27. Niedobór planet. Męczące planety, Astrologia - podstawy - W.J


Do tej pory patrzyliśmy na horoskopy pod kątem tego, której planetarnej energii jest dużo - temu m.i. służyło wyszukiwanie dominanty. Interesowały nas planety silne w horoskopie. Teraz popatrzymy odwrotnie: na to, które planety są słabe, której planetarnej energii brakuje w danym horoskopie, której jest niedobór. Jest to ważne, ponieważ np. człowiek z silnym (powiedzmy) Saturnem inny będzie jeśli ma przy tym słabą Wenus, a inny jeśli ma słabego Marsa. Inaczej patrząc, mamy tu zadanie znajdywania antydominanty - planety najsłabszej, takiej, która najsłabiej wyraża się w horoskopie.

Planeta jest słaba w horoskopie, jeżeli:

Oczywiście rzadko się zdarza, że planeta jest tak beznadziejnie słaba, że wszystkie powyższych 5 warunków są spełnione. Jednak posługując się powyższymi warunkami możemy znaleźć jedną lub więcej planet słabych i uznać, że właśnie energie tej planety lub planet są w niedoborze.

0x01 graphic

Horoskop urodzeniowy Elvisa Presleya. Przykład niedoboru Marsa
(Ur. 8 stycznia 1935, g. 4:35, w Tupelo. Strefa czasu UT-6h.)

ascendent

Str. 3°57'

Merkury

Koz. 22°18'

Saturn

Wod. 25°44'

medium coeli

Pan. 15°56'

Wenus

Koz. 29°21'

Uran

Bar. 27°29'

Słońce

Koz. 17°13'

Mars

Waga 12°49'

Neptun

Pan. 14°26' R

Księżyc

Ryby 2°01'

Jowisz

Sko. 18°04'

Pluton

Rak 25°08' R

Widać z kosmogrami i z podanych obok liczb, że dominującą planetą artysty był Neptun, który leży najbliżej osi (medium coeli), jest władcą Księżyca i związany jest ze Słońcem silnym aspektem.

Aspekty w horoskopie Presleya:

Inne, słabsze aspekty, można pominąć.

Mars w horoskopie Presleya stosuje się do wszystkich 6 punktów definicji słabej planety:

Jedyne, co pośrednio działa na korzyść Marsa (zwykle takie elementy można znaleźć), to:

Jednak jakby nie liczyć, Mars u Króla Rocka był słabiutki.

Niedobór Słońca. Człowiek nie wie, kim jest i nie wie, czego chce. Gubi się, nie jest pewny swoich racji, traci energię na wahania i nieudane próby. Szuka oparcia w świecie zewnętrznym i łatwo daje się przekabacić tym, którzy głośniej i dobitniej krzyczą. Jest neurotyczny (znerwicowany), nie poukładany wewnętrznie. Lgnie do postaw życiowych wyrażających jałowy bunt lub autodestrukcję (np. do subkultur). Bywa niepoważny, co inni odbierają - i w zamian też nie traktują go serio.

Niedobór Marsa. Człowiek jest słaby - przede wszystkim słaby psychicznie, chwiejny, potrzebuje oparcia w innych i tego oparcia szuka. Może ulegać osobom pozornie słabszym od niego, np. młodszym albo (w firmie) ludziom przez siebie zatrudnianym, itd. Nie dowierza sobie, nie wierzy we własne siły. Niedobór Marsa często objawia się też przez uzależnienia - od alkoholu lub innych narkotyków, od jedzenia (otyłość!), także od codziennych rytuałów, które trudno przerwać. Uzależnienia od osób. Kształtuje się postawa ucieczkowa; można się w tym dopatrywać ucieczki od życia. (Również słabość Słońca lub Jowisza skutkuje podobnie.)

Tu należy przypadek Presleya: uzależnienie od leków - nie był wprawdzie narkomanem, jak mu się często przypisuje, ale był skrajnym lekomanem i to było przyczyną jego przedwczesnej śmierci. W swojej błyskotliwej karierze był jednostronnie przywiązany do swojego impresaria, który w istocie go wykreował i któremu Presley był ślepo posłuszny. Nie przerwał infantylnego przywiązania do rodziny i do paczki kolegów z podstawówki, z których uczynił swoja świtę, ochroniarzy itp. Był nadużywany przez żonę, zdradzającą go z ochroniarzem.

Niedobór Jowisza. Brak potrzeby wyrażania się na zewnątrz. Introwersja i zamknięcie się w sobie, zwykle pod maską własnej nieatrakcyjności: ludzie tacy nie starają się pokazać siebie ani zaistnieć na pewnym forum, uporczywie wyglądają jak szare myszy. Sami nie widzą własnych zalet, wiec tym bardziej się nimi nie chwalą. Prowadzą życie schematyczne, pośród codziennych banalnych rytuałów. Nie są inspirujący, bywają nudni. Nie zabierają głosu, zresztą mogą nie mieć poglądów wartych wygłoszenia.

Niedobór Księżyca. Schematyzm, duchowe wyschnięcie i wypalenie, brak twórczych impulsów. Słabe związki emocjonalne z ludźmi. Brak żywego współodczuwania z innymi. Kompleks Kaja - patrz baśń Andersena Królowa śniegu, gdzie chłopcu wpadł okruch lodowatego zwierciadła do oka, znieczulając go na ludzkie odruchy. Uwaga dla palaczy: fizjologicznie w tym kierunku działa na mózg nikotyna. Przestroga dla urzędników: podobne skutki wywiera zbyt długie i częste przebywanie za biurkiem.

Niedobór Wenus. Brak wdzięku. Brak taktu i wyczucia. Kompleks niegrzecznego dziecka, które nawet gdy jest pouczane i się stara, to wszystko robi na opak - i z tego kompleksu trudno jest wyrosnąć. Nadmierna szczerość: weredyzm. Nadmierna prostolinijność w sądach i postępowaniu, brak wyczucia dla konwenansów ułatwiających życie, antydyplomatyczność. Człowiek taki jest kanciasty, nieokrzesany, surowy, trudno go lubić; może być brutalny, wybuchowy itd. - to już zależy od tego, które planety są silne.

Niedobór Saturna. Powierzchowność, lekkomyślność, zmienność w uczuciach, opiniach i sądach, brak wyczucia czasu i konsekwencji, stad niesłowność, nieodpowiedzialność i brak umiejętności planowania. Niepowaga. Infantylizm. Kompleks niebieskiego ptaka, co najchętniej by nie siał i nie orał i za nic nie odpowiadał. Za to pozytywnymi cechami jest nieprzejmowanie się, niezbieranie urazów, łatwość zapominania, przebaczania i przechodzenia do porządku nad tym, co nieprzyjemne.

Niedobór Merkurego. Dziwactwa i obsesje; sposób myślenia i widzenia świata, który odbiega od środowiskowej normy; przesadne widzenie pewnych szczegółów - fiksacja na nich. Jest w tym rys szaleństwa i nieprzystosowania. Moje obserwacje wskazują, że słaby Merkury nie oznacza jakiejś umysłowej ociężałości, tylko umysł, który słabo daje się zaprząc do pozytywnych celów.

Niedobór Urana: nadmierna normalność... Trudno rozpoznać, bo dotkniętym nie przeszkadza.

Niedobór Neptuna. Nie-medialność, to znaczy odruchowy racjonalizm, proza zamiast poezji, brak zrozumienia dla życia duchowego. Trudne do rozpoznania, ponieważ nosicielom nie przeszkadza.

Ciekawostka: Kazimierz Moszyński w swym dziele Kultura ludowa Słowian ten typ postawy , który my powyżej związaliśmy z niedoborem Neptuna, stwierdza u Poleszuków w ich tradycyjnej ludowej kulturze: ostentacyjne lekceważenie okazywane wzruszeniom, uczuciowości i pięknu - zamiast tego nacisk na użyteczność i wysoka ocena sprytu i przebiegłości. Ciekawe, że ta anty-neptunowa postawa rozwinęła się w środowisku w najwyższym stopniu przesyconym przyrodniczymi ekwiwalentami Neptuna: wody, rzeki, zalewane doliny rzeczne, torfowiska, grząski grunt, mgły; bezludzia; ryby, czaple i inne wodne stworzenia.

Niedobór Plutona: trudny do rozpoznania i wymaga dalszych starań.

Przy niedoborze pewnej planety tym silniej włącza się i uruchamia planeta, która normalnie jest przez tę pierwszą moderowana, równoważona, trzymana w ryzach. I tak:

W przypadku Urana, Neptuna i Plutona zwykle tego nie określa się.

Każdy (prawie) ma planetę (lub dwie, lub trzy) która go męczy. Warto to wiedzieć, ponieważ każda planeta męczy na swój sposób. Jak zatem męczą nas poszczególne planety?

Zaczynam od Saturna, ponieważ jego męczący wpływ najłatwiej jest zauważyć i zidentyfikować: u siebie, u znajomych lub u astrologicznych klientów. Saturn również męczy zawsze - to znaczy nawet wtedy, kiedy jego wpływ jest pozytywny, to zawsze równocześnie planeta ta daje skutki negatywne, męczące.

Saturn nas dołuje. Odbiera radość życia. Sprawia, że wszystko wydaje się ciężkie, poważne i strasznie serio. Staje się czarne i białe, a najczęściej szare. Pod wpływem Saturna wszystko staje się trudnym obowiązkiem, z którego zostaniemy kiedyś rozliczeni. Pod wpływem Saturna myślimy nie o radościach, tylko o trudach i zgryzotach. Saturn usztywnia, jest wrogiem nowości, dziania się, ruchu i tańca. To właśnie o spotkaniu z energią tej planety pisał Fryderyk Nietzsche: "A kiedym ujrzał mojego diabła, wydał mi się poważny, dokładny, głęboki, uroczysty. To był duch ciężkości - przez niego upadają wszystkie rzeczy." (Cytat z jego książki : To rzekł Zaratustra.) I miał rację niemiecki filozof, który zaciekle tego ducha zwalczał, ponieważ wpływ Saturna odbiera rzeczom smak, kolor i sens - odbiera rzeczom tę ich wartość, dla której warto żyć. Nic dziwnego, że na końcu postępów saturnowej psychicznej choroby - depresji - czyha samobójstwo...

Zmęczeni swoją planetą saturniarze są, jak powiedziałem, zdołowani, brakuje im zapału, radości, napędu, werwy. Są zdechli i ich wyobraźnia chwyta się myśli o chorowaniu, niedoli, biedzie, zasiłkach i o nieudanym życiu. Zarazem tęsknią do samotności, od tego, żeby się odciąć, odgrodzić od świata i ludzi, zamknąć się w czterech ścianach. Mówi się o kimś takim: pogrzebany za życia.

Saturn też męczy tak, że nie pozwala brać tego, co ludzie i świat mogą i gotowi są nam dać. Saturnowym gestem jest cofnięcie ręki wyciągającej się na powitanie lub oferującej dar. Saturnowe jest odtrącenie czyjejś miłości. A także nieczułość, niewrażliwość, dystans, chłód, nie-miłość - i zamknięcie się w tych niepotrzebnych obronnych odruchach jak żółw, saturnowy zwierz, w skorupie.

Uran męczy przez niezaspokojenie i nienasycenie, i niemożność usiedzenia w jednym miejscu. Uraników nosi. Żyją jak nakręceni. Nie znajdują w sobie samych miejsca, w którym mogliby zasiąść, rozsiąść się, kontemplować i przeżywać, cieszyć się i korzystać. To co znajdą, choćby nie wiem jak im się podobało, wkrótce okazuje się być nie tym. "To nie to!" - jest typowym zawołaniem uraników. Pół biedy, jeśli nie tym okażą się świeżo kupione buty lub jabłka. Gorzej, gdy to nie to dotyczy własnego domu, życiowego partnera, albo własnego dziecka. Rodzice uranicy, a raczej dotknięci negatywnymi czyli męczącymi wpływami Urana, stawiają dzieciom sprzeczne i nieprzewidywalne wymagania. Bywają dla swych pociech nieobliczalni, zwłaszcza emocjonalnie. Nie kochają bezwarunkowo, ale jest tak, że poprzez oblicze najbliższej osoby prześwituje cień tego nie to. (Bezbłędnie wykreowanym typem złej matki uraniczki była Biała Czarownica w filmie Opowieści z Narnii zagrana przez Tildę Swinton. Nieprzypadkowo nosiła uraniczne dredy!) Uranicy widzą jednocześnie to co dobre, ale i to co złe, i każda decyzja, jaką podejmą, może być co najwyżej chwilowa, bo każda jest w końcu zła. Przy tym zwykle jest jednak tak, że nie załamują rąk, tylko biegną dalej i nie ustają w poszukiwaniach.

W łagodnej dawce Uran działa jak swędzące nasiona rozsypane na fotelu. Nie można wysiedzieć! Trzeba zrywać się, biec gdzieś, szukać, próbować. Niby ten mebel wyglądał tak wygodnie i relaksowo, ale nie... jednak ma wady. Trzeba go poddać krytyce i szukać lepszego dalej. A to "lepsze" jest pewnie tam, gdzie nas jeszcze nie było. W Kalifornii? Pod wodą? Na Księżycu? W przyszłości? Uranicy nieustannie porzucają tutaj i biegną gdzieś tam.

W swojej skrajnej formie Mars męczy nas otwarcie, konkretnie i osobowo: zsyłając na nas wrogów. Ludzie mający silnego i złoczynnego Marsa w swoich horoskopach, mają szczególnego pecha: wciąż natrafiają na wrogów, którzy są przeciwko nim i chcą im zrobić krzywdę. Znając psychikę marsowców łatwo jest zauważyć, że to oni sami hodują sobie wrogów, ponieważ są opryskliwi, niegrzeczni, a nawet jeśli pozornie grzeczni, to hardzi i najeżeni. Węsząc wroga, jednoczenie prowokują ludzi do wrogości. Jeśli zaś są rozwinięci intelektualnie, to energię Marsa przetwarzają w krytykowanie, i to radykalne: coś - człowiek, grupa, organizacja, ustrój itd. - jest złe i wadliwe, i to złe w sposób zagrażający. Trzeba wroga osaczyć, zlokalizować i napiętnować zanim cię zaatakuje.

W dawce łagodnej męcząca energia Marsa będzie się wyżywać w poprawianiu innych i naprawianiu. W dyrygowaniu, instruowaniu, wytykaniu błędów, komenderowaniu i musztrowaniu. I do tego nie trzeba koniecznie być kapralem, wystarczy być ojcem, matką, żoną, mężem...

Pluton męczy podejrzliwością, zamykaniem się w sobie i popadaniem w kompleks oblężonej twierdzy. Plutonicy łączą marsowe wypatrywanie wroga z saturnowym izolowaniem się. Plutonik chowa się w sobie, aby tam się odwinąć i gdy przyjdzie pora, uderzyć. Uderzyć zwykle słowem, gestem lub miną - naładowanymi raniącą emocją.

Plutonicy są tacy, jakby nosili w sobie zapasową kopię siebie samego, jakby swoje drugie ja, własną rezerwową osobowość. I ta kopia, kiedy się ujawni, jest zaskakująca, często dla nich samych. Nie zawsze jest zła - bywa też fascynująca, przemożnie atrakcyjna, uwodząca - to już zależy od planet, z którymi Pluton współpracuje w horoskopie. Stanisław Lem w swej fantastycznej powieści Maska wymyślił bohaterkę, pozornie młodą i ponętną kobietę, która naprawdę jest maszyną-robotem, zaprojektowanym do wykonania zadania "zabić" - i tego morderczego metalowego owada-zabójcę nosi w sobie. Którejś nocy owo dziewczę wiedzione niepohamowanym impulsem rozcina sobie brzuch, odrzuca niepotrzebne ciało i rusza w pogoń ku swej ofierze. To jest chyba najbardziej niesamowita metafora-legenda Plutona i jego znaku Skorpiona. Oczywiście, plutoniczna transformacja w realnym życiu równie często jak zła, może być dobra i jej wynikiem bywa przeobrażenie się w kogoś o większym potencjale dobra niż przed przemianą. Nie wolno czynić powierzchownej równości: Pluton, to zło. Energia Plutona jest konieczna, by odnaleźć w sobie siły pomocne i konieczne do pokonania przeszkód, które bez Plutona (np. w czasie, kiedy on nie tranzytuje naszych ważnych planet) wydają się być nie do przeskoczenia.

Neptun potrafi człowieka umęczyć - i to jak umęczyć! - zsyłanym przez siebie niezdecydowaniem, pomieszaniem i niemożnością odróżnienia rzeczy ważnych od nieważnych, swoich od cudzych, prawdziwych od fałszywych i wartych starań od zupełnych głupstw. Przez męczące wpływy Neptuna człowiek kręci się w kółko. Uporczywie wraca do starych wyborów. W dorosłym życiu zachowuje się jak dziecko. Zachwyca się byle czym. Zbiera śmieci i przynosi - dosłownie i w przenośni. Daje sobie zawrócić w głowie, omotać i otumanić. Zaprasza do siebie zwodzicieli i szarlatanów. Daje posłuch tym, co robią mu wodę z mózgu.

W małej dawce Neptun rodzi niebezpieczeństwo, że się zapomnie o sobie, całe swoje staranie i serce rozdając - nierozsądnie - innym.

Neptun - i to jest jego podstawowa funkcja w dostępnym nam zestawie planetarnych energii - daje dostęp do wizyjnej funkcji umysłu; więc do tej przestrzeni, która otwiera się w snach, fantazjach i wizjach. Obniża lub usuwa granice między świadomym i nieświadomym, a także między tym, co w psychice jest moje i nie-moje, więc daje zdolność intuicyjnego kontaktu z psychiką innego człowieka. To jest wielki dar, który jest źródłem artystycznej wrażliwości i kreatywności, ale zarazem wielkie niebezpieczeństwo. Jakie? - że się zejdzie z rozumu, a przecież s-uma-szedszyj czyli "ten, co odszedł od rozumu" to po rosyjsku wariat, a delirium to dosłownie po łacinie "wypadnięcie z bruzdy", z koleiny, którą się jedzie. Zatem Neptun ze swoimi niebezpieczeństwami świeci na tej granicy, która dzieli twórczość od szaleństwa.

Tych pięć planet męczy najbardziej. Pozostałe są łagodniejsze i nie zsyłają prawdziwych niebezpieczeństw, ale co najwyżej mniej szkodliwe przypadłości.




Wojciech Jóźwiak

wykłady z lat 2004-2007, w Tarace od 21 maja 2010



Wyszukiwarka