Nessie nie jestem już dzieckiem

Korekta: Rebellisch :)


Miłego czytania!


Minęło pięć lat od moich narodzin, a mimo to byłam już fizycznie kobietą. Jacob zawsze był blisko, wiedziałam, że musi być. Różniłam się od mojej rodziny i tylko przy nim czułam, że nie odstaję tak od reszty świata, który okazał się być pełen mitycznych stworów. Tylko nasze serca biły w domu Cullenów, jedno z nich wyraźnie nie odpowiadało niektórym domownikom. Jednak to nie jest powód, dla którego uwieczniam to na papierze z daleka od domu. Od czasu afery z moim pamiętnikiem, kiedy to tata wysłuchał jego treści w moich myślach wybywam z domu, gdy, o czym piszę.

Zapewne ktoś mógłby zapytać, o czym piszę, po co. Sama nie znam odpowiedzi, staram się jej nie szukać od momentu, kiedy zrozumiałam, że moje myśli nie są bezpieczne. Kocham moją rodzinę, to oczywiste. Wszyscy są wyjątkowi, każdy z jej członków jest inny. Jednak jak mogę czuć się wolna, kiedy mój ojciec zna każda moją myśl a wujek kontroluje emocje, w dodatku ostatnio nawet cioci przydarzają się sporadyczne wizje z moim udziałem.

Nie miałam wiele czasu by być dzieckiem. Z początku żałowałam tych rzeczy, których nie było dane mi poznać. Jak drzemka w przedszkolu czy pierwszy dzień w szkole. Rodzice nie chcieli ryzykować posyłając mnie do niej. Nie mam do nich żalu, dojrzałam dostatecznie już jakiś czas temu by móc zrozumieć ich wybór. Dojrzałam także do własnych wyborów.

Spoglądałam w zbite lusterko w opuszczonym domku na drzewie i widziałam w nim szesnastoletnią dziewczynę o czekoladowych oczach. Długich, roztrzepanych włosach, widziałam młodą kobietę o pięcioletnim stażu w pogniecionych ubraniach. W tym krótkim czasie dowiedziałam się o miłości, perfekcyjnej w każdym calu. O uczuciu, które łączyło moich rodziców, które sprawiało, że widziałam w nich zawsze parę zakochanych nastolatków. Była to jedyna rzecz, jaką przekazała mi mama. Kiedy kładła mnie spać mówiła tylko ‘Kochaj‘ a ja tak długo tego nie rozumiałam. Tata chciał powiedzieć mi jak najwięcej. Jakby nie zdawał sobie sprawy, że ma na to całą wieczność. Najczęściej jednak powtarzał mi żebym była sobą, bo to jest najważniejsze. Każdy członek rodziny przekazywał mi swoje złote myśli. Począwszy od ‘Dbaj o innych’ przez ‘Zawsze ubieraj się w to, co modne a nie wygodne’ kończąc na mojej ulubionej ‘Nigdy nie wygrywaj z Emmettem w Need For Speed’.

Czas mijał. Co parę godzin mogłam dostrzec niewielką zmianę w moim ciele. Nie mam łatwo, nie ma, co. Starałam się nie odwracać uwagi od zeszytu pełnego moich myśli i rysunków. Nie pisałam w nim za każdym razem, kiedy byłam sama. Czasem po prostu myślałam i szukałam celu, zajęcia dla siebie. Siedziałam tak wpatrując się w wczepione między kawałki lustra zdjęcie mojej rodziny w całej okazałości.

Przez chwilę dręczył mnie powód, dla którego zapisuję to wszystko skoro moja pamięć nie wyblaknie choćby za sto lat. Uważałam to za żałosne, ale odkryłam, że dzięki temu nie rozmyślam o tym w domu. Bardzo dbałam o swoje myśli przy tacie, nie chciałam żeby kontrolował mój umysł tylko, dlatego że kilka razy zdarzyło mi się pomyśleć o czymś nieodpowiedzialnym.

- Nessie. Już późno. – usłyszałam na dole.

- Która godzina ? – Zapytałam spoglądając na wujka Jaspera.

- Właściwie to nie wiem. Bella zaczyna wariować, że się buntujesz. – Odpowiedział, kiedy w ułamku sekundy znalazł się przy podpórce rozwalającego się daszka. – Czas najwyższy. – dodał z uśmiechem.

- Zaraz przyjdę.

Wujek pokręcił przecząco głową.

- Masz być w domu teraz. A znając twoje możliwości będziesz tak na czterdzieści minut.

Spuściłam głowę i zamknęłam mój kajecik.

- Proszę. Weź mnie na te swoje zimne barki i zabierz mnie do mamy. – Powiedziałam nadymając dolną wargę.

Zapadła cisza, a we mnie rosła złość i żal. Nie byłam już dzieckiem, właśnie to miałam im teraz do powiedzenia. Jasper wyczuł najwyraźniej, co się dzieje, bo w chwilę potem znalazł się obok mnie.

- Co się dzieje?

- Nic. Chodźmy już. – Burknęłam.

Lecieliśmy przez mokry las krótko, ale wystarczająco długo żebym mogła poczuć się głupio, że zachowałam się tak wobec wujka, który wzbudzał u mnie tyle sympatii. Był zawsze zdystansowany do wszystkiego było to dla mnie intrygujące a przy tym zabawne. Wydawało mi się, że on nie czuje się członkiem rodziny, a przy najmniej nie jak brat czy syn. Był spokojny tylko, kiedy w pobliżu nie było wujka Emmetta. Sami nazywali siebie Starskym i Chuchem.

Kiedy byliśmy już przed domem nagle znalazłam się na ziemi. Wpadłam do domu i grzecznie spytałam gdzie jest mama. Kiedy znalazłam się z nią w jednym pomieszczeniu miałam jej tak wiele do powiedzenia. Jednak zamknęłam drzwi i stałam w ciszy czekając aż sama coś powie. Milcząc patrzyła na mnie swoimi złotymi oczyma.

- Mamo, nie jestem już małą dziewczynką. – Powiedziałam, kiedy pogładziła mnie wierzchem dłoni po policzku.

- Widzę. – Odsunęła rękę.

- Potrzebuję wolności. – Powiedziałam czując, że ją ranię.

- Rozumiem.

Minęła mnie ludzkim krokiem i wyszła z pokoju nie zamykając drzwi. Byłam sama w sporym pomieszczeniu, które już nie długo miało być moim pokojem. Wszystko z powodu jak to tata go określił ‘niewyparzonego’ języka wujka Emmetta. Powiedział mi on krótko i zwięźle, czemu mieszkamy w oddzielnej chatce, skoro oni i tak nie sypiają. Co skłoniło mnie o poproszenie o własny pokój także tu? W razie gdybym miała sobie przypomnieć o tej rozmowie w środku nocy. Fuj. Mimo że uznawałam się za dojrzałą nie czułam się najlepiej śpiąc ścianę obok moich niesypiających rodziców. Nadal przyprawiało mnie to o nieprzyjemnie dreszcze.

Wyszłam z pokoju i usiadłam na kanapie czekając na rozkaz opuszczenia rezydencji głównej Cullenów ( Ależ to ładnie brzmi). Myślałam o tym ile bólu może sprawić zwykła nastolatka mówiąca, że nie potrzebuje całodobowej opieki. I o tym ile bólu może sprawić pięcioletnia pół-wampirzyca mówiąc to samo.

- Idziemy ? – Spytałam zniecierpliwiona.

Tata kiwną znacząco głową. Ruszyliśmy w stronę drzwi i w sekundę później pędziliśmy już w stronę domku na polanie. Całą drogę panowała cisza. Nikt nie odezwał się ani słowem nawet, kiedy weszliśmy już do środka przytulnego saloniku.

- Idę do siebie. – Powiedziałam wreszcie i bez większego zastanowienia zdjęłam z półki obok kominka pierwszą lepszą książkę.

Leżałam na łóżku nie przykryta, gotowa by wyjść z domu w każdej chwili. Czułam się nieswojo, brakowało jakiejś części mnie. Nie widziałam Jacob cały dzień, załatwiał z ojcem jakieś badania. Ja tkwiłam sam na sam ze swoimi myślami. Już dawno nigdzie nie byliśmy. Do tej pory zawsze zachowywał się jak starszy, fajny brat. Obejrzałam z nim już wszystkie filmy, które uznawał za dzieła. Między innymi wszystkie części Shreka, Harrego Pottera i kilka filmów akcji. Zabierał do wesołego miasteczka, na lodowisko. Poprawiał mi humor i zawsze robił, co chciałam. Było to według mnie trochę niedorzeczne. Nie miał własnego zdania, dostosowywał się do mnie. Tak bardzo bolało mnie to, że on nie może mi odmówić. Wpojenie wydawało mi się istną paranoją.

- Chodź już, proszę. – Usłyszałam gdzieś w pobliżu.

Chyba wyczuliłam się na to specjalnie, bo, od kiedy wujek oświecił mnie w tematyce życia seksualnego wampirów mój świat legł w gruzach. Nigdy wcześniej tak o tym nie myślałam.

Zagłuszałam własne myśli bojąc się, że tata mnie słucha. Bardziej skupiałam się nad tym, co miałam zamiar czytać. Spojrzałam na tytuł „Wichrowe Wzgórza”. Otworzyłam gdzieś w połowie książki i zaczęłam powtarzać tekst w myślach. Czyżby to uczucie samotności miało coś wspólnego z moim dorastaniem ? Nie wiedziałam, zdążyłam tylko zadać pytanie i zobaczyłam wszechogarniającą mnie ciemność.


Wyszukiwarka