
utworzyć magiczny 
krąg, bez żadnych materiałów, ale może mogła im zaszkodzić. 
- Chłopaki, czekajcie. Stop- Zander zbliżał się do nich, biegnąc przez trawnik 
uniwersytecki. 
Nawet przez gorące łzy zmętniające jej widok, Bonnie mogła zobaczyć, jaki 
był piękny, jak 
wdzięcznie i naturalnie biegł, jego długie nogi pokonywały odległość, a jej 
serce bolało 
jeszcze mocniej. Kochała go tak bardzo. 
Zaczęła śpiewać głośniej, czując siłę wzbierającą w niej, jak ciśnienie we 
wstrząśniętej 
puszce sody, gotowej do wybuchnięcia. 
Zander zatrzymał się, kiedy dotarł do nich, ścisnął ramię Markusa jedną ręką. 
Pozostali trzej 
spojrzeli na niego. 
- Uciekała od nas- powiedział Tristan zaskoczonym i urażonym tonem. 
- Tak- powiedział Zander- Wiem. 
Po twarzy Zandera także spływały łzy, zauważyła Bonnie, a on nawet nie 
próbował ich 
wytrzeć. Patrzył tylko na nią, tymi pięknymi, szeroko otwartymi, niebieskimi 
oczami, 
czarująco smutno. 
- Cofnijcie się chłopaki- powiedział, nie patrząc na Bonnie. Potem dodał, 
zwracając się do 
niej: 
- Rób, co musisz zrobić. 
Bonnie zatrzymała śpiew, pozwalając odejść zbudowanej przed chwilą mocy. 
Wzięła głęboki oddech, a potem pobiegła szybko jak strzała, z sercem 
bijącym tak bardzo, 
jakby miało zamiar eksplodować w jej piersi. 

ROZDZIAŁ 35 
Nadeszła noc inicjacji najmłodszych członków Towarzystwa Vitale. 
Pomieszczenie 
oświetlone było jedynie złotym blaskiem świec z długich stożków, 
rozmieszczonych wokół 
i ogniem płonących pochodni, umieszczonych na ścianach. W migoczącym 
blasku, zwierzęta 

background image

wyrzeźbione w drewnie na filarach i łukach wydawały się poruszać. 
Matt, ubrany w ciemny płaszcz z kapturem, jak inni wtajemniczani, rozglądał 
się z dumą. 
Oni ciężko pracowali i pokój wyglądał niesamowicie. Z przodu sali, pod 
najwyższym łukiem, 
stał długi stół spowity ciężką, satynową, czerwoną tkaniną i wyglądał, jak jakiś 
ołtarz. 
Po środku stołu stała ogromna głęboka misa z kamienia, prawie jak 
chrzcielnica, a wokół niej 
ustawione były róże i orchidee. Więcej kwiatów było rozrzuconych na 
podłodze, a zapach 
rozkruszonych kwiatów pod stopami był tak silny, że aż oszałamiający. Rekruci 
ustawieni 
byli w linii przed ołtarzem. Jakby czując jego dumę z tego, jak to wszystko im 
wyszło, Chloe 
zsunęła trochę do tyłu swój ciemny kaptur i pochyliła się ku niemu, 
mamrocząc. 
- Przecudnie wspaniale, prawda? 
Matt uśmiechnął się do niej. No i co z tego, że spotykała się z kimś innym? 
Wciąż ją lubił. 
Chciał, aby pozostali przyjaciółmi, nawet jeśli to wszystko, co może być 
między nimi. 
Szarpnął swoje szaty świadomie; tkanina była ciężka i przeszkadzało mu, w 
jaki sposób 
zasłaniała pole widzenia. Zamaskowani członkowie Vitale chodzili cicho 
między rekrutami, 
rozdając im puchary pełne jakiegoś płynu. Matt powąchał go i wyczuł imbir i 
rumianek, jak 
również jakieś mniej znane zapachy: więc to po to potrzebne były te zioła. 
Uśmiechnął się do dziewczyny, która podała mu jego puchar, ale nie 
zareagowała. Oczy pod 
maską spojrzały na niego obojętnie i poszła dalej. 
Gdyby był pełnoprawnym członkiem Vitale, wiedziałby, kim są obecni 
członkowie, mógłby 
zobaczyć ich bez masek. Napił się ze swojego kielicha i skrzywił się: 
smakowało dziwnie 
i gorzko. Miękkie szelesty poruszających się po podłodze zamaskowanych 
postaci ucichły, 
kiedy ostatnie puchary zostały rozdane i zamaskowani Vitale po cichu 
wycofali się pod łuk za 
ołtarzem, żeby móc się przyglądać. 

background image

Ethan podszedł do ołtarza i zepchnął swój kaptur. 
- Witamy- powiedział, wyciągając ręce do zgromadzonych rekrutów- Witamy 
w końcu 
w prawdziwej władzy. 
Blask świec migotał na jego twarzy, wykręcając ją w coś nieznanego i prawie 
złowieszczego. 
Matt drgnął nerwowo i wziął kolejny łyk gorzkiej mieszanki ziołowej. 
- Toast- powiedział Etan. Podniósł swoją czarę, a razem z nim rekruci podnieśli 
swoje. Wahał 
się przez chwilę, potem powiedział: 
- Za wyjście zza zasłony i poznanie prawdy. 
Matt podniósł kielich i osuszył go z innymi rekrutami. Mieszanka pozostawiła 
piaszczysty 
posmak na jego języku, a on otarł język z roztargnieniem o zęby. 
Ethan rozejrzał się po rekrutach i uśmiechnął się, zatrzymując na chwilę swój 
wzrok na 
wszystkich po kolei. 
- Każdy z Was ciężko pracował- powiedział czule- Każdy z Was osiągnął swój 
osobisty 
szczyt inteligencji, siły i zdolności przywódczych. Razem, jesteście siłą, z którą 
trzeba się 
liczyć. Jesteście doskonali. 
Mattowi udało się powstrzymać od przewrócenia oczami. Miło było być 
chwalonym, 
oczywiście, ale Ethan czasami przesadzał: doskonali? Matt wątpił, że to w 
ogóle możliwe. 
Wydawało mu się, że zawsze można starać się doskonalić mniej lub bardziej. 
Zawsze trzeba 
chcieć być lepszym. A nawet, gdyby miał się uważać za doskonałego, 
podejrzewał, że 
potrzeba by było trochę więcej, niż kilka torów przeszkód i kilku innych zadań. 
- A teraz nadszedł czas, aby w końcu odkryć swój cel- Ethan kontynuował- 
Czas zakończyć 
ostatni etap transformacji ze zwykłych studentów do prawdziwych 
przedstawicieli władzy. 
Wziął czysty i lśniący srebrny kielich z ołtarza i zanurzył go w głębokiej 
kamiennej misie 
przed sobą- Z każdym krokiem naprzód w ewolucji, musi być jakaś ofiara. 

Ż

ałuję, że 

spowoduje to u Was ból. Niech pocieszeniem będzie świadomość, że każde 
cierpienie jest 

background image

tymczasowy. Anna, krok do przodu. 
Wśród rekrutów przebiegł niespokojny jęk. Ta mowa o cierpieniu i ofiarach 
była inna, niż 
zwykłe przemowy Ethana o chwale i sile. Coś tu było nie tak. 
Ale Anna, wyglądająca na strasznie maleńką w tych długich szatach, bez 
wahania podeszła do 
ołtarza i zsunęła kaptur. 
- Pij ze mnie- powiedział Etan wręczając jej srebrny kielich. 
Anna zamrugała niepewnie, a potem spojrzała na Ethana, przechyliła głowę 
do tyłu 
i opróżniła kielich. Kiedy podała go z powrotem Etanowi, oblizała odruchowo 
usta i Matt 
przyjrzał się jej bliżej. W migotliwym świetle świec, usta były nienaturalnie 
czerwone i 

ś

liskie. Potem Ethan poprowadził ją wokół ołtarza i wziął ją w ramiona. 

Uśmiechnął się, 
a jego twarz wykręciła się, oczy rozszyły, a usta rozciągnęły w szyderstwie. 
Jego zęby 
wyglądały na długie i ostre. Matt próbował krzyknąć ostrzegawczo, ale 
uświadomił sobie 
z przerażeniem, że nie może poruszać ustami, nie mógł też wydobyć z siebie 
oddechu, żeby 
wydać jakiś dźwięk. Uświadomił sobie nagle, jakim był głupcem. 
Ethan zatopił kły w szyi Anny. Matt napiął się, starając do niego dotrzeć, aby 
go zaatakować 
i odsunąć go od Anny. Ale nie mógł w ogóle się poruszyć. Musiał być pod 
jakimś 
zauroczeniem. Albo może w napoju cos było, jakiś magiczny składnik, który 
zmuszał ich do 
posłuszeństwa i bezruchu. Patrzył bezradnie, jak Anna walczyła przez kilka 
chwil, następnie 
stała się wiotka, a jej oczy wywróciły się . 
Bezceremonialnie, Ethan pozwolił upaść jej ciału na ziemię. 
- Nie lękajcie się- powiedział uprzejmie, patrząc wokół na przerażonych, 
zmrożonych 
rekrutów- Każdy z nas- wskazał na cichych, zamaskowanych Vitale, stojących 
za nimprzeszedł 
niedawno tę inicjację. Musicie przygotować się na to cierpienie, które jest 
tylko 
małą, tymczasową śmiercią, a potem będziecie jednym z nas, prawdziwym 
Vitale. Nigdy się 

background image

nie zestarzejecie i nie umrzecie. Potężni na wieki. 

Ś

wiecąc swoimi białymi zębami i złotymi oczami połyskującymi w blasku 

ś

wiec, Ethan 

zwrócił się do następnego rekruta,. Matt zmagał się ze sobą, żeby móc 
krzyknąć, walczyć. 
Ethan kontynuował. 
- Stuart, krok do przodu. 
Elena pachniała tak dobrze, bogato i słodko, jak egzotyczny dojrzały owoc. 
Damon miał 
ochotę po prostu zanurzyć głowę w miękkiej skórze w zgięciu jej szyi i 
wdychać jej zapach 
przez dekadę lub dwie. Wyciągając rękę, przyciągnął ją bliżej. 
- Nie możesz ze mną wejść- powiedziała mu po raz drugi- Mogę zmusić 
Jamesa, żeby 
porozmawiał ze mną na temat moich rodziców, ale nie sądzę, żeby 
cokolwiek mi powiedział, 
gdy będzie tam ktoś poza nami. Jakakolwiek jest prawda o Vitale i moich 
rodzicach, myślę, 

ż

e on się tego wstydzi. Albo boi, albo ... coś. 

Bezwiednie Elena chwyciła go za ramię i trzymała go mocniej. 
- Dobrze- powiedział Damon uparcie- Poczekam na zewnątrz. Nie zobaczy 
mnie. Ale nie 
będziesz sama spacerowała po kampusie w nocy. To niebezpieczne. 
- Tak, Damon- Elena powiedziała, jak przekonany wzór łagodności i oparła 
głowę na jego 
ramieniu. Cytrynowy zapach jej szamponu mieszał się z jej własnym 
zapachem. Damon 
westchnął z zadowoleniem. 
Troszczyła się o niego, wiedział to, a Stefan sam usunął się w cień. Była wciąż 
młoda, jego 
księżniczka, a serce człowieka może uzdrawiać. Może wraz z odejściem 
Stefana, 
ona ostatecznie się przekona, jak była bliska umysłem i duszą Damonowi, jak 
doskonale do 
siebie pasują. W każdym razie, teraz była jego. Podniósł wolną rękę i 
pogłaskał jej głowę, 
jej jedwabiste włosy miękkie pod palcami, i uśmiechnął się. 
Dom profesora był prawie poza kampusem, po drugiej stronie ulicy, przed 
pozłacaną bramą 
wjazdową. Już prawie dotarli do granic kampusu, kiedy znajoma postać, 
która czaiła się 

background image

w pobliżu, w końcu podeszła bardzo blisko. 
Damon rozglądał się w przeszukiwaniu cieni, ciągnąc za sobą Eleną. 
- Co jest?- powiedziała zaniepokojona Elena. 
„Wyjdź”, Damon pomyślał z irytacją, wysyłając swoją cichą wiadomość w 
kierunku 
najgrubszych cieni w gęstwinie dębów. „Wiesz, że nie da się ukryć przede 
mną”. 
Jeden ciemny cień oderwała się od reszty, kierując się naprzód po ścieżce. 
Stefan po prostu patrzył w ziemię, z odsuniętymi ramionami, luźnymi rękami. 
Elena dyszała, 
czując ból. 
Stefan wyglądał okropnie, Damon pomyślał, nie bez sympatii. Jego twarz 
wydawała się 
głucha i napięta, jego kości policzkowe bardziej widoczne niż zwykle, a 
Damon mógł się 
założyć, że nie odżywiał się prawidłowo. Damon poczuł ukłucie niepokoju. 
Nie czerpał 
przyjemności ze sprawiania bólu swemu bratu. Już nie. 
- No cóż?- Damon powiedział, podnosząc brwi. 
Stefan spojrzał na niego. 
„Nie chcę walczyć z Tobą, Damon”, powiedział cicho. 
„Więc nie walcz” odpalił Damon, a usta Stefana drgnęły w potwierdzającym 
półuśmiechu. 
- Stefan- Elena powiedziała nagle brzmiąc, jakby jej słowa były poszarpane- 
Proszę, Stefan. 
Stefan patrzył na ścieżkę pod stopami, nie podnosząc wzroku. 
- Wyczułem, że jesteś blisko Eleno, i poczułem Twój lęk- powiedział ze 
znużeniem- 
Myślałem, że możesz być w tarapatach. Przepraszam, byłem w błędzie. Nie 
powinienem był 
przychodzić. 
Elena zesztywniała, a jej długie, ciemne rzęsy zakryły oczy, Damon był prawie 
pewien, że to 
początki łez. Długa cisza zaległa między nimi. Wreszcie, zirytowany napięciem 
Damon starał 
się złagodzić napięcie. 
- Więc- powiedział od niechcenia- włamaliśmy się ostatniej nocy do biura 
ochrony kampusu. 
Stefan spojrzał w górę z iskierką zainteresowania. 
- Och? Znaleźliście coś przydatnego? 

background image

- Zdjęcia z miejsca zbrodni, ale nie były za bardzo pomocne- powiedział 
Damon, wzruszając 
ramionami- Teczki zostały oznaczone literą V, więc staramy się dowiedzieć, 
co to znaczy. 
Elena ma zamiar porozmawiać z profesorem na temat Towarzystwa Vitale, 
czy może mieć 
coś z tym wspólnego. 
- Towarzystwa Vitale?- Stefan powiedział niepewnie. 
Damon machnął ręką. 
- Tajne stowarzyszenie z czasów, kiedy rodzice Eleny tu studiowali- powiedział- 
Kto wie? 
Być może to nic takiego. 
Podnosząc rękę do twarzy, Stefan wydawał się gorączkowo nad czymś 
zastanawiać. 
- Och, nie- mruknął. 
Wtedy, patrząc na Elena po raz pierwszy, zapytał: 
- Gdzie jest Matt? 
- Matt?- Elena powtórzyła, wyrwana ze swojej tęsknoty za Stefanem- Hm, 
myślę, że miał 
jakieś spotkanie dziś wieczorem. Trening, może? 
- Muszę iść- Stefan powiedział zdecydowanie i natychmiast zniknął. Dzięki 
swoim mocom, 
Damon mógł usłyszeć oddalające się lekkie kroki Stefana. Ale dla Eleny, 
Stefan był niczym 
innym, jak tylko znikającą po cichu plamą. 
Elena zwróciła się do Damona, a jej twarz zmięta była w sposób, jaki uznać 
można było za 
wstęp do wybuchnięcia płaczem. 
- Dlaczego on za mną chodzi, jeśli nie chce ze mną rozmawiać?- powiedziała 
głosem 
zachrypniętym ze smutku. 
Damon zacisnął zęby. Próbował bardzo być cierpliwy i czekać, aż Elena 
gotowa będzie oddać 
mu swoje serce, ale ona wciąż myślała o Stefanie. 
- Powiedział Ci- powiedział, starając się zachować spokojny ton- Chce mieć 
pewność, 

ż

e jesteś bezpieczna, ale nie chce z Tobą być. Ale ja chcę- mocno chwycił jej 

rękę i pociągnął 
ją lekko do przodu- Idziemy? 

ROZDZIAŁ 36 

background image

Kiedy otworzył drzwi i zobaczył Elenę , twarz Jamesa zrobiła się przez ułamek 
sekundy 
zmieszana i cofnął się, jakby rozważał zamknięcie jej drzwi przed nosem. 
Potem wydało się, 

ż

e poczuł się lepiej i otworzył je szerzej, jego twarz przyjęła znajomy uśmiech. 

-Dlaczego Eleno- powiedział- Moja droga, nie spodziewałem się gościa o tej 
godzinie. 
Obawiam się, że to nie najlepsza pora. 
Odchrząknął. 
- Byłbym zachwycony, gdybyśmy spotkali się w szkole, w godzinach 
urzędowania. 
Poniedziałki i piątki, pamiętasz? A teraz, wybacz. 
I wciąż delikatnie się uśmiechając, przesunął się do przodu, próbując 
zamknąć drzwi. 
Ale Elena wyciągnęła rękę do góry i powstrzymała go. 
- Czekaj- powiedziała- wiem, ze nie chciałeś rozmawiać ze mną o 
odznakach, ale to ważne. 
Muszę się dowiedzieć więcej o Towarzystwie Vitale. 
Jego lśniące, ciemne oczy spojrzały na nią z dala, jakby zawstydzone. 
- Tak, dobrze- powiedział- Problem w tym, że niezapowiedziane wizyty 
studenta- każdego 
studenta, moja droga, nie ma dla ciebie wyjątku- w domu profesora, nie są, 
hmm, mile 
widziane, w niegodziwym świecie, w jakim żyjemy, wiesz. 
I z miękkim uśmiechem pchnął mocno drzwi. 
- Jest na to czas i miejsce. 
Elena odepchnęła drzwi. 
- Nie wierzę ani przez chwilę, że próbujesz zmusić mnie do odejścia, ponieważ 
moja wizyta 
jest o nieodpowiedniej porze- powiedziała stanowczo- Nie pozbędziesz się 
mnie tak łatwo. 
Ludzie są w niebezpieczeństwie, James. Wiem, że Ty i moi rodzice należeliście 
do Vitalekontynuowała 
uparcie Elena- Musisz mi powiedzieć, cokolwiek to jest, co ukrywasz 
o tamtych czasach. Myślę, że Vitale jest powiązane z morderstwami i 
zaginięciami na terenie 
kampusu i możemy to powstrzymać. Jedynie Ty w tej chwili możesz mi w tym 
pomóc, 
James. 
Zawahał się, jego oczy zalały emocje i Elena taksowała go swoim 
spojrzeniem. 

background image

- Coraz więcej ludzi umrze- powiedziała ostro-, ale możesz być w stanie ich 
ocalić. Dobrze? 
James wyraźnie zachwiał się i dało się zauważyć, że się w końcu poddał, jego 
ramiona 
opadły. 
- Nie wiem, czy cokolwiek, co powiem, może Ci pomóc. Nie wiem nic na 
temat morderstw. 
Ale lepiej wejdź- powiedział i poprowadził ją w dół korytarza, przez swój dom. 
Kuchnia świeciła czystością białych powierzchni. Miedziane garnki, tkane 
kosze, i wesołe 
czerwone ścierki do naczyń i ręczniki wisiały na hakach i stały na szafie. 
Oprawione odbitki 
owoców i warzyw na ścianach wisiały o równych odstępach. 
James posadził ją przy stole, a następnie zajął się przygotowywaniem 
herbaty. Elena czekała 
cierpliwie, aż w końcu usiadł naprzeciw niej, stawiając filiżanki herbaty przed 
nimi. 
- Mleka?- zapytał pretensjonalnie, wręczając jej dzbanek, bez patrzenia jej w 
oczy. 
- Cukru? 
- Dziękuję- powiedziała Elena. 
Potem pochyliła się nad stołem i położyła dłoń na jego, trzymając ją tam, aż 
podniósł na nią 
wzrok. 
- Powiedz mi- powiedziała po prostu. 
- Nie wiem nic o morderstwach- powiedział James ponownie- Uwierz mi, nie 
trzymałbym 
tego w tajemnicy, gdybym uważał ze komuś zagrażają. 
Elena skinęła głową. 
- Wiem, że nie- powiedziała- Nawet jeśli nie mają z tym związku, jeśli sekret 
dotyczy moich 
rodziców, mam prawo go poznać- powiedziała. 
James westchnął długo i bezdźwięcznie. 
- To wszystko było dawno temu, rozumiesz- powiedział- Byliśmy młodzi i trochę 
naiwni. 
Towarzystwo Vitale było dobrą siłą, wtedy. Czciliśmy duchy natury i 
czerpaliśmy naszą 
energię ze świętej Ziemi. Byliśmy pozytywną siłą w społeczeństwie, 
zainteresowaną głównie 
miłością i kreatywnością. Służyliśmy innym. Słyszałem, że Vitale zmieniło się od 
tamtych 

background image

dni, że praktykuje jakieś ciemne elementy. Ale ja nie wiem zbyt wiele o nich 
teraz. Nie byłem 
zaangażowany w Vitale od lat, nie od czasu wydarzeń, o których mam 
zamiar Ci 
opowiedzieć. 
Elena popijała herbatę i czekała. Oczy Jamesa przebiegły po jej twarzy, 
prawie nieśmiało, 
potem z powrotem wrócił wzrokiem na stół. 
- Pewnego dnia- powiedział powoli- dziwny człowiek przyszedł na jedno z 
naszych tajnych 
spotkań. Był…- James zamknął oczy i zadrżał. 
- Nigdy nie widziałem nikogo o tak czystej mocy, lub kogoś, kto tak 
promieniował poczuciem 
spokoju i miłości. My, wszyscy, nie mieliśmy wątpliwości, że jesteśmy w 
obecności anioła. 
Nazwał siebie Strażnikiem. 
Mimowolnie, Elena zassała oddech przez zęby, sycząc. Oczy Jamesa się 
otworzyły i rzucił jej 
długie spojrzenie. 
- Znasz ich? 
Na jej skinienie, wzruszył lekko ramionami. 
- Cóż, możesz sobie wyobrazić, jak na nas wpłynął. 
- Czego chciał Strażnik?- zapytała Elena. 
Poznała Strażników i nie lubiła ich. To Strażnicy chłodno i dobitnie odmówili 
przywrócenia 
do życia Damona, kiedy umarł w Mrocznym Wymiarze. I to Strażnicy 
spowodowali wypadek 
samochodowy, który zabił jej rodziców, próbując zabić ją, aby wstąpiła w ich 
szeregi. 
Wszyscy Strażnicy, których poznała byli kobietami, chociaż, tak naprawdę nie 
wiedziała, 
czy istnieją wśród nich też mężczyźni. Elena wiedziała, że mimo tego jak piękni 
byli 
Strażnicy, nie byli aniołami, nie po stronie Dobra, ani po stronie Zła. Oni po 
prostu wierzyli 
w Porządek. Oni mogę być bardzo niebezpieczni. 
James spojrzał na nią krótko, bawiąc się filiżanką herbaty i serwetka leżącą 
przed nim. 
- Chcesz ciastko?- zapytał. 
Potrząsnęła głową i spojrzała na niego, a on westchnął znowu. 
- Musisz zrozumieć, że Twoi rodzice byli bardzo młodzi. Idealistyczni. 

background image

Elena miała dziwne wrażenie, że dowie się czegoś głęboko nieprzyjemnego. 
- Mów dalej- powiedziała. 
Zamiast kontynuować, James składał swoją serwetkę na coraz mniejsze, i 
mniejsze kawałki, 
aż Elena odchrząknęła. Potem zaczął ponownie. 
- Strażnik powiedział nam, że istnieje potrzeba stworzenia nowego rodzaju 
Strażnika. Kogoś, 
kto byłby śmiertelny, na Ziemi, i kto posiadałby specjalne moce, które są 
niezbędne do 
zachowania równowagi pomiędzy dobrem i złem sił nadprzyrodzonych na 
Ziemi. W trakcie 
tej wizyty, Elizabeth i Thomas, którzy byli młodzi i błyskotliwi i dobrzy i głęboko 
zakochani, 
a którzy mieli jasną przyszłość przed sobą, zostali wybrani jako rodzice tego 

ś

miertelnego 

Strażnika. 
Pozwolił serwetce rozłożyć się w swojej ręce i spojrzał na Elena wymownie. 
Zajęło jej chwilę, zanim to do niej dotarło. 
- Ja? Żartujesz. Nie jestem…- zamknęła usta- Mam dość problemów- 
powiedziała stanowczo. 
Zatrzymała się jakby dotarło do niej coś jeszcze, co powiedział. 
- Czekaj, dlaczego uważasz, że moi rodzice byli naiwni?- zapytała ostro- Co 
oni zrobili? 
James wypił łyk herbaty. 
- Szczerze mówiąc, myślę, że potrzebuję trochę czegoś, zanim będę 
kontynuowałpowiedział- 
Zachowywałem ten sekret przez długi czas i nadal mam Ci do opowiedzenia 
tą 
najgorszą część. 
Wstał, i pogrzebał dookoła w jednej z szafek, wyciągając w końcu małą 
pełną butelkę 
bursztynowego płynu. Pokazał go Elenie pytająco, ale ona potrząsnęła 
głową. Była prawie 
pewna, że musi mieć jasny umysł do końca tej rozmowy. Nalał obfitą ilość do 
własnego 
kubka. 
- Więc- powiedział, siadając ponownie. 
Elena mogła powiedzieć, że nadal był niespokojny, ale też, że zaczyna 
cieszyć się, 
opowiadając historię. Był naturalnym gawędziarzem- sposób w jaki wykładał 
historię był 

background image

gawędzeniem na temat przeszłości- a ten temat był mu nawet bardziej 
znany, ponieważ 
opowieść była o rodzicach Eleny, ludziach, których oboje znali. 
- Thomas i Elizabeth byli oboje niesamowicie zaszczyceni, oczywiście. 
- I…- zachęcała go Elena. 
James splótł palce na brzuchu, obserwując ją. 
- Zgodzili się na to, że kiedy dziecko będzie miało dwanaście lat, oddadzą je. 
Strażnicy mieli 
je zabrać, a oni mieli już nigdy więcej nie zobaczyć dziecka. 
Elenie nagle zrobiło się bardzo zimno. Jej rodzice mieli zamiar ją oddać? 
Czuła, jakby 
wszystkie jej wspomnienia z dzieciństwa zostały zniszczone. 
W jednej chwili James był u jej boku. 
- Oddychaj- powiedział łagodnie. 
Sapiąc, Elena zamknęła oczy i skoncentrowała się na wdychaniu i 
wydychaniu głęboko 
powietrza. To, że jej rodzice, ukochani rodzice, mieli ją za pewnego rodzaju 
tymczasowy 
projekt, było katastrofalne. Nigdy nie wątpiła w ich miłość, aż do teraz. 
Musiała znać całą 
prawdę. 
- Mów dalej. 
- Szczerze mówiąc, to był koniec mojej przyjaźni z Twoimi rodzicami i koniec 
mojego 
zaangażowania w Vitale- powiedział James, biorąc kolejnego drinka z whisky 
rozcieńczoną 
herbatą.- Nie mogłem uwierzyć, że nikt inny w Towarzystwie nie widział 
problemu 
w wychowaniu dziecka do momentu dojrzewania, a następnie w oddaniu go 
na zawsze i nie 
mogłem uwierzyć, że Twoi rodzice- którzy, jak wiedziałem, byli kochającymi, 
inteligentnymi 
ludźmi- zgodzi się na taki plan. Skończyliśmy studia i poszliśmy własnymi 

ś

cieżkami i nie 

słyszałem o Twoich rodzicach przez ponad dwanaście lat. 
- Słyszałeś o nich potem?- Elena zapytała cicho. 
- Twój ojciec zadzwonił do mnie. Strażnicy skontaktowali się z nimi, gotowi Cię 
zabrać. Ale 
Thomas i Elizabeth nie chcieli pozwolić Ci odejść- James uśmiechnął się 
smutno- Oni kochali 

background image

Cię zbyt mocno. Nie sądzili, że jesteś gotowa opuścić dom- byłaś tylko 
dzieckiem. Zdali 
sobie sprawę, że zgodzili się zbyt pochopnie na plan Strażników, nie wiedzieli 
wtedy, co się z 
ich dzieckiem tak naprawdę stanie i dlatego nie mogli pozwolić swojej córce 
odejść, nie 
mając pewności, że to będzie najlepszą rzeczą dla niej. Więc Thomas poprosił 
mnie o pomoc 
w chronieniu Ciebie. Wiedzieli, że ja parałem się czarami podczas studiów- 
machnął ręką 
skromnie, gdy Elena spojrzała na niego- Tylko mała magia, poradziłem im, 

ż

eby się poddali. 

Ale on i Elizabeth byli zrozpaczeni. Więc zebrałem całą wiedzę, jaką 
posiadałem na ten 
temat, chcąc im pomóc. 
Przerwał, a jego twarz zrobiła się przygnębiona. 
- Niestety, było za późno. Kilka dni po naszej rozmowie, zanim jeszcze 
wyruszyłem do 
Fell’s Chuch, Twoi rodzice zginęli w wypadku. Szukałem Cię przez lata, ale 
wyglądało na to, 

ż

e Strażnicy dostali Cię w swoje ręce. A teraz tu jesteś. Nie sądzę, że to zbieg 

okoliczności. 
- Strażnicy zabili moich rodziców- Elena powiedział głucho- Wiedziałem to, 
ale nie 
wiedziałam ... Myślałam, że to wypadek. 
Starała się ogarnąć umysłem tajemnice z jej dzieciństwa. Przynajmniej w 
końcu jej rodzice 
nie byli w stanie oddać jej. Kochali ją, tak jak myślała. 
- Oni mają tendencję do uzyskania tego, czego chcą- powiedział James. 
- Dlaczego nie zabrali mnie wtedy?- zapytała Elena. 
James pokręcił głową. 
- Nie wiem. Ale myślę, że jest powód, dla którego jesteś teraz w Dalcrest, gdzie 
to wszystko 
zaczęło się dla Ciebie i Twoich rodziców. Myślę, że pojawi się tutaj jakieś 
zadanie i Ty 
zdobędziesz swoje moce. 
- Zadanie?- Elena zapytała- Ale ja już kiedyś miałam swoją moc, a Strażnicy 
zabrali mi ją. 
Bezlitośnie pozbawili ją skrzydeł i wszystkich jej zdolności. Czy oni je jej zwrócą, 
kiedy 
nadejdzie odpowiedni czas? 

background image

James westchnął i wzruszył bezradnie ramionami. 
- Plany czasem objawiają się w dziwny sposób, nawet te, które są skazane na 
niepowodzenie 
na starcie- powiedział- Być może te zniknięcia są pierwszą ich oznaką. 
Chociaż na pewno 
tego nie wiem. Jak powiedziałem na zajęciach, Dalcrest jest centrum wielu 
zjawisk 
paranormalnych aktywności. Jestem skłonny myśleć, że kiedy zadanie 
zaprezentuje się, 
będziesz wiedzieć. 
- Ale nie jestem ...- Elena przełknęła ślinę- Nie rozumiem, co to wszystko 
znaczy. Po prostu 
chcę być normalną dziewczyną. Myślałam, że teraz mogę. Tutaj. 
James sięgnął przez stół i poklepał jej dłoń, jego oczy były jak głęboka 
studnia sympatii. 
- Jest mi bardzo przykro, moja droga- powiedział- Nie chciałem być tym, który 
Cię tym 
wszystkim obciąży. Ale pomogę Ci, jak tylko będę mógł. Thomas i Elizabeth 
chcieliby tego. 
Elena czuła, że nie może oddychać. Musiała wyjść z tej przytulnej kuchni, z 
dala od 
zgorzkniałych, skoncentrowanych oczu Jamesa. 
- Dziękuję- powiedziała, pośpiesznie odpychając jej krzesło od stołu i wstając- 
Muszę już iść. 
Doceniam, że mi to wszystko opowiedziałeś, ale teraz muszę pomyśleć. 
Krzątał się koło niej całą drogę do frontowych drzwi, wyraźnie niepewny, czy 
powinien 
pozwolić jej odejść, a Elena była prawie gotowa krzyczeć w momencie, kiedy 
dotarła do 
ganku. 
- Dziękuję- powiedziała jeszcze raz- Żegnaj. 
Szła szybko, nie oglądając się za siebie, jej buty stukały na cementowym 
chodniku. Gdy była 
poza zasięgiem domu Jamesa, Damon wyskoczył z cienia, żeby do niej 
dołączyć. Elena 
trzymała głowę wysoko, próbując mruganiem odgonić łzy zgromadzone w jej 
oczach. Na 
razie, chciała tę tajemnicę zatrzymać tylko dla siebie. 

ROZDZIAŁ 37 

background image

Ethan miał Chloe, trzymał ją mocno w ramionach, jak parodię pocałunku 
kochanka. 
Matt jęknął głęboko w gardle i wyrywał się ku niej, ale nie mógł się poruszać, 
nie mógł nawet 
otworzyć ust, aby krzyczeć. 
Duże brązowe oczy Chloe patrzyły na niego, i było w nich można wyczuć 
przerażenie. 
Kiedy Ethan pochylił głowę do jej szyi, Matt trzymał z nią kontakt wzrokowy i 
próbował 
wysłać Chloe pocieszającą wiadomość oczami. 
„Już dobrze, Chloe, pomyślał. Proszę, to nie będzie długo bolało. Bądź silna”. 
Chloe jęknęła, zamarła, jej oczy utkwione w pocieszających oczach Matta 
były jakby jedyną 
rzeczą powstrzymującą ją przed rozpadnięciem się na kawałki. Trzymając 
swój wzrok 
utkwiony w jej oczach, oddychając powoli, Matt starał się emanować 
spokojem, próbował 
uspokoić Chloe, podczas gdy jego umysł pracował gorączkowo. 
Łącznie z Ethanen, było piętnastu Vitale. Wszystkie to wampiry. Pozostali 
członkowie 
obserwowali w ciszy z tyłu ołtarza, pozwalając Ethanowi przewodzić i 
przemieniać rekrutów. 
Ciała czterech rekrutów teraz leżały u stóp Ethana. Pozostaną tam co 
najmniej kilka godzin, 
ich ciała przejdą transformację, po której staną się wampirami. 
Łącznie z Mattem i Chloe, było sześciu rekrutów po lewej. Im dłużej Matt 
będzie pozbawiony 
możliwości walki, tym gorsze będzie miał szanse. Ale co Matt mógł zrobić? 
Gdyby tylko 
mógł przełamać tę przymusową ciszę, gdyby tylko przestał być bezbronnym 
więźniem. 
Spróbował ponownie się poruszyć, tym razem koncentrując wszystkie siły na 
podnoszeniu 
jego prawej ręki. Jego mięśnie były napięte z wysiłku, ale po około trzydziestu 
sekundach 
prób, zrezygnował z obrzydzeniem. Strasznie się zmęczył, a nie poruszył się o 
cal. Cokolwiek 
go trzymało, było silne. Ale jeśli tylko wymyśliłby jakiś sposób, żeby się uwolnić, 
może 
byłby w stanie chwycić pochodnię ze ściany. Pod szatą, w kieszeni spodni, 
czuł ciężar 

background image

swojego scyzoryka. Wampiry płonęłyby. Odcięcie głów by je zabiło. Gdyby 
mógł choć na 
chwilę powstrzymać wampiry, aby wyciągnąć Chloe i jakichś innych 
rekrutów, mógłby 
wydostać się z pokoju, a potem wrócić z posiłkami i walczyć z nimi, mając 
szansę na 
wygraną. 
Ale jeśli nie mógł przełamać tego zaklęcia lub zauroczenia, które trzymało go 
w miejscu, 
każdy plan, który układał, był bezcelowy. 
Ethan uniósł głowę nad szyją Chloe, swoje długie, ostre zęby wyciągając z jej 
gardła i zlizał 
delikatnie ściekającą, czerwoną krew z rany szyi. 
- Wiem, kochanie- mruknął- ale to tylko na chwilę. A potem będziemy żyć 
wiecznie. 
Oczy Chloe zrobiły się szkliste i trzepotały zamknięte, ale ona wciąż 
oddychała, wciąż żyła. 
Była jeszcze dla niej szansa. 
U stóp Ethana, Anna trzęsła się i jęczała. Kiedy Matt patrzył z przerażeniem, jej 
oczy 
otworzyły się, a ona spojrzała na Ethana ze zmieszaniem, ale też z 
uwielbieniem. 
Nie! Pomyślał Matt. Jest zbyt wcześnie! 
Jakby wyłapując jego myśli, Ethan odwrócił się do Matta i mrugnął. 
- Zioła w mieszaninie, którą Wy wszyscy piliście, działają na krzepliwość krwi i 
przyspieszają metabolizm- powiedział, jego głos był taki, jak na co dzień- 
przyjazny, jakby 
podczas rozmowy w kawiarni. 
- Nie byłem pewien, czy to działa, ale wygląda na to, że tak. Sprawia, że 
przejście następuje 
dużo szybciej- jego uśmiech się poszerzył- Jestem głównym biochemikiem, 
wiesz. 
Usta Ethana umazane były krwią, a Matt wzdrygnął się, ale nie mógł 
oderwać wzroku od 
złocistych oczu. 
To jest możliwe, Matt pomyślał po raz pierwszy, że może tego nie przeżyć. 
Jego żołądek 
skurczył się od mdłości. On naprawdę nie chciał stać się wampirem. Jeśli 
nowo przekształceni 
rekruci przebudzali się tak szybko, naprawdę szczupli nie mieli żadnej szansy. 

background image

Nowe wampiry, przypomniał sobie transformację Eleny w zimie, budziły się 
okrutne, 
bezmyślne, głodne i fanatycznie oddane wampirom, które je przemieniły. 
Ethan spuścił głowę, aby ugryźć znowu Chloe w szyję, kiedy Anna wspięła się 
na nogi z 
płynną, nieludzką gracją. Po drugiej stronie ołtarza, Stuart zaczął się trząść, 
jedną długą nogą 
przesuwać niespokojnie po ciemnym drewnie. 
Jego gardło zapłonęło bezdźwięcznym szlochem frustracji, kiedy Matt 
poczuł, że ostatni 
płomień nadziei zaczyna migotać i umierać. Nie było ucieczki. 
Nagle drzwi na drugim końcu pomieszczenia wpadły do środka i wtoczył się 
przez nie Stefan. 
Ethan spojrzał zdziwiony, ale zanim on lub inne wampiry zdążyły się poruszyć, 
Stefan 
przeleciał w poprzek pomieszczenia i wyrwał Chloe z ramion Ethana. Upadła 
płasko przed 
ołtarzem, krew zalewała jej szyję. Matt nie mógł powiedzieć, czy ona jeszcze 
oddycha, 
jeszcze przywiązana do życia ludzkiego, czy też nie. 
Stefan złapał Ethana za jego długą szatę i trzasnął nim o ścianę. Potrząsnął 
kędzierzawym 
wampirem tak łatwo, jak pies może wstrząsnąć szczurem. Przez chwilę 
straszna trwoga, którą 
czuł Matt, zmalała. Stefan wiedział, co się dzieje, Stefan znalazł go. Stefan 
mógł uratować ich 
wszystkich. Teraz, kiedy on zmagał się z Ethanem, pozostali Vitale pędzili w 
kierunku 
Stefana. Ich długie szaty płynęły za nimi, kiedy tak sprawnie biegli wszyscy jak 
jeden. 
Stefan był bez wątpienia o wiele silniejszy, niż którykolwiek z nich. Rzucił na 
czarno odzianą 
kobietą wampirem- tą, która wręczyła mu puchar, pomyślał Matt- z dala od 
sobie z łatwością 
i ona przepłynęła całe pomieszczenie, jakby była szmacianą lalką i 
wylądowała na zmiętej 
stercie przy przeciwnej ścianie. Uśmiechając się zaciekle, Stefan rozerwał 
gardło swoimi 
zębami kolejnej z nich, a ona upadła na ziemię i leżała nieruchomo. 
Ale było ich tak wielu, a Stefan był sam. Po kilku minutach oglądania walki, 
Matt mógł 

background image

zobaczyć, że sytuacja była beznadziejna, a jego serce zamarło. Stefan był 
znacznie starszy 
i znacznie silniejszy, niż jakikolwiek inny wampir w pokoju, ale razem 
przeważają nad nim. 
Szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na drugą stronę, przytłaczając 
Stefana samą ilością 
przeciwników. Ethan uwolnił się od niego, prostując swoje szaty i cztery 
wampiry z Vitale 
współpracując, złapały Stefana za ręce. Anna z błyszczącymi oczami rzuciła 
się na niego 
wściekle. Ethan chwycił pochodnię ze ściany za nim i patrzył na Stefana 
spekulacyjnie, 
z roztargnieniem zlizując krew z wierzchu ręki. 
- Miałeś szansę, Stefan- powiedział, uśmiechając się. 
Stefan przestał walczyć i wisiał bezwładnie między wampirami, trzymającymi 
go za ramiona. 
- Czekaj- powiedział, patrząc na Ethana- Chciałeś, żebym przyłączył się do 
Ciebie. Prosiłeś, 

ż

ebym się przyłączył. Czy nadal mnie chcesz? 

Ethan przechylił głowę w zamyśleniu, jego złote oczy błyszczały. 
- Chcę- powiedział- Ale co możesz mi powiedzieć, żebym Ci uwierzył, że 
chcesz się do nas 
przyłączyć? 
Stefan oblizał wargi. 
- Niech Matt odejdzie. Jeśli pozwolisz mu odejść bezpiecznie, zostanę na jego 
miejscezamilkł- 
Na mój honor. 
- Stoi- Ethan powiedział natychmiast. Śmignął palcami w powietrzu nie 
odrywając wzroku od 
Stefana i Matt zachwiał się nagle, zwolniony z przymusu, który trzymał go w 
miejscu. 
Matt zassał jeden długi oddech i pobiegł prosto do ołtarza i Chloe. Może nie 
było za późno. 
Wciąż mógł ją uratować. 
- Stój- nakazujący głos Ethana przeleciał przez pokój. 
Matt zamarł w miejscu, po raz kolejny nie mogąc się poruszyć. Ethan spojrzał 
na niego. 
- Przestań pomagać. Nie walcz- powiedział chłodno- Odejdź. 
Matt spojrzał błagalnie na Stefana. Z pewnością nie powinien tak po prostu 
odejść, 

background image

pozostawić Chloe i Stefana i innych z wampirami z Vitale. Stefan spojrzał na 
niego, jego 
twarz zesztywniała. 
- Przykro mi Matt- powiedział stanowczo- Jedno, czego nauczyłem się przez 
tyle lat to to, że 
czasem trzeba się poddać. Najlepszą rzeczą, jaką możesz teraz zrobić, to po 
prostu odejść. 
Poradzę sobie. 
A potem, w głowie Matta pojawiły się natrętne wibracje i głos Stefana. 
„Damon, powiedział 
ostro. Weź Damona”. 
Matt przełknął ślinę i kiedy Ethan ponownie po uwolnił, powoli skinął głową, 
starając się 
patrzeć jak pokonany, a jednocześnie sygnalizując Stefanowi oczami, że 
otrzymał jego 
przesłanie. 
Nie mógł patrzeć na innych rekrutów. Bez względu na to, jak bardzo się 
pospieszy, niektórzy 
z nich lub wszyscy umrą, zanim on wróci. Może Stefan będzie w stanie 
uratować niektórych z 
nich. Być może. Być może będzie on w stanie uratować Chloe. Jego serce 
waliło 
z przerażenia, w głowie wirowało ze strachu, Matt pobiegł do wyjścia i po 
pomoc. Nie 
obejrzał się. 

ROZDZIAŁ 38 
Bonnie nie miała kluczy. Wiedziała dokładnie, gdzie one były, ale w niczym jej 
to nie 
pomogło: leżały na stoliku obok jednoosobowego, schludnego, jak zwykle 
łóżka Zandera. 
Przeklęła i kopnęła w drzwi, łzy spływały jej po twarzy. Jak ona teraz się tam 
dostanie, żeby 
zabrać swoje rzeczy? Jakiś facet otworzył drzwi budynku. 
- Jezu, wyluzuj- powiedział, ale Bonnie już biegła po schodach do swojego 
pokoju. 
„Proszę, niech one tu będą, pomyślała, trzymając się poręczy, proszę”. Nie 
miała wątpliwości, 

ż

e Elena i Meredith ją pocieszą, pomogą jej, bez względu na to, co 

powiedziała podczas ich 

background image

kłótni. Pomogą Bonnie zdecydować, co ma dalej robić. Ale mogły gdzieś 
wyjść. A ona nie 
ma pojęcia, gdzie szukać Meredith i Eleny, nie mam pojęcia, gdzie one 
ostatnio spędzają 
wolny czas. 
„Jak mogłam tak odsunąć się od swoich najlepszych przyjaciół?”, Bonnie 
zastanawiała się, 
rozmazując rękami zalane łzami policzki. Dlaczego tak źle je potraktowała? 
Starały się po 
prostu ją chronić. I miały rację co do Zandera, miały całkowitą rację. 
Zasapała się okropnie. 
Kiedy dotarła na szczyt schodów, Bonnie uderzyła pięścią w drzwi, słysząc 
szybkie kroki w 

ś

rodku. Były w pokoju. Dzięki Bogu. 

- Bonnie?- Meredith powiedziała zaskoczona, kiedy otworzyła, a potem- Ach, 
Bonnie- kiedy 
Bonnie rzuciła się szlochając, w ramiona Meredith. 
Meredith przytuliła ją mocno i ostro, i, po raz pierwszy od czasu, kiedy 
odsunęła się od 
Zandera i uciekła schodami przeciwpożarowymi, Bonnie poczuła się 
bezpiecznie. 
- Co się stało, Bonnie? Co się stało?- Elena stała za Meredith, spoglądając na 
nią z 
niepokojem, a część Bonnie zauważyła, że Eleny twarz też była blada, 
zaskoczona i 
zapłakana. 
Bonnie właśnie coś im przerwała, ale teraz nie mogła się na tym skupić. To 
coś z przeszłości 
Eleny. Spostrzegła się w lustrze. Jej włosy jeżyły się wokół jej twarzy w dzikiej 
czerwonej 
chmurze, oczy były szkliste, a jej blada twarz była wysmarowana brudem 
zmieszanym ze 
łzami. 
„ Wyglądam, pomyślała Bonnie, śmiejąc się cicho, pół histerycznie, jakbym 
była ścigana 
przez wilkołaki”. 
- Wilkołaki- jęknęła, kiedy Meredith pociągnęła ją do pokoju- Oni wszyscy są 
wilkołakami. 
- . Co ty- Meredith przerwała- Bonnie, masz na myśli Zandera i jego przyjaciół? 
Bonnie skinęła głową z wściekłością, zagrzebując twarz w ramieniu Meredith. 
Meredith pchnęła ją z powrotem i spojrzała uważnie w jej oczy. 

background image

- Jesteś pewna, Bonnie?- spytała ostrożnie. 
Spojrzała na Elenę i oboje odwróciły się i spojrzały przez okno na niebo. 
-Widziałaś jak się przemieniają? Nie ma jeszcze pełni. 
- Nie- powiedziała Bonnie. 
Próbowała złapać oddech szlochając, łykając powietrze. 
- Zander mi powiedział. A potem - och, Meredith, to było tak przerażające – 
uciekałam i oni 
mnie gonili- wyjaśniła, co się stało na dachu i na trawnikach college’u. 
Meredith i Elena spojrzały na siebie pytająco, a następnie z powrotem na 
Bonnie. 
- Dlaczego Ci powiedział?- zapytała Elena - Chyba nie spodziewał się, że 
pozytywnie 
zareagujesz na tą wiadomość; łatwiej by mu było zachować to dla siebie. 
Bonnie potrząsnęła głową bezradnie. Meredith uniosła ironicznie brwi. 
- Nawet potwory mogą się zakochać- powiedziała- Myślałam, że Ty o tym 
wiesz, Eleno. 
Spojrzała na swoją włócznie, opierającą się o nogi jej łóżka. 
- Teraz wiem, czego szukać, kiedy księżyc będzie w pełni. 
Bonnie spojrzał na nią z przerażeniem. 
- Nie będziesz na nich polować, prawda? 
To było głupie pytanie, wiedziała o tym. Jeśli Zander i jego przyjaciele 
naprawdę stali za 
morderstwami i zaginięciami na terenie kampusu, Meredith będzie na nich 
polowała. To był 
jej obowiązek. Obowiązek ich wszystkich, naprawdę, bo jeśli byli jedynymi, 
którzy znali 
prawdę, byli jedynymi, którzy mogą zapewnić wszystkim bezpieczeństwo. Ale 
Zander, coś w 
niej zawyło z bólu, nie Zander ... 
- Do żadnego z ataków nie doszło podczas pełni- Elena powiedziała w 
zamyśleniu, a 
Meredith i Bonnie równocześnie popatrzyły na nią. 
- To prawda- Meredith zgodziła się, marszcząc brwi, zastanawiając się dalej- 
Nie wiem, jak 
mogłyśmy o tym wcześniej nie pomyśleć. Bonnie- powiedziała- Zastanów się 
dobrze, zanim 
odpowiesz na to pytanie. Spędziłaś dużo czasu z Zanderem i jego 
przyjaciółmi. Czy nie 
zauważyłaś w nich czegoś, co świadczyłoby o tym, że mogą kogoś zranić, 
naprawdę zranić, 
gdy nie są w postaci wilka? 

background image

- Nie!- Bonnie powiedziała automatycznie. Potem zatrzymała się, pomyślała i 
powiedziała, 
wolniej- Nie, nie sądzę. Zander jest naprawdę miły, nie sądzę, żeby mógł 
udawać. Nie cały 
czas. Grają ostro, ale nigdy nie widziałam ich walki z nikim, z wyjątkiem siebie. 
A nawet ze 
sobą, nie walczą na poważnie, tylko coś w rodzaju wygłupów. 
- Wiemy, co masz na myśli- powiedziała Meredith sucho- Widzieliśmy to. 
Elena schowała kosmyk włosów za ucho. 
- Zaginięć nie było podczas pełni księżyca- powiedziała z namysłem- Choć 
myślę, że mogli 
porywać ludzi i trzymać w niewoli, planując zabicie ich, gdy przeobrażą się w 
wilkołaki, ale 
to- mam na myśli, że nie mam zbyt wielkiego doświadczenia z wilkołakami, 
poza Tylerem- to 
nie brzmi zbytnio, jakby było w stylu wilków. Zbyt sterylnie jakoś. 
- Ale ...- Bonnie opadła na swoim łóżku- Myślisz, że nie ma szansy, że Zander i 
jego 
przyjaciele mogą być zabójcami? Więc kim są zabójcy?. 
Czuła się zagubiona. Meredith i Elena wymieniły ponure spojrzenie. 
- Nie uwierzysz, w niektóre rzeczy, które dzieją się w tym kampusie- 
powiedziała Elena- 
Uświadomimy Cię. 
Bonnie potarła twarz dłońmi. 
- Zander powiedział mi, że jest dobrym wilkołakiem- powiedziała- Że nie 
skrzywdziłby ludzi, 
czy to możliwe? Czy istnieje jeszcze coś takiego, jak dobry wilkołak? 
Meredith i Elena usiadły obok niej, z każdej strony, i objęły ją ramionami. 
- Może?- powiedziała Elena- Naprawdę mam nadzieję, że tak, Bonnie. Dla 
Twojego dobra. 
Bonnie westchnęła i przytuliła się bardziej do nich, opierając głowę na 
ramieniu Meredith. 
- Muszę to wszystko przemyśleć- powiedziała- Przynajmniej nie jestem sama. 
Tak się cieszę, 

ż

e mam Was. Przykro mi, że się kłóciłyśmy. 

Elena i Meredith jednocześnie przytuliły ją mocniej. 
- Zawsze będziesz nas miała- obiecała Elena. 
Rozległo się dzikie walenie w drzwi. 
Elena spojrzała na Bonnie, która widocznie spięta, siedziała na swoim łóżku, 
trzymając ręce 

background image

na twarzy, a następnie na Meredith, która skinęła do niej mocno głową i 
skoczyła na równe 
nogi, sięgając po swoją włócznię. Było jasne dla nich obu, że jeśli Zander 
chciał porozmawiać 
z Bonnie, wiedział dokładnie, gdzie mieszkała. Elena rzuciła się otworzyć 
drzwi, a do środka 
wpadł Matt. Miał na sobie długi, czarny płaszcz z kapturem, a jego oczy były 
szalone, kiedy 
jęknął sapiąc. 
- Matt?- powiedziała ze zdziwieniem i spojrzał na Meredith, która lekko 
wzruszyła ramionami 
i opuściła swoją włócznię. 
- Co się stało? I co masz na sobie? 
Chwycił Elenę za ramiona, zbyt mocno ją ściskając. 
- Stefan jest w niebezpieczeństwie- powiedział, a ona zamarła- Towarzystwo 
Vitale- oni są 
wampirami. Stefan uratował mnie, ale nie może walczyć z nimi wszystkimi. 
Szybko wyjaśnił, co się stało w tajemnej komnacie pod biblioteką, jak Stefan 
przyszedł go 
uratować, a potem wysłał go po pomoc. 
- Nie mamy dużo czasu- zakończył- Oni zabijają- zmieniają wszystkich rekrutów 
w wampiry. 
Ja nawet nie wiem, co Ethan zaplanował dla Stefana. Musimy wrócić. I 
potrzebujemy 
Damona. 
Meredith podniosła ponownie swoją włócznię i, z ponurą twarzą, wyjęła torbę 
z bronią ze 
swojej szafy. 
Bonnie też już była na nogach, z zaciśniętymi pięściami, ze zdecydowanym 
wyrazem twarzy. 
- Zadzwonię do Damona- powiedziała Elena, podnosząc swój telefon. 
Damon zostawił ją w jej akademiku po powrocie z domu Jamesa, ale był 
chyba jeszcze w 
pobliżu. 
Stefan w niebezpieczeństwie. Jeśli ... jeśli coś mu się stało, gdyby coś się stało, 
kiedy nie byli 
już razem, gdy wciąż cierpiał i to była jej wina, Elena nigdy sobie tego nie 
wybaczy. Ona nie 
zasługuje na przebaczenie. Wina była, jak nóż wbity w brzuch. Jak mogła tak 
zranić Stefana? 

background image

Pociąga ją Damon, jasne, nawet go kocha, ale ona nigdy nie miała żadnych 
wątpliwości, 

ż

e Stefan był jej prawdziwą miłością. A ona złamała mu serce. Nic nie zrobiła, 

ż

eby 

oszczędzić Stefana. Umarłaby dla niego, gdyby musiała. 
I kiedy słuchała sygnału na drugim końcu linii i czekała, aż Damon odbierze, 
zdała sobie 
sprawę, że nie ma wątpliwości, że Damon także zrobi wszystko, żeby 
uratować Stefana. 

ROZDZIAŁ 39 
Stefan nie miał żadnego planu, kiedy zgodził się pozostać w miejsce Matta. 
On po prostu 
wiedział, że musi uratować Matta, a teraz miał nadzieję, że Damon przyjdzie 
do niego. 
Nadgarstki Stefana bolały tępo, pulsując natarczywie, że prawie niemożliwe 
było 
zignorowanie tego bólu. Spróbował jeszcze raz mocniej pociągnąć linę, którą 
przywiązali go 
do krzesła, obracać dłonie od lewej do prawej, starając się poluzować więzy, 
ale bez skutku. 
Nie mógł ich przesunąć. 
Obejrzał się dookoła oszołomiony. Pomieszczenie znów wyglądało spokojnie i 
tajemniczo, 
jak to było, zanim wywarzył drzwi. Dobre miejsce dla tajnego stowarzyszenia. 
Pochodnie 
jarzyły, kwiaty były porozmieszczane wokół prowizorycznego ołtarza. Vitale 
mieli czas, żeby 
posprzątać po związaniu go i zabijaniu rekrutów. 
Liny były skrzyżowane na piersiach i brzuchu, owinięte wokół jego pleców, 
jego kostek 
i kolan, były przywiązane do nóg krzesła, a łokcie i nadgarstki do poręczy 
krzesła. Był dobrze 
związany, ale to te więzy wokół nadgarstków, bolały najbardziej, bo dotykały 
gołej skóry. 
I paliły. 
- Są nasączone werbeną, więc będziesz zbyt slaby, żeby się uwolnić, ale 
obawiam się, to musi 
trochę piec- Ethan powiedział miło, jakby objaśniając ciekawy element 
architektury sekretnej 

background image

komnaty swojemu gościowi- Widzisz, może jestem w tym nowy, ale znam 
wszystkie 
sztuczki. 
Stefan oparł głowę na oparciu fotela i spojrzał na Ethana z gorącą 
niechęcią. 
- Nie wszystkie sztuczki, podejrzewam. 
Ethan był zarozumiały, ale Stefan był pewien, że nie był wampirem zbyt 
długo. Gdyby Ethan 
był wciąż człowiekiem, gdyby nigdy nie stał się wampirem, Stefan wiedział, że 
mógł 
wyglądać w większym albo mniejszym stopniu tak samo, jak on teraz. 
Ethan przykucnął przed krzesłem Stefana, patrząc w jego twarz, 
przywdziewając ten sam 
ciepły, przyjazny uśmiech, jak wtedy, kiedy próbował przekonać Stefana, 

ż

eby do nich 

dołączył. Wyglądał, jak przyjemny facet, ktoś, przy kim można się zrelaksować 
i komu 
można zaufać i Stefan spojrzał na niego. Uśmiech był fałszywy. Ethan był 
zabójcą, którego 
maska była mniej oczywista, niż tych innych wampirów z Vitale i to wszystko. 
- Chyba masz rację- Ethan powiedział w zamyśleniu- Wyobrażam sobie te 
wszystkie rodzaje 
sztuczek, które poznałeś przez… ponad pięćset lat? Sztuczki, których jeszcze 
nie znam. 
Możesz być mi w tym bardzo pomocny, jeśli zdecydujesz się do nas dołączyć 
po wszystkim. 
Jest wiele rzeczy, których możesz nas nauczyć o sprawach, dotyczących 
wampirów- błysnął 
znowu tym atrakcyjnym uśmiechem- Zawsze byłem dobrym uczniem. 
„Sprawy dotyczące wampirów”. 
- Czego chcesz ode mnie, Ethan?- Stefan zapytał ze znużeniem. 
To była długa noc, długich kilka tygodni, a liny nasączone werbeną raniły 
jego ręce, 
zaciemniały myśli. 
Ethan wiedział, ile ma lat. Ethan wiedział, co mu zaoferować, kiedy po raz 
pierwszy mówił 
o Vitale. To nie był zbieg okoliczności, że był teraz w tym pomieszczeniu, a 
poza tym; Ethan 
nie szukał byle wampira. 
- Jakie masz plany?- zapytał Stefan. 
Uśmiech Ethana poszerzył się. 

background image

- Buduję niepokonaną armię wampirów, oczywiście- powiedział radośnie- 
Wiem, że to brzmi 
trochę śmiesznie, ale to wszystko kwestia władzy- oblizał nerwowo usta, 
pokazując błysk 
cienkiego różowego języka- Widzisz, kiedyś po prostu byłem jednym ze 
zwykłych, małych 
ludzi. Byłem, jak wszyscy inni w kampusie. Moim największym osiągnięciem 
były dobre 
stopnie na egzaminach, albo fakt, że przewodziłem jakiemuś sekretnemu 
klubowi 
uniwersyteckiemu. Nie uwierzysz, jak słabe było kiedyś Towarzystwo Vitale. 
Tylko biała 
magia i uwielbienie natury. 
Zrobił zrezygnowany grymas, który mówił: „Widzisz, jaki głupi byłem. Mówię Ci 
coś 

ż

enującego o sobie, więc mi zaufaj”. 

- Ale potem zacząłem się zastanawiać, jak zdobyć prawdziwą władzę. 
Jedna z postaci odzianych na czarno stanęła za Ethanem, a on podniósł 
palec na Stefana. 
- Poczekaj chwilkę, dobrze? 
Wstał i odwrócił się, aby porozmawiać ze swoim zastępcą. 
Po związaniu Stefana, Etan wrócił do opróżniania z krwi rekrutów, jednego po 
drugim, 
upuszczając ciała, jak tylko z nimi kończył. Wszyscy oni przeszli już przemianę i 
byli z 
powrotem na nogach. Wydawali się być drażliwi i zdezorientowani, warczeli, 
kąsali się 
nawzajem i patrzyli na Ethana z nieukrywanym uwielbieniem. Typowe nowe 
wampiry. Stefan 
spojrzał na nich nieufnie. Dopóki nie pożywią się porządnie, będą unosić się 
na krawędzi 
szaleństwa i wtedy łatwo byłoby Etanowi utracić nad nimi kontrolę. Wtedy 
one będą jeszcze 
bardziej niebezpieczne. 
- Rekruci muszą jeść- powiedział spokojnie Ethan kobiecie stojącej za nim- 
Pięcioro z Was 
musi wziąć ich i nauczyć, jak się poluje. Zorganizuj łowiecką imprezę i wybierz 
kogo chcesz, 

ż

eby z Tobą poszedł. Reszta pozostanie tutaj i pomoże strzec naszego gościa. 

Stefan patrzył, jak Vitale posortowali samych siebie. Ośmioro wyznawców 
Ethana pozostało, 

background image

rozstawiając się po wszystkich stronach pomieszczenia. Stefanowi udało się 
zabić jedno 
z nich w czasie walki, rozrywając gardło, ale ciało zostało gdzieś sprzątnięte. 
Stefan wydał z siebie lekki mimowolny jęk. Trudno było mu myśleć- był 
strasznie zmęczony 
i werbena zaczęła go ranić wszędzie, nie tylko na nadgarstkach, ale 
wszędzie, gdzie lina 
dotykała jego ubrań. 
„Damon, proszę przyjdź szybko. Proszę, Damon”, pomyślał. 
- Wypuszczasz dziewięć nowo stworzonych wampirów do kampusu?- spytał 
Ethana, 
odciągając swój umysł od tematu rąk- Ethan, oni zabiją ludzi. Ludzi, którzy być 
może są 
Twoimi przyjaciółmi. Zwrócisz na siebie uwagę. Już nadzorują cały kampus. 
Proszę, zabierz 
je do lasu na polowanie na zwierzęta. Mogą żyć na krwi zwierzęcej. 
Usłyszał błaganie zawarte w jego własnym głosie, a Ethan tylko uśmiechnął 
się bezmyślnie 
do niego, jak do dziecka, które go prosi o zabranie go do Disneylandu. 
- Daj spokój, Ethan, jeszcze nie tak dawno temu sam byłeś człowiekiem. 
Chyba nie chcesz 
stać z boku i mieć zamordowanych studentów na sumieniu. 
Ethan wzruszył ramionami, klepiąc Stefana lekko po ramieniu, zaczął się 
przechadzać, jakby 
naradzając się ze swoim poplecznikiem. 
- Oni muszą być silni, Stefan. Chcę, żeby byli w najlepszej formie podczas 
następnej 
równonocy. I my zabiliśmy już mnóstwo niewinnych studentów- powiedział 
przez ramię. 
- Równonoc? Ethan!- Stefan krzyknął za nim z frustracją. 
Spojrzał nerwowo na drzwi, przez które rekruci i ich eskorta wychodzili. 
Zajęłoby im trochę 
czasu, aby wybrać ofiary. Nie tak wielu studentów chodziło po terenie 
kampusu samotnie w 
nocy ostatnimi czasy. Gdyby mógł się uwolnić, jeśli Damon przyszedłby teraz i 
uwolnił go, 
mogliby nadal powstrzymać rzeź. Jeśli wszystkie te zupełnie nowe wampiry 
zostały 
wypuszczone do kampusu, będzie masakra. 
Ethan nie mógł zmienić wszystkich Vitale na raz, uświadomił sobie. Liczba 
morderstw, 

background image

których dokonaliby nowo stworzeni jako grupa, byłaby niemożliwa do 
ukrycia, tak, jak kilka 
zaginięć. To musi być pierwsza masowa inicjacja. 
A kto przemienił Ethana?, zastanawiał się, czy jest tam gdzieś w kampusie 
starszy wampir? 
„Damon, gdzie jesteś?”. 
Nie miał wątpliwości, że Damon przyjdzie, jeśli tylko będzie mógł. Mimo tego, 

ż

e poróżniła 

ich Elena, wszystko się zmieniło na tyle między nim a Damonem, że wiedział, 

ż

e może liczyć 

na brata, że będzie go ratował. Ocalił go przedtem, po wszystkim, kiedy 
walczyli z Katherine, 
kiedy walczyli z Klausem. Ich braterstwo opierało się teraz na solidnej skale, to 
coś, czego 
rok temu jeszcze nie było, ani setki lat wcześniej. 
Zamknął oczy i usłyszał własny suchy, bolesny chichot. Wydawało się, że to 
był odpowiedni 
moment na rozpatrywanie rewelacje o swoich sprawach rodzinnych. 
- Tak- Ethan powiedział gawędząc, wracając na swoje miejsce i wyciągając 
krzesłorozmawialiśmy 
o równonocy. 
- Tak- Stefan powiedział, próbując ukryć kwaśny ton. 
On nie miał zamiaru pozwolić Ethanowi zobaczyć, jak tęsknie wpatruje się w 
drzwi, 
wyczekując. Musiał zachować chłód, bo Damon powinien być elementem 
zaskoczenia z jego 
strony. Powinien pozwolić Ethanowi mówić, starać się go rozproszyć w 
przypadku, gdyby 
Damon wszedł, więc przybrał wyraz zainteresowania na swojej twarzy i 
spojrzał na Ethana 
uważnie. 
- W czasie równonocy, kiedy dzień i noc są doskonale symetryczne, linia 
między życiem a 

ś

miercią jest najbardziej słaba i przepuszczalna. Jest to czas, kiedy duchy 

mogą przejść 
pomiędzy światami- Ethan rozpoczął dramatycznie, przesuwając jedną rękę z 
szerokim 
rozmachem. 
Stefan westchnął. 
- Wiem o tym Ethan- powiedział niecierpliwie- Po prostu przejdź do rzeczy. 
Mógł Ethana rozpraszać, ale na pewno nie miał zamiaru karmić jego ego. 

background image

Ethan opuścił rękę. 
- "Pamiętasz Klausa, prawda?- zapytał- Twórcę Twojego rodu? Wskrzesimy go. 
Wraz z nim 
na czele naszych szeregów, będziemy niezwyciężeni. 
Przez moment wszystko działo się, jakby w zwolnionym tempie, jak gdyby 
wolno bijące 
serce Stefana w końcu się zatrzymało. Potem wciągnął oddech. Czuł, jak 
gdyby Ethan uderzył 
go w twarz. Nie mógł mówić przez chwilę. 
Kiedy już odzyskał głos, wydyszał: 
- Klaus? Klaus wampir, który ... -nie mógł nawet skończyć zdania. 
Jego umysł był pełen Klausa: najstarszy, oryginalny wampir, szalony człowiek. 
Wampir, 
który miał kontrolę nad piorunami, który przechwalał się, że nie był 
przemieniony, że po 
prostu był. W swoich najstarszych wspomnieniach, Klaus, jak powiedział 
Stefanowi, niósł 
siekierę z brązu, był barbarzyńcą przy bramie, wśród tych, którzy zniszczyli 
Imperium 
Rzymskie. Twierdził, że zaczął rasę wampirów. Klaus trzymał duszę Eleny jako 
zakładnika i 
torturował niewinną Vickie Bennett na śmierć, dla zabawy. Obrócił Katherine, 
najpierw w 
wampira, a następnie w okrutną lalkę zamiast osoby, zmienił ją tak, że była 
złośliwa 
i bezmyślna, chętna tylko dręczyć tych, których kiedyś kochała. 
Stefan, Damon i Elena zabili go w końcu, ale to było prawie niemożliwe, 
byłoby niemożliwe 
bez Batalionu Duchów, duchów niespokojnych z wojny secesyjnej, 
związanych z krwią, 
zalewającą pola bitew w Fell’s Church. 
- Klaus, który stworzył wampira, który Ciebie stworzył- powiedział Ethan 
wesoło- To był 
jeden z jego potomków, których znalazłem w Europie tego lata, podczas 
mojej podróży za 
granicę. Przekonałem ją do przemienienia mnie w wampira. Nauczyła mnie 
także kilku 
sztuczek, jak na przykład tego, jak korzystać z werbeny i jak lapis lazuli może 
chronić nas 
przed słońcem. Włożyłem lapis lazuli w odznaki, które nosimy teraz, więc 
wszyscy 

background image

członkowie mają go na sobie przez cały czas. Była bardzo pomocna, ten 
wampir, który 
zmienił mnie. I powiedziała mi, wszystko o Klausie- znów uśmiechnął się 
serdecznie do 
Stefana- Widzisz, powinieneś mnie lubić, Stefana. Jesteśmy praktycznie 
kuzynami. 
Stefan zamknął oczy na chwilę. 
- Klaus był szalony- starał się wyjaśnić- On nie będzie z Tobą pracować, on 
Cię zniszczy. 
Ethan westchnął. 
- Naprawdę uważam, że mogę się z nim dogadać- powiedział- Jestem 
bardzo przekonujący. I 
zaoferuję mu żołnierzy. Słyszałem, że lubi wojnę. Nie ma powodu, żeby nas 
odrzucił, chcemy 
dać mu wszystko, czego chce. 
Zatrzymał się i spojrzał na Stefana, wciąż uśmiechnięty, ale teraz można było 
zauważyć 
w tym szerokim uśmiechu, który nie podobał się Stefanowi, fałszywą 
niewinność. 
O cokolwiek Ethan zamierzał poprosić teraz Stefana, znał już odpowiedź. 
- Czy to oznacza, że nie jesteś zainteresowany dołączeniem do naszego 
wojska, kuzynie?- 
zapytał z udawanym zaskoczeniem. 
Zaciskając zęby, Stefan znowu napiął się, ale liny ani drgnęły. Spojrzał w górę 
na Ethana. 
- Nie chcę Ci pomagać- powiedział- Nigdy. 
Ethan podszedł bliżej, pochylił się aż jego twarz znalazła się na poziomie 
twarzy Stefana. 
- Ale pomożesz- powiedział lekko, ze śladami samozadowolenia w oczach- 
czy tego chcesz, 
czy nie. Widzisz, wszystko, czego potrzebuję, żeby przywrócić Klausa, to krew- 
przeciągnął 
rękami po swoich lokach, potrząsając głową- Zawsze chodzi o krew w tego 
typu sprawach, 
zauważyłeś?- dodał. 
- Krew?- zapytał Stefan niespokojnie. 
Młode wampiry nigdy nie były przy zdrowych zmysłach, jego zdaniem- 
początkowy 
przypływ nowych zmysłów i mocy do dziś wszystkich zaskakują. Zaczynał 
myśleć jednak, że 

background image

stan psychiczny Ethana nie był wcześniej tak bardzo widoczny. Czy ten, kto 
przemienił 
Ethana w wampira, miał o tym pojęcie? 
- A konkretnie, krew jego potomków- Ethan pokiwał głową z zadowoleniem- 
Dlatego byłem 
tak zachwycony, że jesteś tu na terenie kampusu. Zainteresowałem się 
tropieniem potomków 
Klausa tego lata, potem poprosiłem pierwszego, którego spotkałem, żeby 
przemieniła mnie 
w to, czym ona była. Niektórzy z nich dali mi krew z własnej woli, gdy usłyszeli, 
co chciałem 
zrobić. Nie wszyscy potomkowie Klausa są tak niewdzięczni, jak Ty. Potrzebuję 
jeszcze tylko 
trochę, a wtedy będę miał wystarczającą ilość krwi. Twojej oczywiście- jego 
oczy wystrzeliły 
w górę, w kierunku drzwi, które Stefan potajemnie obserwował cały czas, 
czekając na 
Damona- i Twojego brata. Przypuszczam, że on tu będzie lada chwila? 
Serce Stefana runęło, a on popatrzył na drzwi. 

ROZDZIAŁ 40 
Damon poruszał się szybko, a Elena i inni musieli się ścigać, żeby za nim 
nadążyć, kiedy 
zmierzali w kierunku biblioteki. 
- Typowe dla Stefana poświęcenie- mruknął gniewnie- Mógł poprosił o 
pomoc, gdy zdał 
sobie sprawę, że coś się dzieje. 
Zatrzymał się na chwilę, żeby pozwolić innym się dogonić i spojrzał na nich 
wszystkich. 
- Jeśli Stefan nie radzi sobie z kilkoma nowo przemienionymi przez siebie 
wampirami, jest 
mu wstyd- powiedział- Może powinniśmy po prostu zostawić go z tym 
wszystkim. Przetrwają 
najsilniejsi. 
Elena dotknęła lekko jego dłoni i po chwili Damon pośpieszył w stronę 
biblioteki. 
Elena ani przez chwilę nie wierzyła, że mógłby zostawić uwięzionego Stefana. 

Ż

adne z nich 

nie zrobiłoby tego. 
Napięte rysy jego twarzy pokazały, że Damon był całkowicie skupiony na 

background image

niebezpieczeństwie, w jakim był jego brat, na chwilę zapominając o 
rywalizacji. 
- To nie jest zaledwie kilka wampirów- powiedział Matt.- Jest ich dwadzieścia 
pięć. Przykro 
mi, ludzie, że byłem takim kretynem. 
Zamachnął włócznią, którą dała mu Meredith- włócznią Samanthy- z 
determinacją trzymaną 
w jednej ręce. 
- To nie Twoja wina- powiedziała Bonnie- Nie mogłeś wiedzieć, że Twoje 
stowarzyszenieczy 
cokolwiek- jest złe, mogłeś? 
Gdyby ktoś ich teraz zobaczył, jak kroczą przez kampus, Elena była pewna, 

ż

e byłby 

zaniepokojony tym widokiem: ona i Bonnie trzymały duże, ostre noże 
myśliwskie, które dała 
im Meredith, a które teraz wystawały spod ich kurtek. Matt trzymał włócznię, 
a Meredith 
miała własną włócznię w jednym ręku. 
Ale było po północy, a ścieżka była opustoszała. Tylko Damon nie niósł broni, 
on sam był 
bronią. 
Jego ludzka powierzchowność, jakby się podniosła, a jego złe emocje, jakby 
wykute były 
z kamienia, z wyjątkiem wyglądu jego ostrych, białych zębów między 
wargami i pozornie 
bezdenną ciemnością w oczach. 
Kiedy dotarli do zamkniętej biblioteki, Damon nie zatrzymał się, zmuszając 
metalowe drzwi 
z dźwiękiem zgrzytającego metalu do otwarcia się. Elena rozejrzała się 
nerwowo. 
Ostatnią rzeczą, jakiej było im potrzeba było, żeby zobaczyła ich ochrona 
kampusu. 
Ale ścieżki w pobliżu biblioteki były ciemne i puste. Wszyscy zeszli za 
Damonem do 
korytarza w piwnicy, prowadzącego do biur administracji. Wreszcie, zatrzymał 
się przed 
drzwiami Biura Badań, gdzie wcześniej spotkali z Eleną Matta. 
- To jest wejście?- zapytał Matta i, na jego skinienie, sprawnie wyłamał zamek 
w drzwiach- 
Wszyscy zostaniecie tutaj. Tylko Meredith i ja zejdziemy na dół. 
Spojrzał na Meredith. 

background image

- Chcesz zabić kilka wampirów, łowco? Wypełnijmy Twoje przeznaczenie, 
dobrze? 
Meredith świsnęła swoją włócznią w powietrzu, i powolny uśmiech pojawił się 
w kącikach jej ust. 
- Jestem gotowa- powiedziała w końcu. 
- Idę z Wami- powiedziała Elena, starając się zachować spokojny głos- Nie 
będę tu czekać, 
kiedy Stefan jest w niebezpieczeństwie. 
Damon wypuścił powietrze i pomyślała, że zamierza z nią polemizować, ale 
zamiast tego 
westchnął. 
- Dobrze, księżniczko- powiedział, a jego głos złagodniał po raz pierwszy, 
odkąd Matt 
opowiedział im, co się stało ze Stefanem- Ale robisz to, co ja lub Meredith Ci 
powiemy. 
- Nie będę tu czekał- powiedział Matt uparcie- To jest moja wina. 
Damon odwrócił się do niego, jego usta przybrały szyderczy wyraz. 
- Tak, to jest Twoja wina. I powiedziałeś nam, że Ethan może Cię kontrolować. 
Nie chcę, 

ż

ebyś mi wbił nóż w plecy, podczas gdy my będziemy walczyć z Twoim 

wrogiem. 
Matt spuścił głowę, pokonany. 
- Dobrze- powiedział- Idźcie dwa piętra w dół schodami i zobaczycie drzwi do 
pomieszczenia, w którym oni są. 
Damon skinął ostro i pociągnął zapadnię. Meredith podążyła za nim po 
schodach, ale Matt 
złapał Elenę za ramię, kiedy miała udać się za nimi. 
- Proszę- powiedział szybko- Jeżeli którykolwiek z rekrutów nadal wydaje 
zachowywać się 
racjonalnie, nawet, jeśli jest już wampirem, spróbuj go stamtąd zabrać. Może 
uda nam się im 
pomóc. Moja przyjaciółka Chloe ... 
W jego ponurej twarzy, jego jasnoniebieskie oczy były przestraszone. 
- Spróbuję- powiedziała Elena i ścisnęła go za rękę. 
Wymieniła spojrzenie z Bonnie, a potem weszła przez klapę za Meredith. 
Kiedy dotarli do wejścia do komnaty Towarzystwa Vitale, Meredith i Damon 
przylgnęli 
plecami do misternie rzeźbionych drewnianych drzwi. Patrząc na nich, Elena 
mogła po raz 
pierwszy dostrzec między nimi podobieństwo. 
Teraz, kiedy byli w obliczu walki, Meredith i Damon wymienili między sobą 

background image

porozumiewawcze uśmiechy. 
Jeden ... dwa ...odliczał cicho Damon…trzy. Popchnęli razem. Podwójne 
drzwi poleciały do 
wewnątrz, a łańcuchy, którymi były zabezpieczone, bujały się w powietrzu. 
Damon podkradał 
się, nadal uśmiechając się błędnym lśniącym uśmiechem, Metedith 
podniosła zaalarmowana 
swoją włócznię, trzymając ją w gotowości. 
Ciemne postacie rzuciły się na nich, ale Elena spoglądała za nimi, szukając 
Stefana. 
Wtedy jej oczy go znalazły, a całe powietrze z niej uszło. Był ranny. 
Przywiązany mocno do 
krzesła, podniósł bladą twarz, aby ją powitać, swoimi zielonymi jak liść 
udręczonymi oczami. 
Z jego ramienia, ciemnoczerwona krew sączyła się ciągle, gromadząc się na 
podłodze pod 
krzesłem. Elena poszła jak zamroczona. Przemierzając pomieszczenie w 
kierunku Stefana, 
była tylko wpół świadoma jednej z zakapturzonych postaci, która skoczyła na 
nią i Damona 
łapiącego ją w połowie kroku, od niechcenia rozrywając jej szyję i 
pozwalając ciału upaść na 
podłogę. Z roztargnieniem zarejestrowała plaśnięcie o drewno ciała, kiedy 
Meredith 
zaatakowała swoją włócznią jednego z napastników tak, że upadł w 
konwulsjach, 
potraktowany werbeną z włóczni, kiedy jej kolce wpuściły swoją zawartość 
do jego 
krwioobiegu. 
A potem ona przykucała obok Stefana i na chwilę przynajmniej, nic innego 
nie miało 
znaczenia. Trząsł się nieznacznie, było to zaledwie ledwo wyczuwalne drżenie, 
a ona głaskała 
jego rękę, uważając, żeby nie dotykać rany na jego przedramieniu. Poniżej 
liny przebiegały 
czerwone grzbiety, z plamami krwi na ich powierzchni wokół jego 
nadgarstków. 
- Werbena na linach- mruknął- Wszystko ze mną w porządku, po prostu 
pospiesz się. 
A potem: 
- Elena? 

background image

Poza bólem w jego głosie pojawiła się radość. Miała nadzieję, że potrafi 
odczytać w jej 
oczach całą miłość, jaką czuła, kiedy ich oczy się spotkały. 
- Jestem tutaj, Stefan. Tak mi przykro. 
Wzięła nóż, który dała jej Meredith i spojrzała na liny, którymi był związany, 
uważając, 

ż

eby go nie skaleczyć i starając się ich nie zaciskać bardziej. Skrzywił się z 

bólu, a następnie 
liny wokół jego nadgarstków pękły. 
- Twoje biedne ramię- powiedziała i szukała w swoich kieszeniach czegoś do 
zatamowania 
krwi, w końcu, po prostu ściągnęła kurtkę i położyła ją na rozcięciach. Stefan 
wziął kurtkę od 
niej. 
- Będziesz musiała przeciąć resztę lin- powiedział spiętym głosem- Ne mogę 
ich dotknąć 
z powodu werbeny. 
Skinęła głową i zabrała się za liny, krępujące jego nogi. 
- Kocham Cię- powiedziała mu, koncentrując się na swojej pracy, nie patrząc 
w górę- 
Kocham cię tak bardzo. Ja Cię zraniłam, a nigdy tego nie chciałam. Nigdy, 
Stefan. Proszę, 
uwierz mi. 
Skończyła przecinanie lin wokół kolan i kostek i przypadkiem spojrzała w górę 
na twarz 
Stefana. Łzy, zdała sobie sprawę, spływały po jej twarzy i ona je otarła. 
Odgłos kolejnego ciała, uderzającego o podłogę i pisk wściekłości dał się 
słyszeć zza nich. 
Ale Stefan utrzymał wzrok Eleny niezachwiany. 
- Eleno, ja ...- westchnął- Kocham Cię bardziej, niż cokolwiek na świecie- 
powiedział- Wiesz 
o tym. Bezwarunkowo. 
Wzięła długi, drżący oddech i wytarła ponownie łzy. Musiała być w stanie 
widzieć, musiała 
powstrzymać ręce od trzęsienia się. Liny wokół jego torsu były zapętlone i 
skręcone. 
Pociągnęła za nie, żeby znaleźć miejsce, gdzie będzie mogła bezpiecznie 
ciąć, a Stefan syknął 
z bólu. 
- Przepraszam, przepraszam- powiedziała pośpiesznie i zaczęła ciąć linę, tak 
szybko, jak tylko 

background image

się na to odważyła. 
- Stefan- zaczęła znowu- pocałunek z Damonem- cóż, nie mogę kłamać i 
mówić, że nie czuję 
nic do niego, ale tamten pocałunek nie był czymś,, co planowałam. I nawet 
nie chciałam być 
z nim tamtej nocy, to po prostu się stało. A kiedy nas zobaczyłeś, ten 
pocałunek, to on właśnie 
uratował mi życie ...- połykała słowa i pozwoliła im cichnąć- Nie mam 

ż

adnych prawdziwych 

wymówek, Stefan- powiedziała stanowczo- Ja po prostu chcę, żebyś mi 
wybaczył. Nie sądzę, 

ż

ebym mogła żyć bez Ciebie. 

Ostatnia z lin poluzowała się, a ona zdjęła je z niego, zanim spojrzała w górę, 
przestraszona i 
z nadzieją. Stefan patrzył na nią, jego rzeźbione usta obróciły się w 
półuśmiech. 
- Eleno- powiedział i przyciągnął ją do siebie w krótkim, czułym pocałunku. 
Potem pchnął ją 
do ściany. 
- Trzymaj się z dala od tego, proszę- powiedział i pokuśtykał w kierunku walki, 
nadal 
osłabiony przez werbenę, ale dotarł do Meredith, odciągając od niej 
wampira i zatapiając 
swoje kły w jego szyi. Nie, żeby potrzebowała jego pomocy. Meredith był 
niesamowita. 
Kiedy stała się tak dobra? Elena widziała jej walki przedtem, oczywiście, i ona 
była silna i 
szybka, ale teraz wysoka dziewczyna była tak pełna wdzięku, jak tancerz, jak i 

ś

miertelnie 

niebezpieczna, jako zabójca. Walczyła z trzema wampirami, które okrążyły ją 
ze złością. 
Obracając się i kopiąc, poruszając się prawie tak szybko, jak potwory, z 
którymi walczyła, 
mimo, że ich prędkość była nadprzyrodzona, kopnęła z rozbiegu jednego z 
wampirów 
w nogę, wystosowując mu gładko kolejny cios w twarz, aż wampir oślepiony 
zatoczył się do 
tyłu z rękami w górze. 
Dookoła na podłodze leżały ciała, dowód umiejętności Meredith i okrutnej 
wściekłości 

background image

Damona. Elena zobaczyła , jak Stefan wyrzucił wysuszone ciało wampira, z 
którym walczył. 
Tylko Ethan i trzy wampiry otaczające Meredith, trzymały się na nogach. 
Damon dogonił Ethana, cofającego się nerwowo, kiedy Damon podkradł się 
do niego, 
wymierzając mu ostre, szczodre ciosy. 
- ... mój brat- usłyszała mruczenie Damona- Bezczelne szczenię. Myślisz, że 
wiesz wszystko, 
dziecko, myślisz, że masz władzę? 
Nagłym, gwałtownym ruchem, złapał za rękę Ethana i szarpnął. Elena 
usłyszała trzask kości. 
Stefan minął Elenę, zmierzając ponownie ku Meredith i zatrzymał się na 
chwilę. 
- Etan zastawiał pułapkę na Damona- powiedział jej sucho- Nie wiem, 
dlaczego się 
martwiłem. Oczywiście, nie wiedział, z kim ma do czynienia. 
Elena przytaknęła znowu tłumiąc uśmiech. Pomysł, że jakiś nowo 
przemieniony wampir 
będzie lepszy od Damona, z całym jego doświadczeniem i sprytem, wydawał 
się 
niedorzeczny. 
Nagle przebieg bitwy się odwrócił. Jeden z wampirów, z którym walczyła 
Meredith, uniknął 
jej ciosu i pochylony rzucił się na nią, wykopując szczupłą dziewczynę w 
powietrze. To była 
niekończąca się chwila, w której Meredith wyglądała, jakby leciała, z 
ramionami rozłożonymi 
na boki, a potem trzasnęła głową w ciężki, udający ołtarz stół z przodu sali. 
Stół zachwiał się 
i przewrócił z ciężkim łoskotem. Meredith leżała nieruchomo, z zamkniętymi 
oczami, 
nieprzytomna. Elena podbiegła do niej i uklękła, kładąc jej głowę na swoich 
kolanach. Trzy 
wampiry, z którymi walczyła Meredith, były trudniejsze do pokonania. Jeden z 
nich miał 
zalaną krwią twarz, inny kulał, a ostatni zginał się, jakby był ranny wewnątrz, 
ale wciąż mógł 
poruszać się szybko. W jednej chwili otoczyły Stefana. 
Ponieważ Damon warknął i odwrócił się, przenosząc się w kierunku brata, 
Ethan wypatrzył 

background image

w tym swoją szansę i rzucił się na Damona. Szybciej, niż oko Eleny mogło 
dojrzeć, jego zęby 
wyżłobiły gardło Damona, jasna krew trysnęła w górę. Miał nóż w jednej ręce 
i w tym samym 
czasie kiedy go uderzył, próbował dźgnąć Damona. Z okrzykiem bólu i szoku, 
Damon 
chwycił Ethana, próbując nim rzucić. Elena wzięła nóż i ruszyła w ich kierunku. 
Ale dwa 
z pozostałych wampirów były przy Damonie w ułamku sekundy, wykręcając 
jego ręce do 
tyłu. Jeden złapał ręką ciemne, jak noc włosy Damona, szarpiąc do tyłu 
głowę starszego 
wampira, wystawiając jego gardło do zębów Ethana. Damon zachwiał się do 
tyłu i na chwilę 
złapał spojrzenie Eleny, jego twarz była miękka z przerażenia. Przerażona 
Elena chwyciła 
z tyłu jednego z wampirów, a ten rzucił ją na podłogę, nawet na nią nie 
patrząc. Stefan, 
w międzyczasie, został zatrzymany w walce z innym wampirem, 
zdesperowany, aby dostać 
się do swojego brata. Damon był lepszym i bardziej doświadczonym 
wojownikiem, niż 
którykolwiek z atakujących go wampirów. Ale jeśli wykorzystają swoją 
chwilową przewagę, 
wykorzystają swoją przewagę liczebną, mogą go powalić, zanim odzyska siły. 
Chwyciła mocniej nóż i skoczyła na nogi ponownie, czując w swoim sercu, że 
może nie 
zdążyć go uratować, ale musi spróbować. Nieostre warczenie strzeliło obok 
niej i Stefan, 
uwolniony od swojego przeciwnika, uderzył w Ethana, rzucając go przez 
pokój, wytrącając 
mu nóż. Nie zatrzymując się, zerwał jednego z pozostałych wampirów z 
ramienia Damona i 
skręcił mu kark. W czasie, kiedy ciało upadało na podłogę, Damon zgrabnie 
dobił drugiego. 
Bracia, obaj dysząc, wymienili długie spojrzenie i zdawało się, że prowadzili 
niewypowiedzianą komunikację. Damon wytarł rozmazaną szkarłatną krew 
ze swoich ust 
wierzchem dłoni. 
Nagle jakieś ramię znalazło się wokół gardła Eleny, a nóż wyrwano z jej ręki. 
Była 

background image

podciągana w górę. Coś ostrego było przestawionego do jej szyi. 
- Mogę ją zabić, zanim dostaniecie się tutaj- głos Ethana brzmiał zbyt głośno 
przy jej uchu. 
Elena machnęła ręką do tyłu, starając się złapać go za włosy i twarz, a on 
kopnął zaciekle jej 
nogi, wytrącając ją z równowagi i pociągnął ją bliżej. 
- Mógłbym skręcić jej kark jedną ręką. Mógłbym zasztyletować ją jej własnym 
nożem 
i pozwolić jej się wykrwawić. To byłoby zabawne. 
Trzymał jej nóż, zdała sobie sprawę Elena, przyciskając go do jej gardła. Jego 
druga ręka 
wisiała luźno i była osobliwie wygięta. Damon ją złamał, przypomniała sobie 
Elena. 
Stefan i Damon zamarli, a potem bardzo powoli odwrócili się w kierunku Eleny 
i Ethana, 
z twarzami zamkniętymi i ostrożnymi. Następnie twarz Damona wybuchła 
grymasem 
wściekłości. 
- Pozwól jej odejść- warknął- Zabijemy Cię w chwili, kiedy ona uderzy o ziemię. 
Ethan roześmiał się niezwykle prawdziwym śmiechem, jak na kogoś, kogo 

ż

ycie lub śmierć 

były w rękach przeciwników. 
- Ona wciąż żyje, więc myślę, że to może się udać. Nie planujecie pozwolić mi 
stąd wyjść, 
prawda?- zwrócił się do Stefana prześmiewczym głosem- Wiesz, słyszałem 
wszystko 
o braciach Salvatore od innych potomków Klausa. Mówili, że byliście 
arystokratyczni 
i piękni i strasznie temperamentni. Że Stefan był moralny, a Damon był 
bezlitosny. 
Ale powiedzieli też, że jesteście jednocześnie głupcami z powodu miłości, 
zawsze miłości. To 
Wasz fatalny błąd. Więc tak, myślę, że moje szanse są dużo lepsze, gdy mam 
Waszą 
dziewczynę w mojej mocy. Którego z Was teraz jest dziewczyną? Nie mogę 
stwierdzić. 
Elena wzdrygnęła się. 
- Czekaj chwilę- Stefan wyciągnął ręce w uspokajającym geście- Poczekaj. 
Jeśli zgodzisz się 
nie przywracać Klausa i odejść bezpiecznie Elenie, damy Ci to, czego chcesz. 
Wydostaniesz 

background image

się z miasta i nie przyjdziemy po Ciebie. Będziesz bezpieczny. Jeśli wiesz o nas, 
wiesz, że my 
dotrzymujemy słowa. 
Za nim, Damon przytaknął niechętnie, patrząc Elenie w oczy. Ethan zaśmiał 
się ponownie. 
- Nie sądzę, że masz coś, czego chcę, Stefan- powiedział- Reszta Vitale, w 
tym nasi najnowsi 
wtajemniczeni, powinni być wkrótce z powrotem i myślę, że przechylą szalę 
zwycięstwa na 
moją korzyść- zacisnął rękę wokół szyi Eleny- Zabiliśmy już tylu studentów w 
tym kampusie. 
Na pewno jedna więcej nie zrobi różnicy. 
Damon syknął z wściekłości i ruszył naprzód, ale Ethan zawołał: 
- Zatrzymaj się, albo… 
Nagle szarpnął, a Elena poczuła ostry, piekący ból na jej gardle. Pisnęła 
przerażona 
i chwyciła własną szyję. Ale to było tylko zadrapanie od noża. Ponieważ 
Stefan i Damon stali 
bezradni i wściekli, Ethan poluzował uścisk na gardle. Wydał ohydny, 
bulgoczący dźwięk. 
Elena szarpnęła się, kiedy tylko jego uścisk osłabł. 
Krew tryskała długimi, grubymi strumieniami z tułowia Ethana, a jego usta 
otworzyły się 
w szoku, kiedy chwycił się za swoje ciało i powoli upadł do przodu, a okrągły 
otwór w klatce 
piersiowej wypełniał się krwią. Za nim stała Meredith z potarganymi włosami, 
jej jak zwykle 
chłodnymi, szarymi oczami płonącymi, jak ciemne węgle w jej twarzy. Jej 
włócznia była 
pokryta krwią Ethana. 
- Trafiłam go w serce- powiedziała zaciętym głosem. 
- Dziękuję- Elena mruknęła uprzejmie. 
Czuła się ... naprawdę ... bardzo osobliwie i dopiero poczuła, że zaczyna 
upadać. 
„O nie, myślę, że zemdleję”. 
Mglistym wzrokiem widziała, jak jednocześnie Damon i Stefan pędzą do 
przodu, aby ją 
złapać, a kiedy doszła do siebie chwilę później, leżała w dwóch parach 
ramion. 
- Wszystko w porządku- powiedziała- To było po prostu ... przez sekundę, 
byłam ... 

background image

Czuła, jak jedna para rąk przyciągnęła ją bliżej na chwilę, a następnie 
wypuściła ją, 
przesuwając ją do drugiej osoby. Kiedy spojrzała w górę, Stefan trzymał ją 
mocno. 
Damon stał kilka metrów dalej, a jego twarz była nie do odczytania. 
- Wiedziałem, że przyjdziesz mnie uratować- Stefan powiedział, trzymając 
Elenę, ale patrząc 
na Damona. 
Usta Damona drgnęły w maleńkim, niechętnym uśmiechu. 
- Oczywiście, że tak, Ty idioto- powiedział szorstko- Jestem twoim bratem. 
Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, a następnie oczy Damon spojrzały na 
Elenę, wciąż 
w ramionach Stefana. 
- Zgaśmy pochodnie i chodźmy- powiedział żwawo- Mamy wciąż do 
odnalezienia około 
czternastu wampirów. 

ROZDZIAŁ 41 
Wydawało się, że on i Bonnie będą czekać zawsze na maleńkim zapleczu 
biblioteki, myślał 
Matt. Wysilali się, żeby usłyszeć jakiś dźwięk i spróbować dowiedzieć się 
czegoś w ogóle o 
tym, co się działo tam na dole. Bonnie chodziła, wykręcając ręce i gryząc 
wargi, a on oparł się 
o ścianę z opuszczoną głową, trzymając mocno włócznię Samanthy. Na 
wszelki wypadek. 
Wiedział o wszystkich drzwiach, korytarzach i tunelach tam na dole, o wielu z 
nich nie miał 
pojęcia dokąd prowadzą, ale nie zdawał sobie sprawy, że akustyka była tak 
dobra. Nic nie 
słyszeli. 
Wtedy nagle klapa uniosła się w górę i Matt spięty, podniósł włócznię, dopóki 
nie zobaczył 
twarzy Eleny. Meredith, Elena, Stefan i Damon wyszli, pokryci krwią, ale w 
zasadzie 
w porządku. Elena i Meredith chętnie opowiadały Bonnie, co się stało, a że 
mówiły jedna 
przez drugą, była to tylko wzmianka na temat wydarzeń. 
- Ethan nie żyje- Stefan powiedział Mattowi- Było kilka innych Vitale na dole 
podczas walki, 
ale żadnego z rekrutów. Wysłał ich na polowanie. 

background image

Matt poczuł się niedobrze i jednocześnie był szczęśliwy. Wyobrażał już sobie 
ich śmierć z rąk 
Damona i Stefana, śmierć Chloe i wszystkich przyjaciół rekrutów. Ale nie 
zginęli. Nie byli 
martwi, nie do końca. Ale przemienieni teraz w wampiry. 
- Będziecie na nich polował?- powiedział, kierując swoje słowa do Stefan i 
Damona, a także 
do Meredith. Skinęła głową, ze zdecydowanym wyrazem twarzy, a Damon 
odwrócił wzrok. 
- Musimy- powiedział mu Stefan- Wiesz o tym. 
Matt spojrzał ciężko na swoje buty. 
- Tak- powiedział- Wiem. Ale jeśli będziesz miał okazję, możesz porozmawiać z 
nimi? Jeśli 
będziesz mógł, jeśli są rozsądni i nikt nie jest w niebezpieczeństwie? Może 
mogliby nauczyć 
się żyć bez zabijania ludzi. Jeśli pokażesz im, jak Stefan. 
Potarł kark. 
- Chloe była ... wyjątkowa. I inni rekruci byli dobrymi ludźmi. Nie wiedzieli, w co 
się pakują. 
Oni zasługują na szansę. 
Wszyscy milczeli, a po chwili, Matt spojrzał w górę, aby zobaczyć, co o tym 
myśli Stefan, 
który miał teraz ciemnozielone oczy ze współczucia, jego usta napięte były w 
linię z bólem. 
- Zrobię co w mojej mocy- powiedział uprzejmie-Mogę Ci to obiecać. Ale 
nowe wampirywampiry 
w ogóle, naprawdę- mogą być nieprzewidywalne. Możemy nie być w stanie 
uratować żadnego z nich, a naszym priorytetem muszą być niewinni. Chociaż 
będziemy 
próbować. 
Matt skinął głową. W ustach czuł kwaśny smak, a jego oczy płonęły. Zaczynał 
zdawać sobie 
sprawę, jak bardzo był zmęczony. 
- To, że zrobisz wszystko co w Twojej mocy mogę zaakceptować- powiedział 
szorstko- 
Dziękuję. 
- Mamy więc cały pokój pełen martwych wampirów tam na dole?- Bonnie 
zapytała, 
marszcząc nos z obrzydzeniem. 
- Prawie- powiedziała Elena- Zamknęliśmy drzwi na łańcuchy, ale przydałoby 
się zamknąć to 

background image

pomieszczenie bardziej solidnie. Ktoś może chcieć udać się tam w końcu, a 
ostatnią rzeczą, 
jakiej potrzebuje ten kampus, jest kolejne śledztwo w sprawie morderstw lub 
inna 
makabryczna legenda. 
- Ta-da!- Bonnie powiedziała, uśmiechając się promiennie i wyciągając 
niewielki woreczek 
z kieszeni.- W końcu ja mogę coś zrobić- podniosła woreczek do góry- 
Pamiętacie wszystkie 
te godziny, kiedy pani Flowers pozwoliła mi spędzać nad studiowaniem ziół? 
Więc, znam 
zaklęcia blokujące i odstraszające i już mam przygotowane zioła i mogę ich 
tutaj użyć. 
Pomyślałam, że się przydadzą, kiedy Matt powiedział nam, że jedziemy do 
tajnej podziemnej 
komnaty. 
Wyglądała na tak zadowoloną z siebie, że Matt uśmiechnął się, pomimo 
ciążącej mu myśli 
o Choe i innych gdzieś tam, polujących w nocy. 
- One mogą działać zaledwie dzień lub dwa- dodała skromnie- ale 
zdecydowanie zniechęcą 
ludzi do badania zapadni na ten czas. 
- Jesteś wspaniała- powiedziała Elena i spontanicznie przytuliła ją. 
Stefan przytaknął. 
- Możemy pozbyć się ciał jutro- powiedział- Jest zbyt blisko świtu, żeby zrobić 
to teraz. 
Bonnie przygotowała się do pracy, zraszając suszonymi ziołami całą 
zapadnię. 
- To hyzop, pieczęć Salomona i ziele damiany- powiedziała, kiedy zobaczyła, 

ż

e Matt jej się 

przygląda- Są dla wzmocnienia zamków, ochrony od zła, i ogólnej ochrony. 
Pani Flowers tak 
długo wbijała mi te rzeczy do głowy, że w końcu się ich nauczyłam. Szkoda, 
ze nie pomagała 
mi w mojej pracy domowej w liceum. Może nauczyłabym się w końcu 
niektórych z tych 
francuskich czasowników. 
Damon popatrzył na nich, przymkniętymi do połowy oczami. 
- Powinniśmy poszukać też nowych wampirów- powiedział. 
- Wiesz, że one nie będą się żywić zwierzętami. Nie będą polować zbyt długo 
razem. Kiedyś 

background image

w końcu się rozdzielą i wtedy możemy ich wyłapać pojedynczo- powiedział 
Stefan. 
- Ja też idę- powiedziała Meredith. Spojrzała na Damona wyzywająco. 
- Tylko odprowadzę Matta do domu, a potem dołączę do Was obu. 
Damon uśmiechnął się osobliwie ciepłym uśmiechem, którego nigdy 
przedtem Matt nie 
widział u niego w stosunku do Meredith. 
- Mówiłem Ci, łowco- powiedział- Musisz być coraz lepsza. 
W tej chwili odpowiedziała mu uśmiechem, humorystycznie wykręcając usta i 
Matt pomyślał, 

ż

e może zobaczył coś, co może być początkiem przyjaźni rodzącej się między 

nimi. 
- Więc bez wątpienia Vitale stali za tymi wszystkimi morderstwami i 
zaginięciami?- spytał 
Matt Stefana, czując mdłości. 
Jak mógł spędzać tak dużo czasu z Ethanem i nie podejrzewać, że był 
mordercą? 
Twarz Bonnie zrobiła się tak biała, że jej kilka piegów wyglądało, jak małe 
czarne kropki na 
zwykłym papierze. A potem odzyskała kolor, jej policzki i uszy zrobiły się jasno 
różowe. 
Wspięła się chwiejnie na nogi. 
- Powinnam zobaczyć się z Zanderem- powiedziała. 
- Hej- powiedział Matt, zaniepokojony i podszedł do drzwi, żeby je 
zablokować- Jest jeszcze 
cała masa wampirów na zewnątrz, Bonnie. Czekaj na kogoś, kto Cię 
odprowadzi. 
- Nie wspominając, że masz inne zobowiązania- Damon powiedział oschle, 
patrząc znacząco 
na zioła rozrzucone przed zapadnią. Jak skończysz rzucać te swoje zaklęcia, 
wtedy możesz iść 
i spotkać się ze swoim zwierzakiem. 
- Bardzo nam przykro, Bonnie- powiedziała Meredith, przestępując z nogi na 
nogę- 
Powinnyśmy zaufać Ci, że on jest dobrym facetem i że go znasz. 
- Racja! Wszystko jest wybaczone- Bonnie powiedziała jasno i klapnęła przed 
zapadnią 
ponownie- Muszę tylko wypowiedzieć zaklęcie. 
Przebiegła rękami po ziołach. 
- Existo signum- mruknęła- Servo quis est intus. 

background image

Kiedy zaczerpnęła trochę ziół z woreczka, Bonnie uśmiechnęła się i 
zatrzymała, wpatrując się 
w przestrzeń, a następnie lekko podskoczyła. 
Matt uśmiechnął się do niej ze znużeniem. Dobrze dla Bonnie. Ktoś powinien 
mieć 
szczęśliwe zakończenie. Czuł się silny, chuda ręka chwyciła jego rękę i 
odwracając się, 
zobaczył Meredith obok siebie. Uśmiechnęła się życzliwie do niego. W pobliżu, 
Elena 
położyła niepewnie rękę na ramieniu Stefana i oboje spojrzeli na Bonnie. 
Damon stał 
nieruchomo, patrząc na nich wszystkich prawie beznamiętnie. Matt oparł się 
o Meredith, 
pocieszony. Nieważne, co się działo, przynajmniej byli razem. Jego prawdziwi 
przyjaciele 
byli z nim, w końcu do nich wrócił. 
Słońce stało nisko na wschodzie, gdy Bonnie wspinała się po drodze 
przeciwpożarowej, jej 
stopy wydawały głośny odgłos przy każdym kroku. Kiedy podeszła z boku 
budynku, ujrzała 
Zandera opierającego się o nierówną betonową ścianę na skraju dachu. 
Odwrócił się, żeby na 
nią spojrzeć, kiedy podchodziła do niego. 
- Cześć- powiedziała. Była tak podekscytowana, że go zobaczyła tutaj i tym, 

ż

e Elena 

i Mereduth przyznały się do winy i zaczęły się z niej śmiać, ale teraz czuła się 
dziwnie 
i nieprzyjemnie, jakby jej głowa była zbyt duża. To było, zdała sobie sprawę, 
całkiem 
możliwe, że on nie chciałby z nią porozmawiać. Po tym wszystkim, jak 
oskarżyła go 
o bycie mordercą, co było bardzo dużym błędem, jaki mogła popełnić 
dziewczyna. 
- Cześć- powiedział powoli. Nastąpiła długa pauza, a potem poklepał 
betonu obok siebie. 
-Chcesz usiąść?- zapytał- Po prostu patrzę w gwiazdy- zawahał się- Księżyc w 
pełni będzie w 
ciągu kilku dni. 
Kiedy wspomniał o pełni, dało się wyczuć pewne wyzwanie w jego słowach, 
a Bonnie 
przysiadła obok niego, potem ścisnęła swoje dłonie i przeszła do rzeczy. 

background image

- Przepraszam, że nazwałam Cię mordercą- powiedziała- Teraz wiem, że się 
myliłam, 
oskarżając Cię o bycie odpowiedzialnym za śmierć na terenie kampusu. 
Powinnam bardziej 
Ci ufać. Proszę, przyjmij moje przeprosiny- skończyła trochę w pośpiechu- Bo 
tęsknię za 
Tobą. 
- Ja też za Tobą tęsknię- powiedział Zander- I rozumiem, że to był szok. 
- Poważnie, Zander- Bonnie powiedziała i popchnęła go lekko swoim 
biodrem- Po prostu 
powiedz mi, jesteś wilkołakiem? Czy zostałeś ugryziony w dzieciństwie, czy co? 
Bo wiem, że 
ugryzienie jest jedynym sposobem, aby stać się wilkołakiem bez zabijania 
kogoś. I dobrze, 
teraz wiem, że nie jesteś mordercą, ale Meredith widziała Cię z dziewczyną, 
która została 
właśnie zaatakowana. A ... a Ty akurat miałeś siniaki, naprawdę okropne 
siniaki wszędzie. 
Myślę, że miałam pełne prawo pomyśleć, że jesteś podejrzany. 
- Podejrzany?- Zander zaśmiał się trochę, ale to było na krawędzi smutku i 
Bonnie pomyślała: 
„Myślę, że to rodzaj podejrzanego, jeśli wolisz takie określenie”. 
- Czy możesz wyjaśnić?- Bonnie zapytała. 
- Dobra, spróbuję- Zander powiedział w zamyśleniu. 
Sięgnął w dół i wziął ją za rękę, obracając ją w swoich rękach i bawiąc się jej 
palcami, 
głaszcząc je delikatnie. 
- Jak najwyraźniej wiesz, większość wilkołaków jest tworzonych zarówno przez 
ugryzieniu, 
jak i poprzez wirus wilkołaka w ich rodzinie i aktywowanie go, zabijając kogoś 
w specjalnym 
rytuale. Tak więc, albo straszny atak, który zwykle zaraża ofiary lub umyślne złe 
działanie, 

ż

eby wyzwolić moc wilka- skrzywił się- To wyjaśnia, dlaczego wilkołaki mają 

tak złą 
reputację. Ale istnieje inny rodzaj wilkołaków- spojrzał na Bonnie z jakąś 
nieśmiałą dumy- 
Pochodzę z oryginalnego gatunku wilkołaków. 
Oryginalny. Umysł Bonnie galopował. Nieśmiertelny, pomyślała, i 
przypomniała sobie 
Klausa, który nigdy nie był człowiekiem. 

background image

- Więc ... jesteś naprawdę stary?- zapytała niepewnie. 
To byłoby w porządku, domyślała się, dla Eleny, która spotykała się z 
facetami, którzy 
widzieli, jak mijają wieki. Romantyczne, nawet. Tak jakby. Mimo sympatii, jaką 
czuła do 
Damona, zawsze wyobrażała sobie randki z kimś bardziej w jej wieku. Nawet 
Alaric sprytnej 
i inteligentnej Meredith wydawał się za stary dla niej, mimo swoich zaledwie 
dwudziestu lat. 
Zander prychnął z nagłym śmiechem i ścisnął jej rękę mocno. 
- Nie- powiedział- właśnie skończyłem dwudziestkę w zeszłym miesiącu! 
Wilkołaki takie nie 
są- jesteśmy śmiertelni. Żyjemy i umieramy. Jesteśmy, jak wszyscy inni, po 
prostu ... 
- Przemieniacie się w super silne, super szybkie wilki- powiedziała cierpko 
Bonnie. 
- Tak, dobrze- Zander powiedział- Ujęłaś sedno sprawy. W każdym razie, 
oryginalny gatunek 
jest jak oryginalna rodzina wilkołaków. Większość wilkołaków jest zakażonych 
przez jakiś 
rodzaj mistycznego wirusa. On może by przekazany, ale uśpiony. Oryginalny 
gatunek 
pochodzi od pierwszych wilkołaków, tych, które były jaskiniowcami. To jest w 
naszych 
genach. Różnimy się od zwykłych wilkołaków. Możemy powstrzymać się od 
zmiany, jeśli 
musimy. Możemy też nauczyć się zmieniać, gdy księżyc nie jest w pełni, choć 
to trudne. 
- Jeśli potrafisz powstrzymać się od zmiany, czy niektórzy z Was przestają być 
wilkołakami?- 
zapytała Bonnie. 
Zander pociągnął ją bliżej. 
- My nigdy nie przestajemy być wilkołakami, nawet jeśli nigdy nie zmienimy 
się. Oto, kim 
jesteśmy. I to boli, kiedy nie zmieniamy się podczas pełni. To tak, jakby on 

ś

piewał do nas 

i piosenka staje się głośniejsza i wyraźniejsza bliżej całkowitego wypełnienia 
się księżyca. 
Czujemy ból, kiedy się zmieniamy, kiedy to się dzieje. 
-Wow- powiedziała Bonnie. Potem jej oczy się rozszerzyły- Tak więc, wszyscy 
Twoi 

background image

przyjaciele też są z oryginalnego gatunku? To tak, jakbyście wszyscy byli ze 
sobą związani? 
- Um- powiedział Zander- Tak sądzę. Ale nasze relacje mogą szybko się 
zmienić- to nie jest 
tak, jakbyśmy wszyscy byli pierwszymi kuzynami lub coś. 
- Dziwne- powiedziała Bonnie- Okay, oryginalny gatunek, załapałam- 
przytuliła głowę 
wygodnie do ramienia Zandera- Powiedz mi resztę. 
- Okay- Zander powiedział jeszcze raz. 
Odsunął włosy ze swoich oczu i objął jedną ręką Bonnie. Robiło się trochę 
zimno siedząc na 
betonie, a ona przytuliła się z wdzięcznością do jego ciepłego boku. 
- Więc, Dalcrest leży na tym, co jest swego rodzaju punktem aktywności dla 
paranormalnych 
zdarzeń. To się nazywa linie mocy, widzisz… 
- Już to wiem- Bonnie powiedziała energicznie- Przejdź do tego, co dotyczy 
Ciebie. 
Zander popatrzył na nią. 
- O ... Kay- powiedział wolno- W każdym razie Wysoka Rada Wilków wysyła 
niektórych 
z nas do Dalcrest co roku, jako studentów. Tak, żebyśmy mogli monitorować 
wszelkie 
niebezpieczeństwa. Jesteśmy swego rodzaju strażnikami, tak myślę. Oryginalni 
strażnicy. 
Bonnie prychnęła. 
- Wysoka Rada Wilków. 
Zander dał jej kuksańca w żebra. 
- Zamknij się, to nie jest śmieszne- powiedział- To bardzo ważne. 
Bonnie zachichotała znowu, a on znów trącił ją delikatnie łokciem. 
- Więc, te zaginięcia i ataki były bardzo złe w kampusie w tym roku- 
kontynuował trzeźwo- 
Dużo gorsze, niż jest zwykle. Robiliśmy dochodzenie. Członkowie jednego z 
tajnych 
stowarzyszeń z kampusu za tym stoją, a my z nimi walczymy i chronimy ludzi, 
kiedy tylko 
możemy. Ale nie jesteśmy tak silni, jak są oni, z wyjątkiem pełni, jeśli się 
zmienimy. 
A więc stąd te siniaki. Twoja przyjaciółka widziała mnie , jak obroniłem 
dziewczynę, która 
właśnie została zaatakowana. 

background image

- Nie martw się. Zajęliśmy się Vitale dzisiaj- powiedziała zadowolona- A 
przynajmniej ich 
przywódcą i kilkoma z nich- kontynuowała- Jest jeszcze garstka wampirów w 
kampusie, ale 
my się ich pozbędziemy. 
Zander odwrócił się i spojrzał na nią przez dłuższą chwilę, zanim przemówił. 
- Myślę- powiedział wreszcie głosem uważnie neutralnym- że teraz Twoja kolej 
na 
wyjaśnienia. 
Bonnie nie była teraz w stanie tego zbyt świetnie i w sposób zorganizowany 
wyjaśnić 
logicznie, ale robiła to, cofając się i wracając w czasie, dodając w 
międzyczasie jakieś 
poboczne spostrzeżenia i zapamiętane rzeczy, kiedy już była z opowieścią 
dalej. Powiedziała 
mu o Stefanie i Damonie i o tym, jak wszystko się zmieniło, kiedy bracia 
wampiry przybyli 
do Fell’s Chuch zeszłego roku i jak Elena się w nich zakochała. Powiedziała 
mu o świętym 
obowiązku Meredith, jako łowcy wampirów, i powiedziała mu o swoich 
własnych wizjach 
paranormalnych i jej szkoleniu na czarownicę. Pominęła wiele rzeczy- 
wszystko o Mrocznym 
Wymiarze, o transakcji Eleny ze Strażnikami, na przykład, gdyby wydało się to 
naprawdę 
dziwne, a może powinna powiedzieć mu o tym później, więc nie był 
zasypany zbyt wielką 
ilością informacji- ale jej opowiadanie i tak trwało długo. 
- Hah- powiedział Zander. Kiedy skończyła i potem się zaśmiał. 
- Co?- zapytała Bonnie. 
- Jesteś dziwną dziewczyną- Zander powiedział- Chociaż bardzo bohaterską. 
Bonnie przyciśnęła swoją twarz do jego szyi, szczęśliwa wdychając ten 
charakterystyczny dla 
Zandera zapach: płynu do płukania, zużytej bawełny i czystego faceta. 
- Ty jesteś dziwny- powiedziała, a następnie z podziwem dodała- i 
prawdziwym bohaterem. 
Walczyłeś z wampirami, atakującymi tygodniami, żeby bronić wszystkich. 
- Jesteśmy dobraną parą- powiedział Zander. 
- Tak- powiedziała Bonnie. 
Usiadła i spojrzała na niego, a potem wyciągnęła rękę i poprowadziła ją po 
jego miękkich, 

background image

bladych włosach, przyciągając jego głowę bliżej swojej głowy. 
- Jednak- powiedziała tuz przed tym, jak ich usta się dotknęły- normalne jest 
przereklamowane. 

ROZDZIAŁ 42 
Elena, Stefan i Damon szli razem w kierunku akademika Eleny, a napięcie 
brzdąkało ostro 
między nimi. Kiedy szli, Elena wzięła rękę Stefana automatycznie, a on 
zesztywniał, 
następnie stopniowo się zrelaksował, więc teraz jego dłoń czuła się naturalnie 
w jej dłoni. 
Sytuacja między nimi jeszcze nie wróciła do poprzedniego stanu, jeszcze nie. 
Ale zielone 
oczy Stefana były pełne nieśmiałego uczucia, kiedy spojrzał na nią i Elena 
wiedziała, 

ż

e wszystko może być dobrze. Coś się zmieniło w Stefanie, gdy Damon 

przyszedł go ratować, 
gdy Elena rozwiązała go i powiedziała, co było między nią, a Damonem, że 
był dla niej 
jedynym. Nikt go nie odrzucił. 
Elena otworzyła drzwi i wszyscy weszli do środka. Minęło zaledwie kilka godzin 
od czasu, 
kiedy ostatnio tam była, ale wydawało się, jakby było to dawno, dawno 
temu, a plakaty, 
ubrania i miś Bonnie były reliktami zaginionej cywilizacji. 
- Och, Stefan- powiedziała Elena- Tak się cieszę, że jesteś bezpieczny. 
Wyciągnęła ręce i owinięte wokół niego, a kiedy wzięła go za rękę, on spiął 
się na chwilę 
przed tym, jak ją przytulił. 
- Cieszę się, że oboje jesteście bezpieczni- poprawiła się i spojrzała na 
Damona. 
Jego czarne oczy spojrzały w jej oczy chłodno i wiedziała, że bez słów 
zrozumiał, że sprawy 
nie pójdą tą drogą, jaką szły wcześniej. Kochała Stefana. Wybrała. 
Kiedy Stefan powiedział im o planie Ethana, żeby zdobyć krew obu braci i 
użyć jej do 
wskrzeszenia Klausa, była przerażona. Nie tylko ze względu na 
niebezpieczeństwo, w jakim 
był Stefan lub z powodu przerażającej idei, żeby wskrzesić Klausa, który bez 
wątpienia 

background image

mściłby się na nich, ale z powodu pułapki, jaką Ethan zastawił na Damona. 
Planował wziąć 
najlepsze z Damona- niechętną, często nękaną, ale wciąż silną miłość do 
jego brata- i użyć 
tego do zniszczenia go. 
- Niezmiernie się cieszę, że obaj jesteście bezpieczni- powiedziała jeszcze raz i 
przytuliła się 
także do Damona. 
Damon przytulił się chętnie, ale gdy go przycisnęła mocniej, skrzywił się. 
- Co się stało?- Elena zapytała zdziwiona, a Damon zmarszczył brwi. 
- Ethan mnie skaleczył- powiedział, a zmarszczone brwi zamieniły się w grymas 
bólu- Jestem 
trochę obolały. 
Szarpnął swoją koszulę, dotykając rozciętego brzegu i pociągnął ją, 
odsłaniając napiętą toń 
bladej skóry. Na tle białej skóry Elena zobaczyła, że długie cięcie było już 
uzdrowienie. 
- To nic- powiedział Damon. Posłał Elenie nikczemny uśmiech- Mały drink z 
chętnego 
dawcy, a będę jak nowy. Obiecuję. 
Potrząsnęła głową z wyrzutem, ale nie odpowiedział. 
- Dobranoc, Eleno- powiedział Stefan i musnął jej policzek delikatnie 
wierzchem swojej 
dłoni- Dzień dobry właściwie, myślę, ale spróbuj się trochę przespać. 
- Idziesz po wampiry?- spytała z niepokojem. 
- Będzie ostrożny- Damon roześmiał się 
- Zadbam, żeby zaopiekował się nieprzyjemnymi wampirami- powiedział- 
Biedna Elena. 
Normalne życie nie jest takie fajne, prawda? 
Elena westchnęła. To był problem, czyż nie? Damon nigdy nie zrozumie, 
dlaczego chciała 
być zwykłą osobą. Myślał o niej, jak o swojej ciemnej księżniczce, chciał, żeby 
była taka, jak 
on, lepsza od zwykłych ludzi. Stefan nie myślał o niej, jak o ciemnej 
księżniczce, on myślał, 
jak o człowieku. Ale czy nim była? Zastanowiła się krótko, czy opowiedzieć o 
Strażnikach i 
tajemnicy jej narodzin, ale nie mogła. Nie teraz. Jeszcze nie. Damon nie 
zrozumiałby, 
dlaczego ją to zdenerwowało. A Stefan był tak blady i zmęczony po swoich 
przejściach 

background image

z zabrudzonymi werbeną linami, że nie mogła jeszcze dołożyć mu swojego 
lęku przed 
Strażnikami. Kiedy o tym myślała, Stefan zachwiał się na zaledwie ułamek 
sekundy, a 
Damon automatycznie przytrzymał go. 
- Dziękuję- powiedział Stefan- że przyszedłeś mnie ratować. Że oboje 
przyszliście. 
- Będę zawsze Cię ratował, młodszy braciszku- powiedział Damon, ale patrzył 
na Elenę 
i usłyszała echo, gdy mówił do niej- Chociaż może lepiej bez ciebie- dodał. 
Stefan posłał zmęczony uśmiech. 
- Czas iść- powiedział. 
- Kocham Cię, Stefan- Elena musnęła lekko jego usta. 
Damon skinął jej krótko głową, jego twarz miała neutralny wyraz. 
- Śpij dobrze- powiedział. 
Wtedy drzwi zamknęły się za nią i Elena została sama. Jej łóżko nigdy nie 
wyglądało bardziej 
komfortowy lub zapraszająco, i położyła się z westchnieniem, patrząc na 
miękkie światło, 
które zaczynało przebijać się przez okna. 
Vitale odeszło. Plan Ethana był zniweczony. Kampus było bezpieczniej i 
nastawał nowy 
dzień. Stefan jej przebaczył, a Damon nie zostawił, nie obrócił się przeciwko 
nim. To było na 
razie lepsze, niż mogła się spodziewać. Elena zamknęła oczy i w końcu z 
chęcią poszła spać. 
Jutro będzie kolejny dzień. 
EPILOG 
Etan sapał, wciągnął głęboko powietrze w długim oddechu i kaszlał, a całej 
jego ciało się 
trzęsło. Wszystko go bolało. Ostrożnie poklepał swoje ciało aż do dołu, 
uznając, że był lepki 
od wpół zaschniętej krwi spowodowanej małymi obrażeniami. Dochodząc do 
siebie, czuł 
delikatnie palcami uzdrowione już wcięcie w plecach. Włócznia dziewczyny 
wepchnięta mu 
w jego serce drasnęła je, ale nie przebiła. Pół centymetra w jedną stronę i 
byłby martwy. 
Naprawdę martwy, tym razem. Podtrzymując się jedną ręką o krzesło pokryte 
aksamitem, 

background image

Ethan dźwignął się na nogi i rozejrzał. Jego współtowarzysze z Vitale, jego 
przyjaciele, leżeli 
martwi na podłodze. Bracia Salvatore i dziewczyny, które z nimi były, uciekli. 
Nerwowo 
poklepał się po kieszeni i westchnął z ulgą, kiedy jego ręka zamknęła się na 
małej fiolce. 
Wyciągając ją, spojrzał na gęstą czerwoną cieczy wewnątrz. Krew Stefana 
Salvatore. 
Pogrzebał w tej samej kieszeni i wyciągnął szmatkę, pokrytą dużymi 
czerwono- brązowymi 
plamami. Krew Damona Salvatore. Miał to czego potrzebował. Teraz będzie 
mógł wskrzesić 
Klausa. 
Koniec