background image

 

 

Małopolskie Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych Oddział w Jordanowie 

 

 
 
 
 
 
 
 
Robert K. Leśniakiewicz - 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

P R O J E K T   T A T R Y

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Z a k o p a n e   -   J o r d a n ó w    1996 – 1999 

 

C o p y r i g h t   b y   R o b e r t   K .   L e 

ś

 n i a k i e w i c z   2 0 0 1 

background image

 

2

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Mojej śonie Annie, 

która dzieliła ze mną trudy wycieczek w góry 

i jaskinie Tatr, Pienin i Beskidów. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

3

S P I S   T R E Ś C I : 

 
 
 
 Część pierwsza -Raport Końcowy: 
 
 
0.

 

Podziękowania. 

1.

 

Wstęp – geneza, załoŜenia i cele PROJEKTU TATRY. 

2.

 

Tajemnica trzech rumowisk. 

3.

 

Obserwacje i Bliskie Spotkania z NOL. 

4.

 

Co mają Tatry wspólnego z Trójkątem Bermudzkim? 

5.

 

NOL-e nad Jordanowem. 

6.

 

Obserwacje NOL-i nad Sieprawiem i Spytkowicami. 

7.

 

Bliskie Spotkania z Ludźmi w Czerni. 

8.

 

Trochę statystyki. 

9.

 

NOL-e, grzyby i Czarnobyl. 

10.

 

Silentium Universii a PROJEKT TATRY. 

11.

 

Inne tajemnice Tatr i Beskidów. 

12.

 

Zakończenie. 

13.

 

Materiały źródłowe. 

14.

 

Appendyksy A – F. 

 

 

 

 Część druga – Varia: 
 
 
15.

 

WSTĘP (Dlatego kocham Tatry...) 

16.

 

POSZLI W GÓRY I NIE WRÓCILI...  
Śmierć „trójki z Pułtuska” – Groza na Babiej Górze – Gdzie się podziała 
praktykantka? – Wyszedł z domu i zniknął... – Ofiary zimy. 

17.

 

QUASI-BOLIDY, NOL-e i NOO 
Meteor Ochotnicki – Meteoryt Jerzmanowicki – CE w Jurze – NL nad Beskidami 
– DD nad Tatrami i nie tylko – NOO nad Małopolską. 

18.

 

KAMIENIE NIGDY NIE KŁAMIĄ! 
Wydarzenie w Iwięcinie – Znikające kamienie ze Stawisk Małych – O 
diabelskich kamieniach raz jeszcze – Kamienne kule na Słowacji – Dlaczego 
powstały sanktuaria z kamieni? 

19.

 

ASTRALNE BLISKIE SPOTKANIA 
Tajemnicze radiosygnały – O bezsensie SETI, CETI, itd. – Kręgi zboŜowe w 
Małopolsce – Duchy niepołomickiego cmentarza – Sypialniane tete-a-tete – Co 
wiedzą Aborygeni? – Teoria Jerzego Łataka. 

20.

 

ZAKOŃCZENIE 
Jeszcze o Wielkiej Wojnie Bogów – Co ukrywali Dogoni? – Tropy wiodą w 
Kosmos – Znów wojna światów? – Wizje i rewizje lokalne. 

21.

 

LITERATURA 

22.

 

MATERIAŁY PRASOWE 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

4

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

CZĘŚĆ PIERWSZA 

 
 
 

Raport Końcowy 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

5

0.

 

PODZIĘKOWANIA 

 
 

Autor  niniejszego  Raportu  wyraŜa  swe  serdeczne  podziękowania  Panu 

Bronisławowi  Rzepeckiemu  z  Krakowskiej  Grupy  Badań  Nieznanych  Obiektów 
Latających  i  jednocześnie  redaktorowi  naczelnemu  kwartalnika  Czas  UFO,  za 
udostępnienie  niektórych  materiałów  ufologicznych,  Panu  red.  Markowi  Rymuszko  – 
redaktorowi naczelnemu miesięcznika Nieznany Świat za propagowanie PROJEKTU TATRY 
na gościnnych łamach swego czasopisma, Panu Jerzemu Łatakowi za udostępnienie mi 
rejestratów  obserwacji  NOL-i  nad  Tatrami  i  realizację  filmu  telewizyjnego  pt.  UFO  nad 
Tatrami, a takŜe ekipie TVP Kraków, która tenŜe film nakręciła. 

Dziękuję  takŜe  wszystkim  funkcjonariuszom  polskiej  i  słowackiej  StraŜy 

Granicznej  i  Urzędów  Celnych  z  przejścia  granicznego  w  Łysej  Polanie,  a  takŜe  StraŜnic 
SG w Zakopanem, Palenicy Białczańskiej i Jurgowie za pomoc i udzielone mi informacje o 
NOL-ach widzianych nad Tatrami po naszej i słowackiej stronie granicy. 

TąŜ  samą  drogą  pragnę  podziękować  Panu  dr  Milošowi  Jesenskiemu    z 

Fenomenologickiego  Klubu  w  Koszycach  za  pomoc  i  rozpropagowanie  celów  i  załoŜeń 
PROJEKTU TATRY u naszych południowych sąsiadów w czasie III Środkowoeuropejskiego 
Kongresu Ufologicznego w Koszycach, co miało miejsce w dniu 25 listopada 1994 roku. 

Podziękowania  kierują  takŜe  do  tych  wszystkich,  którzy  pomogli  mi  od  strony 

technicznej i w róŜnym stopniu przyczynili się do powstania i publikacji tej pracy. 

 
 

Robert K. Leśniakiewicz 

Jordanów, czerwiec 1996 r. 

 
 

 
 
 
 
1.

 

WSTĘP – GENEZA, ZAŁOśENIA I CELE „PROJEKTU TATRY”. 

 

 
PROJEKT TATRY jest swego rodzaju próbą sporządzenia bilansu naszej wiedzy na 

temat  działalności  Nieznanych  Obiektów  Latających  –  czyli  NOL-i  na  obszarze  Tatr 
i Podhala  na  przestrzeni  ostatniego  półwiecza,  tzn.  lat  1945  –  1995,  z  tym,  Ŝe  niektóre 
wydarzenia  sięgają  aŜ  zamierzchłych  czasów  przeszłości  Ziemi  i  naszej  cywilizacji, 
a takŜe roku bieŜącego – 1996. 

Pomimo  tego,  co  ogłosiłem  na  łamach  miesięczników  Sfinks  i  Nieznany  Świat

nie udało mi się zrealizować części folklorystycznej i historycznej PROJEKTU, a to z braku 
materiałów  źródłowych  i  czasu  na  analizę  ludowej  twórczości  bajkopisarskiej  związanej 
z regionem  Tatr  i  Podhala.  Tematyka  ta  jest  wyeksploatowana  przez  etnologów 
i etnografów,  Ŝe  nie  było  sensu  jej  tu  dublować,  bo  niczego  nowego  do  niej  nie 
dodałbym.  Drugą  –  znacznie  trudniejszą  do  pokonania  przeszkodą  jest  niewiara 
w istnienie  fenomenu  NOL-i  i  jego  ignorowanie  ze  strony  oficjalnej  nauki  oraz  ludności, 
poza kilkoma wyjątkami. 

PROJEKT  TATRY  –  znany  początkowo  pod  kryptonimem  PROJEKT  TATRY’90 

realizowano  jedynie  siłami  Grupy  Badań  UFO  „JORDANOL”  z  Jordanowa,  przy  wsparciu 
GBNOL  Kraków  Bronisława  Rzepeckiego  i  w  fazie  końcowej  –  Wydawnictwa 
„AQUARIUS”  Jerzego  Łataka  z  Zakopanego,  dzięki  któremu  zanotowano  kilka  nowych 
i nikomu wcześniej nieznanych przypadków obserwacji UFO z okolic Zakopanego. 

Inne  informacje  ufologiczne  napłynęły  w  ramach  prowadzonej  przeze  mnie  akcji 

pod  tytułem  „UFO  na  granicy”

1

  w  latach  1988  –  1991  przy  współudziale  nieistniejącego 

                                                 

1

 KsiąŜka o tym samym tytule została wydana przez wydawnictwo Bronisława Rzepeckiego pod koniec 2000 r. 

background image

 

6

juŜ  miesięcznika  Wojsk  Ochrony  Pogranicza  (poprzednika  StraŜy  Granicznej)  Granica
Akcja  ta  spowodowała  zainteresowanie  tematyką  NOL-i  Ŝołnierzy  WOP  i  potem 
funkcjonariuszy  SG,  a  takŜe  funkcjonariuszy  Urzędów  Celnych  i  ludności  pogranicza 
oraz innych ludzi z pograniczem związanych. 

ZałoŜeniem  głównym  PROJEKTU  TATRY  było  to,  Ŝe  Tatry  są  jakimś  wyróŜnionym 

przez  NOL-e  i  stojącą  za  nimi  Inteligencję,  obszarem  Ziemi  –  tak  jak  to  miało  miejsce 
w przypadku  brytyjskiego  PROJECT  PENNINE  czy  szwedzko  –  norweskiego  PROJEKTEN 
HESSDALEN.  W  obu  tych  PROJEKTACH  chodziło  o  udowodnienie  przyjętej  a  priori  tezy 
głoszącej,  Ŝe  góry  te  –  Pennine i  Alpy  Skandynawskie  –  są  nawiedzane  o  wiele  częściej 
przez NOL-e, niŜ reszta tych krajów. Udowodnienie tej tezy było właśnie jednym z celów 
PROJEKTU TATRY.  

Drugim  celem  PROJEKTU  TATRY  było  sformułowanie  hipotez  wyjaśniających 

zaobserwowane fenomeny. Rezultaty tych poszukiwań zawarto w niniejszym Raporcie. 

Terytorialnie  PROJEKT  TATRY  realizowano  na  obszarze  trzech  powiatów:  powiatu 

tatrzańskiego,  nowotarskiego  i  suskiego

2

.  Osobną  część  Raportu  stanowią  inne 

obserwacje,  które  terytorialnie  nie  naleŜą  do  tych  powiatów,  ale  zamieszani  są 
w nie ludzie,  którzy  na  tych  terenach  zamieszkują,  a  zaobserwowane  przez  nich 
fenomeny i o nich relacje były w jakimś stopniu pomocne przy formułowaniu hipotez. 

Realizując 

zadania 

PROJEKTU 

TATRY 

uzyskano 

informacje 

pozwalające 

na zarejestrowanie  kilkudziesięciu  wydarzeń,  które  moŜna  śmiało  uznać  za  przejawy 
działalności  NOL-i.  W  kilku  przypadkach  moŜna  było  pokusić  się  o  podanie  takŜe 
tzw. WYJAŚNIEŃ  ALTERNATYWNYCH,  które  tłumaczyły  te  fenomeny  inaczej  niŜ  jako 
Nieznane Obiekty Latające. 

Poza obserwacjami NOL-i i Bliskimi Spotkaniami, zarejestrowano takŜe przypadki 

dziwnych  i  do  dziś  dniach  niewyjaśnionych  zniknięć  i  zgonów  ludzi  na  terenie  Tatr 
Polskich i Słowackich – w tym ostatnim przypadku chodziło o obywateli polskich i innych 
krajów,  którzy  w  Tatry  dostali  się  ze  strony  polskiej.  Podaje  takŜe  hipotezy, 
co do ewentualnych  losów  tych  osób.  Niestety,  lektura  ta  pozostawia  pewien  niedosyt, 
a to ze względu na szczupłość źródeł i hermetyczność środowisk, których członkowie boja 
się  głownie  ośmieszenia  czy  drwin  innych  osób...  Niektóre  środowiska  –  zwłaszcza 
akademickie  –  są  bezlitosne  dla  „odszczepieńców”  –  stąd  ten  lęk  jest  całkowicie 
zrozumiały.  Wszak  przedstawiciele  naszej  nauki,  a  zwłaszcza  jej  odłam  betonowo  – 
konserwatywny,  dla  których  historia  zakończyła  się  gdzieś  w  1956  roku  -  jest  jeszcze 
daleko  poza  awangardą  Europy  i  reszty  świata,  a  co  gorsze  –  w  wielu  przypadkach 
stanowi polityczne lobby mające wpływy w rządzącym establishmencie, co widać choćby 
na przykładzie naszych atomistów... 

Porównując dane liczbowe PROJEKTU TATRY z danymi z reszty kraju mogę z całą 

odpowiedzialnością  stwierdzić,  Ŝe  Tatry      n  i  e      s  ą      wyróŜnioną  przez  Obcych  częścią 
powierzchni Ziemi...  Trochę szkoda, ale przynajmniej moŜna postawić hipotezę głoszącą, 
Ŝe  geologicznie  młode  góry  nie  przyciągają  takiej  intensywnej  uwagi  Obcych.  A  oto 
kronika wydarzeń: 
 
 
 
 

2.

 

TAJEMNICA TRZECH RUMOWISK. 

 
 

Na nieba firmamencie od wczora 

Wszyscy my ze zgrozą zoczyli wapora

3

 

Bezzębną gębą pluł Ŝary 

Ogon mu wlókł się jak mary 

 

I czuli my wszytkie z odrazą, 

                                                 

2

 Po podziale terytorialnym z 1998 roku. 

3

 Wapor – para wodna, opar, mgła – tu: kometa. 

background image

 

7

śe mary te nas wszystkich poraŜą 

Pomrą i ludzie i woły 

I puste będą stodoły 

 

Wiktoria Z. Leśniakiewicz – Wapor y pleban, 1994 r. 

 
 

Kiedy  patrzymy  na  mapę  Tatr,  to  w  oczy  rzucają  się  nam  przede  wszystkim 

łańcuchy  szczytów  górskich  i  zielone  plamy  reglowych  lasów.  Poza  nimi  w  Tatrach 
znajdują się takŜe trzy rumowiska skalne, które stanowią zagadkę nie tyle dla geologów, 
ile  właśnie  dla  ufologów  czy  w  ogóle  dla  poszukiwacza  tajemnic.  Zagadkowe  jest 
nie samo ich istnienie, ile przyczyna ich powstania. Pierwszym z nich jest...17 

 
 

 
 
... rumowisko zwane Wantulami.  
O ile wierzyć temu, co pisał Józef Nyka w swym Przewodniku po Tatrach Polskich 

(Warszawa  1973),  to  Wantule  są  niczym  innym,  jak  obwałem  z  turni Dziurawego.  Pisze 
on o tym tak: 

Las  poniŜej  Wielkiej  Świstówki  kryje  słynne  Wantule  .wywodzące  nazwę 

od gwarowego  słowa  „wanta”  –  głaz,  blok  skalny.  Zajmują  one  około  0,25  km

2

  i  tworzą 

zakątek rzadkiej piękności. Objętość niektórych głazów dochodzi do 1.250 m

3

, zaś ogólna 

masa jest szacowana na 22.000.000 m

3

... Jak wiadomo, Wantule są rezultatem wielkiego 

obrywu  skalnego,  jaki  nastąpił  pod  koniec  ostatniej  epoki  lodowcowej  ze  zboczy 
Dziurawego. Zwały głazów przesunęły się na lodowcu o 0,5 km w dół doliny. 

Ostatnie  zlodowacenia  zakończyło  się  około  12.000  lat  temu.  Ciekawe,  dlaczego 

akurat  wtedy  nastąpił  ten  silny  obwał  –  czyŜby  spowodował  go  wstrząs  ziemi,  kiedy 
w naszą  planetę  trafił  asteroid,  zatapiając  Atlantydę?  ByłbyŜ  to  kolejny      d  o  w  ó  d   
na katastrofę Atlantydy??? 

Argumentem przeciw jest    o g r a n i c z o n o ś ć   tego obwału tylko i jedynie 

do  obszaru  Doliny  Miętusiej.  Gdyby  katastrofa,  która  spowodowała  obwał  części  turni 
Dziurawego,  była  ogólnoświatowym  kataklizmem,  to  takich  rumowisk  byłoby  w  Tatrach 
zdecydowanie  więcej.  Wygląda  na  to,  Ŝe  obwał  został  spowodowany  lokalnym 
trzęsieniem  ziemi  o  sile  aŜ  8

0

MSK,  ale  co  go  z  kolei  mogło  spowodować?  Impuls 

wybuchu? A moŜe spadek meteorytu? Z przyczyn naturalnych moŜna podać tą ostatnią, 
bo kto mógł spowodować wybuch 10 – 12 tysięcy lat temu? A moŜe doszło tam do awarii 
NOL-a  –  co  jest  bardzo  mało  prawdopodobne  (o  czym  później),  ale  z  braku  innych 
moŜliwości jest to jedyne wyjaśnienie tłumaczące ten obryw. 

Drugim  takim  tatrzańskim  dziwem  Przyrody,  które  koresponduje  z  Wantulami  – 

a dokładniej  leŜy  po  drugiej  stronie  Twardego  Upłazu,  będącego  północno-zachodnim 
ramieniem Czerwonych Wierchów – jest Wąwóz Kraków. 

 
 

 
 
Wąwóz  Kraków  stanowi  wschodnie  odgałęzienie  Doliny  Kościeliskiej.  Ta  w  swych 

dolnych  partiach  mroczna  rozpadlina  jest  naprawdę  resztkami  korytarza  dawnej  jaskini, 
której  strop  zapadł  się  pod  wpływem  trzęsienia  ziemi.  Jak  podaje  J.  Nyka 
za Z. Kotańskim

Ta partia wąwozu jest częścią dawnego korytarza jaskini, o czym świadczą liczne 

erozyjne formy krasowe. 

Zgadza się co do joty. Pozostało pytanie – co spowodowało trzęsienie ziemi o sile 

co  najmniej  6  –  8

0

MSK,  które  zawaliło  tą  jaskinię?  Czy  chodziło  znów  o  kataklizm 

background image

 

8

Atlantydy?  Wąwóz  Kraków  liczy  sobie  około  10.000  lat,  więc  być  moŜe  odpowiedzialne 
za jego powstanie jest to samo zjawisko, co w przypadku rumowiska Wantul. 

Zwraca  uwagę  przede  wszystkim  fakt,  Ŝe  obie  te  formacje  leŜą  w  niewielkiej 

odległości od siebie – wszystkiego 2 km w linii prostej. 

Obawiam  się,  Ŝe  dziś  nie  docieczemy  przyczyn  powstania  tej  osobliwości  Tatr 

Zachodnich. Gdyby chodziło o uderzenie meteorytu w szczyt Ciemniaka, czy w jego stok, 
to  byłyby  takŜe  inne  ślady  w  postaci  choćby  witryfikacji  skał  czy  kraterów 
poimpaktowych  w  sąsiednich  formacjach  górskich.  Tymczasem  astroblemów  takich 
nie ma, ergo hipoteza meteorytu upada. 

Pozostaje  jedynie  katastrofa  Atlantydy,  co  juŜ  wykluczyłem,  albo...  –  katastrofa 

NOL-a, co takŜe wykluczam z pewnych względów. 

 
 

 
 

ile 

dwie 

wymienione 

poprzednich 

punktach 

formacje 

powstały 

w niewyjaśnionych  okolicznościach,  to  trzecie  rumowisko  skalne  powstało  dosłownie 
na naszych  oczach!  Odnotował  ten  fakt  w  swej  kronice  kronikarz  słowackiego  miasta 
Lewoczy – pan Gaszpar Hain, który w dniu 2 lub 6 sierpnia 1662 roku odnotował silne 
trzęsienie ziemi: 

...  od  którego  zarysowały  się  ściany  domów  w  Lewoczy,  KieŜmarku  i  Spiskiej 

Nowej  Wsi,  a  nawet  pozapadały  się  piwnice.  Ci,  którzy  w  chwili  trzęsienia  ziemi  patrzyli 
w stronę  Tatr,  mogli  na  własne  oczy  dojrzeć,  jak  wali  się  w  gruzy  cały  wierzchołek 
Sławkoskiego Szczytu, jak skalna lawina miaŜdŜy lasy, jak nad górami tworzy się wielka 
czarna  chmura.  Obdarzeni  zaś  największą  spostrzegawczością  widzieli  sprawcę  całego 
nieszczęścia – ogromnego smoka lecącego nad Tatrami. 

Co więcej – Gaszparowi Hainowi udało się zlokalizować leŜe owego smoka – była 

to  okolica  wsi  Hochwald  –  dzisiejsza  Štrba.  Niestety  –  nie  ma  dziś  po  nim  ani  śladu  – 
a szkoda!  –  jak  konkluduje  prof.  Jacek  Kolbuszewski,  któremu  zawdzięczam 
informację o tej relacji. 

Znamienity  w  swej  ojczyźnie  ufolog  –  dr  Miloš  Jesenský  z  śyliny  –  twierdzi, 

Ŝe nie  musiał  to  być  akurat  smok,  a  mógł  to  być  np.  pteranodon  czy  inny  latający  gad 
mezozoiczny,  który  jak  słynny  Rodan  Ptak  Śmierci  z  filmów  Inoshiro  Hondy  gdzieś 
spokojnie spał sobie w jakiejś jaskini w Sławkoskim Szczycie, aŜ owego fatalnego dnia 6 
sierpnia  1662  r.  obudziło  go  ze  snu  trzęsienie  ziemi  o  sile  co  najmniej  5

0

MSK,  coś 

spowodowało  go  do  ucieczki  z  gór  do  lasów  w  okolicach  Štrby...  –  a  tam  na  pewno 
 egzorcyzmował go jakiś co bardziej zawzięty na diabła zakonnik czy ksiądz. 

Osobiście  jestem  zdania,  Ŝe  było  to  UFO,  które  po  prostu  albo uderzyło  w  szczyt 

Sławkoskiego  Szczytu,  albo  zeń  po  prostu...  –  wyleciało!  A  tak,  bo  zgodnie  z  teorią 
magnolotu  prof.  dr  inŜ.  Jana  Pająka,  NOL-e  wyposaŜone  w  komory  oscylacyjne  są 
w stanie  przemieszczać  się  nie  tylko  w  atmo-  czy  hydrosferze,  ale  nawet  w  lito- 
i astenosferze naszej planety! 

Tak czy owak, sprawa ta nie została wyjaśniona do dziś dnia. 
Nawet, kiedy załoŜymy, Ŝe był to meteoryt, to mógł on naleŜeć do następujących 

rojów: 

 
δ-Akwarydy Północne      14.VII. – 25.VIII.      20       błysków na godzinę 
δ-Akwarydy Południowe   21.VII. – 29.VIII.      30           jw. 
α-Kaprikornidy                15.VII. – 10.VIII.      30           jw. 
ι-Akwarydy Południowe    15.VII. – 25.VIII.      15           jw. 
ι-Akwarydy Północne        15.VII. – 20.IX.        15           jw. 
Perseidy                          23.VII. – 23.VIII.      70          jw. 
κ-Cygnidy                        9.VIII. – 6.X.            5            jw. 
 
 

background image

 

9

Ich prędkość geocentryczna – Vg – waha się w granicach 31 – 45 km/s, a zatem 

istnieje  znikoma  moŜliwość,  Ŝe  był  to  meteoryt,  ale...  nie  ma  śladów  witryfikacji  skał 
i śladów  impaktu  w  postaci  kuleczek  stopionej  energią  uderzenia  skały!...  A  zatem 
hipoteza meteorytowego pochodzenia sławskoskiego rumowiska skalnego bierze w łeb. 

 
 

 
 
Istnieje  jeszcze  inne,  całkiem  egzotyczne,  ale  za  to  prawdopodobne  wyjaśnienie 

tych fenomenów. Aby je zrozumieć, naleŜy cofnąć się w czasie o dobrych 20 tysięcy lat. 
Zgodnie z teorią Aleksandra Mory, którą wyłoŜył on w cyklu artykułów zamieszczonych 
Kamenie (Lublin, 1979) pod wspólnym tytułem Atomowa wojna bogów, w owym czasie 
na  Ziemi  istniała  wysoce  rozwinięta  technicznie  cywilizacja,  która  pozostawiła  po  sobie 
ślady  swej  świetności,  m.in.:  „geodę  z  Coso”,  budowle  megalityczne  Ameryk  i  Eurazji, 
piramidalne budowle na KsięŜycu i Marsie i inne artefakty, z którymi współczesna nauka 
nie  potrafi  sobie  dać  rady...  Owa  CNT  opanowała  takŜe  pobliŜe  Ziemi:  KsięŜyc,  Marsa, 
planetoidy  i  być  moŜe  księŜyce  planet-olbrzymów,  gdzie  załoŜyła  swe  kolonie.  Około 
12.000  lat  temu  doszło  do  okrutnej  wojny  pomiędzy  dwoma  blokami  politycznymi  czy 
religijnymi,  która  spowodowała  straszliwą  dewastację  Ziemi  i  jej  przyczółków 
kosmicznych.  UŜywano  najbardziej  wymyślnej  broni    -  od  klasycznej  do  rakietowo-
jądrowej,  laserowej  (LBR),  broni  psychotronicznej  (PSI)  i  innych.  W  rezultacie  tego   
o b i e      walczące  strony  uwsteczniły  się  do  poziomu  człowieka  pierwotnego  i  ponownie 
startował  on  od  zera...  –  a  co  przekazały  nam  wszystkie  święte  księgi  tego  świata. 
Podejrzewam,  Ŝe  Apokalipsa  św.  Jana  tak  naprawdę  pokazuje  nam  to,  co  juŜ  było!  – 
a nie to, co dopiero będzie!... 

Finalne starcia tej wojny przeŜyły jedynie bez szwanku... roboty! I to właśnie one 

były bogami naszej planety. Natomiast wszystkie te UFO i USO są jedynie ich pojazdami. 
Brzmi  to  strasznie,  ale  jest  prawdopodobne.  Po  wojnie  na  stabilnych  orbitach 
wokółziemskich  kręciły  się  jeszcze  niewykorzystane  pociski  wielogłowicowe  z  broniami 
ABC.  Obiegały  one  Ziemię  i  od  czasu  do  czasu,  wskutek  róŜnych  czynników 
zewnętrznych,  na  nią  spadały.  Jedną  z  takich  głowic  był  słynny  Bolid  Tunguski,  który 
spadł  na  Ziemię  rankiem  30  czerwca  1908  roku  w  rejonie  Podkamiennej  Tunguskiej. 
W tym układzie byłaby to 81 hipoteza na ten temat...

4

 Taką „spóźnioną głowicą” mógłby 

być  takŜe  sławetny  Wielki  Bolid  Polski  z  dnia  20  sierpnia  1978  roku,  czy  inny  bolid 
zaobserwowany  w  październiku  1993  roku  nad  Zachodnim  WybrzeŜem  USA.  Głowice 
takie mogłyby równieŜ eksplodować w Kosmosie, jak to miało miejsce np. w dniu 3 maja 
1994  roku  nad  Zieloną  Górą,  co  obserwowali  mnodzy  jej  mieszkańcy,  w  tym  takŜe 
astronom  z  tamtejszej  WSP  –  prof.  dr  hab.  Janusz  Gil,  który  stwierdził,  Ŝe  był  to 
ogromny wybuch   t e r m o j ą d r o w y   poza atmosferą Ziemi!... Czego to dowodzi? 
Ano tego, Ŝe po orbitach wokółziemskich krąŜą jakieś pozostałości po Wielkim Konflikcie 
Bogów  Astronautów,  zawierające  róŜne  paskudztwa:  głowice  A,  B,  C,  czy  D 
(dezintegracyjne,  zawierające  być  moŜe  antymaterię  –  sic!!!).  tym  doskonale  moŜna 
wytłumaczyć nawroty róŜnych „czarnych morów” w Średniowieczu czy Odrodzeniu... – a 
i dziś  światu  groŜą  róŜne  epi-  i  pandemie  grypy,  BSE/CJD,  HIV/AIDS,  Ebola,  i  innych 
chorób o letalności powyŜej 0,9

5

 – oraz takŜe epizootie róŜnych chorób zwierzęcych! Nikt 

jeszcze nie dociekł źródeł pochodzenia wirusów i prionów, boŜ nikt nie wpadł na pomysł 
szukania ich na orbicie wokółziemskiej czy nawet wokółsłonecznej!

6

 

Alternatywna  teoria  głosi,  Ŝe  takimi  „rozsiewaczami”  wirusów  i  innych 

najprymitywniejszych  form  Ŝycia  są  komety.  O  tym  mówią  najnowsze  teorie  o  budowie 

                                                 

4

 W 2000 roku zmieniłem zdanie i obecnie sądzę, Ŝe Meteoryt Tunguski mógł być kosmolotem, który w pobliŜu 

Układu Słonecznego uległ awarii, względnie była to maszyna zwiadowcza naleŜąca do jakiejś CNT 
zamieszkującej obiekt planetopodobny, oznaczony przez astronomów jako TMR-1C w konstelacji Byka, odległy 
od nas o 460 ly.  

5

 Tzn. Ŝe na kaŜde 10 zakaŜeń, 9   m u s i   zakończyć się śmiercią chorych. 

6

 Szerzej na ten temat traktuje ksiąŜka dr Miloša Jesenský’ego – Bohové atomových válek, (Ústi nad Labem, 

1998) – przekład mój, w Internecie na stronie 

http://www.mcbufoiza.w.pl

 lub 

http://www.ufo.org.pl

 . 

background image

 

10

komet,  które  powstały  po  misjach  próbników  kosmicznych  w  ich  pobliŜe.  Dlatego  teraz 
jakŜe  śmieszne  wydają  się  nam  poglądy  średniowiecznych  i  renesansowych  uczonych 
na ich temat!   A jak pisał prof. Kasper Ciekanowski

Kometa  iest  wapor  gorący  y  suchy,  tłusty  y  lipki,  mocą  Gwiazd  z  Ziemię 

wyciągniony aŜ pod Spherę Ognia wyniesiony y tamŜe zapalony, bieg swoy wraz z trzecią 
Powietrza krainą w koło Ziemię odprawuiący... Osobliwie trojaki zwykł się rodzić Kometa: 
to  iest,  z  Ogonem,  kiedy  materya  exhallacyi  wyciągnie  się  długo,  kiedy  exhallacya  iest 
subtelna  y  spuści  się  w  dół,  kiedy  exhallacya  w  pośrzodku  iest  gęstsza, 
a w cirkumferencyey subtelnieysza... 

Kometa znaczy śmierć Monarchów, Królów y Wodzów... Kometa znaczy Powietrze, 

znaczy Woynę. Komety wywierają złość na Podmiesięczne  rzeczy. 

Kometa  moŜe  spowodować  Koniec  Świata,  aleć  ia  obowiązany  nauką  Mattheusa 

Świętego...  –  luboć  to  niektórzy  chcąc  się  chcąc  się  wzbić  nad  Astrologiczną  naukę, 
dla pokazania się Komety, y inszych Obrotów Niebieskich, Sądny Dzień opowiadaja, ia to 
zostawuję Świętemu Enochowi, y Eliaszowi, y inszym Prorokom... 

...  w  swym  dziele  pt.  Abryz  Komety  z  Astronomiczney  y  Astrologiczney  Uwagi

wydanemu  w  Krakowie  w  1681  roku,  z  którego  wynika,  iŜ  w  tamtych  czasach  kometą 
uznawane  było  kaŜde  zjawisko  niebieskie,  a  nie  tylko  ogoniasta  gwiazda.  Kto  wie,  czy 
nie właśnie  spadki  orbitalnych  głowic  BMR  z  tamtej  wojny  nie  utoŜsamiano  z  kometami 
i meteorami?  

TakŜe i Tatr nie ominęło takie nieszczęście – i kto  wie, czy właśnie takie głowice 

nie uderzyły w Tatry Zachodnie w czasie Wielkiego Konfliktu, powodując odłupanie części 
turni  Dziurawego  i  zarwanie  ówczesnej  jaskini  tam,  gdzie  dzisiaj  straszy  ponura 
rozpadlina  Wąwozu  Kraków???...    Trzecie  rumowisko  zostało  spowodowane  uderzeniem 
w  kopułę  Sławkoskiego  szczytu  głowicy  chemicznej,  albo  –  co  najbardziej 
prawdopodobne – biologicznej, co mogło spowodować wybuch epidemii „czarnego moru”. 

W Średniowieczu i Odrodzeniu niejednokrotnie obserwowano róŜne latające belki, 

beczki  i  płonące  pochodnie  –  czego  dowodem  są  grawiury  i  ryciny  z  ówczesnych  ksiąg 
i kronik,  ot  –  choćby  z  dzieła  Conrada  Lycosthenesa  –  pod  bombastycznym  tytułem 
Kronika niezwykłości i złowróŜbnych znaków, które zaszły wbrew właściwemu porządkowi 
rzeczy  i  prawom  natury,  tak  w  górnych  jak  i  dolnych  rejonach  Ziemi,  w  okresie 
od początków  świata  aŜ  do  czasów  nam  współczesnych
  –  wydanego  w  Norymberdze 
w 1557  roku.  Często  po  pojawieniu  się  takich  „meteorów”,  „komet”  czy  „waporów”  
Europę  nawiedzała  epidemia  „czarnej  zarazy”  –  był  to  li  tylko  zbieg  okoliczności, 
czy Ŝelazna prawidłowość? 

Hipoteza  ta  jest  karkołomna,  to  fakt,  ale  jednocześnie  tłumaczy  wszystkie  znane 

nam fenomeny od A do Zet. 

 
 
3.

 

OBSERWACJE I BLISKIE SPOTKANIA Z NOL. 

 
 
Oczywiście  NOL-e  obserwowano  i  spotykano  się  z  nimi  juŜ  od  zarania  ludzkiej 

działalności  w  Tatrach.  Jak  to  podaje  prof.  Jacek  Kolbuszewski  w  swych  pracach  – 
ludzie  szli  w  góry  po  to,  by  odebrać  dane  im  przez  Boga  skarby  i  drogocenne  kruszce 
oraz  kamienie  szlachetne.  W  Tatrach  niewiele  tego  było,  tak  Ŝe  wszyscy  ci  XVI,  XVII, 
XVIII  i  XIX  –  wieczni  poszukiwacze  skarbów  niewiele  się  tamŜe  wzbogacili...  Złota 
i srebra  w  Tatrach  nie  było  wiele,  a  o  szlachetnych  czy  półszlachetnych  kamieniach 
nie mogło być mowy, moŜe z wyjątkiem turmalinów znanych i znajdywanych w okolicach 
Kopy  Kondrackiej  w  masywie  Czerwonych  Wierchów  i  turkusów  znajdowanych 
w słowackich Tatrach Wysokich. Było tam nieco rud Ŝelaza, antymonu i miedzi, co zostało 
uwiecznione  w  tatrzańskich  nazwach:  Koprowa  Dolina,  Koprowy  Szczyt,  Koperszady, 
Meďodoly  –  to  od  miedzi;  Szpiglasowy  Wierch  i  Szpiglasowa  Przełęcz  –  od  antymonu, 
Kuźnice  –  to  od  znajdujących  się  tam  dymarek,  w  których  wytapiali  Ŝelazo  ówcześni 
właściciele  Homolacs’owie,  itd.  W  czasie  II  wojny  światowej  i  krótko  po  niej,  Niemcy 
i Rosjanie  poszukiwali  intensywnie  rud  uranowo-torowych,  ale  ich  nie  znaleźli  –  nie  ta 
budowa geologiczna. 

background image

 

11

W tak zwanych „spiskach”, które dla nas brzmią tak, jak dla astronoma wypociny 

Ciekanowskiego,  naprawdę  znajdują  się  zaszyfrowane  opisy  dróg  tatrzańskich 
(czy sudeckich  na  Dolnym  Śląsku)  –  niejednokrotnie  wspomina  się  o  dziwnych, 
wypalonych  z  roślinności  miejscach,  o  prądach  powietrza  od  których  strach  przejmuje 
i innych  tego  rodzaju  sensacjach.  Podaje  prof.  Kolbuszewski  za  autorem  Metallognomii 
następujące osobliwości Tatr i miejsca, gdzie rzekomo takowe mają się znajdować: 
 

1.

 

Trawa  na  tym  miejscu  nie  moŜe  róść  wielka,  a  kiedy  się  trafi  śroń...  to 
na trawie zostają się takie miejsca, bo z metalów exhallacyja wynikaąca 
oziębłości się przeciwi i dlatego śroń i śnieg ginie. 

2.

 

Gdzie  są  takie  Scyntillacyje  i  skrzenia,  albo  światła,  czyli  promienie 
wieczorem lubo przed dniem pokazują się 

3.

 

Śnieg na tem miejscu prędzej topnieje, jako na inszym. 

4.

 

Rosy na tem miejscu nie ma, bo ią ostry wapor wysusza. 

5.

 

Zieloności  na  tem  miejscu  nie  masz,  ale  jak  upałem  słonecznym 
wypalone i wytrawione prezentuje się... 

6.

 

Znak  wielki  jest  zakopanych  skarbów,  jest  niespokojne  duchy  na  tym 
miejscu,  które  dotąd  pokazują  się  na  tym  miejscu,  albo  odzywają,  póki 
kto skarbu nie odnajdzie i nie weźmie. 

7.

 

Strach  i  drętwienie  ciała  zimne  przez  człowieka  na  tym  miejscu 
przechodzącego bywa. 

8.

 

Gdy bez Ŝadnej przyczyny światło na tym miejscu gaśnie. 

9.

 

Gdy  widać  we  dnie  lub  w  nocy  płomień  wynikający,  z  którego  strach 
obejmuje... 

10.

 

Gdy na tym miejscu są porosłe drzewka, nie mogą być wielkie dziwnego 
koloru  liście  na  nich  rośnie:  to  siwe,  to  modre  lub  inszego  koloru 
nadzwyczajnego, co podczas wiosny rozeznać najlepiej. 

 

Proszę! – na dwanaście przesłanek aŜ 10 moŜna odnieść do zjawisk zachodzących 

na  miejscach  Lądowań  Nieznanych  Obiektów  Latających!  W  Tatrach  owe  duchy  i  inne 
zjawiska miały pokazywać się w następujących miejscach: 

 
1.

 

Czarny Staw nad Morskim Okiem; 

2.

 

Lejkowy Staw pod Łomnicą; 

3.

 

Wymyte; 

4.

 

Zelene Kežmarske Pleso; 

5.

 

Miedziane Ławki koło Wideł; 

6.

 

śabie Jeziorko w ścianie Lodowego Szczytu; 

7.

 

śleb Wysranka; 

8.

 

Jaskinia Poszukiwaczy Skarbów w Wąwozie Kraków; 

9.

 

Jaskinie w Cubrynie

 

W  tych  wszystkich  miejscach  znajdują  się  znaki  wyryte  w  skale  przez 

poszukiwaczy skarbów. Tam takŜe mogło dojść do Bliskich Spotkań (dalej CE) z NOL-ami 
i  ich  PasaŜerami.  To  właśnie  te  wszystkie  „duchy”,  „promienie”  i  „płomienie”...  NB, 
wszystkie te zjawiska stwierdzano takŜe w górach Pennine i Alpach Skandynawskich!!!... 

I  wreszcie  „spiski”  wskazują  na  dni,  kiedy  te  cudowności  miały  się  najczęściej 

przydarzać poszukiwaczom skarbów, są to: 
 

1. Dzień Trzech Króli – 6 stycznia; 
2. Dzień Matki Boskiej Gromnicznej – 2 lutego
; 
3. Dzień Zwiastowania NMP – 25 marca; 
4.

 

Wielki Piątek – ruchome; 

5.

 

Tydzień Wielkanocny – ruchome; 

6.

 

Wigilia Wniebowstąpienia – 15 maja; 

7.

 

trzy dni Zielonych Świątek – ruchome; 

8.

 

Dzień ŚŚŚ Trójcy – 2 czerwca; 

background image

 

12

9.

 

BoŜe Ciało przez całą oktawę – ruchome; 

10.

 

Wigilia św. Jana Chrzciciela przez całą oktawę – 23 – 30 czerwca; 

11.

 

 Dzień Nawiedzenia NMP – 31 maja; 

12.

 

Dzień św. Krzysztofa – 25 lipca; 

13.

 

Dzień św. Jakuba – 6 maja; 

14.

 

3 dni Wniebowstąpienia NMP – 15 sierpnia; 

15.

 

Dzień RóŜańcowy – 7 października; 

16.

 

Dzień Wszystkich Świętych – 1 listopada; 

17.

 

Dzień Przemienienia Pańskiego – 6 sierpnia; 

18.

 

Dzień Niepokalanego Poczęcia NMP – 8 grudnia; 

19.

 

Wigilia i Dzień BoŜego Narodzenia – 24 i 25 grudnia. 

 

Tabela  ze  „spisku  Chrośnieńskiego”    podaje  jeszcze  inne  dni  szczęśliwe, 

w których skarby „dawały się brać”: 
 

W styczniu: 1, 2, 3, 4, 5, 15 i 16 
W lutym: 1, 2, 3 
W marcu: 1, 2, 3 
W maju: 15 i 17 
Na jesieni: 4, 15, 16 i 22. 

 

Jak  z  tego  widać,  to  dni  takich  było  raczej  duŜo.  Osobiście  nie  wierzę 

w te magiczne  skarby,  ale  w  te  dni  mogły  się  aktywizować  NOL-e,  które  obserwowano 
nad Tatrami, a od czego potem poszły legendy o diabłach od skarbów odstępujących czy 
ich  pilnujących.  W  ufologii  istnieje  pojęcie  periodyczności  obserwacji  NOL-i,  co  czasami 
prowadzi  do  zabawnych  passusów.  Jednym  z  nich  było  oświadczenie  inŜ.  Lloyda 
Dattona,  
który  stwierdził,  iŜ  jest  w  stanie  przewidzieć  lądowanie  NOL-a  z  dokładnością 
do 200 km. Brzmi to mocno, ale po analizie okazuje się być zupełna bzdurą. Wyobraźmy 
sobie  bowiem,  Ŝe  NOL  ma  wylądować  w  kole  o  średnicy  200  km  z  centrum  w  Nowym 
Sączu.  OtóŜ  takie  koło  o  promieniu  100  km  obejmuje  swą  powierzchnią  część  obszaru 
województwa  małopolskiego  po  Andrychów,  część  województwa  podkarpackiego 
aŜ po Rzeszów, część północnej Słowacji po Koszyce i Liptovský Mikulaš, a jest to obszar 
o powierzchni  niemal  31.400  km

2

!  Kompletna  bzdura,  ale  jakŜe  efektownie  brzmi! 

Oczywiście  w  takim  wielkim  kole  zawsze  wyląduje  jakiś  NOL...  Na  wygłaszanie  takich 
głębokich „mądrości” nie trzeba być inŜynierem – konstruktorem lotnictwa!...  

A  co  współcześnie?  Współczesne  obserwacje  NOL-i  nikt  nie  kojarzy  z  duchami 

czy wiedźmami  lecącymi  w  Noc  Walpurgii  na  Łysą  Górę,  tak  więc  bardziej  przemawiają 
do  nas  opowieści  o  samolotach,  sputnikach  i  innych  latających  maszynach 
produkowanych  i  uŜywanych  przez  ludzi,  niŜ  jakieś  tam  chtoniczne  czy  aerialne  istoty. 
Pierwszą zarejestrowaną przez JORDANOL

7

 obserwacją NOL-a nad Tatrami jest: 

 
 

 
 
...  wydarzenie  z  końca  września  1957  roku,  kiedy  to  doszło  do  CE2 

z dyskoidalnym NOL-em w rejonie Czerwonego Stawku na Pańszczycy.  Bohaterami tego 
wydarzenia  byli  dwaj  mieszkańcy  Zakopanego:  Janusz  Kowalewski  i  nieŜyjący  juŜ 
Tadeusz  Cukier,  którzy  krytycznego  dnia,  około  godziny  17:00  schodzili  z  Orlej  Perci 
drogą nr 52 (według J. Nyki) na Pańszczycę. 

Świadkowie  zatrzymali  się  koło  Czerwonego  Stawku,  by  nieco  odpocząć  i  coś 

zjeść.  Pogoda  była  cudowna  –  jak  to  bywa  na  przełomie  września    października  – 
i widoczność  była  doskonała.  Świadkowie  siedzieli  nad  brzegiem  stawku  i  patrzyli 
w wodę. W pewnej chwili stwierdzili, Ŝe w wodzie poza niebem i górami coś się odbija... 

                                                 

7

 W 1998 r. JORDANOL został włączony w skład Małopolskiego Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych jako 

oddział terenowy w Jordanowie, zaś od lipca 2000 r. przejął on obowiązki Centrali MCBUFOiZA. 

background image

 

13

Unieśli  wzrok  i  zdrętwieli  z  wraŜenia.  Nad  tonią  górskiego  jeziorka,  na  wysokości  około 
30 m  unosił  się  duŜy,  ciemny,  metalicznie  lśniący  obiekt  podobny  do  dysku  z  kopułką 
na wierzchniej części i trzema mniejszymi na spodniej – tego akurat Janusz Kowalewski 
nie jest stuprocentowo pewien, nie pamięta.  

NOL  nie  wydawał  Ŝadnego  światła  ni  dźwięku.  Świadkowie  zdjęci  strachem 

po prostu  uciekli  z  miejsca  zdarzenia,  a  tymczasem  NOL  oddalił  się  powoli  i  spokojnie 
w kierunku  przełęczy  KrzyŜne  i  poleciał  dalej  na  wschód  –  w  kierunku  Tatr  Bielskich. 
Co ciekawe  –  analizując  ten  przypadek  doszedłem  do  wniosku,  Ŝe  NOL  poleciał  trasą 
tak wyliczoną,  by  ominąć  wszystkie  elementy

8

  słuŜby  granicznej  WOP  i  OOŠH

9

  w  tym 

rejonie  Tatr  Wysokich!  Nie  mogli go  takŜe  spostrzec  ewentualni  turyści  schodzący  z  gór 
po  obu  stronach  granicy.  Innymi  słowy  mówiąc  –  ów  NOL  leciał  tak,  by  widziało  go  jak 
najmniej  ludzi,  na  niewielkiej  wysokości  nad  gruntem  –  czyli  tak,  jak  pocisk  Cruise  czy 
Tomahawk  –  co  gwarantuje  mu  słabą  wykrywalność,  czy  w  terenie  górskim  całkowitą 
niewykrywalność  przez  wszelkiego  rodzaju  stacje  radiolokacyjne...  NB,  dla  obserwatora 
naziemnego  czy  powietrznego  taki  obiekt  byłby  bardzo  trudny  do  wykrycia!  O  wiele 
trudniejszy, niŜ w czasie normalnego, wysokiego lotu... 

27  sierpnia  1995  roku,  wraz  z  Bronisławem  Rzepeckim,  Marianem 

KsiąŜkiem,  Jackiem  Sieką  z  GB  NOL  Kraków  i  Jerzym  Łatakiem  z  zakopiańskiego 
AQUARIUSA  udaliśmy  się  do  Janusza  Kowalewskiego,  w  celu  przeprowadzenia  z  nim 
wywiadu-ustalenia  na  okoliczność  tego  CE2.  wywiad  wniósł  niewiele  nowego  –  co  jest 
zrozumiałe,  zwaŜywszy  fakt,  Ŝe  od  tego  incydentu  upłynęło  39  lat!  Samo  to, 
Ŝe świadkowie  uciekli  z  miejsca  incydentu  teŜ  nie  pomogło  im  w  spostrzeŜeniu  więcej 
detali NOL-a... – a ta ucieczka jest zrozumiała i umotywowana psychologicznie – ludzie, 
którzy  przeŜyli  kataklizm  wojny  światowej  nie  czekali  na  bliŜszą  manifestację  czegoś 
nieznanego, ergo a priori potencjalnie wrogiego...  

Incydent  ten  został  zarejestrowany  przez  Jerzego  Łataka  i  Krakowską  GB  NOL 

w 1995 roku. 

Z  powyŜszym  CE2  koresponduje  wydarzenie,  które  miało  miejsce  cztery  lata 

później... 

 
 

 
 
... pod koniec sierpnia 1961 roku, w rejonie przejścia granicznego GPK WOP Łysa 

Polana. Tym razem bohaterem incydentu jest 20-letni Ŝołnierz WOP – szer. Leszek Ł. – 
aktualnie zamieszkały w Chicago (USA).  

Krytycznego  ranka,  około  godziny  04:30,  szer.  Leszek  Ł.  pełnił  słuŜbę  patrolową 

pomiędzy  Łysą  Polana  a  Palenicą  Białczańską  wzdłuŜ  drogi  nr  961.

10

  W  pewnym 

momencie  zauwaŜył  on  ciemnego  NOL-a  w  kształcie  dwuwypukłego  dysku  z  kopułką 
na wierzchniej  części,  który  powoli  nadlatywał  z  kierunku  południowego  –  w  schodu  – 
czyli  od  strony  Doliny  Białej  Wody.  NOL  bezgłośnie  podleciał  na  odległość  około  1  km 
od budynków przejścia granicznego i zawisł na około 30 sekund na wysokości 100 – 150 
m,  zupełnie  nieruchomo  i  bezgłośnie.  Po  upływie  tego  czasu,  NOL  odleciał  z  duŜą 
prędkością  w  kierunku  Rysów  –  cały  czas  nie  przekraczając  granicy  państwowej. 
PoniewaŜ  NOL  nie  dokonał  nielegalnego  przekroczenia  granicy  (w  nomenklaturze  WOP 
i SG  oznacza  się  to  skrótem  NPG),  szer.  Ł.  Nie  meldował  tego  wydarzenia  DyŜurnemu 
Operacyjnemu StraŜnicy WOP Łysa Polana na Palenicy Białczańskiej. 

Tymczasem był jednak drugi świadek przelotu NOL-a – był to dowódca StraŜnicy 

WOP Łysa Polana – kpt. T. B., który potem zwierzał się swym przyjaciołom z GPK Łysa 
Polana – por. Stanisławowi P. – który z kolei opowiedział ja mnie w 1988 roku.  

                                                 

8

 Elementami słuŜby granicznej nazywamy wszystkie rodzaje patroli, podsłuchy, dozory, punkty obserwacyjne 

wzrokowe i techniczne, patrole pogotowia, itp. działające na obszarze słuŜbowej odpowiedzialności StraŜnic, 
Granicznych Placówek Kontrolnych i Oddziałów SG. 

9

 Obraná a Ohraná Štatných Hranic – czechosłowacki odpowiednik WOP. Po rozpadzie Czechosłowacji 

przemianowano tę formację na Policję ds. Cudzoziemców. 

10

 Numeracja dróg według stanu na dzień 1 września 2000 roku. 

background image

 

14

NOL  odlatując  w  stronę  Rysów  wydał  z  siebie  dźwięk  przypominający  syk 

uwalniającego  się  gwałtownie  spręŜonego  gazu  –  co  kpt.  B.  porównał  to  do  pracy 
pneumatycznego hamulca kolejowego.  

 
 

 
 
Ten  przypadek  został  zarejestrowany  przez  UFO-Video  z  Warszawy,  juŜ 

po zamknięciu  prac  PROJEKTU  TATRY,  w  dniu  8  kwietnia  1995  roku.  Dowiedziałem  się 
o tym incydencie z nadawanej przez Polskie Radio S.A. w Programie I audycji Radio nocą 
– nasza jest noc
 o godzinie 02:00. Nieznana z nazwiska osoba przedstawiła następujące 
wydarzenie: 

To  CE1  czy  CE2  miało  miejsce  w  październiku  1969  roku  u  wylotu  Doliny 

StrąŜyskiej  w  Tatrach  Zachodnich.  Dwoje  świadków  obserwowało  przylot  i  lądowanie 
NOL-a  w  kształcie  „tradycyjnego”  dysku  z  wieŜyczką,  z  mnóstwem  światełek  i  antenami 
teleskopowymi umieszczonymi na kopułce. Lądowanie pozostawiło poza sobą materialne 
ślady  w  postaci  wgnieceń  trawy.  NOL  nadleciał  znad  Krokwi  i  znikł  za  drzewami 
porastającymi stoki doliny. Niestety, tyle tylko udało się dostrzec obserwatorom...
 

A  szkoda!  Takich  przypadków  musiało  być  o  wiele  więcej  na  terenie  Tatr  i  całej 

reszty kraju... 

 
 

 
 
O  obserwacji  tego  NOL-a  pisałem  juŜ  na  łamach  miesięcznika  WOP  Granica 

nr 1,1989, Nieznany Świat nr 7-8,1993 oraz Sfinks nr 3,1991.  

Świadkami  tego  wydarzenia  byli  profesorowie  i  uczniowie  i  Technikum  Leśnego 

w Brynku k/Tarnowskich Gór: mgr inŜ. leśnik  Zbigniew D., mgr inŜ. chemik Rudolf 
Dz.
 wraz z 36 uczniami i przewodnik tatrzański z Ŝoną. Byłem w tej grupie. Nasza klasa 
IVB  pojechała  wtedy  na  tydzień  do  Zakopanego  i  w  Tatry.  12  września  1973  roku 
załamała  się  pogoda  i  musieliśmy  się  wycofać  z  Wąwozu  Piekło  w  drodze  na  Giewont. 
Klasyczna  „załamka”  pogody:  najpierw  gwałtowny  wzrost  zachmurzenia,  potem  deszcz 
a w  końcu  deszcz  ze  śniegiem  i  śnieg.  Jego  pokrywa  rychło  osiągnęła  grubość  5  cm. 
Na szczęście  nie  trwało  to  zbyt  długo  i  wieczór  powitał  mas  pogodą  i  widokiem 
wschodzącego nad Granatami KsięŜyca w pełni. 

13 września mieliśmy w planie wypad do Morskiego Oka, a potem via Świstówkę 

Roztoczańską  do  Doliny  Pięciu  Stawów  Polskich,  gdzie  mieliśmy  postój  w  schronisku 
na popas. Następnie zejście Roztoką do Włosienicy i powrót do Zakopanego. Pogoda była 
cudowna  i  na  niebie  nie  było  ani  jednej  chmurki.  Byliśmy  zachwycenia  wspaniałym 
majestatem  surowej,  górskiej  przyrody.  Około  10:00  wspięliśmy  się  na  grzbiet  Kępy 
i zaczęliśmy się rozglądać. Przed sobą mieliśmy widzieliśmy zerwy Granatów, kar Dolinki 
Buczynowej  i  ponure  urwiska  Wołoszynów.  Na  dole  pięć  odbić  paryskiego  błękitu 
w taflach Stawów Polskich, zaś na niebie... 

Na  niebie,  nieco  powyŜej  szczytów  Granatów  wisiał  sobie  jaskrawobiały  na  tle 

lazurowego nieba, równoramienny trójkąt, zwrócony najostrzejszym kątem w dół.  

-To balon meteorologiczny – wyraził ktoś przypuszczenie. 
-E,  chyba  nie  –  powiedział  nasz  przewodnik  patrząc  na  obiekt  przez  7-krotną 

lornetkę.  Patrzyliśmy  na  to  prawie  wszyscy.  Trójkąt  był  w  opalizującym  kręgu  lornetki 
oślepiająco biały i nie było widać Ŝadnego innego szczegółu. Musiał być bardzo wysoko. 

Później  pochłonął  nas  cudowny  widok  dookoła  i  nie  zajmowaliśmy  się  juŜ  więcej 

tym NOL-em. Jedynie jeszcze około godziny 13:00 stwierdziliśmy jeszcze jego obecność 
na niebie z dna Doliny Roztoki, a potem nie zaprzątaliśmy sobie tym głów. 

AŜ do dnia następnego. 
14 września była sobota i wyjeŜdŜaliśmy juŜ z Zakopanego. Jeden z kolegów kupił 

Gazetę 

Południową 

(tak 

latach 

70. 

nazywała 

się 

Gazeta 

Krakowska), 

background image

 

15

w której przeczytaliśmy  o  tym,  Ŝe  wielu  ludzi  zaobserwowało  w  dniu  poprzednim  NOL-a 
nad  województwem  krakowskim  i znaczną  częścią  Słowacji.  co  najwaŜniejsze  –  ów  NOL 
był  zaobserwowany  równieŜ  przez  dwóch  zawodowych  astronomów  z  Krakowskiego 
Obserwatorium  Astronomicznego  Uniwersytetu  Jagiellońskiego  –  prof.  dr  hab. 
Kazimierza  Kordylewskiego
  –  słynnego  na  cały  świat  odkrywcy  Pyłowych  KsięŜyców 
Polskich w punktach L

4

 i L

5

 oraz jego asystenta prof. dr hab. Zbigniewa Dworaka. NB, 

prawdziwość  tej  obserwacji  potwierdził  mi  prof.  Kordylewski  w  czasie  Walnego  Zjazdu 
PTMA w  dniu 12 października 1974 roku.  

Z  ich  pomiarów  wynikało,  Ŝe  NOL  unosił  się  nad  Ziemią  na  wysokości  około  100 

km,  a  jego  rozmiary  wynosiły  co  najmniej  100  m  od  podstawy  do  wierzchołka,  bowiem 
jego  kształt  przypominał  ostrosłup.      ś  a  d  e  n      ziemski  balon  stratosferyczny  nie  ma 
takiego  kształtu!...  Przypominają  mi  się  doniesienia  z  przełomu  lat  60.  i  70.  XX  wieku 
o niezwykłych obiektach tego rodzaju widzianych nad Sofią i Budapesztem. 

I jeszcze jedno – w dniach 12 i 13 września 1973 roku w Krakowie miało miejsce 

sympozjum  naukowe  na  temat  MOśLIWOŚCI  ISTNIENIA  śYCIA  POZAZIEMSKIEGO!!! 
A Ŝeby  było  jeszcze  ciekawiej,  to  nadmieniam,  Ŝe  podobny  obiekt  latający  widziałem 
w 1966  roku  nad  wodami  Zalewu  Szczecińskiego  z  pokładu  statku  wycieczkowego 
na trasie  ze  Szczecina  –  Dąbia  do  Świnoujścia.  Niestety,  nie  udało  mi  się  ustalić,  czy 
w tym  czasie  w  Szczecinie  albo  Międzyzdrojach  nie  odbywało  się  jakieś  sympozjum 
na „nieziemski”  temat...  Podobne  obserwacje  miały  miejsce  w  latach  1984  i  1985 
nad Świnoujściem, co opisałem w opracowaniu UFO nad granicą

Opisywany  w  tym  punkcie  NOL  był  widziany  takŜe  przez  nauczycieli  miejscowej 

Szkoły  Podstawowej  w  Jordanowie,  co  zostało  odnotowane  w  jej  Kronice  szkolnej 
przez panią Aleksandrę Leśniakiewicz. 

Reasumując,  było  to  klasyczne  TRUFO

11

,  potwierdzone  obserwacjami  wielu 

niezaleŜnych  od  siebie  świadków,  w  tym  dwóch  zawodowych  obserwatorów- 
astronomów, którzy podali informacje o tym wydarzeniu mediom. 

 
 

 
 
4  lipca  1976  roku,  warszawski  ufolog  Kazimierz  Bzowski  wykonał  zdjęcie  swej 

małŜonce na tarasie DW „Halny” w Zakopanem, przy ulicy Kościuszki. Na pozytywie poza 
górska  panoramą  i  profilem  pani  Bzowskiej  widać  jeszcze...  wiszącego  nad  Doliną 
Olczyską NOL-a w kształcie ciemnej kropki. 

Obserwacja  ta  została  zarejestrowana  przez  UFO-OSSA  w  Warszawie, 

a informację  o  niej  otrzymałem  juŜ  po  zamknięciu  PROJEKTU  TATRY  w  dniu  3  sierpnia 
1995 roku od Kazimierza Bzowskiego. 

 
 

 
 
To  był  najbardziej  spektakularny  i  bogaty  w  literaturę  incydent  z  NOL-em,  który 

na  oczach  dosłownie  całego  Zakopanego  przedefilował  po  niebie  i  wywołał  nawet 
elektryczny  „black-out”  tamtejszej  elektrowni  w  Kuźnicach.  Było  to  rankiem,  dnia  17 
stycznia  1979  roku.  Nie  będę  się  tu  rozpisywał  na  ten  temat,  bo  przypadek  ten  ma  – 
jak tu  juŜ  rzekłem  –  bogatą  literaturę  i  był  opisywany  przez  m.in.  Lucjana  Znicza  -
Sawickiego
, a ja przypomnę tutaj to wydarzenie w opisie Krzysztofa Piechoty

W  środę,  17  stycznia  1979  roku,  około  godziny  06:10  rano,  fotograf 

i dokumentalista 

miejscowego 

Rejonowego 

Urzędu 

Spraw 

Wewnętrznych

12

chor. MO

13

Antoni  Szreder  wyszedł  z  domu  udając  się  na  Równię  Krupową  do  pracy 

przy ul.  Kościuszki,  do  RUSW  Zakopane.  W  pewnej  chwili  patrząc  w  kierunku  Tatr, 

                                                 

11

 Od słów TRUe UFO – czyli „prawdziwe UFO”. 

12

 Ówczesny odpowiednik dzisiejszej Rejonowej Komendy Policji. 

13

 Milicja Obywatelska – dziś Policja. 

background image

 

16

na wysokości około 30

0

 nad stacją IMGW na Kasprowym Wierchu ujrzał   d w a   j a s n o   

ś w i e c ą c e   obiekty – jeden niemal idealnie nad drugim. Nagle ten, który tkwił nieco 
wyŜej wykonał gwałtowny ruch w dół (...) i zawisł nad Kasprowym Wierchem. Wszystko 
trwało nie dłuŜej, niŜ trzy sekundy.
 

W tym samym czasie pełniący dyŜur w elektrowni wodnej w Kuźnicach pan Józef 

Kois

14

 przeŜywa niesamowite CE2 z BOL-em

15

, który: 

...  porusza  się  na  niewielkiej  wysokości  i  ryczy  jak  samolot  odrzutowy  na  pasie 

startowym. 

Spotkanie  trwa  kilkadziesiąt  sekund  i  BOL  świecący  pomarańczowym  światłem 

odlatuje w kierunku Polany Kalackiej i Kopy Kondrackiej. 

Chor.  Szreder  w  tym  czasie  wykonuje  36  zdjęć  ze  słuŜbowego  aparatu 

fotograficznego  z  teleobiektywem  o  f  =  400  mm.  Zdjęcia  te  poszły  do  analizy  w  WUSW 
w Krakowie.  TakŜe  kilka innych  osób  obserwuje  przelot  NOL-a  nad  ulicami  Zakopanego. 
Ich wypowiedzi odnotowano i pokazano w filmie UFO nad Tatrami. 

W tej sprawie zabrali głos uczeni... 
WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE: 
... którzy oczywiście, a jakŜeby inaczej, stwierdzili, iŜ wszyscy świadkowie widzieli 

i  fotografowali  planetę  Wenus!!!  Na  łamach  Dziennika  Polskiego  wypowiedzieli  się  dwaj 
fizycy  i  astronom,  którzy  w  swym  artykule  krytycznym  rozciągnęli  czas  przelotu  NOL-a 
z kilku  sekund  na  kilka  minut,  zignorowali  fakt,  Ŝe  świadkowie  widzieli  wyraźnie  DWA 
obiekty, nie mówiąc juŜ o całkowitym zignorowaniu dowodów rzeczowych w postaci zdjęć 
NOL-a... 

śeby  było  śmieszniej,  to  wystąpili  oni  z  hipotezą,  Ŝe  planeta  Wenus  świecąca 

nad szczytami  o  róŜnej  wysokości  zda  się  być  raz  bliŜej,  a  raz  dalej  od  obserwatora, 
w zaleŜności 

od 

wysokości 

szczytu, 

nad 

którym 

aktualnie 

się 

znajduje!!! 

Nie ustosunkowuję  się  do  tego  –  poŜal  się  BoŜe  –  „wyjaśnienia”,  boŜ  tu  potrzeba  nie 
ufologa,  ale  psychiatry...  Faktycznie,  Wenus  była  obiektem  na  niebie  –  tym  niŜszym. 
WyŜej  od  niej  znajdował  się  NOL,  który  według  zeznań  świadków  –  i  to  zgodnych 
co do joty  –  poleciał  w  kierunku  Kopy  Kondrackiej,  czyli  najniŜszego  i  najbardziej 
wysuniętego  na  wschód  szczytu  Czerwonych  Wierchów.  Ta  nazwa  jeszcze  nie  raz 
przewinie się w tym Raporcie... 

Zdjęcia wykonane przez chor. Szredera są koronnym dowodem na to, Ŝe nie była 

to planeta Wenus, bowiem Wenus nawet przy swej największej jasności, czyli –4

m

,2 jest 

o wiele ciemniejsza od obiektu uchwyconego na zdjęciu, a który jest o wiele jaśniejszy 
od oświetlonego okna! 

Jednym  słowem,  mimo  obiekcji  uczonych  moŜna  stwierdzić,  Ŝe  wszyscy  tego 

ranka  widzieli  i  fotografowali  TRUFO,  tak  prawdziwe,  jak  to  z  dnia  13  września  1973 
roku. 

 
 
10 
 
 
17  marca  1980  roku,  w  godzinach  23:30  –  24:00  doszło  do  lądowania  NOL-a 

w pobliŜu zakopiańskiego domu znanego artysty Władysława Hasiora. Świadkiem tego 
wydarzenia była nieŜyjąca juŜ zakopiańska artystka malarka pani Maria Hyła.  

Relację 

tym 

CE2 

zawdzięczamy 

reporterowi 

Dziennika 

Polskiego 

red. Wojciechowi  Jarzębowskiemu,  który  nagrał  telefoniczny  wywiad  z  panią  Hyłą 
na taśmę magnetofonową, dzięki czemu trafiła ona poprzez Jerzego Łataka do mnie. 

Poza  red.  Jarzębowskim,  Maria  Hyła  powiadomiła  o  wydarzeniu  zakopiańską  MO, 

ale jej meldunek chyba nie odbił się Ŝadnym echem w tej instytucji... 

Z  nagrania  sporządzonego  przez  red.  Jarzębowskiego  wynika,  Ŝe  świecący 

słomkowo  –  Ŝółtym  światłem  NOL  w  kształcie  kuli  wylądował  opodal  domu  Hasiora. 
Światło  emitowane  przez  NOL-a  było  tak  silne,  Ŝe  sięgało  do  pokoju  pani  Hyła  i...  – 

                                                 

14

 Niektóre źródła podają pisownię Kojs

15

 Z ang. Ball Of Light – kula światła. 

background image

 

17

prześwietlało ściany, przedmioty i dosłownie wszystko, co tam się znajdowało. Co więcej 
–  czuła  ona  w  powietrzu  wyraźny  zapach  ozonu  (O

3

).  Kula  pojawiała  się  i  znikała 

trzykrotnie  w  zupełnej  ciszy.  Zdaje  się,  Ŝe  poza  panią  Hyła  nikt  tego  nie  widział.  Był  to 
klasyczny BOL. Obserwacja zarejestrowana przez Jerzego Łataka. 

 
 
11 
 
 
O  tej  obserwacji  pisałem  juŜ  na  łamach  Nieznanego  Świata  nr  7-9,1994.  i  takŜe 

w tym  przypadku  świadkiem  obserwacji  była  kobieta  –  mieszkanka  Jordanowa,  pani 
Lidia  K.  Wydarzenie  to  miało  miejsce  na  trasie  nr  95  pomiędzy  Nowym  Targiem 
a Rdzawką, w okolicach Klikuszowej – w październiku 1981 roku. 

Było  późne  jesienne  popołudnie.  Pani  Lidia  K.  Jechała  swym  „maluchem” 

z Nowego  Targu  do  Jordanowa,  kiedy  po  wyjeździe  z  Klikuszowej  na  podjazd  wiodący 
do Rdzawki  zauwaŜyła  po  lewej  stronie  drogi,  nad  linią  średniego  napięcia  (15  kV) 
wiszący ciemny, dwuwypukły dysk. Niestety, z powodu prowadzenia samochodu pani K. 
nie  zdołała  zobaczyć  więcej  szczegółów.  Nie  wiadomo  takŜe,  czy  w  tym  czasie  nie  było 
„elektrycznego  black  –  out’u”  na  tej  linii,  a  przypominam,  Ŝe  było  to  w  czasie 
tzw. „planowych  wyłączeń  energii  elektrycznej  w  celach  oszczędnościowych”  – 
jak eufemistycznie nazywała braki energii propaganda Jaruzelskiego i Urbana. 

Wiarygodność  tej  relacji  jest  niestety  niewysoka,  bo  świadek  zapamiętała 

zbyt mało  szczegółów  z  tego  DD.  Nie  wiadomo  teŜ,  czy  NOL  „ssał”  energię  elektryczną 
z przewodów wysokiego napięcia, czy tylko nad nimi przelatywał. 

 
 
12 
 
 
Tą  relację  zawdzięczam  mojemu  dobremu  znajomemu  z  granicy,  nieŜyjącemu 

juŜ niestety, przewodnikowi tatrzańskiemu, literatowi i poecie panu Edwardowi Zawiłło 
z Krakowa.  W  październiku  1981  roku  wraz  z  trzema  osobami  towarzyszącymi 
obserwował  on  niezwykłe  zjawisko  w  Dolinie  Niewcyrki  (Tatry  Słowackie).  Było  to 
niezwykle  silne  i  jasne  światło,  którego  gradient  jasności  wzrastał  w  kierunku  Kopy 
Kondrackiej i Czerwonych Wierchów, a oto tak on to opisuje: 

Zdarzenie  to  miało  miejsce  w  pierwszej  dekadzie  października  1981  roku, 

dokładnej  daty  nie  pamiętam,  podczas  terenowego  doszkalania  przewodników 
tatrzańskich... 

 ...  świecący  dotychczas  KsięŜyc  schował  się  za  chmury,  które  opadły  nisko, 

zrobiło  się  zupełnie  ciemno,  więc  oświetlaliśmy  sobie  drogę  latarkami  elektrycznymi. 
Rozmawiając  cały  czas  beztrosko  dotarliśmy  do  szlaku  wiodącego  do  leśniczówki 
w Trzech  Studniczkach,  kiedy  to  niespodziewanie  w  otaczający  nas  mrok  wdarła  się 
olbrzymia jasność, która poraziła nas swym blaskiem. 

Myśleliśmy,  Ŝe  to  halogeny  jadącego  przed  nami  samochodu  lub  jakieś  silne 

reflektory,  ale  wnet  stwierdziliśmy  nasza  pomyłkę.  Tymczasem  dookoła  zrobiło  się 
tak jasno,  jak  w  słoneczny  dzień.  Spojrzeliśmy  w  górę  i  stwierdziliśmy,  Ŝe  niebo  jest 
pokryte  kłębiastymi  chmurami  i  jest  podświetlone  jakimś  dziwnie  niebieskawym 
światłem.    Blask  ten  był  podobny  do  blasku  spalanej  magnezji.  ZauwaŜyłem  teŜ, 
Ŝe największe  natęŜenie  tego  dziwnego  światła  wywodzi  się  z  naszej  prawej  strony,  to 
jest  gdzieś  znad  szczytu  KrzyŜnego  Liptowskiego  –  2.040  m  n.p.m.  Pochodzenia 
tego światła  nie  mogłem  ustalić,  gdyŜ  Dolina  Koprowa  jest  głęboko  wcięta  pomiędzy 
zalesione zbocza z lewej strony Krywania – 2.496 m n.p.m. i z prawej strony rozległego 
masywu Kopy Koprowej i KrzyŜnego... 

Zjawisko trwające w sumie około jednej minuty pod koniec trochę osłabło i znikło. 

Wszystko to trwało w absolutnej ciszy i juŜ więcej się nie ukazało. 

Tyle  pan  Edward  Zawiłło  –  człowiek  znający  i  kochający  góry.  Patrząc  na  to 

przez pryzmat  swej  wiedzy  i  doświadczenia  wykluczył  on  od  razu  wszelkiego  rodzaju 

background image

 

18

zjawiska elektryczne w rodzaju ogni św. Elma. Pozostało mu tylko UFO, co napisał wprost 
w swej ksiąŜce pt. I ja zostanę przewodnikiem (Kraków 1990). 

Niestety, mimo poszukiwań nie znalazłem innych świadków tego Nocnego Światła, 

co akurat nie jest takie dziwne, zwaŜywszy fakt, iŜ noc była wietrzna, deszczowa i zimna, 
a w taka pogodę w góry idzie ten, kto   n a p r a w d ę   i ś ć   m u s i ... 

 
 
13 
 
 
Ten 

DD 

zaobserwowałem 

peronu 

Dworca 

PKS 

Zakopanem 

wraz z 5 osobami. Było to wczesnym rankiem 8 sierpnia 1988 roku, w godzinach 06:00 – 
06:05. 

Czekałem  właśnie  na  autobus  do  Nowego  Sącza.  Stojąc  pod  wiata  peronu 

skierowałem  spojrzenie  na  zachód,  gdzie  pysznił  się  w  porannym  słońcu  szczyt 
Kominiarskiego  Wierchu.  W  pewnej  chwili,  pomiędzy  Kominiarskim  W.  a  Gubałówką 
na niebie  coś  dziwnie  zamigotało...  Przyjrzałem  się  temu  czemuś  uwaŜnie  i  zdumienie 
moje  wzrosło  niepomiernie  –  to  „coś”  leciało  obniŜając  swój  lot  i  wyglądało, 
jak rozpędzone  w  ruchu  wirowym  łopaty  śmigła  głównego  helikoptera  –  z  tym, 
Ŝe nie widziałem  ani  kadłuba  tego  domniemanego  śmigłowca,  ani  nie  słyszałem  huku 
jego silników i wizgu turbin... 

Tymczasem  NOL  przeleciał  na  tle  zalesionego  stoku  Gubałówki,  i  ponownie 

doznałem  uczucia  nierzeczywistości  –  miał  on  kształt  dysku  z  kopułką,  co  do  tego 
nie miałem Ŝadnych wątpliwości, ale jego kolor był taki, jak przeźroczysta woda, z tym, 
Ŝe  na  jego  krawędziach  uginał  się  obraz  drzew  porastających  stok  Gubałówki...  NOL 
przeleciał bezszelestnie nad miastem i przepadł gdzieś na kierunku Poronina. 

Co  to  było?  Być  moŜe  był  to  Niewidzialny  NOL  –  NNOL,  których  obecność 

sygnalizowali  onegdaj  Clas  Svahn  ze  Szwecji  i  Alferdo  Lissoni  z  Italii.  Osobiście 
nie wierzyłem  w  istnienie  tego  rodzaju  obiektów,  ale  tym  razem  skapitulowałem  wobec 
oczywistego  faktu  –  NNOL-e  są  rzeczywistością!  Jak  dotąd,  to  nie  wymyśliłem  Ŝadnego 
zadowalającego  wyjaśnienia  alternatywnego  –  wprawdzie  mój  australijski  krytyk  moich 
prac  pan  Piotr  Listkiewicz  zasugerował

16

,  Ŝe  miałem  do  czynienia  ze  zwartym  stadem 

ptaków  –  jednak  jest  to  wyjaśnienie  niezadowalające.  Z  NNOL-ami  przyszło  mi  się 
spotkać jeszcze nieraz, ale o tym w dalszej części tej pracy. 

 
 
14 
 
 
Pod  koniec  sierpnia  1988  roku,  nad  Zakopanem  4  świadków  zaobserwowało 

przelot dziwnego, promieniującego róŜowym światłem NOL-a. Świadkami byli pracownicy 
PPKS  w  Zakopanem:  kierowcy  –  J.  B.    z  Poronina,  S.  T.  z  Dzianisza,  straŜnik  T.  S. 
Z Murzasichla  oraz  funkcjonariusz  StraŜy  Granicznej  –  por.  SG  Eugeniusz  W. 
Z Zakopanego.  Wszyscy  tu  wymienieni  świadkowie  widzieli  NOL-a,  który  przeleciał 
nad miastem na wysokości około 1.000 m znad Furmanowej w kierunku Tatr Wysokich i 
zniknął nad Kasprowym Wierchem. Trzech świadków twierdzi, Ŝe w trakcie przelotu NOL-
a słychać było szum, a po zniknięciu za Tatrami dał się słyszeć głuchy huk, jakby bardzo 
odległej eksplozji... Było to pomiędzy 23:00 a północą. Trzech świadków widziało NOL-a 
z  Dworca  PKS  w  Zakopanem,  a  czwarty  z  autobusu  jadącego  z  Furmanowej 
do Zakopanego. 

 
WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE: 
 

                                                 

16

 Na stronie internetowej: 

http://www.uq.net.au./~zzplistk/

 

background image

 

19

Obserwatorzy mogli widzieć przelot pocisku rakietowego odpalonego przez Wojska 

Rakietowe  naleŜące  do  Północnej  Grupy  Wojsk  Radzieckich  w  Polsce,  gdzieś  z  okolic 
Bydgoszczy,  ewentualnie  z  pokładu  okrętu  nawodnego/  podwodnego  z  sowieckiej  Floty 
Bałtyckiej  na  Morzu  Bałtyckim,  a  który  to  MRBM  był  wycelowany  w  lądowisko  poligonu 
rakietowego  bazy  wojsk  sowieckich  w  okolicach  Liptowskiego  Mikulasza.  Rozwiązanie 
zagadki  podpowiedzieli  mi  słowaccy  pogranicznicy  (stopnie  i  nazwiska  zastrzeŜone) 
oraz niektórzy  pracownicy  słowackiego  UC  (dane  personalne  zastrzeŜone).  Hipoteza 
odpału  ICBM  czy  tez  MRBM  jest  uzasadniona  o  tyle,  Ŝe  w  1990  roku  senator  senatu 
Stanów Zjednoczonych A. P. Sam Nunn oświadczył, Ŝe Sowieci dokonali kilku próbnych 
odpaleń ICBM i MRBM na obszarze państw b. Układu Warszawskiego i co najmniej dwóch 
samoczynnych odpaleń takowych. Jednym z nich mógł być tzw. Wielki Bolid Polski z dnia 
20  sierpnia  1979  roku,  aczkolwiek  –  jak  tu  juŜ  nadmieniłem  –  mogła  to  być 
„zapomniana”  głowica  jądrowa  z  czasów  Wielkiej  Wojny  Bogów  –  Astronautów...  „Bolid 
Zakopiański”  raczej nie mógł być taka głowicą, bo nie było ofiar epidemii czy zatrucia po 
jego  upadku,  a  zatem  to  mogła  być  ziemska  rakieta  w  rodzaju  pocisku  SCUD,  albo... 
NOL. Prawdopodobieństwo tej pierwszej jest o wiele wyŜsze od tego drugiego, ale w obu 
przypadkach   w y Ŝ s z e   o d   z e r a  - a to juŜ jest coś, wobec czego nie wolno nam 
przejść do porządku dziennego!... 

 
 
15 
 
 
I  jeszcze  raz  o  NNOL-ach,  które  tym  razem  zostały  uwiecznione  na  błonie 

filmowej.  Na  samym  początku  października  1988  roku  wybrałem  się  w  góry 
przy wspaniałej  pogodzie  i  bezchmurnym  niebie.  To  było  cos  takiego,  co  w  raportach 
meteorologicznych  określa  się  mianem  CAVU  –  Clear  Air  &  Visibility  Unlimited  –  czyste 
powietrze  i  widzialność  nieograniczona.  Przeźroczysta  aeria  –  jak  napisałby  z  pewnością 
Stanisław Staszic. Trasa mojej wycieczki przebiegała z Kuźnic na Polanę Kalacką i dalej 
na  Kopę  Kondracką  via  Przełęcz  pod  Kopą  Kondracką  i  dalej  granią  do  Kasprowego 
Wierchu, skąd poprzez Myślenickie Turnie powróciłem do Kuźnic i do mojego mieszkania 
w  StraŜnicy  SG.  To  był  cudowny,  jesienny  spacer.  Miałem  przy  sobie  dwa  aparaty 
fotograficzne  –  lustrzankę  ZENITH-11z  obiektywem  o  f  =  58  mm,  załadowany  slajdami 
o czułości  18  DIN  (65  ASA)  i  SILUET-ELEKTRO  teŜ  z  obiektywem  o  f  =  58  mm, 
załadowany  filmem  czarno-białym  o  czułości  22  DIN  (100  ASA).  Nie  uŜywałem  filtrów, 
bo najwyŜszym  wyniesieniem  na  trasie  była  Kopa  Kondracka  o  wysokości  2.008  m 
n.p.m., zaś cała reszta trasy przebiegała po szlakach poniŜej 2.000 m n.p.m. 

Na  Polanie  Kalackiej  wykonałem  dwa  zdjęcia  –  pierwsze  w  kierunku  wapiennych 

turniczek  Nosala,  a  drugie  w  kierunku  Kopy  Kondrackiej  –  dokładnie  w  kierunku 
przeciwnym. Po powrocie do domu dałem film do wywołania i... 

I osłupiałem, kiedy zobaczyłem na dwóch sąsiednich klatkach filmu sylwetki NOL-

i.  Rzecz  dziwna  –  jeŜeli  to  był  jeden  i  ten  sam  NOL,  to  poruszał  się  on  po  trajektorii 
z kierunku od Nosala do Kopy Kondrackiej, a to oznacza, Ŝe ten NNOL (bo nie widziałem 
go  w  momencie  robienia  zdjęcia)  leciał  bardzo  wolno  –  z  prędkością  jakich  10  km/h 
po identycznej trasie, co NOL z dnia 17 stycznia 1979 roku!!!... 

 
WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE: 
 
Wizerunki NOL-i powstały poprzez niedbalstwo wywołującego film fotografa, takie 

plamy mogą powstać poprzez wylanie na film kropli utrwalacza, na wywołany i wykapany 
film w czasie procesu suszenia. 

Przypadek  ten  został  opisany  na  łamach  Nieznanego  Świata  nr  7-8,1993 

przez Bronisława Rzepeckiego. 

 
 
16 
 

background image

 

20

 
Następne  zdjęcie  dziwnego  obiektu  wykonałem  w  dniu  22  lutego  1989  roku 

z Upłazu  Kalackiego.  I  w  tym  przypadku  pogoda  była  CAVU.  Wykonałem  jedno  zdjęcie 
w kierunku  południowym  na  błonie  6  x  6  cm  czarno-białej  o  czułości  18  DIN,  aparatem 
DRUCH  o  f  =  60  mm  i  przysłonie  16,  z  T  =  1/60  s,  w  kierunku  Kasprowego  Wierchu. 
I znowu  na  negatywie  wyskoczyła  mi  dziwna,  soczewkowata  plama  –  przypominająca 
NOL-a.  

Oczywiście mógł to być NOL, ale nasuwa się inne... 
 
WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE: 
 
Być  moŜe  była  to  formująca  się  właśnie  chmura  z  gatunku  Altocumulus 

lenticularis,  na  co  wskazuje  soczewkowaty  kształt  i  srebrzystobiały  kolor,  a  takŜe  fakt 
zawiśnięcia w jednym miejscu. Niezwykłość tej chmury polega jednak w tym przypadku 
na tym, Ŝe w opisywanym czasie nie było wiatru halnego...  Byłby to zatem NNOL, który 
podświetlony  ostrym  górskim  słońcem  ujawnił  się  na  jakichś  warstwach  powietrza,  jak 
na ekranie???... 

 
 
17 
 
 
Ta  obserwacja  miała  miejsce  w  dniu  26  grudnia  1989  roku  w  godzinach  15:00  – 

15:30, a dokonał jej Ŝołnierz WOP – por.  Stanisław  P.  oraz jego koleŜanka Teresa  L. 
wraz z jej synem Patrykiem, którzy jechali samochodem ze Szczawnicy do Zakopanego. 
Przed  wjazdem  do  Nowego  Targu  na  drodze  nr  98,  por.  P.  zauwaŜył  nad  południowo  – 
zachodnim  horyzontem  dziwny  obiekt  latający  w  kształcie  komety  z  czarną  „głową”. 
Po wjeździe na drogę numer 95 w kierunku Zakopanego, pani L. podjęła obserwacje tego 
obiektu,  którą  przerwała  dopiero  na  Ustupie,  przy  stacji  paliwowej.  NOL  zniknął 
za grzbietem Ralów Wierchu. 

Według  relacji  por.  P.  NOL  wisiał  na  wysokości  około  45

0

  nad  horyzontem  i  miał 

biało-perłowy  „ogon”, długi na jakieś 30

0

. Czarna „głowa” tej  „komety” skierowana była 

ku  zachodzącemu  Słońcu.  Świadkowie  nie  stwierdzili  Ŝadnego  wpływu  NOL-a 
na otoczenie. 

Najciekawsze  w  tym  wszystkim  jest  to,  Ŝe  w  dwa  dni  później  –  28  grudnia  1989 

roku  –  Teleexpress  pokazał  amatorski  film  ukazujący  tego  NOL-a  zrobiony  w...  Japonii! 
Pewien student sfilmował go kamerą video w okolicach Kobe. 

Nie  ma  tu  Ŝadnego  wyjaśnienia  alternatywnego,  być  moŜe  to  był  jakiś  samolot, 

ale jak dotąd nic mi nie wiadomo o samolocie,  który miałby kształt czarnej kuli z biało-
perłowym „ogonem” – długim na 30

0

... 

Przypadek ten został zarejestrowany przez jordanowski oddział MCBUFOiZA. 
 
 
18 
 
 
W  styczniu  i  maju  1990  roku,  w  czasie  nocnych  patroli  wzdłuŜ  odcinka  drogi 

nr 961  w  okolicach  przejścia  granicznego  Łysa  Polana,  udało  mi  się  ujrzeć  dziwne 
zjawisko,  a  mianowicie  –  migoczące  w  lesie  ogieńki  podobne  do  płomyków  zapałek  czy 
zapalniczek.  W  styczniu  podniosłem  z  tego  względu  alarm  graniczny  sądząc, 
Ŝe to sprawka  przemytników  czy  innych  naruszycieli  granicy,  którzy  dokonali  NPG 
do czy z Polski. Podjęta akcja poszukiwaczo-likwidacyjna siłami GPK i StraŜnicy SG Łysa 
Polana oraz z drugiej strony StraŜnicy CP Javoriná nie przyniosła Ŝadnego rezultatu. Pas 
śnieŜny  wzdłuŜ  linii  granicznej  był  „czysty”  po  obu  stronach  i  nie  było  na  nim  widać 
Ŝadnych  nowych  śladów.  Po  naszej  stronie  przeszukano  odcinek  terenu  od  Palenicy 
Białczańskiej do tzw. Języków Teściowej (są to 4 bardzo ostre i długie zakręty na drodze 
nr  961  w  odległości  ok.  2  km  od  przejścia  granicznego  Łysa  Polana),  zaś  po  słowackiej 

background image

 

21

stronie przeszukano teren od Doliny Białej Wody do Javoriny. Po obu stronach wynik był 
negatywny – ani Ŝywego ducha... 

Za  drugim  razem  juŜ  nie  podniosłem  alarmu,  ale  starałem  się  obserwować 

w gęstym  deszczu  zwodnicze  światełka.  Niestety,  ulewa  wzmogła  się  do  tego  stopnia, 
Ŝe światełka  literalnie  wsiąkły  w  las  porastający  okolice  Łysej  Skały.  Do  dziś  dnia 
nie wiem, czym one były. Okazało się, Ŝe podobne zjawiska znane są z gór Pennine Mts. 
W Anglii,  o  czym  donoszą  raporty  Andy’ego  Robertsa,  Anthony’ego  Dodda  i  innych 
badaczy  związanych  z  PROJECT  PENNINE.  Być  moŜe  w  rejonie  Łysej  Polany 
zamanifestowało  się  podobne  zjawisko,  które  ukazuje  się  highlanderom  na  pennińskich 
wrzosowiskach...  jak  dotąd,  to  nie  mam  zielonego  pojęcia  o  fizykalnej  stronie  tego 
zjawiska,  aczkolwiek  –  jak  widać  to  ze  „spisków”  –  zjawisko  tego  rodzaju  znane  jest 
takŜe  w  Tatrach,  Karkonoszach  i  innych  polskich  górach.  To  są  właśnie  te  wszystkie 
niespokojne  duchy,  światła  czyli  promienie  wynikające,  od  których  drętwienie  ciała 
i strach przejmuje...
 

Przypadki  nie  zostały  zarejestrowane.  Po  pierwszym  z  nich  pozostał  ślad 

w dokumentacji GPK Łysa Polana i StraŜnicy SG Łysa Polana w postaci wpisów do KsiąŜek 
SłuŜby  
obu  tych  jednostek,  dokonane  przez  Kierownika  Zmiany  GPK  i  DyŜurnego 
Operacyjnego StraŜnicy. 

 
 
 
19 
 
 
Kolejne  zdjęcie  NOL-a  było  co  najmniej  sensacyjne.  Rzecz  miała  miejsce  w  lipcu 

1992  roku.  Młoda  mieszkanka  Krakowa  –  pani  K.  F.  wykonała  je  w  połowie  drogi 
pomiędzy  Stasikówką  a  Bukowiną  Tatrzańską  –  na  stromo  wznoszącym  się  w  górę 
odcinku drogi nr 961. 

Na  zdjęciu  przedstawiającym  Tatry  Wysokie  widoczny  jest  w  prawym  górnym 

rogu  kadru,  tajemniczy  obiekt  w  kształcie  dwuwypukłej  soczewki.  Zdjęcie  to 
wraz z negatywem  redakcja  Nieznanego  Świata  przesłała  do  znanego  warszawskiego 
ufologa – Krzysztofa Piechoty, który jednoznacznie stwierdził, Ŝe nie ma Ŝadnego UFO 
–  a jedynie  jest  odprysk  emulsji  fotograficznej  od  podłoŜa  filmu  –  o  czym  napisał  on 
w artykule  zamieszczonym  na  łamach  Nieznanego  Świata  w  nr  7-8,1993.  Szkoda!...  – 
bo obiekt  ten  wygląda  rzeczywiście  jak  Dzienny  Dysk!  Gdyby  nie  zbadanie  tego  zdjęcia 
przez 

renomowanego 

badacza 

zagadnienia, 

jakim 

jest 

Krzysztof 

Piechota 

i odpowiedzialność  redakcji  Nieznanego  Świata,  która  mu  to  powierzyła,  to  zdjęcie  to 
mogłoby  dostać  się  w  ręce  jakiegoś  mistyfikatora  w  rodzaju  Walerego  Uwarowa
czy idącego  na  łatwiznę  popularyzatora  ufologii  w  rodzaju  Michaela  Hesemanna 
i mamy gotowy kolejny pasztet w rodzaju UFO nad Tatrami! - à la sławetny humbug pt. 
UFO na Kaukazie...  

Przypadek  ten  włączyłem  do  dossier  PROJEKTU  TATRY  ze  względu  na  związek 

z ufologią  i  terenem  działania  MCBUFOiZA,  ale  nie  zarejestrowałem  go  z  wiadomych 
względów... 

 
 
20 
 
 
I  jeszcze  jeden  przypadek  „legendarny”,  tzn.  taki,  o  którym  dowiedziałem  się 

od osób trzecich. 

Obserwację BOL w dniu 5 czerwca 1992  roku zaliczyli pasaŜerowie autobusu linii 

Zakopane  –  Łysa  Polana,  na  odcinku  drogi  nr  961  pomiędzy  Karpencinami  a  Głodówką. 
Było  to  około  godziny  06:30.  dwaj  świadkowie  –  chor.  SG  Kazimierz  S.  oraz  leśniczy 
inŜ.  Marian  W.    zaobserwowali  przelot  czerwono  świecącej  kuli  na  niebie  nad  Tatrami 
Bielskimi. Przelot trwał kilka sekund, tak Ŝe świadkowie nie byli pewni, czy to co widzieli 
im się nie przywidziało, dlatego tez nie zarejestrowałem tego przypadku. 

background image

 

22

 
 
21 
 
 
Następne  zdjęcie  quasi  NOL-a  przesłał  nam  do  analizy  mieszkaniec  Gdyni  –  pan 

Piotr  Siwek.  Wykonał  je  on  w  dniu  10  września  1992  roku  nad  Morskim  Okiem. 
Na zdjęciu widoczny jest pan Siwek na tle Mięguszowieckiego Szczytu, a nad nim – nieco 
powyŜej – widać tajemniczy obiekt. Zdjęcie wykonano aparatem fotograficznym ZENITH 
xp na filmie ORWO 21 DIN, o godzinie 12:30. 

Przesłałem  zdjęcie  do  analizy  Krzysztofowi  Piechocie,  a  jego  odpowiedź  była 

krótka: 

Jest  to  wielokątne  odbicie  światła  w  soczewkach  systemu  optycznego  obiektywu 

aparatu fotograficznego... 

Na powiększeniach widać wyraźnie, Ŝe ów NOL ma kształt 10-kąta, czyli dokładnie 

tyle,  ile  listków  ma  irysowa  przysłona  obiektywu  ZENITHA  xp.  Szkolny  błąd  fotografa, 
który  ustawił  się  z  aparatem  pod  Słońce  i  spowodował  powstanie  efektu  świetlnego 
na błonie filmu pana Siwka. 

Tak jak w przypadku nr 19 jedynie odnotowuję go ad memoriam, jako przestrogę 

przed pośpiesznym wyciąganiem wniosków. Przypadek nie rejestrowany. 

 
 
22 
 
 
Ten  incydent  trudno  jest  zdefiniować,  najbardziej  pasuje  do  niego  klasyfikacja 

CE-0    -  aczkolwiek  w  jego  trakcie  nie  widziałem  Ŝadnej  Ŝywej  istoty  czy  maszyny 
rozumnej albo zwykłego robota... 

Mieszkałem  wtedy  –  w  kwietniu  1994  roku  –  w  tzw.  „Celerówce”,  czyli  jednego 

z budynków naleŜącego do kompleksu zabudowań StraŜnicy SG Zakopane, leŜącego vis-
à-vis słynnej „KsięŜówki”.  

Pewnej  kwietniowej  nocy  obudziłem  się  z  uczuciem  lęku,  Ŝe  w  pokoju  jest  ktoś 

obcy.  LeŜąc  na  boku,  twarzą  zwrócony  w  kierunku  ku  pokojowi,  skontrolowałem 
wzrokiem  jego  wnętrze  –  było  puste,  ale  mimo  to  wraŜenie  czyjejś  Obecności 
nie ustępowało... PołoŜyłem głowę na poduszkę i naraz na wysokości moich oczu ukazała 
się  jasnoŜółta  tarczka  o  średnicy  jakichś  2-3  cm,  która  dryfowała  powoli  w  stronę 
zamkniętych drzwi na korytarz. Naraz na jej powierzchni ukazało się wyrysowane cienką, 
czarną  linią  koło,  w  który  wpisał  się  trójkąt,  a  po  chwili  drugi,  tworząc  tzw.  Gwiazdę 
Dawida  (heksagram),  a  po  chwili  gwiazda  ta  zwielokrotniła  się  tak,  Ŝe  przypominało  to 
wielokątna  fasetę  brylantu.  Całość  znikła  i  tarczka  przeniknęła  na  korytarz 
przez zamknięte na klucz drzwi... Spojrzałem na zegarek – była trzecia w nocy. WraŜenie 
czyjejś  obecności  znikło  i  wszystko  wróciło  do  normy,  a  ja  uświadomiłem  sobie, 
Ŝe w czasie  trwania  tego  zjawiska  odczuwałem  paraliŜujący  lęk.  Wszystko  trwało  3-5 
sekund. 

Przypadek nie zarejestrowany. 
 
 
23 
 
 
I  jeszcze  jedna  obserwacja  NOL-a  w  postaci  Nocnego  Światła  (NL),  która  to 

obserwacja  miała  miejsce  w  dniu  28  kwietnia  1993  roku,  w  godzinach  20:30  –  20:32. 
kilkoro  świadków  niezaleŜnie  od  siebie  widziało  gwiazdopodobny  obiekt  o  jasności 
co najmniej    minus  5

m

,0  –  który  poruszał  się  z  kierunku  południowego  (od  strony 

Słowacji)  nad  Kasprowy  Wierch,  a  ponad  nim  skręcił  na  wschód  i  w  tym  kierunku 
odleciał.  Tego  wieczoru  widać  było  doskonale  KsięŜyc,  Jowisza  i  jasne  gwiazdy 
wiosennych gwiazdozbiorów.  

background image

 

23

W trakcie czynności wyjaśniających udało mi się ustalić na lotnisku Poprad – Tatry 

na Słowacji, Ŝe o tej godzinie w przestrzeni powietrznej tego kraju   n i e   stwierdzono 
Ŝadnej  maszyny  cywilnej  czy  wojskowej  poruszającej  się  takim  kursem  –  co  więcej  – 
radary  lotniskowe,  choć  obiekt  był  doskonale  widoczny  gołym  okiem,  nie  wychwyciły 
go... – co potwierdzili mi funkcjonariusze CP i słowackiego UC pracujący tamŜe (ich dane 
personalne są zastrzeŜone). Wynikałoby z tego, Ŝe  ów  NOL leciał na wysokości powyŜej 
30.000 m – czyli poza zasięgiem stacji radiolokacyjnej w Popradzie. 

 
WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE; 
 
Wysokość  lotu  i  jego  szybkość  sugeruje,  Ŝe  ów  NOL  mógł  być  de  facto 

eksperymentalnym, 

bądź 

juŜ 

czynnej 

słuŜbie, 

samolotem 

hipersonicznym 

wyprodukowanym w Rosji – „Uragan”, czy w USA – „Aurora”. Samoloty takie są uŜywane 
najczęściej  w  misjach  wywiadowczych  nad  krajami,  w  których  toczą  się  wojny 
czy zagraŜają  im  konflikty  i  –  jak  twierdzą  Amerykanie  –  stanowią  one  tym  samym 
zagroŜenie  dla  światowego  pokoju:  Irak,  Iran,  Czeczenia,  była  SFRJ,  Chiny  i  Tajwan, 
Kuba,  kraje  latynoamerykańskie  i  afrykańskie,  w  których  masowo  uprawia  się  rośliny 
dające narkotyki

17

 oraz inne kraje niestabilne gospodarczo i politycznie. W USA samoloty 

te  zastąpiły  maszyny  zwiadowcze  U-2  czy  SR-73  „Blackbird”,  który  poruszał  się 
z prędkością  3,5  Ma  na  wysokości  do  30.000  m.  „Aurory”  i  „Uragany”  poruszają  się 
na wysokości ponad 60.000 m z prędkościami rzędu 10 Ma, czyli nieco ponad 3,3 km/s! 
Istnienie  tych  samolotów  nie  jest  juŜ  tajemnicą  i  wszystko  wskazuje  na  to,  Ŝe  ów  NOL  
był  właśnie  „Aurorą”,  która  wystartowała  z  którejś  baz  amerykańskich  czy  NATO 
we Włoszech – Bari,  Otranto  czy  Gaeta albo Brindisi – w misję zwiadowczą nad Bośnią-
Hercegowiną,  Węgrami,  Słowacją,  Ukrainą  i  Rosją,  a  dalej  via  Morze  Czarne  do  Izmiru 
w Turcji. To dystans niemal 10.000 km, czyli dokładnie tyle, ile wynosi zasięg „Aurory” – 
q.e.d. ... 

 
 
24 
 
 
Jeszcze  raz  droga  nr  961  i  ponowna  obserwacja  NOL-a  nad  Tatrami  Bielskimi. 

Trójka  świadków  obserwowała  przez  2-3  s  biało  świecący  gwiazdopodobny  obiekt 
w odległości  około  1  stopnia  kątowego  na  zachód  od  szczytu  Murania.  Nie  odnotowano 
Ŝadnych efektów towarzyszących.  

W trakcie wyjaśnień, udało mi się od kolegów słowackich: npor. S. V. , kpt. J. Ž. 

oraz  kpt.  F.  V.    z  CP  w  Javorinie  uzyskać  informację,  Ŝe  takich  NOL-i  obserwuje  się 
najwięcej  w  Javorinie,  sąsiednim  Ždiarze  i  Podspadach,  nad  Tatrami  Bielskimi.  takŜe 
funkcjonariusze  SG  RP  ze  StraŜnicy  SG  Jurgów  kilkakrotnie  opowiadali  mi 
o zaobserwowanych  przez  nich,  świecących  białym  światłem  BOL-ach  nad  Tatrami 
Bielskimi. 

 
WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE: 
 
Istnieje pewna moŜliwość, Ŝe obserwatorzy ze strony polskiej i słowackiej widzieli 

tam nie UFO, ale... flary sygnałowe i oświetlające wystrzelane przez słowackich Ŝołnierzy 
z  elitarnych  oddziałów  strzelców  górskich  (zwanych  popularnie  „kamzikami”),  a  to 
dlatego,  Ŝe  na  terenie  Tatr  Bielskich  znajdował  się  do  niedawna  Vojenský  Vycvikový 
Priestor  –  co  po  polsku  znaczy  tyle,  co  poligon  wojskowy...  Do  tej  sprawy  powrócę 
jeszcze omawiając problem KsięŜycowej Jaskini i Tunelu o Szklistych Ścianach. 

Obserwacja ta miała miejsce w dniu 19 stycznia 1994 roku, około godziny 18:35.  
 
 
25 

                                                 

17

 Traktuje o tym szerzej moje opracowanie pt. Ufologia a polityka. 

background image

 

24

 
 
We  wrześniu  1993  roku  i  marcu  1994  roku,  udało  mi  się  wyjaśnić  jeszcze  jedną 

zagadkę  Tatr  Wysokich.  OtóŜ  w  tych  miesiącach,  jadąc  do  słuŜby  w  godzinach  18:25  – 
18:30  przy  bezchmurnej  pogodzie,  kilkakrotnie  wraz  z  chor.  SG  Piotrem  B. 
obserwowaliśmy  tajemnicze  błyski  na  szczytach  gór  –  a  konkretnie  na  Łomnicy. 
Nie mogłem dociec, co to było, i wydawało mi się, Ŝe błyski te są jeszcze jedną zagadką 
gór...  -  do  czasu,  aŜ  wpadłem  na  pomysł  i  przyjrzałem  się  temu  błyskowi  przez  silna 
lornetkę. I co? 

I  okazało  się,  Ŝe  był  to  jedynie...  słoneczny  „zajączek”  odbity  od  okna  górnej 

stacji kolejki linowej na Łomnicę! Ale najciekawsze jest to, Ŝe ów „zajączek” był widziany 
tylko z odcinka drogi 961 pomiędzy Stasikówką a Bukowiną Tatrzańską... 

Trochę szkoda, Ŝe to nie był NOL czy jakieś inne promienie wynikające od których 

zimno  i  strach  oblatuje  –  Ŝe  zacytuję  „spisek  Chrośnieńskiego”,  ale  z  drugiej  strony 
przypadek  ten  daje  do  myślenia.  Światełko  przez  nas  obserwowane  spowodowane  było 
niezwykłym zbiegiem okoliczności – odpowiednim połoŜeniem Słońca, okna stacji kolejki 
i naszego autobusu na określonym odcinku trasy. Dlatego teŜ widok czerwonego światła 
na 

szczycie 

bulwersował 

jadących 

nami 

turystów... 

– 

ciekaw 

jestem, 

ilu z nich pomyślało w tej chwili o UFO?... 

Przypadek  ten  opisałem  dla  Nieznanego  Świata,  ale  po  zbadaniu  sprawy 

natychmiast  wycofałem  artykuł  z  redakcji,  dzięki  czemu  nie  wygłupiłem  się,  jak  Walery 
Uwarow z UFO na Kaukazie... 

 
 
26 
 
 
Najdziwniejsza,  moim  zdaniem,  obserwacja  Nocnego  Światła  miała  miejsce 

w Zakopanem,  w  dniu  22  czerwca  1994  roku,  wieczorem.  Po  silnej  burzy  elektrycznej, 
3 świadków  obserwowało  przez  niemal  trzy  godziny  (!!!)  dziwny  obiekt  w  kształcie 
złocistego,  wąskiego  pierścienia  z  obiegającym  go  małym,  białym  światełkiem,  jak 
przemieszczał  się  ze  wschodu  na  zachód  nad  granią  Długiego  Giewontu

18

  w  kierunku 

Czerwonych Wierchów.  

NOL był obserwowany przy pomocy lunety 10x z balkonu jednego z zakopiańskich 

domów przy Drodze do Tadziaków.  

Przypadek zarejestrowany przez MCBUFOiZA. 
 
 
27 
 
 
I  jeszcze  raz  1994  rok,  październik  i  Giewont  oraz  Czerwone  Wierchy.  Dwoje 

świadków obserwowało dziwnego, półksięŜycowatego NOL-a, przelatującego ze wschodu 
na zachód. To Nocne Światło miało kolor intensywnie pomarańczowy. 

Niestety,  to  było  wszystko,  czego  dowiedziałem  się  o  tym  przypadku,  bowiem 

świadkowie obawiają się o swą reputację w środowisku... Tylko tyle udało mi się od nich 
dowiedzieć.  Nieszczęsna  natura  naszych  współobywateli  nie  pozwala  im  mówić 
o rzeczach,  które  tradycyjna  nauka  odŜegnała  od  czci  i  wiary...  –  a  szkoda,  bowiem  ta 
obserwacja  jest  jedną  z  wielu  relacji  dotyczących  skalnego  gmachu  Czerwonych 
Wierchów! 

 
 
28 
 

                                                 

18

 Trzykilometrowa jednostka geologiczna Giewontu składa się z trzech części licząc od zachodu: Mały Giewont 

o wysokości 1.728 m n.p.m., Giewont o wysokości 1.894,5 m n.p.m. i Długi Giewont o wysokości w 
najwyŜszym miejscu grani wynoszącej około 1.800 m n.p.m. 

background image

 

25

 
I  wreszcie  rok  1995,  kiedy  to  w  czerwcu  i  lipcu  inŜ.  Jerzy  Łatak  ze  swymi 

przyjaciółmi  obserwował  częste  przeloty  nad  Tatrami  Nocnych  Świateł  koloru  zazwyczaj 
białego,  które  wykonywały  niesamowite  ewolucje  na  niebie,  a  ich  trajektorie  były 
zazwyczaj  liniami  łamanymi,  czego  nigdy  się  nie  obserwuje  w  przypadku  samolotów 
czy sztucznych satelitów Ziemi... 

Wedle  Jerzego  Łataka,  NOL-e  poruszały  się  najczęściej  z  północy  na  południe 

i vice-versa, wykonując czasami zwroty o 90

0

 w prawo czy w lewo. 

Incydenty te odnotował Bronisław Rzepecki z GBNOL Kraków. 
 
 
29 
 
 
A  teraz  będzie  o  wydarzeniach,  które  miały  miejsce  po  drugiej  stronie  granicy  – 

na  Słowacji.  pierwsze  z  nich  wydarzyło  się  w  marcu  1957  roku,  a  jego  bohaterem  jest 
astronom – dr  Antonin Mrkos,  który zaobserwował w Obserwatorium Astronomicznym 
Skalnate Pleso, o godzinie 04:30 gwiazdopodobne Nocne Światło.  

Ów  NL  poruszał  się  początkowo  na  tle  konstelacji  Korony  Północnej  –  Corona 

Borealis,  potem  przemieścił  się  do  Herkulesa  –  Hercules,  by  zniknąć  definitywnie 
w konstelacji Lutni – Lyra. NOL miał kształt kręgu i obserwowano go przy pomocy silnej 
lunety.  Nie  ma  Ŝadnego  wyjaśnienia  alternatywnego,  bowiem  wtedy  oficjalnie  nie  było 
jeszcze  statków  kosmicznych,  ale  to  właśnie  wtedy  obserwowano  na  niebie  coś, 
co nazwano na Zachodzie „Black Baron” a w ZSRR „Cziornyj Princ” – a co nie było z całą 
pewnością poza-atmosferycznym pojazdem ziemskim...

19

 

 
 
30 
 
 
Drugi  przypadek  ze  słowackiej  strony  Tatr  miał  miejsce  14  listopada  1991  roku, 

w godzinach 09:50 – 09:55, kiedy to dr Eduard H. z Bratysławy z Ŝoną obserwował nad 
Tatrami  dziwnego  trójkątnego  NOL-a,  który  nadleciał  znad  Łomnicy  i  zataczając 
w powietrzu koła powoli splanował nad Nižne Hagý, gdzie definitywnie zniknął... 

Przyznaję,  Ŝe  kiedy  czytałem  tą  relację  dr  Miloša  Jesenský’ego  –  to 

przypomniała  mi  się  relacja  Gašpara  Haina  z  Lewoczy  o  obserwacji  jakiegoś  stwora 
latającego  nad  Tatrami  w  czasie  trzęsienia  ziemi  –  o  czym  pisałem  juŜ  w  pkt.  3
Dr Jesenský  widzi  w  tym  dinozaura,  ale  ta  rzecz  dziwnie  splotła  się  z  „inwazją” 
na Benelux  czarnych,  trójkątnych  NOL-i...  być  moŜe  właśnie  jeden  z  nich  nadleciał 
nad Tatry i tam zrobił dla ciekawskich pokaz akrobatyki lotniczej nie z tej Ziemi... 

Jednego  dr  Jesenský  jest  całkowicie  pewien  –  nie  była  to  robota  słowackich  sił 

powietrznych. Nie był to Ŝaden słowacki samolot prywatny czy klubowy. Co więcej – ten 
„pterodaktyl” czy „łŜe-samolot” nie był widoczny na radarze! Wiec co to naprawdę było? 
–  jakiś  „quasi-pterodaktyl-stealth”???...  A  moŜe  po  prostu  NOL?  A  właściwie  na  pewno 
NOL – co jest poza wszelką dyskusją. 
 
 

 
 

To  są  wszystkie  znane  nam  przypadki  obserwacji  UFO  nad  Tatrami  i  Podhalem. 

Oczywiście  jest  ich  z  całą  pewnością  jeszcze  więcej,  ale  jak  tu  wielekroć  podkreślałem, 
ludzie  boją  się  jeszcze  mówić  o  niezwykłych  zjawiskach  na  niebie  i  na  ziemi, 
bo w środowiskach wiejskich jest to równoznaczne z posądzeniem o zboczenie umysłowe. 

                                                 

19

 Szerzej na ten temat pisze m.in. A. A. Wojciechowskij w ksiąŜce Czto eto było? – Tajna Podkamiennoj 

Tunguski, Moskwa 1990, przekład mój. 

background image

 

26

CóŜ, 

trzeba 

jeszcze 

wiele 

pracy 

nad 

umysłami 

zaczadzonymi 

przesądami 

tzw. „współczesnej”  nauki,  która  nie  jest  w  stanie  odpowiedzieć  na  najprostsze 
z zadanych  tutaj  pytań,  a  od  nich  juŜ  nie  da  się  uciec...  Ignorancja  problemu  UFO 
przez współczesna  naukę  doprowadza  do  takich  paranoicznych  wykwitów,  jak  np.  film 
Santilli’ego, czy film o krojeniu EBE przez anatomopatologów z KGB... Coś takiego jest 
Ŝerem dla oszołomów, a których jest dosyć po obu stronach barykady – tej ufologicznej 
i tej naukowej... 
 
 

4. CO MAJĄ TATRY WSPÓLNEGO Z TRÓJKĄTEM BERMUDZKIM? 

 
 

Pytanie  głupie,  ale  tylko  na  pierwszy  rzut  oka,  bo  faktycznie  –  co  moŜe  mieć 

wspólnego  ze  sobą  obszar  oceanu,  na  którym  zmieściłoby  się  pół  Europy  z  jakimiś  tam 
średniej wielkości górkami w Europie Środkowej? A jednak ma, bo na obu tych obszarach 
tajemniczo giną i znikają w tajemniczych okolicznościach ludzie. 

Jak  sądzę,  większość  Czytelników  miała  przyjemność  przeczytać  znakomitą 

powieść  australijskiej  autorki  Joan  Lindsay  pt.  Piknik  pod  Wiszącą  Skałą  (Warszawa 
1991) i obejrzeć zrobiony na jej podstawie film Petera Weira pod tym samym tytułem. 
Film ten obejrzałem po raz pierwszy w Chełmie w 1983 roku, a potem jeszcze kilka razy 
w  kinach  Świnoujścia.  Temat  zafascynował  mnie,  bo  będąc  chłopakiem  z  podstawówki 
czytałem  pod  ławką  Tragedie  tatrzańskie  i  opisane  w  nich  wydarzenia  jakoś  dziwnie 
pasowały do tego, co ujrzałem potem na tym filmie. Pod koniec lat 90. skontaktowałem 
się  m.in.  z  australijskim  Polonusem  –  słynnym  u  nas  ekologiem  i  mistykiem  Piotrem 
Listkiewiczem
  –  od  którego  dowiedziałem  się,  Ŝe  tajemnicze  zniknięcia,  to  nie  tylko 
incydenty na Mt. Macedon w Nowej Południowej Walii, ale takŜe zdarzają się w Blue Mts. 
w  Queenslandzie.  Tamtejsi  Aborygeni  unikają  ponoć  tych  terenów  jak  ognia, 
a znajdujący się tam system pieczar i jaskiń, które kreują anomalie czasowe i inne, jest 
właściwie  niezbadany  przez  białego  człowieka...  Coś  podobnego  pisze  inny  autor  – 
Austriak  Peter  Krassa  w  swej  ksiąŜce  pt.  Biblioteka  Palmowych  Liści  (Gdańsk  1996)  – 
na  temat  austriackiej  góry  w  Alpach  Wapiennych  –  Mt.  Utensberg  koło  Salzburga, 
gdzie w  jaskiniach  panują  zupełnie  inne  stosunki  przestrzenno  –  czasowe,  niŜ  na  całej 
reszcie  świata!  I  właśnie  dlatego  zadałem  sobie  pytanie:  a  jak  jest  u  nas,  w  Tatrach 
i na Podtatrzu? Przeprowadziłem poszukiwania tam, gdzie zaczyna się wszelkie naukowe 
zamierzenia – w bibliotekach. I znalazłem to, czego spodziewałem się znaleźć. 

Pisząc tą część Raportu, posiłkowałem się dwoma źródłami: antologią pt. Błękitny 

KrzyŜ i ksiąŜką autorstwa Wawrzyńca „Wawy” śuławskiego pt. Tragedie tatrzańskie
a takŜe innymi, które wymieniam w przypisach. 

Ogólnie rzecz biorąc, wypadki wpisują się w dwa schematy:  
 
SCHEMAT A – czyli niewyjaśnione zgony w górach; 
 
SCHEMAT B – czyli zaginięcie osoby czy grupy osób w niewyjaśnionych do końca 
 okolicznościach.  

 

Pewnym  podzbiorem  wydarzeń  w  obu  tych  SCHEMATACH  jest  sytuacja,  w  której 

znaleziono  zwłoki  zaginionego  w  Tatrach  dopiero  po  pewnym  czasie  i  to  w  miejscu, 
w którym szukano ich wielokrotnie i to bardzo intensywnie. Podzbiór tych wydarzeń jest 
oznaczony  hasłem  Rip  van  Winkle,  na  cześć  bohatera  jednej  z  bajek  Washingtona 
Irwinga,
 który usnął i obudził się po dwustu latach... 

Oczywiście  przypadki  tego  rodzaju  musiały  zdarzać  się  częściej  i  wcześniej  – 

zwłaszcza  pośród  ludności  miejscowej  i  poszukiwaczy  z  Bractwa  św.  Wawrzyńca, 
ale dopiero  turystyka  masowa  i  zorganizowana  nadała  temu  zjawisku  znaczący  wymiar. 
Jest  to  wymiar  do  dziś  dnia  nie  rozwiązanego  problemu  w  oparciu  o  normalną  (czytaj: 
ortodoksyjną) naukę. A wszystko zaczęło się od lata 1912 roku... 

 
 

background image

 

27

31 
 
 
...  kiedy  to  pod  zerwami  Wielkiej  Turni  w  Tatrach  Zachodnich,  znaleziono 

po miesięcznych  poszukiwaniach  zwłoki  20-letniej  studentki  ze  Lwowa  –  Aldony 
Szystowskiej
.  Ani  ratownicy  TOPR,  ani  lekarze  nie  mogli  ustalić  przyczyny  śmierci. 
Trudno  przypuszczać,  Ŝe  młoda  kobieta  zmarła,  ot  tak  sobie  –  sama  od  siebie.  Takie 
rzeczy się po prostu nie zdarzają. Nie znaleziono na jej ciele śladów walki czy przemocy. 
Zagadka nie rozwiązana od 88 lat. Pierwszy przypadek typu Rip van Winkle. 

 
 
32 
 
 
Tragedia  w  Dolinie  Jaworowej.  Ten  niesamowity  wypadek  zdarzył  się  w  dniu 

3 sierpnia  1925  roku.  Mały  zespół  rodziny  Kaszniców  w  składzie  3  osób  plus  student 
Wasserberger  schodził  z  Lodowej  Przełęczy  do  Jaworzyny  (Javoriny).  Pogoda  była 
bardzo zła, wiał silny wiatr i zacinał chłodny deszcz. Czworo ludzi przeszło koło Lodowych 
Stawków,  gdzie  po  chwili      t  r  z  e  j      m  ę  Ŝ  c  z  y  ź  n  i      w  róŜnym  wieku  i  kondycji 
fizycznej  naraz      z  a  s  ł  a  b  l  i  .      a  po  chwili,  zanim  Maria  Kasznicowa  zdołała  się 
połapać w sytuacji, z minuty na minutę   z m a r l i ! na miejscu Ŝywa pozostała jedynie 
Kasznicowa, która nie potrafiła podać przyczyny śmierci swego męŜa, syna i towarzysza 
podróŜy...  Śledztwo  wdroŜone  przeciwko  niej  rychło  umorzono  z  powodu  braku 
dowodów. 

Wysunięto kilka hipotez: 

 

1.

 

Nieszczęśnicy  zostali  uduszeni  przez  silny  wiatr  spadający  z  Lodowej 
Przełęczy, ale zatem dlaczego ocalała Maria Kasznicowa? 

2.

 

Zmarłym zaszkodził wypity uprzednio alkohol. Tak, ale koniak pił jedynie 
starszy Kasznica i Wasserberger. Kasznica junior powinien ocaleć... 

3.

 

Wszyscy ponieśli śmierć z wyczerpania, ale dlaczego tylko męŜczyźni?  

4.

 

Zadziałał  tu  silny  stresor  wywołujący  zawał  serca  czy  udar  mózgu. 
Obiekcja jak wyŜej... 

 
Jak  dotąd,  to  nie  znaleziono      Ŝ  a  d  n  e  g  o      zadowalającego  wyjaśnienia  tej 

ponurej tajemnicy!... 

Pewna  propozycję  rzucił  znany  miłośnik  Tatr,  poeta  i  artysta  malarz  –  pan 

Bronisław  Kłosowski  z  Zakopanego.  Upatruje  on  przyczyn  tragedii zespołu  Kaszniców 
w  synergicznym  działaniu  zmęczenia,  stresu  i  złej  pogody  z  lecącym  w  dół  ciśnieniem 
atmosferycznym  (wiał  wtedy  wiatr  halny),  co  spowodowało  gwałtowny  skurcz  naczyń 
krwionośnych  na  obwodzie  i  skokowy  wzrost  ciśnienia  krwi  w  komorach  serca, 
a w dalszym ciągu śmierć wskutek hipertonii... No cóŜ, na bezrybiu i rak teŜ ryba – być 
moŜe  to  jest  jakieś  wyjaśnienie  tej  ponurej  zagadki  –  pierwszej,  ale  nie  ostatniej  tego 
rodzaju, bo... 

 
 
33 
 
 
...  w  kilka  lat  później,  a  dokładnie  w  dniu  17  kwietnia  1933  roku,  w  podobnych 

okolicznościach  umiera  na  Galerii  Gankowej  słynny  taternik  z  Poznania  –  Wincenty 
Birkennmajer.
 Jego śmierć była szokiem dla taternickiego światka i jest ona w dalszym 
ciągu tajemnicza, mimo kilku prób wyjaśnień i faktu, iŜ ostał się jego towarzysz od liny – 
Stanisław Groński. 

TakŜe  w  tym  przypadku  jego  śmierci  towarzyszyły  podobne  symptomy, 

jak w przypadku  Kaszniców  i  Wasserbergera.  Najpierw  skrajne  wyczerpanie,  a  potem 
śmierć w kilka minut. Co ciekawe – towarzysz Birkennmajera – Groński to przeŜył, mimo 

background image

 

28

szalejącej  kurniawy,  która  wedle  wszystkich  praw  logiki  takŜe  jego  powinna  pozbawić 
Ŝycia, a jednak nie zabiła!... 

Stanisław  Groński  teŜ  mógł  powiedzieć  o  śmierci  towarzysza,  co  Maria 

Kasznicowa, to znaczy nic. I jeszcze jedno – obaj wspinacze mieli halucynacje – czy były 
one  wynikiem  wyczerpania  i  straszliwego  stresu,  towarzyszącemu  juŜ  nie  tyle  pogoni 
za wyczynem  sportowym,  ale  wyścigiem  ze  śmiercią?  Bardzo  moŜliwe,  ale...  –  ze 
względu na te tu wymienione punkty styczne z innymi wypadkami, uznałem za stosowne 
włączyć i ten wypadek w dossier PROJEKTU TATRY. 

 
 
34 
 
 
Bolesław  Chwaściński
  w  swej  ksiąŜce  pt.  Z  dziejów  taternictwa,  Warszawa 

1979,  opisuje  pewien  epizod  z  czasów  II  wojny  Światowej.  Chodzi  tutaj  o  tajemniczą 
śmierć  dwojga  kurierów  Armii  Krajowej:  Ady  Kopczyńskiej  i  Władysława 
Gosławskiego
,  która  miała  miejsce  w  marcu  1940  roku.  A  oto  co  pisze  sam 
Chwaściński: 

...Ada  Kopczyńska  i  [Władysław]  Gosławski  wyszli  z  Zakopanego  w  marcu  1940 

roku.  W  przeddzień  Gosławski  poszedł  do  Dzianisza  po  zakup  koron  czechosłowackich, 
gdzie w czasie noclegu zatruł się czadem. Mimo tego, następnego dnia poszli w góry... 

Szli  [oni]  w  grupie  sześcioosobowej  przez  Małą  Łąkę  na  Przełęcz  pod  Kopą 

Kondracką.

20

  Po  drodze,  gdzieś  na  Małej  Łące  zobaczyli  patrol  niemiecki,  zaczęli  iść 

szybko pod górę, co ich bardzo wyczerpało.  Warunki były cięŜkie – kopny, świeŜy śnieg 
i zimno.  Ada  Kopczyńska  i  Gosławski  zatrzymali  się  na  Przełęczy,  a  reszta  w  rozsypce 
zbiegła w dół, do Doliny Rozpadliny (po stronie słowackiej). Zatrzymali się przy szałasie 
na Polanie pod Jaworem. Gdy Kopczyńska z Gosławskim nie nadchodzili, wrócili na górę 
i znaleźli  martwego  Gosławskiego  i  na  pół  przytomną  Kopczyńską.  Zaczęli  ją  znosić, 
ale kilkanaście metrów niŜej zmarła.
 

I  znowu  jakŜe  znajome  symptomy!  Szybkie  wyczerpanie  i  śmierć.  O  ile  od  biedy 

moŜna  zgon  Gosławskiego  przypisać  skutkom  zaczadzenia,  o  tyle  śmierć  Kopczyńskiej 
jest  zupełnie  zagadkowa.  Zrozumiałe  jest  to,  Ŝe  szybki  marsz  na  Przełęcz  pod  Kopą 
Kondracką mógł ją wyczerpać, ale z drugiej strony ich szybki marsz był nieuzasadniony, 
bowiem  patrol  Grenzschutzu  był  na  Małej  Łące  i  musiałby  on  sforsować  tak  jak  oni 
Przełęcz  Kondracką,  albo  wspinać  się  na  Kopę  Kondracką  by  ich  dopaść,  co  zresztą 
wyszłoby  na  jedno...  Oboje,  a  właściwie  cała  szóstka  musiała  się  orientować  w  sytuacji 
na  tyle,  by  ocenić  ją  na  trzeźwo  i  nie  podejmować  zgubnego  dla  Kopczyńskiej 
i Gosławskiego biegu pod górę. Czyli   m u s i a ł a   być inna przyczyna tego wściekłego 
biegu.  Pytanie:      j  a  k  a  ?    pozostaje  do  dziś  dnia  bez  odpowiedzi...  MoŜe  zmykali  oni 
przed... NOL-em sądząc, Ŝe mają do czynienia z niemieckim samolotem rozpoznawczym? 
Hipoteza  karkołomna,  ale  nie  taka  znowu  głupia,  bo  właśnie  w  rejonie  Czerwonych 
Wierchów NOL-e niejednokrotnie się obserwowało!... 

 
 
35 
 
 
I  ponownie  Czerwone  Wierchy.  Gdy  dawno  umilkły  salwy  II  wojny  światowej, 

w dniu  30  lipca  1945  roku,  w  masywie  Czerwonych  Wierchów  zaginęła  bez  wieści 
Antonina  Kwiatkowska.  Długotrwałe  poszukiwania  prowadzone  przez  TOPR  i  wojsko 
spełzły  na  niczym.  Nie  znaleziono  ani  Ŝywej  kobiety,  ani  jej  zwłok.  Istnieje  moŜliwość, 
Ŝe Antonina Kwiatkowska po prostu dokonała NPG i poprzez Tatry i Słowację przedostała 
się do amerykańskiej Zony Okupacyjnej i dalej na Zachód, jednakŜe działania operacyjne 

                                                 

20

 W Tatrach Polskich istnieja trzy przełęcze ze słowem „Kondracki” w nazwie: Przełęcz Kondracka WyŜnia i 

NiŜna oraz Przełęcz pod Kopą Kondracką. Autorowi chodzi o tą ostatnią, chociaŜ ofiary musiały – idąc z Małej 
Łąki – sforsować takŜe Przełęcz Kondracką i wyjść na szczyt Kopy Kondrackiej, skąd zeszły do Przełęczy pod 
Kopą Kondracką na szlak kurierski w Dolinę Rozpadlisk przez Czerwony Upłaz i dalej w Dolinę Cichą. 

background image

 

29

utworzonego  później  WOP  i  UBP  dały  wynik  negatywny.  TakŜe  Horska  Služba  i  OOŠH 
CSRS  niczego  o  niej  nie  wiedziały.  Wygląda  na  to,  Ŝe  Antonina  Kwiatkowska  rozpłynęła 
się  w  skalnym  gmachu  Czerwonych  Wierchów,  jak  bohaterki  Pikniku  pod  Wiszącą  Skałą 
z ksiąŜki Joan Lindsay i filmu Petera Weira... 

 
 
36 
 
 
Symbol  Zakopanego  i  w  ogóle  Tatr  Polskich,  nasza  świeta  góra,  majestatyczny 

Giewont okazał się nieszczęśliwym dla obywatela Niemieckiej Republiki Demokratycznej, 
28-letniego  Horsta  Hagenbartha,  który  w  dniu  22  czerwca  1959  roku  zaginął 
w niewyjaśnionych okolicznościach na jego północnej ścianie. 

Tego  Niemca  szukano  dość  długo,  ale  ci,  którzy  choć  trochę  znają  Giewont 

wiedzą,  jakie  potrafi  sprawić  trudności,  wiedzą  jakim  problemem  jest  znalezienie  tak 
drobnego  obiektu,  jakim  jest  ciało  człowieka  na  600-metrowej  ścianie,  która  jest 
nachylona  pod  kątem  75-85

0

  i  powyginana  we  wszystkich  moŜliwych  kierunkach, 

a na dobitkę  zbudowana  przez  Naturę  z  okropnie  śliskich  po  deszczu  czy  rosie  ławic 
wapiennych...  Być  moŜe  –  jak  twierdzi  stary  ratownik  TOPR  i  oficer  Wojsk  Lotniczych 
i Obrony  Powietrznej  Kraju  –  mjr  mgr  Józef  Michalec  z  Zakopanego  –  ciało 
Hagenbartha  „objawi  się”  kiedyś  na  skale  za  jakieś  pół  wieku  –  jak  to  czasami  bywa 
w przypadkach  typu  Rip  van  Winkle.  A  jak  na  razie,  to  jest  on  uznany  za  zaginionego 
bez wieści i w nieznanych okolicznościach. 

 
 
37 
 
 
Znowu słowackie Tatry Wysokie i ponownie fatalna Galeria Gankowa. 18 września 

1965  roku  dwaj  polscy  wspinacze:  Edward  Hełpa  –  lat  21  i  Janusz  Flach  –  lat  37, 
zostali znalezieni u podnóŜa Ganku. Ich zwłoki połączone były liną. Wszystko wskazywało 
na  zwykły  wypadek  taternicki,  ale  bliŜsze  dochodzenie  go      w  y  k  l  u  c  z  y    ł  o  !  
Wyglądało  na  to,  Ŝe  obaj  nieszczęśnicy  odpadli  od  ściany  lub  spadli  z  Galerii  Gankowej 
z nieznanych przyczyn. 

 
 
38 
 
 
I  jeszcze  raz  zwłoki  polskich  turystów  po  słowackiej  stronie  granicy.  Tym  razem 

wypadek  miał  miejsce  w  Dolinie  Cichej,  a  jego  ofiarami  byli:  Teresa  Kowalik  –  lat  28 
Włodzimierz Czerwiński – lat 31. ich zwłoki znaleziono w dniu 27 grudnia 1965 roku, 
w  ślebie  pod  Zakosy,  oddalone  od  siebie  o  1,5  km.  Przyczyną  śmierci  było 
najprawdopodobniej  zamarznięcie,  ale  ratownicy  TOPR  i  lekarze  nie  byli  tego  pewni 
do końca, i ze względu na to wypadek ten zamieściłem w dossier PROJEKTU TATRY. Ich 
śmierć nadal pozostaje ponurą tajemnicą gór... 

 
 
39 
 
 
Ponownie Czerwone Wierchy. W Dolinie Mułowej ratownicy TOPR znaleźli w dniu 6 

października  1970  roku  zwłoki  33-letniej  Danuty  Cywińskiej.  I  tak  jak  w  przypadku 
Aldony  Szystowskiej,  nie  mogli  oni  ustalić  przyczyny  jej  śmierci.  Nie  był  to  ani  upadek 
z wysokości,  ani  wyczerpanie,  ani  wychłodzenie  organizmu  czy  atak  serca...  Wyglądało 
na to, Ŝe Danuta Cywińska niewiadomym sposobem zeszła na dno Doliny Mułowej i tam 
po  prostu  zmarła.  Zmarła  nienaturalną  śmiercią  naturalną  –  jak  paradoksalnie  wynika 

background image

 

30

z zapisków  ratowników  w  Księdze  Wypraw  TOPR.  Bez  Ŝadnej  określonej  przyczyny. 
I dlatego właśnie umieściłem ten przypadek w dossier PROJEKTU TATRY, bo kwalifikował 
się do tego, jak mało który. 

 
 
40 
 
 
Niemal  w  rok  później,  bo  5  września  1971  roku  w  rejonie  Czerwonych  Wierchów 

zaginęła bez wieści i w nieznanych okolicznościach 44-letnia Teresa KuŜel. Ponoć – tak 
jak  Kwiatkowską  –  widziano  ją  w  okolicy  Kopy  Kondrackiej  i  od  tej  pory  wszelki  ślad 
po niej  zaginął.  Nie  zatrzymano  jej  na  Słowacji,  nie  dała  znaku  Ŝycia  za  śelaznej 
Kurtyny...  Po  prostu  rozpłynęła  się  w  powietrzu  wśród  rudych  sitów  i  traw  stoków 
Czerwonych Wierchów. 

Interesującą  hipotezę  wysunął  Jerzy  Łatak,  którego  teoria  zasadza  się 

do istnienia  w lasach  reglowych  Tatr  Zachodnich  mikro-jaskiń,  których  otwory  wylotowe 
są przykryte gałązkami i liśćmi – zupełnie niewidzialne dla nierozwaŜnego spacerowicza. 
Gdy  taki  spacerowicz  wejdzie  na  taki  otwór,  ten  otwiera  się  i  człowiek  wpada  w  mikro-
jaskinię na głębokość 3 – 5 m, łamie kończyny i... – i to juŜ koniec dramatu – nie mogąc 
się  wydostać  po  prostu  umiera  z  głodu,  chłodu,  wycieńczenia,  wychłodzenia,  bólu 
czy wykrwawienia...  Nikt  nie  usłyszy  jego  krzyku,  bo  pionowe  ściany  studni  kierują  go 
prosto w niebo, w zenit. A potem juŜ tylko delikwent moŜe czekać na śmierć, która jest 
wybawieniem od straszliwych męczarni. A tymczasem trwają poszukiwania i w końcu taki 
delikwent zostaje wciągnięty na listę porwanych przez UFO... 

CB-radio  czy  telefon  komórkowy  teŜ  zdaje  się  psu  na  budę,  bowiem  ultrakrótkie 

fale  radiowe  mają  słaby  stopień  ugięcia  i  idą  w  zenit,  a  nie  do  przekaźnika 
czy odbiornika,  tak  wiec  wpadając  w  mikro-szczelinę  abonent  znika  z  horyzontu 
radiowego sieci CB czy telefonii komórkowej i przestaje dla niej istnieć... – z wiadomymi 
konsekwencjami.  

Przyznaję, Ŝe teoria ta ma sens i doskonale tłumaczy fakty juŜ nam znane, ale... – 

nikt  takie  dziury  nie  znalazł,  no  chyba  Ŝe  ten,  który  ją  znalazł  nie  mógł  nas  o  tym, 
zawiadomić! Oznaczałoby to, Ŝe poza istniejącymi i znanymi nam 138 jaskiniami istnieje 
jeszcze bliŜej nieokreślona ilość „studni Łataka” w stokach Czerwonych Wierchów. 

 
 
41 
 
 
Istnienie  „mikro-jaskiń  Łataka”  nie  tłumaczy  w  Ŝaden  sposób  niewyjaśnionego 

zgonu 25-letniej Teresy Kraszewskiej, która zmarła na podejściu Kobylarzem na szczyt 
Małołączniaka, w dniu 11 listopada 1972 roku. W tym przypadku powtórzyła się historia 
zagłady  grupy  Kaszniców  i  Wasserbergera,  opisana  w  punkcie  32.  Kraszewkiej 
towarzyszyła 22-letnia Jadwiga Chyt – która przeŜyła. I powiedziała tyle, co Kasznicowa 
czy Groński – czyli nic, co wskazywałoby na przyczynę śmierci swej towarzyszki. Objawy 
identyczne  –  nagłe,  skokowe  wręcz  załamanie  czynności  Ŝyciowych  organizmu, 
gwałtowne wyczerpanie i śmierć wśród majaków. Przyczyna – nieznana... 

Przewodnik  tatrzański  –  pan  Alfred  Luther  z  Zakopanego  sadzi,  Ŝe  wypadki 

te mogły  być  spowodowane  gwałtowną  deterioracją  –  szybką  zmianą  wysokości, 
ale czy dotyczy  to  takŜe  tych,  którzy  juŜ  się  w  górach  zaaklimatyzowali?  Tak  czy  owak, 
wypadek ten takŜe kwalifikuje się do dossier PROJEKTU TATRY.  

 
 
42 
 
 

background image

 

31

Co moŜe zabić dwóch 21-letnich młodzieńców po podejściu do północnego otworu 

jaskini  Bandzioch  Kominiarski  w  masywie  Kominiarskiego  Wierchu  (Kominów 
Tylkowych)?  

Czy  tych  dwóch  chłopaków  –  Andrzeja  Knosalę  i  Mieczysława  Wolnego  – 

wykończyło nagłe wyczerpanie po podejściu z dna Doliny Kościeliskiej do otworu jaskini? 
No  to  dlaczego  kostucha  poczekała  na  to,  by  rozłoŜyli  tam  bivacco?

21

  Czy  moŜe  obaj 

umierali  tak,  jak  ci  biedacy  wymienieni  w  punktach:  32,  33,  34  oraz  41  tego 
opracowania? I znów naleŜy tu postawić pytanie: co ich zabiło? 

Najbardziej  sensownie  i  logicznie  brzmi  odpowiedź:  to  było  zatrucie.  Ale  czym? 

Czy  istnieje  taka  trucizna,  która  zabija  nie  pozostawiając  śladów?  Owszem,  na  Dalekim 
Wschodzie  czy  Ameryce  Południowej  istnieją  takie  trucizny,  ale  trudno  przypuścić, 
by obaj  chłopcy  sprowadzili  je  z  Wietnamu  i  popełnili  samobójstwo  w  Tatrach  – 
kompletna bzdura. To było 8 grudnia 1973 roku i na wyjazd do Wietnamu stać w PRL-u 
było nielicznych – jednym słowem ta hipoteza rozwala się sama...  

Los  Knosali  i  Wolnego  otacza  mgła  tajemnicy.  Nie  było  to  zatrucie 

czy wycieńczenie, a wiec co? Ich serca doznały zawału? – tak unisono? OK, ale dlaczego? 
Przypadek kwalifikujący się do dossier PROJEKTU TATRY. 

 
 
43 
 
 
Kolejny wypadek śmiertelny miał miejsce w dniu 21 marca 1976 roku. Tego dnia 

ratownicy  TOPR  znaleźli  ciała  dwojga  turystów:  46-letniej  Anny  Reykowskiej  i  57-
letniego Jerzego Czechowicza u północnego wylotu Doliny Pięciu Stawów Polskich. 

Jest to   j e d y n y   wytłumaczalny jako tako wypadek w górach, który jednakŜe 

kwalifikuje się do dossier PROJEKTU TATRY.  

Wytłumaczalność tego wypadku zasadza się do tego, Ŝe oboje zmarli byli w wieku, 

który  raczej  nie  słuŜy  wyczynowi  sportowemu,  a  na  dodatek  pogoda  była  paskudna  – 
kurniawa  –  co  mogło  spowodować  ich  śmierć.  Ale  tak  tylko      b  y  ć      m  o  g  ł  o      - 
i nie wiadomo tego, jak naprawdę   b y ł o. Przyczyn tej tragedii nie docieczono do dziś 
dnia. 

 
 
44 
 
 
Tej  dziwnej  sprawie  zaginięcia  w  Tatrach  dwojga  20-latków:  Piotra  G. 

Justyny T.  poświęcono  cykl  artykułów  na  łamach  Nieznanego  Świata.  Dziewczyna 
i chłopak  literalnie  rozpłynęli  się  wśród  regli  Doliny  Kościeliskiej,  dokąd  wybrali  się 
feralnego  dla nich  dnia  2  marca  1981  roku.  Poszukiwania  spełzły  na  niczym. 
Psychotronicy, którzy ich poszukiwali, podawali miejsca przebywania ich zwłok od Doliny 
Chochołowskiej i Grzesia aŜ do Wantul i masywu Giewontu i Czerwonych Wierchów. Jest 
to obszar o powierzchni niemal 45 km

2

 terenu nader urozmaiconego. Ciekawe jest zaś to, 

Ŝe  jedna  z  lokalizacji  –  Przysłop  Miętusi  znajduje  się  w  miejscu,  z  którego  widać 
doskonale  trzy  tutaj  wymienione  „podejrzane”  miejsca:  Giewont,  Czerwone  Wierchy 
i Kominiarski Wierch...  A nie zapominajmy, Ŝe tutaj właśnie widziano tajemnicze NOLe... 

Przysłop  Mietusi  jest  węzłem  dróg  turystycznych,  wiodących  na  gmach 

Czerwonych  Wierchów  i  naleŜące  doń  doliny  reglowe.  W  sezonie  letnim  i  zimowym 
panuje tutaj ogromne natęŜenie ruchu turystycznego, a mimo tego, zdarzają się dziwne 
przypadki zaginięć czy tajemniczej śmierci ludzi. 

Jaki był los Piotra i Justyny? Mogli oni być porwani przez NOL-a, co swego czasu 

wylansowało 

dwoje 

jasnowidzów 

Lublina 

(dane 

personalne 

zastrzeŜone), 

którzy w transach      w  i  d  z  i  e  l  i      moment  samego  porwania  ich  na  pokład  NOL-a, 
a potem  pobyt  na  nieznanej  planecie  wśród  nieznanych  Istot  o  zupełnie  róŜnej  od  nas 

                                                 

21

 Z włoskiego: mały, zaimprowizowany biwak.  

background image

 

32

mentalności...  Jak  bardzo  jest  to  prawdziwe?  –  tego  nie  wiem.  Być  moŜe  lubelscy 
jasnowidze maja rację i Piotr z Justyną rzeczywiście Ŝyją na innej planecie czy w innym 
wymiarze Rzeczywistości. 

Niestety,  nie  jestem  takim  optymistą.  Być  moŜe  wpisali  się  oni  w  SCHEMAT  A 

i ich zwłoki  poniewierają  się  gdzieś  na  dnie  lasów  reglowych  Kościeliskiej,  albo  leŜą 
połamane w jakiejś „mikro-jaskini Łataka”. 

Mogli  oni  spotkać  się  z  fatalnym  dla  nich  skutkiem,  z  jedynym  tatrzańskim 

zwierzęciem,  które  jest  w  stanie  zagrozić  człowiekowi  –  z  niedźwiedziem  brunatnym  – 
Ursus  arctos.  Co  więcej  –  głodny  miś,  podobnie  jak  śp.  Kuba  Kondracki    czy  Magda 
Roztoczanka
  –  szuka  towarzystwa  człowieka,  bo  wie,  Ŝe  dostanie  od  niego  smaczny 
kąsek, co akurat wiem z własnych doświadczeń z niedźwiedziami, kiedy słuŜyłem jeszcze 
na Łysej Polanie... NB, obydwa te misie są juŜ historią, bowiem zabiła je źle pojmowana 
miłość  do  zwierząt,  która  obróciła  się  przeciwko  nim...    Marzec  jest  miesiącem 
przebudzenia tych zwierząt ze snu zimowego i być moŜe, jakiś głodny niedźwiedź spotkał 
się  z  Piotrem  i  Justyną.  Dobrze,  ale  co  się  stało  z  ich  rzeczami?  Nie  wyobraŜam  sobie 
misia, który poŜarłby człowieka wraz z plecakiem i ubraniem. Coś zawsze   m u s i a ł o b 
y   zostać! 

Istnieje  jeszcze  jedna  ponura  strona  tego  medalu  –  Piotr  i  Justyna  mogli  paść 

ofiarą  ludzi.  Kogo?  Przede  wszystkim  chodzi  mi  tutaj  o  kłusowników  i  przemytników, 
którzy bardzo nie lubią, kiedy podgląda się ich „przy robocie”.  

Druga  moŜliwość,  to  mord  polityczny.  Oboje  zaginieni  byli  silnie  zaangaŜowani 

w ruch  niepodległościowo-solidarnościowy,  a  zatem  polska  SB  czy  radziecka  KGB  mogły 
wykorzystać  fakt  ich  wyjazdu  w  góry,  by  ich  „uciszyć”  –  raz  na  zawsze,  jak  np. 
ks. Jerzego Popiełuszkę... 

Zagadka  zniknięcia  Piotra  i  Justyny  w  dalszym  ciągu  pozostaje  nierozwiązaną. 

O ich domniemanych losach pisano na łamach Nieznanego Świata

 
 
45  
 
 
Ta  straszliwa  tragedia  tatrzańska  wstrząsnęła  nie  tylko  tymi,  którzy  związani  są 

z górami, ale takŜe innych mieszkańców naszego kraju. Sprawa tzw. poznańskiej piątki 
– ludzi w wieku 17 – 19 lat, z których czworo: Dariusz Dobiegaj, Andrzej Nowak, Jan 
Nowaczyk  i  Danuta  Misiewicz  
ponieśli  śmierć  na  Czerwonych  Wierchach,  zaś  piąty 
uczestnik  dramatu:  Dariusz  Szymkowiat  –  zaginął  bez  wieści,  a  jego  zwłok 
nie znaleziono do dziś dnia... 

15 lutego 1990 roku, cała piątka udała się na Czerwone Wierchy i zaskoczyła ich 

tam kurniawa, która spowodowała rozsypkę całego zespołu. Co było dalej, moŜemy sobie 
tylko  zgadywać  –  Darek  Dobiegaj  zginął  na  Małołąckiej  Przełęczy.  Andrzeja  Nowaka 
śmierć  dopadła  na  400  metrów  przed  schroniskiem  na  Hali  Kondratowej!  CóŜ  to 
za potworna  ironia  losu,  chłopiec  umierał  słysząc  odgłosy  schroniska,  ze  świadomością, 
Ŝe  ratunek  jest  tuŜ...  To  mi  przypomina  inną  tragedię,  która  rozegrała  się  w  latach  30. 
Na Babiej  Górze,  ale  o  tym  później.  Zwłoki  Danusi  Misiewicz  i  Janka  Nowaczyka 
znaleziono opodal szczytowej kopuły Małołączniaka. 

Co  było  przyczyna  tragedii?  Niewątpliwie  popełniono  podstawowy  i  decydujący 

błąd  –  rozdzielono  zespół,  co  w  górach      z  a  w  s  z  e      kończy  się  nieszczęściem. 
Członkowie  grupy  zdezorientowani  w  śniegu  i  wietrze  kurniawy  najprawdopodobniej 
kręcili  się  w  kółko,  aŜ  do  wyczerpania  i  krańcowego  wychłodzenia  organizmu, 
a w konsekwencji – do niechybnej śmierci. 

OK,  ale  gdzie  są  zwłoki  Darka  Szymkowiata?  Niektórzy  przewodnicy  tatrzańscy  , 

jak  np.  Alfred  Luther  czy  Adam  Aksamit  twierdzą,  Ŝe  być  moŜe  znajdują  się  one 
w którejś  z  niemal  140  jaskiń  masywu  Czerwonych  Wierchów,  a  szczególnie 
Małołączniaka.  Być  moŜe  wpadł  on  do  jakiejś  „mikro-jaskini  Łataka”.  JeŜeli  rację  ma 
mjr mgr  Józef  Michalec,  mjr  SG  Józef  Tracz  oraz  kpt.  inŜ.  SG  Jerzy  Karpiński 
ze StraŜnicy  SG  w  Zakopanem  i  mjr  SG  Marian  Tota  oraz  por.  inŜ.  SG  Grzegorz 
Skrzypek
 z GPK SG Łysa Polana, z którymi rozmawiałem na ten temat, to zwłoki Darka 

background image

 

33

leŜą gdzieś na piargach którejś z dolinek na północnych stokach Czerwonych Wierchów – 
Mułowej,  Wantul  czy  Litworowej.  Przeszukiwanie  tak  urozmaiconego  terenu  sprawia 
ogromne  trudności,  dokładnie  takie,  jakie  istniały  w  przypadku  Horsta  Hegenbartha. 
Wydaje  się  więc,  Ŝe  dobrze  byłoby  zastosować  się  do  sugestii  Alfreda  Luthera 
i poczekać, aŜ zwłoki same „objawią się” w górach...

22

 

A  moŜe  wszyscy  się  mylimy  i  Darek  Szymkowiat  Ŝyje  gdzieś  na  innej  planecie, 

wśród porwanych przez ufo-pilotów ludzi z Tatr i innych zakazanych stref. Nadzieja jest 
słaba, bo słaba, ale istnieje tak długo, póki nie uzyskamy absolutnej pewności, Ŝe poniósł 
on śmierć, tzn. kiedy zostanie znalezione jego ciało.  

 
 
46 
 
 
Następny  wypadek  ze  SCHEMATU  B.  26  stycznia  1993  roku  zaginęły 

w niewyjaśnionych  do  dziś  dnia  okolicznościach,  dwie  18-letnie  dziewczyny:  Ernestyna 
Wieruszewska 
i Anna Semczuk. 

Jak  ustaliło  policyjne  dochodzenie  prowadzone  przez  RKP  Zakopane,  ich  ślad 

urywał  się  na  zakopiańskim  Dworcu  PKP,  gdzie  widziano  je  krytycznego  dnia,  około 
godziny 14:00, a potem przepadły jak kamień w wodę... 

Nie wiadomo do dziś dnia, czy dziewczyny poszły w góry, czy wsiadły do pociągu 

do  Warszawy.  Istniało  domniemanie  tego,  Ŝe  po  wykupieniu  biletów  udały  się 
naKalatówki,  a  potem  na  Czerwone  Wierchy,  ale  wersja  ta  ponoć  nie  potwierdziła  się 
w toku  dochodzenia.  Nie  znaleziono  ich  zwłok,  ani  nawet  strzępka  odzieŜy,  którą  miały 
na sobie.  Jednym  słowem  wyglądało  na  to,  Ŝe  pod  nimi  rozstąpiła  się  ziemia... 
Intensywne  poszukiwania  prowadzone  przez  Wydział  Operacyjno  –  Rozpoznawczy  RKP 
Zakopane  przy  wsparciu  StraŜnic  SG  w  Zakopanem,  Łysej  Polanie,  Witowie,  Jurgowie 
i Chochołowie  oraz  pomocy  GPK  SG  Łysa  Polana  i  Chochołów  dały  wynik  zerowy.  TakŜe 
TOPR okazał się być bezsilnym... 

Obydwie  dziewczyny  cieszyły  się  nienaganna  opinią  w  szkole  i  miejscu 

zamieszkania.  Nie  piły,  nie  paliły,  nie  brały  narkotyków,  nie  miały  kontaktów 
z subkulturami młodzieŜowymi – słowem dwie zakonnice – jak mówili o nich rówieśnicy. 
Powinny pod koniec ferii wrócić do domu i szkoły, ale tak się nie stało!... 

Ten  przesłodzony  obrazek  psuje  nieco  relacja  obsługi  jednego  ze  schronisk, 

która widziała  je  w  towarzystwie  narkomanów  z  Warszawy,  Krakowa  czy  Śląska, 
co mogłoby  sugerować,  ze  dziewczyny  puściły  się  „na  giganta”,  lub  po  prostu  dołączyły 
do którejś z sekt, które po 1989 roku powstały w naszym kraju, jak grzyby po deszczu. 
Taką opinię wygłosił m.in. mjr SG Marian Tota z GPK Łysa Polana. 

WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE: 
Nie  zgadzałem  się  z  tym,  bo  jest  jeszcze  jedna  –  równie  paskudna  moŜliwość  – 

Ernestyna  Wieruszewska  i  Ania  Semczuk  zostały  porwane  przez  członków  albańskiej 
czy serbskiej  mafii  zajmującej  się  dostarczaniem  Polek,  Słowaczek,  Czeszek,  Ukrainek 
czy Rosjanek do włoskich, austriackich czy niemieckich burdeli. W ramach prowadzonego 
przeze  mnie  rozpoznania  realizowanego  poprzez  tzw.  „biały  wywiad”  na  terenie 
Słowacji

23

, udało mi się uzyskać informacje  o rozbiciu przez tamtejszą policję serbsko – 

albańskiego  gangu  zajmującego  się  handlem  kobietami.  Niestety,  mój  raport  w  tej 
sprawie poszedł do kosza – bo wedle oficjalnego poglądu moich szefów – mafii w Polsce 
nie  było  i  nie  ma!!!

24

  -  a  był  to  błąd,  bo  naleŜało  sprawdzić  takŜe  i  ten  trop,  bowiem 

na Podtatrzu  działał  wtedy  gang  niejakiego  RedŜepa  H.  –  Albańczyka  z  Cyrhli 
Toporowej, którego aresztowała norweska policja w 1995 roku za przemyt do tego kraju 
heroiny  i  amfetaminy.  W  Polsce  jego  sprawa  wlokła  się  przez  kilka  lat,  bo  był  on 
chroniony przez skorumpowana policję i urzędników wymiaru sprawiedliwości... 

                                                 

22

 Jak dotąd – wrzesień 2000 r. zwłok Darka Szymkowiata nie odnaleziono. 

23

 „Białym wywiadem” nazywamy uzyskiwanie informacji przy pomocy nie-agenturalnych metod pracy 

operacyjnej, w oparciu o powszechnie dostępne źródła informacji: prasa, radio, TV i inne media.  

24

 Ten pogląd zmienił się dopiero w 1998 roku po zabójstwie na zlecenie Komenndanta Głównego Policji – gen. 

Marka Papały i po rozbiciu gangu pruszkowskiego w 2000 r.  

background image

 

34

Po  1990  roku  i  rozpadzie  ZSRR,  w  sukurs  Albańczykom  i  Serbom  (którzy  mimo 

narodowej krwawej waśni doskonale ze sobą współpracują, kiedy chodzi o szmal) przyszli 
Azerowie,  Czeczeni,  Ingusze  i  inne  ludy  kaukaskie  oraz  włoska  Cosa  Nostra,  zatem 
istnieje bardzo realna moŜliwość, Ŝe dziewczyny po prostu porwano i wywieziono z kraju 
przez  „zieloną  granicę”  lub  w  jakimś  tirze.  Ale  póki  nie  będzie  na  to  stuprocentowych 
dowodów, póty sprawa ta będzie wisieć w dossier PROJEKTU TATRY, jako nierozwiązana 
zagadka... 

 
 
47 
 
 
Dzień  11  sierpnia  1994  roku  zapisał  się  na  czarno  w  annałach  Zakopanego, 

polskiego  lotnictwa  cywilnego  i  TOPR.  Tego  właśnie  dnia  doszło  do  ponurej  tragedii 
w Dolinie  Olczyskiej,  a raczej  nad  nią.  Uległ  tam  katastrofie  najnowszy  nabytek  TOPR  – 
helikopter  Sokół  o  znakach  SP-PSE,  darowany  przez  ówczesnego  prezydenta  RP  Lecha 
Wałęsę
 w 1992 roku zakopiańskim ratownikom.  

Katastrofa  ta  miała  miejsce  na  oczach  kilkunastu  świadków  i  była  nawet 

sfilmowana  kamerą  VHS.  Brałem  nawet  udział  w  części  śledztwa  w  tej  sprawie. 
Przejrzałem kilkanaście razy ten zapis w obie strony i zdumiało mnie jedno, a mianowicie 
– Sokół najpierw zatrzymał się w powietrzu, a potem po 1-2 sekundach runął w dół – ku 
reglom Doliny Olczyskiej... 

Na miejscu śmierć poniosły 4 osoby. 
Dlaczego  Sokół  w  ogóle  spadł  w  Olczyską?  Spadł,  bo  stracił  obydwa  śmigła: 

śmigło  stabilizujące  zostało  skoszone  przez  łopaty  śmigła  głównego,  a  to  spowodowało 
z kolei: 

 
1.

 

Skrzywienie  i  w  konsekwencji  odłamanie  płatów  głównego  śmigła 
Sokoła  i  odcięcie  wysięgnika  ze  śmigłem  stabilizującym.  Brzmi  to  jak 
masło maślane, ale tak to właśnie wyjaśnił to jeden z członków komisji 
śledczej! 

2.

 

W  konsekwencji  powyŜszego,  Sokół  spadł  w  Dolinę  Olczyską, 
ale właśnie  –  nie  po  linii  krzywej,  a  po  prostej,  jakby  nie  zachował 
momentu  pędu.  PrzecieŜ leciał  on  z  prędkością  co  najmniej  140  km/h! 
Co spowodowało jej wyhamowanie do zera?! 

 
Tego  właśnie  nie  wiem.  I  nikt  nie  był  w  stanie  mi  tego  w  sposób  zadowalający 

objaśnić!  Z  tego,  co  widziałem  na  video  jasno  wynikało,  Ŝe  Sokół        z  d  e  r  z  y  ł      się 
w powietrzu z jakąś niewidzialną przeszkodą, a musiała ona być wystarczająco masywna, 
by zatrzymać helikopter waŜący co najmniej półtorej tony. CzyŜby to był NNOL?... 

A  dlaczego  nie?  Skoro  zawiodły  tradycyjne  próby  wyjaśnienia  tragedii  Sokoła,  to 

trzeba  poszukać  wyjaśnień  nietradycyjnych  –  czyŜ  nie?  A  innego  wyjaśnienia  –  jak 
wskazują  na  to  artykuły  prasowe  w  lokalnych  i  centralnych  gazetach,  jakoś  nie  widać... 
A jak  długo  tego  wyjaśnienia  nie  ma,  tak  długo  sprawa  tragedii  Sokoła  będzie  wisieć 
na tapecie PROJEKTU TATRY. Istnieje bowiem... 

 
WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE: 
 
...  i  jest  prostsze,  niŜ  wszystkie  te  łamańce,  które  podali  eksperci.  11  sierpnia 

1994 roku, helikopter TOPR Sokół zderzył się nad Doliną Olczyską z Niewidzialnym NOL-
em.  Ich  obecność  nad  Tatrami  jest  udowodniona,  a  w  moim  Raporcie  pisałem  o  tym 
w punktach  8,  13,  15,  16  i  98  –  o  czym  będzie  dalej.  Wszak  Kazimierz  Bzowski 
sfotografował NNOL-a lecącego czy teŜ wiszącego nad Doliną Olczyską!!! 

 
 
48 
 

background image

 

35

 
15 sierpnia 1994 roku, w Tatrach Wysokich po stronie słowackiej znika bez wieści 

28-letnia  Litwinka  z  Wilna  Auszra  Gustaite.  Nawet  za  bardzo  nie  wiadomo,  gdzie  ta 
młoda kobieta zaginęła, bo jedni mówią, Ŝe w okolicach Lodowego Szczytu, a inni mówią 
o Gerlachu... 

Auszra  Gustaite  była  poszukiwana  przez  polskie  i  słowackie  słuŜby  ratownicze  – 

TOPR  i  HS,  policje  i  słuŜby  graniczne.  Bezskutecznie.  Najciekawsze  jest  to, 
Ŝe towarzyszyli  jej  trzej  młodzi  Litwini.  W  pewnej  chwili  Auszra  Gustaite  oddaliła  się 
od nich i... – i to wszystko, co wiadomo. Wszelki ślad po niej zaginął. 

Byłaby to ucieczka do innego kraju? Nie, to bez sensu, boŜ Litwa stała się wolnym 

i  demokratycznym  krajem  i  jej  obywatele  mogą  podróŜować  po  całej  Europie  bez  wiz. 
Morderstwo? Być moŜe, ale kto zatem go dokonał? Kłusownicy? Mafia? Jej koledzy?... 

Porwanie? OK, ale dlaczego nikt nie zaŜądał za nią okupu?  
Pozostają dwie moŜliwości: 
 
1.

 

Delikwentka  wpadła  do  jakiejś  „mikro-jaskini  Łataka”  i  tam  dokonała 
swego Ŝywota, albo... 

2.

 

... została uprowadzona przez Ufitów.  

 
Nie  zapominajmy,  Ŝe  Lodowy  leŜy  w  pobliŜu  Doliny  Jaworowej  i  Ganku,  gdzie 

działy  się  dziwne  rzeczy  i  dochodziło  do  niewyjaśnionych  tragedii  tatrzańskich, 
które znajdują się w dossier PROJEKTU TATRY jako „niewyjaśnione”.  

 
 
49 
 
 
W  sierpniu  1995  roku,  do  dossier  PROJEKTU  TATRY  załączyłem  jeszcze  jeden 

przypadek zaginięcia bez wieści 17-letniej Renaty Zielińskiej ze Staszowa, która znikła 
w okolicach Zakopanego w grudniu 1994 roku, o czym informacja pojawiła się w dniu 28 
grudnia 1994 roku na łamach Tygodnika Podhalańskiego nr 51-52,1994. nie ma Ŝadnego 
śladu, jakby dziewczyna rozpłynęła się gdzieś w górach... 

 
 

 
 
Nie  dziwi  mnie  fakt  górskiej  śmierci  turysty,  kiedy  ów  turysta  idzie 

nie wyekwipowany  naleŜycie  na  górska  wycieczkę.  Sam  pamiętam  kilka  przypadków, 
kiedy  np.  pogoniłem  z  Kopy  Kondrackiej  dwie  siostry  zakonne,  które  w  cieniutkich, 
wiatrem  podszytych  habitach  i  trepkach  wspięły  się  na  ten  szczyt  w  podmuchach 
halnego!  Głupota?  Oczywiście  -  i  to  ewidentna!  Rozumiem,  Ŝe  te  dwie  młodziutkie 
zakonnice  zawierzyły  swe  bezpieczeństwo  Panu  Bogu,  ale  osobiście  uwaŜam,  Ŝe  było  to 
karygodne naduŜycie Jego dobroci... A tej dobroci naduŜywa multum letnich i zimowych 
wycieczkowiczów,  którzy  pakują  się  bezmyślnie  w  góry,  często  pod  wpływem  alkoholu 
czy innych środków odurzających, co kończy się z reguły tragicznie, jak skończyło się to 
dla  40-letniego  W.  Charytonowicza  z  Warszawy,  który  w  stanie  nietrzeźwym  zmarł 
w Dolinie Białego, w lutym 1992 roku.  

Jeszcze  raz  podkreślam,  Ŝe  gros  opisanych  w  Raporcie  ofiar  nie  była  „zielonymi 

turystami”  i  mieli  oni  jakieś  doświadczenia  górskie  czy  nawet  taternickie,  ale  z  gór 
nie wrócili.  Być  moŜe  jest  to  jakiś  nieznany  nauce  i  medycynie  wysokościowy  efekt 
psychosomatyczny, rodzaj alergii na wysokość, pogodę, wysiłek i stres, którego działanie 
synergiczne  moŜe  doprowadzić  człowieka  do  zguby...  Ale  czy  to  wszystko  wyjaśnia  te 
wypadki? Chyba nie. 

 
 

background image

 

36

 
 

Mój  korespondent,  pan  Maciej  Wilczek  z  Sosnowca,  wskazał  mi  jeszcze  jedno 

źródło  informacji  o  niezwykłych  wydarzeniach  w  Tatrach,  a  mianowicie  –  ksiąŜkę 
Stanisława  Zielińskiego  pt.  W  stronę  Pysznej,  Warszawa  1976,  w  której  autor 
wymienia takŜe i te nieprawdopodobne wypadki: 

 
 
50 
 
 
Giewont.  W  roku  1894  zaginął  na  nim  bez  wieści  Władysław  Białkowski.  Jego 

zwłok nie znaleziono do dziś dnia. 

 
 
51 
 
 
Rysy. Latem 1909 roku zaginął na trasie pomiędzy Popradzkim Stawem a Rysami 

Ernest  Weiss.  Jego  ciało  odnaleziono  w  1913  roku  opodal  ścieŜki  na  Rysy,  w  miejscu 
wielokrotnie przeszukiwanym przez ratowników! Przypadek typu Rip van Winkle. 

 
 
52 
 
 
Giewont.  Latem  1906  roku  zaginął  tam  bez  wieści  J.  Skwarczyński.  Jego  ciała 

nie odnaleziono do dziś. 

 
 
53 
 
 
Sierpień  1921  roku  –  na  trasie  pomiędzy  Szczyrbskim  Plesem  a  Rysami  zaginął 

Czech  –  Karel  Kozak  z  Pragi.  Jego  ciało  zostało  znalezione  po  kilku  miesiącach, 
w miejscu  wielokrotnie  przeszukiwanym  przez  ratowników,  jak  w  przypadku  51.  jest  to 
kolejny przypadek typu Rip van Winkle. 

 
 
54 
 
 
Znów  Giewont.  3  sierpnia  1921  roku  w  niewyjaśnionych  okolicznościach  zaginął 

tam Karol Kiciński, którego ciała nie znaleziono do dziś dnia. 

 
 
55 
 
 
Rejon Morskiego Oka. W czerwcu 1922 roku  zaginął tam bez śladu J. Kulczycki

Jego ciała nigdy nie odnaleziono. 

 
 
56 
 
 

background image

 

37

Wąwóz  Piekło  pomiędzy  Giewontem  a  Kopą  Kondracką.  W  czerwcu  1928  roku 

zaginął tam bez wieści Jerzy Sokulewicz. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. 

 
 
57 
 
 
Czerwone Wierchy. W 1928 roku zaginął tam bez wieści Jan Ciaptak-Gąsienica

którego  ostatnio  widziano  na  Hali  Kondratowej.  Jego  ciała  nigdy  nie  znaleziono.  Był  on 
jednym  z  elity  wspinaczy  tego  czasu,  wsławił  się  pokonaniem  północnej,  600-metrowej 
ściany Giewontu – problemem porównywalnym do Zamarłej Turni!!! 

 
 
58 
 
 
Ponownie  Dolina  Jaworowa.  16  sierpnia  1928  roku  znaleziono  tam  zwłoki 

Romualda Dowgietowicza, który zmarł z niewyjaśnionych przyczyn. Jego towarzyszka 
– Lola Hirschówna zaginęła bez wieści. Znaleziono jedynie jej plecak... 

 
 
59 
 
 
Gerlach lub Łomnica. W 1930 roku zaginął tam bez wieści Tadeusz Krzemiński

którego zwłok nie znaleziono do dziś dnia. 

 
 
60 
 
 
Południowa  ściana  BatyŜowieckiego  Szczytu.  4  sierpnia  1933  roku  zginęli  tam 

w niewyjaśnionych okolicznościach Wiesław Stanisławski i T. Wojnar

 
 
61 
 
 
Dolina  Białego.  W  1937  roku  w  niewyjaśnionych  okolicznościach  runęła  z  Wrótek 

na Długim Giewoncie w Dolinę Białego młoda turystka – Emilia Klominek

 
 
Jak dotąd, nie wyjaśniono Ŝadnego z tych wypadków. 
Autor  podaje  jeszcze  kilka  zagadkowych  faktów  dotyczących  śmierci  Aldony 

Szystowskiej  –  zob.  punkt  31.  jej  ciało  znaleziono  po  trzech  tygodniach  od  zniknięcia 
w Ŝlebie od strony Doliny Małej Łąki na Wielkiej Turni. Było ono w bardzo dobrym stanie, 
choć powinno ono ulec powolnemu rozkładowi. W Księdze Wypraw TOPR napisano: 

Aldona  Szystowska  z  Litwy,  20  lat,  studentka  Uniwersytetu  Jagiellońskiego, 

pierwszy raz będąca w  górach, spadła ze  ściany wysokości 150 metrów ponosząc śmieć 
na miejscu. Głowa strzaskana, ręce i nogi połamane. 

Tak  więc  nieprawdziwa  okazała  się  być  informacja  o  nienaruszonym  ciele 

Szystowskiej  –  chodziło  tu  chyba  o  sformułowanie:  „nienaruszone  przez  rozkład”  zwłoki 
nieszczęsnej turystki...  – co jest dziwne, bo od 8 do 29 lipca rozkład  powinien poczynić 
pewne postępy. Czyli jednak kolejna zagadka Czerwonych Wierchów?... 

 
 

background image

 

38

 
 

I  to  byłoby  na  tyle  tytułem  tatrzańskiej  części  PROJEKTU  TATRY.  A  teraz  będzie 

o drugiej  części  PROJEKTU,  realizowanej  na  terenie  miasta  i  gminy  Jordanów, 
a która dostarczyła  materiału  porównawczego  do  tego  z  Tatr  i  Podhala,  w  celu 
wyciągnięcia wniosków.   

 
 
5.NOL-e NAD JORDANOWEM. 
 
 
Jordanów,  to  niewielkie  miasteczko  w  południowej  części  powiatu  suskiego, 

na południowym  –  zachodzie  województwa  małopolskiego,  leŜące  dokładnie  na  19

0

50’E 

i 49

0

39’N,  na  wysokości  450  m  n.p.m.  Miasteczko  liczy  sobie  20,9  km

2

,  na  której  to 

powierzchni mieszka 4.988 mieszkańców (dane za 1998 rok). Obszar Jordanowszczyzny 
obejmuje gminę Jordanów i przyległą do niej gminę Bystra Podhalańska – Sidzina, razem 
100,13 km

2

 oraz 11.113 dusz na nich Ŝyjących. 

Jordanowską  część  PROJEKTU  TATRY  realizowałem  równolegle  do  tatrzańskiej, 

czego  rezultatem  stał  się  konspekt  pt.  UFO  nad  Jordanowem,  w  którym  zawarłem  17 
opisów  obserwacji  NOL-i  nad  Jordanowem  i  Jordanowszczyzną.  JuŜ  po  zamknięciu 
PROJEKTU  doszły  dalsze  wypadki  związane  z  istnieniem  „korytarza  NOL-i”-  
przebiegającego  z  Krakowa  poprzez  Siepraw,  Jordanów,  Spytkowice,  Orawę  i  dalej  juŜ 
przez  Słowację  ku  Adriatykowi,  co  stanowiłoby  potwierdzenie  teorii  inŜ.  Miłosława 
Wilka
  o  „kanałach  NOL-i”,  które  przebiegają  przez  nasz  kraj  trzema  głównymi 
„magistralami”:  Adriatycką,  Bałtycką  i  Czarnomorską.  A  teraz  chciałbym  zaprezentować 
kronikę jordanowskich przypadków obserwacji NOL-i: 

 
 
62 
 
 
W kwietniu 1980 roku, na znajdującej się na wschodnim zboczu Jawornika (Góry 

Ludwiki)  –  653  m  n.p.m.  –  Polanie  nad  Lasem  doszło  do  Bliskiego  Spotkania  Drugiego 
Rodzaju  z  BOL-em.  Jest  to  przypadek  „legendarny”,  jako  Ŝe  dowiedziałem  się  o  nim 
z drugiej ręki i nie udało mi się dotrzeć do świadków. 

Źródłem tej informacji jest jedna z nauczycielek Szkoły Podstawowej  w Wysokiej 

k/Jordanowa – pani W. L. wedle jej relacji, krytycznego dnia kilkoro dzieci grało w piłkę 
noŜną  we  wczesne  wiosenne  popołudnie.  Naraz,  jakby  z  powietrza,  na  polanę  spadła 
między nie świecąca czerwonym  światłem kula o  średnicy co najmniej 2 m.  Oczywiście, 
na  widok  BOL-a    dzieci  rozpierzchły  się  w  przeraŜeniu,  zaś  UFO  oddaliło  się  powoli 
w kierunku północnym, płosząc przy okazji jakąś kobietę i jej krowę.  

O  wydarzeniu  tym  dowiedziałem  się  w  1983  roku,  kiedy  to  świadkowie  tego  CE2 

juŜ wyszli ze szkoły i rozproszyli się po świecie... 

Miejscowi  nauczyciele  twierdzą,  Ŝe  słyszeli  oni  niejednokrotnie  od  dzieci 

o miejscach,  gdzie  znajdowano  wypalone  kręgi  trawy,  co  tłumaczono  najczęściej 
uderzeniami  piorunów,  z  tym,  Ŝe  te  miejsca  znajdowały  się  takŜe  w  depresjach  terenu, 
a nie  partiach  szczytowych  grzbietu  Góry  Ludwiki,  co  raczej  trudno  wiązać  z  piorunami, 
gdyz te ostatnie bija głównie w wyniesienia.  

To  CE2  nie  zostało  zarejestrowane,  ale  informacja  o  nim  została  przekazana 

jedynie Bronisławowi Rzepeckiemu z GB NOL Kraków. 

 
 
63 
 
 
Następna przygoda, najprawdopodobniej z NNOL-em przydarzyła mi się w dniu 10 

lutego  1981  roku  w  Jordanowie.  Około  godziny  22.  siostra  zwróciła  uwagę  na  dziwne 

background image

 

39

zachowanie  się  telewizora.  Sensorowe  przełączniki  naszego  odbiornika  marki  „Unitra-T-
5009”  s a m e   przełączały się, jakby błądziła po nich niewidzialna dłoń. Trwało to jakieś 
pół minuty, a potem pojawił się następny fenomen – wisząca pod sufitem lampa zaczęła 
zrazu wolniutko, a potem coraz to szybciej kołysać się. Amplituda jej wahań rosła wciąŜ 
i rosła – wydawało się, Ŝe lampa zaraz się urwie i pryśnie o ścianę. Zrobiło się straszno... 

-

 

Co się dzieje? – bezradnie zapytało któreś z nas. 

-

 

No nic innego, tylko UFO – zaŜartowała mama.  

Jej  słowa  podziałały  na  mnie,  jak  bat  na  mustanga.  Zerwałem  się  z  łóŜka  i  jak 

stałem,  boso  i  w  piŜamie,  dopadłem  do  drzwi  wyrywając  po  drodze  z  futerału  aparat 
fotograficzny z lampą błyskową, którą trzęsącymi się rękami montowałem na saneczkach 
SILUETY. Wypadłem na podwórko i spojrzałem na górę, nad dachy naszego i sąsiednich 
domów...  I  nic.  Podniosłem  aparat  fotograficzny  do  oka  i  przejechałem  celownikiem 
SILUETKI  po  niebie.  Nad  kominami  drgało  ogrzane  powietrze,  a  wyŜej  lodowato  lśniły 
gwiazdy...  Było  cicho  i  pusto,  Ŝadnego  NOL-a,  Ŝadnego  światła  czy  podejrzanego  ruchu 
w powietrzu. 

Wróciłem  do  domu.  Telewizor  się  uspokoił,  a  lampa  ledwo-ledwo  się  kołysała. 

Nasze  dwa  psy:  Prezes  i  Ren  oraz  koty  zachowywały  się  spokojnie.  Nie  sygnalizowały 
swym zachowaniem pojawienie się kogoś czy czegoś obcego.  

Co  to  było?  Na  pewno  nie  duchy  czy  poltergeist,  bo  zwierzęta  natychmiast 

zareagowałyby  na  ich  obecność.  Lekki  wstrząs  tektoniczny  teŜ  odpada,  bo  zwierzęta 
wyczułyby  go  natychmiast.  Jedynym  sensownym  wytłumaczeniem  jest  NNOL.  JakŜe 
Ŝałuję, Ŝe jednak nie pstryknąłem wtedy zdjęcia! A mogłem. MoŜe cos wyszłoby na nim 
ciekawego  czy  nietypowego  –  bo  NNOL-e  moŜna  czasami  złapać  w  kadr,  jak  dowiodły 
tego  badania  m.in.  Kazimierza  Bzowskiego.  Przypadek  ten  jest  niewyjaśnionym 
do dziś dnia. 

 
 
64 
 
 
W  lutym  1985  roku  dwie  nauczycielki  z  Jordanowa,  które  uczyły  w  Szkole 

Podstawowej  w  Wysokiej  koło  Jordanowa,  odkryły  dziwne  ślady  na  śniegu  otaczającym 
tenŜe budynek. 

Panie W. L. i L.K. przyjechały z Jordanowa autobusem PKS  około godziny 07:00 

i udały  się  do  szkoły,  która  mieści  się  w  odległości  około  250  m  od  przystanku  PKS. 
Nie dostrzegły one wtedy niczego nietypowego, bo było niemal całkiem ciemno. Dopiero 
po trzech godzinach zauwaŜyły one na podwórku szkolnym ogromne – mierzące około 60 
cm(!!!) ślady obutych stóp. Czy był to Yeti, Ałmas czy Sasquatch???... 

Był  to  głupi  kawał  któregoś  ucznia  –  pierwsza  myśl,  jaka  przyszła  im  do  głowy. 

Oczywiście,  to  mógł  być  kawał,  ale  w  jakim  celu  zrobiony?  Było  jeszcze  jedno 
wytłumaczenie – otóŜ w pewnych warunkach ślady na śniegu są roztapiane przez Słońce, 
a w nocy zamarzają i w dzień ponownie tają. Po kilku dniach takie ślady zwiększają swą 
wielkość  o  nawet  50%!...  –  zacytowałem  tutaj  „oficjalne  wyjaśnienie”  fenomenu  śladów 
Yeti,  tak  chętnie  cytowane  przez  krytyków  ufologii,  kryptozoologii  i  innych  uczonych 
półgłówków, którym nie chce się wyściubić nosa poza gabinet, a wydaje się im, Ŝe mają 
coś  do  powiedzenia  –  rzecz  w  tym,  Ŝe  duŜo,  głupio  i  nie  na  temat...  Dla  mnie  to 
wyjaśnienie  jest  kompletnie  bzdurne  i  bałamutne,  co  wiem  ze  swej  leśnej  i  granicznej 
praktyki. Poza tym trudno jest spotkać kogoś biegającego boso po śniegu, choć historia 
zna  takie  przypadki,  kiedy  pewien  mieszkaniec  Jordanowa  wracał  boso  z  pijatyki 
w powiecie,  bowiem  ukradziono  mu  buty...  –  rzecz  w  tym,  Ŝe  to  było  akurat 
wytłumaczalne całkowicie! 

Zagadka „wielkoluda z Wysokiej” czeka na wytłumaczenie – ja roboczo załoŜyłem, 

Ŝe  doszło  tam  do  Lądowania  NOL-a  i  te  ślady  są  po  prostu  śladami  Ufity.  Czy  ktoś  ma 
lepszy pomysł? 

 
 
65 

background image

 

40

 
 
CE-0 to są Bliskie Spotkania Zerowego Rodzaju. O tym CE-0 opowiedziała mi pani 

W. Z. B. z Jordanowa, która przeŜyła je w październiku 1985 roku, na drodze pomiędzy 
Wysoką  a  Jordanowem.  Droga  ta,  niebezpieczna  ze  względu  na  liczne  zakręty,  pełna 
dziur  i  wybojów,  zapomniana  przez  Boga  i  przeklęta  przez  kierowców  –  biegnie  w  swej 
głównej mierze w lesie.  

Krytycznego  popołudnia,  juŜ  po  godzinie  15:00,  pani  B.  wracała  do  Jordanowa. 

Była  lekka  mgła,  ale  niebo  na  górze  było  bladoniebieskie,  jak  to  bywa  jesienią.  Opodal 
wysockiego  cmentarza  –  wtedy  to  była  jeszcze  łąka  –  pani  B.  zauwaŜyła  dwóch 
męŜczyzn,  którzy  takŜe  udawali  się  w  kierunku  dworca  PKP  w  Jordanowie,  a  którzy 
wyprzedzili  ją  o  jakieś  30  –  50  m.  Szli  oni  poboczem  Ŝywo  rozmawiając  i  gestykulując, 
ale  –  co  najdziwniejsze  –  pani  B.  nie  słyszała  ich  rozmowy,  która  musiała  być  bardzo 
oŜywiona... 

Obaj męŜczyźni poszli wzdłuŜ drogi, a pani B. ścięła zakręt schodząc w dół ścieŜką 

wśród  młodnika  sosnowego.  Po  wyjściu  z  niego  przeŜyła  lekki  szok,  bowiem  obaj 
męŜczyźni szli znowu około 30 m   p r z e d   nią, a nie za nią, jak się spodziewała!... To 
było niemoŜliwe! 

Ale  najciekawsze  było  to,  co  stało  się  w  kilkadziesiąt  sekund  potem  –  jeden 

z męŜczyzn  wyszedł  na  środek  drogi  i  zamachał  ręką,  jakby  chciał  zatrzymać  jakiś 
samochód.  Pani  B.  odruchowo  odwróciła  się  i...  –  i  to  uratowało  jej  Ŝycie,  bowiem 
szarŜował na nią samochód dostawczy, Ŝółtobrązowy „Ŝuk”. Nieprawdopodobnym było to, 
Ŝe  samochód  ten  poruszał  się  najzupełniej  cicho  –  nie  słychać  było  pracy  silnika, 
trzeszczenia  nadwozia,  łomotania  kół  o  wyboje...  „śuk”  jak  zjawa  przejechał  obok  niej, 
zaś  ten,  który  machał  ręką  powoli  rozpłynął  się  w  powietrzu!  W  ułamek  sekundy  drugi 
męŜczyzna zrobił to samo – podszedł ku osi jezdni i teŜ zdematerializował się bez śladu, 
zaś „Ŝuk” obojętnie minął to miejsce i zniknął za zakrętem... 

Co  to  właściwie  było?  Duchy?  Upiory?  Kosmici?  Ten  odcinek  drogi  znany  jest 

z tego, Ŝe przynajmniej raz zdarza się w roku na nim wypadek ze skutkiem śmiertelnym. 
Mój  znajomy  teleradiesteta  z  Komańczy  –  pan  Władysław  Gułycz  –  w  1986  roku 
dokonał sondaŜu okolicy i doszedł do wniosku, Ŝe: 

...  miejsce  to  znajduje  się  w  okolicy  bardzo  silnego  źródła  promieniowania 

tzw. „zieleni  ujemnej”  [V-  minus  albo  G(szarość)],  która  wpływa  m.in.  na  upośledzenie 
postrzegania  i  refleksu,  co  pokrywa  się  z  Twymi  obserwacjami.  Drugie  nieco  słabsze 
źródło  promieniowania  V-minus  znajduje  się  opodal  wysockiego  Dworu  i  Szkoły 
Podstawowej  w  Wysokiej,  co  ma  związek  z  zasypanymi  stawami  hodowlanymi  karpi, 
które przeszkadzały władzy ludowej do tego stopnia, Ŝe na ich miejscu zrobiono bagno...
 

O tym, jak to było ścisłe dowiedziałem się dopiero w 1993 roku, kiedy pomagając 

siostrze  zbierać  materiały  do  pracy,  spotkałem  się  z  aktualnym  właścicielem  Dworu  – 
Antonim Pilchem, który posiadał dokładną dokumentację dóbr poprzedniego właściciela 
tej  posiadłości  –  Roberta  hr.  śeleńskiego  –  w  której  to  dokumentacji  dokładnie  pisze 
się o stawach rybnych „u dworu”. Władysław Gułycz odczytał to wszystko dzięki róŜdŜce 
i wahadłu  ze  zwyczajnej  mapy  turystycznej  Beskidu  Makowskiego  i  mojego  szkicu 
sytuacyjnego,  przy  czym  nie  miałem  wtedy  (w  1986  roku)  zielonego  pojęcia  o  istnieniu 
stawów rybnych wokół Dworu! 

Z  lektury  ksiąŜki  Brada  Steigera  -  Alien  Meetings  wiem,  Ŝe  Obcy  posługują  się 

psychotronicznym  kamuflaŜem  swych  pojazdów,  tak  iŜ  NOL-e  wyglądały  dla  świadków 
jak  np.  samochody  policyjne  czy  ambulanse  Pogotowia  Ratunkowego  albo  wozy 
straŜackie  czy  samochody  dostawcze...  kto  wie,  czy  w  przypadku  pani  B.  nie  chodziło 
o taki właśnie kamuflaŜ, a dwaj faceci, to byli przebrani za ludzi Obcy? Skoro takie rzeczy 
miały  miejsce  w  Ameryce,  to  dlaczego  nie  miałoby  się  to  zdarzać  takŜe  w  Europie 
i w Polsce???...  A  zatem  ten  „Ŝuk”  nie  był  wcale  „Ŝukiem”,  a  zakamuflowanym 
na furgonetkę NOL-em... 

Zakwalifikowałem ten incydent jako CE-0, bo nie mam stuprocentowej pewności, 

Ŝe  ten  pojazd  był  de  facto  NOL-em.  Incydent  ten  nie  doczekał  się  racjonalnego 
wyjaśnienia i dlatego dołączył do innych materiałów dossier PROJEKTU TATRY. 

 

background image

 

41

 
66 
 
 
Kolejne  CE2  z  fenomenem  NNOL  zaliczyłem  wraz  z  siostrą  w  nocy  z  1  na  2 

listopada 1988 roku na Cmentarzu Komunalnym w Jordanowie.  

Tego  wieczoru  przyjechałem  około  godziny  23:30  do  domu  ze  słuŜby  w  GPK  SG 

Łysa  Polana  i  od  razu  zaproponowałem  siostrze  pójście  na  cmentarz,  w  celu  zapalenia 
lampek  na  grobach  naszych  Drogich  Nieobecnych.  Poszliśmy,  i  około  godziny  23:45 
byliśmy  na  miejscu  –  przy  grobach  naszych  dziadków  i  pradziadków  leŜących 
w południowo  –  wschodnim  sektorze  naszego  cmentarza.  Pogoda  była  typowa  dla  tej 
pory roku – wiał chłodny „orawiak” zza Babiej Góry, który poganiał grzybowate chmurki 
„atomówki”.  Na  niebie  świecił  KsięŜyc  i  gwiazdy.  Widzialność  była  dobra.  Temperatura 
wahała się pomiędzy 0

0

 a +1

0

C.  

Zapaliliśmy  świeczki  i  lampki  –  wtedy  moŜna  to  było  robić  bezkarnie,  bo  wiatr 

nie zdmuchiwał  płomyków,  zanim  jordanowski  proboszcz,  kustosz  Sanktuarium 
Matki  Boskiej  Trudnego  Zawierzenia  –  Pani  Jordanowskiej,
  ks.  kan.  RM 
Bolesław  Wawak
  nie  wyrąbał  przy-cmentarnej  zieleni  –  i  stanęliśmy  przy  grobowcu 
dziadków: siostra po prawej, ja po lewej stronie. I wtedy stało się to.  

Najpierw  usłyszeliśmy  gwizd.  Wydawało  mi  się,  Ŝe  to  gwiŜdŜe  ktoś  stojący 

za siostrą, zaś z kolei jej wydawało się, Ŝe to ktoś za mną. Rozejrzeliśmy się, ale w polu 
widzenia  nie  było  Ŝywego  ni  martwego  ducha...  W  chwilę  potem  usłyszeliśmy  kolejny 
niezwykły efekt akustyczny – skądś dobiegał do nas – albo, jak twierdziła Wisia – skowyt 
potępieńców, albo – jak mi się wydawało – coś na kształt śpiewu chóru gregoriańskiego. 
Tym  razem  zdumienie  odebrało  nam  mowę.  Nie  byliśmy  w  stanie  zlokalizować  źródła 
tego dźwięku. Trwało to kilkanaście sekund, moŜe pół minuty, a potem... 

... a potem uderzył w nas deszcz. Co mówię – to była ulewa, nawałnica deszczu! 

Grube  krople  waliły  w  gałęzie,  liście,  stiuki  i  marmury.  Z  sekundy  na  sekundę  ulewa 
nasilała  się.  Zdjąłem  kaptur  i  rękawiczki,  wyciągnąłem  przed  siebie  ręce  i...  –  i  nic! 
Spojrzałem w górę. KsięŜyc świecił spokojnym blaskiem, „atomówki” płynęły po nocnym 
niebie w jego upiornej poświacie i niczego niezwykłego w polu widzenia. Ani jedna kropla 
nie  spadła  na  nas,  ani  na  Ŝaden  przedmiot  w  polu  widzenia  w  naszym  otoczeniu. 
Spojrzałem na zegarek, było za dwie minuty północ... 

-

 

To Oni przybywają na cmentarz – powiedziała Wisia zduszonym emocją   
głosem. 

-

 

Zabieramy się stąd, ale juŜ – odpowiedziałem. 

Byliśmy  przekonani,  Ŝe  to  dusze  zmarłych  zamanifestowały  swą  obecność  idąc 

na północne naboŜeństwo do kościoła... 

Ufologia  zna  przypadki,  kiedy  NOL-e  manifestują  swą  obecność  dźwiękiem 

przypominającym  szelest  spadających  kropel  wody.  Ten  NOL,  a  właściwie  NNOL 
zamanifestował  swa  obecność  dźwiękiem  –  nie  widzieliśmy  go,  pomimo  starannej 
obserwacji  nieba i przyległego terenu.  

 
 
67 
 
 
Kolejny  „legendarny”  przypadek  obserwacji  NOL-a  w  kształcie  BOL  miał  miejsce 

w styczniu  1989  roku,  z  tzw.  Bystrzańskiego  Działu,  który  stanowi  przedłuŜenie  ulicy 
Mickiewicza,  a  obecnie  jest  tam  cała  dzielnica  willowa  domów  jednorodzinnych.  Troje 
świadków:  matka  i  dwóch  synów  przez  około  kwadrans  obserwowali  przelot  czerwono 
świecącego  BOL  ponad  doliną  Skawy.  Nocne  Światło  nadleciało  od  północy  i  poleciało 
na południe,  w  kierunku  polany  Nad  Lasem.  Obserwacja  była  przeprowadzona  o  około 
godziny  1  w  nocy.  Niestety,  niewiele  wiadomo  o  świadkach  tego  wydarzenia, 
ale z pewnych względów, o których dalej, zamieściłem je w dossier PROJEKTU TATRY. 

 
 

background image

 

42

68 
 
 
Jeszcze jeden „legendarny” przypadek obserwacji Nocnego Światła w formie BOL 

z lutego 1989 roku. Tej nocy nad Jordanowem i okolicą szalała zadymka śnieŜna. Pewien 
chłopiec  zamieszkały  przy  ulicy  Banacha  zauwaŜył  przelatujący  BOL  nad  doliną  rzeczki 
Nawsie.  BOL  miał  kolor  pomarańczowo  –  czerwony  i  poruszał  się  wolno  w  kierunku 
Wysokiej  k/Jordanowa,  i  tylko  dlatego  umieściłem  go  w  dossier  PROJEKTU  TATRY.  Jego 
dziwność  i  wiarygodność  nie  przekraczają  1,  co  sprowadza  tą  relację  do  rangi 
niesprawdzonej pogłoski... 

 
 
69 
 
 
Bohaterką  tego  wydarzenia  była  94-letnia  mieszkanka  Jordanowa  –  pani 

Kazimiera Warzyńska, która wieczorem dnia 15 maja 1989 roku, około godziny 23:30 
widziała NOL-a w formie BOL przelatującego na jordanowskim Rynkiem.  

Oświadczyła  ona,  Ŝe  BOL  poruszał  się  po  linii  prostej  z  zachodu  ku  wschodowi. 

Jego  kolor  był  pomarańczowy,  przy  czym  jego  powierzchnia  nie  była  jednolita, 
gdzie niegdzie  występowały  na  niej  ciemniejsze  plamy.  BOL  przeleciał  nad  Rynkiem 
w czasie  około  30  sekund  i  znikł  gdzieś  za  Osiedlem  Wrzosy.  Jego  średnicę  pani 
Warzyńska  oceniła  na  0,5

0

  –  zaś  prędkość  na  około  40  –  50  km/h,  a  wysokość  lotu 

na jakieś  50  m  nad  Rynkiem.  W  tym,  czasie  nie  zaobserwowała  ona  Ŝadnych  efektów 
psychosomatycznych i elektromagnetycznych. Obserwacja wywarła na nią jednak wpływ 
inspirujący,  bowiem  zainteresowała  się  problematyką  UFO,  którym  to  zagadnieniem 
pasjonowała się aŜ do końca swego Ŝycia.  

 
 
70 
 
 
Kolejna  „legendarne”  CE2.  w  marcu  1990  roku  kilkoro  dzieci  zaobserwowało 

lądowanie  czerwonej  kuli  na  Polanie  nad  Lasem.  Być  moŜe  była  to  kalka  wydarzenia 
sprzed  10  laty  i  de  facto  niczego  takiego  nie  było.  Odnotowuję  jednak  ten  incydent 
z kronikarskiego  obowiązku.  BOL  miał  około  3  m  średnicy  i  poleciał  w  kierunku  doliny 
Skawy – reszta jak w punkcie 62

 
 
71 
 
 
Jeszcze  raz  Wysoka  k/Jordanowa.  Tym  razem  rzecz  miała  miejsce  w  nocy  3 

października  1990  roku,  około  godziny  04:00  na  Polanie  nad  Lasem.  12-letni  chłopiec 
Grzegorz J. Wraz ze swym ojcem, zaobserwowali nad Targoszówką przelot czerwonego 
BOL,  który  poruszał  się  z  południa  na  północ  –  znad  Spytkowic  ku  Toporzysku  i  dalej 
w kierunku  na  Bystrą  Podhalańską.  Przypadek  zarejestrowany  przez  MCBUFOiZA  dwa 
lata post factum. 

 
 
72 
 
 
15  kwietnia  1991  roku,  Jordanów  przeŜył  kolejne  dziwne  wydarzenie.  Około 

godziny 23:30 miało miejsce wyłączenie prądu z sieci miejskiej, które trwało jakieś 2 – 3 
minut.  Do  północy  tych  „elektrycznych  black-out’ów”  było  jeszcze  kilka.  I  nie  byłoby 
w tym  niczego  dziwnego,  gdyby  nie  to,  Ŝe  niektórzy  mieszkańcy  pobliskiego 

background image

 

43

Chrobaczego,  połoŜonego  4  km  od  centrum  miasta,  nie  zauwaŜyli  w  czasie  tych 
„zaciemnień” rozbłysków bardzo silnego pomarańczowego światła. Dobiegały one, jak im 
się  wydawało,  z  pobliskiej  stacji  TRAFO  w  niedalekim  POM-ie  na  niewielkim  wyniesieniu 
Na Bani.  

Istotnie,  na  kierunku  obserwacji  rozbłysków  znajdują  się  dwie  podstacje  TRAFO: 

pierwsza – w Technikum Rolnym i Liceum Agrobiznesu w Jordanowie, druga – przy POM. 
Aliści  mieszkający  w  ich  okolicach  ludzie  niczego  dziwnego  nie  zauwaŜyli.  NB,  Ŝadna 
z nich nie dostarcza prądu do Jordanowa, a zatem nie moŜe być brana pod uwagę.  

A  moŜe  awaria  jakiejś  linii  energetycznej?  To  jest  najbardziej  prawdopodobne, 

bo na  tym  terenie  biegną  trzy  linie  o  napięciach  15  kV  i    110  kV.  Być  moŜe  to  właśnie 
któraś  z  nich  uległa  awarii  i  spowodowało  to  „elektryczny  black-out”  w  Jordanowie...  – 
a wiadomo,  Ŝe  NOL-e  czasami  „tankują”  energię  elektryczna  wprost  z  przewodów 
napowietrznych  linii  wysokiego  napięcia  –  ale  to  byłoby  widoczne,  a  o  tym  nam 
nie doniesiono... No chyba, Ŝe to był znowu jakiś NNOL. 

 
 
73 
 
 
Wydarzenie  to  miało  miejsce  na  odcinku  drogi  nr  98  pomiędzy  Jordanowem 

a Osielcem,  nieopodal  przysiółka  Przykice  (Przykiec),  tuŜ  przy  kapliczce.  Było  to  6  maja 
1991 roku, około godziny 18:00. 

Pogoda tego wieczoru była fatalna, padała drobna obrzydliwa mŜawka i cały świat 

spowijała gęsta mgła, w której widzialność wynosiła jedyne 5 metrów.  

Dwie mieszkanki Jordanowa – panie mgr W.  Z. B. i  mgr L.T.  wracały z Suchej 

Beskidzkiej  do  Jordanowa  samochodem  fiat  126p.  Gdy  podjechały  od  strony  Osielca 
do kapliczki, to na moment oślepił je straszliwie silny pomarańczowy błysk, który zdawał 
się  być  piorunem  uderzającym  poza  kapliczkę.  śadna  z  kobiet  nie  słyszała  Ŝadnego  – 
choćby  najlŜejszego  trzasku  wyładowania  czy  huku  pioruna...  CzyŜby  to  było  ciche 
wyładowanie elektryczne?... 

Wizja lokalna na miejscu zdarzenia nie przyniosła Ŝadnego wyniku. Nie znaleziono 

Ŝadnego  wypalenia,  wgnieceń  itp.  śladów,  które  sugerowałyby  działanie  jakichś  sił 
fizycznych.. 

Incydent  ten  przypomina  teŜ  dość  dokładnie  to,  co  wydarzyło  się  w  lutym  1990 

roku... 

 
 
74 
 
 
...  na  drodze  numer  95  (tzw.  „Zakopianka”)  pomiędzy  Chabówką  a  Klikuszową, 

w pobliŜu  Rabskiej  Góry.  Te  same  dwie  mieszkanki  Jordanowa  i  pani  A.  S.  z  Krakowa, 
widziały  w  dniu  15  lutego  1990  roku,  około  godziny  04:10  silny,  biało  –  niebieski  błysk 
na stoku Rabskiej Góry. Wydawało się im, Ŝe błysk ten dobiegł z porastającego ów stok 
lasu.  Zadziwiające  w  tych  obu  tu  opisanych  incydentach  jest  to,  Ŝe  podobne  błyski 
obserwowano takŜe w górach Pennine w Wielkiej Brytanii. 

Przypadek ten opisałem na łamach Nieznanego Świata w nr 7-8,1994. Nie jest on 

zarejestrowany  w  archiwum  MCBUFOiZA,  a  w  dossier  PROJEKTU  TATRY  został 
umieszczony  ze  względu  na  to,  Ŝe  być  moŜe  mamy  do  czynienia  z  nieznanym 
fenomenem geofizycznym, nie mającym związku z UFO. 

 
 
75 
 
 
Wieczorem,  dnia  5  lipca  1991  roku,  około  godziny  20:12,  dwie  jordanowskie 

nauczycielki  –  mgr  Aleksandra  Leśniakiewicz  i  mgr  Wiktoria  Leśniakiewicz 

background image

 

44

zaobserwowały  przelot  typowego  CNOL-a  –  który  wedle  ich  słów  –  przypominał  „wagon 
z okienkami i bez kół”, nad zachodnią częścią Jordanowa. 

Ów CNOL leciał z północy ku południowi, na wysokości około 30

0

 nad horyzontem 

i  ze  znaczną  prędkością.  Miał  on  kolor  srebrzysty,  zaś  „okienka”  były  nieco  ciemniejsze 
od  „korpusu”  NOL-a.  Nie  wydawał  on  Ŝadnego  dźwięku,  tak  Ŝe  nie  moŜe  być  mowy 
o samolocie.  Pani  A.  Leśniakiewicz  twierdzi,  Ŝe  nie  widziała  Ŝadnych  skrzydeł 
czy stabilizatorów,  a  jej  wzrok  jest  znakomity...  –  co  więcej  –  łów  „samolot”  wleciał 
do małej  chmurki  z  ciemnym  „jądrem”  i  juŜ  z  niej  nie  wyleciał,  jakby  ta  „chmurka”  go 
pochłonęła, zaś ona sama po pewnym czasie się rozwiała i znikła.  

W kilka dni potem... 
 
 
76 
 
 
...  a  dokładnie  dnia  23  sierpnia  1991  roku,  ta  sama  pani  A.  Leśniakiewicz 

zaliczyła  raz  jeszcze  obserwację  identycznego  –  a  moŜe  nawet  tego  samego  –  NOL-a, 
tym razem rankiem, o godzinie 09:50. 

Tak,  jak  poprzednim  razem,  CNOL  przeleciał  ponownie  z  północy  na  południe, 

ale nie  znikł  jak  poprzedni,  tylko  oddalił  się  i  zapadł  poza  dachy  stodół.  Z  analizy  tras 
lotów  tych  CNOL-i  wynika,  Ŝe  zmierzały  one  w  kierunku  Targoszówki  czy  Jawornika, 
ale nie wiadomo, gdzie biegł dalej tor ich lotu. 

 
 
77 
 
 
To była chyba najbardziej spektakularna obserwacja NOL-a w Jordanowie! 
Trwała  ona  blisko  3,5  godziny  i  jej  świadkami  było  wiele  osób  –  w  szczególności 

mieszkańców  ulicy  Mickiewicza.  4  czerwca  1992  roku,  w  godzinach  18:00  –  23:30, 
nad doliną  Skawy,  powoli  przemieszczała  się  czerwono  świecąca  pulsującym  światłem 
kula.  Obserwowana  ona  była  przez  panie  Annę  i  Agatę  M.,  rodziny  pp.  G.  i  L.,  B. 
Oraz G. Wszyscy zgodnie oświadczyli, Ŝe BOL ukazał się w rejonie Targoszówki i zmierzał 
w  kierunku  Bystrej  Podhalańskiej,  gdzie  ostatecznie  znikł.  Krakowski  student  UJ  –  pan 
Achilles  Serwiusz  F.  zaobserwował  tego  NL  z  domku  letniskowego  na  Staszkowej 
Polanie w Sidzinie! 

Przelot BOL-a spowodował panikę niektórych mieszkańców – sądzili oni, Ŝe zaczął 

się atak atomowy! – co akurat nie jest takie dziwne, jako Ŝe w latach 60. i 70. Jordanów 
był na liście pierszoplanowego uderzenia jądrowego ze strony NATO i USA – o czym nas 
informowała  Rozgłośnia  Polska  Radia  Wolna  Europa  –  a  chodziło  tu  o  magazyny 
Ludowego Wojska Polskiego połoŜone w okolicy stacji PKP. Inni domniemywali, Ŝe były to 
sowieckie  lub  czeskie  próby  z  rakietami,  ale  kiedy  stwierdzono,  Ŝe  „to  coś”  porusza  się 
wolno i pulsuje światłem o częstotliwości 1-2 Hz – porzucili tę myśl. 

Wiarygodność świadków tej obserwacji jest wysoka. Blask bijący od BOL-a był tak 

silny,  Ŝe  oświetlał  wysokie  Cirrusy  wiszące  na  duŜej  wysokości,  co  obserwowano 
ze znacznej odległości. 

 
 
78 
 
 
O  tej  obserwacji  pisałem  juŜ  na  łamach  Nieznanego  Świata  nr  7-8,1994.  w  dniu 

12  grudnia  1993  roku,  mieszkanka  Jordanowa,  mgr  Lidia  T.  Ze  swym  synem 
Mikołajem  zaobserwowali  trójkątną  formację  NOL-i  wiszącą  nad  szczytem  góry  Klimas 
w okolicy miejscowości Tokarnia (powiat myślenicki). 

background image

 

45

Obserwacji  tej  dokonano  z  samochodu  jadącego  z  Pcimia  do  Jordanowa 

na odcinku  od  skrzyŜowania  dróg  prowadzących  do  Jordanowa,  Tokarni  i  Bogdanówki  – 
aŜ do Wichrowej Góry nad Chrobaczem – czyli na przestrzeni około 6 km. 

Przypadek  ten  –  niestety  –  ma  niską  wiarygodność,  a  to  dlatego,  Ŝe  dnia  13 

listopada  i  10  oraz  11  grudnia  1994  roku  ekipa  MCBUFOiZA  Oddział  Jordanów 
przeprowadziła  wizję  lokalną  na  miejscu  zdarzenia.  Udało  się  nam  ponad  wszelką 
wątpliwość ustalić, Ŝe: 
 

1.

 

Formacja trzech białych świateł musiałaby być widoczna takŜe z drogi nr 
7 (Zakopianki) przez podróŜnych jadących w kierunku Krakowa, o czym 
nikt nie zgłosił nam, ani do GBNOL Kraków Bronisława Rzepeckiego
czy innej organizacji ufologicznej; 

2.

 

JeŜeli formacja NOL-i rzeczywiście unosiła się nad Klimasem, to byłaby 
ona widoczna od przysiółka Ciporki i Łętowni, a nie od Wichrowej – jak 
oświadczyła pani T. 

3.

 

Opodal szczytów Zębalowej i Klimasa znajduję się kilka przysiółków, 
których oświetlone okna  domów sprawiają wraŜenie zawieszonych w 
powietrzu świateł NOL-i- zwłaszcza w ciemne, pochmurne i 
bezksięŜycowe noce. A właśnie w dniu 12 grudnia 1993 roku była taka 
pochmurna noc... 

 
Reasumując  –  relacja  świadków  jest  bardzo  wątpliwa  i  zachodzi  podejrzenie, 

Ŝe padli oni ofiarą złudzenia. Trochę szkoda, bo byłaby to piękna obserwacja formacji NL 
poza  granicami  gminy  Jordanów  i  powiatu  Sucha  Beskidzka.  JednakŜe  nie  jestem 
w stanie  wykluczyć  tego,  Ŝe  świadkowie  naprawdę  widzieli  formację  NOL-i,  i  dlatego  tą 
obserwację włączyłem do dossier PROJEKTU TATRY. 

 
 
79 
 
 
Najciekawsza  obserwacja  NOL-a  dokonana  została  przez  dzieci,  pod  koniec  lipca 

1994 roku w Jordanowie na ulicy Piłsudskiego. Świadkami były następujące dzieci: S. C. 
lat 8,5 i jego siostrzyczka B. C. lat 6,5 oraz koleŜanka A. K. lat 6,5. poza tym świadkiem 
pośrednim  jest  matka  rodzeństwa  C.,  która  w  tym  czasie  była  z  dziećmi  w  kontakcie 
głosowym. 

Było niemal samo południe. Dzieci bawiły się na podwórku, kiedy naraz zauwaŜyły 

nadlatujący  od  północnego  –  zachodu  dziwny  obiekt  latający,  który  wykonał  zwrot 
o około 90

0

, a potem jeszcze jeden i skierował  się w rezultacie na południowy – zachód 

w kierunku Jawornika. 

Z relacji dzieci wynika, Ŝe NOL zmaterializował się nad dachem domu państwa C. 

I w  postaci  zmaterializowanej  poleciał  w  kierunku  Góry  Ludwiki.  Obserwacje  ta 
potwierdzili takŜe niektórzy mieszkańcy jordanowskiego Rynku, ul. Piłsudskiego i Osiedla 
Wrzosy. 

 
 
80 
 
 
Pod  koniec  grudnia  1995  roku  w  Jordanowie,  11-letni  Dominik  J.  zaobserwował 

przelot  biało-niebieskiego  NL-a  w  formie  BOL  nad  górą  Przykiec  (741  m  n.p.m.).  BOL 
nadleciał z kierunku północnego i poleciał najprawdopodobniej na południe – południowy 
–  zachód.  Świadek  opowiedział  mi  o  tej  obserwacji  w  kwietniu  1996  roku,  przy  okazji 
wieczornej  obserwacji  planety  Wenus  i  komety  Hayakutake  –  porównał  on  Wenus 
do obiektu,  który  widział.  NOL  był  widoczny  około  godziny  18:00,  co  zgadzałoby  się 
z czasem  CE2,  które  miało  miejsce  w  odległych  o  około  11  km  na  północny  –  zachód 
od Jordanowa Spytkowicach, o czym juŜ traktuje następny rozdział. 

background image

 

46

 
 
81 
 
 
I jeszcze jedna obserwacja, tym razem z dnia 9 marca 1995 roku, około godziny 

03:30  –  04:00  dwoje  mieszkańców  Jordanowa:  Kazimiera  &  Stanisław  J. 
zaobserwowali  NL  przelatujący  nad  ich  domem  przy  ulicy  Mickiewicza.  ZauwaŜyli  oni 
na dachach dość silny, pulsujący z częstotliwością około 1 Hz, blask koloru białego. NOL 
przeleciał najprawdopodobniej – czego świadkowie nie są pewni – z północy na południe. 
Obserwacja została zarejestrowana i włączona do dossier PROJEKTU TATRY. Świadkowie 
są całkowicie pewni, Ŝe nie był to samolot, helikopter czy innego rodzaju ziemski statek 
powietrzny.  Lot  tego  NL  był  całkowicie  bezszelestny  i  jego  obecność  manifestowała  się 
jedynie światłem, które wydzielał. 

 
 

 
 
I  to  byłoby  na  tyle  odnośnie  obserwacji  NOL-i  na  Jordanowszczyźnie 

i bezpośrednich  jej  okolicach.  W  trakcie  naszej  działalności  zebraliśmy  jeszcze  kilka 
informacji  spoza  Jordanowszczyzny,  które  to  zostały  dokonane  przez  mieszkańców 
Jordanowa,  a  są  na  tyle  ciekawe,  by  je  przytoczyć  i  wykorzystać  we  wnioskach 
końcowych. Najpierw zabierzemy się za... 

 
 
6. OBSERWACJE NOL-i NAD SIEPRAWIEM I SPYTKOWICAMI 
 
 
...  które  to  miejscowości  znajdują  się  niemal  na  jednej  linii  prostej  łączącej 

Kraków z Adriatykiem. 

Obserwacje  NOL-i  w  tych  dwóch  miejscowościach  i  w  Jordanowie  czasami 

uzupełniały się w przedziwny sposób, co postaram się tutaj ukazać: 

 
 
82 
 
 
Pierwszym  dziwnym  zjawiskiem  obserwowanym  w  Sieprawiu  była  obserwacja 

formacji NL-i dokonana przez siostry – Alinę & Barbarę D. Jesienią 1981 roku. 

Było to około godziny 18:00. obie siostry jechały do Krakowa na spektakl Zemsty 

nietoperza.  Pogoda  była  dobra  i  widzialność  teŜ.  Świadkowie  szli  od  swego  domu 
w kierunku szkoły po drodze biegnącej w dolinie. W pewnym momencie obie dziewczyny 
usłyszały  metaliczny  grzechot  dobiegający  z  zenitu,  zaś  nieco  w  prawo  od  wieŜy 
kościelnej  zauwaŜyły  7  pomarańczowych  świateł  w  kształcie  kul,  które  wisiały 
w powietrzu  nieco  powyŜej  szczytu  wieŜy.  Po  chwili  BOL-e  uniosły  się  w  górę, 
zaś metaliczny  grzechot  przemieścił  się  w  ich  stronę.  BOL-e  po  kilkunastu  minutach 
znikły w zenicie... 

Alina D. Usiłowała potem zainteresować tym zjawiskiem swego nauczyciela fizyki 

w  Myślenicach,  ale  bezskutecznie.  Nauczyciel  nie  potrafił  jej  podać  zadowalającego 
wyjaśnienia,  więc  w  1995  roku  skontaktowała  się  z  MCBUFOiZA,  gdzie  jej  obserwacja 
została zarejestrowana. 

 
 
83 
 
 

background image

 

47

W drugiej połowie grudnia 1994 roku, mieszkanka Sieprawia – pani Michalina D. 

Zaobserwowała  przelot  nad  Sieprawiem  NL  w  kolorze  niebieskawo  –  zielonkawego.  Ten 
dość  nietypowy  BOL  leciał  z  północnego-wschodu  na  południowy-zachód,  pulsując 
z częstotliwością  raz  na  5-6  sekund.  NOL  poruszał  się    na  wysokości  około  30

0

 

nad horyzontem.  Jego  trajektoria  była  podobna  do  ruchu  „kaczki  na  wodzie”,  poza  tym 
NOL-a  znosiło  nieco  na  boki,  co  pozwala  przypuszczać,  Ŝe  poruszał  się  on  po  spirali. 
Przypadek zarejestrowany przez MCBUFOiZA. 

Z przypadkiem tym wiąŜe się historia niezwykłych nocnych odwiedzin niezwykłych 

istot  w  kształcie  prostopadłościanów  w  kolorze  zielonego  brokatu,  co  miało  miejsce 
w Jordanowie w nocy 29/30 grudnia 1994 roku. 

Tej nocy kilkanaście osób w Jordanowie śniło niespokojne sny, których treścią był 

„brokatowy potwór”, który zbliŜał się do ich łóŜek, a mniej wraŜliwi budzili się z uczuciem 
panicznego strachu!... 

Latem  1996  roku  zapytałem  o  opinię  na  temat  nocnych  odwiedzin  „bedroom 

visitors”  słynnego  niemieckiego  ufologa  i  pisarza  dr  Johannesa  Fiebaga.  Dr  Fiebag 
odpowiedział  mi,  Ŝe  niejednokrotnie  w  swej  karierze  zetknął  się  z  NNOL-ami 
i Niewidzialnymi  Obcymi,  którzy  odwiedzali  ludzi  w  czasie  nocy  –  stąd  ich  nazwa  – 
„bedroom visitors”, o czym pisał on w swych ksiąŜkach pt. Inni: Spotkania z pozaziemska 
inteligencją
  (Warszawa  1995)  i  Kontakt:  Uprowadzenia  do  UFO  w  Niemczech,  Austrii 
i Szwajcarii
 (Warszawa 1996). 

Tymczasem 29 grudnia 1994 roku robiłem zdjęcia do mojej pracy i... 
 
 
84 
 
 
...  wykonałem  fotografię  stoku  Hyćkowej  Góry,  który  w  sierpniu  1959  roku 

ogołociła  z  lasu  trąba  powietrzna.  Zjawisko  to  było  niesamowite,  bo  pamiętam  je  jako 
najodleglejsze wspomnienie z dzieciństwa. Wiał straszliwy wiatr, strzelały pioruny i padał 
grad  o  wielkości  gołębich  jaj.  Pamiętam,  jak  mama  przyniosła  dwie  garście  ogromnych 
brył lodu wołając – „Lody! Komu lody!!!”  I nazajutrz, pojechałem z dziadkiem furmanką 
na  dworzec  kolejowy,  to  ujrzałem  straszliwe  wiatrołomy  i  wiatrowały.  Annały 
nie odnotowały takiego kataklizmu, jak ten z końca sierpnia 1959 roku. 

29  grudnia  1994  roku  wykonałem  zdjęcie  tego  właśnie  stoku  z  przyległościami, 

i na pozytywie ujrzałem coś, czego   n a   p e w n o   nie było w chwili fotografowania – 
niebieskawego łuku czy raczej soczewki wypukłej do góry opodal centrum kadru. CzyŜby 
to był znów jakiś NNOL???... 

 
 
85 
 
 
I  jeszcze  jeden  kadr,  zrobiony  w  dniu  25  maja  1996  roku  z  tzw.  „Zakrętów”. 

Zdjęcie  przedstawia  widok  Jordanowa  z  odległości  około  1,5  km  od  centrum.  Tego  dnia 
jechałem  z  Mąkacza  do  Jordanowa  i  około  godziny  18:30  zatrzymałem  się  przed 
„Zakrętami”,  by  wykonać  zdjęcie  miejsca,  gdzie  stało  drzewo  raŜone  piorunem.  NB,  to 
takŜe  jedna  z  osobliwości  tej  okolicy  –  pomimo  tego,  Ŝe  drzewa  rosły  w  zagłębieniu 
terenu, w s z y s t k i e   zostały wystrzelane przez wyładowania atmosferyczne! 

Kiedy  wywołałem  zdjęcia,  to  na  pozytywie  i  negatywie  zauwaŜyłem  widocznego 

na tle nieba NOL-a, podobnego do tych, jakie fotografowali ufolodzy z ekipy Kazimierza 
Bzowskiego
  nie  wiem,  czy  był  to  rzeczywiście  NOL,  ale  z  drugiej  strony  ta  okrągła 
plamka  jest  intrygująca  i  dlatego  zdjęcie  to  włączyłem  do  dossier  PROJEKTU  TATRY. 
Wszystko wskazuje na to, Ŝe ów NOL wisiał gdzieś pomiędzy Rynkiem a ulicą 3 Maja. 

Wracajmy do Sieprawia. 
 
 
86 

background image

 

48

 
 
Te  dwa  jordanowskie  przypadki  –  a  przynajmniej  opisany  w  pkt.84  -  mają 

związek z incydentami w Sieprawiu. Kolejny incydent zdarzył się w dniu 13 października 
1995  roku,  w  godzinach  18:20  –  19:00,  przy  temperaturze  powietrza  +15

0

C  i  CAVU  – 

było  to  wspaniałe,  cudowne  „indiańskie”  czy  jak  kto  woli  –  polskie  „babie” lato.  9  osób, 
niezaleŜnie  od  siebie,  obserwowało  przelot  zespołu  NOL-i,  które  wyglądały  jak  powoli 
obracające się wokół krótszej osi pionowej cygaro, poprzedzone jaskrawą „iskrą” czy teŜ 
„gwiazdą”.  NOL  leciał  z  kierunku  północnego-wschodu  ku  południowemu-zachodowi. 
Świadkowie róŜnie oceniają wysokość jego lotu – artystka malarka, mgr architekt Ewa 
M.
  szacuje  ją  na  kilkaset  metrów,  zaś  inny  świadek  –  pan  Gerard  S.  (NB,  ex-Ŝołnierz 
WOPK)  aŜ  na  10  km!  NOL  oddalił  się  i  przepadł  za  łańcuchem  wzgórz  zamykających 
południowy horyzont – leciał on w stronę... Jordanowa! 

Analiza  lotu  tego  NOL-a  wskazuje  na  to,  Ŝe  leciał  on  od  Sieprawia, 

ponad Myślenicami,  StróŜą,  Zawadką,  Tokarnią,  Łętownią,  Jordanowem,  Spytkowicami, 
Piekielnikiem  w  kierunku  słowackiej  elektrowni  jądrowej  w  Jaslanskich  Bohunicach! 
I dalej  nad  Adriatyk  via  Austria  i  Słowenia.  Niedaleko  tej  trasy  leŜy  słynny 
z niewyjaśnionych  fenomenów  masyw  Untersbergu  w  Alpach  Wapiennych,  o  czym  piszą 
Peter Krassa i Reinhard Habeck.

25

 

 
 

 
 
A  teraz  przenosimy  się  na  drugi  kraniec  jordanowskiego  odcinka  Magistrali 

Adriatyckiej  –  do  Spytkowic.  Niedaleko  centrum  tej  malowniczej  wsi  znajduje  się  góra 
Golgota,  gdzie  juŜ  od  1939  roku  –  a  nawet  wcześniej  –  ludzie  obserwowali  dziwne 
zjawiska: 

 
 
87 
 
 
Sierpień  1939  roku  –  przeddzień  wybuchu  II  wojny  światowej.  Okoliczni  ludzie 

zamieszkujący  u  podnóŜa  góry  Golgota  –  693  m  n.p.m.  –  zaobserwowali  ukazanie  się 
na jej  szczycie      p  ł  o  m  i  e  n  n  e  g  o      k  r  z  y  Ŝ  a      -  który  z  miejsca  skojarzono 
z rozegraną  tutaj  bitwą  spotkaniową  pomiędzy  napierającymi  na  północ,  ku  Krakowowi, 
pancernym  kolumnom  XXII  Korpusem  Pancerno-Zmotoryzowanym  14.  Armii  generała 
Bacha
, a 10. Brygadą Pancerno-Motorową płk dypl. Stanisława Maczka trwającą od 1 
do  3  września  1939  roku,  na  terenie  od  granicy  ze  Słowacją  aŜ  do  Myślenic.  Krwawa 
to była bitwa, bo „maczkowcy” twardo się bronili... – mimo stosunku sił w piechocie 3:1, 
broni pancernej i artylerii 5-6 : 1 na korzyść Niemców! Wyglądałoby zatem na to, Ŝe Ufici 
wiedzieli, co się stanie we Wrześniu – zresztą NOL-e pojawiają się tam, gdzie szykuje się 
jakiś  konflikt  zbrojny,  jak  to  miało  miejsce  np.  na  Węgrzech,  gdzie  w  Ŝupaństwie

26

 

Baranya  w  1990  roku  obserwowano  po  obu  stronach  granicy  z  Jugosławią  znaczną 
aktywizację  BOL-i,  o  czym  donosiły  węgierskie  i  jugosłowiańskie  słuŜby  graniczne. 
Podobnie  było  i  w  przypadku  innych  wojen,  nie  tylko  w  byłej  SFRJ,  a  zatem  dlaczego 
nie miałoby tak być i w przypadku II wojny światowej?

27

 

 

                                                 

25

 I tutaj rzecz ciekawa, bo od 1998 roku w Polsce zaczęły się pojawiać tzw. kręgi i piktogramy zboŜowe. 

Pierwszy zarejestrowany w Polsce krąg zboŜowy pojawił się w sierpniu 1998 roku w miejscowości Polanka 
k/Myślenic, a drugi w okolicach StróŜy teŜ w sierpniu tegoŜ roku! CzyŜby zatem NOL-e przelatywały po to, by 
wybrać te miejsca na utworzenie tam tych niezwykłych rysunków? Zainteresowanych odsyłam do lektury 
artykułów zamieszczonych na łamach Nieznanego Świata, Czasu UFO i  Czwartego Wymiaru z 2000 roku. 

26

 Jednostka administracji terenowej na Węgrzech odpowiadająca naszemu województwu. 

27

 JeŜeli konflikt bałkański z lat 90. XX wieku uznać za III wojnę światową – boŜ wojna, w której udział bierze 

26 państw z trzech kontynentów w pełni na to miano zasługuje – to zwiastowana ona była przez wzmoŜoną 
aktywność NOL-i – takŜe i w Polsce, na przełomie lat 1998-99.  

background image

 

49

 

88 

 
 
Grudzień  1987  roku  –  dwoje  świadków:  mgr  farm.  Renata  K.  i  jej  ojciec  – 

artysta  fotografik  Franciszek  O.  w  godzinach  wieczornych,  pomiędzy  21  a  22 
obserwują  nad  Golgotą  przedziwne  zjawisko:  nad  szczytem  góry  widać  dwa  światła, 
które zachowują się dziwnie – kiedy zapala się jedno, to drugie gaśnie i vice-versa. Jedno 
wisi  nad  szczytem,  zaś  drugie  znajduje  się  na  szczycie  i  „rozmawiają”  pulsującym, 
róŜnokolorowym światłem, w sekwencjach trzyminutowych... 

Świadkowie  początkowo  sądzą,  Ŝe  to  jakieś  działania  wojskowe,  ale  rychło 

odrzucają te hipotezę, bowiem w najbliŜszej okolice nie ma Ŝadnej jednostki wojskowej, 
która by dokonywała jakichś ćwiczeń czy eksperymentów...   

Zdarzenie zarejestrowano przez MCBUFOiZA oraz GB NOL Kraków w 1996 roku. 
 
 
89 
 
 
Grudzień  1995  roku  –  okres  pomiędzy  BoŜym  Narodzeniem  a  Nowym  Rokiem. 

Trzy niezaleŜne grupy świadków obserwują Lądowanie NOL-a na szczycie Golgoty! 

Pierwsza  grupa  w  składzie  mgr  Renata  K.,  jej  mąŜ  art.  malarz  Ryszard  K. 

i dwoje dzieci: Magdalena & Bartosz K. obserwują tego NOL-a ze wschodu. Widzą oni 
trzy czerwone „krzewy” płomieni, które zmieniają konfiguracje w przestrzeni. 

Trzecia grupa świadków pod przewodnictwem mgr Aliny L. widzi coś podobnego 

od  zachodu,  aczkolwiek  konfiguracja  trzech  czerwonych  „krzewów”  światła  jest  zupełnie 
inna. 

Najbardziej  niesamowita  jest  obserwacja  drugiej  grupy  obserwującej  NOL-a 

od południa.  Świadkowie  –  pani  Jadwiga  S.  i  mieszkańcy  Spytkowic  spod  Golgoty 
zauwaŜyli  nie  grupę  świateł  w  kształcie  „krzaków”  czerwonych  ogni,  ale  regularne 
kwadraty  emitujące  silne  biało-Ŝółte  światło.  Jadwiga  S.  sądziła  początkowo,  Ŝe  jada 
na nią czołgi! – choć jak później przyznała,  sama nie wie, dlaczego to jej się skojarzyło 
z czołgami... – bo nie słyszała Ŝadnego ryku silników czy wizgu gąsienic.  

Inni mieszkańcy mieli jeszcze ciekawsze wraŜenia, bo czuli coś na kształt lekkiego 

trzęsienia ziemi, grunt lekko dygotał, dzwoniły szyby, kołysały się Ŝyrandole... 

W  maju  1996  roku,  połączone  ekipy  MCBUFOiZA  (Anna  Leśniakiewicz,  Robert 

K.  Leśniakiewicz) i GB NOL Kraków (Bronisław  Rzepecki) udała się na miejsce tego 
CE2,  by  zbadać  rzecz  in  situ.  Przeprowadzono  rozmowy  ze  świadkami  i  sfotografowano 
ślady  Lądowania  tego  NOL-a  w  kształcie  trzech  kręgów  trawiastych,  w  których  trawa 
zmieniła  swój  kolor  z  szarobrunatnego  na  ciemnozielony  i  równoramiennego  trójkąta 
takiegoŜ  samego  koloru.  Nawet  po  pięciu  miesiącach  trawa  zachowała  swój  odrębny 
kolor.  Nie  wykonano  badań  na  radioaktywność,  bo  roztopy  i  kwietniowe  deszcze 
zdekontamitowały  radioaktywne  cząstki  w  głąb  gleby  i  spłukały  je  do  cieków  wodnych. 
Dokładny raport w tej sprawie sporządził Bronisław Rzepecki. 

Wydarzenia  to  ma  najprawdopodobniej  związek  z  obserwacją  w  Jordanowie 

dokonaną przez Dominika J. 

 
 
90 
 
 
I jeszcze jedna obserwacja dokonana tym razem nie ze Spytkowic czy Sieprawia, 

ale z Hali Krupowej, przez dwóch chłopców: Pawła B. lat 13 z Jordanowa i Macieja O. 
lat  14  z  Sidziny,  którzy  w  nocy  18/19  sierpnia  1995  roku,  w  godzinach  23:00  –  02:00 
na Hali  Krupowej  (Pasmo  Babiogórskie  Beskidu  Wysokiego),  obserwowali  przy  pomocy 
lornetki 7,5x niezwykłą „gwiazdę”, która wisiała nad północno-wschodnim horyzontem.  

background image

 

50

Niezwykłość tej „gwiazdy” polegała na tym, Ŝe była ona jaśniejsza od wschodzącej 

właśnie  Capelli  (najjaśniejszej  gwiazdy  konstelacji  Woźnicy  -  α  Auriga),  koloru  Ŝółtego, 
ale w lornetce widzieli ją, jak migała niebieskim i czerwonym światłem, z częstotliwością 
2  Hz.  Najciekawsze  jest  to,  Ŝe  ów  migocący  NL  mógł  wisieć  nad...  Sieprawiem! 
Sprawdziliśmy,  ale  tej  nocy  niczego  ciekawego  tam  nie  zauwaŜono,  co  bynajmniej 
nie znaczy, Ŝe czegoś tam nie było!... 

NB,  na  podanym  azymucie  znajduje  się  jeszcze  jedna  osobliwość  –  chodzi 

o wychodnie  piaskowcową  w  Rudniku,  która  jest  nazwana  „Diablim  Kamieniem”  i  być 
moŜe owo NL ma jednak z tym coś wspólnego – ale o tym później. 

 
 
91 
 
 
I to juŜ ostatnia obserwacja bliskiego przelotu BOL-a, który moŜna zakwalifikować 

do  typu  CE5,  jako  Ŝe  świadek  odczuwała  po  tym  pewne  dolegliwości  neurologiczne, 
zatem było to Bliskie Spotkanie 5 Rodzaju z NOL-em – psi-CE. 

Bohaterka  tego  wydarzenia  jest  mgr  ElŜbieta  B.  z  Jordanowa,  która  w  czerwcu 

1980  roku  w  Szczawnicy,  w  późnych  godzinach  popołudniowych,  zaobserwowała  przelot 
czerwono  świecącego  BOL,  w  odległości  70  m  od  pani  B.  kierując  się  znad  Szczawnicy 
w kierunku góry Húlina na Słowację i tam zniknął.  

Najciekawsze  są  wszakŜe  reakcje  świadka  –  pani  B.  w  momencie  dostrzeŜenia 

BOL-a  wpadła  w  rodzaj  stuporu  i  odczuła  coś  w  rodzaju  paraliŜu,  który  uniemoŜliwił  jej 
wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Po zniknięciu BOL-a objawy ustąpiły powoli – moŜliwe, 
Ŝe  moŜe  doszło  tam  nawet  do  „wzięcia”,  jednakŜe  świadek  nie  stwierdziła  „brakującego 
czasu”, który jest najlepszym dowodem na uprowadzenie na pokład NOL-a.  

Mimo  tego,  Ŝe  owo  CE  miało  miejsce  w  Pieninach,  to  umieściłem  je  w  dossier 

PROJEKTU  TATRY  z  dwóch  powodów:  primo  –  świadkiem  była  osoba  zamieszkała 
w Jordanowie i secundo – Pieniny ukrywają pewna tajemnicę, ale o tym później. 

Kontakty  z  Obcymi  zdarzały  się  Jordanowiakom  takŜe  poza  granicami  regionu. 

Były  to  Bliskie  Spotkania  z  Ludźmi  w  Czerni  –  MiB-ami,  o  czym  traktuje  następny 
rozdział. 

 
 
7. BLISKIE SPOTKANIA Z LUDŹMI W CZERNI 
 
 
W  kartotece  PROJEKTU  TATRRY  mam  odnotowane  dwa  CE  z  MiB-ami  –  czyli 

Ludźmi w Czerni. Pierwsze z nich miało miejsce w Krakowie, a drugie – na „Zakopiance”, 
pomiędzy Skomielną Białą a Krakowem, ale po kolei: 

 
 
92 
 
 
Nie wierzyłem w istnienie Ludzi w Czerni – czyli Men In Black – których uwaŜałem 

za część mitologii UFO, a które to zjawisko socjologiczne i ufologiczne było spowodowane 
głównie aktywnością agend rządowych USA i ZSRR i ich słuŜb wywiadowczych – głównie 
CIA i KGB.  

Mimo tego, w nocy z 2 na 3 listopada 1983 roku, spotkałem na peronie 2 dworca 

PKP  w  Krakowie  –  Płaszowie  osobnika,  który  pasował  jak  ulał  do  krąŜących  opowieści 
o Ludziach w Czerni. A to było tak: 

Mój MiB doczepił się do mnie na peronie. Poprosił mnie o ogień. Zapalił i od słowa 

do  słowa  zaczęliśmy  rozmawiać.  Nie  wiem,  dlaczego  na  ponad  sto  osób  stojących 
na peronie  ten  facet  doczepił  się  właśnie  do  mnie,  choć  stało  tam  ponad  dwudziestu 
palaczy?... 

background image

 

51

Rozmawialiśmy  –  o  ile  dobrze  pamiętam  –  o  tym,  o  czym  Polacy      z  a  w  s  z  e   

rozmawiali  w  podróŜy,  to  znaczy  o  polityce  (było  krótko  po  stanie  wojennym), 
o moŜliwości  wybuchu  wojny  nuklearnej  (aktualnie  amerykański  prezydent  Ronald 
Reagan
  forsował  swój  program  „wojen  gwiezdnych”  –  SDI  czyli  Strategical  Defence 
Initiative,  bardziej  znany  jako  The  High  Frontier

28

)  i  tzw.  „zimie  jądrowej  jako  jej 

następstwie (było krótko po emisji w TV amerykańskiego filmu katastroficznego The Day 
After
). Pogadaliśmy sobie o zagładzie dinozaurów (wchodziła właśnie do nauki z wielkim 
hałasem  teoria  prof.  Luisa  Alvareza  o  zimie  poimpaktowej  po  upadku  wielkiego 
meteorytu lub asteroidy na przełomie K/Tr, 65 mln lat temu) i o istnieniu hipotetycznych 
Dinozauroidów  (co  wylansował  kanadyjski  naukowiec  prof.  Dale  Russell)  i  ich 
domniemanej cywilizacji.  

Przewałkowaliśmy  w  rozmowie  wszelkie  moŜliwości  uniknięcia  ich  paskudnego 

losu  poprzez  skrycie  się  w  schronach.  I  rzecz  dziwna  –  mojego  rozmówcę 
interesowała
  moŜliwość  przeŜycia  zimy  jądrowej  w  głębokich  jaskiniach 
górskich  Tatr!...
  To  właśnie  wtedy  rzucił  on  propozycję  ukrycia  się  ludzi  w  jaskiniach 
o duŜej deniwelacji, które mogłyby być doskonałymi schronami przeciw atomowymi. 

- Czy ludzie mogliby zachować Ŝycie chowając się do tych jaskiń? – dopytywał się 

mój MiB. 

-  Owszem  -  odparłem  -  Rzecz  jest  moŜliwa,  ale  jaskinie  mogą  być  zniszczone 

przez  ruchy  górotworu.  Pamięta  pan,  co  było  po  detonowaniu  przez  Amerykanów  25 
megaton  trotylu  na  Amchitce?  Uskok  St.  Andrews  trząsł  się  dobre  pół  roku...  To  było 
pod koniec lat 70.  

-  Taaak...  -  pomedytował  chwilę,  jakby  przeŜuwał  to,  co  mu  powiedziałem, 

a potem ni z juszki ni z pietruszki zastrzelił mnie pytaniem - A co pan wie o Agharcie?... 

Zamurowało  mnie.  O  Agharcie  na  początku  lat  80.  wiedziało  niewiele  osób,  choć 

przed  II  wojną  światową  temat  był  dość  szeroko  znany  dzięki  relacji  znanego 
i poczytnego  pisarza  i  podróŜnika  Antoniego  Ferdynanda  Ossendowskiego
który zawarł  ja  w  ksiąŜce  -  światowym  bestsellerze  przetłumaczonym  na  25  języków  - 
Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów (Warszawa  1930). Na jej podstawie powstała równieŜ 
powieść  fantastyczno  -  mistyczna  F.  Montyherta  -  Atlantyda  i  Agharta.  Po  wojnie 
Ossendowski  został  wyklęty  przez  komunistów  za  to,  co  napisał  właśnie  w  tej  ksiąŜce, 
a takŜe  za  swą  powieść  para  dokumentalną  pt.  Lenin  (Poznań  1930),  w  której  ostrzega 
on  przed  komunizmem  i  Stalinem  w  szczególności.  Ten  ostatni  najprawdopodobniej 
wydał na niego wyrok śmierci, który wykonano w styczniu 1945 roku przez agenta NKWD 
czy  SMIERSZ-u,  podającego  się  za  krewnego  jego  przyjaciela  -  generała  barona 
Romana  Fryderyka  von  Ungern  Sternberga
,  co  atoli  jest  juŜ  osobną  historią. 
Cenzura  PRL  zrobiła  wszystko,  co  w  jej  mocy,  by  powieści  Ossendowskiego  i  pamięć 
o nim  nie  była  zbyt  Ŝywa.  Zrobiono  z  niego  błazna  i  blagiera,  skrzyŜowanie  mitomana 
z grafomanem.  Był  to  los  normalny  w  przypadku  autora,  który  miał  pecha  skrytykować 
„jedynie  słuszny  ustrój”.  Moja  znajomość  z  Ossendowskim  wynikała  z  faktu,  Ŝe  mój 
dziadek ze strony matki - Franciszek Baranowicz - znał go osobiście, jeszcze z Syberii. 
I  kolejna  rzecz  ciekawa  -  czytał  mi  on  do  poduszki  fragmentu  ksiąŜki  Ossendowskiego, 
w którym  jest  mowa  o  podziemnym  państwie  Agharty...  A  teraz  ten  dziwny,  ubrany 
na czarno  facet  pyta  o  coś,  co  było  w  pewnym  sensie  częścią  mojego  dzieciństwa. 
Odpowiedziałem mu coś od  rzeczy, a potem przyjechał wreszcie spóźniony o 120 minut 
pociąg  z  Przemyśla  do  Szczecina,  przeładowany  do  wszelkich  granic  moŜliwości 
i przyzwoitości...  Zdecydowaliśmy się wsiąść do niego przez okno - sposób wielokrotnie 
praktykowany  w  PRL  i  niezawodny.  Najpierw  podsadziłem  do  okna  osiemnastoletnią 
dziewczynę, dość mikrej postury, a potem mojego rozmówcę. I tutaj był pierwszy szok - 
był on niemal o połowę   l Ŝ e j s z y   od tej lekkiej przecieŜ dziewuszki, pomimo tego, 
Ŝe był mojego wzrostu i na oko waŜył co najmniej 90 - 95 kg! 

Nie  pojechałem  tym  pociągiem.  Miałem  lokalne  połączenie  do  Katowic  o  03:55 

z Krakowa  Głównego  i  tym  pociągiem  pojechałem  do  Sosnowca,  gdzie  swego  czasu 

                                                 

28

 Z ang.: Inicjatywa Obrony Strategicznej i Wysoka Granica. Chodziło tu o rozbudowany system broni 

antyrakietowych rozmieszczonych w Kosmosie, którego zadaniem byłoby zniszczenie radzieckich ICBM-ów w 
najwyŜszym punkcie ich trajektorii, co doprowadziłoby do zniszczenia ZSRR i innych krajów Układu 
Warszawskiego uderzeniem odwetowym wyprowadzonym z USA i krajów NATO bez strat własnych. 

background image

 

52

pobierałem nauki języka Szekspira i sir Arthura Conan Doyle’a w Ośrodku Nauczania 
Języków  Obcych  MSW.  Po  drodze  wreszcie  mi  coś  „zaskoczyło”  -  MiB  to  Man  In  Black  - 
Człowiek  w  Czerni  właśnie,  a  ten  facet  był  ubrany  właśnie  na  czarno  i  nosił  -  nawet 
w najciemniejszych  miejscach  -  czarne  okulary,  tak  czarne,  Ŝe  nie  widziałem  jego 
oczu!...- o ile je w ogóle miał! I te jego pytania! 

Przez  cały  czas  kombinowałem,  z  kim  właściwie  miałem  do  czynienia:  Mason? 

RóŜokrzyŜowiec?  Sekciarz  z  „Antrovisu”?  jakiś  esbek  lub  ktoś  z  kontrwywiadu 
wojskowego czy naszej WSW WOP

29

? Poglądy polityczne miałem jeszcze wtedy „jedynie 

słuszne”  -  czy  to  był  jakiś  sprawdzian  lojalności?...    JeŜeli  tak,  to  jaki  był  jego  cel? 
Sprawdzenie  lojalności  oficera  WOP,  jednego  z  wielu?  A  moŜe  to  był  jakiś  test 
przed próbą 

werbunku 

ze 

strony 

obcych 

słuŜb 

wywiadowczych: 

radzieckich, 

amerykańskich  czy  niemieckich  lub  jeszcze  innych?...    To  akurat  było  najbardziej 
prawdopodobne, bo w czerwcu 1981 roku usiłowano mnie nakłonić do odmowy powrotu 
do PRL w szwedzkim Ystad. Odmówiłem, bo nie chciałem, by komuniści zgnoili mi rodzinę 
i  CIA  dała  mi  spokój.  Teraz  wiadomo,  Ŝe  CIA  chodziło  o  potwierdzenie  wszystkich 
informacji  przekazywanych  jej  przez  płk  Ryszarda  Kuklińskiego,  który  był  szpiegiem 
w Sztabie  Generalnym  WP  i  UW.  Oczywiście  paszportu  nie  zobaczyłem  przez  pół  roku, 
bo nasze  władze  obawiały  się,  Ŝe  korzystając  z  okazji  ucieknę  na  Zachód.  Hmmm...  - 
gdybym  chciał  i  miał  motywację,  to  i  tak  zwiałbym  do  Niemiec,  Danii  czy  Szwecji 
i nie byłoby  WSW,  które  byłoby  mnie  w  stanie  zatrzymać!  Tak  czy  owak,  odpowiedzi 
na te  pytania  nie  uzyskałem  do  dziś  dnia,  a  zatem  roboczo  zakładam,  Ŝe  to  był  jednak 
Człowiek w Czerni, chociaŜby dlatego, Ŝe... 

 
 
93 
 
...  w  dwa  tygodnie  po  opisanych  wydarzeniach,  moja  siostra  Wiktoria 

Leśniakiewicz  miała  równie  dziwną  przygodę.  Jadąc  auto  -  stopem  z  Jordanowa 
do Krakowa, zatrzymała w Skomielnej Białej jakiegoś młodego - do 30 lat - męŜczyznę, 
który jechał do Krakowa czy nawet do  Warszawy, duŜym,  czarnym, zachodnim autem - 
„mercedesem”  czy  „fordem”  -  tego  nie  pamięta.  Facet  zatrzymał  się  i  zaproponował 
podwiezienie.  Siostra  wsiadła  do  auta  i  pojechali.  Po  drodze,  ów  ubrany  na  czarno 
jegomość  zadał  jej  mnóstwo  pytań:  kto  w  rodzinie  interesuje  się  problematyką  UFO? 
Kto widział UFO i ile razy? Jakie są opinie jej i jej najbliŜszych na temat UFO? - itd. itp. 
Swoje  zainteresowanie  tłumaczył  tym,  Ŝe  sam  widział  NOL-a  w  czasie  swego  pobytu 
na Węgrzech,  w  okolicach  Budapesztu.  A  kim  on  był  naprawdę,  tego  nie  moŜemy  się 
nawet domyślić. Jedynym sensownym wytłumaczeniem jest tylko... - MiB! 

W  październiku  2000  roku,  w  czasie  jednego  ze  spotkań  w  świetlicy  Związku 

Podhalan 

„Śwarna” 

Zakopanem, 

zorganizowanym 

przez 

Jerzego 

Łataka

wypowiedział  się  pewien  oficer  LWP  w  latach  50.  słuŜący  na  Pomorzu  Gdańskim 
twierdząc,  Ŝe  wszystkie  informacje  dotyczące  UFO  i  innych  fenomenów  związanych 
z obecnością  i  działalnością  Ufitów  na  terenie  PRL  były  zbierane  i  utajniane 
przez kontrwywiad wojskowy, zaś świadkowie Obserwacji Dalekich i Bliskich Spotkań byli 
zmuszani do milczenia poprzez zastraszanie, szantaŜ i temu podobne praktyki. Być moŜe 
i my byliśmy figurantami

30

 w jakiejś sprawie operacyjnego sprawdzenia czy moŜe nawet 

rozpracowania - prowadzonej przez kontrwywiad wojskowy PRL?... 

 
 

 

                                                 

29

  Wojskowa  SłuŜba  Wewnętrzna  Wojsk  Ochrony  Pogranicza  -  Był  to  rodzaj  referatu  spraw  wewnętrznych, 

nadzoru  i  kontroli  pracowników,  funkcjonariuszy  i  Ŝołnierzy  WOP,  sprawujący  nad  nimi  ochronę 
kontrwywiadowczą i porządkową. 

30

 W nomenklaturze słuŜb specjalnych „figurant” to osoba, przeciwko której prowadziło się niejawne działania 

operacyjne w ramach spraw operacyjnego sprawdzenia (ustalenie, czy osoba zajmuje się wrogą bądź 
przestępczą działalnością na szkodę państwa) czy operacyjnego rozpracowania (udowodnienie osobie 
prowadzenia wrogiej czy przestępczej działalności na szkodę państwa). W PRL pracę operacyjną prowadziły 
jednostki SB, MO, WSW, WOP, wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. 

background image

 

53

 

I to byłby wreszcie koniec kroniki PROJEKTU TATRY - co jeszcze nam pozostaje? 
 
 
8. TROCHĘ STATYSTYKI 
 
 
KaŜda  rzeczowa  praca  nie  obejdzie  się  bez  statystyki.  W  trakcie  realizowania 

programu PROJEKTU TATRY zarejestrowano ogółem: 

 
 

Typ 

TATRY 

BESKIDY 

 

incydenty/ świadkowie 

incydenty/ świadkowie 

DD 

5 / 21 

3 / 7 

RV 

6 / 91 

2 / 2 

NL 

8 / 37 

10 / 48 

CE0 

1 / 1 

4 / 5 

CE1 

1 / 1 

1 / 4 

CE2 

2 / 3 

 2 / 12 

CE3 

2 / 52 

CE4 

CE5 

CE6 

12 / 7 / 36 ofiar 

 

Razem 

43 / 161 / 36 ofiar 

24 / 130 

Ogółem 

 

67 / 291 

 
 

W  powyŜszym  zestawieniu  uwzględniono  wypadki  „pewne”,  czyli  te  wiarygodne. 

Gdyby  odrzucić  przypadki  „nabijające  statystykę”  w  Tatrach,  a  chodzi  tutaj  o  incydenty 
typu CE4 i CE6, to wynikałoby z tego, Ŝe stosunek ilości incydentów w Tatrach do ilości 
incydentów w Beskidach ma się tak, jak 23/24! - a zatem nasuwa się pierwszy wniosek:  
 

 

Tatry  nie  są  jakimś  wyszczególnionym  obszarem  Ziemi  przez  Obcych. 
Nie  ma  się  tym  co  martwić,  bo  dzięki  temu  moŜna  było  dojść  do  kilku 
waŜkich wniosków, z których pierwszym jest ten, iŜ... 

 

... 

zdecydowana 

większość 

tajemniczych 

przypadków 

zniknięć 

i tajemniczych  zgonów  ma  miejsce  w  rejonie  masywu  Czerwonych 
Wierchów i Rysów; 

 

w Tatrach umiera więcej męŜczyzn niŜ kobiet; 

 

w  Tatrach  znika  w  tajemniczych  okolicznościach  więcej  kobiet, 
niŜ męŜczyzn; 

 

pasaŜerowie  UFO  nie  interesują  się  gatunkiem  Homo  sapiens  sapiens 
jako  gatunkiem  dominującym  na  tej  planecie,  a  raczej  jako  elementem 
jej biosfery; 

 

pasaŜerowie  NOL-i  nie  są  istotami  Ŝywymi.  Dlaczego?  To  wyjaśnię 
i uzasadnię w dalszej partii tej pracy; 

 

Ufici  nie  poŜądają  kontaktu  z  ludźmi,  bo  nie  jesteśmy  jeszcze  gotowi 
do Kontaktu z Nimi, jesteśmy zbyt prymitywni. 

 

background image

 

54

Smutno to wszystko brzmi, ale niestety na to wskazują fakty wynikające nie tylko 

z tych, które zawarłem w tym Raporcie... , a takŜe ze światowej literatury ufologicznej. 

W  toku  PROJEKTU  TATRY  potwierdzono  fakt  pozostawiania  przez  NOL-e  anomalii 

promienistych  w  postaci  lekkich  skaŜeń  gruntu  i  roślinności  po  Lądowaniach.  Z  tym 
faktem wiąŜe się następny rozdział niniejszego Raportu... 

 
 
9. NOL-e, GRZYBY I CZARNOBYL 
 
 
Pytanie  do  Radia  Erewan:  Czy  to  prawda,  Ŝe  jabłka  z  okolic  Czarnobyla  są 

niejadalne? 

Radio  Erewan  odpowiada:  AleŜ  skąd!  Oczywiście,  Ŝe  są  jadalne,  ale  obierki 

i ogryzki naleŜy po jedzeniu zakopać na dwa metry do ziemi!... 

 

Radio Erewan odpowiada - Moskwa 1987 

 

O tym, co wydarzyło się w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w nocy 26 kwietnia 

1986  roku  wiedzą  dziś  wszyscy.  Ukazał  się  cały  szereg  prac  i  publikacji  od  tych 
katastroficznych  aŜ  do  tych  durnie  -  hurraoptymistycznych,  w  których  stwierdza  się, 
Ŝe właściwie nic się nie stało, a cała sprawa, to jedynie nieodpowiedzialność mediów i ma 
wydźwięk  propagandowy.  Te  ostatnie  publikacje  są  związane  z  odradzającym  się 
w Polsce  lobby  atomowym,  które  grupuje  fizyków  -  atomistów  i  niektórych  polityków 
związanych z prawicą i lewicą - ci ostatni bardzo chcieliby, aby Polacy zapomnieli o całej 
sprawie  i  haniebnym  w  niej  udziale  ówczesnych  włodarzy  PRL  -  a  raczej  podnóŜków 
Moskwy,  co  jest  bardziej  prawdziwe,  bo  serwilizm  wobec  Kremla  i  tamtejszej  sitwy 
zdecydował  o  zdrowiu  i  Ŝyciu  37-milionowego  narodu.  Szczególnie  przeraŜające  są 
artykułu z Wiedzy i śycia autorstwa prof. Zbigniewa P. Zagórskiego, w których broni 
on  francuskich  testów  jądrowych  na  atolu  Moruroa  (Mururoa)!  -  jakby  zapomniał  on, 
Ŝe atol ów leŜy w tzw. Ognistym Pierścieniu Pacyfiku i kaŜda eksplozja moŜe spowodować 
naruszenie i tak juŜ kruchej równowagi skorupy naszej planety... Po francuskich testach 
na Moruroa i na chińskim poligonie Łob-nur (Lop-noor), ziemia na Podhalu odpowiedziała 
wstrząsami o mocy do 5

0

MSK. Nie było tego wiele, ale zarysowały się ściany i zakołysały 

Ŝyrandole,  poszło  kilka  szyb,  i  to  wystarczyło,  by  spowodować  niepokój  wśród  górali 
z Czarnego  Dunajca  i  Bukowiny  Tatrzańskiej,  co  miało  miejsce  jesienią  1995  roku,  tuŜ 
przed wyborami prezydenckimi w Polsce, co niektórzy wzięli za zły omen...

31

 

Ziemia  trzęsła  się  takŜe  na  Słowacji  i  Węgrzech,  a  tutaj  wielce  uczony  pan 

profesor pisze: 

Eksplozje  na  Mururoa  mają  większy  wydźwięk  propagandowy,  niŜ  fizyczny.[...] 

Nawiasem  mówiąc,  nasz  Bałtyk  wykazuje  większą  promieniotwórczość,  niŜ  wody  atolu 
Mururoa. 

No  cóŜ,  sprzedajnych  idiotów  z  tytułami  profesorskimi  w  Polsce  -  jak  widać 

na załączonym obrazku - nie brakowało i nie brakuje.

32

  

Profesorowie swoje, a Przyroda swoje. Ludzi da się oszukać, ale Natury nigdy... - 

nawet największe chciejstwo debili z tytułem naukowców Jej nie oszuka, bo Ona kieruje 
się  swoimi  odwiecznymi  prawami,  których  jeszcze  nie  zrozumieliśmy  do  końca  i  długo 
nie zrozumiemy,  a  to  miedzy  innymi  dzięki  bałwanom  zamkniętymi  w  swych  wieŜach 
mądrości z kości słoniowej... 

Jednym  z  indykatorów  poziomu  skaŜeń  radioizotopem  cezu  - 

137

Cs  -  są  grzyby. 

Kumulują  one  cez,  szczególnie  podgrzybki  brunatne  -  Xerocomus  badius  -  w  skórce 

                                                 

31

 Po „atomowej wojnie” pomiędzy Indiami i Pakistanem w 1998 roku doszło do naruszenia równowagi na 

granicy Płyty Azjatyckiej i straszliwie niszczącego trzęsienia ziemi w Turcji i Japonii, a słabsze wstrząsy 
podziemne odnotowano w Grecji i Italii. Było kilkaset ofiar w ludziach, a kilka tysięcy osób pozbawiono dachu 
nad głową. Strat moralnych nie liczył nikt... 

32

 Dowodem wprost na powyŜsze jest opublikowany na łamach Wiedzy i śycia nr 5,1999 list otwarty 13 polskich 

atomistów, w którym protestują oni przeciwko emisji w TVP filmu telewizji BBC pt. Igor dziecko Czarnobyla, w 
którym ukazano los małego ukraińskiego chłopca straszliwie okaleczonego jeszcze w łonie matki przez letalne 
działanie promieniowania po wybuchu w CzEJ.  

background image

 

55

kapelusza i jedząc je wprowadzamy radionuklid do naszych kości, z wiadomym skutkiem. 
Uczeni  pocieszają  nas,  Ŝe  trzeba  zjeść  na  rok  co  najmniej  15  kg  suszu  grzybowego, 
by odczuć  negatywne  skutki,  ale...  -  czas  połowicznego  zaniku  czyli  t

1/2

  dla  cezu-137 

wynosi  około  30,  2  roku,  a  Ŝe  materia  kości  nie  wymienia  się,  więc  cez  pozostaje 
emitując  do  organizmu  cząstki  β

-

  czyli  elektrony.  Podobnie  sprawa  się  ma 

z radioaktywnym  jodem  - 

131

I,  którego  t

1/2

  wynosi  tylko  8  dni  -  ale  spustoszenia,  jakie 

poczynił  są  nieodwracalne  i  nastąpił  skok  o  70%  ilości  zachorowań  na  nowotwory 
tarczycy  wśród  dzieci  i  młodzieŜy  urodzonej  po  27  kwietnia  1986  roku,  a  przecieŜ  – 
jak zapewniał  mnie  w  Makowie  Podhalańskim  w  dniu  15  maja  1996  roku  prof.  dr  hab. 
Kazimierz  Jeleń
  z  AGH  w  czasie  dyskusji  po  swym  wykładzie  na  temat  ekologicznych 
skutków  awarii  w  Czarnobylu  -  na  Polskę  spadły  jedynie        t  r  z  y      g  r  a  m  y    
radioaktywnego  jodu-131!!!  Ile  spadło  cezu,  tego  jakoś  Ŝadne  źródła  nie  podają  - 
ciekawe  dlaczego?  CzyŜby  bali  się  panowie  uczeni?  Jod  wypłukiwano  z  organizmów 
„Lugolą”  -  a  co  z  cezem?  A  co  z  innymi  radionuklidami,  które  wydobyły  się  z  reaktora 
CzEJ? PrzecieŜ poza jodem i cezem wydobyły się takŜe takie izotopy, jak m.in.: stront-90 
z  t

1/2

  =  19,9  roku;  cez-136  z  t

1/2

  =  13,1  dnia,  i  inne  pozostałości  po  rozpadzie  uranu 

czy plutonu. Do tego jeszcze naleŜy dołączyć niebezpieczny węgiel-14 z t

1/2

 = 5.740 lat, 

a który odkłada się we wszystkich organizmach Ŝywych, a czego efektami są wszelkiego 
rodzaju nowotwory i alergie. Ze znanych ogółem około 1.800 izotopów i izomerów, tylko 
około  270  jest  trwała  -  a  cała  reszta  jest  radioaktywna  w  mniejszym  czy  większym 
stopniu.  Wszystkie  powstają  we  wnętrzach  reaktorów  jądrowych  i  tej  fatalnej  nocy 
26 kwietnia 1986 roku, zostały one uwolnione do atmosfery Ziemi, z której potem spadły 
na jej  powierzchnię  w  postaci  bardzo  „gorącego”  fall-out’u.  Radioaktywny  opad  skaził 
całą północna hemisferę i wszystko, co się na niej znajdowało, a jakiś niedouk z tytułem 
profesora pisze, „ Ŝe właściwie to nic się nie stało”. Zgroza! Oczywiście! - po eksplozji nic 
nikomu  się  nie  stało,  ale  po  latach  będą  wychodzić  jego  skutki!  Szermuje  się 
wskaźnikami  umieralności  ludzi  po  katastrofach  w  Seveso  (Italia)  i  Bhopalu  (Indie), 
ale w tym  przypadku  skaŜenie  chemiczne  szybko  opanowano  i  zlikwidowano, 
zaś skaŜenie  po  wybuchu  w  Czarnobylu  zaczyna  dopiero  swe  Ŝniwo  i  najgorsze  dopiero 
przed nami - w 10-15 lat po wybuchu! JakŜe celną była i jest nadal dziecięca wyliczanka, 
którą wyliczały się dzieciaki na ulicach polskich miast: Dylu, dylu na badylu - pier...nęło 
w  Czarnobylu  -  raz,  dwa,  trzy  -  raz,  dwa,  trzy  -  a  na  raka  umrzesz  ty!...
  Od  kilku  lat 
obracam  się  w  środowisku  farmaceutów  i  wiem,  jak  bardzo  ostatnimi  czasy  wzrosło 
spoŜycie  leków  przeciwrakowych,  przeciwbólowych  i  witaminy  C,  w  porównaniu 
do czasów  sprzed  1986  roku.  Więc  Ŝaden  utytułowany  bałwan  nie  wmówi  mi,  Ŝe  jest 
dobrze, jak wiem, Ŝe jest akurat dokładnie odwrotnie! 

No, ale wróćmy do grzybów i cezu-137. O ile wierzyć prof. dr hab. Zbigniewowi 

Jaworowskiemu  z  CLOR  Warszawa

33

,  to  teren  Podhala  i  w  ogóle  województwa 

małopolskiego  został  skaŜony  cezem-137  w  ilości  około  15  kBq/m

2

  -  co  dostało  się 

przede  wszystkim  szczytom  Beskidu  Wysokiego  -  a  nade  wszystko  Babiej  Górze  – 
oraz Beskidu  Wyspowego  -  Luboniowi  Wielkiemu  i  Małemu,  zaś  na  pozostałym  obszarze 
wynosiły one od 3 do 8 kBq/m

2

. W górnym biegu Dunajca było około 3 kBq/m

2

, a Tatrom 

dostało  się  maksymalnie  8  kBq/m

2

.  To  bardzo  mało,  bo  np.  w  Oleśnie  było  pomiędzy 

45 a  60  kBq/m

2

,  a  w  Nysie  ponad  65  kBq/m

2

.  Czemu  to  wszystko  piszę  i  zanudzam 

Czytelnika tymi danymi? Chodzi mi o to, Ŝe rejony objęte PROJEKTEM TATRY nie zostały 
tak  skaŜone,  jak  reszta  kraju,  a  jednak  stwierdziliśmy  kilka  anomalii,  które  są 
co najmniej dziwne i stawiają wszystko pod znakiem zapytania... 

Zacznę  od  tego,  Ŝe  w  rejonie  Łysej  Polany  w  Tatrach,  w  dniu  28  czerwca  1994 

roku, znaleźliśmy grzyby podobne do rydzów - Lactarius deliciosus (L. ex Fr.) S. F. Gray 
z tym, Ŝe były one do nich tylko podobne, bo chyba nimi nie były - owocniki były ze sobą 
„zlane”,  a  z  miąŜszu  ciekło  mleko  szybko  czerniejące,  nie  jak  u  „prawdziwych”  rydzów. 
Co więcej - z doświadczenia wiem, Ŝe rydze na Łysej Polanie pojawiały się   z a w s z e   
po  15  września!  CzyŜby  grzyby  te  wyrosły  po  radioaktywnych  majowych  deszczach, 
które powodowały  lokalne  skaŜenie  gleby  do  12  µR/h    przy  tle  radioaktywnym  Ziemi 
dla tego rejonu wynoszącym od 5 do 8 µR/h.  

                                                 

33

 Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej. 

background image

 

56

PowyŜsze  fakty  podałem  do  publicznej  wiadomości  w  tygodnikach  Tygodnik 

Podhalański,  Nasze  Strony  i  w  miesięczniku  Nieznany  Świat  z  prośbą  o  podanie 
wyjaśnienia  fenomenu  tych  quasi  -  rydzów.  Otrzymałem  dwie  odpowiedzi,  których  nie 
przytoczę, boŜ pisali to ludzie bez wyobraźni i podstawowej wiedzy, a zatem nie będę im 
robił  reklamy...  I  byłoby  całkiem  fajnie,  gdyby  nie  to,  Ŝe  badając  miejsce  CE2 
w Spytkowicach, natknęliśmy się na czarcie koła owocników grzyba z gatunku wieruszka 
zatokowata  -  Entoloma  sinutatum  (Bull.  ex  Fr.)  -  Rhodophyllus  lividus  (Bull.  ex  Fr.) 
Quélet
.  Te  grzyby  były  całkiem  normalne,  tj.  nie  wykazywały  Ŝadnych  odchyleń 
od normy, ale obecność wielu czarcich kręgów w pobliŜu miejsca Lądowania dawała wiele 
do myślenia. To było 25 maja 1996 roku. 

W  kilka  dni  później,  na  jordanowskim  cmentarzu,  znaleźliśmy  nieprawdopodobny 

okaz grzyba z gatunku krowiak podwinięty albo olszówka - Paxillus involutus (Batsch ex 
Fr.)  Fr.  
-  którego  owocnik  z  barwy  przypominał  olszówkę,  ale  pokrojem  był  całkowitym 
jej zaprzeczeniem! Zwyczajny Paxillus involutus ma cienki trzon i dość szeroki kapelusz, 
zaś  ten  okaz  miał  dokładnie  na  odwrót  -  gruby  trzon  i  mikry  kapelusik  zredukowany 
jedynie  do  milimetrowego  kołnierzyka!  Gdyby  to  była  olszówka,  to  wyrosłaby  ona 
w połowie lipca - czyŜby więc promieniowanie pobudziło i zdeformowało ten owocnik?... 

I jeszcze jeden niesamowity okaz - tym razem borowika ceglastoporego - Boletus 

erythropus  (Fr.  ex  Fr.)  Pers.  -  Boletus  miniatoporus  Secr.  -  który  zdawał  się  być  (i  był) 
zrośnięty z trzech owocników, choć najadekwatniejszym słowem byłoby tu raczej „zlany”, 
dokładnie tak, jak tajemnicze „rydze” z Łysej Polany. Okaz ten znaleziono w dniu 12 lipca 
1996 roku w Majerzowym Lesie rosnącym pomiędzy Jordanowem a Bystrą Podhalańską. 

W  tym  lesie  znajdowaliśmy  róŜne  dziwne  i  chronione  grzyby:  szmaciaka 

gałęzistego  -  Sparassis  crispa  (Wulf.  ex  Fr.)  Fr.,  który  rósł  na  świerku,  a  przecieŜ 
wiadomo,  Ŝe  pasoŜytuje  na  sośnie;  piestrzenicę  infułowatą  -  Gyromitra  infula  (Schaeff.: 
Fr.)  Quél.
;  ogromne  worki  uchówki  zajęczej  -  Otidea  leporina  (Batsch.)  Fuckel  -  Otidea 
abietina
;  wyglądające  jak  ukwiały  z  jakiejś  fantastycznej  rafy  koralowej  owocniki 
gałęziaków  -  Ramaria  flava  (Schff.  ex  Fr.)  Quél.  i  R.  formosa  (Pers.  ex  Fr.)  Quél.  NB, 
niemal  na  samym  jordanowskim  rynku  moŜna  znaleźć  wielkie  -  do  40  cm  średnicy!  - 
owocniki  będącej  na  Czerwonej  Liście  Gatunków  Ginących  purchawicy  olbrzymiej  - 
Langermannia  gigantea  (Batsch.  ex  Fr.)  Rostkor.!  Nie  muszę  chyba  dodawać, 
Ŝe wszystkie  te  gatunki  są  prawnie  chronione  na  mocy  Rozporządzenia  Ministra 
Ochrony  Środowiska,  Zasobów  Naturalnych  i  Leśnictwa  z  dnia  6  kwietnia  1995 
roku,  Dziennik  Ustaw  nr  41/95,  poz.  214
  -  co  podaję,  by  nikt  nie  miał  co  do  tego 
Ŝadnych wątpliwości. Wiem, Ŝe to wszystko brzmi, jak reklama walorów naszych lasów - 
odkąd  zamknięto  trującą  nas  niewiarygodnie  toksycznymi  emisjami  Hutę  Aluminium 
w Skawinie  -  do  naszych  lasów  wróciły  grzyby,  których  istnienia  u  nas  nawet  nie 
podejrzewaliśmy,  lub  które  dawno  znikły,  co  stanowiłoby  dowód  na  to,  Ŝe  Natura  jest 
w stanie  choć  w  części  zaleczyć  zadane  jej  przez  Homo  ponoć  sapiens  straszliwe  rany. 
Chodzi  mi  tutaj  o  to,  Ŝe  nad  wszystkimi  tutaj  wymienionymi  miejscami 
zaobserwowano przeloty czy Lądowania NOL-i! 

Badania  Kazimierza  Bzowskiego  z  warszawskiego  UFO-Ossa  wskazują  na  to, 

Ŝe po lądowaniu NOL-a powstaje skaŜenie gleby rzędu >18 µR/h, co jak widać wystarczy 
do  pobudzenia  grzybni  i  rozrastanie  się  jej  w  czarcie  kręgi,  lub  spowodowanie  mutacji 
i gigantyzmu  -  jak  w  przypadku  pieczarek  polnych  -  Agarica  arvensis  Schff.  ex  Fr.
które znaleziono  w  Suwalskim,  a  które  osiągnęły  tam  rekordowe  rozmiary  i  masę  – 
a przecieŜ na Suwalszczyźnie skaŜenia po katastrofie w CzEJ wynosiły około 8 kBq/m

2

...

34

 

Wydaje  się  więc,  Ŝe  w  miejscach  lądowań  NOL-i  powinny  znajdować  się  czarcie 

kręgi  owocników  grzybów  i  de  facto  zamiast  miejsc  spotkań  czarownic  i  czarowników 
z diabłami  były  to  miejsca  spotkań  ludzi  z  UFO!...  A  nie  zapominajmy,  Ŝe  na  dobitkę 
niektóre  gatunki  grzybów  z  rodzin  Amanitaceae,  Inocybeae  i  Entolomataceae  słuŜyły 
szamanom, czarownicom, itp. do produkcji napoi odurzających halucynogennych. Nawet 
Niemcy  w  czasie  II  wojny  światowej  dawali  SS-manom  pigułki  zrobione  z  grzybów, 

                                                 

34

 Rzecz ciekawa - gigantyczne grzyby, jak donosiła prasa w latach 1998 - 2000, rosły najczęściej w byłych 

bazach wojsk radzieckich na terenie zachodnich województw naszego kraju - czyŜby to był skutek 
napromieniowania gleby przez magazynowane tam głowice broni rakietowo - jądrowej albo nieznane 
urządzenia jądrowe Armii Radzieckiej? 

background image

 

57

których działanie znosiło lęk i tłumiło instynkt samozachowawczy z wiadomym efektem - 
szli  w  bój  w  stanie  berserkowskiego  szału.

35

  Inna  rzecz,  Ŝe  niewiele  im  to  pomogło...  – 

bo kompot z amanityny, falliny, falloidyny i muskaryny powodował szybką śmierć takiego 
berserka i to bynajmniej nie od kuli wroga, a z powodu zatrucia pokarmowego...  

Obserwacje  zaleŜności  pomiędzy  wzrostem  i  rozwojem  grzybów,  a  aktywnością 

NOL-i  potwierdzają  w  pełni  teorię  o  nuklearnym  napędzie  tych  ostatnich.  Być  moŜe  jest 
to napęd termojądrowy, wykorzystujący fuzje lekkich jąder atomowych np. wodoru w hel 
-  proces  ten  zachodzi  w  jądrach  gwiazd  i  bombach  wodorowych,  albo  jest  to  napęd 
anihilacyjny  -  jak  postulował  to  niegdyś  prof.  Jacques  Vallée.  Reakcje  te  są  wydajne 
energetycznie  i  w  obu  przypadkach  powstają  kwanty  twardego  promieniowania  γ. 
Wygląda to następująco: 

 
1.

 

H + H → He + β

+

 + ν + 1,44 MeV 

2.

 

D + D → T + H + 3,25 MeV 

3.

 

D + D → 

3

He + n + 4 MeV 

4.

 

D + T → He + n + 17,6 MeV 

5.

 

4H → He + 2β

-

 + 26 MeV 

 
Gdzie  D  to  deuter  - 

2

H,  T  to  tryt  - 

3

H  -  obydwa  są  izotopami  cięŜkiego  i 

supercięŜkiego wodoru, β to szybki elektron (-) lub pozyton (+), a ν to neutrino, zaś n to 
neutron.  

Inaczej  sprawa  się  ma  z  anihilacją,  bo  produktem  tej  reakcji  jest  juŜ  czysta 

energia, wedle wzoru: 

 
1.

 

e

-

 + e

+

 → 2γ  

 
Ilość  energii  uzyskanej  w  procesie  anihilacji  moŜna  obliczyć  z  einsteinowskiego 

wzoru na równowaŜność materii i energii: 

 
2.

 

E = mc

2

 

 
Oczywiście  ulega  tej  transmutacji  wszelka  materia  znajdująca  się  w  Kosmosie, 

gdy  tylko  spotka  pewną  ilość  antymaterii.  Tym  m.in.  usiłuje  się  wytłumaczyć  fenomen 
Meteorytu  Tunguskiego,  jednak  tłumaczenie  to  napotyka  wciąŜ  na  piętrzące  się  pytania 
i wątpliwości, i jest jak dotąd jedynie hipotezą. Nie dotyczy to jedynie fotonów, które są 
dualistycznymi tworami - falami i cząstkami jednocześnie, chociaŜ... popuśćmy na chwilę 
wodze wyobraźni i wyobraźmy sobie    a n t y f o t o n y !   Jak zachowałoby się takie 
anty  -  światło  w  naszym  świecie?  Czy  byłoby  ono  czarne,  tak  jak  normalne  światło  jest 
białe?  W  relacjach  o  spotkaniach  z  NOL-ami  i  ich  PasaŜerami  wspominało  się  często 
o czarnym  świetle.  A  jak  takie  światło  zachowałoby  się  w  nocy???  -  sądzę,  Ŝe  ono 
powinno przenikać przez materię. I takie rzeczy się obserwowało, nawet w Tatrach - vide 
relacja  pani  Marii  Hyła  -  a  co  więcej,  twierdziła  ona,  Ŝe  w  pokoju  czuć  było  ozon. 
Oczywiście!  -  reakcja  anihilacji  musiała  jonizować  powietrze  i  stąd  właśnie  powstawały 
trójatomowe cząsteczki ozonu - O

3

Hipoteza  anihilacyjna  -  antymaterialna,  doskonale  tłumaczy  takŜe  niesamowite 

moŜliwości  manewrowe  NOL-i  w  atmosferze  i  poza  nią,  a  takŜe  ich  ogromne  prędkości. 
„Sercem”  silnika  NOL-a  jest  przyspieszacz  (akcelerator)  cząstek  elementarnych, 
który przyśpiesza  nie  cząstki,  ale  antycząstki  ,  które  w  myśl  transformacji  Lorenza 
nabywają nie masy, ale antymasy... Myśl nie jest nowa, boŜ wyraził ją Stanisław Lem  
w powieści Astronauci juŜ w latach 50., a więc dlaczegóŜby nie mieli tego uŜywać Ufici? 
Wyglądałoby  zatem  na  to,  Ŝe  Obcy  opanowali  technologię  przemysłowej  produkcji 
antymaterii  i  zastosowali  ją  do  napędu  własnych  statków  kosmicznych,  atmo- 
i hydrosferycznych.

36

  Implikacją  tego  faktu  jest  to,  Ŝe  coś  takiego,  jak  katastrofa 

                                                 

35

 W mitologii germańskiej i skandynawskiej niektórzy bohaterowie w walce wpadali w szał, w którym byli 

absolutnie niewraŜliwi na zmęczenie i ból z zadanych im ran. Nazywano ich berserkami. 

36

 Znany polski ufolog prof. dr inŜ. Jan Pająk dodaje do tego takŜe statki litosferyczne, tj. poruszające się w 

skorupie ziemskiej! 

background image

 

58

w Roswell      j  e  s  t      niemoŜliwa  -  a  to  dlatego,  Ŝe  nieszczęsny  NOL  musiałby  ulec 
anihilacji,  przy  której  wybuch  największej  rosyjskiej  megatonówki,  to  mięta...  Innymi 
słowy mówiąc, Bobek Lazar naopowiadał ludziom bzdur o sławetnej Area 51 S-4 Zone
a  ci  ostatni  w  to  uwierzyli  bez  zastrzeŜeń...  Utrzymanie  antymaterii  w  warunkach 
ziemskich  pochłaniałoby  tyle  energii,  Ŝe  wątpliwe  jest  to,  Ŝe  wszystkie  elektrownie  USA 
byłyby  w  stanie  wytworzyć  takie  ilości  prądu  na  utrzymanie  wysokiej  próŜni  i  super-
silnych pól magnetycznych na utrzymanie antycząstek. 

Kolejnym  dowodem  na  to,  Ŝe  Oni  posługują  się  antymaterią  jest  oscylacja 

otaczającego  NOL-e  pola  magnetycznego.  Oni  nauczyli  się  skupiać  lokalnie  bardzo  silne 
pola magnetyczne, dzięki czemu stworzyli właśnie pułapki magnetyczne na antymaterię. 
TakŜe  ślady  wypaleń  po  lądowaniach  NOL-i  mogły  zostać  wykonane  przy  pomocy 
antymaterii  czy  nawet  antyfotonów...  Oczywiście  fizyk  jądrowy  zaraz  powie, 
Ŝe antyfotony  to  bzdura,  OK.,  ale  zatem  dlaczego  promienie  światła  emitowane 
przez NOL-e przenikają przez ściany, a świetle dnia są one czarne? Posiadanie przez Nich 
władzy nad antymaterią doskonale to wszystko moŜe wytłumaczyć... 

 
 
10. SILENTIUM UNIVERSII A PROJEKT TATRY 
 
 
-

 

Ludzie  trzymają  się  faktów,  nawet  jeŜeli  one  niczego  nie  dowodzą,  drogi 
Watsonie. 

  Sir Arthur Conan Doyle  - Pies Baskervillów                                             

 
 
Problem „milczenia Wszechświata” wałkuje się juŜ od StaroŜytności, bo juŜ wtedy 

ludzie patrząc w gwiaździste niebo zastanawiali się, co teŜ jest tam daleko?... 

Współcześni  uczeni  i  filozofowie  takŜe  patrząc  w  niebo  niemalŜe  zapłakują  się 

nad milczeniem  Kosmosu  -  Silentium  Universii  -  i  nijak  nie  potrafią  (a  moŜe  nie  chcą) 
zrozumieć,  Ŝe  przyczyną  tego  Milczenia  jesteśmy  my  sami.  Spójrzmy  na  poniŜsze 
zestawienie: 

 
 

Gwiazda stałą 

Gwiazdozbiór 

Odległość w ly 

Widmo 

Moc prom. 

Toliman C (Proxima) 

Cen 

4,28 

M5e

37

 

0,00008 

Toliman A 

Cen 

4,34 

G2V 

1,5 

Toliman B 

Cen 

4,34 

K5V 

0,44 

Barnard 

Oph 

5,98 

M5V 

0,00045 

Wolf 359 

Leo 

7,63 

dM6e

38

 

0,000016 

BD+36

0

2147 

U Ma 

8,23 

M2V 

0,0056 

Syriusz A 

C Ma 

8,69 

A1V 

24,0 

Syriusz B 

C Ma 

8,69 

A5 

0,002 

Syriusz C

39

 

C Ma 

8,69 

b. mała 

Luyten 726-8A - UV 

Ceti 

Cet 

8,79 

dM6e 

0,00007 

Luyten 726-8B - UV 

Ceti 

Cet 

8,79 

dM6e 

0,0004 

Ross154 

Sgr 

9,59 

dM4e 

0,004 

                                                 

37

 Gwiazda zmienna, rozbłyskowa, aperiodyczna. 

38

 WyróŜnik d oznacza „dwarf” - karzeł 

39

 Obiekt hipotetyczny, którego istnienia nie dowiedziono. 

background image

 

59

Ross218 

And 

10,32 

dM6e 

0,00011 

ε Eridiani 

Eri 

10,76 

K2V 

0,30 

Ross128 

Vir 

10,94 

dM5 

0,0035 

Luyten 789-6 

Aqr 

10,94 

dM6e 

0,0001 

61 Cyg A 

Cyg 

11,16 

K5V 

0,085 

61 Cyg B 

Cyg 

11,16 

K7V 

0,04 

Procjon A 

C Mi 

11,36 

F5IV 

7,7 

Procjon B 

C Mi 

11,36 

wF 

0,00055 

ε Indii 

Ind 

11,44 

K5V 

0,14 

BD+43

0

44A 

And 

11,73 

M1V 

0,0066 

BD+43

0

44B 

And 

11,73 

M6V 

0,0043 

BD+59

0

1915A 

Dra 

11,73 

dM4 

0,0031 

BD+50

0

1915B 

Dra 

11,73 

dM5 

0,0015 

τ Ceti 

Cet 

11,85 

G8Vp

40

 

0,45 

CD-36

0

15693 

PsA 

11,94 

M2V 

0,013 

BD+5

0

1668 

C Mi 

12,26 

dM4 

0,0014 

CD-39

0

14192 

Mic 

12,78 

M0I 

0,028 

Gwiazda Kapteyna 

Pic 

12,99 

sdM0

41

 

0,0042 

Krüger 60A - DO  

Cep 

Cep 

13,09 

M4V 

0,0017 

Krüger 60B - DO  

Cep 

Cep 

13,09 

M6Ve 

0,0004 

Ross 614A 

Mon 

13,15 

dM4e 

0,00046 

Ross 614B 

Mon 

13,15 

M(?) 

0,000002 

BD-12

0

4523 

Oph 

13,36 

dM4 

0,0013 

Gwiazda van 

Maanena 

Psc 

13,81 

wG 

0,00017 

Wolf 424A 

Vir 

14,30 

dM7e 

0,00014 

Wolf 424B 

Vir 

14,30 

dM7e 

0,00014 

BD+50

0

1725 

U Ma 

14,68 

dM0 

0,041 

CD-37

0

15492 

Scl 

14,89 

dM3 

0,0066 

 
 
Oto nasze gwiezdne sąsiedztwo do odległości 15 lat biegu światła! W kilometrach 

wynosi to tyle, co 1,4199386 x 10

14

. większość z nich, to stare karłowate gwiazdy klasy 

widmowej  M,  a  zatem  to  takie  gwiazdy,  które  swój  akt  planetotwórczy  maja  juŜ  dawno 
za  sobą,  zatem  jeŜeli  wykształciły  się  na  tych  planetach  CNT,  to  są  one      s  t  a  r  s  z  e   
od naszej  własnej!  Jak  wynika  z  zestawienia,  gwiazd  typu  M  jest  62,5%  ogółu,  i  teraz 
jeŜeli te 62,5% ekstrapolujemy na całą Galaktykę, to oznaczałoby tylko tyle, Ŝe mogłoby 
w  niej  egzystować  aŜ...  9,375  x  10

10

  układów  planetarnych  zamieszkałych  przez  CNT. 

Jest  to  rachunek  skrajnie  optymistyczny,  ale  pominięcie  go  w  rozwaŜaniach  byłoby 
błędem! 

                                                 

40

 Gwiazda zmienna periodycznie. 

41

 WyróŜnik sd oznacza „sub-dwarf” - podkarzeł. 

background image

 

60

Nie  wiem  juŜ,  kto  sformułował  dogmat  o  tym,  Ŝe  wszystkie  wysoko  rozwinięte 

cywilizacje muszą kontaktować  się przy pomocy fal radiowych. Jak bardzo nieefektywny 
jest  to  środek  łączności  rozumie  kaŜdy,  kto  ma  jakieś  pojęcie  o  odległościach 
w Kosmosie.  Fala  elektromagnetyczna  po  prostu  obrzydliwie  „wlecze  się”  na  tych 
ogromnych  dystansach.  Dość  powiedzieć,  Ŝe  odległość  zaledwie  1  AU  pokonuje  ona 
w ciągu 8,5 minuty, zaś promień Układu Słonecznego w  czasie prawie 6 godzin! To jest 
jeszcze  nasz  dom,  a  co  dalej?  Do  najbliŜszej  gwiazdy  stałej  -  Tolimana  C  czyli  Proximy 
mamy juŜ 4,28 roku biegu światła - prawie 4 lata i 3 miesiące biegu światła z prędkością 
około  300.000  km/s!  -  w  jedna  stronę!  A  w  dwie  -  to  juŜ  prawie  9  lat.  A  co  z  resztą 
Galaktyki?  Dlatego  teŜ  jeŜeli  Oni  mają  choć  trochę  oleju  w  głowie,  to  na  pewno      n  i  e   
zastosują  łączności  radiowej,  a  przynajmniej  nie  na  kosmiczne  odległości.  MoŜe  tylko 
w komunikacji  wewnętrznej,  wewnątrz-cywilizacyjnej,  ale  nie  kosmicznej.  Nawet 
nie w obrębie swoich układów planetarnych, bo w takim przypadku wymiana najprostszej 
informacji trwałaby od kilkudziesięciu minut do wielu godzin. To odczuwaliśmy takŜe i my 
w  łączności  z  naszymi  astronautami  na  KsięŜycu,  gdzie  interwał  w  rozmowie  trwał  1,3 
sekundy i sondami Pioneer, które oddaliły się od Ziemi na odległość 10 mld km i wyszły 
poza  perymetr  Układu  Słonecznego,  kierując  się  w  stronę  konstelacji  Byka.  Opóźnienie 
radiosygnału  wynosi  juŜ  ponad  9  godzin!  Gdyby  sonda  została  zniszczona  dziś 
w południe, to dowiedzielibyśmy się o tym dopiero o godzinie 21 z minutami.  

Nasze  statki  kosmiczne  poruszały  się  z  Vmax  =  11,2  km/s  czyli  z  V

II

.  Co  maja 

powiedzieć 

istoty, 

których 

statki 

kosmiczne 

poruszają 

się 

prędkościami 

relatywistycznymi, tzn. z V > ½ c? myśl o zdalnym sterowaniu czy bilateralnej łączności 
z  jakąś  sondą  Bracewella

42

  moŜemy  spokojnie  wyrzucić  na  śmietnik.  Oni  muszą  uŜywać 

jakiegoś innego systemu łączności, opartego na zupełnie innej zasadzie i innym nośniku. 
MoŜe to sama przestrzeń, moŜe telepatia... - nie wiem. 

NOL-e  posługują  się  od  czasu  do  czasu  falami  radiowymi,  ale  chyba  w  celu 

dezinformacji  ludzi.  Miałem  kiedyś  taki  dziwny  przypadek  -  to  było  pewnego 
czerwcowego poranka 1991 roku. Wtedy to właśnie w godzinach 07:00 - 07:15 w moim 
radioodbiorniku  prze  dobry  kwadrans  nie  słyszałem  niczego  innego,  tylko  coś  w  rodzaju 
„ki-ki-ki” - natomiast w telewizorze był biały szum, jakby nie był podłączony do anteny. 
Po  15  minutach  radiowe  „ki-ki-ki”  się  skończyło,  a  w  telewizorze  pojawił  się  poranny 
program lub plansze kontrolne. Czy była to próba nawiązania Kontaktu - bardzo wątpię. 
Chyba  Ŝe  Oni  chcieli  na  siebie  zwrócić  naszą  uwagę,  ale  czy  nie  wystarczyło  powiedzieć 
coś w rodzaju: „Mieszkańcy Jordanowa! Oto przybyliśmy!” - a tu nic, poza głupim „ki-ki-
ki”... 

NOL-e  mogą  być  odpowiedzialne  za  pojawiające  się  od  czasu  do  czasu  fadingi 

w odbiorze  fal  UKF  naszej  TV,  co  stwierdzaliśmy  niejednokrotnie.  Ale  te  wydarzenia 
nie miały charakteru próby nawiązania Kontaktu, a raczej były produktem ubocznym Ich 
działalności,  kiedy  np.  UFO  weszło  w  wiązkę  fal  radiowych  biegnących  ze  studia 
do przekaźnika...  

Jak  juŜ  nadmieniłem  na  początku,  to  my  sami  jesteśmy  winni  temu  Silentium. 

Ziemianie  znają  radio  od  prawie  90  lat,  a  TV  od  60.  Oznacza  to,  Ŝe  od  90  lat  Ziemia 
stanowi  dodatkowe,  coraz  silniejsze  radioźródło  w  Układzie  Słonecznym,  szczególnie 
w zakresie  UKF  FM,  wykrywalne  na  kosmiczne  dystanse...  Obcy,  jeŜeli  mieszkają 
w odległości do 50 ly od nas, są w stanie wykryć i monitorować naszą obecność, właśnie 
dzięki promieniowaniu radiowemu! Co to oznacza, ano to, Ŝe dzięki dostatecznie czułym 
radioteleskopom byliby Oni w stanie wychwytywać nasze audycje radiowe i przekazy TV. 
I co? 

I  tylko  to,  Ŝe  te  hipotetyczne  Istoty  -  zwane  w  opracowaniach 

specjalistycznych  jako  ALF  czy  EBE

43

  -  mają  dzięki  temu  -  właśnie  dzięki  TV 

obraz naszej CNT. I jest to obraz najgorszy, najczarniejszy z moŜliwych! Te EBE 
obejrzałyby sobie wszystkie nasze najgorsze fobie, wynaturzenia i potworności 

                                                 

42

 Prof. Ronald Bracewell w latach 70. rzucił hipotezę o sondach automatycznych wysyłanych przez Obce 

CNT w celu wykrycia Ŝywych istot na innych planetach. W momencie wykrycia obcej cywilizacji, sonda taka 
informuje swoją macierzystą CNT i przystępuje do wstępnego rozpoznania przy pomocy sondaŜu czy 
radionasłuchu, itp. 

43

 Alien Life Form - Forma Obcego śycia, Extraterrestial Biological Entity - Pozaziemska Jednostka Biologiczna. 

background image

 

61

naszej  psychiki.  Wszystkie  aktualne  wiadomości  o  wojnach,  rzeziach, 
rabunkach, 

gwałtach, 

czystkach 

etnicznych, 

bezsensownych 

wojnach 

religijnych,  kataklizmach  i  katastrofach  komunikacyjnych,  demograficznych, 
ekologicznych,  masakrach  na  Placu  Tienanmen  i  Heysel,  masowe  mordy 
w Ameryce Środkowej i  Jugosławii, twarze morderców i zbrodniarzy przeciwko 
Ludzkości:  Stalina,  Hitlera,  Pol  Pota,  Karadźicia,  Miloszewicia,  Himmlera,  Berii, 
Mao Zedonga i im podobnych. Oto wizytówka planety Ziemia i naszej CNT, którą 
codziennie  wysyłamy  w  Kosmos  i  która  mknie  z  prędkością  światła 
ku gwiazdom i podsłuchującym nas sondom Bracewella. Czy po obejrzeniu   t a 
k i e j   wizytówki naszej cywilizacji Oni będą nas traktować jak istoty rozumne? 
-  oto  jest  pytanie!  OtóŜ  wygląda  na  to,  Ŝe  Oni  się  nas  obawiają  -  naszej 
mentalności  i  prymitywnego  widzenia  świata,  umiłowania  do  przemocy 
i nieprawdopodobna wręcz agresję w stosunku do Natury i siebie samych.  

Pamiętam incydent w Kelly - Hopkinsville, kiedy to lądujących Kosmitów powitano 

kulami.  Do  UFO  strzelano  niejednokrotnie,  usiłując  strącić  te  pojazdy,  czy  okładano 
rakietami i bombami głębinowymi Ich podwodne pojazdy - USO - w norweskich fiordach 
i zatokach  stanach  Waszyngton,  Brytyjska  Kolumbia  i  Alaska.  A  teraz  kilku  uczonych 
półgłówków  zapłakuje  się,  nad  Ich  milczeniem  i  faktem,  Ŝe  Oni  nie  chcą  się  z  nami 
fraternizować!...  A  z  kim?  -  pytam.  Z  mordercami,  zboczeńcami  i  panoptikum  całego 
Kosmosu?  O! - ileŜ racji miał Stanisław Lem  pisząc swe Dzienniki gwiazdowe - PodróŜ 
ósma
,  w  której  jego  bohaterowi  Ijonowi  Tichemu  na  posiedzeniu  Organizacji  Planet 
Zjednoczonych  rzucono  w  twarz  te  wszystkie  mordy,  które  Ludzkość  popełniła  była 
od zarania swych dziejów... 

I  rację  miał  inny  pisarz  -  fantasta,  niestety  zmarły  juŜ,  Jerzy  Broszkiewicz

który w swej powieści dla dzieci i młodzieŜy pt. Wielka, większa, największa, postulował 
to,  o  czym  tutaj  pisałem  -  taki  „telewizyjny  nasłuch”  naszej  cywilizacji  przez  cywilizację 
Wegan  z  Vegi  (α  Liry),  która  nie  jest  znów  tak  od  nas  odległa  -  tylko  o  8,1  pc  -  czyli 
około  26,5  ly.  NB,  pomysł  ten  zapoŜyczył  od  niego  prof.  Carl  Sagan  pisząc  swoją 
powieść  pt.  Kontakt,  według  której  nakręcono  znakomity,  kultowy  film  Roberta 
Zemeckisa
  pod  tym  samym  tytułem  z  Jodie  Foster  w  roli  głównej.  Dlatego  zawsze 
powtarzam, Ŝe naleŜy dobrze wczytywać się w naszą literaturę science-fiction, bo zawiera 
doskonałe pomysły, o całe niebo lepsze, niŜ hollywoodzkie szmiry produkcji C i D... 

I  właśnie  dlatego  Oni,  po  obejrzeniu  i  wysłuchaniu  tej  cuchnącej 

i ociekającej krwią ofiar, audiowizualnej bryi, wcale nie kwapią się do kontaktu 
z  nami,  traktując  nas,  jak  traktuje  się  dzikie  i  niebezpieczne  zwierzęta. 
Nie dziwię się Im, boŜ i czego się moŜna spodziewać? Tylko tego, Ŝe wszystkie 
podarowane nam przez Nich dobra obrócimy na szkodę samych siebie i naszego 
środowiska.  Właśnie  dlatego  nie  wierzę  w  realność  katastrofy  w  Roswell 
i innych  takich  „katastrof”.  Oni  doskonale  zdają  sobie  sprawę  z  implikacji 
przechwycenia Ich technologii przez Ziemian i odpowiednio się na taki wypadek 
zabezpieczyli.  Na  wypadek  jakiejś  „wpadki”  (bo  tego  nie  da  się  wykluczyć) 
do akcji  wkraczają  MiB-owie  tylko  po  to,  by  odebrać  ludziom  niebezpieczne 
zabawki. W tym przypadku głupota i nadęta pewność siebie róŜnych „uczonych” 
działa  na  Ich  korzyść.  Co  więcej  -  niektórzy  z  nich  mogą  być  odpowiednio 
inspirowani,  by  stanowili  tzw.  „zaciemniaczy”,  zaciekle  negujących  fakt 
istnienia UFO i Ufitów wbrew bijącym w oczy faktom, albo podrzucają naiwnym 
i  Ŝądnym  sensacji  dziennikarzom  takie  pasztety,  jak  np.  „filmy  z  autopsji 
Kosmitki  z  Roswell”  w  celu  spowodowania  zamętu  i  kompromitacji  ufologii. 
I tak  właśnie  naleŜy  patrzeć  na  wszystkie  te  „rewelacje”  takich  „badaczy” 
i „uczonych”  jak  Bob  Lazar  czy  John  Lear  albo  Ray  Santilli,  a  u  nas 
mgr Zbigniew Blania  - Bolnar czy prof. dr  hab.  Janusz  Gil  i inni uczeni „krytycy 
ufozjawiska”,  którzy  najczęściej  mówią  duŜo  i  krytycznie,  ale  zupełnie  nie 
na temat,  co  mnie  nie  dziwi,  boŜ  mają  o  nim  zupełnie  mikre  pojęcie,  co  wiem 
z własnego doświadczenia.  

Na szczęście dla nas obok Ludzi w Czerni są obok nas takŜe Ludzie w Bieli, i - jak 

pisał Sir Brinsley Le Poer-Trench - Lord of Clancarty

background image

 

62

Jak długo ci Ludzie w Bieli będą istnieli w naszej cywilizacji , tak długo będziemy 

mieli  nadzieję,  Ŝe  ona  nie  zginie.  To  są  ci,  którzy  czynami,  a  nie  słowami  niosą  Dobro 
innym  ludziom,  bez  względu  na  dzielące  nas  róŜnice...  Jak  długo  oni  działają,  tak  długo 
mamy  nadzieję  na  Kontakt  z  Obcymi...  A  trzeba  będzie  włoŜyć  jeszcze  duŜo  pracy, 
by pokonać  tkwiące  w  nas  ciemne  siły  ksenofobii,  egoizmu  i  głupoty,  by  Homo  sapiens 
sapiens  stał  się  mądry  nie  tylko  z  nazwy  gatunkowej,  ale  z  tego,  co  robi  dla  siebie 
i reszty Wszechświata.
 

I  nie  bez  racji  inny  filozof  przyrody  -  Hoimar  von  Ditfurth  -  rzuca  znamienne 

hasło:  WSZYSCY  JESTEŚMY  DZIEĆMI  WSZECHŚWIATA!  -  a  ja  od  siebie  pozwolę  sobie 
dodać:  TYLKO  NIE  WSZYSCY  ZDAJEMY  SOBIE  Z  TEGO  SPRAWĘ!...  Ale  uderzmy  się 
w piersi  -  czy  świadomość  wszechświatowej  wspólnoty  pomoŜe  przezwycięŜyć  nam 
tkwiące  w  nas  zło?  Przypomnijmy  sobie  lekturę  z  lat  szkolnych  -  Mgławicę  Andromedy 
Iwana 

Jefriemowa

Piękna, 

porywająca 

wizja 

przyszłego 

społeczeństwa 

i bezkonfliktowego  świata  z  epoki  wyŜszego  stadium  komunizmu,  która  de  facto  jest 
tylko utopią i niczym innym - a nawet eutopią, bo wiemy, czym grozi wytępienie całych 
rodzin  niebezpiecznych  dla  człowieka  zwierząt  i  roślin,  jak  niebezpiecznym  byłoby  to 
dla ekologii całej planety! JeŜeli ta powieść odzwierciedlała załoŜenia i cele marksizmu - 
leninizmu - stalinizmu (była ona napisana jeszcze we wczesnych latach 50.), to moŜemy 
tylko dziękować Bogu za to, Ŝe te obłąkańcze plany nie zostały nigdy zrealizowane! Czym 
groziła  eksterminacja  w  wydaniu  komunistycznym,  to  mieliśmy  okazje  przekonać  się 
w Katyniu,  Miednoje,  Charkowie  i  tysiącach  innych  miejsc,  w  których  ludzi  zrównano 
z „gatunkiem  szkodliwym”  i  uśmiercano  bez  jakichkolwiek  skrupułów  i  względów!  Tak 
samo  postąpiono  by  z  przyrodą.  Krach  komunizmu  oszczędził  Przyrodzie  kolejnych 
upokorzeń,  a  do  czego  byli  zdolni  wyznawcy  Marksa,  Lenina,  Stalina,  Chruszczowa 
i BreŜniewa, to widzimy dzisiaj choćby na przykładach z naszego kraju, w którym w celu 
zaspokojenia  paranoicznych  planów  potrafiono  wyciąć  20  tysięcy  ha  lasów  pod  budowę 
kombinatu  -  molocha  stalowniczego  -  Huty  Katowice.  I  nie  tylko,  bo  poronione  wielkie 
budowy  socjalizmu  stały  się  jedynie  zawadą  w  gospodarce  rynkowej  i  czymś 
nie do przyjęcia  w  warunkach  Unii  Europejskiej.  NB,  kapitalizm  ma  jeszcze  cięŜsze 
zbrodnie na sumieniu, ale są one powszechnie znane i nie będę ich tu juŜ przypominał. 

Rąbanie  lasów  i  stepowienie  całych  połaci  naszego  kraju  doprowadziło  z  jednej 

strony  do  Megapowodzi  w  1997  roku  i  trąb  powietrznych  i  tornad  w  miesiącach  letnich 
na obszarze  całego  kraju  -  a  las  jest  jedyną  siłą,  która  jest  w  stanie  zapobiec  obu  tym 
klęskom - o czym przypominam stale wraz z red. Andrzejem Zalewskim z EKO Radia. 

Oto  właśnie,  dlaczego  Obcy  widząc  to,  co  zrobiliśmy  z  naszą  biosferą,  wcale 

nie palą się do Kontaktu z nami - quod erat demonstrandum - i długo jeszcze nie będą... 

 
 
11. INNE TAJEMNICE TATR I BESKIDÓW 
 
 
Obserwacje  Dalekie,  Bliskie  Spotkania  z  NOL-ami  i  ich  PasaŜerami,  tajemnicze 

zgony  i  pląsające  w  lesie  nocne  światła,  to  jeszcze  nie  koniec  tatrzańskich i  beskidzkich 
tajemnic. Jedną z tych najdziwniejszych tajemnic tych ziem jest... 

 
 
94 
 
 
... Tunel pod Babią Górą. 
Pisałem  juŜ  o  tym  w  pracy  pt.  UFO  na  granicy  (Kraków  2000), 

gdzie przedstawiłem  historię  odkrycia  tego  Tunelu  przez  prof.  dr  inŜ.  Jana  Pająka 
z Dunedin  University  na  Nowej  Zelandii,  twórcy  teorii  magnolotu

44

  i  tropiciela  śladów 

pobytu Obcych na naszej planecie.  

                                                 

44

 Mam nadzieję, Ŝę prof. Pająk wybaczy mi ten termin, który bardziej odpowiada duchowi naszego języka, niŜ 

wstrętny barbaryzm - „magnokraft” - którego on uŜywa. 

background image

 

63

Nie  będę  powtarzał  historii  opowiedzianej  mu  przez  jednego  z  mieszkańców 

podbabiogórskich  wiosek,  bo  rzecz  jest  znana.  Od  siebie  dodam  jedynie  tyle,  Ŝe  bardzo 
to  mi  się  kojarzy  z  „Teorią  Pustej  Ziemi”,  która  zakłada  istnienie  Obcej  CNT 
(lub poprzedniczki  naszej  CNT),  ukrytej      p  o  d      powierzchnią  Ziemi.  Owa  Cywilizacja 
komunikuje  się  z  powierzchnią  Ziemi  przy  pomocy  systemu  tuneli,  którymi  Ich  statki 
latające wydobywają się w naszą atmosferę i w Kosmos. Informator prof. Pająka - niejaki 
Wincenty  -  był  ponoć  świadkiem  wylotu  takiego  statku  latającego  z  Tunelu  w  Babiej 
Górze!... 

Nie neguję moŜliwości istnienia takiej CNT, ale wydaje mi się, Ŝe wiele elementów 

z  relacji  Wincentego  jest  zbieŜnymi  z  relacją  A.  F.  Ossendowskiego  o  Agharty, 
w której takŜe wspomina się o:  

 

 

Zamierzchłej cywilizacji, która ma sobie liczyć około 60.000 lat istnienia i działania 
we wnętrzu Ziemi - sic!; 

 

Cudownych, świetlistych pojazdach, którymi wysłannicy tej cywilizacji - Agharty - 
poruszają  się  w  podziemnych  korytarzach  i  komorach,  od  czasu  do  czasu 
wylatując na zewnątrz, by realizować misje powierzone im (czyli kapłanom goro
przez 

Władcę 

Świata 

Brahytmę 

jego 

dwóch 

doradców: 

Mahytmę & Mahyngę

 

Istotach, które mają niewidzialny wpływ na wszystkich i na wszystko, co się dzieje 
na świecie. 
 
TakŜe  prof.  Pająk  pracując  na  Nowej  Zelandii  znalazł  dowody  na  potwierdzenie 

takiej właśnie teorii w postaci szklistych tuneli w Morona - Santiago (Ekwador), Nullabor 
Plain  (Australia),  Mt.  Chester  (USA)  i  Fiordland  (Nowa  Zelandia).  CzyŜby  więc  podobny 
szklisty  tunel  wypalony  w  skale  przez  NOL-e  znajdował  się  na  południowo-zachodnim 
stoku  Babiej  Góry?  Jak  dotąd  nie  znaleziono  wyjścia  do  tego  tunelu,  mimo  poszukiwań 
prowadzonych  przez  francuskiego  awanturnika  Michela  Jarlut  w  1995  roku  przez  dwa 
letnie miesiące. Sam prof. Pająk twierdzi, Ŝe wylot tunelu został zamaskowany dokładnie 
przez  Ludzi  w  Czerni,  bo  widocznie  Obcy  zorientowali  się,  iŜ  ludzie  wykorzystują  te 
tunele, jako schrony na wszelki wypadek... W kontekście tego, co napisałem poprzednio, 
Oni mogą obawiać się naszej agresji, która mogłaby zniszczyć Ich świat Agharty. 

Dnia  8  października  1996  roku,  otrzymałem  ciekawy  list  od  pana  Kazimierza 

Pańszczyka  z  Nowego  Targu,  dotyczący  tajemnic  Babiej  Góry,  a  oto  jego  fragmenty, 
które rzucają światło na ten najbardziej tajemniczy masyw Beskidów: 

 
Szanowny Panie Robercie, 
... Z tego, co wiemy na dzień dzisiejszy, groty na Babiej Górze powinny być cztery 

-  trzy  z  nich  powinny  znajdować  się  na  jej  południowym  stoku:  pod  Cylem  (Mała  Babia 
Góra)  -  1515  m  n.p.m.;  poniŜej  Diablaka  -  1725  m  n.p.m.  i  poniŜej  Kępy  -  1251  m 
n.p.m., a jedna po stronie północnej- poniŜej przełęczy Brona - 1408 m n.p.m.  

Dwie groty znajdować by się miały po stronie słowackiej, przy czym przynajmniej 

jedna  mogłaby  pasować  do  opisu,  jaki  jest  w  Pańskim  artykule.  Mianowicie  chodzi  tutaj 
o wysokość  1200  m  n.p.m.  -  jedna  z  rzekomych  jaskiń  jaka  ma  się  znajdować 
pod Cylem, miałaby znajdować się na wysokości ⅓ Cylu, około 1300 - 1400 m n.p.m. Cyl 
jest  niŜszym  szczytem  Babiej  Góry,  a  zatem  mogło  chodzić  o  niego,  a  nie  o  Diablaka 
czyli Babią Górę właściwą... 

Być moŜe pan Pańszczyk ma rację i być moŜe rację ma prof. Pająk i rzeczywiście 

ów Tunel znajduje się w słowackim stoku Babiej Góry. Istniejke jednak kilka przesłanek, 
które  pozwalają  na  stwierdzenie,  Ŝe  szklisty  Tunel  ma  związek  z  innym  cudem  Tatr, 
a mianowicie... 

 
 
95 
 
 

background image

 

64

...  z  KsięŜycową  Jaskinią,  albo  Studnią  o  Ścianach  z  Metalu  -  jak  nazwał  ją 

Thomas de Jean w swej ksiąŜce pt. Księga tajemnic 2

Sprawę  rozpoczął  dziennik  powstańca  słowackiego,  dowódcy  kompanii  - 

kpt. Dr Antonina  Horáka  -  który  w  październiku  1944  roku,  ranny  w  boju 
z hitlerowcami  został  zabrany  z  pola  walki  wraz  z  dwoma  cięŜej  ranionymi  Ŝołnierzami 
z jego  kompanii  przez chłopa  z  okolicznej  wioski  -  niejakiego  Slavka.  Ten  ostatni  ukrył 
ich  w jakiejś  jaskini,  której  zakończeniem  był ogromny  szyb  o  dziwnym  kształcie  -  jego 
przekrój  miał  kształt  regularnego  półksięŜyca  -    -  i  był  wyłoŜony  dziwnym  metalem, 
który  nie  był  znany  dr  Horákowi.  Dziennik  ten  został  zrazu  opublikowany 
przez US National  Speleological  Society  Bulletin  w  1965  roku  i  wywołał  niezłe 
zamieszanie,  takŜe  w  byłej  Czechosłowacji.  Na  początku  lat  80.  poszukiwania  zaczęli 
speleolodzy  czescy,  ale  niczego  nie  znaleźli.  Podane  przez  dr  Horáka  współrzędne 
geograficzne wprawdzie lokalizowały KsięŜycową Jaskinię w Niskich Tatrach, ale de facto 
jej tam nie było, co sumiennie sprawdzono. 

W  1993  roku  sprawą  zajął  się  dr  Miloš  Jesenský    -  czego  rezultatem  stał  się 

jego  raport  zamieszczony  w  Wizjach  Peryferyjnych  i  Tygodniku  Podhalańskim.  Odzew 
na nie  był  minimalny,  ale  sprawa  wzbudziła  zainteresowanie  w  kraju,  jak  i  za  naszą 
południową granicą, bo jak się okazało - była tam niemal nieznana szerszej publiczności. 

Według  dr  Jesenský’ego  -  KsięŜycowej  Jaskini  naleŜy  szukać  nie  w  Niskich 

Tatrach, ale w Tatrach Bielskich, Spiskiej Magurze lub na obszarze Lewockich Wierchów. 
Przemawiają za tym następujące przesłanki: 

 

 

Na tych obszarach znajdują się skały wapienne i występują zjawiska krasowe; 

 

W  pobliŜu  leŜą  miejscowości  o  nazwach:  Ždiar,  Plavnica  i  Lubovňa  -  fonetycznie 
podobne do nazw Yzdar, Plavince i Lubocna występujących w raporcie dr Horáka; 

 

Autor  raportu  podaje  takŜe  dokładne  współrzędne  połoŜenia  KsięŜycowej  Jaskini: 
49

0

02’ N i 20

0

07’ E - co rzeczywiście wskazuje na Niskie Tatry - punkt pomiędzy 

wsiami 

Vikartovce 

Liptovská 

Tepličká. 

Czesi 

przebadali 

ten 

teren, 

ale bezowocnie. To jest I lokalizacja jaskini; 

 

II lokalizacja jaskini znajduje się w punkcie o koordynatach: 49

0

12’ N i 20

0

17’ E, 

na południowym stoku Stežki, co dyskwalifikuje ją od razu, bo autor lokalizuje ją 
w skałach wapiennych na piaskowcach, a nie w litych granitach Tatr Wysokich; 

 

III  lokalizacja,  to  punkt  o  współrzędnych:  49

0

15’  N  i  20

0

17’  E  -  i  jest  to  Babia 

Dolina  w  Tatrach  Bielskich.  Są  to  góry  zbudowane  właśnie  z  wapieni  i  tam 
mogłaby znajdować się KsięŜycowa Jaskinia, zwłaszcza, Ŝe w pobliŜu znajduje się 
miejscowość o nazwie Ždiar, gdzie wyniósł się Slavek z córkami: Anną i Olgą.  

 

IV lokalizacja znajduje się w punkcie 49

0

18’ N i 20

0

17’ E - na południowym stoku 

Soliska  -  1123  m  n.p.m.  Przytaczamy  to  tylko  dla  porządku,  bo  dr  Jesenský 
przypuścił, iŜ autor nie był zorientowany dokładnie, gdzie się znajduje i skutkiem 
tego podał nieprawidłowe współrzędne geograficzne i kierunki. I wreszcie... 

 

...  V  lokalizacja  -  na  obszarze  Levočskich  Vrchov.  Tam  takŜe  znajdują  się 
wapienne  skały  i  kras  oraz  dwie  miejscowości  o  nazwach  Plavnice  i  Stara 
Lubovňa,  gdzie  rzekomo  kompania  powstańców  SNP  miała  stoczyć  swój  ostatni 
bój z hitlerowcami. 
 
Niestety, dr Jesenský nie ustalił połoŜenia KsięŜycowej Jaskini, a to dlatego, Ŝe te 

tereny są poligonami wojskowymi i wstęp cywilom jest tam najsurowiej wzbroniony. Tak 
zatem na odkrycia trzeba jeszcze poczekać... 

Mnie  ta  legenda  bardzo  przypomina  właśnie  opowieść  Wincentego  o  Tunelu 

pod Babią  Górą,  a  to  dlatego,  Ŝe  zachodzą  w  obu  tych  opowieściach  niepokojące 
zbieŜności: 

 
1.

 

Obie  te  formacje  leŜą  po  słowackiej  stronie  granicy,  jej  przebieg 
nie zmienił się w rejonie Tatr i Babiej Góry od 1938 roku; 

2.

 

Okoliczni  ludzie  wykorzystują  te  formacje  jako  schrony  na  czarną 
godzinę  i  utrzymują  ten  fakt  w  tajemnicy  przed  obcymi.  To  akurat 
nie jest dziwne, bo górale mają pewne tradycje w traktowaniu gór jako 

background image

 

65

skarbczyka...  -  od  czasów  legendarnych  Janosików,  Ondraszków 
i potomków  inkaskich  Synów  Słońca...  -  o  czym  będzie  jeszcze  mowa 
w appendyksach; 

3.

 

Obie formacje mają wyraźnie sztuczny charakter i nie są li tylko dziełami 
przyrody. 

4.

 

Obie formacje nie zawierają szaty naciekowej, którą musiałaby posiadać 
kaŜda jaskinia w skale węglanowej, co jest absolutną regułą 

5.

 

W pobliŜu obu tych formacji odnotowuje się aktywność NOL-i! 

6.

 

W  obu  przypadkach  w  nazwach  formacji  terenowych  towarzyszącym 
jaskiniom  występuje  rdzeń  „Babia”  -  Babia  Góra  i  Babia  Dolina  -  a  to 
ostatnie  pasuje  jedynie  do  Lokalizacji  III  w  Babiej  Dolinie  w  Tatrach 
Bielskich! 

 
I  Ŝeby  juŜ  całkowicie  zakończyć  tą  sprawę,  dodam  pewien  bardzo  dziwny  fakt. 

W kwietniu 1996 roku otrzymałem list od pewnego mieszkańca Kowar na Dolnym Śląsku, 
w którym przekazał mi m.in. i taką informację: 

 
[...] 3. Krzaczyna - nie odkryte podziemne zakłady lotnicze. 
Na  powierzchni  po  wojnie,  oprócz  części  lotniczych  pozostało  duŜo  miedzi  w  tym 

cienkie  rurki  miedziane.  Płyta  ołowiana  o  wymiarach  1  m  x  1  m  x  0,2  m.  jedna  z 
podziemnych hal ma kształt ¼ koła o promieniu około 120 m! 

 
Informacje  te  dotyczyły...  Karkonoszy!!!  A  zatem?  -  jeŜeli  rację  ma  mgr  B.  W. 

Z Kowar,  to  znaczyłoby  to,  Ŝe  dr  Horák  mógł  natrafić  albo  na  ultra-tajną  instalację 
hitlerowców  w  Tatrach

45

,  porzucona  dla  nieznanych  powodów,  albo  relikt  poprzedniej 

cywilizacji  -  np.  platońskiej  Atlantydy  -  który  moŜe  mieć  coś  wspólnego  z  rumowiskami 
Wantul czy Wąwozu Kraków... - ale to juŜ temat na inne opracowanie.

46

 

Z Babią Górą wiąŜą się jeszcze dwie ponure tajemnice. Pierwsza z nich jest dość 

starej daty, ale fascynująca - jest nią... 

 
 
96 
 
 
... tajemnica porwania szlachcica Jana Wawrzyńca Twardowskiego! Tak, tak! 

-      t  e  g  o    Twardowskiego!  -  polskiego  szlachcica  i  polskiego  odpowiednika  doktora 
Johannesa  Fausta  -  Faustusa
,  którego  unieśmiertelnił  Johann  Wolfgang  Goethe
Niektórzy  badacze  traktują  te  dwie      r  ó  Ŝ  n  e      osoby,  jako  jedną  postać  historyczną. 
JednakŜe  historycznego  istnienia  tej  postaci  dowiódł  Łukasz  Górnicki  w  swym 
Dworzaninie...  ,  zaś  Roman  Bugaj  w  swej  doskonałej  pracy  Nauki  tajemne  w  dawnej 
Polsce - Mistrz Twardowski
 twierdzi wprost, Ŝe Twardowski vel Dhurus alias Duranus - 
wszystko  to  po  łacinie  oznacza  tyle,  co  „twardy”  -  był  naprawdę  podkoniuszym  króla 
Zygmunta  Augusta.  To  on  właśnie  zaaranŜował  słynny  seans  spirytystyczny,  w  czasie 
którego  wywołał  on  ducha    Barbary  Radziwiłłównej  i  z  najzimniejszą  krwią  go 
przeprowadził,  z  fatalnym  dla  króla,  a  najbardziej  siebie  -  skutkiem.  Naraził  się  tym 
potęŜnemu,  ambitnemu  i  Ŝądnemu  władzy  magnatowi  Mniszchowi  i  na  jego  rozkaz 
został zamordowany, w okolicach Węgrowa. Tyle Roman Bugaj i historycy specjalizujący 
się w tamtej epoce. 

Istnieją poszlaki wskazujące, Ŝe Twardowski był z pochodzenia Włochem z Rzymu 

i  tam  usiłował  uciec  czując  zagroŜenie  ze  strony  Mniszchów.  W  drodze  z  Krakowa 
do Rzymu zatrzymał się na popas w karczmie leŜącej w widłach rzek Skawy i Stryszawki, 
gdzie  dzisiaj  znajduje  się  miasto  powiatowe  Sucha  Beskidzka.  Tam  dopadli  go  diabli 

                                                 

45

 Pisaliśmy o tym takŜe w WUNDERLANDZIE... - aczkolwiek wydaje się być mało prawdopodobnym, Ŝe 

hitlerowscy uczeni pracowali w Tatrach nad broniami V, to jednak okazuje się, Ŝe przeprowadzali oni 
eksperymenty z super-dalekonośnym działem V-3 strzelając z Krowiarek ku odległemu o 50 km, słuŜącemu za 
cel łańcuchowi górskiemu Tatr Wysokich - na co są świadkowie i dokumenty! 

46

 Zob. M. Jesenský - Bohové atomových válek,  Ústi nad Labem 1998, przekład mój. 

background image

 

66

pod wodzą  Mefistofelesa  i  porwali  w  stylu  przypominającym  najlepsze  CE4.  Po  drodze 
do  Piekła,  strwoŜony  perspektywą  zatraty  duszy  i  wydania  jej  na  pastwę  płomieni 
piekielnych  (to  słynne  pozdrowienie  „Diaboli  perfectum  -  Na  chwałę  płomieni!”  z  filmu 
Krzysztofa  Gradowskiego...)  Twardowski  zaczął  śpiewać  Godzinki  -  co  słysząc 
Mefistofeles  porzucił  go  w  połowie  drogi  do  Piekła  -  na  KsięŜycu!  -  gdzie  ponoć  siedzi 
do dziś dnia, czekając na Dzień Sądu Ostatecznego... 

Kto wie, czy nie było to klasyczne CE4 - czyli „wzięcie” jak nazywamy to dzisiaj - 

które  przydarzyło  się  juŜ  w  XVII  wieku,  w  czasach,  kiedy  Rzeczypospolita  Szlachecka 
gorzała  pełnym  blaskiem  na  Europę,  a  Polska  była  od  morza  Bałtyckiego  do  Morza 
Czarnego!  W  czasach,  kiedy  Polska  miała  swe  wielkie  pięć  minut  w  historii,  a  na  jej 
terytorium  Obcy  rozbudowywali  swoją  sieć informacyjno-zbiorczą  z  głazów  erratycznych 
-  o  ile  wierzyć  poglądom  głoszonym  przez  szkołę  ufologii  psychotronicznej 
inŜ. Miłosława Wilka Zofii Piepiórki. Właśnie tutaj, w dzisiejszej Suchej Beskidzkiej, 
doszło  do  uprowadzenia  na  pokład  UFO  i  porzucenia  przez  Obcych  w  stanie 
„lunatycznym”  -  tzn.  w  stanie  okaleczenia  psychicznego  -  szlachcica  Jana  Wawrzyńca 
Twardowskiego.  Obcy  mogli  pokazać  mu  z  bliska  KsięŜyc,  jak  to  czasami  się  zdarzało 
w XX  wieku,  czego  umysł  imć  Twardowskiego  nie  wytrzymał  i  sfiksował...    -  jest  to 
klasyczny  wręcz  akademicki  przykład  na  incydent  typu  Rip  van  Winkle!!!
 
Twardowski przeŜył ten incydent, ale juŜ nigdy nie wrócił do siebie i najprawdopodobniej 
wkrótce  zmarł.  Pozostała  po  nim  legenda  -  piękna,  acz  nie  ze  wszystkim  prawdziwa. 
I jeszcze  jeden  fakt,  bardzo  waŜny  dla  tej  sprawy:  otóŜ  w  odległości  12  km  od  Suchej 
Beskidzkiej znajduje się szczyt Diablaka - Babiej Góry! 

Dziś  w  Suchej  Beskidzkiej  znajduje  się  wspaniała,  stylowa  karczma  „Rzym” 

i Twardowskiego  tam  się  wspomina,  a  w  herbie  tego  miasta  jest  koń,  który  stoi 
na półksięŜycu! - nawet z widocznymi kraterami!!!... A nie zapominajmy, Ŝę Twardowski 
był podkoniuszym królewskim! 

Jeszcze jedna sprawa. Twardowski mógł być po prostu jednym z Obcych - był Ich 

agentem  wpływu.  Jego  moŜliwości  były  niesamowite  -  latał  w  powietrzu,  leczył  ludzi 
z morderczych  chorób  XVII  wieku  -  dŜumy  i  ospy.  Miał  swą  pracownię  na  krakowskich 
Krzemionkach i kontaktował się z diabłem - a moŜe ze swymi mocodawcami i ziomkami - 
przy  pomocy  zwierciadła.  NB,  przy  pomocy  wypolerowanych  „glassów”  kontaktował  się 
z duchami  słynny  na  całą  Europę  mag  i  lekarz  -  dr  John  Dee  -  Devius  -  teŜ  jedna 
z najbardziej  niezwykłych  postaci  tamtych  czasów.  Ze  zwierciadłami  eksperymentowali 
swego czasu tacy  słynni magowie i alchemicy, jak  rabbi Löve (Jehudi)  Ben Becalel
Allessandro  hr.  Cagliostro,  Giuseppe  Balsamo,    Christian  Rosenkreutzer,  hrabia 
Saint  -  Germain
  i  cały  legion  innych.  Czy  wszyscy  ci  niezwykli  -  nawet  u  progu  XXI 
wieku - ludzie mieli Kontakt z Obcymi? Wszak nawet Władca Świata Brahytma z Agharty 
kontaktował  się  z  Bogiem  poprzez  zwierciadła,  które  obsługiwał  dla  niego  Marzy  - 
KsiąŜę  Śmierci
,  a  którego  opis  do  złudzenia  przypomina  człekokształtnego  robota 
C3PO
  z  spielbergowskich  Wojen  gwiezdnych  czy  Niszczyciela  -  Zływroga  z  powieści 
Siergieja Sniegowa - Dalekie szlaki... 

I jeszcze jedna tajemnica Babiej Góry. 
 
 
97 
 
 
Tajemnica  ta  dotyczy  do  dziś  dnia  nierozwiązanej  zagadki  ostatniego  lotu 

samolotu An-24 o oznaczeniu SP-LTF, naleŜącego do PLL LOT,  odbywającego rejs numer 
LO-165,  który  w  dniu  2  kwietnia  1969  roku,  około  godziny  16:15  roztrzaskał  się 
na północnym  stoku  Policy  -  1369  m  n.p.m.  -  tam,  gdzie  dziś  znajduje  się  Rezerwat 
Przyrody  im.  Prof.  Zenona  Klemensiewicza,  który  wraz  z  45  pasaŜerami  samolotu 
i 5 osobami załogi poniósł tam śmierć na miejscu. 

Wokół  tej  katastrofy  krąŜą  legendy:  a  to  miał  on  być  zestrzelony  przez  polską 

lub czechosłowacką  OPLot.,  a  to  miał  on  być  porwany  przez  jakiegoś  uciekiniera 
na Zachód,  a  to  załoga  znajdowała  się  w  stanie  opilstwa,  itp.  brednie...  A  najciekawsze 

background image

 

67

jest  to,    Ŝe  do  dziś  dnia  ZUPEŁNIE  NIC  nie  wiadomo  o  jej  przyczynach  i  temat  ten 
stanowi zupełne TABU! 

Dzięki wydatnej pomocy red. Jerzego Pałosza  z Gazety Krakowskiej, udało się 

uzyskać  informację,  Ŝe  w  czasie  dolotu  samolotu  LO-165  do  Policy,  operator  radaru 
w Balicach  widział  nad  Skawiną  jakieś  silne  echo,  które  wziął  za  echo  SP-LTF...  
Wyglądałoby  zatem  na  to,  Ŝe  to  UFO  „podszyło”  się  pod  samolot  i  kontroler  lotów 
po prostu został wprowadzony przezeń w błąd... - z wiadomym efektem: zmasakrowane 
zwłoki 51 osób rozsypały się na śniegach w lesie pod szczytem Policy.  

Prawdy - jak sądzę, nie dowiemy się juŜ nigdy, no chyba, Ŝe Obcy sami przyznają 

się  do  spowodowania  tego  wypadku,  na  co  nie  liczę.  NB,  w  tych  okolicach  było  więcej 
wypadków lotniczych, o czym traktuje druga część tego opracowania. 

 

 
 

W  ramach  remanentów  godzi  się  dodać  jeszcze  dwa  przypadki  obserwacji  NOL-i, 

które zostały dokonane w Tatrach i w okolicach Jordanowa: 

 
 
98 
 
 
W sierpniu 1996 roku, w Tatrach Zachodnich odnotowano obserwację NOL-i typu 

RV.  Pewien  mieszkaniec  Tarnowa,  pan  N.  N.  wykonał  zdjęcie  Jarząbczej  Przełęczy. 
Po wywołaniu  na  pozytywie  ujrzał  4  dziwne  dyskoidalne  zaciemnienia,  które  wyglądały, 
jakby zrobiły je obiekty poruszające się z ogromną prędkością.  

 
WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE: 
 
Zawodowy  fotograf,  który  obejrzał  te  zdjęcia,  stwierdził  Ŝe  były  to  tylko  jakieś 

muszki,  które  latały  przed  obiektywem  aparatu  fotograficznego  w  momencie 
wykonywania zdjęcia. No cóŜ, wytłumaczenie jest, ale... 

Rzecz w tym, Ŝe wykonałem kilka tysięcy zdjęć, i na ani jednym nie udało mi się 

uchwycić  Ŝadnej  muszki.  Są  one  zbyt  drobne,  by  wychwycił  je  obiektyw  i  latają  zbyt 
wolno,  by  pozostawić  na  negatywie  tylko  rozmazaną  smugę.  Podobne  „muszki” 
fotografowano takŜe w Czechach i Kolumbii Brytyjskiej, a zatem nie moŜe chodzić tutaj o 
to zjawisko. NB, muchy występują tylko w niŜszych partiach gór, a nie na szczytach - a w 
opisywanym przypadku zdjęcie wykonano na wysokości prawie 2000 m n.p.m.! 

 
 
99 
 
 
Incydent  ten  wydarzył  się  dnia  3  grudnia  1996  roku,  o  godzinie  18:03.  Jeden 

świadek 

zaobserwował 

przelot 

dziwnych 

świateł 

kolorach 

czerwonym 

i pomarańczowym,  które  wykonały  łuki  nad  wzgórzem  Banią  przy  ul.  Komunalnej 
w Jordanowie  i  znikły.  Leciały  one  z  kierunku  Myślenic  ku  Spytkowicom.  Niestety, 
z powodu  silnego  zachmurzenia  nie  udało  się  zobaczyć  niczego  więcej.  Jak  dotąd 
nie znaleziono Ŝadnego wyjaśnienia dla tego zjawiska... 

 
 

 
 

I to są na razie wszystkie tajemnicze wydarzenia i zjawiska, z którymi spotkałem 

się  w  trakcie  realizacji PROJEKTU  TATRY.  Czy  znajdziemy  dla  nich  jakieś  wyjaśnienie?  - 
tego  nie  wiem.  Być  moŜe  będzie  tak,  jak  to  przewidział  znany  polski  jasnowidz 

background image

 

68

i psychotronik dr Leszek Szuman, Ŝe prawdę poznany dopiero po wejściu Ziemi w nową 
epokę zodiakalną - Epokę Wodnika, co nastąpi w latach 2016 - 2025. No cóŜ - poŜyjemy 
- zobaczymy, a graviora manent - najgorsze jest zawsze przed nami... 

 
 
12. ZAKOŃCZENIE 
 
 
Na  zakończenie  tej  części  Raportu  -  a  powinien  on  być  ex  definitio  napisany 

krótko i zwięźle - podaję garść moich refleksji: 

 

 

REFLEKSJA  PIERWSZA  -  Mimo  tego,  Ŝe  coraz  więcej  ludzi  widziało  NOL-e  i  się 
do  tego  przyznaje,  to  oficjalna  polska  nauka  przybiera  postawę  obronną 
i nie mogąc  zanegować  faktu  istnienia  NOL-i  -  po  prostu  je  ignoruje.  Aliści  są 
chwalebne  wyjątki  -  które  -  niestety  potwierdzają  ogólną  regułę.  Nietolerancja 
i głupota środowisk naukowych, tworzą klimat do rozwoju naukowej Plica polonica 
-  czyli  kołtuna,  który  jest  elementem  naszego  ukochanego  polskiego  piekiełka. 
Uczeni  nie  maja  odwagi  się  przyznać  do  tego,  Ŝe  wierzą  w  istnienie  NOL-i, 
bo grozi  to  dezaprobatą  ze  strony  co  starszych  i  bardziej  twardogłowych 
przedstawicieli „betonu” naukowego. Inna rzecz, Ŝe pewna część uczonych działa 
jako  tzw.  „zaciemniacze”  -  którzy  wbrew  bijącym  w  oczy  faktom  nie  wahają  się 
uŜyć  wszystkich  środków,  by  zdyskredytować  ufozjawisko  i  ufologię.  Ale  nic 
z tego,  bo  LUDZIE  PRZESTAJĄ  SIĘ  BAĆ  ZADAWANIA  PYTAŃ  I  śĄDAJĄ 
PRECYZYJNYCH  ODPOWIEDZI  NA  PYTANIA  ZWIĄZANE  Z  UFOZJAWISKIEM. 
I nie dają się juŜ zbyć byle czym, co uwaŜam za postęp. 

 

 

REFLEKSJA  DRUGA  -  Prowadząc  prace  PROJEKTU  TATRY  znaczną  pomoc 
udzieliła mi młodzieŜ. I nie wynikało to li tylko ze znudzenia Ŝyciem i ogłupiającą 
edukacją  serwowaną  jej  przez  róŜnych  Handkech  i  Wittbrodtów  oraz  ich 
politycznych  dysponentów,  którzy  przygotowują  ją  do  warunków  pracy  w  Unii 
Europejskiej  jako  wykształconych  i  wąsko  wyspecjalizowanych  pracowników 
na podrzędnych  stanowiskach,  ale  z  autentycznego  zainteresowania  moŜliwością 
istnienia  innego  Ŝycia  i  innych  zamieszkałych  światów.  Ten  tak  bardzo 
znienawidzony  przez  Kościół  katolicki  i  marksizm-leninizm  ruch  New  Age 
waspekcie ufologii wnosi w ich  Ŝycie coś nowego i jasnego, w porównaniu z szarą 
egzystencją  wśród  hurra-Bogo-ojczyźnianego  bełkotu  z  prawej  i  obiecanek  utopii 
materialistyczno-dialektycznych  z  lewicy  i  wrzasku  o  nieograniczonej  wolności 
ograbiania  bliźnich  i  nieograniczonego  uŜywania  Ŝycia  z    quasi-wolnościowego 
centrum. Mylą się ci, którzy utoŜsamiają ufologię z „ćpaniem”, sektami czy wolną 
miłością -  choć  przyznaję,  znalazło  się  kilku  kretynów,  którzy  z  UFO  zrobili  sobie 
bóstwo, jak np. sekta Raelian czy Antrovis. Nie, to nie to.  

 
 

 
 

Ruch New Age, to nade wszystko działania na rzecz pogodzenia człowieka 

i jego cywilizacji z Matką Naturą. To pogodzenie się z Ziemią i uprzątnięcie tego 
chlewu,  jaki  zrobiła  z  naszej  planety  nasza  nieprzemyślana  i  rabunkowa 
działalność.  I  wreszcie  New  Age,  to  otwarcie  się  człowieka  na  Kosmos 
i poszukiwanie w nim naszych Braci w Rozumie! To właśnie jest sens New Age - 
czy jak kto woli - Czasu Wodnika (Aquarian
 Age). 
 
 

 
 

background image

 

69

Ruch Naw Age jest bardzo niebezpieczny dla wszystkich kościołów chrześcijańskich 

i niechrześcijańskich oraz dla materializmu dialektycznego dlatego, Ŝe stanowi on „trzecią 
drogę”  -  alternatywę  dla  ludzi.  DąŜenie  do  wyzwolenia  się  człowieka  spod  presji 
dogmatów  religijnych  i  ideologicznych    i  rozwinięcie  jego  uśpionych,  acz  realnych, 
moŜliwości,  które  dzisiaj  nazywamy  moŜliwościami  parapsychicznymi.  Kto  tego 
nie rozumie jest albo człowiekiem głupim, albo o złej woli. 
 

 

REFLEKSJA TRZECIA - PROJEKT TATRY potwierdził kilka hipotez, a mianowicie: 

 
1.

 

Hipotezę  prof.  J.  Vallée  o  zainteresowaniach  NOL-i  naszymi  instalacjami 
jądrowymi  o  charakterze  wojskowym  i  cywilnym,  w  aspekcie  wykorzystania 
w nich energii jądrowej, jej uzyskiwania i przetwarzania. 

2.

 

Hipotezę o anihilacyjnym napędzie NOL-i i wykorzystaniu przez Nich antymaterii 
takŜe w innych celach, np. badanie otoczenia, obrona, itd. 

3.

 

Hipotezę o ingerencji Ufitów w bieg historii Ziemi. 

4.

 

Hipotezę  Al.  Mory  o  „Wielkim  Konflikcie  Bogów”  sprzed  15.000  lat  -  znanym 
jako „atomowa wojna bogów”. 

5.

 

Hipoteza  o  posługiwaniu  się  przez  Nich  robotami  w  trakcie  penetracji  Ziemi 
i naszej cywilizacji. 

6.

 

Hipoteza  o  wykorzystaniu  przez  Nich  naszych  sieci  informatycznych  - 
np. Internetu - do penetracji i kontroli Ŝycia Ludzkości. 

 
PowyŜsze  pozwala  mi  na  wyciągnięcie  wniosku,  który  sformułuję  w  postaci 

hipotezy - brzmi ona tak: 

Jesteśmy  dalekimi  potomkami  istot  ludzkich,  które  po  wielkim  konflikcie  sprzed 

15 tys.  lat  musiały  odbudować  cywilizację  od  nowa.  NOL-e  są  Ich  pojazdami 
obsługiwanymi  przez  roboty  pozostałe  po  tym  konflikcie  i  podlegające  nekroewolucji, 
która  doprowadziła  je  do  stanu  takiego,  Ŝe  przypominają  One  istoty  Ŝywe  -  wraz  z  Ich 
anatomia i fizjologią. 

A  zatem  sztuczne  mózgi  w  biologicznych  ciałach  cyborgów.  Podejrzewam, 

Ŝe w skrajnych przypadkach  chodzi tutaj o bezmózgie biologiczne maszyny, których sub-
mózgi są jedynie przekaźnikami poleceń i wyników Ich działania.  

A  to  wyjaśnia  Ich  zainteresowania  Ŝyciem  na  Ziemi,  naszym  rozrodem, 

naszą techniką obronną i zbrojeniami rakietowo-jądrowymi, stąd te ingerencje w historię 
Ziemi 

postaci 

epidemii, 

klęsk 

Ŝywiołowych 

niewyjaśnionych 

katastrof 

komunikacyjnych,  stąd  wreszcie  Ich  niezniszczalność  i  posługiwanie  się  bronią 
psychotroniczną – jako najefektywniejszą NLW

47

 w stosunku do ludzi i zwierząt.  

Tak postawiona hipoteza wyjaśnia niemal wszystko - od wierzeń najdawniejszych 

cywilizacji  ludzkich,  po  ślady  butów  w  skałach  Trzeciorzędu  i  od  epidemii  BSE/CJD

48

 

po Meteoryt  Tunguski.  To  właśnie  wszystko  dzieje  się  tak  dlatego,  Ŝe  obserwują 
i manipulują  nami      m  a  s  z  y  n  y      -  nieludzkie,  chłodne  i  precyzyjne.  Maszyny, 
które naszą Rzeczywistość postrzegają jako coś, co juŜ znają, a to dowodzić moŜe tylko 
tego,  Ŝe    na  przestrzeni  tych  65  milionów  lat  naszego  ssaczego  istnienia  i  rozwoju 
niewiele zmieniliśmy się jako gatunek. Miał rację prof. Bernard Huevelmans twierdząc, 
Ŝe prawdziwe potwory   są wśród   n a s. 

 
 
13. MATERIAŁY ŹRÓDŁOWE. 
 
 
KsiąŜki i materiały korespondencyjne: 
 
1.

 

J. Nyka - Tatry Polskie - Przewodnik  Warszawa 1973 

2.

 

J. Kolbuszewski - Skarby Króla Gregoriusa  Katowice 1972 

                                                 

47

 Non Lethal Werapon - z ang.: broń, która nie zabija. 

48

 Gąbczaste zwyrodnienie mózgu/Choroba Creutzfelda-Jacoba.  

background image

 

70

3.

 

J. Kolbuszewski - Góry takie kamienne  Warszawa 1972 

4.

 

J. Pająk - korespondencja prywatna Autora w latach 1989 - 1996 

5.

 

Al. Mora - Atomowe wojny bogów w Kamena  Lublin 1980 

6.

 

B. le Poer-Trench - Operation Earth  Londyn 1978, (przekład Autora) 

7.

 

B. le Poer-Trench - Men Among Mankind  Nowy Jork 1962, (przekład Autora) 

8.

 

B. Steiger - Alien Meetings Nowy Jork 1978, (przekład Autora) 

9.

 

E. Zawiłło - I ja zostanę przewodnikiem Kraków 1990 

10.

 

K. Piechota - korespondencja prywatna Autora w latach 1986 - 1996 

11.

 

B. Rzepecki - korespondencja prywatna Autora w latach 1986 - 1996 

12.

 

B. Rzepecki - Bliskie Spotkania z UFO w Polsce  Tarnów 1994 

13.

 

P. Colosimo - Ombre sulle stelle  Mediolan 1978 

14.

 

M. Jesenský - korespondencja prywatna Autora z lat 1991 - 1996 

15.

 

 Ch. Fort - Fenomeny forteańskie, Łódź 1996 

16.

 

A. F. Ossendowski - Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów  Poznań 1930 

17.

 

A. F. Ossendowski - Lenin  Poznań 1930 

18.

 

 Błękitny KrzyŜ  Kraków 1981 

19.

 

W. śuławski - Tragedie tatrzańskie  Warszawa 1959 

20.

 

Sygnały z gór  Warszawa 1973 

21.

 

B. Chwaściński - Z dziejów taternictwa  Warszawa 1979 

22.

 

M. Wilk - korespondencja prywatna autora z 1995 roku 

23.

 

Encyklopedia fizyki  Warszawa 1983 

24.

 

A. Lissoni - korespondencja prywatna Autora z lat 1992 - 1996 

25.

 

A. Lissoni - UFO - segredi e misteri dei dischi volanti  Mediolan 1992 

26.

 

R. Bugaj - Nauki tajemne w dawnej Polsce - Mistrz Twardowski  Wrocław 1983 

27.

 

J. Vallée - Anatomy of Phenom,enon  ParyŜ 1987, (przekład S. Klocek) 

28.

 

Encyklopedia astronomie  Bratysława 1987 

29.

 

Encyklopedia Zeme  Bratysława 1986 

30.

 

J. Spencer & H. Evans - UFOs 1947 - 1987: 40-Year Search for an Explanation  
Londyn 1987, (przekład Autora) 

31.

 

P. P. Read - Czarnobyl - zapis faktów  Warszawa 1996 

32.

 

R. Preston - Strefa skaŜenia  Warszawa 1996 

33.

 

J. Kracik - Pokonać Czarną Śmierć  Kraków 1991 

 
Materiały prasowe uzyskano z następujących czasopism: 
 
1.

 

„Czwarty wymiar” (Polska) 

2.

 

„Dziennik Polski” (Polska) 

3.

 

„Echo Jordanowa” ex  „Wiadomości Jordanowskie” (Polska) 

4.

 

„Echo Krakowa” (Polska) 

5.

 

„Gazeta Krakowska” ex „Gazeta Południowa” (Polska) 

6.

 

„Granica” (Polska) 

7.

 

„Kamena” (Polska) 

8.

 

„Misteri e verita” (Italia) 

9.

 

„UFO“ (Polska) 

10.

 

„Nasze Strony“ (Polska) 

11.

 

„Nieznany Świat” (Polska) 

12.

 

„Nie z tej Ziemi” (Polska) 

13.

 

„Nový čàs” (Słowacja) 

14.

 

„Pravda” (Słowacja) 

15.

 

„Przegląd Techniczny - Innowacje” (Polska) 

16.

 

„Sfinks” (Polska) 

17.

 

„Trans UFO” (Wielka Brytania) 

18.

 

„Tygodnik Podhalański” (Polska) 

19.

 

„UFO Magazin” (Słowacja) 

20.

 

„UFO Magazine” (Wielka Brytania) 

21.

 

„Wiedza i śycie” (Polska) 

22.

 

„Wizje Peryferyjne” (Polska) 

background image

 

71

 
Materiały audiowizualne:  
 
1.

 

J. Łatak - wywiad z J. Kowalewskim, zapis audio 

2.

 

J. Łatak - wywiad z Leszkiem Ł., zapis audio 

3.

 

W. Jarzębowski - wywiad z Marią Hyła, zapis audio 

4.

 

- Katastrofa Sokoła - materiał śledczy RKP Zakopane, zapis video 

5.

 

UFO nad Tatrami - film TV, reŜ. W. Mróz, TVP-2 i OTV Kraków, Kraków 1995 

6.

 

Radio nocą - audycja R. Jakubowskiego, PR-1, 8.IV.1995  

7.

 

Teleexpress z dnia 28.XII.1989, TVP-1 

 
 
14. APPENDYKS A 
 
 
Ostatnio  białostockie  wydawnictwo  „Nolpress”  wydało  niezmiernie  interesującą 

pracę  Williama  Bramley’a  pt.  Bogowie  Edenu.  Praca  ta  jest  niezmiernie  interesująca, 
choćby  dlatego,  Ŝe  traktuje  całą  historię  Ludzkości  jako  ciąg  wojennych  szaleństw 
inspirowanych  przez  Obcych...

49

  Teza  ta  jest  -  delikatnie  mówiąc  -  karkołomna, 

jako Ŝe Autor  przeinacza  całą  ideologię  chrześcijaństwa  i  ani  słowem  nie  wspomina 
o czterech najwaŜniejszych artefaktach tej religii: Całunie Turyńskim, Włóczni Longinusa, 
Arce  Przymierza  i  Arce  Noego!  A  przecieŜ  Całun  Turyński  jest  dowodem  wprost  na  to, 
Ŝe postać  Jezusa  z  Nazaretu  zwanego  potem  Chrystusem  jest  historycznie 
autentyczna! I na nic tu się zdają jakieś karkołomne teorie róŜnych oszołomów w rodzaju 
Zbigniewa  Blani-Bolnara,  który  twierdził,  Ŝe  wizerunek  Jezusa  został  wypalony 
na Całunie  przy  pomocy  Ŝelazka!  Nie  mówiąc  juŜ  o  innych  śladach  Jego  pobytu 
na Wschodzie - w Indiach i Tybecie. To jest jedna ze słabości i potknięć pracy Bramley’a.  

Co  to  ma  wspólnego  z  PROJEKTEM  TATRY?  Bardzo  duŜo,  bo  Bramley  poruszył 

w niej  m.  in.  sprawę  wszelkiego  rodzaju  Morowych  Zaraz  i  ich  nie-ziemskiego 
pochodzenia,  co  doskonale  pasuje  z  kolei  do  teorii  o  Wielkim  Konflikcie  Bogów  - 
astronautów  sprzed  12-15.000  lat.  Rozwijając  tą  hipotezę  mogę  jedynie  dodać, 
Ŝe spadkiem  „zapomnianych  głowic”  są  zagroŜone  kraje  znajdujące  się  pomiędzy  10

0

a 10

0

S, chociaŜ rzecz jasna, mogą trafić się ewenementy w postaci np. Wielkiego Bolidu 

Polskiego  czy  Meteorytu  Tunguskiego...  Dotychczasowa  nasza  wiedza  o  epi- 
i pandemiach  chorób  takich,  jak:  AIDS  (HIV-1  i  HIV-2),  Ebola  (Ebola  Zair,  Ebola  Kenia, 
Ebola  Uganda,  Ebola  Sudan,  Ebola  Reston,  Ebola  Mindanao  i  Ebola  Marburg),  Lassa 
Fever,  wścieklizna  EEE,  VEE  i  WEE,  itd.  itp.  -  wskazują  na  to,  Ŝe  ogniskami  tych 
dopustów  BoŜych  są  kraje  znajdujące  się  w  równikowych  partiach  Afryki,  Ameryki 
Łacińskiej i Azji, które wpisują się w pas zawierający się pomiędzy 10

0

N a 10

0

S. 

Wynika  z  tego,  Ŝe  przed  Wielkim  Konfliktem  (czy  teŜ  serią  konfliktów  -  patrząc 

na naszą  liczącą  5.000  lat  historię  moŜemy  powiedzieć,  Ŝe  lata  w  okresie  od  1500 
do 2000  roku  są  okresem  wzmoŜonych  konfliktów  wewnątrzcywilizacyjnych)  na  Ziemi 
istniała  doskonale  rozwinięta  cywilizacja  ludzka.  Jej  ślady  sięgają  bardzo  głęboko,  tylko 
nie potrafimy ich dostrzec. 

Lucjan  Znicz-Sawicki

50

  podaje,  Ŝe  ślady  stóp  człowieka  znaleziono  w  skałach 

pochodzących z Paleozoiku, czyli sprzed 650 mln lat! W Polsce nie odkryto takich śladów, 
ale nie znaczy to, Ŝe ich być u nas nie moŜe, skoro w sąsiednich krajach takowe odkryto! 
Proponuję poszukać w skałach Gór Świętokrzyskich, Gór Sowich

51

 i Tatr Zachodnich. Być 

moŜe  coś  takiego  się  znajdzie,  ale  do  tego  trzeba  przede  wszystkim  pozbyć  się 
kretyńskich uprzedzeń i kołtunerii naukowej...  

Dr Miloš Jesenský z Fenomenologickieho Klubu w Koszycach na Słowacji zbadał 

archiwalne  zapiski  muzealników  i  geologów  ze  Słowacji  i...  dokonał  niesamowitego 
odkrycia  -  otóŜ  na  obszarze  wapiennego  masywu  Wielkiej  Fatry,  niedaleko  Martina, 
odkrył on nieźle zachowane w skale wapiennej ślady ludzkich stóp człowieka. I wszystko 

                                                 

48

 William Bramley - Bogowie Edenu, Białystok 1995. 

50

 Lucjan Znicz-Sawicki - Obce ślady, Gdańsk 1982. 

51

 Góry Sowie są najstarszymi górami w Polsce i liczą sobie 2 mld lat.  

background image

 

72

byłoby  cacy,  gdyby  nie  to,  Ŝe  te  ślady  bosych  stóp  Homo  sapiens  sapiens  liczą  sobie  - 
bagatela! - tylko 50 - 55 mln lat!!!...  CzyŜby oznaczało to, Ŝe przed 55 mln laty chodzili 
po Ziemi ludzie, którzy opalali się wraz ze swymi dziećmi na wapiennych plaŜach Oceanu 
Tetydy?   

Drugim  odkryciem  są  kamienne,  idealnie  okrągłe  kule  odkryte  na  słowacko  - 

czeskim  pograniczu  w  Javornikach,  w  okolicy  miejscowości  Klokočov,  a  które  mają 
średnice rzędu 2,8 do 3 metrów! Piaskowce, z których powstały, nawarstwiały się takŜe 
w Trzeciorzędzie - 50 - 55 mln lat temu... 

I  tak  dalej,  i  temu  podobnie.  Takich  odkryć  forteańskich  będzie  coraz  to  więcej 

i nie  będzie  takiej  siły,  która  byłaby  zdolna  to  powstrzymać!  To  tylko  kwestia  czasu. 
Nie poradzą  na  to  Ŝadne  „Listy  UNESCO”,  które  uwaŜam  za  najhaniebniejszy  przykład 
skretynienia ludzi nauki. Prawda i tak wyjdzie na jaw.  

Róbmy swoje! 
 
 
APPENDYKS B. 
 
 
Kolejne  spostrzeŜenie,  które  daję  pod  rozwagę  geologom  i  ufologom.  W  czasie 

analizy wypadków opisanych w Raporcie... dotarło do mnie, Ŝe NOL-e nieprzypadkowo 
najczęściej  ukazują  się  tam,  gdzie  w  skorupie  ziemskiej  znajduje  się  przewaga  starych 
skał, z których powstały łańcuchy górskie Kaleonidów, Karkonoszy, Gór Świętokrzyskich, 
Masywu  Centralnego,  Uralu,  Ardenów,  Atlasu,  Gór  Kruszcowych,  Gór  Harzu, 
Schwarzwaldu, Gór Skandynawskich, Kordyliery Centralnej i Kantabryjskie... Obserwacje 
Brytyjczyków  dokonane  w  ramach  PROJECT  PENNINE  i  Skandynawów  w  ramach 
PROJEKTEN  HESSDALEN  potwierdzają  tezę,  Ŝe  NOL-e  najczęściej  obserwuje  się  właśnie 
nad  starymi  górami  zrębowymi,  których  wiek  wynosi  pół  miliarda  lat  i  więcej.  Polskie 
Góry Sowie liczą sobie aŜ dwa miliardy lat i są to najstarsze góry w Polsce.  

Tatry i w ogóle alpidy liczą sobie zaledwie 50-65 mln lat, a zatem w geologicznej 

skali  czasu  pojawiły  się  zaledwie  wczoraj!  Proces  ich  wypiętrzania  trwa  nadal 
i jego prędkość wynosi około 1 cm na rok!... 

CóŜ  takie  go  znajduje  się  w  tych  starych  masywach  górskich?  W  tych  górach 

poza wieloma 

minerałami, 

cennymi 

kruszcami 

kamieniami 

szlachetnymi 

i półszlachetnymi  znajdują  się  takŜe  złoŜa  rud  uranu,  toru,  radu  i  innych  lantanowców 
i aktynowców - cennych z punktu widzenia energetyki jądrowej.  

Jak  bardzo  NOL-e  interesują  się  energetyka  jądrową,  wiemy  z  prac 

prof. Jacquesa  Vallée  i  inŜ.  M.  Karlika  oraz  ufologów  radzieckich/rosyjskich 
Borisa A. Szurinowa  i  kilkudziesięciu  innych,  którzy  otrzymali  mnogie  sygnały 
o obserwacjach  UFO  nad  składami  radzieckiej/rosyjskiej  broni  rakietowo-jądrowej 
czy nad  elektrowniami  jądrowymi,  składowiskami  „gorących”  odpadów  reaktorowych 
czy nad kopalniami rud uranowo-torowych, nie wspominając juŜ o wszystkich poligonach 
broni  jądrowych  i termojądrowych:  Semipałatyńsku,  Orenburszczyźnie,  Nowej  Ziemi, 
śółtych Wodach czy Jakucji. Oni udowodnili bezsprzecznie ten związek! I wydaje się być 
najzupełniej  pewnym,  Ŝe  cała  ziemska  energetyka  jądrowa,  znajduje  się  pod  stałą 
kontrolą  Ufitów.  Potwierdzają  to  obserwacje  i  raporty  wszystkich  tajnych  słuŜb 
wszystkich państw – od Albanii do Zimbabwe i od KGB do DIA i Mossadu...  

Nasze  WOPK  tez  interesują  się  NOL-ami,  a  meldunki  opatrzone  klauzulą  TAJNE 

SPECJALNEGO  ZNACZENIA  czy  nawet  ŚCIŚLE  TAJNE  SPECJALNEGO  ZNACZENIA

52

 

gdzieś kisną w sejfach Warszawy i Dęblina. Póki nasze WOPK, jak i całe Ludowe Wojsko 
Polskie  było  podporządkowane  Armii  Radzieckiej  i  Sztabowi  Generalnemu  UW, 
który de facto był Sztabem Generalnym ZSRR, moŜna to było zrozumieć, boŜ komuniści 
mieli  bzika  na  tle  utajniania  wszystkiego,  co  nowe  i  nieznane,  ergo  ex  definitio 

                                                 

52

  Jak  pisze  w  swych  pracach  ukraiński  ufolog  dr  Anton  A.  Anfałow  -  był  to  najwyŜszy  w  ZSRR  i  Układzie 

Warszawskim  stopień  utajnienia,  który  oznakowany  był  poprzez  umieszczenie  trzech  zer  przed  numerem 
dokumentu  -  np.  0001  czy  0002,  itd.  Ten  stopień  tajności  odnosił  się  tylko  i  wyłącznie  do  Obcych  i  UFO, 
wszystkie inne dokumenty miały niŜszy stopień utajnienia, który wyraŜało się umieszczeniem dwóch zer przed 
numerem dokumentu - np. 001, 002, itd. 

background image

 

73

niebezpieczne  dla  tego  „raju  dla  ludu  pracującego  miast  i  wsi”...    Zresztą  istnienie  UFO 
i USO  oraz  UOO  jest  tajemnicą  poliszynela  i  ukrywanie  faktu  ich  istnienia 
przed obywatelami  własnego  kraju  jest  dla  mnie  jeszcze  jednym  przyczynkiem 
do naszej narodowej,  polskiej  głupoty!...  A  cóŜ  to  za  tajemnica,  która  widziały  tysiące 
ludzi  i  setki  tysięcy  odwiedzało  miejsca  spektakularnych  interakcji  Ufitów  w  materię 
oŜywioną  naszej  Ziemi  -  mam  na  myśli  słynne  kręgi  trawiaste  i  zboŜowe  piktogramy!? 
Tajemnicą jest chyba tylko to, Ŝe WOPK jest wobec Ich przewagi technologicznej bezsilna 
i  nie  moŜe  sobie  dać  rady  z  NOL-ami  -  NB,  co  dotyczy  takŜe  wszystkich  innych  armii 
całego świata. Nihil novi sub Sole - panowie generałowie i marszałkowie - nie wy pierwsi 
połamaliście  sobie  na  tym  zęby  i  doprawdy  zazdroszczę  niektórym  pseudo-uczonym 
i quasi-ufologom,  którzy  tej  pewności  w  głoszeniu  swych  teoryjek  lub  zaciekłym 
negowaniu istnienia ufozjawiska - ja tej pewności nie mam. 

 Wiem  jedno  -  UFO  istnieją  naprawdę  i  to  jest  absolutny  pewnik.  Czym  one  są 

i kogo reprezentują, tego jedynie mogę się domyślać - czemu dałem wyraz na kartach tej 
pracy.  Czy  mam  rację,  czy  nie  -  mam  ten  psychiczny  komfort,  Ŝe  mogę  z  czystym 
sumieniem  powiedzieć:  nie  wiem,  jeszcze  nie  wiem  -  ale  kiedyś  się  dowiem... 
A kiedy  się  dowiem,  to  powiem  ludziom,  bez  względu  na  konsekwencje,  bo  to  kwestia 
mojego  sumienia  i  mojego  poczucia  obowiązku  wobec  ludzi.  Jako  ufolog  to  jestem  im 
winien... 

To Oni czekają na nasz rozwój, a nie na odwrót - jak to swego razu zaproponował 

jakiś oszołom, którego nie wymienię z nazwiska, bo nie robię reklamy ludziom o ciasnych 
umysłach i klapkach na oczach... 

 
 
APPENDYKS C. 
 
 
śycie  zweryfikowało  bezlitośnie  wiele  hipotez,  takŜe  hipotezę  o  związku 

aktywności  UFO  ze  śląskimi  kopalniami  uranu  i  toru.  Okazuje  się,  Ŝe  NOL-e  były 
zainteresowane  nie  tylko  nimi,  ale  takŜe  i  przede  wszystkim  stanem  środowiska 
naturalnego w rejonie dorzecza Odry... 

Jak  wszyscy  wiemy,  silne  deszcze  padające  na  początku  lipca  spowodowały 

pierwszą  falę  powodzi,  która  nie  dość,  Ŝe  zatopiła  takie  miasta,  jak:  Wrocław,  Opole, 
Głogów  czy  Racibórz  i  Nysę,  to  przekroczyła  wszystkie  normy  o  200%  -  jak  to  podał 
red. Andrzej Zalewski z EKO-Radia. Woda ta została skaŜona chemicznie i biologicznie, 
a źródłami 

zanieczyszczenia 

były 

szamba, 

komposty, 

gnojowiska, 

cmentarze, 

składowiska  śmieci,  odpadów  poprzemysłowych  -  jednym  słowem  wszystkiego, 
co spowodowało  to,  iŜ  wody  Odry  stały  się  piekielnym  koktajlem  niosącym  zagroŜenie 
epidemiologiczne.  Pod  wodą    znalazło  się  600.000  ha  ziemi  uprawnej,  a  co  najmniej 
60 osób  zginęło  w  nurtach  rzek,  tysiące  domów  znalazło  się  pod  wodą,  a  straty 
materialne poszły w miliony złotych. 

Na  ten  Kataklizm  długo  i  namiętnie  pracowaliśmy  -  komunistyczne  władze  PRL 

i postkomunistyczne  władze  III  Najjaśniejszej  popełniły  serie  niewybaczalnych  błędów, 
które straszliwie zemściły się na mieszkańcach miast i wsi Dolnego Śląska: 
 

 

Masowy i rabunkowy wyrąb lasów w dorzeczach Odry i Wisły; 

 

Zniszczenie całego piętra reglowego w Karkonoszach; 

 

Bezsensowna i masowa melioracja; 

 

Regulacja rzek i związane z tym zniszczenie naturalnych umocnień brzegów; 

 

Likwidacja tzw. „małej retencji”. 

 

Poza tym ten Kataklizm został spowodowany takŜe i z... Kosmosu! Spowodowały 

go następujące czynniki: 

 

Przejście przez Układ Słoneczny jasnej pozaukładowej komety Hayakutake w 

latach 1995/96; 

background image

 

74

Przejście  przez  Układ  Słoneczny  drugiej  jasnej  i  duŜej  komety  Hale-Boppa 

w latach 1996/97; 

Promieniowanie  rojów  meteorytowych  w  okresie  od  kwietnia  do  lipca  1997  roku. 

Były to: sigma-Leonidy, delta-Drakonidy, kappa-Serrpentidy, mi-Virginidy, alfa-Skorpidy, 
alfa-Bootydy,  fi-Bootydy,  Lirydy,  eta-Akwarydy,  tau-Herkulidy,  chi-Skorpidy,  dzienne 
Arietydy,  dzienne  xi-Perseidy,  theta-Opiuchidy,  dzienne  beta-Taurydy  i  lipcowe 
Fenixynidy. 

 

Do  tego  trzeba  dodać  takŜe  roje  meteorytowe  związane  z  kometami,  jak  to 

pokazuje poniŜsze zestawienie: 

 
 

Rój 

Kometa 

To (w latach) 

Ø(mln km) 

Aurigidy 

Kiess 

1900 

0,3 

Lirydy 

Thatcher-Baeker 

415 

20,0 

Perseidy 

Swift-Tuttle-Simons 

120 

65,0 

Orionidy, Akwarydy 

Halley 

76 

24,0 

Leonidy 

Tempel-Tuttle 

33,2 

5,0 

Kwadrantydy 

??? 

7,2 

5,0 

Andromedydy 

Biela 

6,6 

Drakonidy 

Giacobini-Zinner 

6,6 

0,2 

Ursydy 

Pons-Winnecke 

6,2 

Bootydy 

Schwassmann-Wachmann III 

5,4 

Taurydy 

Encke 

3,3 

Geminidy 

??? 

1,6 

14

 

 
 
Wszystkie  te  ciała  niebieskie  „wpompowały”  w  atmosferę  Ziemi  ogromne  ilości 

pyłu  kosmicznego,  który  to  pył  stanowił  jądra  kondensacji  pary  wodnej  i  krystalizacji 
lodu,  a  układ  stałego  toru  niŜów  atlantyckich  spowodował  to,  Ŝe  wszystkie  te  chmury 
były pędzone nad Polskę, Czechy, Słowacje i Węgry oraz południowe Niemcy ze znanym 
efektem.  Ilość  opadów  zwiększyła  się  do  100  czy  nawet  120  l/m

2

/24

h

  w  Karkonoszach 

i Tatrach. Wezbrane wody strumieni i rzek runęły w dół niosąc śmierć i zniszczenie. 

Do  tego  dołoŜyły  się  jeszcze  wybuchy  wulkanów  Popocatepetl  w  Meksyku 

Mt. Monserrat  na  Monserrat  (Antyle  Małe)  plus  do  tego  aktywność  Wezuwiusza 
i innych  pomniejszych  wulkanów,  co  z  kolei  dołoŜyło  potęŜną  ilość  pylistej  tefry, 
którą wybuchy  wyrzuciły  nawet  na  wysokość  13  km  w  górę!  -  a  to  jest  wysokość 
wystarczająca do zapylenia całej północnej hemisfery... 

A  co  do  tego  mają  NOL-e?  A  to,  Ŝe  ich  aktywność  zaobserwowano  na  terenach 

objętych  Kataklizmem,  co  dowodzi  wprost  tego,  iŜ  Oni  interesują  się  katastrofami 
ekologicznymi, 

czego 

dowodził 

m.in. 

dr 

Władimir 

I. 

Tiurin-Awińskij 

na II Międzynarodowej  Konferencji  Ufologicznej  w  Debreczynie  we  wrześniu  1996  roku. 
Wychodzi  na  to,  Ŝe  ten  Kataklizm  mógł  być  przewidziany  właśnie  dzięki  wnikliwej 
obserwacji  aktywności  NOL-i!  Oczywiście  „oficjalne  czynniki”  obserwacje  NOL-i  miały 
dokładnie  tam,  gdzie  słońce  nie  dochodzi,  podobnie  jak  wszystkie  ludowe  – 
ergo nienaukowe  przepowiednie  czy  wymienionych  tutaj  przesłanek  naturalnych: 
przelotów  komet,  rojów  meteorytowych  czy  wybuchów  wulkanów  -  ale  to  juŜ  temat 
na akt  oskarŜenia,  choć  wątpię,  czy  dojdzie  do  procesu  tych,  którzy  doprowadzili  kraj 
do takich zniszczeń...  Znając Ŝycie wiem, Ŝe nie.  

Jest jeszcze jeden aspekt tego zagadnienia, a mianowicie - ingerencja człowieka. 

Mam  tu  na  myśli  celowe  wywołanie  olbrzymich  opadów  deszczu  nad  określonymi 

background image

 

75

terenami.  21  lipca  1997  roku,  od  red.  Marka  Rymuszko  otrzymałem  anonimowy  list, 
który napłynął pod adresem Nieznanego Świata. Jego treść była zaskakująca: 

 
Szanowna Redakcjo! 
-  ten  list  to  anonim.  Pisanie  anonimów,  to  specjalność  tchórzy.  Ja  rzeczywiście 

boję  się  zasłuŜyć  sobie  na  miano  skończonego  kretyna,  który  w  dodatku  pragnie 
podkopać  zaufanie  społeczeństwa  polskiego  do  zawsze  na  przestrzeni  wieków  nam 
przyjaznej Rosji... 

RównieŜ  i  dzisiaj  istnieją  dowcipnisie,  którzy  potrafią  sterować  pogodą.  W  Rosji 

duŜy  zespół  ludzi  pracuje  nad  doskonaleniem  broni  psychotronicznej  o  wszechstronnym 
zastosowaniu.  Istnieje  zatem  moŜliwość,  Ŝe  zespół  ten  był  sprawcą  katastrofalnej 
powodzi,  jaka  dotknęła  Polskę  i  Czechy  właśnie  w  czasie,  gdy  odbywała  się  konferencja 
w Madrycie  -  dotycząca  naszego  wstąpienia  do  NATO.  MoŜe  chodziło  o  ukaranie 
nieposłusznego Priwislankowo Kraju?... 

Hmmm...  -  a  właściwie  dlaczego  nie?  Skoro  Amerykanie  na  Alasce  uruchomili 

swój  program  HAARP,  którego  urządzenia  emitują  w  atmosferę  fale  UKF  i  mikrofale, 
co moŜe  ponoć  wpłynąć  na  stan  pogody  w  odległych  od  Alaski  krajach,  to  dlaczego 
Rosjanie  nie  mogliby  zrobić  czegoś  podobnego  u  siebie?  Skoro  w  1993  roku,  znany 
rosyjski  komuno  faszysta  i  szowinista,  były  oficer  KGB  Władimir  śyrynowskij  groził 
Polsce i innym wolnym juŜ od sowieckiego jarzma krajom Europy Centralnej i Wschodniej 
uŜyciem  przeciwko  nim  tajemniczego  ELIPTON-u  czy  ELEPTON-u  -  jakiejś  ekstra-tajnej 
broni  psychotronicznej  -  vide  list  anonima  -  to  kto  wie,  czy  jakieś  komunistyczno-
antypolsko-faszystowskie  kręgi  w  armii  podjęły  kampanię  przeciwko  Polsce  i  to  właśnie 
wtedy,  kiedy  wraz  z  Czechami  i  Węgrami  podjęła  starania  o  wejście  do  NATO  i  UE!? 
Zaiste  dziwnie  się  to  jakoś  zbiegło!  A  niewolnicza  dusza  Rosjan  zmusza  ich 
do zniewalania  wszystkich,  którzy  maja  pecha  z  nimi  graniczyć.  Setki  lat  carskiego 
samodzierŜawia  i  75  lat  komunistycznego  prania  mózgów  zrobiły  swoje  i  potrzeba 
wymarcia  całych  pokoleń  oczadziałych  zniewoleniem,  by  Rosjanie  i  inne  narody  WNP 
weszły na drogę demokracji... 

 
I  ELIPTON  i  HAARP  są  elementami  nowej  strategii  nowej  wojny.  Nie  atomowej, 

nie chemicznej  czy  biologicznej  -  a  wojny  ekologicznej,  której  działania  nie  wymagają 
uŜycia  broni  masowej  zagłady.  Wojna  ekologiczna,  to  wywoływanie  naturalnych 
kataklizmów na skalę  regionalną i globalną. I  co  ciekawe -  coś takiego przewidzieli nasi 
pisarze  fantaści  juŜ  w  latach  50.  XX  wieku:  Stanisław  Lem,  Krzysztof  Boruń 
czy Andrzej Trepka.  

Wracając do sprawy NOL-e a Kataklizm - jak eufemistycznie nazwano tą powódź - 

to spostrzeŜenie potwierdził takŜe Bronisław Rzepecki z GBNOL Kraków i - niezaleŜnie 
od  niego  -  Jarosław  KrzyŜanowski  z  Legnickiego  „Kontaktu”!  Megapowódź  zmieniła 
układ  sił  politycznych  w  Polsce  i  tutaj  mieliśmy  moŜność  obserwowania  bezpośredniej 
ingerencji  w  naszą  historię,  która  to  ingerencja  -  jak  podejrzewam  -  odbyła  się  takŜe 
z udziałem Obcych... 

 
 
APPENDYKS D. 
 
 
Wiele  razy  i  w  róŜnym  sposobie  przychodziła  zguba  rodzaju  ludzkiego  i  będzie 

przychodziła nieraz... 

Platon - Timajos 

 
 

Czarni  Magowie  z  Atlantydy...  potrafili  takŜe  wyzwalać  energię  bezpośrednio  z 

materii... 

 

Maurycy Jókai Atlantyda 

 

background image

 

76

 

JuŜ po zakończeniu PROJEKU TATRY otrzymałem symultanicznie z Anglii, Ukrainy 

i USA  kilka  informacji  o  obserwacjach  dziwnych  obiektów,  które  poruszają  się 
po wokółziemskich  orbitach,  z  których  czasem  nawet  schodzą  i  ich  upadki  powodują 
dziwne  skutki,  o  czym  dalej.  Ze  względu  na  to,  Ŝe  cztery  przypadki  z  opisanych 
Raporcie...  zahaczają  takŜe  o  Tatry,  uznałem  za  stosowne  zamieścić  szerszy  materiał 
na temat tych obiektów, dla których zaproponowałem nazwę Nieznane Obiekty Orbitalne 
- NOO czy w angielskiej wersji językowej Unknown Orbiting Objects - UOOs. Materiał ten 
miał być zbierany i opracowywany przy pomocy i fachowej konsultacji znanego w Europie 
eksperta  od  rakiet,  statków  kosmicznych  i  broni  rakietowo-jądrowej,  członka  AAS, 
laureata wielu nagród państwowych i autora ksiąŜek z tego zakresu - ksiąŜek, które stały 
się  podręcznikami  dla  wszystkich  szkół  oficerskich  i  akademii  wojskowych  w  Polsce  - 
prof. dr inŜ. Zbigniewa Schneigerta z Zakopanego. Niestety, cięŜka choroba i śmierć 
w  1998  roku  tego  znakomitego  uczonego  i  konstruktora  przekreśliła  nasze  ambitne 
plany. To, co prezentuję poniŜej stanowi materiał wyjściowy do dalszych studiów na ten 
obiecujący poznawczo temat. 

Problematyka  NOO  w  Polsce  jest  prawie  nie  ruszona  -  za  wyjątkiem  kilku 

obserwacji  odnotowanych  przez  Krakowską  GB  NOL  i  jej  lidera  Bronisława 
Rzepeckiego
.

53

  Na  Zachodzie  na  serio  tą  problematyką  zajęto  się  dopiero  dziś,  kiedy 

okazało  się,  Ŝe  wiele  obserwacji  nie  miało  Ŝadnego  związku  z  SDI  czy  jej 
sowieckim/rosyjskim  odpowiednikiem.  A  zajmują  się  tym  zawodowi  astronomowie,  tacy 
jak dr Bill Rose.  

A teraz chciałbym ukazać Czytelnikowi perspektywę nieznanej historii Ziemi, która 

sięga  milionów  lat  wstecz,  a  której  ślady  znajdują  się  na  Ziemi  i  kilkaset  kilometrów 
ponad czy moŜe raczej juŜ obok niej... 

Słynny w swej ojczyźnie i poza nią, angielski ufolog i emerytowany sierŜant policji 

Anthony  Dodd  z  Grassington  (North  Yorkshire),  opisał  w  dwumiesięczniku  UFO 
Magazine
  nr  I-II,1997,  nad  wyraz  ciekawy  przypadek  zaobserwowania  wybuchu 
nieznanego ciała nad archipelagiem Hebrydów Zewnętrznych (Outer Hebrides Islands).  

A sprawa miała się tak: 
 
26  października  1996  roku,  przy  zachodnim  brzegu  wyspy  Lewis  -  tzw.  Butt  of 

Lewis  -  wielu  świadków  zaobserwowało  najpierw  przelot  samolotokształtnego  obiektu 
latającego,  a  w  chwilę  później  powietrzem  nad  wyspą  wstrząsnął  potęŜny  wybuch 
[niektórzy  świadkowie  twierdzili,  Ŝe  były  tam  co  najmniej  dwa  wybuchy]  i  lawina 
płomienistych  szczątków,  ciągnących  za  sobą  spirale  gęstego,  białego  dymu  runęła 
w ocean. Poszukiwania prowadzone przez UKCG

54

, policję i ekipy ratownictwa morskiego 

dały wynik zerowy. Eksplozje musiały być silne, bowiem jak doniosła mi grupa badawcza 
North  Lancashire  UFO  Investigation  Group  -  tego  wieczora  w  Morecambe  i  Lancashire 
odczuto wstrząsy podziemne, które stały  się  m.in. przyczyną przerwy w dostawie prądu 
elektrycznego!

55

 

 
Jak  konkluduje  Anthony  Dodd,  sprawa  ta  pozostała  nierozwiązaną  do  dziś  dnia. 

Przyznaję,  ta  sprawa  rzeczywiście  jest  trudna.  Być  moŜe  był  to  tylko  wybuch  pocisku 
rakietowego  klasy  woda  -  powietrze  czy  woda  -  woda,  co  jest  wysoce  prawdopodobne 
o tyle, Ŝe w tym czasie trwały manewry brytyjskiej Royal Navy  na akwenach połoŜonych 
na zachód od wyspy Lewis. Były tam takŜe okręty innych krajów NATO - jak to twierdzi 
Anthony Dodd: 

Jest czymś całkowicie moŜliwym, Ŝe eksplozja Bolidu Tunguskiego była naprawdę 

eksplozją  statku  kosmicznego  z  napędem  nuklearnym,  który  wyrwał  się  spod  kontroli. 
Skończyło się to katastrofą. Wiemy, Ŝe na tamtych akwenach [koło Lewis] wypróbowuje 
się nowe systemy broni podwodnych i nawodnych, i nie zdziwiłbym się zbytnio, gdyby się 

                                                 

53

 Sytuacja ta zmieniła się na lepsze w latach 1999 - 2000, kiedy to na łamach Nieznanego Świata, Czasu UFO i 

Internetu na stronie 

http://www.mcbufoiza.w.pl

  pojawiły się publikacje Marcina Mioduszewskiego, 

Bartosza Soczówki i moje na ten temat.  

54

 United Kingdom’s Coast Guard - StraŜ PrzybrzeŜna Zjednoczonego Królestwa. 

55

 Anthony Dodd - Mysterious Explosions off the Outer Hebrides w UFO Magazine nr I-II,1997 - przekład mój. 

background image

 

77

nie  okazało,  Ŝe  była  to  jedna  z  nich.  JednakŜe  są  inne  wskazówki  co  do  tego, 
Ŝe było  to
  wrogie  działanie  jakichś  sił,  którym  wojskowi  dali  odpór.  Mam 
informację,  Ŝe  wiele
  myśliwców  zaginęło  bez  wieści  w  czasie  tych  spotkań 
[incydentów].
  

Wiemy  takŜe,  iŜ  bardzo  duŜe  trójkątne  pojazdy  nadleciały  nad  Szkocję  znad 

morza,  a  okręty  nawodne  i  podwodne  NATO  śledziły  je.  Słyszeliśmy,  Ŝe  pewien 
amerykański  okręt

56

znikł  po  jednym  incydencie,  a  chociaŜ  US  Navy  zdementowała  te 

plotki, ale kiedy się z nimi skontaktowałem, to CIA zagroziła mi, Ŝe mnie „przymknie”. 

Wiele  niezwykłych  rzeczy  dzieje  się  nad  naszym  krajem,  a  które  mają  związek 

z fenomenem NOL-i. Czujemy, Ŝe stanie się coś niezwykłego juŜ wkrótce i Ŝe przyszłość 
naszej planety jest niepewna...

57

 

Zadziwiająca to szczerość Wyspiarza wobec niezbyt znanego mu ufologa from out 

there, jak Anglicy traktują wszystkie kraje słowiańskie - z pobłaŜliwą wyŜszością i sporą 
domieszką  pogardy  -  a  których  mieszkańcy  są  dobrzy  jedynie  wtedy,  kiedy  zbieŜne  to 
jest  z  interesami  Imperium  Brytyjskiego.  Oczywiście  -  wojsko  niechętnie  przyznaje  się 
do poraŜek - bo i czymŜe jest wyrwanie się własnego pocisku spod kontroli, czy (jeszcze 
gorzej!)  zestrzelenie  własnym  pociskiem  swojego  samolotu,  bądź  zatopienie  własnego 
okrętu! Nie wiem, jak się sprawy mają z Brytyjczykami, ale Amerykanom ta sztuka udała 
się  dwukrotnie  -  Ŝe  wspomnę  tylko  trafienie  własnymi  torpedami  w  USS  Tang  i  USS 
Tulibee  w  czasie  II  wojny  światowej!  KaŜdy  tego  rodzaju  wypadek  jest  skandalem, 
bez względu na to, czy jest wojna czy pokój! Skandalem z przykrymi konsekwencjami - 
w  demokratycznym  społeczeństwie  wielu  polityków  i  dowódców  traci  stołki, 
w totalitarnym - głowy...  Wielka Brytania to nie ZSRR czy dzisiejsza Rosja  z jej mania 
utajniania  wszystkiego,  co  dotyczy  obronności  i  jest  niewygodne  dla  rządzącej  ekipy

58

  - 

bowiem  w  normalnych  i  demokratycznych  krajach  utajnia  się  naprawdę  bardzo 
waŜne fakty
, zaś wybuch rakiety - nawet tej najnowszej generacji - jest jedynie mniej 
waŜną sensacją dnia...

59

 Ja teŜ nie sądzę, by była to jakaś ziemska rakieta. 

JeŜeli więc nie była to rakieta, to co? 
Osobiście  uwaŜam,  Ŝe  eksplozje  na  Hebrydach  mogą  stanowić  dowód  na  to, 

Ŝe hipoteza o atomowych wojnach bogów-astronautów moŜe być prawdziwa!  

W  świetle  tego  stwierdzenia  mogą  spokojnie  załoŜyć,  Ŝe  26  października  1996 

roku  nad  Hebrydami  Zewnętrznymi  doszło  do  eksplozji  chemicznej  głowicy 
termojądrowej  pochodzącej  sprzed  co  najmniej  12.000  lat.  Jak  to  mogło  być,  to 
wyłoŜyłem w swych artykułach na temat „czarnych zaraz”

60

 i nie będę się tutaj rozwodził 

nad  przyczynami  i  skutkami  Wielkiego  Konfliktu.  Dość  wspomnieć  jedynie  to,  Ŝe  jego 
efektem  było  zniszczenie  Atlantydy,  Mu  i  Lanki.  Walczące  ze  sobą  strony  uŜywały 
wszelkich  broni  masowego  raŜenia  (BMR),  laserowej  broni  radiacyjnej  (LBR)  czy  broni 
obezwładniającej (NLW

61

). Wszystko to opisał Aleksander Mora w swym opracowaniu.

62

 

zatem, 

co 

takiego 

wydarzyło 

się 

nad 

Hebrydami? 

Doszło 

tam 

najprawdopodobniej 

do 

eksplozji 

głowicy 

(lub 

kilku 

głowic) 

termojądrowych 

lub neutronowych  naleŜących  do  Atlantydów  lub  ich  przeciwników.  Nie  były  to  wybuchy 
nuklearne,  bo  w  takim  przypadku  Lewis  przestałaby  istnieć  -  podzieliłaby  losy  atoli 
Eugelab,  Bikini  czy  Eniwetok  -  a  jej  mieszkańcy  wyparowaliby  w  udarze  termicznym 

                                                 

56

 Chodziło tutaj o okręt ZOP stealth typu Sea Shadow. 

57

 Anthony Dodd - list z dnia 4 lutego 1997 roku. 

58

  Akademickim  przykładem  jest  tutaj  tragedia  załogi  atomowego  okrętu  podwodnego  K-141  Kursk,  który 

poszedł  na  dno  Morza  Barentsa  w  dniu  12  sierpnia  2000  roku.  Gdyby  nie  paranoiczna  chęć  ukrycia  tego 
wypadku  przed  światem  i  tragiczna  nieudolność  admiralicji,  być  moŜe  udałoby  się  uratować  z  wraka  23 
załogantów tego okrętu, którzy jeszcze Ŝyli po zatonięciu, a tak to zginęło tam straszną i bezsensowną śmiercią 
118 ludzi! 

59

  Pamiętam,  jak  w  1994  roku  komunistyczna  propaganda  PRL  wielokrotnie  nam  pokazywała  w  TV  nieudany 

amerykański eksperyment w ICBM wystrzelonym spod wody. Amerykanom to jakoś nie przeszkadzało, Ŝe były 
to pociski najnowszej generacji i pokazywali je bez jakichkolwiek oporów!... 

60

 Robert K. Leśniakiewicz - Czarna Zaraza spadła z nieba? w Wizje Peryferyjne nr 4,1996, a takŜe Obcy z 

Kosmosu - Ŝywi czy martwi?  w Wizje Peryferyjne nr 5,1996 - oraz takŜe: Alfredo Lissoni - Bombe atomiche 
nel  2000  a.C.?
  w  Misteri  e  verita  nr  22,1996  i  Milos  Jesensky  -  Bohove  atomovych  valek,  Usti  nad  Labem 
1998, przekład mój.  

61

 Non Lethal Weapon - dosł.: broń, która nie zabija. 

62

 Aleksander Mora - Atomowe wojny bogów w Kamena - Lublin 1979. 

background image

 

78

rzędu 10 mln K syntezy termojądrowej. Były to wybuchy materiałów inicjujących syntezę 
termojądrową  i  paliw  do  tejŜe  syntezy.  Nie  doszło  do  wybuchu  termonuklearnego  - 
dlaczego? 

Przypomnijmy  sobie  kurs  PO  ze  szkoły  średniej.  Z  czego  składa  się  bomba 

atomowa  -  bomba  A?  Bomba  A  składa  się  z  dwóch  lub  więcej  mas  podkrytycznych, 
złoŜonych  z  izotopów  U-233,  U-235  lub  Pu-239  i  ładunków  miotających  ze  zwykłego 
prochu,  które  mają  za  zadanie  zestrzelić  fragmenty  o  masie  podkrytycznej  w  bryłę 
o masie  nadkrytycznej  i  poprzez  zwiększenie  ilości    neutronów  w  masie  uranu  lub 
plutonu,  doprowadzenie  do  zapoczątkowania  reakcji  łańcuchowej,  która  w  ułamkach 
sekundy zamienia się w jadrowy wybuch. Cała rzecz przebiega wedle wzoru: 

 
 

1. 

235

U + n → 

91

Kr + 

142

Ba + 3n + 150-200 MeV 

 
 
- przy czym owe 150 - 200 MeV energii wydziela się w postaci całego diapazonu 

promieniowania  elektromagnetycznego  -  od  fal  radiowych  do  promieniowania  γ.  Takie 
właśnie  bomby  poleciały  na  Hiroszimę  i  Nagasaki.  Energia  wybuchu  kaŜdej  z  nich 
wynosiła  około  30  kT  TNT

63

  -  czyli  około  1,5  x  10

14

  J.  Były  to  potwory  o  masie  prawie 

5.000  kg  i  niskiej  sprawności,  która  na  szczęście  wynosiła  zaledwie  5%.  Oznacza  to, 
Ŝe tylko  5%  ładunku  uranowego  czy  plutonowego  zamieniło  się  w  energię  w  czasie 
eksplozji.  Ale  i  to  wystarczyło,  by  uśmiercić  w  ułamku  sekundy  200.000  ludzi,  a  drugie 
tyle poniosło śmierć po strasznych męczarniach konania od choroby popromiennej... 

Innym  pomysłem,  NB  niemieckim,  były  bomby  radiologiczne  -  zwykłe  bomby 

wypełnione kruszącym materiałem wybuchowym i w otulinie z radioizotopu o stosunkowo 
krótkim  czasie  półzaniku  -  t

1/2

.  Idealnym  materiałem  był  izotop 

60

Co  o  t

1/2

  =  5,3  roku, 

ale do  celów  militarnych  najbardziej  nadawałby  się  izomer 

60m

Co  o  t

1/2

  =  10,5  minuty. 

Sęk  jednak  w  tym,  Ŝe  byłyby  kłopoty  nie  tyle  z  jego  wytworzeniem,  ile  z  jego 
przechowywaniem. Izotopy rozpadają się bez względu na warunki zewnętrzne ze stałym 
tempem.  Dlatego  kobalt-60  bardziej  nadaje  się  do  tego,  niŜ  jego  izomer.  W  momencie 
wynalezienia  bomby  A  rozwinięto  pomysł  głowic  radiologicznych  i  zamyślono 
wzbogacenie  głowicy  A  w  otulinę  z  radioizotopu,  która  rozpylona  wskutek  wybuchu 
bomby  A,  opadłaby  na  ziemie  silnie  radioaktywnym  fall-out’em  raŜąc  siłę  Ŝywą 
nieprzyjaciela.  O  ekologicznych  skutkach  takiego  obłąkania  lepiej  nie  mówić, 
bo w porównaniu  z  takim  horrorem,  efekty  wybuchu  w  Czarnobylu  to  kaszka 
z mleczkiem. 

Inaczej  sprawa  się  ma  z  bronią  termonuklearną  -  bronią  H.  Bomba  H  składa  się 

z ładunku inicjującego  i  zasadniczego.  Ładunkiem  zasadniczym  jest  najczęściej  wodorek 
litu - LiH. Wykorzystano tutaj ogromne temperatury i ciśnienia powstające przy wybuchu 
jądrowym, do zainicjowania reakcji termojądrowej, jaka ma miejsce w jądrze słonecznym 
i  jądrach  innych  gwiazd.  Schematy  przebiegu  tych  reakcji  zaprezentowałem 
juŜ w rozdziale  o  NOL-ach,  grzybach  i  Czarnobylu,  więc  nie  będę  się  powtarzał.  Dodam 
tutaj jedynie wodorek litu jest potrzebny po to, by uzyskać hel i supercięŜki wodór: 

 
 

2. 

6

Li + n  →  

4

He + T + 4,7 MeV 

 
 
Hel pozostaje jako produkt “gorącej” syntezy, zaś tryt wchodzi w kolejne reakcje 

syntezy termojądrowej. NB, w pierwszych bombach wodorowych stosowano tryt, którego 
t

1/2

 = 12,5 roku i to wymagało ciągłej wymiany trytu, który rozpadajac się wedle wzoru: 

 
 

3. T  →  

 

3

He +  β

                                                 

63

 Wedle innych źródeł od 15 do 20 kT i pod wpływem atomowego lobby liczby te są coraz bardziej zaniŜane. 

Jak tak dalej pójdzie, to wkrótce dowiemy się, Ŝe w ogóle nie było atomowych bombardowań miast japońskich i 
Ŝe jest to jedynie wytwór propagandy ekologów i innych „zielonych”... 

background image

 

79

wytwarza  izotop  „lekkiego”  helu  -  He-3,  który  pochłania  neutrony  przechodząc 

w „normalny”  He-4.  Bez  neutronów  reakcja  syntezy  zanika,  i  o  takiej  bombie  mówi  się, 
Ŝe  „zakisła”,  w  rezultacie  tego  jej  moc  spada  do  10...30%  nominalnej,  tak  Ŝe  w  takiej 
bombie jest niebezpieczny jedynie jej detonator - bomba A, która wybucha „normalnie”. 
Próbowano  taki  „brudny”  zapalnik  zastąpić  „czystym”  zapalnikiem  laserowym, 
ale na impuls o mocy eksawata - EW - potrzeba mocy przewyŜszających moc wszystkich 
elektrowni  USA  i  jak  na  razie  takie  rozwiązanie  jest  poboŜnym  Ŝyczeniem.  Wydaje  się, 
Ŝe tego problemu Atlantydzi teŜ nie przeskoczyli... 

Głowica  neutronowa  -  N  -  to  zwyczajna  głowica  H  o  zmniejszonej  mocy  do  kilku 

kT  TNT,  wyposaŜona  za  to  w  otulinę  z  berylu  -  Be  i  zawierająca  w  swym  „paliwie” 
mieszankę wodorku litu i dwuwodorku berylu  w postaci: BeH

2

, BeD

2

 i BeT

2

. Beryl ma tę 

właściwość, Ŝe bombardowany cząstkami α - czyli jądrami helu - 

4

He - emituje ogromne 

ilości neutronów, które stanowią o morderczej sile bomb N. nasuwa się ciekawa uwaga - 
czyŜby  hitlerowscy  uczeni  budując  kompleks  „Der  Riese”  w  Górach  Sowich  wiedzieli 
o tym? Beryl występuje tam w postaci kryształów berylu - 3BeO — Al

2

O

3

 — 6H

2

O - i jest to 

jedyna  kopalnia  berylu  na  terenie  Polski!  -  i  ówczesnej  III  Rzeszy.  Beryl  ma 
zastosowanie  w  technice  jądrowej  jako  moderator  i  reflektor  neutronów.

64

  Zatem 

kompleks ten był nazistowskim Almanogordo?...

65

 

A  zatem  domniemana  głowica,  która  weszła  w  atmosferę  ziemską,  poleciała 

w kierunku  Hebrydów,  zmyliła  natowskie  systemy  OPB  w  rodzaju  „Patriot”  czy  „Aegis” 
iwreszcie  wybuchła  nad  Lewis  miała  zapalnik  złoŜony  z  plutonu-239

+IV

.  Dlaczego  akurat 

239

Pu

+IV

? Co za tym przemawia? Przemawia za tym stosunkowo krótki t

1/2

 tego izotopu 

plutonu,  który  wynosi  jedynie  24.400  lat.  A  to  oznacza,  Ŝe  po  upływie  czasu  rzędu 
20.000  lat  czy  nawet  te  12.000  lat  -  detonator  bomby  wodorowej  będzie  juŜ 
do niczego...  -  a  to  dlatego,  Ŝe  masa  krytyczna  będzie  juŜ  tylko  masa  podkrytyczną 
reakcji łańcuchowej i ta nie nastąpi z powodu zmniejszenia liczby neutronów i przekroju 
aktywnego  ładunku.  Po  wtargnięciu  głowicy  w  atmosferę  Ziemi  nastąpiła  eksplozja 
ładunku  materiału  wybuchowego,  co  doprowadziło  do  chemicznego  wybuchu 
uwolnionego  eksplozją  ładunku  mieszaniny  wodoru  i  litu,  które  łączyły  się 
z atmosferycznym tlenem wedle równań: 

 
 

4. 2LiH + O

2

 → Li

2

O + H

2

5. H

2

O + Li

2

O → 2LiOH↓ 

 
 
Po  strąceniu  się  zasady  litowej  powinna  ona  wchodzić  w  reakcje  z  kwasem 

węglowym zawartym w deszczówce, zgodnie z reakcją: 

 
 

6. H

2

CO

3

 + 2LiOH →  H

2

O + Li

2

CO

3

↓ 

 
 
Lit i wodór są pierwiastkami chętnie wchodzącymi w związki z tlenem, a zatem są 

one  łatwopalne,  co  pokazała  nam  lekcja  Czarnobyla,  i  to  doskonale  tłumaczy  opad 
płomienistych szczątków w ocean. Proste? 

Myślę,  Ŝe  nadmierna  obecność  związków  litu  w  glebie  byłaby  doskonałym 

indykatorem  tego,  czy  rozbiła  się  tam  bomba  N  czy  H.  a  zatem  naleŜałoby  poszukać 
izotopów  tych  pierwiastków  w  glebach  na  Lewis,  co  zasugerowałem  Anthony’emu 
Doddowi  w  liście  z  dnia  22  stycznia  1997  roku.  JeŜeli  mam  rację,  to  mieszkańcy  Lewis 
mogą mieć takie kłopoty w przyszłości, jakie opisuje ponury dowcip z 1986 roku: 

 

                                                 

64

 Nowa Encyklopedia Powszechna PWN, t. 1, Warszawa 1995. 

65

  Wszystkie  dane  wskazują  na  to,  Ŝe  tak  było  istotnie!  Badania  Igora  Witkowskiego  i  Jerzego  Cery  oraz 

moje i Milosa Jesenskiego jednoznacznie na to wskazują, Ŝe naziści w latach 1936-45 usiłowali skonstruować 
i najprawdopodobniej skonstruowali bombę A, którą testowali na ... Antarktydzie!. 

background image

 

80

Jest rok 2086. wnuczek pyta dziadka: - Dziadziu, czy to prawda, Ŝe sto lat temu 

wybuchł  reaktor  w  Czarnobylu?  Tak,  to  prawda  -  odpowiedział  dziadek  i  pogłaskał  go 
po główce. 

- Dziadku - pyta znowu wnuczek - a czy to prawda, Ŝe ja jestem mutantem? 
- AleŜ nie wnusiu - odpowiedział dziadek i pogłaskał go po drugiej główce... 
 
Brałem  jeszcze  jedną  moŜliwość  pod  uwagę  -  a  mianowicie  to,  Ŝe  Atlantydzi  byli 

w stanie  syntetyzować  antymaterię.  Reakcja  anihilacji  materii  i  antymaterii  jest 
wyjątkowo  wydajną  reakcją  w  Kosmosie,  która  przebiega  zgodnie  z  einsteinowskim 
wzorem  na  równowaŜność  materii  i  energii,  i  o  ile  pięciotonowa  bomba  A  z  lat  40. 
wyzwalała energię rzędu 1,5 x 10

14

 J, to anihilacja takiej samej ilości materii dałaby juŜ 

4,5  x  10

20

  J  czyli  TRZY  MILIONY  RAZY  WIĘCEJ  ,  niŜ  śmieszna  petarda  rzucona 

na Hiroszimę.  I  jeszcze  jedno  porównanie:  zasoby  paliw  kopalnych  stanowią  około  11  x 
10

22

 J - a przy maksymalnym wykorzystaniu energii uranu i plutonu będzie tego aŜ 2,5 x 

10

25

  J  -  porównaj  to  sobie  Czytelniku  z  energią  pięciotonowej  głowicy  D  (od  słowa 

dezintegracja), a wtedy zrozumiesz, o jakich energiach mowa... Eksplozja takiej głowicy 
D  nad  Lewis,  rozniosłaby  na  proch  i  pył  co  najmniej  pół  Europy.  Być  moŜe  coś  takiego 
spadło  w  rejonie  tajgi  Podkamiennej  Tunguskiej  rankiem,  30  czerwca  1908  roku?  Być 
moŜe  to  właśnie  antymateria  jest  wykorzystana  do  napędu  NOL-i,  ale  to  juŜ  osobny 
temat. 

Reasumując pozwolę sobie na stwierdzenie, Ŝe  taka moŜe być właśnie  przyczyna 

eksplozji  nad  Lewis.  NB,  na  Hebrydach  widoczne  są  ślady  gigantycznego  kataklizmu, 
w postaci  zwitryfikowanego  bazaltu  i  innych  skał  osadowych,  co  mogły  spowodować 
wybuchy  nuklearne.  Poza  Lewis  z  archipelagu  Hebrydów  Zewnętrznych  ślady  takiego 
kataklizmu  moŜna  spotkać  na  wyspach  Hebrydów  Wewnętrznych:  Skye,  Rhum,  Eigg, 
Staffa... 

... Ślady tego ognia moŜna znaleźć nawet na Ben More wznoszącej się na wyspie 

Mull.  Profesor  W.  J.  Judd  -  brytyjski  sejsmolog  -  ustalił,  Ŝe  góra  ta  mająca  dziś 
zaledwie  996  m  n.p.m.  pierwotnie  musiała  mieć  trzy  i  więcej  tysięcy  metrów  wysokości 
i została po prostu zgnieciona przez bombardowanie z nieba.

66

 

Hmmm... - wydaje się, Ŝe Aleksander Grobicki ma rację i teraz wiemy, jakie to 

było bombardowanie... W tym kontekście jest całkowicie zrozumiałe to, co Platon włoŜył 
w usta starego egipskiego kapłana z Sais, a potem Solona

... a prawdą jest zbaczanie ciał, biegnących około Ziemi i po niebie i co jakiś długi 

czas zniszczenie tego, co na Ziemi od wielkiego ognia.

67

 

Te  „ciała  biegnące  około  Ziemi”,  to  mogłyby  być  nie  tylko  asteroidy,  ale  właśnie 

termojądrowe  „piguły”  Atlantydów,  obiegające  ja  po  róŜnych  orbitach.  Być  moŜe 
chaldejscy,  egipscy,  Ŝydowscy  i  inni  pasterze  i  myśliwi  obserwowali  ich  działanie 
w Sodomie  i  Gomorze,  a  jakaś  trafiła  w  MohendŜo  Daro  czy  Harappę.  NB,  Wyspy 
Brytyjskie wielu atlantologów uwaŜa za część Imperium Atlantydy - Poseidię.

68

 

Ktoś  moŜe  zaoponować,  Ŝe  skoro  juŜ  raz  tę  część  Atlantydy  zbombardowano,  to 

po  co  ktoś  miałby  to  robić  po  raz  wtóry?  No  to  co  z  tego?  -  odpowiem.  Wszak 
w warunkach  naszej  cywilizacji  na  kaŜdy  cel  leci  więcej,  niŜ  jedna  bomba  czy  głowica 
jądrowa.  Uzasadnienie  tego  jest  proste:  jedna  głowicę  moŜna  łatwo  przechwycić 
i zniszczyć  -  od  tego  są  właśnie  systemy  takie,  jak  „Patriot”  czy  „Aegis”.  Ale  zniszczyć 
kilka  głowic,  które  na  domiar  złego  poruszają  się  z  róŜnych  kierunków  z  prędkościami 
nawet do 10 Ma  - o, to coś zupełnie innego. Dlatego Ronald Reagan tak pilił na szybkie 
stworzenie  obrony  kosmicznej  -  SDI  vel  Gwiezdnych  Wojen  przeciwko  radzieckim 
rakietom  pierwszego  uderzenia!  To,  do  czego  mogłoby  dojść,  widzieliśmy  na  filmie 
The Day  After.  ReŜyser  tego  filmu  był  jednak  optymistą,  bo  naprawdę  byłoby  jeszcze 
gorzej. I było! 12.000 lat temu.

69

  

                                                 

66

 Aleksander Grobicki - Nie tylko Trójkąt Bermudzki, Gdańsk 1980. 

67

 Platon  - Timajos, Warszawa 1960. 

68

 Brinsley le Poer-Trench - Lord of Clancarty - Men Among Mankind, Londyn - Nowy Jork 1978. 

69

 To wyjaśnia skąd Celtowie mieli materiały radioaktywne na trumny i inne przedmioty uŜytku sakralnego - 

korzystali z niewybuchów głowic Atlantydów, które spadły im dosłownie i w przenośni z nieba!. Więcej na ten 
temat pisze dr Miloš Jesenský - Bogowie atomowych wojen, Ústi nad Labem 1998 - przekład mój. 

background image

 

81

Czy  obserwowano  podobne  incydenty?  Oczywiście!  Poza  juŜ  tu  wspomnianym 

Bolidem  Tunguskim,  który  mógł  być  taką  głowicą  termojądrową  czy  nawet 
dezintegracyjną  i  śladami  nuklearnego  piekła  na  Hebrydach,  a  takŜe  śladami  ruinacji 
w Tatrach,  o  czym  pisałem  w  rozdziale  1,  mogę  pokusić  się  o  wyliczenie  następujących 
dziwnych fenomenów i zdarzeń: 

 

 

Przelot tzw. Wielkiego Bolidu Polskiego, które to wydarzenie miało miejsce w dniu 20 
sierpnia  1979  roku.  Kiedyś  sądziłem,  Ŝe  był  to  radziecki  ICBM  odpalony  z  okrętu 
podwodnego

70

 - kto wie, czy nie była to właśnie taka głowica kosmiczna Atlantydów, 

która  manewrowała  w  atmosferze,  jak  pocisk  typu  „Cruise”?  Być  moŜe  węgierscy 
budowniczowie  zatruli  się  radioaktywnym  plutonem  na  Ukrainie,  kiedy  głowica  ta 
rozbiła się definitywnie przy budowie Gazociągu Orenburskiego. 

W  marcu  1956  roku,  niemiecki  inŜynier  Mad  Schock  zrobił  wspaniałe  zdjęcie 

„meteorytu” eksplodującego nad Pustynia Libijską. A oto, jak on to opisuje: 

 
W  marcu  owego  roku,  na  zachód  od  oazy  Farafra...  właśnie  wkręciłem 

teleobiektyw  do  swego  aparatu  fotograficznego,  gdy  ujrzałem  lecace  z  góry  wprost 
na mnie  jakieś  jasne  światło.  Odruchowo  nacisnąłem  spust  migawki.  Jakieś  800 
metrów  nad powierzchnią  Ziemi  ów  „gość  z  Kosmosu”  rozprysł  się.  Dopiero  po  55 
sekundach dotarł do mnie przeraźliwy trzask.

71

 Olbrzymi z pewnością meteor rozprysł 

się na oczach człowieka w dosyć duŜej odległości od Ziemi. Cała okolica błyskawicznie 
pokryła  się  chmura  piasku.  Następnego  dnia  szukałem  w  tej  okolicy  i  udało  mi  się 
znaleźć  kilka  większych  odłamków  kamiennych,  które  -  jak  przypuszczałem  -  mogły 
pochodzić  od  przybysza  z  Wszechświata.  Gdy  powróciłem  do  Asyut  nad  Nilem, 
przypuszczenia moje zostały potwierdzone przez badania chemiczne. 

 

A  więc  jednak  meteoryt!  -  powiedziałby  ktoś  z  niedowierzaniem.  I  co  z  tego? 

InŜ. Schock  zbierał  te  kamienie  następnego  dnia  po  całym  incydencie  i  znalezione 
przezeń  kamienie  mogły  być  -  ale  wcale  nie  musiały  -  szczątkami  „gościa 
z Wszechświata”.  Na Saharze  bowiem,  jak  i  na  Antarktydzie,  bardzo  łatwo  jest 
znaleźć meteoryty... A tak nawiasem mówiąc, to Sahara była kiedyś kwitnącą krainą 
i kto wie, czy nie była ongi celem ataku z Kosmosu???... 

 
I dalej: 
 

 

19  marca  1986  roku,  Zatoka  Pomorska,  25  mil  od  Świnoujścia,  na  wysokości  Nord 
Perd  (Rugia,  Niemcy)  trzy  tajemnicze  „pociski”  omal  nie  posłały  na  dno  polski  prom 
pasaŜersko-samochodowy  m/f  Wawel.  Kiedyś,  jeszcze  w  latach  80.  postawiłem 
hipotezę,  Ŝe  był  to  jakiś  meteoryt,  ale  mogła  to  być  równie  dobrze  bojowa  głowica 
Atlantydów.  JeŜeli  mam  rację,  to  pod  14

0

30’  E  i  54

0

33’  N,  na  głębokości  około  30 

metrów  powinny  znajdować  się  szczątki  meteorytu,  bądź  bojowej  głowicy  (głowic) 
atomowych  czy  innych  Atlantydów.  Warto  poszukać,  bo  byłby  to  dowód 
na prawdziwość hipotezy o realności atomowych wojen bogów...

72

 

 

9 października 1992 roku, okolice Los Angeles w USA. Tego wieczoru wielu świadków 
obserwowało  wtargnięcie  i  spłonięcie  w  atmosferze...  czegoś.  Nikt  nie  potrafił 
powiedzieć,  co  to  właściwie  było  -  albo  meteor,  albo  ICBM  z  czasów  Wielkiego 
Konfliktu?...    Na  zdjęciach  przypomina  to  dość  dokładnie  przelot  WBP  w  dniu  20 
sierpnia 1979 roku...  

 

dnia 3 maja 1994 roku, około godziny 20:30 wielu świadków obserwowało tajemniczy 
wybuch  w  Kosmosie,  co  miało  miejsce  nad  Zieloną  Górą.  Sprawę  badał 
prof. Dr hab. Janusz Gil z tamecznej WSP, który stwierdził, Ŝe nie jest on w stanie 

                                                 

70

 Robert K. Leśniakiewicz - UFO na granicy, Kraków 2000. 

71

 Lucjan Znicz-Sawicki - Goście z Kosmosu - Katastrofa Tunguska, Gdańsk 1982. NB, oznaczałoby to, Ŝe ów 

bolid eksplodował na wysokości co najmniej 18 km nad Ziemią! 

72

 UFO na granicy - ibidem. 

background image

 

82

podać przyczyny tego zjawiska.

73

 Istnieje  takŜe moŜliwość, Ŝe doszło w Kosmosie do 

zderzenia pomiędzy lodową mikro-kometą, a sztucznym satelitą Ziemi. 

 
I jeszcze tytułem zakończenia kilka sugestii na temat tego, co naleŜałoby zrobić, 

by  udowodnić istnienie  bojowych  głowic  Atlantydów  nie  udając  się  w Kosmos.  Osobiście 
jestem przekonany, Ŝe naleŜy wykonać następujące czynności: 

 

 

Przeszukać  dokładnie  teren  nad  którym  zaobserwowano  „rozbryzg”  obiektu 
(obiektów),  w  celu  znalezienia  ich  szczątków,  a  następnie  zebranie  ich 
i udokumentowanie  znaleziska  poprzez  wykonanie  zdjęć,  zapisów  video,  szkiców, 
mapek, zebranie relacji świadków, itd. 

 

Wykrycie  pól  lub  punktowych  źródeł  promieniowania  radioaktywnego  α,  β  i  γ  -  przy 
pomocy  rentgenoradiometrów  i  udokumentowanie  tych  znalezisk.  Czynności 
powyŜsze naleŜy wykonać za w ciągu tygodnia, bowiem po upływie tego czasu moŜe 
nastąpić  naturalna  dekontamitacja  śladów  radioaktywnych  -  np.  wskutek 
długotrwałych deszczów.  

 

Wykonać analizy chemicznej próbek gleby, wody i roślin w celu wykrycia: 

 

- Pierwiastków ziem rzadkich, np.: ceru, lantanu, europu, gadolinu, itp.; 
- Metali alkalicznych i innych uŜywanych w technologiach jądrowych; 
- Zmian kwasowości gleby i wody, wartości pH < 5,5, w związku z opadem do 
wody soli metali alkalicznych - np. litu. Jest je stosunkowo łatwo wykryć, 
bowiem barwią one płomień palnika na róŜne kolory: lit, wapń, stront i rad na 
czerwono, sód na intensywnie Ŝółto, potas, rubid i cez na fioletowo, zaś bar na 
zielono. Cynk pali się niebieskawo-zielonkawym płomieniem, zaś miedź - 
zielonym. 

 

 

 

Wykrycie  ewentualnych  zmian  (mutacji)  zwierząt  i  roślin  oraz  grzybów, 
które powstały wskutek działania promieniowania jonizującego, a takŜe innych zmian 
w przyrodzie, które nastąpiły w okresie od 1 do 10 lat od chwili obserwacji zjawiska. 

 

Badając  próbki  naleŜy  zwrócić  szczególną  uwagę  na  związki  uranu:  UO

2

,  UO

3

,  U

3

O

8

UO

4

  —  2H

2

O,  UO

2

(OH)

2

;  plutonu:  PuO,  PuO

2

,  i  inne,  które  mogą  powstać  w  czasie 

eksplozji takiej głowicy. 

 

Poszukując  w  próbkach  śladów  litu  naleŜy  sprawdzić,  czy  w  okolicy  nie  znajdują  się 
pokłady  następujących  minerałów  zawierających  lit:  lepidolitu,  spondumenu, 
ambligonitu,  biotytu  i  turmalinu,  które  mogą  zafałszować  wyniki  i  co  za  tym  idzie 
wnioski końcowe badań. 

 
Niestety,  o  dokładnych  analizach  chemicznych  i  mechanicznych  moŜemy  sobie 

jedynie pomarzyć! Jakby to było cudownie, gdyby ufologom skapnęło coś z tych 10 mln 
mld
  dolarów  amerykańskich,  które  rocznie  świat  wydaje  na  zbrojenia  i  badania 
nad systemami broni!!!... 

I  jeszcze  jedna  refleksja,  tak  à  propos  budowli  megalitycznych,  a  szczególnie 

piramid.  
 

Podejrzewam,  Ŝe  wszyscy  mylimy  się  co  do  natury  piramid,  które  uwaŜałem 

za schrony 

przeciwatomowe. 

Nie 

były 

one 

atakowane 

głowicami 

jądrowymi, 

boŜ pozostałyby po takim ataku ślady, ot choćby zeszklonego piasku w ich okolicy - a ich 
nie ma. Gdyby eksplodowała w pobliŜu chociaŜ jedna „atomówka”, to pozostałyby po tym 
ślady.  Celne  trafienie  głowicą  termojądrową  rozniosłoby  piramidy  na  pył,  a  nie  sadzę, 
by Atlantydzi  czy  ich  tajemniczy  przeciwnicy  nie  znali  systemów  naprowadzania,  takich 
jakie  mamy  teraz.  Trafienie  w  tak  wielki  cel,  jakim  jest  kaŜda  piramida  nie  stanowiłoby 
dla nich Ŝadnego problemu - i to nawet z wysokości orbity.  

 
 
APPENDYKS E 

                                                 

73

 Gazeta Lubuska z dnia 5 maja 1994 r. 

background image

 

83

 
 
I  w  nawiązaniu  do  poprzedniego  appendyksu,  nasz  ukraiński  korespondent  – 

dr Anton  A.  Anfałow  z  Symferopola  na  Krymie  przesłał  nam  materiał,  który  został 
zredagowany  na  podstawie  raportu  astronoma  z  WNP  -  dr  Siergieja  W.  Archipowa  - 
sporządzonego  dla  magazynu  Space  Flight  nr  37  z  marca  1995  roku,  s.  94,  który  to 
raport cytuje niemal w całości: 

 
Szanowny Panie! 
Wielki  biały  bolid  o  średnicy  co  najmniej  7  metrów,  przeleciał  nad  Kurskiem, 

Biełgorodem  i  Charkowskim  Rejonem,  z  północy  na  południe,  o  godzinie  17:45  GMT, 
w dniu 15 maja 1994 roku. Lot bolidu obserwowano na przestrzeni co najmniej 300 km. 
Zjawisko  to  widziało  wiele  osób,  w  tym  takŜe  ekipa  astronomów  z  Obserwatorium 
Astronomicznego  Uniwersytetu  Charkowskiego,  którzy  meldowali  przelot  tego  bolidu 
i ocenili  czas  przelotu  na  10  sekund,  co  oznacza,  Ŝe  jego  prędkość  geocentryczna 
wynosiła co najmniej 30 km/s. 

Miejsce  upadku  bolidu  znajduje  się  w  odległości  około  40  km  na  południe  - 

południowy-zachód od Charkowa, w okolicy wsi Ochoczije, i tak o tym pisze dr Władimir 
A.  ZachoŜaj  
(dyrektor  OAUC),  który  odwiedził  to  miejsce  z  ekspedycją  OAUC,  w  dniu 
27 maja 1994 roku: 

Na  skraju  lasu  zobaczyliśmy  krater  o  średnicy  4  metrów  i  głębokości  1,5  metra, 

pochodzący  z  eksplozji,  której  energia  musiała  być  taka,  jak  po  wybuchu  60  kg  TNT. 
Znaleźliśmy  prawie  10  kg  metalicznych  odłamków  w  kole  o  promieniu  40-50  m 
od centrum  eksplozji.  Las  był  powalony  w  promieniu  10  metrów  od  krateru,  a  drzewa 
były opalone i podziurawione odłamkami.  

Dwa drzewa były całkiem spalone po północnej stronie krateru, prawdopodobnym 

kierunku  od  przylotu.  Wstępne  analizy  wykazały  anomalne  kompozycje  związków 
chemicznych:  zawartość  Ŝelaza  była  wyŜsza,  niŜ  w  przypadku  „normalnego”  sztucznego 
satelity Ziemi czy załogowego statku kosmicznego. Koniecznym zatem staje się zbadanie 
miejsca impaktu w przyszłości. 

Widziałem  osobiście  te  odłamki,  największy  z  nich  miał  kształt  pokręconej 

i rozerwanej  wybuchem  rury  o  długości  50  cm  i  średnicy  2-3  cm,  z  płytkimi 
wyŜłobieniami  na  powierzchni.  Analiza  chemiczna  wykazała:  Fe  -  99%,  Cu  -  0,3%,  Ni  - 
0,04%  i  Ti  -  0,02%.  Magnezu  i  glinu  nie  znaleziono  w  mierzalnych  ilościach  i  skład 
chemiczny PASUJE BARDZIEJ DO CIĘśKIEGO CZOŁGU, A NIE DO LEKKIEGO SATELITY!  

Członkowie  ekspedycji  powiedzieli  mi,  Ŝe  nie  był  to  takŜe  wybuch  jakiegoś 

niewypału  czy  niewybuchu  z  czasów  II  wojny  światowej.  Widziałem  ablacyjne  zacieki 
i ślady  opalenizny  na  odłamkach.  Dr  W.  A.  ZachoŜaj  usiłował  skonsultować  się 
w przedmiotowej sprawie z ekspertami wojskowymi, ale nie dało to Ŝadnego rezultatu. 

Najwidoczniej te artefakty nieznanego pochodzenia są obiecującymi kandydatami 

do  uznania  ich  za  szczątki  „kosmicznego  złomu”  NIE  BĘDĄCEGO  DZIEŁEM  RĄK 
LUDZKICH!  -  który  zderzyły  się  okazjonalnie  z  Ziemią.  Taka  moŜliwość  naleŜy  wziąć 
pod uwagę. 

 

A. W. Archipow 

Instytut Radioastronomii 

Charków, Ukraina 

 
 

Szokujące? No cóŜ - ile miał racji Stanisław Lem pisząc w jednym z opowiadań 

Cyberiady następujące słowa: 

...I nic z owej magnaterii nie zostało, okrom spinek metalowych, które wieśniacy 

z osad Solary Małej znaleźli na swój brzeg przybojem mgławicznym wyrzucone... 

Nic dodać, nic ująć. 
 
 
APPENDYKS F 

background image

 

84

 
 
Oczywiście  nie  zakładam  a  priori,  Ŝe  Meteoryt  Tunguski  był  li  tylko  odłamem 

Ŝalaznokamiennego  asteroidu,  który  zderzył  się  z  Ziemią  owego  fatalnego  ranka 
30 czerwca  1908  roku.  Nie  podzielam  takŜe  opinii,  Ŝe  był  to  gwiazdolot  czy  coś 
podobnego.  Osobiście  uwaŜam,  Ŝe  był  to  statek  układowy  Atlantydów,  albo  głowica 
termojądrowa  tychŜe,  która  weszła  w  atmosferę  i  eksplodowała  nad  Podkamienną 
Tunguską. 

Zadawałem  sobie  pytanie,  czy  istnieją  poza  atomowymi,  paliwa  rakietowe,  które 

byłyby  trudne  do  wykrycia,  a  takŜe  ich  produkty  spalania.  Szukałem  i  znalazłem!  Oto 
kilka z nich i kilka sposobów ich wykorzystania: 

 

 

Rekombinacja  cząsteczek  wodoru  -  H

2

  -  która  to  reakcja  przebiega  zgodnie  ze 

wzorem:    H  +  H    →  H

2

  +  Q  (energia  termiczna).  Uczeni  obliczyli,  Ŝe  statek  kosmiczny 

pędzony takim paliwem mógłby osiągnąć prędkości rzędu nawet 1.000 km/s. Produkt 
tej reakcji - H

2

 spalałby się w atmosferze zawierającej tlen dając w rezultacie wodę. 

I coś  takiego  byłoby  niesłychanie  trudne  do  wykrycia.  Obie  te  reakcje  dają 
temperatury rzędu 5.000

0

C, co sprawia kłopoty konstruktorom silników rakietowych. 

 

Borowodory.  Są  to  związki  boru  z  wodorem,  które  są  wyjątkowo  wysokowydajne 
energetycznie  w  przypadku  zastosowania  ich,  jako  paliwa  rakietowego.  Reakcja 
utleniania takiego paliwa przebiega  tak:  B

2

H

6

 + 3O

2

 → B

2

O

3

 + 3H

2

O + Q. Poza stabilnym 

B

2

H

6

 uwagę konstruktorów przyciągnął drugi stabilny borowodór B

10

H

14

 - którego teŜ 

moŜna  uŜyć  jako  paliwo.  Eksplozja  silnika  rakietowego  pędzonego  takim  paliwem 
dałaby  się  łatwo  wykryć,  a  to  ze  względu  na  to,  Ŝe  sole  boru  barwią  płomień 
na zielono.  Cały  kłopot  polega  na  tym,  Ŝe  nikt  nie  badał  miejsc  impaktów  dziwnych 
meteorytów na obecność boru i jego związków... 

 

Silany.  Te  związki  krzemu  i  wodoru  mogą  równieŜ  posłuŜyć  za  paliwo  rakietowe. 
Najbardziej stabilnym związkiem tego rodzaju jest Si

3

H

8

, który spalany w tlenie daje 

w  rezultacie  dwutlenek  krzemu  i  wodę:  Si

3

H

8

  +  5O

2

  →  3SiO

2

  +  4H

2

O  +  Q.  Coś  takiego 

mogło  eksplodować  w  marcu  1956  roku  nad  Pustynia  Libijską  -  ten  opad  piasku 
po silnej eksplozji na wysokości kilkudziesięciu kilometrów nad Ziemią...  

 

I  wreszcie  bardzo  trujące  paliwo  rakietowe,  jakim  jest  cyjanowodór  -  uŜywany 
w naszych  rakietach  ICBM  przez  pewien  czas  w  latach  50. i  60.  -  wycofane  z  uŜycia 
ze względu na wysoką toksyczność. Reakcja: (CN)

2

 + 2O

2

 → 2CO

2

 + N

2

 + Q daje wyŜsze 

temperatury, niŜ reakcja syntezy tlenowodorowej! W Kosmosie najwięcej tego paliwa 
znajduje 

się... 

na 

kometach, 

których 

atmosfery 

są 

złoŜone 

właśnie 

z m.in. cyjanowodoru! 

 
Oto  kilka  przykładów  wskazujących  na  to,  Ŝe  nie  trzeba  wcale  wprowadzać 

energię  atomową  na  pokłady  statków  kosmicznych,  wystarczą  znane  i  wypróbowane 
paliwa,  by  dać  efekt  eksplozji  atomowej  -  Ŝe  wspomnę  choćby  bomby  paliwowo-
powietrzne  -  w  atmosferze  Ziemi.  Inna  rzecz  jednak,  Ŝe  jaśniej  od  słońca  świecą  tylko 
gazy ogrzane do temperatury syntezy wodorowo-helowej, ciepłem jąder  atomowych... 

 
 
 
 
 
 

KONIEC     CZĘŚCI     PIERWSZEJ 

 

 
 
 
 
 
 

background image

 

85

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

CZĘŚĆ DRUGA 

 
 
 

Varia 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

86

 

15. WSTĘP (Dlatego kocham Tatry...) 
 
 
Tej pracy miało nie być. 
Sądziłem  w  swej  naiwności,  Ŝe  pisząc  słowo  „Koniec”  pod  ostatnim  akapitem 

appendyksu PROJEKTU TATRY - Raport Końcowy raz na zawsze i definitywnie skończę tą 
kartę polskiej ufologii i część mojego Ŝycia. Stało się jednak inaczej. 

Stało się inaczej za sprawą kilku imprez ufologicznych - które zaliczyłem w latach 

1995 - 98, a w czasie których przyszło mi mówić o ufozjawiskach widzianych w Tatrach, 
Beskidach  i  innych  górach  naszego  cudownego  kraju.  Pisząc  o  Polsce  „cudowny  kraj” 
wcale nie ironizuję, bo Polska jest cudowna! Jak to mawia moja siostra Wiktoria, która 
mimo  młodego  wieku  zaliczyła  całą  Europę  i  trochę  Afryki  i  Azji,  Polska  jest  nie  tyle 
pawiem  i  papugą  narodów,  ale  nade  wszystko  zwierciadłem  Europy,  boŜ  mamy  w  niej 
wszystkie  moŜliwe  formy  jej  reliefu  powierzchniowego,  więc  Polaka  znającego  swój 
własny  kraj  w  Europie  nic  nie  zaskoczy...  W  czasie  odczytów  i  prelekcji  we  Wrocławiu, 
Białej  Podlaskiej,  Gdyni,  Gdańsku,  Krakowie,  słowackich  Koszycach,  węgierskim 
Budapeszcie  i  Debreczynie    oraz  Pradze  Czeskiej    z  a  w  s  z  e      znalazł  się  ktoś, 
kto dorzucił do zebranego juŜ przeze mnie materiału opisowego ufozjawiska coś nowego 
– i o tym jest ta część tej pracy.  

Był  takŜe  inny  powód,  dla  którego  ponownie  chwyciłem  za  pióro  w  tej  kwestii  – 

a mianowicie,  chodzi  tu  o  kilka  fenomenów  zaobserwowanych  przez  mieszkańców 
Małopolski,  Pomorza,  Śląska  i  Podkarpacia,  a  które  maja  związek  z  poruszonymi 
Raporcie Końcowym  sprawami dotyczącymi m.in. korelacjami pomiędzy doniesieniami 
o  obserwacjach  NOL-i  a  „diabelskimi  kamieniami”,  kamiennymi  kręgami  kultowymi 
i kręgami  zboŜowymi  wreszcie.  Istnieje  bardzo  ciekawa  teoria  na  ten  temat,  która 
sformułował  niedawno  pewien  mieszkaniec  Zakopanego  -  inŜ.  Jerzy  Łatak,  a  którą  to 
teorię zaprezentuje w rozdziale 19. 

Rozdział  16  mówi  o  kilku  przypadkach  zniknięć  ludzi  w  Tatrach  i  na  Podhalu, 

a które  wydarzyły  się  dosłownie  na  naszych  oczach!  Ustosunkuję  się  do  nich 
i do programu wyemitowanego w TVN z cyklu Nie do wiary. 

Rozdział  17  porusza  niezwykłą  sprawę  obserwacji  dziwnych  bolidów,  które 

niekoniecznie  musiały  być  bolidami  -  mogły  to  być  np.  szczątki  pojazdów  kosmicznych 
z czasów  Wielkiego  konfliktu  Bogów-Astronautów  sprzed  12.000  lat,  albo  statki 
kosmiczne  Obcych,  które  wskutek  awarii  spadły  na  Ziemie  i  jej  mieszkańców.  MoŜe 
przesadziłem z tymi spadkami na mieszkańców, ale zaiste niewiele... 

W rozdziale 18 poruszam sprawę odbudowy i rozbudowy sieci informacjozbiorczej 

Obcych  na  terenie  naszego  kraju  i  o  dziwnych  artefaktach  kamiennych  znajdowanych 
u nas  i  za  granicą.  Będzie  tam  m.in.  o  powrotach  kilku  legend  tatrzańskich  i  innych, 
z którymi  zetknął  nas  los.  Pisząc  „nas”  mam  na  myśli  członków  Małopolskiego 
Centrum  Badań  UFO  i
  Zjawisk  Anomalnych,  a  takŜe  kolegów  z  grup  ufologicznych 
Bronisława Rzepeckiego z Krakowa (GBNOL Kraków), Tomasza Niesporka z Katowic 
(GBNOL „Sieć”), Józefa Grzywoka z Ornontowic (Ruch Zwolenników Istnienia Obcych), 
a  takŜe  koleŜanki  i  kolegów  z  województwa  pomorskiego:  Jerzego  Szkodę,  Zofię 
„Eleonorę”  Piepiórkę,  Urszulę  Giedroyć  
i  Anię  Milewską  z  Trójmiasta  -  dzięki 
którym  otworzyły  mi  się  oczy  na  niektóre  aspekty  obecności  na  ziemiach  polskich 
megalitycznych  budowli,  które  stanowią  ślad istnienia  onegdaj  potęŜnej  Supercywilizacji 
ludzkiej z epoki istnienia Atlantydy... 

I wreszcie chciałbym powiedzieć, dlaczego kocham Tatry.